|
Blog > Komentarze do wpisu
Sroki uziemioneManchester City po zwycięstwie nad Newcastle pozostał jedynym niepokonanym zespołem w Premiership. Zdobyć wczorajsze trzy punkty przyszło w zasadzie dość łatwo - mimo zwartych szeregów dwa razy niechlubnie do akcji wszedł Ryan Taylor - za pierwszym razem to on zagrywał ręką w polu karnym po strzale Toure, za drugim zaś dał sobie odebrać piłkę Richardsowi, który nie miał kłopotu z pokonaniem Krula w sytuacji sam na sam. Chwilę przed tymi wydarzeniami spodziewałem się remisu do przerwy i w miarę szybkiego gola tuż po wznowieniu, jednak dwa gole do szatni załatwiły sprawę.
Plan Newcastle opierał się na szczelnej defensywie i nielicznych próbach kontrataku, inaczej niż to wymyślił Neil Warnock dwa tygodnie temu - jeśli drużyny oddają City piłkę i w ostatecznym rozrachunku kończą mecz z niczym, to lepiej spróbować przejąć inicjatywę i zobaczyć co się stanie. QPR Warnocka nie dało rady, ale pokazało, że The Citizens da się stłamsić, natomiast Pardew, pozbawiony Obertana i Tiote, nie widział swojej drużyny w roli kogoś więcej, niż tylko organizowanego, natrętnego i przeszkadzającego stada srok. Oczywiście, udało się wykreować gościom kilka naprawdę dobrych okazji do bramki, ale znów Joe Hart, identycznie jak czynił niegdyś Given, pokazał jak ważnym jest ogniwem drużyny.
Are you watching, Fabio?! Kolejny świetny występ zaliczył Micah Richards i znów wypada osaczyć Fabio Capello pytaniami, dlaczego nie znajduje miejsca dla Anglika w reprezentacji. nie potrafię tego zrozumieć - Micah gra obecnie na bardzo wysokim poziomie, jego ofensywne wejścia robią furorę, ponadto jego koncentracja w defensywie znacząco wzrosła. Wczoraj gol i asysta, do tego takie offensive run, że kończył w polu karnym główkując bądź podając do Balotellego z pola karnego. Nie wierzę, iż Włoski selekcjoner nie jest świadomy, iż forma Richardsa stopniowo rośnie od początku zeszłego sezonu, aż po kapitanowanie City podczas nieobecności Kompany'ego. Zgadzam się ze słowami autora tego postu, pozostawienie MR poza składem drużyny narodowej to spory błąd i powód do frustracji dla zawodnika, którego progres jest nie do zakwestionowania. Na szczęście Micah wie co robić - ciężka praca jak zwykle jest najlepszą receptą na wszelkie kłopoty. Nasri nie jest Silvą. Jeszcze. Oszczędzenie magicznego Davida przeciwko Newcastle w moim odczuciu miało dać większe pole do popisu Samirowi na pozycji 'wolnego rozgrywającego'(a także mały test dla całej ekipy), jednak póki co Francuz nie jest na tyle zgrany z drużyna, aby podjąć to wyzwanie. Większość jego dotychczasowych asyst 'wychodziła' z lewego skrzydła, szczególnie widać to było w spotkaniu z Blackburn, gdzie kontuzja Aguero wymusiła zejście Mario na szpicę, a Nasri wszedł na lewe skrzydło i wespół z szalonym Mario dał City drugiego gola. Zresztą, Samir w sobotę wymienił mniej podań niż chociażby... Clichy. Drugi z Francuzów rozegrał doskonałe spotkanie i po miesiącach milczenia należy mu się kilka osobnych zdań. Podania wykonane/niecelne 84/8 66/8 to naturalnie dość pobieżny przykład, jak Nasri był niewidoczny przeciwko dobrze broniących się piłkarzach Alana Pardew. Jednocześnie chciałem pokazać, jak Samir starał się wejść w buty Silvy, to znaczy poprzez obecność w każdym sektorze boiska rywala i próby rozegrania piłki, aczkolwiek aby zastąpić godnie Hiszpania potrzeba więcej chwil przy piłce oraz więcej przestrzeni między formacjami przeciwnika. Głęboko cofnięte Sroki ukrócały swobodę Francuza i to też trzeba mieć na uwadze - Silvą na tę chwilę on nie jest, ale ma mnóstwo czasu, aby w razie czego osiągnąć podobną charakterystykę gry. Co do Gaela, jego statystyki, a także sam styl gry, bardzo mi zaimponował. 6 przechwytów, 4 udane odbiory piłki(na 6 prób) plus osiem(na 9) "czyszczeń" skutecznie zahamowało ataki gości z prawego skrzydła. Nawet wracający do składu City Nigel de Jong się tyle nie napracował :) Clichy'emu chwałę odbiera Richards, który kreuje więcej szans kolegom i częściej trafia do siatki, co nie powinno zatrzeć nam obrazu - lewa obrona The Citizens jest obstawiona bardzo solidnie. Narzekania kibiców Arsenalu na defensywne walory Clichy'ego nie znajdują potwierdzenia w meczach City, z czego wypada tylko i wyłącznie się cieszyć. Newcastle United zakończyło swą passę bez porażki - wobec zerowej zdobyczy Chelsea wciąż utrzymują trzecią lokatę, ale aby utrzymać wysokie miejsce w lidze muszą odważniej podejść do starć z klubami teoretycznie lepszymi. Aczkolwiek wielkie słowa uznania należą się samemu Alanowi Pardew - praktycznie każdy z nas, interesujący się ligą angielską, skreślił jego szanse, gdy obejmował Sroki po szokującym zwolnieniu Hughtona. Bez względu na ostateczny wynik ciężkiej serii spotkań Newcastle ma spore szanse na dobry wynik w lidze(acz nie postawiłbym pieniędzy na ich miejsce w Europie), o ile Mike Ashley zachowa zimną krew. Zmiana nazwy stadionu była totalną głupotą. Wyrzucenie Pardew - wiem, piszę o tym zdecydowanie przedwcześnie - nawet po trzech, czterech porażkach z rzędu może się okazać złe w skutkach. A to przy, tak zachowawczej i nieskutecznej taktyce, w decydujących momentach spotkań może okazać się bolesnym faktem i nie tylko uziemić Sroki, ale i pozbawić ich dłuższy czas skrzydeł. W przypadku City, wygrana dała jeszcze większą pewność siebie, którą za chwilę na próbę wystawią trzy bardzo silne zespoły - Napoli w Lidze Mistrzów(o awans z grupy!), Liverpool w Premier League i Arsenal w Carling Cup. A w grudniu będzie jeszcze ciekawej! Nic tylko powtórzyć zdanie, napisane tu wielokrotnie - nastały niesamowite chwile dla każdego kibica Manchesteru City. C'mon City! niedziela, 20 listopada 2011, angamoss
TrackBack
|
|