Blog > Komentarze do wpisu

Demolka w derbach i pierwsze pytania o Davida Moyesa

Gdy w 1989 roku Alex Ferguson po swoich debiutanckich derbach Manchesteru opuszczał Maine Road zdemolowany porażką 1:5, kibice United żądali jego głowy, a sam Szkot określił grę defensywną swojego zespołu mianem najgorszej w historii. Blisko tamtego występu od przedwczoraj znajduje się porażka z Manchesterem City następcy Fergusona, Davida Moyesa.

Manchester City potrzebował 50 minut i czterech celnych strzałów na bramkę (szokująca skuteczność, przyzna każdy, kto oglądał City w poprzedniej kampanii), aby Mistrzów Anglii przeobrazić w Sunderland czy Zagłębie Lubin. Podopieczni Pellegriniego zmagali się już w tym sezonie z problemami odziedziczonymi po Roberto Mancinim, ale anonimowa postawa United sprawiła, że City wyglądali na zespół z pierwszej połowy sezonu 11/12, w którym deklasowali konkurencję, w tym swoich największych rywali podczas pamiętnego zwycięstwa 6:1 na Old Trafford.

O błędach defensywy gości można mówić sporo, ale paradoksalnie, piłkarze United raczej ze sobą na boisku nie rozmawiali, a nawet jeśli ? przypominamy ujęcie Vidicia tłumaczącego Valencii podstawy pilnowania swojego zawodnika po golu na 1:0 ? to już na pewno się nie słuchali. Na głosy z zewnątrz uparcie nie reaguje sam Moyes, który stawia na zawodników bez formy, a taktyką zadziwia, a nie zachwyca. Bo też jaki był plan United na derby? Rok temu na Etihad Ferguson znakomicie ustawił swój zespół na grę z kontry, co bardzo szybko dało United dwubramkowe prowadzenie. Tymczasem wczoraj w pierwszej połowie zespół Moyesa oddał jeden bardzo słaby strzał na bramkę Harta, a do szatni schodził z dwoma golami w sieci.

Co działo się w przerwie meczu? Moyes oczekuje reakcji od piłkarzy w najbliższym meczu z Liverpoolem w Capital One Cup, ale jeśli ma to wyglądać jak reakcja na prowadzenie City, to jego fotel menedżerski bardzo szybko zrobi się gorący. Dwa gole w ciągu kilku minut po wznowieniu gry to kiepska reklama motywacyjnych zdolności Moyesa. To samo tyczy się braku zdecydowania i roszad już w przerwie, wszak uzasadnić obecności beznadziejnego Younga(na 15 podań 9 celnych) na boisku nijak się nie dało. Jedna jedyna zmiana przy stanie 0:4 wyglądała na kompletny brak pomysłu, a pozostawienie na ławce Kagawy znów wywołało falę krytyki - czy przypadkiem Moyes nie tyle co nie chce, a nie potrafi skorzystać z utalentowanego Japończyka?

Choćby nie wiadomo jak bardzo Szkot by tego nie chciał, to porównywanie go do Fergusona, zwłaszcza w tym sezonie, będzie częste i absolutnie uzasadnione. Wydaje się, że Moyes nie ma szans na tak duży kredyt zaufania, jakim cieszył się jego poprzednik pod koniec lat 80'; David odziedziczył zespół i klub na całkowicie innym poziomie, więc jego zdolności motywacyjne, adaptacyjne, wychowawcze i taktyczne będą oceniane w skali mikro, nie jak to miało miejsce w Evertonie, gdzie dekada stabilizacji klubu była jedną z przyczyn zatrudnienia go w United. Myślę, że ci, którzy uważają, że Moyes bez sukcesów będzie w stanie utrzymać się 3 lata, są w błędzie. Jedną z wielu cech Fergusona było wyciąganie z zawodników, powiedzmy, że nie należących do klasy światowej, absolutnych szczytów determinacji, woli walki, szczególnie w ostatnich sezonach, gdy rywale (City, Chelsea) posiadali na papierze mocniejsze składy. Od zatrudnienia Moyesa w United zastanawiałem się, czy jego umiejętności dadzą podobny rezultat, jakie miał Ferguson. W niedzielę nie dostrzegłem tego.

Katastrofę United z całą bezwzględnością wykorzystał zespół Pellegriniego. I gdyby po trafieniu Nasriego wyraźnie nie zwolnił tempa, skończyłoby się jeszcze wyższym zwycięstwem. 40 minut przewagi gości, udokumentowanej kolejnymi dwustoma celnymi podaniami i posiadaniem piłki zbliżonym do 60%, zafałszowało nieco układ sił na boisku i dało złudne poczucie Czerwonym Diabłom, że coś z tego meczu mogli wynieść. Wcześniej jednak nie znaleźli sposobu na zatrzymanie Nasriego, najlepszego piłkarza derbów (warto rzucić okiem na akapity poświęcone mu na łamach Zonal Marking), najczęściej obsługiwanego przez środkowych pomocników. Nie skorzystali również z naturalnej inklinacji Kolarova do gry ofensywnej, często skutkującej błędami w ustawieniu z tyłu. Przestrzeni za Toure i Fernandinho też nie brakowało, w końcu obaj mocno naciskali Carricka i Fellainiego, z pierwszego robiąc postać anonimową, a drugiego zmuszając do fatalnych pomyłek. Belga obwinia się o gola nr 2 i 3, w których zupełnie odpuścił krycie najpierw Toure, a potem Aguero. Choć Fellaini dopiero zaczyna przygodę na Old Trafford, to już co bardziej niecierpliwi pytają, czy był wart swojej ceny.

Osobny akapit należy się Vincentowi Kompany'emu za niezwykle inspirujący występ. Nie chodzi już o samą statystykę odbiorów, wślizgów i przechwytów, ale o samą obecność, spokój i determinację (jak chociażby przy czwartym golu). Belgowi bardzo pomogła kontuzja Robina van Persiego, dzięki czemu mógł się w pełni skupić na Rooneyu, o czym zresztą zdążył powiedzieć przed meczem na Eithad. Pojedynki Wayne'a i Vincenta powoli stają się każdorazową ozdobą derbów i choćby z tego powodu dobrze się stało, że Anglik jednak Manchesteru United latem nie opuścił. A ileż znaczy Kompany dla City? Patrząc na występy środka defensywy w składzie Lescott-Garcia/Nastasić nie ma wątpliwości, że bez kapitana The Citizens tracą integralność formacji.

Derby gif

Tak samo jak 6:1 nie dało automatycznie mistrzostwa (aczkolwiek bardzo pomogło wygrać ligę lepszym stosunkiem bramek!), identycznie 4:1 nie jest żadnym argumentem, aby plasować City na 1. miejscu po 38 kolejkach. Truizmy o długim sezonie, czyhających kontuzjach, kartkach i pomyłkach sędziowskich będziemy powtarzać jeszcze długo, ale nic w tym zaskakującego. Po obu stronach miedzy potrzebny jest spokój. Pellegrini z komfortem szerokie składu dziś pewnie wystawi mocno zmienioną pierwszą jedenastkę przeciwko Wigan, zaś David Moyes ma jeden dzień więcej na przełknięcie derbowej porażki i przygotowanie zespołu na przyjazd Liverpoolu. I nagle traktowana po macoszemu 3. runda Pucharu Ligi będzie dla Manchesteru United jednym z ważniejszych meczów w sezonie. Skoro po niedzielnych derbach wysyp krytyki pod adresem Szkota był ogromny, to co się stanie, jeśli Liverpool wyjedzie z Manchesteru zwycięski?

wtorek, 24 września 2013, angamoss

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: