|
Blog > Komentarze do wpisu
Najwazniejszy mecz sezonuKiedy pod koniec marca redaktorzy jakże popularnego Ruchu Lewostronnego zadali sobie pytanie, która drużyna zajmie miejsce Liverpoolu w Big Four(przynajmniej w tym sezonie), wszyscy - w tym i ja - zgodzili się, że los czwartej lokaty rozstrzygnie się 5 maja, gdy Manchester City podejmie na CoMS Tottenham Hotspur. Czyli dziś. Ówczesne przewidywania różniły się od obecnej sytuacji tym, że z mojej perspektywy to spotkanie miało rozwiać matematyczne szanse Kogutów na eliminacje Ligi Mistrzów. Wiele było ku temu przesłanek - derby z Chelsea i Arsenalem oraz wyjazd na Old Trafford po drodze, mecze w Pucharze Anglii - to wszystko miało dać The Citizens bezpieczną przewagę na dwa, trzy punkty i możność zremisowania na CoMS z bezpośrednim rywalem. Wyniki wspomnianych starć znamy aż za dobrze; jedynie United zrozumieli powagę sytuacji i zadali Kogutom bobu. Po derbach Londynu pozostało mi zbierać szczękę z klatki schodowej(mieszkam na pierwszym piętrze), bo dwóch konsekwentnych zwycięstw z pretendentami do tytułu nawet Sleepy Harry nie mógł sobie wyśnić. Jeśli ktoś jeszcze nie spojrzał w tabelę - Tottenham ma jeden punkt przewagi nad The Citizens. Porażka Błękitnych oznacza koniec marzeń o Lidze Mistrzów, remis zaś skazuje na nerwowe oczekiwanie na wynik z Turf Moor, gdzie zdegradowane Burnley zagra o honor - czy to nie ten zespół, który został przez nas zniszczony w 7 minut? - i nie można liczyć, że tam Koguty się potkną i pozwolą się zepchnąć z grzędy. Wniosek jest oczywisty: Liczy się tylko zwycięstwoGdzieś daleko w otchłani mojego umysłu kłębi się niespokojne wspomnienie - w grudniu na WHL przegraliśmy 3:0 po spektaklu żenująco słabym, co zaowocowało mało dżentelmeńską zmianą z Marka H. na Roberto M. Pamiętam, jak wówczas mój Internet wspaniałomyślnie odciął mnie od wszelkich transmisji po drugim golu dla gospodarzy(Defoe w 54 minucie) i mogłem sobie zrobić dobrą kolację i ulubioną cynamonowo-jabłkową herbatę. Nie smakowała wtedy najlepiej, chyba przesadziłem z cukrem chcąc sobie osłodzić przygnębiający wieczór. Dlatego, choć powodów więcej, nie powiem, że czuję się komfortowo przed pierwszym gwizdkiem. Nie ma faworyta - gadanie, że City gra u siebie i to jest ich przewaga proszę sobie włożyć między bajki. Pewnie gdyby mecz był rozgrywany poza CoMS moje odczucia byłyby inne, ale z drugiej strony, pod Roberto Mancinim twierdzenia o mizerii wyjazdowej City powoli odchodzą w zapomnienie, o czym przekonała się na przykład Chelsea czy Fulham. O tendencjach(swoją droga bardzo złą w wypadku City), formie(!), koniunkcji planet czy innych magicznych statystykach pewnie głośniej rozmawialibyśmy w środku sezonu, dziś raczej nikt nie próbuje podpiąć pod przepowiednię wyniku zewnętrznych okoliczności. Zdecyduje, jak zawsze, boisko. Nigdy nie było inaczej! Liczy się tylko zwycięstwoBędziemy świadkami starcia o niewyobrażalnej stawce dla obu klubów, co wręcz zmusza media do patetycznych stwierdzeń o tworzeniu nowego rozdziału w historii, świcie Błękitnego Księżyca(czy też niebieskiego Koguta) i dziejowych zmianach. Istotnie, przełamanie monopolu Big Four(od czasu Evertonu) na Ligę Mistrzów będzie ważkim wydarzeniem, a dla City ponadto kolejnym krokiem w stronę budowy klubu „największego na świecie”. Aż trudno uwierzyć, że tak wiele zależy teraz od 22 facetów, którzy pobiegają za piłką przez około sto minut. Ileż poprawek trzeba będzie wprowadzić w planach na przyszły sezon, jeśli któryś z klubów wystąpi tylko w Lidze Europy. Tu nie chodzi wyłącznie o pieniądze, bo szejkowie i tak nie będą skąpić petrofuntów, ale o prestiż i możliwośc zobaczenia The Citizens w starciach z największymi. Sęk w tym, że piłkarze muszą zapomnieć o tych wszystkich okolicznościach, tak jak kibice powinii pozostawić wszelkie zdania wypowiedziane przed meczem(vide zarzuty Harry'ego w sprawie transferu Bellamy'ego). Przecież wiadomo, że... Liczy się tylko zwycięstwo
Roberto Mancini Kto zagra?
Osobiście wolę unikać wszelkich spekulacji co do końcowego rezultatu, podobnie jak fani City, których śledzę na Twitterze – zwyczajnie nie potrafią napisać, czy będzie 2:1 czy 0:1, tak bardzo przeżywają najbliższe godziny. Ogromne napięcie też pewnie udzieli się piłkarzom obu stron, w związku czym bardzo ostrożnie i niezobowiązująco przeczuwam, że jeśli nie padnie więcej niż jeden gol w ciągu pierwszych dwóch kwadransów, to właśnie najskromniejszy rezultat poróżni obu pretendentów do Ligi Mistrzów. Na czyją korzyść? Nie mam pojęcia.
Harry Redknapp Wspomniany już tutaj Michał Okoński, jak pewnie zauważyliście, urządza całodobowe blogowanie na temat naszej arcyważnej potyczki. Z wielu ocen i opinii wypowiadanych przez autora bloga Futbol jest okrutny wybrałem jedną, przebijającą się nie tylko w tym specjalnym wpisie, na którą chciałbym wysmażyć odpowiednią replikę. Otóż Pan Michał twierdzi, iż ewentualne inne miejsce w lidze niż czwarte oznacza koniec Roberto Manciniego na Eastlands(czy też jest to dość prawdopodobne). Kwestia ta zasługuje na osobny wpis, więc teraz napiszę krótko - to bzdura. Raz, że już teraz mówi się o tym, że posada Roberto jest pewna, dwa, że kolejna zmiana szkoleniowca to straszny absurd nawet jak na Cooka, Marwooda i szejków. Jeśli panowie mają choćby trochę rozumu i wiedzą jak budować światową markę, to wiedzą, co się stanie, gdy Włocha się z klubu wyrzuci, bo... no właśnie, co? Bo nie osiągnie Ligi Mistrzów, o której na początku sezonu mówiło się raczej nieśmiało? Mancini zostaje na przyszły sezon i koniec! Ale porzucam już ten temat, wszak wszem wobec wiadomo, że dziś… Liczy się tylko zwycięstwo! C'MON CITY !! środa, 05 maja 2010, angamoss
TrackBack
|
|