Blog > Komentarze do wpisu

Mario Balotelli

Dzisiejsza okładka La Gazzetty dello Sport(pisząc to poczułem się nieomal jak pewny znany komentator piłkarski) nie pozostawia złudzeń - to koniec Mario Balotellego w Manchesterze City. Włoch z ghańskimi korzeniami jest już dogadany z AC Milanem, jednocześnie oba kluby są bardzo blisko porozumienia. Jeden z synów Manciniego odchodzi pozostawiając po sobie mnóstwo pytań, o tęsknotę, wspomnienia związane z Super Mario, o niezwykłą więź z menadżerem i o następstwa czysto piłkarskie na Etihad Stadium. poczytajcie więc o moich momentach z Mario ;)

La Gazzetta - Balo is Back

Urodzony 12 sierpnia 1990, transfer do City 12 sierpnia 2010, debiut i pierwszy gol 19 sierpnia tegoż roku

Od samego początku starania Manciniego o swojego byłego podopiecznego z Interu sugerowały silną więź pomiędzy oboma Włochami. W Mediolanie właśnie skończyła się era Mourinho, o którym później Mario powie, że nie mogli się dogadać, bo obaj mają wyrazistą osobowość, a takowe nie znoszą podlegania komukolwiek. Roberto był zupełnie inny. Zazwyczaj nie utrzymujący głębszych relacji z piłkarzami, Balotellego otoczył wyjątkowym, ojcowskim ramieniem i zabrał do Anglii za grubo ponad 20 milionów €. Sporo, wątpliwości co do tego transferu było mnóstwo wątpliwości, ale Mancini, uparcie, aż po ostatni dzień gry MB w Manchesterze bronił go przed wszelkimi atakami. Wiara godna podziwu w małym procencie zaczęła się spłacać już kilkanaście minut po wejściu Mario na boisko w Timisoarze - debiutancki gol dał wówczas City wymęczone zwycięstwo, a sam napastnik doznał kontuzji i na jego powtórne występy trzeba było poczekać dwa miesiące, ale wyszło, że Mancini miał rację. No, w pewnym sensie. Bo Ligę Europy w tamtym sezonie(pamiętacie alergię, jakiej Mario się nabawił na boisku w Kijowie?) The Citizens zakończyli głównie przez głupią czerwoną kartkę, jaką Mario załapał w rewanżu na CoMS. 

Pierwsza czerwona kartka i pierwszy gol w Premier League 7 listopada 2010

Pierwsze poważniejsze zagrożenie posady Roberto Manciniego od czasu przegranej batalii o Ligę Mistrzów z Tottenhamem - trzy porażki z rzędu, z Arsenalem, Lechem Poznań i Wolves rozpętało w mediach debatę, czy arabskim właścicielom nie skończy się cierpliwość i Włoch nie podzieli losu Marka Hughesa. Roberto do '11' na The Hawthorns wstawił powracającego powoli po urazie Mario, a ten odpłacił się występem idealnie obrazującym jego charakter - technicznego geniusza przy piłce i szaleńca bez niej. Najpierw sprytnie wykończył podanie Teveza strzelając w przeciwległy róg bramki Carsona, potem mimo kłopotów z przyjęciem zakręcił obrońcą WBA i dał City prowadzenie 0:2. W drugiej połowie, gdy moce The Good się wyczerpały, do akcji wkroczył The Bad i Mario dokonał nie lada sztuki, mimo żółtej kartki na koncie dostał czerwoną za kopnięcie i powalenie Mulumbu. Cały Mario - od tamtej chwili angielscy komentatorzy non stop powtarzali formułkę o piłkarzu, który może strzelić trzy gole , a potem zejść z boiska za idiotyczny faul. Co ciekawe, to się nigdy więcej nie wydarzyło.

Pierwszy hat-trick i pierwszy skutecznie wykonany rzut karny 28 grudnia 2010

W dalszych losach ligowej kampanii 2010/2011 Balotelli nie odegrał już tak znaczącej roli, poza starciem z Aston Villą, swoim ulubionym przeciwnikiem - w ciągu 2,5 roku strzelił The Villans sześć goli, w tym pod koniec 2010 roku trzy, z czego dwa z rzutów karnych. Wtedy jeszcze nie dostrzegałem, jak ważny jest bałagan w głowie Mario w kontekście jedenastek. Okazuje się, że MB nie odczuwa żadnej presji związanej z odpowiedzialnością jaką ze sobą niesie tak ważny moment, jak chociażby karny z Tottenhamem w ostatniej minucie meczu. Byłem gotów założyć się o każdą sumę pieniędzy, że Mario strzeli z 11 metrów na EURO 2012 i nie myliłem się; ogólnie dla City wykonał ich osiem, wszystkie skutecznie. To jeden z dowodów na jego nieziemską technikę(jak to powiedział wkrótce po transferze Micah Richards He's technical genius).

