Blog > Komentarze do wpisu

Steven Gerrard i trofea za zasługi

Łzy i wielkie emocje Gerrarda po niedzielnym zwycięstwie Liverpoolu nad Manchesterem City obiegły światowe media z prędkością błyskawicy. Nic dziwnego, klub z Merseyside w końcu, po latach posuchy wrócił do czołówki ligi, ba, ma wielką szansę na zdobycie mistrzostwa Zewsząd napływają głosy, iż The Reds, a szczególnie ich kapitan, zasługują na triumf jak nikt inny. Dla Gerrarda miałoby to być zwieńczenie kariery związanej z jednym klubem, ukoronowanie wszystkich zasług dla Liverpoolu czy angielskiej piłki w ogóle. Niestety (dla kibiców LFC), wbrew temu co się mówi – owe zasługi Gerrarda nic nie znaczą w kontekście tabeli Premier League, a sam Liverpool, choć przez dłuższy czas był najbardziej utytułowanym klubem w Anglii, nie ma żadnego boskiego prawa do tytułu, nadanego przez naznaczoną sukcesami przeszłość.

Wielokrotnie powtarzany przez menedżerów, ekspertów czy kibiców komunał o tym, iż ich zespół zasługiwał na więcej to przedziwna oznaka wiary w to, iż wydarzenia boiskowe mają odzwierciedlać jakąkolwiek sprawiedliwość. Futbol akurat to ma do siebie, że jest często kompletnie niesprawiedliwy i bardzo okrutny, możesz mieć 80% posiadania piłki, oddać 40 strzałów na bramkę rywala, ale paść ofiarą jednej kontry i przegrać mecz. I choć poczucie krzywdy w takim wypadku jest ogromne, to sens gry w piłkę zostaje zachowany, wygrywa ten, kto strzeli co najmniej o jedną bramkę więcej niż rywal. Pretensje można mieć wtedy tylko do siebie (błędy sędziowskie, niemożliwe do wyeliminowania, to inna para kaloszy).

Wierna sługa Liverpoolowi nie daje nikomu prawa do mistrzostwa; jak powiedział Alex Ferguson w maju 2012 roku po niesamowitej końcówce Manchesteru City i wygranej lidze w ostatnich minutach Ktokolwiek wygrywa ligę, zasłużył na to. I nigdy na odwrót. O tym, jak brutalnie przedawnia się sukces przekonała się niezliczona rzesza menadżerów. Roberto Mancini został zwolniony z City dokładnie rok po zwycięstwie z QPR, dublet Legii pod wodzą Jana Urbana unieważnił się w pół sezonu. Triumf przestał gwarantować spokój na dłuższą metę, a już tym bardziej nie daje z automatu pierwszeństwa do skutecznej powtórki.

Steven Gerrard wybrał niełatwą ścieżkę – jeden klub przez całe piłkarskie życie to nie zawsze sielanka, raz wygrywa się Ligę Mistrzów, aby później kilka lat oglądać ją jedynie w telewizji i cierpliwie znosić docinki, iż jedyne mecze Liverpoolu w Europie to te ze Swansea czy Cardiff City. Gerrard jednak nie zdecydował odejść z Anfield aby wznieść puchar za Mistrzostwo Anglii, choć chętnych klubów nie brakowało. Jego decyzja była wszak oparta na szerokiej wiedzy o tym, co w Liverpoolu się dzieje, jakie błędy – transferowe i menadżerskie, które wyrzuciły LFC z z top4 – były popełniane i w jakim miejscu klub był kilka lat temu, nim Brendan Rodgers przyszedł ze swoim wielostronicowym planem. Wcześniej jednak to ruchy działaczy, piłkarzy, trenerów, jednym słowem całego klubu doprowadziły do takiego stanu. A że w powszechnym - błędnym! - mniemaniu miejsce Liverpoolu było gdzie indziej? No cóż.

Angielskie media, a przynajmniej ta brukowa ich odmiana, z łatwością widzą w Liverpoolu zbawców swojego futbolu. W końcu znaczącą rolę odgrywają w nim mocni kandydaci do kadry na Mundial (Anglik też jest kapitanem), menedżerem jest młody obywatel Wielkiej Brytanii, jakby to miało dawać moralne prawo do triumfów przed innymi zespołami, co brzmi wprost absurdalnie (na tej samej zasadzie jeden z dziennikarzy chciał, aby Southampton w jakimś magiczny sposób ukończył sezon nad Manchesterem City, co rzekomo miałoby być sprawiedliwe i dobre dla piłki w Anglii). Zamiast prześcigać się w powodach, dla których Liverpoolowi należy się mistrzostwo, lepiej zdać się na boisko i 22 facetów uganiających się za piłką – wygra ligę ten, kto zdobędzie najwięcej punktów, a nie najgrzeczniejszy, najwierniejszy czy najskuteczniejszy zawodnik. Jeśli będzie to Liverpool – wtedy dopiero uznamy, iż zasłużyli, a wraz z nim Steven Gerrard.

 

poniedziałek, 14 kwietnia 2014, angamoss

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Misek, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/05/20 14:38:28
Niesamowite spotkanie, ale niestety drużyna jest jak firma, czasami są potrzebne przekształcenia spółek żeby to wszystko znów zaczęło hulać jak należy.
-
abtarasew
2014/06/05 17:07:57
Karierę kończy Frank, ciekawe kiedy skończy Steve G. ?
-
blazejt6
2014/06/25 14:59:19
Jemu należy się jak nikomu innemu...
-
ewakowal8
2014/07/28 21:49:31
Szkoda Steviego, dobry piłkarz, ale w życiu szczęścia nie ma. Chyba to za to, że wygrał wtedy po karnych z Milanem. Teraz karma wychodzi.
-
matthew777
2014/08/19 11:48:29
Oby Gerard grał jak najdłużej! PL bez niego to już nie będzie to samo...
-
Gość: Worker, *.play-internet.pl
2014/09/13 15:32:37
Steve Gerrard, będą pisali o nim w podręcznikach.