Blog > Komentarze do wpisu

Panie Marku, może już czas...?

O siódmym remisie z rzędu Manchesteru City trąbi cały piłkarski światek. Co milsi sympatycy podśmiewają się i cieszą, że klub, w którego wpompowano tyle petrodolarów, nie jest gigantem w sportowym aspekcie i nadal widzi ogon czerwonych United, Chelsea czy Arsenalu. Czy to nie jest najwyższy czas, aby zadać sobie pytanie, ile w tym winy piłkarzy, a ile - trenera?

Fani MCFC na Wyspach w tej kwestii podzielili się na dwie frakcje - tych, którzy uważają(jak np. Norfstander), że nie jest tak źle, bo nie tracimy kontaktu z czołówką, nie przegrywamy(do tej pory tylko jedna porażka i nie tak tragiczny bilans poza CoMS), start mieliśmy najlepszy od eonów(blisko też jest pierwszy półfinał od 28 lat), a zawodników mamy świetnych, tylko patrzeć, jak im forma przyjdzie. Do tego boją się zamętu po zmianie menadżera i wolą dać Hughesowi szansę do końca sezonu, acz – trzeba im to uczciwie oddać – nie gloryfikują Walijczyka i nie piszą hymnów na jego cześć. Drudzy - do których po części należę - winią właśnie Hughesa za obecną, kiepską postawę zespołu. Wolą szukać innego człowieka, który zmieni nastawienie wyjściowej jedenastki, uszczelni nową defensywę, a rywali będzie klasowymi napastnikami wgniatał w ich własną bramkę, a mówiąc krótko – zainspiruje City do zwycięstw i przyszłych sukcesów. Bo to, co w tej chwili gramy, nie przystoi ambicjom, którym chcemy sprostać. Fulham, Burnley i Hull powinny wyjeżdżać z Manchesteru z bagażem dwóch, trzech goli, bez punktów naturalnie, a jest, jak jest. Dopiero siódma lokata w PL.

eastlands

Hughes jest już na Eastlands od mniej więcej półtora sezonu(arabscy właściciele dostali go w spadku po Shinawatrze). W poprzednim rozczarował(już wtedy oczekiwałem jego zwolnienia) na całej linii, City na wyjazdach grało totalny piach, odpadło także z obu angielskich pucharów już w pierwszych rundach, a megagwiazda Robinho nie strzelała gola przez tysiąc dwieście minut(co wiązało się z jego wpływem na wyniki drużyny, bo asyst także nie zaliczał). Jakoś to przełknęliśmy, humory nieco poprawił ostatni ćwierćfinał Pucharu UEFA, ale to wciąż było za mało. Dopiero wydane miliony sprawiły, że City zanotowało początek sezonu niczym sprinter, który… po 20 metrach dostał zadyszki. I zmarnował już trzy szanse, aby się podnieść i wrócić do równego tempa.

mh

Moim zdaniem czas Marka w naszym przebogatym klubie powoli dobiega końca. Jeśli oblał test pt. Co robić po zwycięstwach, a my mu go zaliczamy na warunkowe studenckie 3, to co się będzie działo w grudniu? Jakich wymówek użyjemy tym razem, jeśli coś pójdzie nie tak? Już drugiego dnia tego miesiąca gramy arcyważny ćwierćfinał z Arsenalem w League Cup. Następnie na CoMS zawita kolejna drużyna z Londynu, pierwszy krezus Premier League i jednocześnie lider ligi – Chelsea:

02/12/09

Man City - Arsenal

05/12/09

Man City - Chelsea

12/12/09

Bolton - Man City

15/12/09

Tottenham - Man City

19/12/09

Man City - Sunderland

26/12/09

Man City - Stoke

28/12/09

Wolves - Man City

Poważnie mnie martwi, że nasza niezdobyta twierdza staje się powoli mało ważnym argumentem w przedmeczowych spekulacjach. Jeśli remisują tu drużyny z drugiej połówki tabeli, skazane na pożarcie, to co zrobią, będący w świetnej dyspozycji, gracze Ancelottiego? Daleki jestem od paniki i obaw co do wyników, wierzę w profesjonalizm piłkarzy Hughesa, wiem, że podejdą do rywalizacji z londyńskimi drużynami z należytą ambicją, nie odpuszczą. Ale do samego Walijczyka już straciłem zaufanie. Męczą mnie jego asekuranckie wypowiedzi po remisach i generalny brak pomysłu na City, na taktyczny kształt zespołu, gdyż trzecia(4-5-1 na 4-4-2 do 4-2-4) zmiana ustawienia w ciągu kilkunastu meczów o stawkę to raczej błądzenie po omacku aniżeli dobrze przemyślany plan - zdaję sobie sprawę z kontuzji, ale nie można się ciągle nimi tłumaczyć. Poza tym nie widzę wpływu menadżera na postawę teamu, kiedy np. pozostało kilka minut do końca spotkania, a na murawie mamy pat. Hughes jest bardzo zachowawczy we wprowadzaniu zmian na boisku, nie ma skłonności do ryzykanctwa, a to czasem jest bardziej pożądane, niż postawa - jest remis, to nie ma porażki, jak się uda, to super, jak nie, to trudno. Czasem mamy wrażenie, że menadżer przesiaduje sobie spotkanie niczym przeciętny kibic, pijący colę i wcinający coś dobrego, co jakiś czas pokrzykujący sobie na zawodników. Wątpliwości mam jednak więcej.

Po co Robinho po tak długiej kontuzji był aż 65 minut na boisku? Mógł zagrać ostatnie 25, dałby wtedy drużynie więcej. Dlaczego tak mało szans dostaje Weiss? I czym Mark argumentuje obecność Santa Cruza w zespole(rozumiem, że Ade nie jest w pełni sprawny i ktoś go musiał zmienić, dlatego nie pytam tylko o ten mecz)? Co się dzieje z Richardsem i diablo nieskutecznym Wright-Phillipsem(jeden drybling wygrany na dziesięć prób to wciąż niewiele jak na możliwości syna martnotrawengo)? Mam nadzieję, że menadżer nie dostanie pozwolenia na sprowadzenie kolejnych kohort piłkarzy za niewyobrażalne sumy. Co najwyżej może pozbyć się Robinho(przykro mi, kompletnie nie mam wiary w Brazylijczyka, choć chciałbym, aby mnie jeszcze sobą zaskoczył do końca roku), jeśli Barcelona będzie nim zainteresowana i w jego miejsce albo wprowadzić młodego Słowaka(przecież chłopak zagra na MŚ ze swoją reprezentacją!), albo kupić mniej ekscentrycznego grajka na tę pozycję(tj. lewa pomoc), który skutecznie walczyłby o miejsce w wyjściowym składzie z Petrovem.

Porażki w kiepskim stylu w nadchodzącym czasie powinny zmusić szejków Mansoura i Mubaraka do podjęcia trudnej, ale koniecznej decyzji – menadżer nie spełnia oczekiwać klubu, dlatego musi odejść, innego wyjścia nie ma. Ale ja tego nie życzę Hughesowi, wolałbym, aby ostateczności nie stała się zadość, bo MH jest częścią klubu, z którym się identyfikuję i z którym tak wiele mnie łączy.

City till I die!

poniedziałek, 30 listopada 2009, angamoss

TrackBack
TrackBack URL wpisu: