Blog > Komentarze do wpisu

Ostatnie takie okienko?

Manchester City niczym znudzony i obrzydliwie bogaty król obserwował rynek transferowy. Szukał pereł, gotów wyłożyć astronomiczną kwotę byleby zdobyć upragnioną błyskotkę. Cena nie grała roli, a oszczędnym pozostało utyskiwać: Piłkarz, którego chcą, jest piłkarzem, którego dostają. Dlatego ostatnie godziny transferowego szaleństwa nie były dla klubu szczególnie interesujące. Ofert last minute City rozpatrywać nie musi, bo skład ma gotowy od dwóch tygodni, pilnie za to potrzeba było ulżyć nieco liście płac i wykreślić z niej parę nazwisk. Nie wiem, ile to ma faktycznie wspólnego z prawdziwym futbolem i budowaniem nowej potęgi w Premiership, mam jednak nadzieję, że więcej takiego zakupowego cyrku nie uświadczę.

W związku z tym swoją posadę bez względu na wyniki musi utrzymać Roberto Mancini. Ewentualny kolejny menadżer mając nieograniczone środki też zapragnie pościągać swoich piłkarzy i karuzela znów zacznie się kręcić, aż do wyrzygania. Hejtersi zaś będą mieli używania, a mnie będzie szlag trafiał za każdym uruchomieniem TweetDecka. Nie będę specjalnie tęsknił za mimowolnym czytaniem, jacy to jesteśmy źli, jak strasznie psujemy rynek, korumpujemy piłkarzy(wszak nie mają wyjścia i porzucają ukochane kluby!) i wywołujemy wybuchy islandzkich wulkanów. Zdaje się, że tylko katastrofa i szpital obłożony połową drużyny może sprawić, iż będziemy się mocniej interesować okienkiem zimowym.

transferowy potwór

We wtorek, niemal dokładnie dwa lata po przyjściu na Eastlands, pożegnaliśmy bez żalu Robinho - pierwszy, flagowy zakup Abu Dhabi Group. Odejście Brazylijczyka i kwota jaką otrzymaliśmy w pełni mnie satysfakcjonują. Dla Robsona w składzie The Citizens miejsca nie było, a 18 milionów funtów brzmi naprawdę nieźle, skoro Realowi lekkomyślnie przelano wcześniej na konto około 32,5 miliona. Smutku nie ma, pieniędzy też jakoś nie żal, w końcu stratę można porównać do ubytku szklanki wody w sporym jeziorze. Bardziej zmartwił mnie fakt, iż nie doszło do skutku porozumienie z Lazio w sprawie Roque Santa Drewno. Oba klubu mają już dobre kontakty – transfery Kolarowa i Garrido – a mimo tego nie dogadały się w wydawało się prostej sprawie. Santa w City może co najwyżej marzyć o ławce rezerwowych, ale klub nie chciał go opchnąć, wypożyczyć znaczy się, tak zupełnie za darmo(choć o pieniądzach wydanych na Paragwajczyka przez Hughesa możemy pomarzyć), czyżby szło nowe?

Nie obraziłbym się. Dwa lata ładowania gigantycznej forsy w klub musi wystarczyć, aby na dobre Manchester City zadomowił się w czołówce nie ligi, ale Europy. I choć podobno prawdziwemu kibicowi City nigdy nie może tak do końca chodzić o trofea i wielkie sukcesy, to ja jednak oczekuję, że nie zejdziemy poniżej zeszłosezonowego poziomu. Sporo wycierpieliśmy, aby być w tym miejscu – nie ma Irelanda, Bellamy’ego, na włosku wisi kariera Neduma Onuohy, a Michael Johnson, choć jest w 25-osobowej kadrze, też pewnie długo u nas nie zagości. Że przyjdą efekty – nie mam wątpliwości, mam jedynie nadzieję, że zrekompensują one w jakimś stopniu tak znaczące emocjonalnie straty. Nowi, na przekór ogromnej presji, mają czas, aby pokazać swoją piłkarską wartość, gdyż ta finansowa w wypadku City nie ma większego znaczenia. Nie liczy się, ile kosztowałeś, liczy się, co pokażesz na boisku.

A może kiedyś przyjdzie czas podziękować Garry'emu "świętemu mikołajowi" Cookowi i zatrudnić twardego negocjatora, maniakalnego ekonomistę, który jak lew będzie walczył o każdego wydanego funta? Wtedy może będziemy bliżsi ideału, którym tak chętnie operują naszi adwersarze. Zwłaszcza ci, mający w kadrze swoich ulubionych klubów sześciu reprezentantów Anglii.

czwartek, 02 września 2010, angamoss

TrackBack
TrackBack URL wpisu: