|
Blog > Komentarze do wpisu
Wengera nie lubią w ManchesterzePo przegranej w zeszłej kolejce z Manchesterem United Arsenal doznał drugiej porażki w tym mieście, ulegając po bardzo emocjonującym spotkaniu Manchesterowi City 4:2(1:0).
Pierwsza połowabyła dosyć nudna. Tzn. gol Richardsa(edit: samobójczy) był niezły - najpierw dośrodkował Barry, potem Micah strzela głową, Za co kocham City?Właśnie za tę część meczu. Nie nadążałem z wpisami do mojego kapownika, ciekawych sytuacji było od groma, nie miałem czasu nawet się specjalnie cieszyć po golach The Citizens. Wszystkie zdarzenia pierwszej połowy bledną przy świetle tych z drugich 45 minut. Dawno nie przeżywałem takich emocji(choć do napięcia z EURO 2008 jeszcze było daleko), a co najlepsze - wszystko skończyło się happy-endem. Ale od początku. Arsenal mocno zaznaczył swoje panowanie w drugiej połowie. 59. minuta i z głowy uderza Gallas po rzucie rożnym, do tego niecelna dobitka(?) Bendtnera. Chwilę potem groźny strzał z dystansu oddał Vermaelen(jedyny w zasadzie transfer Wengera w tym okienku), ale znowu świetną interwencją popisał się Given. 62. minuta - w tamtej chwili był to dla mnie kluczowy moment meczu. Słabe w drugiej połowie City wyprowadza kontrę, przy piłce Bellamy, po jego prawej Ireland, ale Walijczyk podaje źle i Stephen nie może dojść do piłki na czystą pozycję, niby ją Arsenal wjeżdża nam w pole karneI głęboko się zastanawiam, co Mark Hughes myśli na temat pressingu w środkowej części boiska. Moim zdaniem - nie wie, że taka sfera istnieje, bo ofensywa Wengera robi sobie regularne wycieczki na siódmy metr, ale na szczęście bez powodzenia. 73. minuta - mało widoczny Ireland schodzi, a za niego - pierwszy raz w tym sezonie - wchodzi Bułgar Martin Petrov. Ledwie notuję to zdarzenia, a tu Micah Richards przedziera się prawym skrzydłem, mija lewego obrońcę Kanonierów, po ziemi podaje do znajdującego się w polu karnym Bellamy'ego, a ten przymierza pod poprzeczkę i jest już 2:1!! Richards poluje na MotM, a Bellamy strzela tak, jak napastnik powinien. Trzy minuty później Adebayor daje o sobie znać. W genialny sposób mija czterech rywali, przedostaje się na pole karne, ale jego podanie nie zostaje wykorzystane. Jest czego żałować? NIE! Kolejne trzy minuty później Shaun Wright-Phillips(irytujący w pierwszej połówce akcjami sam na sam, które ewidentnie mu nie wychodziły) precyzyjnie dośrodkowuje w pole karne, a niekryty Togijczyk głową umieszcza piłkę w siatce. 3:1!! Adebayor po golu prędko biegnie pod trybunę, którą zajmowali fani Arsenalu(tj. pod bramkę City), by im podziękować za wsparcie przez całe spotkanie(każde przyjęcie piłki przez niego było kwitowane buczeniem i gwiazdami). Wenger już pewnie w tym momencie zwątpił w sprawiedliwość futbolu... Ale to nie był koniec meczu!Już chwilę po trzecim golu Diaby był blisko zmiejszenia przewagi miejscowych, ale Adebayor wybił piłkę sprzed linii bramkowej. W tej chwili czułem, że czeka mnie niezłe obgryzanie paznokci i modlitwy, by sędzia już zakończył spotkanie. Powinienem za takie myśli dostać po głowie. Dlaczego nie wierzyłem w moich ulubieńców. Bo przecież kontra, Bellamy podaje do SWP, ten wychodzi na czystą pozycję, z gracją lobuje wychodzącego Almunię i jest już 4:1!! "Błogosławieni ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli"? Bo ja dalej nie wierzę, choć widzę! Ze snu wybija mnie Rosicky, gdyż strzela na 4:2. Po tym Arsenal postawił na ostatni zryw. Van Persie trafia w słupek, obok bramki, a na koniec uderzenie Bandtnera paruje Given. Nic jednak nie zmienia wyniku. City zwycięża 4:2 w pierwszym trudnym spotkaniu tego sezonu! Nalezy jednak zadać sobie pytanie: Czy to City było dobre, czy Arsenal słaby?Niestety, odpowiedź nie jest prosta. Podopieczni Marka H. na pewno byli skuteczniejsi(co najmniej kilka razy ofensywa Wengera trzymała piłkę w polu karnym, lecz mimo tego bramki nie padały), ale ze sprawdzianu z taktyki pan Mark dostaje jedynkę z wykrzyknikiem. Nie można takich drużyn jak Arsenal wpuszczać na pole karne bez biletu. Gdzie jest środkowa linia, której zadaniem jest przerywać każdy ataka w środkowej strefie? Panie kochany, zrób z tym coś! Derby już za 8 dni!! A po tym meczu muszę powiedzieć, że nie ma nic przyjemniejszego, niż utrzeć nosa fanom innego klubu i zniszczyć ich pewność siebie ;) United, gotujcie się! sobota, 12 września 2009, angamoss
TrackBack
Komentarze
Gość: schmeichel, 188.33.134.16*
2009/09/13 10:08:54
Jej postawiłeś zapisywanie ciekawych akcji z meczu nad emocjami live?? Ja bym tak nie mógł...wpatrzony jak w obrazek najświętszej .... :)
2009/09/13 10:20:26
To nie było takie trudne, zapisuję to bardzo skrótowo, a do tego w windosowskim notatniku, także spokojnie się da wyrobić ;)
|
|