Pierwszy puchar 14 maja 2011

Za to w finałowej fazie Pucharu Anglii Mario zaczął dominować sportowe nagłówki z powodów piłkarskich. Najpierw gol, a jakże, przeciwko Aston Villi, jeden z tych piękniejszych w karierze, za ważniejsze uznaje się jednak występy przeciwko United. Choć to Yaya Toure zgarnął zwycięskiego gola, Mario był uznawany przez wielu za gracza meczu, a gdy podburzył piłkarzy i kibiców United, to zaskarbił sobie sympatię rzeszy fanów City. A jak głoszą pieśni...

Not a singleA to dopiero początek. Prawdziwym memem Mario stał się po EURO 2012

Bezapelacyjnym MotM Mario został wybrany po finale FA Cup - w ataku był niezwykle aktywny i zdyscyplinowany, kilka razy mógł dać City wcześniejsze prowadzenie, a jego i Silvy akcja doprowadziła do gola Toure dającego wymarzone trofeum i początek czegoś wielkiego po Błękitnej stronie Manchesteru. Nawet jeśli sam Mario ocenił swój sezon jako gówniany, to po zwycięskim finale nad The Potters nabrałem nadziei, że przyszła kampania będzie dla Mario i City wyjątkowa. A dokładnie 364 dni później... dojdziemy do tego ;)

Why Always Me?

Oczywiście, wiara w dojrzałość Balotellego mimo pewnych podstaw(dla mnie taką była relacja Mario z Patem Vieirą) zawsze musiała zostać poddana w wątpliwość. Lekceważąca ruleta podczas zgrupowania w Ameryce odstawiła go na kilka kolejek od pierwszego składu, zresztą przy wybornej formie Aguero i Dżeko nie było konieczności, aby grał. Gdy wrócił, zaczęło się strzelanie i najlepszy okres MB w City: gol przeciwko Evertonowi(pierwsze ligowe zwycięstwo Manciniego!), fantastyczny występ przeciwko Blackburn Rovers, w którym obijał słupki, po czym reszcie przekuł sportową złość na bramkę, a nie brutalne wjazdy w piszczele rywali, następnie znów gol, tym razem z przewrotki, przeciwko ulubionej Aston Villi, aż nadszedł dzień pamiętnych Derbów Manchesteru...

Why

I zaczęło się. Jak zwykle Mario nie mógł TYLKO zagrać doskonałych zawodów, musiał zrobić coś jeszcze, aby przyciągnąć uwagę(za to kochają go tabloidy, czyż nie? I dlatego one będą za nim płakać najrzewniej). Do kłopotów z fajerwerkami i strojem treningowym, alergią na trawę, rzucaniem lotek, podarowaniem bezdomnemu pieniędzy z kasyna i próbie pomocy zamęczanemu uczniowi doszedł cały szereg miejskich legend, wg których Mario rządził w Manchesterze, rozrzucał pieniądze, przybijał piątki z kibicami i czynił masę niestworzonych rzeczy(część listy znajdziecie choćby tutaj), ale wreszcie apogeum wybryków i szaleństw spotkało się z eksplozją piłkarskiego talentu. I choć później z formą piłkarską bywało różnie(a czasem wręcz przerażająco), to październik 2011 roku był miesiącem Balotellego bez najmniejszych wątpliwości. W listopadzie i grudniu dołożył gola ramieniem z Norwich i typowo idealnie wykonany rzut karny z Newcastle, celebrowany na sposób "Who is the boss?", oraz oczywiście - czerwoną kartkę na Anfield po niepełnych 20 minutach od wejścia na boisko.

