|
Blog > Komentarze do wpisu
Młodzież Wengera pobita. 3:0!Czas na ćwierćfinał Carling Cup! W tej fazie Manchester City zmierzył się wczoraj z Arsenalem Londyn. Jak wieloma podtekstami podszyty był ten mecz, wie każdy szanujący się fan ligi angielskiej. Wszak pamiętamy dokładnie rywalizuję na CoMS na początku tego sezonu. 4:2, niesamowite emocje, grad bramek, gest Adebayora i związana z tym kontrowersyjna absencja Togijczyka, czyli wszystko to, co kibice futbolu kochają w tym sporcie najbardziej. A jak było wczoraj?
Cóż, moje gapiostwo w sprawach administracyjnych sprawiło, że byłem odcięty od Sieci przez ostatnie trzy dni. Ale już wszystko ok i możemy wracać do tematu ;)
Obie drużyny nie miały powodów do optymizmu przed spotkaniem pucharowym. The Gunners przegrali prestiżowy mecz z Chelsea na Emiratem Stadium aż 0:3, a City, po remisie 1:1 z Hull wciąż tkwią w dziwacznej passie ligowej, bez zwycięstw, bez porażek. Mark Hughes traci poparcie lokalnych kibiców i do głosy dochodzą ci, którzy Walijczyka nie kochają i woleliby widzieć na jego miejscu kogoś lepszego. W mediach krążą fantastyczne nazwiska – Mourinho, Hiddink i pewnie masa innych, nie tak głośnych, acz znających się na swej robocie fachowców. Nie dziwi więc presja, jaka wytworzyła się wokół tego meczu. Wenger także musiał coś w nim ugrać, aby nie przybić fanów zespołu po niedzielnym upokorzeniu. Tyle, że Arsenal nie ma ostatnio szczęścia na City of Manchester Stadium i w zasadzie nie przystępował do spotkania jako faworyt. A na dokładkę został sprowadzony do parteru. Given - Richards, Toure, Lescott, Bridge - Barry, Ireland, Bellamy, SWP(Weiss 77') - Tevez(Kompany 74'), Adebayor Dzieła zniszczenia pięknymi uderzeniami pod poprzeczkę dokonali w drugiej połowie - Tevez(50'), Wright-Phillips(66') oraz Vlad Weiss(88'). Szczególnie cieszy debiutancki gol(i występ w ogóle, prosimy więcej takich zmian panie Marku!) tego ostatniego, gdyż młody Słowak sprawił sobie świetny prezent na dwudzieste urodziny, które obchodził 30. listopada(co ciekawe, wiki podaje, że to jednak było 11. listopada... no cóż, wierzymy jednak oficjalnym źródłom :)). Jak zanotowali statystycy BBC, to Arsenal był zdecydowanie częściej przy piłce(61% do 39%), ale to nie był ten skład, który na CoMS we wrześniu wjeżdżał nieomal do bramki Givena, stąd przewaga The Citizens w oddanych strzałach, no i - w golach.
W pierwszej połowie(oglądałem ją dzięki pracodawcy dopiero od 15 minuty...) nie dopatrzyłem się oznak tak wysokiego wyniku, ale umówmy się - obie jedenastki nie zachwyciły, ataki rozbijane przed polem karnym, dwie-trzy groźne akcje, dużo gry w środku pola. Drugie 45 minut zdecydowanie lepsze, City po zdobyciu prowadzenia zaczęło grać agresywniej w pomocy, a do tego lepiej w przechwycie. Próbujący coś zdziałać Kanonierzy nadziewali się co rusz na groźne kontry, których wymierne efekty widzieliśmy w 66. i 88. minucie. Jednak żeby nie było tak różowo - trochę zawiódł Ade, mało widoczny, choć zawsze stanowiący zagrożenie(tym razem obyło się bez kontrowersyjnego zachowania, pierwsze miejsce zajeła piłka nożna), podobnie Ireland, nie widziałem zbytnio jego wpływu na grę. Niemniej - Manchester City był zespołem lepszym przez większość spotkania i zasłużenie zszedł z murawy zwycięski. Cieszy również fakt, że w końcu udało się zachować czyste konto, a blok defensywny, choć nadal nie zgrany na 100%, nie pozwolił sobie na luz i dekoncentrację. Pamiętajmy jednak, że Wenger - jak to zwykł czynić w angieslkich pucharach - na boisko wyprowadził młody skład(ze spodziewanym Fabiańskim między słupkami), nawet jeśli to określenie nie jest zbyt trafione ;), a Hughes - w zasadzie najmocniejszą jedenastkę. Stąd tak okazałe zwycięstwo należy ważyć odpowiednio. Jasne, prestiż to prestiż, piękne gole cieszą, ale to najbliższe spotkanie z Chelsea odpowie nam na pytanie, czy Hughes jest w stanie coś jeszcze w City zmienić, czy nie. Ancelotti nie da nam taryfy ulgowej, tego możemy być pewni. Spotkanie z liderem ligi już w najbliższą sobotę.
PS. Co do zachowania Wengera po meczu - nie podał ręki Hughesowi po ostatnim gwizdku - po takim menadżerze można się spodziewać czegoś innego, ale cóż... czyżby nerwy zaczęły Francuzowi puszczać? czwartek, 03 grudnia 2009, angamoss
TrackBack
|
|