Blog > Komentarze do wpisu

Zmęczenie sezonem

Nie, to nie jest wpis o ligowcach znad Wisły, którzy znani są z tego jakże idiotycznego stwierdzenia, iż przed sezonem są bez formy, a w trakcie sezonu wręcz automatycznie się męczą, jak za magicznym dotknięciem czarodziejskiej piłki.

Fulham FC

Znużenie to stan, jaki obecnie przeżywam oglądając Manchesteru City. Spotkanie z Fulham miało być kolejnym z serii zaplanowanych zwycięstw, a okazało się wstydliwą porażką. Co z tego, że remis? Jak inaczej pisać o drużynie, która korzystnie prezentowała się przez jakiś kwadrans i to po wejściu Patricka Vieiry, nota bene jednego z najsłabszych zawodników w kadrze The Citizens? Roberto Mancini chyba nie zorientował się, że jego piłkarze zwyczajnie nie chcieli wygrać tego spotkania, a remis satysfakcjonował ich jakby to było pucharowe starcie na wyjeździe. Nie ma Silvy, de Jonga i Kompany'ego, ale to nie znaczy, że kontuzjami czołowych zawodników można bronić tak kiepskiego występu. Chyba pierwszy raz w tym sezonie odpuściłem sobie końcówkę drugiej połowy i rzekomą pogoń za zwycięstwem. A oglądając powtórkę, doszedłem do smutnego wniosku, iż dobrze zrobiłem.

Publika zresztą też nie zachwyciła, praktycznie rozminęła się z widowiskiem, mało hałasu i zagrzewania do boju w połączeniu z apatyczną postawą Błękitnych dało przygnębiający obraz na Eastlands. I cholera, historia musi się powtarzać. Wygrana na Craven Cottage i remis na CoMS to znana śpiewka z zeszłego sezonu. W obecnym, amplituda między genialnym 4:1 na wyjeździe a niedzielnym remisem, jest jeszcze większa i bardziej frustrująca. Lista występów pod znakiem przecież to było do wygrania/zremisowania się niebezpiecznie wydłuża. Będzie czego żałować, jeśli Liga Mistrzów wymknie się nam z rąk. A razem z nią poleci Roberto Mancini.

Gol vs Fulham

(Jamie McDonald/Getty Images Europe)

I co tu o taktyce rozmawiać, skoro wszyscy jej wykonawcy zawiedli? 4-3-3 ze słabymi tego dnia bocznymi obrońcami, tracącym formę Yayą Toure, bezbarwnym jak zawsze Barrym, Tevezem, który jeśli nie strzeli, to The Citizens nie potrafią wygrać...? Czego by Włoch nie wyczarował, to bez zaangażowanych piłkarzy nie da się przekuć w korzystny wynik. A tabela nie kłamie:

W sześciu ostatnich kolejkach EPL zdobyliśmy zaledwie osiem punktów - tyle samo co West Ham United i Birmignham City, a mniej niż pierwsza piątka ligi plus Liverpool. Po wczorajszym zwycięstwie Chelsea nad The Rags ciaśniej zrobiło się na miejscach od trzeciego do piątego. Drobna przewaga nad CFC i Tottenhamem prysła - jeśli te drużyny wygrają swoje zalegle mecze, to Spurs zrównają się punktami z City,  a Chelsea nas wyprzedzi o jeden punkt. Co i podwyższa i tak nieźle podbitą temperaturę starcia obu zespołów na Stamford Bridge 20 marca.

A za godzinę zmierzymy się na CoMS z Aston Villą, po raz trzeci w tym sezonie. Kilka godzin temu obejrzałem powtorkę Everton - Reading i muszę przyznać, że goście pokazali fajny, twardy angielski futbol i mogli wygrać więcej, niż tylko 0:1. Jeśli uda się nam objechać The Villans, to droga do półfinału będzie wcale nie taka prosta. Czas uciekać przed TV. Mimo mojego zmęczenia tym sezonem: C'mon City!

PS Wszystkim kibicom United dziękuję za serdeczne życzniea z okazji 35. rocznicy ;-) to fantastyczne, że jesteści tacy świetny z naszej historii, z której ani przez moment nie zamieniłbym na waszą.

środa, 02 marca 2011, angamoss

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
miko_red
2011/03/02 23:29:19
Dywanik w gablocie trzeba odkurzyć, bo zamiast Pucharów są pajęczyny :P