|
Blog > Komentarze do wpisu
Sukces Fulham na CoMSTrawiące mnie od soboty choróbsko(pierwsze symptomy pojawiły się tuż po powrocie z meczu z Ząbkami… przypadek?) nie pozwoliło mi po meczu City – Fulham przelać na bloga moje przemyślenia związane z tym meczem, toteż czynię to teraz. Manchester City w składzie: Given – Bridge, Lescott, Toure, Richards – Petrov, De Jong, Barry, Bellamy – Adebayor, Tevez zremisował z londyńskim Fulham 2:2(0:0).
Goście w tym sezonie grali już na City of Manchester Stadium w ramach Carling Cup i polegli dopiero po dogrywce 2:1. Może i był to mecz pucharowy, ale jasne było, że londyńczyków nie należy lekceważyć(bukmacherzy dość pewnie obstawiali zwycięstwo City). Mark Hughes po raz kolejny oddelegował na murawę swoich zawodników w ustawieniu 4-4-2 i wydaje mi się, że Walijczyk ostatecznie przekonany do Petrova(trzeci gol w trzecim spotkaniu!) pozostanie przy tej formacji na dłużej. Na nieszczęście dla Irelanda, który powoli musi się oswajać z rolą rezerwowego, co z pewnością boli fanów jego nieprzeciętnego talentu. Z tematu notki widać, kto miał przewagę przez cały mecz i komu zwycięstwo się należało. Niestety, obrona City dwa razy przysnęła i Fulham w ciągu kilku minut doprowadziło do wyrównania. Co ciekawe, przyjezdni mogli objąć prowadzenie jeszcze w pierwszej połowie – ale Kamara tak fatalnie wypuścił sobie piłkę, iż Given nie miał problemów z zażegnaniem niebezpieczeństwa. Drużyna z Eastlands za to powinna wygrywać 1:0 w 39. minucie, ale nadwrażliwy sędzia – pan Kevin Friend – odgwizdał przewinienie Barry’ego, choć wydawało mi się, że takie starcia na angielskich boiskach to norma i nikt za to fauli nie przyznaje. Myliłem się.. Do przerwy 0:0 ze wskazaniem na City. O 47. minucie Bobby Zamora chciałby zapomnieć jak najszybciej. Zresztą spójrzcie sami:
Czyż futbol nie jest nieprzewidywalny? ;) Jak głosił ostatnio znany polski trener, rzuty różne to tak ważny element gry w piłkę, że aż dziw bierze, iż futbol nie nazywa się piłką rożną. Wg tej zasady City powinno wygrać 13:6. Na szczęście, w przeciwieństwie do drużyny, o której mówił znany polski trener uczestnik mistrzostw świata, Manchesterowi jeden stały fragment gry udało się wykonać na tyle dobrze, że padła bramka – w zamieszaniu spryt pokazał Adebayor, a piłkę do bramki Schwarcera wbił Lescott(pierwszy gol tego obrońcy w City). Siedem minut później dwójkowa akcja Petrov – Barry zdemontowała defensywę Fulham i Bułgar umieścił piłkę w siatce. Wydawało się wówczas, że City spokojnie dowiezie wynik, ale jak było – wie każdy, kto widział. Lescott już wziął na siebie odpowiedzialność za wyrównanie, gdyż faktycznie, to on nie pokrył Dempseya należycie i pozwolił mu na oddanie decydującego o remisie strzału Spotkanie na CoMS to bez wątpienia sukces Fulham, któremu udało się w ten sposób przerwać passę City 100% wygranych na własnym obiekcie. Podopieczni Hughesa mogli zagrać lepiej, przede wszystkim skuteczniej, ale sam remis to nie jest zwiastun jakiegoś kryzysu, choć to trzeci taki wynik z rzędu. Kolejne spotkanie City rozegra w ramach Carling Cup z Scunthorpe United, 16. zespołem Coca-Cola Championship. Spodziewam się ciężkiej przeprawy, ale z happy-endem ;) wtorek, 27 października 2009, angamoss
TrackBack
|
|