|
Blog > Komentarze do wpisu
This is FA Cup!Dziesięć(w większości pięknych) goli, dwa rzuty karne, tyleż samo wpadek sędziowskich i jeden bramkarski babol, do tego kupa emocji i zażartej walki – jeśli znacie lepszą reklamę Pucharu Anglii, dajcie znać w komentarzach. Dziś mniej o poszczególnych piłkarzach, taktyce i znaczenia meczu z Leicester w kontekście całego sezonu, gdyż mam zamiar pozachwycać się ideą FA Cup i naszym dzisiejszym przeciwnikiem. Kibice Manchesteru City przechodzą obecnie wyjątkową przemianę. Dane im jest kibicować zupełnie innemu klubowi, niż 10 lat temu. Wówczas ich oczekiwania nie były wygórowane - wrócić do Premiership, zagrać kilka razy na nosie United, osiągnąć w najlepszym wypadku Puchar UEFA. Żadnych wielkich transferów, mistrzowskich aspiracji, więcej kontestowania typical City i futbolu jednak jako rozrywki, sportu bez parcia na wielkie sukcesy. Ot, przeciętny angielski zespół ze swoimi zaletami i wadami. Od chwili przejęcia City przez szejków wszystko się zmieniło. Maszyna napędzana petrofuntami musi dotrzeć do celu najszybciej jak się da, koszta nie grają roli. Fani zmagają się z co raz większymi oczekiwaniami, remis nie satysfakcjonuje, wygrywać trzeba choćby z Liverpoolem czy Chelsea, choć to rywale przez lata poza zasięgiem Manchesteru City. Nie ma lekko.
Leicester City ze Svenem-Goranem na ławce trenerskiej zaprezentowało futbol znany nam z boisk Premiership w wykonaniu beniaminków – twardy, nieustępliwy, szczególnie w starciach w powietrzu, ale za to słabszy w defensywie. Stąd aż 6 goli na koncie Lisów przy czterech strzelonych najlepszej defensywie w Premiership, pal licho, że do obu dzisiejszych bramek dojść nie powinno – karnego przecież nie było, a spalony był wyraźny -
Leicester City ze Svenem-Goranem na ławce trenerskiej zaprezentowało futbol znany nam z boisk Premiership w wykonaniu beniaminków – twardy, nieustępliwy, szczególnie groźny w starciach w powietrzu, ale za to słabszy w defensywie. Stąd aż 6 goli na koncie Lisów przy czterech strzelonych najlepszej defensywie w Premiership. Pal licho, że do obu wczorajszych bramek dojść nie powinno, karnego przecież nie było, później zaś spalony był wyraźny, a do tego drugiego gola na Walkers Stadium sprezentował gospodarzom Hart. To bez znaczenia, bo i tak Leicester, choć za chwilę zapomnę większości nazwisk piłkarzy tego klubu, zasłużyli na słowa najwyższego uznania za dominację w pierwszym spotkaniu i naprawdę niezłe momenty na CoMS. Za tego typu występy kocha się FA Cup, jego przewidywalną nieprzewidywalność. I pomyśleć, że niedługo jedziemy na boisko trzecioligowego Notts Country – awansować rzecz niby konieczna, ale znów liczę na więcej ze strony rywali. Osobny akapit należy się Neilowi Youngowi - trybut na jego cześć stanowił piękne tło pucharowego pojedynku między Leicester a The Citizens. O Neilu pamiętamy ze względu na gola w finale FA Cup z 1969 (poza tym nie zapominamy gola strzelonego Hubertowi Kostce w finale PZP rok później). Fani z Manchesteru spisali się na medal(zwłaszcza na wyjeździe) przywdziewając czerń i czerwień. Identycznie piłkarze - koszulki w których wyszli na boisko zostaną sprzedane na aukcji, a dochód z niej zostanie przekazany na rzecz organizacji walczącej z rakiem, którego u Younga niedawno wykryto. Klub nie pozostawił swojej legendy bez pomocy - postawa godna najwyższej pochwały. PS Gdyby ktoś jednak był głodny analizy taktycznej, to zapraszam tutaj czwartek, 20 stycznia 2011, angamoss
TrackBack
|
|