|
Blog > Komentarze do wpisu
Stoke w "10" nieomal zwycięskie![]() Spore rozczarowanie po obu stronach boiska notujemy po wczorajszym meczu na Britannia Stadium. Zespoły Pulisa i Manciniego podzieliły się punktami - 1:1(0:0) szczęśliwie uratował Barry wespół z sędzią Wiley'em. Dobrze, że w tym samym czasie piłkarski światek ekscytował się meczami Ligi Mistrzów i pewnie niewielu oglądało zaległe spotkanie EPL.
Pierwsza godzina gry to popis Stoke City. Team Pullisa zamknął City na ich połowie i praktycznie zdominował spotkanie. Liczne stałe fragmentów gry, w tym oczywiście niezrównane auty Delapa, narobiły sporo zamieszania w polu karnym The Citizens. Doprawdy, nie chciało się tego oglądać. Osamotniona trójka Johnson - Adebayor - RSC nie była w stanie wskórać niczego sensownego. Kiedy Faye dostał czerwoną kartkę, a niecałe dwadzieścia minut później Whelan strzelił gola(błąd Givena... kiedy ostatni raz Irlandzczyk zawalił bramkę?), przed oczami stanęło mi ostatnie spotkanie na BS, gdzie po wyrzuceniu z boiska wspomnianego Delapa Stoke i tak wygrało 1:0. Jednak stał się cud i to cud podwójny. Błękitne niebiosa czuwały wczoraj nad nami.
Najpierw Barry na raty pokonał Sorensena, a tuż przed końcowym gwizdkiem pan Whiley nie uznał gospodarzom prawidłowo zdobytej bramki dopatrując się faulu Shawcrossa na Givenie. Po takich sytuacjach można się spalić ze wstydu. Nie dość, że na murawie nie było widać znacznej różnicy celów, jakie mają postawione przed sobą oba zespoły, to jeszcze remisujemy(a właściwie nie przegrywamy, wszak do gola Garetha nie można się przyczepić) w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. Dziękujemy za remis, ale nie o to chodzi w piłce na Eastlands, aby tak to wyglądało. Stoke City zasłużyło na wygraną w tym spotkaniu. Tony Pulis ma prawo być wściekły, że sprawiedliwości nie stała się zadość.
Manchester Evening Post Wierzymy menadżerowi, ufamy mu, gdyż prowadzi nasz klub. To on, nie my, przebywa z zawodnikami na treningach dzień w dzień, widzi ich postęp(bądź jego brak), wie najlepiej, jak ustawić podopiecznych, aby najefektywniej wykorzystać ich umiejętności i aktualną formę fizyczną i psychiczną. Wczoraj jednak pierwszy raz zwątpiłem w Roberto. Nie potrafię pojąć, z jakiej przyczyny wybrał taką, a nie inną jedenastkę. To przedziwne 4-3-1-2 kompletnie zawiodło. Trzech defensywnych pomocników(nie dajcie się zwieść, z Barry'ego taki lewy pomocnik jak ze mnie królowa angielska), przed którymi szalać miał Johnson to jakiś absurd. Mancini zrezygnował z gry skrzydłami(Petrov, SWP - obaj weszli dopiero z ławki), co w zasadzie pozbawiło napastników szans na częste podania. Kto tak naprawdę był odpowiedzialny za kreowanie sytuacji podbramkowych? Vieira? Barry? Dajcie spokój. Francuz w dodatku pokazał się z najgorszej strony, kopiąc w krocze Whelana. Sędzia niczego nie zauważył, ale FA pewnie tego nie puści płazem i Pat wyleci na trybuny. Nie rozumiem faceta, ma tu być przez pół roku, miesiąc już się zmarnował w skutek kontuzji, a teraz wyjdzie sprawa ewentualnej kary zawieszenia. A miał dać City tak ważne doświadczenie...
Nasz włoski treneiro konsekwentnie postawił na dwie wieże w ataku, drugi raz ze Stoke i - nie uwierzycie - to ponownie nic nie dało! Rozumiem, że było to po części efektem absencji Teveza i Bellamy'ego, ale i tak nikt mnie nie przekona, że wczorajsza taktyka była jedyna możliwą do zrealizowania. A tak wszystkie serwisy oceniają naszych zawodników poniżej przeciętnej, kibice wściekają się, że Stoke zostało oszukane i tak dalej. Nie odmawiam Manciniemu jednego - cały czas kręcił się przy linii bocznej, dyrygował, choć często było widać na jego twarzy i w gestach autentyczną złość, to jednak był zaangażowany w to, co wyczyniają jego zawodnicy. Tym różni się od np. takiego Don Leo, który jak się zachowywał, pamiętamy. Jednakowoż wciąż tkwimy w kiepskiej, poderbowej formie. Toure bardzo słabo, nie wiem po co jest jeszcze naszym kapitanem, mam wrażenie, że zespół dostosowuje się do jego formy. To samo Garrido i RSC, Ade także niczym specjalnym nie zaskoczył, choć w jego przypadku od dwóch-trzech spotkań obserwujemy, iż zdecydowanie więcej biega niż w zeszłym roku.
Sandy Macaskill, Daily Telegraph Z pozytywów na finiszu notki - samodzielnie okupujemy czwartą pozycję EPL. Punkt nad Liverpoolem i z jeszcze jednym meczem zaległym(Everton dom). Na przekór wszystkiemu liczę, że w najbliższym spotkaniu z The Reds pokażemy klasę, wygrywając pewnie i zasłużenie. Takie przemiany w City miały już miejsce, z Tevezem w składzie na pewno będzie to możliwe! środa, 17 lutego 2010, angamoss
TrackBack
|
|