|
Blog > Komentarze do wpisu
Arsenal FC, czyli przedostatni wyjazd The Citizens
Wydaje mi się, że jedną z najszerszych polemik na temat sposobu prowadzenia klubu jest właśnie ta, w której głównym bohaterem jest Arsene Wenger. Do znudzenia powtarzane słowa Evry o chłopcach i mężczyznach, rzekomy spisek przeciwko drużynie z Emirates objawiający się brutalną grą i te ciągłe pytania, czy nieustanne inwestowanie w młodych przyniesie kiedykolwiek sukcesy na miarę Arsenalu za Vieiry i Henry’ego. Pisze się i mówi na temat wiele i z licznych względów nie mogą dziwić wątpliwości fanów uderzające w połowiczność osiągnięć, w braki mentalne zawodników, zwykle słabości. Nie dziwią, bo kiedy przegrywa się z Tottenhamem po jedenastu latach, kiedy w idiotyczny sposób traci się punkty z Wigan czy Birmingham City, o wcześniejszych porażkach z czołówką ligi nie wspominając, to trudno być zadowolonym z ukochanego klubu, z takiego obrotu spraw. Słowa Iana Wrighta zdają się dolewać oliwy do ognia, jakieś – nie jestem prorokiem, aby przewidywać i wskazywać kierunek - zmiany są potrzebne i to zaraz.
Roberto Mancini Arsenal i Manchester City łączy w ostatnim czasie całkiem sporo. Najmniej chlubną okolicznością jest zeszła kolejka Premier League i mecze przegrane w końcowych minutach, o których kibice chcą jak najszybciej zapomnieć. Dodatkowo londyńczycy skreślili wszelkie szanse na tytuł, a nawet – zżytych z klubem musi to przyprawiać o nieprzyjemny skręt kiszek – teoretycznie mogą utracić trzecią lokatę na rzecz Kogutów. Oczywiście ta korespondencja będzie miała znaczenie psychologiczne, ale ważniejsze dla widowni Emirates będzie przybycie aż pięciu byłych Kanonierów: Stuart Taylor na pewno nie zagra, podobnie zresztą jak Sylvinho. Za to pewnie miejsca w wyjściowej jedenastce The Citizens mają Toure, Vieira(trochę tu przesadzam, ale nawet 15 minutowy występ Francuza to dla mnie pewniak) i Adebayor. Pierwszy z nich przez lata solidnie odwalał swoją robotę, drugi - legenda The Gunners, człowiek, po którego odejściu Arsenal niczego znaczącego nie wywalczył. Trzeci zaś – Togijczyk - pewnie będzie solidnie wybuczany za czelność celebrowania przed kibicami gości na CoMS i głupie faule, mimo próśb szefa, aby jednak skupić się na futbolu, a nie na utarczkach z przeszłości. Menadżerowie mówią swoje, kibice raczej i tak podążą utartą, bezlitosną ścieżką wyzwisk i gwizdów. Nie wiemy tylko, czy murawa zostanie zawładnięta przez te emocje, czy zawodnicy będą normalnie grać w piłkę. Zresztą, na Twitterze zapytałem fanów AFC o ich byłych zawodników(w kolejności Pat, Kolo, Ade). Takie odpowiedzi otrzymałem:
Pawlaczek
Pierwszyyeti(Marcin Wierciński)
Mariusz_AFC, twórca Arsenalizacji A tak czysto po piłkarsku, to forma obu zespołów jest wielką niewiadomą. Passa porażek Arsenalu, choć tak przetrzebionego przez kontuzje w każdej formacji, nie może trwać w nieskończoność, bo to nie jest klub tego pokroju i bez Fabregasa, Arszawina i Vermaelena na określonym poziomie prezentować się muszą. Mancini i jego Błękitni muszą się podnieść po golu Scholesa i bić się o Ligę Mistrzów. Honor nakazuje Kanonierom wygrać i „coś” oddać wiernym kibicom, ale z mojego punktu widzenia niezbędne do trzeciej lokaty punkty mogą zdobyć gdzie indziej, skoro przyjdzie im jeszcze zagrać z Blackburn i Fulham. Zresztą, czy naprawdę wyobrażacie sobie, aby Koguty wystąpiły w Champions League?!
Wyjściową jedenastkę The Citizens w zasadzie dość łatwo wytypować, gdyż będzie ona identyczna w porównaniu z derbami Manchesteru. 4-4-2, być może Onuochę ktoś(Micah? Pablo?) zastąpi na prawej obronie, może Mancini da szansę SWP na skrzydle, są to jednak spekulacje, w które sam niespecjalnie wierzę. Obecna taktyka pod wieloma względami wydaje się optymalna(odbiór, pressing, wyprowadzanie akcji i tak dalej), grunt to skuteczne jej wdrożenie. Nie ma co się podniecać mizerią w bramce gospodarzy, czy chwiejną obroną(tak jakby nasza była zawsze pewna) w postaci Silvestre'a, trzeba uderzać jak na CoMS w pucharze, bez szans dla golkipera. Ustrzeliliśmy dublet z Chelsea, to czemu nie dodać do miłych wspomnień trypletu nad Arsenalem? C’mon, c’mon City! sobota, 24 kwietnia 2010, angamoss
TrackBack
|
|