Blog > Komentarze do wpisu

Gorzki Oktoberfest i koniec Teveza

Manchester City zasłużenie przegrał z Bayernem Monachium 0:2. I naprawdę, naprawdę chciałbym skupić się wyłącznie na taktycznym planie Manciniego, błędach obrony i klasie Bayernu Monachium, ale jak już pewnie wiecie, o takim wpisie mogę sobie pomarzyć. Wszystko przez Carlosa Teveza i jego odmowę wyjścia na boisko w drugiej połowie, a także pomeczowe komentarze Roberto Manciniego.

FC BayernNa upartego zacznę jednak od spotkania, bo co by nie mówić, pierwsza połowa, szczególnie dwa kwadranse, dowiodły iż Roberto Mancini potrafi zagrać na przekór sobie i ustawić zespół ofensywnie przeciwko rywalowi pod wieloma względami lepszemu. Odwaga w futbolu to rzecz chwalebna, niestety granica pomiędzy nią a niepotrzebnym ryzykiem jest bardzo cienka. Roberto ją przekroczył. Jasne, uwielbiam kiedy Richards i Clichy są bardzo aktywni z przodu(zwłaszcza Anglik miał kilka fajnych wejść), ale ich rajdy zostawiały zbyt dużo miejsca piłkarzom FC Hollywood. Rozumiem założenie: strzelić gola jak najszybciej i przejąć kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Wiele nie brakowało - dwie sytuacja z rzutami karnymi(ten pierwszy bliższy odgwizdaniu imo), sporo dobrych piłek i jeśli nie przewaga, to chociaż wyrównana walka, oczywiście do czasu. Pierwsza bramka pozbawiła mnie wszelkich złudzeń - za słaba defensywa(czy naprawdę musiał grać Kolo Toure?), pozbawiona asekuracji musiała paść. A z nią cały zespół, gdyż w drugiej połowie Bayern grał na luzie, a Błękitni piłkarze miotali się bezradnie w pogoni za piłką.

Mancini - po fakcie zawsze fajnie się mówi - mógł zaryzykować zdrowie Nigela de Jonga i wrócić do nieco defensywniejszego wariantu ustawienia 4-2-3-1, to znaczy tego zastosowanego chociażby w finale Pucharu Anglii, gdzie Yaya był podwieszony za napastnika, obok niego Silva i Nasri(wtedy to był Balotelli), za nimi Barry i de Jong z rzadszymi wypadami bocznych defensorów. Owszem, widowisko wiele by straciło, ale być może udało by się wywieść jeden punkty, tak jak uczyniło to Napoli na Etihad. Zdaje się, że nikt by wówczas nie narzekał.

Na drugą połowę chciałem widzieć dwie zmiany - uszczelnienie środka pola, czyli wprowadzenie de Jonga, oraz zmianą Tevez-Aguero. Holder wszedł dość szybko. Niezadowolenie Dżeko przypominało nieco sytuację z Milnerem w trakcie spotkania z Liverpoolem na Anfield, to znaczy nie wyjdzie z tego nic grubszego, Mancini wyjaśni sobie sprawę z Edinem(niepotrzebnie jednak skrytykował go w mediach) i na tym sprawa się zakończy. A co do Teveza...

Wczoraj stracił ostatni z argumentów na rzecz swojej obecności na Eastlands. Do tej pory każde jego kretyńskie wystąpienia, prośby o transfer i inne mącenie wybaczaliśmy mega profesjonalną postawą na boisku. Nie musiał kochać Manciniego, aby strzelić 24 gole w zeszłym sezonie. Nie potrzebował poparcia kolegów z zespołu, aby grać na 200%. A wczoraj - zidiociał. Tak po prostu. 

Miał szansę wejść na boisko i pokazać menadżerowi, że cholera, wciąż potrafi grać w piłkę. Zespołowi nie szło wybitnie, potrzebował jakiejś iskry, nadziei na lepszy rezultat. A tak zawiódł wszystkich. Był kapitanem, dowódcą ataku wartym swojej pensji. A odmawiając wejścia na boisko zrobił z siebie nieprofesjonalnego durnia. "Małe nieporozumienie"? Chciałbyś. Klub własnie zawiesił Argentyńczyka na dwa tygodnie, aby sprawę wyjaśnić.

Co dalej? Pierwszą reakcją było naturalne: pozwać chama, wykopać z City jeszcze przed powrotem do Monachium, niech siedzi sobie na tej ławce. Ale klub musi myśleć racjonalnie - ewentualne pozwanie Teveza czy próby zerwania kontraktu(CT w pewnym sensie sam to zrobił) choć kuszące, nie mają większego sensu. Przecież na tym piłkarzowi zależy - uwolnić się od Eastlands i wrócić do Argentyny, o czym nie może być mowy. Grunt to podjąć słuszną decyzję - odesłać Apacza do rezerw/kazać trenować samemu i sprzedać w styczniu, choćby cena miała spaść do 20 mln funtów. Oby tylko znalazł się kupiec - może pan Kerimow, właściciel Anżi, zechciałby rebelianta w Dagestanie? Ani, to przecież za daleko rodziny, gdzie tam życie, gdzie restauracje...

Nie ma odwrotu - Mancini został obrażony, tak jak i Manchester City wraz z jego fanami. Dopuszczam myśl, iż Włoski menadżer mógł zachować incydent dla siebie i wyjaśnić go w zaciszu z Mubarakiem, ale... czy nie dość już? Tevez przegiął pałę, mówiąc bardzo brutalnie. Dopuścił się najgorszego z przewinień - odmówił gry klubowi, który płaci mu(a chrzanić to - pensja, choć horrendalna, nie jest w pewnym sensie aż tak istotna) solidne pieniądze, takie, których przeciętny kibic nie zobaczy przez całe swoje życie. I my, biedne szaraki, zasuwamy bez prawa pretensji, że nie czujemy się okej, by pracować.

Tevez nigdy więcej nie będzie bohaterem Manchesteru. Znienawidzony przez obie strony, niech szuka szczęście gdziekolwiek ktoś go jeszcze będzie chciał. Z niecierpliwością czekam na rozwój wypadków.

środa, 28 września 2011, angamoss

TrackBack
TrackBack URL wpisu: