Blog > Komentarze do wpisu

Mourinho nie blefuje

Przesadnie skromny Jose Mourinho w pomeczowej wypowiedzi nazwał swój zespól młodym źrebakiem, który uczy się skakać i dopiero w przyszłym roku będzie się ścigać, co w zamierzeniu miało zwrócić uwagę mediów na ogromny potencjał drzemiący w jego Chelsea oraz tradycyjnie przerzucić presję związaną z mistrzostwem na najgroźniejszych rywali – Manchester City i Arsenal. Jest w tym szczypta prawdy, bo choć The Blues zwyciężyli na Etihad Stadium, to zarówno ich plan, jak i jego egzekucja nie były pozbawione rys.

Sztuka polegała jednak na tym, aby w większym stopniu wyeksponować niedoskonałości zespołu Pellegriniego, skutecznie zastopować ofensywę City i uszczknąć coś dla siebie. Rozgrzany poprzednimi wyjazdami do zespołów z czołówki autobus mimo wszystko nie wydawał się najlepszym rozwiązaniem. Balans ekipy ze Stamford Bridge zbytnio przesunięty do defensywy i tak nie byłby w stanie całkowicie zatrzymać Obywateli; wczorajsze 3, 4 doskonałe sytuacje Davida Silvy czy Yayi Toure były tego najlepszym dowodem. Mourinho nie miał zamiaru nikomu ułatwiać zadania, zdawał sobie sprawę również z tego, iż wicelider Premier League, bez faktycznego defensywnego pomocnika w składzie i z lichą organizacją w obronie jest wrażliwy na wysoki pressing i szybkie ataki. A jeśli do tego Chelsea ma w składzie niedającego się zatrzymać konwencjonalnymi metodami Hazarda, to innej opcji nie było – murowanie bramki pod żadnym pozorem nie wchodziło w grę.

Oczywiście, nie wykluczało to taktycznej zwartości i koncentracji, potrzebnej do utrzymania wyniku. The Citizens, ograniczeni brakiem Fernandinho i Aguero, w ataku zdani byli głównie na akcje oskrzydlające i kąśliwe dośrodkowania Kolarova, Navasa i Zabalety. W Brazylijczyku Yaya Toure zawsze znajdował partnera do destrukcji i zagrożenia pod bramką rywali – Demichelis, nieistniejący w ofensywie, po niezłym początku zgasł, a potem sam się wykluczył z agresywnej gry żółtą kartką. Aguero natomiast dodałby szczyptę indywidualności, trochę w stylu Hazarda, a już na pewno z techniką i dryblingiem o co najmniej o poziom wyższym niż Dżeko czy Negredo zaabsorbowałby obrońców Chelsea bardziej niż bezbarwni wczoraj jego koledzy z formacji.

Pellegriniemu wobec kontuzji, a także niegotowych na 100% Milnera, Rodwella i Negredo, nie pozostało wiele opcji. Czy w idealnej sytuacji menedżer City rozważyłby wyjście trójką pomocników w środku pola? Manewr to rzadki w jego wypadku, zwłaszcza, że ten pewnie spowodowałoby, iż obie drużyny kasowałyby się nawzajem, a tego filozofia Pellegriniego nie uznaje. Pierwsze dwa kwadranse na Etihad wyglądały na tyle dobrze, że chyba sami piłkarze zbyt wcześnie uwierzyli, że mecz przebiega pod ich dyktandem, a gole i zwycięstwo to znów kwestia czasu. Trafienie Ivanovicia, paradoksalne pod wieloma względami (bramki spodziewalibyśmy się raczej z lewego skrzydła, na którym rządził Hazard), rozbiło City i pozostawiło w szoku do końca pierwszej połowy. Perfekcyjnym jej zwieńczeniem dla The Blues byłby gol na 0:2, ale skoro mamy do czynienia ze źrebakiem, to nie można od niego wymagać, aby każdy bieg kończył przed czasem tak jak np. niedawno z Manchesterem United.

Po przerwie to Mourinho pokazał, jak dobrze potrafi zmusić swoich piłkarzy do konsekwentnej gry (zarówno podczas akcji, jak i przy stałych fragmentach gry), biorąc jednocześnie na siebie ryzyko straty gola jeszcze przed meczem, gdy chwalił Manchester City i jego siłę ognia. Siłę, która prawie wyrwała ten jeden punkt, ale jak to bywa i w tym wypadku prawie zrobiło wielką różnicę, a w wyścigu o mistrzostwo jeszcze bardziej zbliżyło czołówkę do siebie. Manuel Pellegrini natomiast, po małym zbagatelizowaniu tej porażki, wie że jego zespół wróci na ścieżkę pełną wysokich wyników. Innego wyjścia wszak nie ma – skoro transfery Mangali i Fernando (jego odpowiednikiem w Chelsea był świetnie wprowadzający się Matić) nie doszły do skutku teraz, to jedyną formą wzmocnienia obrony będzie znów ciągły atak. Na szczęście The Citizens zarządzający ligi w swym poczuciu sprawiedliwości ustalili, iż to różnica goli, a nie bezpośrednie starcia między zainteresowanymi decydują ostatecznie o miejscu w stawce.  

środa, 05 lutego 2014, angamoss

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2014/04/14 16:57:10
Oby jego słowa się sprawdziły
--
maszynybudowlane24h.pl/koparki-gasienicowe-uzywane
-
2014/05/26 11:41:35
Nie znam lepszego lokalnego sportowca od Dawid Jackiewicz. Nadzwyczajnie patrzy się na zmagania światowej grupy spotowców.
-
abtarasew
2014/06/05 17:07:27
Nie wiem czy Mou to jeszcze poważny trener czy już pajac... Ale lubię go jednak
-
blazejt6
2014/06/25 15:01:57
Z nim to nigdy nie wiadomo!
-
ewakowal8
2014/07/28 21:48:36
Mou to kawał chu...
-
matthew777
2014/08/19 11:49:35
Nie rozumiem czemu mu ludzie zarzucają pajacowanie! Po prostu skupia na sobie uwagę! Celowy zabieg to jest!
-
markos444
2016/05/11 12:07:28
Jeden z bardziej oryginalnych i rozpoznawalnych trenerów w świecie piłki.