Blog > Komentarze do wpisu

Greatest comeback ever

Pamiętny sezon 2003/2004 - przedostatni Kevina Keegana w Manchesterze City, pierwszy w historii na lśniącym, nowiutkim City of Manchester Stadium.

Dziewiąte miejsce na koniec poprzedniej kampanii i niespodziewany awans do Pucharu UEFA rozbudził oczekiwania - nadszedł czas na coś więcej. Maine Road pożegnane w typowy dla City sposób - porażką. A ostatniego gola na starym stadionie zdobył Marc-Vivien Foé, dwa miesiące przed swoją śmiercią.

Sezon 2003/2004 miał być wyjątkowy i taki był, choć z zupełnie innych powodów niż moglibyśmy przypuszczać. Sporo rozczarowań - słaba forma w końcówce ligi i szokujące niepokoje o ekstraklasowy byt, wcześniej fatalny dwumecz z G roclinem, porażka na Old Trafford i odpadnięcie z Pucharu Ligi już w czwartej rundzie. Początek 2004 roku również nie był specjalnie wyjątkowy - w trzeciej rundzie FA Cup trafiamy na zespół Leicester City, występujący wówczas w elicie(co ciekawe ta para powtórzyła się w tym roku), awansujemy dalej dopiero po meczu powtórzonym, a następnym rywalem... znów Koguty. Los bywa czasami okrutnym prześmiewcą, bo to właśnie z drużyną z WHL The Citizens odpadli w Carling Cup...

25 stycznia na CoMS pada remis 1:1 i potrzeba było dodatkowego meczu, aby rozstrzygnąć tę rywalizację.

Dokładnie siedem lat temu, po 45 minutach Tottenham prowadził 3:0, a sędzia Styles właśnie wyrzucił krewkiego Bartona z boiska za jak zwykle niepotrzebne dyskusje(szczerze powinien i tak wylecieć wcześniej za brutalny faul). No właściwie nie wyrzucił, a zabronił pokazywać się Joe'emu w drugiej połowie, bo kartkę Styles pokazał po gwizdku na przerwę.

To co działo się później na zawsze przejdzie do historii Manchesteru City, Tottenhamu, FA Cup i angielskiej piłki. Tego nie da się opisać - to trzeba zobaczyć na poniższym wideo. A Kevin Keegan miał zapytać jednego z trenerów City Where's the nearest job centre? Może nie był to najważniejszy mecz Błękitnych w tej dekadzie, ale z pewnością jeden z najbardziej niewiarygodnych i niesamowitych. Najlepszy powód, aby pokochać ten klub.

Tottenham Hotspur - Manchester City 3:4(3:0) King 2., Keane 19., Ziege 43. -  Distin 48, Bosvelt 61., Wright-Phillips 80., Macken 90.

Tottenham Hotspur: Kasey Keller, Christian Ziege (Johnnie Jackson 60.), Stephen Carr, Ledley King, Dean Richards, Anthony Gardner, Stephane Dalmat, Michael Brown, Simon Davies, Helder Postiga (Gus Poyet 9.), Robbie Keane.

Man City: Arni Gautur Arason, Michael Tarnat, Sun Jihai, Richard Dunne, Sylvain Distin, Joey Barton, Trevor Sinclair (Steve McManaman 80.), Paul Bosvelt (Antoine Sibierski 80.), Shaun Wright-Phillips, Nicolas Anelka (Jon Macken 27.), Robbie Fowler.

PS To wideo nie jest najlepszej jakości, estetom polecam ten link.

piątek, 04 lutego 2011, angamoss

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: K, host-5db0cd3b.sileman.net.pl
2011/02/05 23:58:16
typowo dla Man City!:)
-
2011/02/07 22:34:24
Typowe w tym jest to, że od dłuższego czasu nie potrafimy wygrać nie obejmując uprzednio prowadzenia ;-)
A w tamtym sezonie jeszcze wygraliśmy z United 4:1(wcześniej przegrywając w 5. rundzie FA Cup 2:4 na OT), a mimo to i tak był problem z utrzymaniem...
Tak, Typical City pełną gębą ;-)