Balotelli, Aguerooooooooooooo

Nim 364 dni po zwycięstwie w Pucharze Anglii Mario Balotelli podał do Aguero w 93 minucie 20 sekundzie meczu z QPR, zaliczył jeszcze dwa momenty błysku geniusza i szaleńca - nadepnięcie Parkera(dla mnie kontrowersyjna decyzja, z uwagi chociażby na to, jaki Webb jest wybiórczy w tym co widzi, a czego dostrzegać nie chce - patrz sytuacja z Whelanem w ostatnim meczu FA Cup) i gol w ostatniej minucie ze wspomnianego już karnego. W marcu natomiast także strzelił karnego, ale przy stanie 3:1 dla Sunderlandu pokłócił się o wykonywanie rzutu wolnego z resztą zespołu(jak dobrze pamiętam, ustąpili mu - oczywiście przestrzelił), gdy już się wydawało, że nadzieje na mistrzostwo wyfruną szybciej niż się spodziewaliśmy, jedną akcją indywidualną w końcówce dał gola na 2:3, trafienie dorzucił Kolarow i udało się jakoś zremisować. Mario chciał jeszcze pogrzebać szansę absolutnie skandalicznymi wejściami na Emirates... ale w decydującej akcji sezonu zachował zimną głowę, rozegrał decydujące 2-1 z Aguero i dwie minuty później cieszył się z Mistrzostwa Anglii, po jedynej zanotowanej ligowej asyście.

Cholera, wzruszyłem się.

EURO 2012 i upadek

Kapryśna forma dała o sobie znać Mario także podczas turnieju w Polsce i na Ukrainie, ale mimo wszystko dokonał czegoś niemożliwego - sprawił, że pierwszy raz w życiu kibicował Włochom i życzyłem im mistrzostwa. Tamten pamiętny mecz z Niemcami, dwa gole(i wejście w niesamowity świat internetowych memów) i radość w objęciach matki, a także łzy po klęsce w finale mówiły mi, ze ten facet się zmieni, że praca Manciniego, ale także kolegów z City i reprezentacji Włoch, przyniesie skutek i zobaczymy więcej genialnego piłkarza, a mniej wariata, uwikłanego w głupie sytuacje czy ciągnącego ze sobą demony rasizmu(tj. czującego, że jest przez innych odrzucany, nieakceptowany). Rasizmu, którego na boiskach w czasie kariery w City uświadczył raz - z ust kibiców FC Porto. Także uwikłanie w związki z kobietami, dziecko, oddalona rodzina... to chyba jednak miało zbyt duży wpływ na jego psychikę.

Bala kontra Polska
Mario pokonuje Szczęsnego fot. Claudio Villa/Getty Images Europe

Powtarzałem to od dawna - Mario bierze się z całym inwentarzem i liczy się na to, że częściej będzie błyskotliwy niż niemądry(o tym ryzyku musi wiedzieć AC Milan). I jego racja bytu na Etihad, mimo nieustającego wsparcia i stu szans od Manciniego, będzie zależeć od formy piłkarskiej. Guardian zdaje się sugerować, że chodzi o starcie z Roberto na treningu. No być może przelała ona czarę goryczy, ale główny problem widać było w postawie na boisku - brak formy, mniejsze zaangażowanie na treningach... gdyby nadal potrafił wejść w mecz z potężnym animuszem, to wsparty swoją techniką nadal strzelałby gole(cóż, trafił do siatki z Aston Villą, to przynajmniej jakieś pocieszenie) i wygryzł np. Dżeko ze składu. Ale wobec kiepskiej formy i najwyraźniej przytłaczających problemów nie chciał, albo nie potrafił tego uczynić.

Będzie mi go brakowało. Szczerze. Tego technicznego błysku, bezbłędnych karnych, strzelania goli i cieszynek niczym listonosz ;) Mario to pokręcona persona, obdarzona wielkim talentem, ale zmagająca się z własnymi problemami, temperamentem, wybuchowością. Skupiającym na sobie wielkie emocje.

Mimo wszystko, choć czasem najedliśmy się wstydu, to sporo nam dał. Grazie, Mario.

Super Mario out, Super Guidetti in?

Po powtarzanych jak mantra zapewnieniach, że Mario się nigdzie nie rusza, nie chce mi się do końca wierzyć, iż Mancini w ostatni dzień okienka nie spróbuje kogoś na jego miejsce sprowadzić. Oczywiście, jestem jednym z wielu, którzy uważają, że to szansa dla Johna Guidettiego, ale nie bez obaw - Szwed ma za sobą dopiero 45 minut gry po 9 miesiącach przerwy i siłą rzeczy nie może być gotowy, aby wskoczyć do meczowej '18'. Czas na zastępcę Mario jest rzeczywiście mało, a cele - Cavani czy Falcao, raczej nie do wyciągnięcia. Wynika z tego, że City aktywnością transferową w tym sezonie raczej się osłabiło, niż wzmocniło - zobaczymy, jak to będzie w przypadku Balotellego, czy z nowym klubem wstąpią w niego nowe siły do gry i sensowniejszego życia.

Oby. Powodzenia, Mario!

środa, 30 stycznia 2013, angamoss

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: