Blog > Komentarze do wpisu

Inauguracja Premiership: Swansea City

Swansea CityBeniaminkowie poprzedniego sezonu Premiership postawili wysoko poprzeczkę przed swoimi sukcesorami. Blackpool, mimo spadku, zapewniło widzom niesamowite emocje do ostatniej minuty i grad goli niemal w każdym spotkaniu, o samym oryginale Ianiu Holloway nie wspominając. Newcastle i West Brom zaś mocno namieszały i udowodniły, iż zmiana menadżera w połowie rozgrywek nie musi z automatu oznaczać wielkie kłopoty(abstrahując od tego, czy Chris Hughton zasługiwał na zwolnienie). Tegoroczni debiutanci zaczęli nieprzekonująco – QPR poniosło klęskę z Boltonem, a Norwich zremisowało z Wigan. Ostatni beniaminek, Swansea City, zagra jutro z ekipą Roberto Manciniego.

Tuż przed ogłoszeniem terminarza EPL chciałem, abyśmy zagrali właśnie z Łabędziami, ponieważ w ostatnich miesiącach Championship oglądałem kilka ich spotkań i życzyłem awansu wespół z Cardiff City(z powodu Bellersa naturalnie). Bluebirds dały się wyprzedzić Norwich, a podopiecznym Brendana Rodgersa po pokonaniu Nottingham i przekonującym zwycięstwie nad Reading udało się osiągnąć Ziemię Obiecaną. Nie będę się tu mądrzył na temat walijskiego klubu – jeśli interesuje was Swansea od strony historyczno- ekonomicznej, to mocno polecam świetne podsumowanie na Swiss Ramole Blogu tutaj.

Łabędzie pokazały na zapleczu Premiership sporo dobrego futbolu – szczególnie miło dla oka prezentowali się skrzydłowi: Nathan Dyer, postawą nieco przypominający Shauna Wrighta-Phillipsa, oraz niechciany w Chelsea Scott Sinclair. Wespół z kolejnym wyrzutkiem ze Stamford, Fabio Borinim, zrobili awans Swansea, ale na ich nieszczęście zdolny Włoch ten sezon rozpocznie w barwach AC Parmy. Następcą Boriniego może zostać Danny Graham, kupiony z Watford król strzelców npower Championship. Najsłabszym ogniwem Swans wydaje się obrona(plus nowy bramkarz, Michel Vorm z Utrechtu), ale jak to bywa w debiutach w najwyższej klasie rozgrywkowej – na dwoje babka wróżyła. Poza wspominanym Borinim i Pratleyem Swansea nie osłabili się. Transfery szału nie robią(warty wspomnienia jest jeszcze Wayne Routledge i Leroy Lita), ale Roberto Mancini nie ma prawa z tego powodu lekceważyć kogokolwiek. Po wpadce z United należy się nam porządny start sezonu.

Kogo zobaczymy na murawie Etihad Stadium? Nie spodziewam się zmian w stosunku do meczu o Tarczę Wspólnoty. Być może Kolarowa zastąpi Clichy, ale i tak powinniśmy zagrać ofensywniej, czyli bez Barry’ego i bliżej 4-1-4-1 niż 4-2-3-1. O ile nie mam obaw co do obrony, to w ataku może już tak pięknie nie być. Tevez na pewno nie zagra, Kun jest wprawdzie bliżej debiutu, jednak wątpię abyśmy go zobaczyli na więcej niż 20 minut, co chyba wyklucza znaczący wkład w wynik inauguracji. Czas więc aby Mario(szczególnie Mario...) i Edin pokazali więcej sensownej piłki niż do tej pory. I nasza pomoc również musi stanąć na wysokości zadania, bo jestem absolutnie przekonany, iż trójka w środku Swansea na pewno nie sprzeda skóry tanio. Oczywiście to nie United i wierzę, że jesteśmy w stanie narzucić własny styl gry podobny do prezentowanego pod koniec zeszłego sezonu. A teraz czas na moje...

Oczekiwania 2010/2011, czyli jeszcze raz to samo poproszę!

Skoro jedno trofeum odpłynęło po błędzie Kompany’ego pozostaje nam walka na czterech frontach. Pierwsza do odstrzału idzie Liga Mistrzów. Oczekuję po City jedynie godnego występu nie skutkującego gorszą postawą w lidze, która jak zwykle jest najważniejsza. Awansować z grupy, odpaść w dobrym stylu gdzieś w okolicach ćwierćfinałów i naprawdę będę zadowolony. Natomiast co do Carling Cup, którego większość drużyn z czołówki uznaje za dobry poligon do testowania młodzieży to owszem, mam na to trofeum chrapkę. Pokazać głębię składu, dać szansę młodym gniewnym i doskoczyć do półfinału, potem włączyć pierwszy skład i wygrać coś już w zimie i zrzucić presję zwycięstwa w Pucharze Anglii. Co do samego FA Cup, to w tej chwili nie mam oczekiwań – obronić Puchar będzie ciężko, wiele zależy od sytuacji w samej Premier League, dlatego wstrzymuję się od głosu do stycznia.

Liga. Bezwzględna walka o pierwszą trójkę połączona z ewentualnym atakiem na mistrza. Poprawić skuteczność przeciwko zespołom środka tabeli(oczywiście pomijam okresowe dołki formy, oby ich było jednak jak najmniej…) oraz kreować więcej szans wysokim napastnikom. Umiejętnie przejść z zespołu uzależnionego od goli Teveza do… uzależnionego od trafień Aguero ;-) Spotkania przeciwko czołówce muszą wyglądać inaczej. Albo gramy mega efektywnie i pewnie jak z Chelsea na CoMS w zeszłym sezonie, albo olewamy defensywne podejście i sensownie atakujemy. No i jeszcze jedno – znaleźć sposób na odmianę losu i przełamanie prowadzenia rywala. Tego mocno brakowało w ciągu ostatniego roku – ledwie ktoś nam strzelił, to praktycznie remis/zwycięstwo miał w kieszeni. Czas najwyższy coś z tym zrobić. Jeśli Mancini nie potrafi poderwać zespołu, niech zespół poderwie się sam via Kompany i reszta uczestników ‘narady półfinałowej’. Nie sądzę, aby formułka powtarzana przeze mnie jak mantra – musimy uczynić wszystko, aby nie doszło do zmiany menadżera w trakcie sezonu – miała sens w tym sezonie. Jesteśmy głodni sukcesów i choć w piłce nie da się niczego do końca przewidzieć, to brak trofeum i automatycznego awansu do Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie będą wielkim rozczarowaniem, na które nie możemy sobie pozwolić.

Jeszcze jedno – pokonać wreszcie ten Everton, do diabła!

 

niedziela, 14 sierpnia 2011, angamoss

TrackBack
TrackBack URL wpisu: