Blog > Komentarze do wpisu

Kryzys tożsamości

Czyli dlaczego(chyba) już nie napiszę żadnego tekstu o piłce. (będą tęgie rozkminy, dużo prywaty, nie zachęcam do przeczytania)

Gdy w 2009 roku zakładałem konto na Twitterze, ów serwis dopiero raczkował w świadomości internetowej naszego kraju. Po sześciu(!) latach, dziesiątkach tysięcy ćwierknięć, setkach obserwowanych i obserwujących dotarło do mnie, że coś jest nie tak. Od dłuższego czasu, z dnia na dzień, czułem się wyobcowany z polskiego Twittera, w szczególności z jego piłkarskiego zakątka, który przez ten czas rozrósł się niesamowicie. Trudno się temu dziwić - timeline opanowali dziennikarze(bądź aspirujący do tego grona), bo ich fach wręcz tej obecności wymaga. Zmieniło się przez to moje postrzeganie tego miejsca. Ze społecznościówki opartej na relacjach między mną a innymi Twitter zmienił się w zoo. W walkę o rt i fav, w obserwowanie wymian zdań innych, które albo nie miały dla mnie żadnej wartości, albo generowały jedynie negatywne emocje, odrzucające od aktywności na timelinie. Sens obecności się zatarł, a swoją frustrację wyładowałem wczoraj wieczorem żegnając się z około 300 kontami, w tym wieloma które były ze mną na TT od początku. W teorii powinno to zakończyć mój problem z Twitterem, ale w praktyce nie jest to takie proste.

Bo dalej nie wiem po co tam jeszcze jestem.

Zazwyczaj źle czuję się w obecności wielkich tłumów. Nie jestem kimś wybijającym się w grupie, częściej milczę niż szukam kontaktu z ludźmi. Internet dla takich jak ja jest niesamowitym ułatwieniem życia, a także doskonałym alibi przed większymi próbami zmian w swoim podejściu do życia społecznego. Z jednej strony daje fantastyczne narzędzia, co było widać chociażby w tym miejscu, gdy jeszcze było żywe. Gdy pisałem 2 teksty tygodniowo, gdy czułem radość z obcowania z osobami o podobnej pasji, co niestety w ostatnim czasie bardzo wyblakło. Mój kłopot z Twitterem to także kłopot z własnymi słabościami, niezdolnością do samorozwoju i związanym z tym niskim poczuciem wartości.

Twitter gdzieś mi odjechał, zostałem z tyłu i nie potrafię złapać kontaktu z czołówką, z lepszymi ode mnie. Niełatwo to sobie uzmysłowić i powiedzieć wprost, ale z mojego zainteresowania piłką nożną nic wielkiego nigdy nie wynikło. Uznaję to za swoją osobistą porażkę. Nigdy nie umiałem rozwinąć tej pasji na tyle, żeby czuć satysfakcję, co pewnie wynika z moich trudności w nawiązywaniu i utrzymywaniu kontaktów z ludźmi nie będącymi ze mną w formalnej grupie. Kontakty -  nie, nie znajomości, nie chcę powielać tutaj tego głupiego komunału - potrafią zdziałać cuda, zainspirować, otworzyć niedostrzegalne wcześniej możliwości, a ja mimo, cholera, 29 lat dalej mam z tym wielki problem. Na Twitterze czuję się jakby obserwował dobrą imprezę zza szyby. Widzisz jak ludzie się świetnie bawią, ale wiesz, że do nich nie należysz. Że coś cię omija i to w gruncie rzeczy z twojej własnej winy, bo sam tę szybę przed sobą postawiłeś. 

Sześć lat spędzonych z piłką przez pryzmat (głównie) Twittera także zmieniło moje podejście do samej dyscypliny. Proza życia (tj praca) odbiera mi od 2,5 roku możliwość oglądania spotkań w tygodniu (a także uczestnictwa na timeline), zmuszając mnie do wciskania wszystkich aktywności w krótkie dwa dni weekendu, co siłą rzeczy również odbiło się na tym, ile piłki oglądam i ile z niej wyciągam. Samo oglądania na swój sposób też się zmieniło, chyba na gorsze, bo przecież tyle rzeczy nas teraz rozprasza od kiedy w telefonie możemy zrobić praktycznie wszystko. Coraz mniej dostrzegam niuansów w piłce, w zasadzie nie potrafię się na niej należycie skupić, spychając ją czasami do funkcji podobnej do radia - leci w tle, czasami się go słucha a czasem nie zwraca na nie uwagi.

Pozornie widać jak na dłoni, czego mi brakuje: innej jakości życia, nowej pracy, impulsu do odświeżenia pasji. Ale to samo było rok temu, gdy odbywałem szkolenie u Tomka Pasiecznego - kolejna znakomita okazja, którą zaprzepaściłem. Fascynujące pokłady wiedzy na nic się nie zdały. Miałem jakiś zalążek planu, aby coś zrobić, na przykład założyć nowego bloga, pisać regularnie, skrystalizować to, co mam do powiedzenia o piłce i okolicach. Jak zwykle skończyło się na planach. O pomoc oczywiście nikogo nie poproszę, bo przecież faceci tego nie robią, prawda? Zdecydowanie lepiej jest obserwować młodszych ode mnie o dekadę, a radzących sobie jak normalni, dorośli ludzie.

Jak to wpływa na moją samoocenę, nie muszę dodawać. 

I tak w kółko. Pieprzone błędne koło porażek, obwiniania się za nie i podważania sensu jakichkolwiek pozytywnych działań. Znów i znów, aż po kolejne wybuchy frustracji. Dokąd to zmierza i po co? 

Tekst powstał po to, abym mógł sobie to jakoś uporządkować. Proszę o uszanowanie tej próby.

niedziela, 22 lutego 2015, angamoss

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: marafczyk, *.internetdsl.tpnet.pl
2015/02/23 10:16:27
Prawda jest jednak chyba taka, że trzeba sobie wszystko przewartościować i spojrzeć na "znaną" rzeczywistość na świeżo. Znam Twój ból, też zaczynałem od bloga, też udzielałem się na Krótkiej Piłce, też miałem swojego czasu nadzieję na to, że może będzie z tego coś więcej. Nie jest, na pewno trochę przez brak szeroko rozumianego talentu, ale chyba jednak mimo wszystko głównie przez to, że nie postawiłem wszystkiego na jedną kartę. Spójrz na tych, z którymi zaczynaliśmy Krótką Piłkę - to są ludzie, którzy skupili się tylko i wyłącznie na futbolu (czy to na pisaniu o nim, czy na innych aktywnościach) i teraz zostali zauważeni. Doszli do tego dzięki ciężkiej pracy i chwała im za to.

Porównywanie się do nich sprawia, że czujesz się właśnie jak to dziecko liżące lizaka przez szybę. Prawda jednak jest taka, że po tego lizaka można było wejść i sobie go wziąć, tylko droga do wejścia była mocno pod górkę. Odpuściłeś (odpuściliśmy ;) ) z różnych względów gdzieś w 1/4 drogi.

Nie można winić twittera za profesjonalizm, bo w tym kierunku idzie pisanie o futbolu. Tzn. jedna za ścieżek, najbliższa chyba osobom, które wspólnie śledzimy. Spece odjeżdżają nam swoimi analizami, nad którymi są w stanie nierzadko spędzić więcej czasu, niż my poświęcamy na futbol tygodniowo. Pytanie, czy jest wystarczająco liczna grupa osób, które chcą to czytać. KP udowodniła, że chyba jednak nie. Ale jest to sposób, aby się pokazać i spełniać się być może nie tylko w dziennikarstwie, ale też w analizach.

"Casualom" pozostaje patrzeć na to wszystko z boku, czytać co ciekawsze kąski i nie zwracać uwagi na to, że często znane twitterowe nicki należą do kółka wzajemnej adoracji. Albo po prostu, dla higieny psychicznej, po prostu wcisnąć "unfollow".
-
angamoss
2015/02/23 11:31:23
Dzięki za ten komentarz :)

To co napisałem siedziało we mnie już od dłuższego czasu, choćby z tego względu, iż ostatni znaczący tekst napisałem 1 listopada, od tamtego momentu chyba nie otworzyłem edytora tekstu, żeby coś nowego spłodzić. Nie winię za to Twittera czy kogokolwiek poza sobą, w takich sytuacjach zawsze szukam powodów u siebie i niestety znajduję ich bardzo dużo.

Że Twitter się sprofesjonalizował to była naturalna kolej rzeczy, ale doprowadziło to też do przeidiotycznych wojenek w stylu Rudzki-Kucharski, czy dyskusji między pracownikami danej redakcji, które mogłyby być załatwione prywatnie etc. Nagle się okazało, iż to patrzenie przez szybę to najzwyklejsza strata czasu, bo żeby przeczytać kilka wartościowych ćwierknięć trzeba się przebić przez masę jałowych (z mojego punktu widzenia) dyskusji w tych jak to napisałeś kółek wzajemnej adoracji. Doszedłem do wniosku, że nie ma sensu obserwować tego tłumu, tak samo jak samych dziennikarzy tylko po to, żeby wiedzieć co powiedzieli, bez reakcji, bez stwierdzenia, iż coś z tego mam dla siebie. Powstało więc najprostsze pytanie - po co mi to wszystko?

To, że część ludzi się wybiła i coś znaczy, to absolutnie fantastyczna sprawa. Zazdroszczę tym, którzy mogli się poświęcić samorozwojowi, mieli na tyle motywacji, żeby się nie zrażać porażkami, marnymi efektami, jakimś szklanym sufitem. Mnie - i z tego co widzę po reakcjach na ten wpis, nie jestem jedyny - pożarła proza życia. Trzeba było iść do pracy i się utrzymać, co w moim przypadku sprawiło, iż pasja do pisania o piłce z miesiąca na miesiąc dogorywała, aż do obecnego momentu, gdy nie piszę już nic. Samo KP, choć i tak już leżało odłogiem, też mi gdzieś na sumieniu leżało, bo na pewno mogłem zrobić więcej, niż uczyniłem.

-
Gość: marafczyk, *.internetdsl.tpnet.pl
2015/02/23 13:05:56
Sam ostatnio zaglądam na twittera tylko dla komentarzy live w czasie meczów. No i w tramwaju, dla zabicia nudy, kiedy feedly nie pokazuje nic nowego ;) Może też jest trochę tak, że ten twitter nam się po prostu przejadł, co w połączeniu ze znacznie większą popularnością, a jednocześnie nastawieniem na ilość a nie jakość, skończyło się takimi a nie innymi wnioskami. I fakt, coraz więcej tam rozmów, które raczej powinny toczyć się mailowo.

Ogólnie poruszyłeś ciekawy temat, na kilku płaszczyznach. Czytając wpis, czułem się trochę jakbym sam pisał jego fragmenty.

Coraz mniej dostrzegam niuansów w piłce, w zasadzie nie potrafię się na niej należycie skupić, spychając ją czasami do funkcji podobnej do radia - leci w tle, czasami się go słucha a czasem nie zwraca na nie uwagi.

To jest ciekawy temat, już nieraz poruszany - zastanawiam się tylko, czy jego przyczyną jest właśnie przesyt futbolem zalewającym nas z każdej strony, czy po prostu jesteśmy w takiej fazie zainteresowania piłką. Zresztą - my pamiętamy jeszcze czasy, kiedy tej piłki było dużo mniej. Sam ostatnio złapałem się na tym, że zapomniałem o Lidze Mistrzów w środę. A kiedyś czekałem na pucharowe środy bardziej, niż na weekend.
-
angamoss
2015/02/24 13:49:05
Z tego co widzę po reakcjach udało mi się napisać coś na tyle uniwersalnego, iż wiele osób utożsamia się z tym czy innym fragmentem, co mimo wszystko mocno mnie zaskoczyło. Oglądanie meczów - czy w ogóle jakiekolwiek aktywności obecnie - smartfony mocno zaburzają, częściej patrzę w telefon niż w ekran, mecz musi być naprawdę ciekawy i to w ten najprostszy sposób, czyli liczba sytuacji, jakieś konkretnie starcia, tym podobne. A w telefonie wcale nie dzieje się nic bardziej wartego uwagi ;)