|
Blog > Komentarze do wpisu
Wyzwanie United rzuconeTrzy spotkania, czternaście goli zdobytych, dwa stracone. Dziewięć ważnych punktów i świetne humory przed derbami. Nie popsują ich wypowiedzi Teveza, nie pogorszą inne prasowe przepychanki. Jutro postawimy kolejny ważny krok w drodze do Ligi Mistrzów, przy okazji bijąc lokalnego rywala aż miło. Silny rywal jest podłamany, bliski płaczu po odpadnięciu z tejże Champions League i prawie pewnej stracie korony mistrzowskiej na rzecz Chelsea. Dobijmy ich! Niech cierpią. Niech wiedzą, że w mieście nadchodzi era Błękitu, równorzędnego rywala. Kiedy na początku sezonu po felernej porażce 3:4 pisałem, że będziemy faworytami na CoMS wielu późniejszych wypadków nie mogłem przewidzieć. Nie wiedziałem, że pokonamy Stretford u siebie już w styczniu i że dwa tygodnie później odpadniemy z Carling Cup w tak dramatycznych okolicznościach. Nie mogłem też wyśnić sobie potężnych zwycięstw z Burnley i Birmingham, które poprzedziły kolejne derby. Ale niezłomna postawa na Old Trafford już wtedy jasno mówiła, że tu, na Eastlands, chłopców Fergusona czeka niełatwa przeprawa. City
Jeśli więc 4-4-2, to w środku pomocy wybieram Barry’ego i de Jonga. Nie ma co już Holendra oszczędzać. Przeciw czerwonym zagrać musi, pamiętamy jego dobre występy w półfinale Carling Cup, kiedy doskonale wspierał nie zawsze pewny blok defensywny. Atak – nie mam wątpliwości, że to będzie nasza najgroźniejsza broń – powinien pozostać bez zmian ilościowych i jakościowych. Kwartet Bellamy, Tevez, Adebayor i Johnson rozmontował słabszych obrońców Burlney i Birmingham, ale i z United sobie poradzi. Zwłaszcza Carlos, który z miłą chęcią wszystkich go lżącym pokaże, jakim jest piłkarzem. Rags
Czy jednak Ferguson zaryzykuje? Mistrzowskie szanse United wiszą na włosku i więcej nadziei już nie ma, Chelsea ma nie tak wymagacych rywali przed sobą. Porażka na Eastlands oznacza kres marzeń o tytule, co dla nas, kibiców City, będzie dodatkowym smaczkiem poza trzema punktami niezbędnymi do szczęśliwego ukończenia obecnej kampanii Jeszcze jedno - Sytuacja Berbatova. Nikt mu jej nie zazdrości. W zasadzie każdy jego strzał, podanie, ruch na boisku są porównywane do tego, co z piłką w tej samej sytuacji zrobiłby Rooney. Problemem United są fakt, że Wayne był zawodnikiem niezwykle ruchliwym, walecznym, nie odpuszczającym żadnemu podaniu. Berba taki nie jest, w gruncie rzeczy bardziej nadaje się na drugiego napastnika, niż na kogoś osamotnionego z przodu. Zmasowana krytyka fanów czerwieni zdaje się mieć sens, podobnie jak pogłoski o rzekomych transferach, np. Benzemy(pytanie za co Fergie chce go kupić?), ich problem tkwi w fakcie, iż i tak już zestresowanemu Dimitarowi w niczym nie pomagają. Pomyślcie sami, gdyby o sile ataku na Eastlands miałby decydować Adebayor, albo – panie Boże broń nas – Santa Cruz. Pewną naukę możemy czerpać z środowej niespodzianki i pierwszej od 11 lat wygranej Tottehnamu nad Arsenalem. Oczywiście nie mam tu na myśli sprzedaży płyt DVD po tym meczu(tak jakby następnym razem Koguty miały wygrać za kolejne 10 lat), ale ogólnej postawy na boisku, wykorzystanie słabości rywala - w tym braku siły ognia(popatrzcie ile zrobił van Persie... Bendtner to trochę taki duński Berba) - rywala z wielu względów faworyzowanego. Nie chcę kopiować tego stylu(vide nerwowa końcówka), bo stać nas na więcej i lepiej. Koguty mogły pokonać Arsenal, my musimy wygrać z United. Oni to wiedzą, wygrać chcą nie mniej, niż my. I coś czuję, że mimo tych wszystkich emocji, gestów i słów, zobaczymy cholernie dobre spotkanie i zwycięstwo The Citizens. C'mon City !! piątek, 16 kwietnia 2010, angamoss
TrackBack
|
|