Blog > Komentarze do wpisu

Każdy to powie - Górnik rządzi w Krakowie!

Wisła KrakówKiedy Górnik Zabrze po raz ostatni wygrywał na Reymonta, Polsce premierował Tadeusz Mazowiecki, matka Balotellego była w piątym miesiącu ciąży, a na świecie grubą kasę miał kroić Kevin sam w domu. Potrzebowaliśmy aż 21 lat i dwóch dni, aby cieszyć się z trzech punktów z Wisłą na jej stadionie. Przerwanie tak niekorzystnej passy nie smakuje nawet w połowie tak dobrze, jak styl, w jakim zabrzanie tego dokonali. A krakowskie zespoły długo nas jeszcze popamiętają – wszystkie cztery starcia z Cracovią i Wisłą Górnik wygrał!

Pierwszy kwadrans wprawił wszystkich w osłupienie - Górnicy bez przesadnego respektu dla rywala ruszyli z wysokim pressingiem i z marszu stworzyli sobie kilka ciekawych sytuacji. A to pudłował Wodecki, a to Jeż podał nie w tempo do wychodzącego na czystą pozycję Sikorskiego. Działo się. I choć Wisła momentami przejmowała inicjatywę i była bliska otwarcia wyniku meczu(szanse Kirma i Meliksona), to Górnik prowadził po 25 minutach za sprawą dośrodkowania Bembena, błędów Wiślaków i strzału Gaszparika. Chwilę później podopieczni Nawałki dostali kolejny prezent - Cikosza zmienił Branco. I od razu koncert 'małej gry' dało nasze lewe skrzydło, bez kłopotów robiąc na szaro Kameruńczyka, jednego z najsłabszych w składzie Wisły.

Najbardziej po objęciu prowadzenia obawiałem się posunięć taktycznych trenera Nawałki. Zbyt dobrze pamiętałem mecz z Legią, aby serce drżało za każdym razem, kiedy zabrzanie zbyt mocno cofali się do defensywy. Ale piłkarze umiejętnie balansowali pomiędzy wciąganiem rywali na własną połowę, a zaskakującymi, błyskawicznymi podejściami pod bramkarza i obrońców gospodarzy. Klasyczny(i skuteczny!) boiskowy szach – drużyna, która zdobyła gola jako pierwsza, dyktuje warunki spotkania. Wisła chce zremisować, więc musi angażować w ataki kilku piłkarzy więcej, a Górnik tylko czyhał na okazje do kontr. W sumie wyprowadziliśmy ich przynajmniej kilka, z czego dwie(szanse Sikorskiego i Wodeckiego) powinny się zakończyć podwyższeniem prowadzenia. Znów zapaliła się lampka awaryjna, czy aby niewykorzystane sytuacje się nie zemszczą. Wiślacy jednak musieli zacząć trafiać w bramkę(aż 11 niecelnych strzałów w drugich 45 minutach), najbliżej był Siwakow, ale z paru metrów nie zdołał wcisnąć piłki głową i animusz drużyny Maaskanta zaczął powoli topnieć. Zaś biało-niebiesko-czerwoni nie mieli problemów z wchodzeń w pole karne rywali – świetnie z dystansu strzelał Nowak, kilka minut później jego akcja zrobiła mnóstwo zamieszanie, ale gol nie padł. Potrzeba było kolejnej asysty Jeża Gaszparika(mój błąd, zasugerowałem się komentarzem) i piątego gola Sikorskiego, aby przypieczętować zasłużone trzy punkty. Wisła bez napastnika(Żurawski mimo kilku prób zupełnie niewidoczny) i z dość samolubnie i nerwowo grającą pomocą(Melikson, Małecki i Kirm) poniosła bolesną, ale edukacyjnie wartościową porażkę. I to jeszcze z rąk zespołu swojego trenera!

Przy tak otwartym spotkaniu wiele ze swego talentu pokazał Robert Jeż. Jak mówił Łukasz Mazur, to unikatowy piłkarz w naszej lidze – na boisku widzi naprawdę sporo, potrafi zagrać prostopadłą piłkę europejskiego formatu. Co istotne – poziom jego zagrań determinuje w równym stopniu inteligencja partnerów. Jeśli nie ma gry bez piłki, nikt nie wychodzi na pozycję, to o kant kuli można roztrzaskać Jeża i jego podania. Z tego miejsca wielkie brawa dla byłego prezesa, iż udało mu się dogadać z Żyliną jeszcze w tym sezonie. Bez Jeża Górnik straciłby mnóstwo opcji ofensywnych.

Osobny akapit dla Daniela Sikorskiego. Słabsze występy z Jagiellonią czy Lechią ukuły w mojej głowie myśl, iż w Krakowie Daniel musi potwierdzić swoje umiejętności, bo inaczej jego akcje zaczną w Zabrzu spadać. No, odpowiedź godna szacunku – nie odpuścił Chavezowi ani przez sekundę. Nie poddawał się, gdy Honduranin raz po raz spychał go z pola karnego, albo wygrywał pojedynki główkowe/biegowe. Twarda, męska gra opłaciła się, Chavez w końcu błąd popełnił, a my mamy dzięki temu nowego najlepszego strzelca w drużynie. Teraz tylko się nie podpalać i nie cieszyć za mocno(trochę irytuje, iż po każdym golu Daniel zgłasza akces do reprezentacji), a bramkowe konto najlepiej podwoić :)

I jeszcze kilka słów o naszym szkoleniowcu. Mam nadzieję, iż ten mecz zamknął usta wszystkim krytykom – Adam Nawałka nie jest trenerem ani wybitnym(taktyka na Wisłę wyszła mu znakomicie), ani bardzo złym(„defensywne” ustawienie na Jagę, czy indolencja na Cichej), do Górnika Zabrze pasuje jednak idealnie. Awansował z zespołem do Ekstraklasy(niewielu z nas po jesieni w to wierzyło, czyż nie?), a teraz nie bronimy się rozpaczliwie przed spadkiem, ba, zachowujemy szansę na europejskie puchary. Ma swoje zasługi, popełniał także błędy, nie zmienia to jednak faktu, iż głosy o jego zwolnieniu powinny ucichnąć na dobre.

A o co gra teraz Górnik? Odpowiedź jest prosta: o jak najwyższą pozycję w lidze. O innych celach porozmawiamy gdy przyjdzie czas finałowych kolejek sezonu 2010/2011.

poniedziałek, 02 maja 2011, angamoss

TrackBack
TrackBack URL wpisu: