Blog > Komentarze do wpisu

Gareth Barry, unsung hero

Im dłużej myślę o oddaniu Garteha Barry'go na wypożyczenie do Evertonu, tym bardziej skłaniam się ku opinii, iż jest to pod wieloma względami błędna decyzja Txikiego Begiristaina i Manchesteru City.

Cztery lata z Anglikiem w składzie nauczyły wielu kibiców City dostrzegać w nim jednego z najważniejszych graczy zespołu, choć schowanego w pomeczowych raportach za Toure, Kompanym, Silvą czy Aguero. Nawet w zeszłym, niespecjalnie udanym sezonie, Barry był jedną z wyróżniających się postaci (czwarty gracz City wg Squawki), czego nie zamazuje nawet fatalny samobój z Southampton, jeden z dobitniejszych dowodów na to, iż Manchester City mistrzostwa Anglii nie obroni. Nikt nigdy nie mówił, że to demon szybkości, o czym w 2010 roku tak okrutnie przypomniał Mesut Özil, Gareth jednak zawsze ratował się ustawieniem, agresywnością i tym, iż zapewniał spokój operującym bliżej pola karnego gwiazdom ofensywy, co zazwyczaj trudno wykazać za pomocą statystyk (aczkolwiek tutaj dowód, że Barry na tle innych pomocników w swoim wieku wciąż jest w topie).

Barry w EFC
facebook/everton

Jego odejście jest podobne do sprzedaży Nigela de Jonga, zawodnika dość jednowymiarowego, ale świetnego w swej roli i uwielbianego przez fanów. Holender nie był podstawowym zawodnikiem w sezonie mistrzowskim, ale jego wpływ na tę kampanię (dobrze pamiętamy jego wprowadzenie na boisko przy stanie 0:0 z Newcastle w przedostatniej kolejce) był niezaprzeczalny. To samo Barry, rzadko strzelający czy asystujący, ale dający chociażby Yayi Toure pole do popisu z przodu. W obecnym składzie City brakuje typowego destroyera, człowieka od kasowania akcji nim przeciwnik zbliży się do linii defensywy. Obaj obecni podstawowi środkowi pomocnicy to piłkarze o innej charakterystyce, z czego póki co to Iworyjczyk miałby wypełniać dawne zadania Barry'ego, a Fernandinho ma być nowym Toure.

Menedżer powiedział mi, że na każdą pozycję ma dwóch piłkarzy i nie byłem jednym z nichcytuje zawodnika Telegraph. A więc zdaniem Begiristaina i Pellegriniego Javi Garcia, którego zakup w ostatnim dni okienka transferowego w 2012 roku był jedną z najmniej uzasadnionych transferów City, oraz Jack Rodwell, z potencjałem równie wysokim jak kontuzjogenność, są najlepszymi opcjami rezerwowymi dla środka pola zespołu walczącego na trzech, czterech frontach jednocześnie (Jamesa Milnera można w zasadzie pominąć, to jednak skrzydłowy, choć jako holding midfielder występował). Jeśli dobrze się nad tym zastanowić, to miejsce dla 32-letniego Anglika jest ponad tą wspomnianą dwójką, a nie w ekipie środka tabeli jaką jest Everton.

Spekulacje na temat transferu Garetha krążyły od dłuższego czasu, sam zawodnik, jak mówi, pierwsze sygnały dostawał już w trakcie przygotowań do ligi, co przypomina mi nieco moje własne przekonania na temat początków jego kariery na Eastlands. Przypiąłem mu wówczas łatkę posiadacza czapki-niewidki, ponieważ frustrował mnie brak większego wpływu na boiskowe wydarzenia. Mimo tego i Mark Hughes, i Roberto Mancini uczynili z niego kluczową postać swoich zespołów (nigdy nie zszedł poniżej 30 występów w lidze na sezon) i z czasem Anglik zyskiwał pozytywnie opinie.

Fantastyczny mecz z Liverpoolem, okraszony golem i znakomitą grą w destrukcji przekonał nie tylko mnie. Docenianie Barry'ego stało się później równoznaczne z głębszym zrozumieniem mechanizmów piłki nożnej, w których gole, asysty i efektowne dryblingi nie są najważniejsze, to solidność jego występów dominowała w pomeczowych analizach. Gareth stał się, paradoksalnie, najbardziej rozpoznawalnym unsung hero ostatnich lat na Etihad.

Czas Anglika w Błękicie dobiegł jednak końca. Cóż to za decyzja była w 2009 roku, gdy, jak swego czasu napisał tu i tu Gary James, Barry wybrał niższy kontrakt w City zamiast obietnicy (?) Ligi Mistrzów w Liverpoolu. Dziś pochwalić się może medalami Pucharu Anglii i Mistrzostwem, co do którego, wątpliwości nie ma, przysłużył się w stopniu nie mniejszym niż gole Aguero czy Toure.

Szkoda, że choć obecny menedżer City, według Jamesa Milnera, lubi dużo rozmawiać z zawodnikami, to nie chyba niespecjalnie wierzył w doświadczenie Barry'ego, jakie w długim sezonie mogłoby okazać się niezwykle wartościowe. To samo ostatnio uczynił Roy Hodgson - ta ścieżka kariery także została dość gwałtownie Anglikowi zamknięta, choć jeszcze w 2010 roku Fabio Capello mówił o nim, jako o jednym z najważniejszych zawodników kadry.

Choć reprezentacja Anglii z Barrym czy bez i tak specjalnie nie będzie się różnić, to Manchester City prawdopodobnie jego brak odczuje. Po czterech latach z niemałymi sukcesami zasłużył na szansę i nieco lepsze traktowanie. Z drugiej strony, klub poszedł mu na rękę, finalizując mniej korzystne dla siebie wypożyczenie, zamiast optując do końca za transferem definitywnym - w końcu kontrakt pomocnika będzie trwać jeszcze rok i to była ostatnia szansa, aby uzyskać jakiekolwiek pieniądze za niego. Mała to jednak pociecha dla fanów City, którzy już nie będą mieli okazji uczynić z Barry'ego bohatera opiewanego. 

środa, 04 września 2013, angamoss

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: