niedziela, 22 lutego 2015
Czyli dlaczego(chyba) już nie napiszę żadnego tekstu o piłce. (będą tęgie rozkminy, dużo prywaty, nie zachęcam do przeczytania)
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
Łzy i wielkie emocje Gerrarda po niedzielnym zwycięstwie Liverpoolu nad Manchesterem City obiegły światowe media z prędkością błyskawicy. Nic dziwnego, klub z Merseyside w końcu, po latach posuchy wrócił do czołówki ligi, ba, ma wielką szansę na zdobycie mistrzostwa Zewsząd napływają głosy, iż The Reds, a szczególnie ich kapitan, zasługują na triumf jak nikt inny. Dla Gerrarda miałoby to być zwieńczenie kariery związanej z jednym klubem, ukoronowanie wszystkich zasług dla Liverpoolu czy angielskiej piłki w ogóle. Niestety (dla kibiców LFC), wbrew temu co się mówi – owe zasługi Gerrarda nic nie znaczą w kontekście tabeli Premier League, a sam Liverpool, choć przez dłuższy czas był najbardziej utytułowanym klubem w Anglii, nie ma żadnego boskiego prawa do tytułu, nadanego przez naznaczoną sukcesami przeszłość.
środa, 05 lutego 2014
Przesadnie skromny Jose Mourinho w pomeczowej wypowiedzi nazwał swój zespól młodym źrebakiem, który uczy się skakać i dopiero w przyszłym roku będzie się ścigać, co w zamierzeniu miało zwrócić uwagę mediów na ogromny potencjał drzemiący w jego Chelsea oraz tradycyjnie przerzucić presję związaną z mistrzostwem na najgroźniejszych rywali – Manchester City i Arsenal. Jest w tym szczypta prawdy, bo choć The Blues zwyciężyli na Etihad Stadium, to zarówno ich plan, jak i jego egzekucja nie były pozbawione rys.
środa, 16 października 2013
Burza w sprawie nowego selekcjonera naszej kadry rozpętała się na długo nim spodziewany topór spadł na Waldemara Fornalika. Kto następny ułoży swoją głowę na pieńku w oczekiwaniu niechybnej egzekucji z rąk rozczarowanych po raz wtóry polskich kibiców? Zagraniczny, a może znów chwilowo zaufamy ekspertowi z Ekstraklasy? Jedno wiem na pewno – oby nie był to Adam Nawałka!
wtorek, 24 września 2013
Gdy w 1989 roku Alex Ferguson po swoich debiutanckich derbach Manchesteru opuszczał Maine Road zdemolowany porażką 1:5, kibice United żądali jego głowy, a sam Szkot określił grę defensywną swojego zespołu mianem najgorszej w historii. Blisko tamtego występu od przedwczoraj znajduje się porażka z Manchesterem City następcy Fergusona, Davida Moyesa.
środa, 04 września 2013
Im dłużej myślę o oddaniu Garteha Barry'go na wypożyczenie do Evertonu, tym bardziej skłaniam się ku opinii, iż jest to pod wieloma względami błędna decyzja Txikiego Begiristaina i Manchesteru City.
wtorek, 20 sierpnia 2013
Newcastle United to najprzyjemniejszy przeciwnik, jakiego Manuel Pellegrini mógł sobie zażyczyć na start swojej kariery na Etihad Stadium. Ostatnia wygrana srok w Manchesterze? 2000 rok. Do tego śrubowany z sezonu na sezon niechlubny rekord siedmiu, a już właściwie ośmiu porażek z rzędu z the Citizens. Nawet podszepty typical City nie były w stanie zmazać wrażenia, iż coś wczoraj mogłoby pójść nie tak.
środa, 12 czerwca 2013

Zakontraktowanie króla strzelców 2. ligi na papierze wygląda na dobry ruch, nie tylko z uwagi na ograniczenia transferowe jakie ma Górnik Zabrze. Skrzypczak w zakończonym sezonie zdobył 21 goli, co biorąc pod uwagę trzy poziomy rozgrywek w Polsce, daje drugi wynik za Maciejem Kowalczykiem z Kolejaża Stróże (22 trafienia). A jeśli dla zabawy spojrzeć na strzeleckie popisy Polaków w tym sezonie, to okazuje się, że Górnik ma w składzie trzeciego najskuteczniejszego Polaka w seniorskim futbolu (pierwszy jest oczywiście Lewandowski), no chyba że wiecie o kimś, kto na co najmniej trzecim poziomie rozgrywek w jakimkolwiek kraju strzelił więcej niż owe 21 bramek.

Drżyjcie bramkarze Ekstraklasy? Koniec problemów w Zabrzu z atakiem? Bynajmniej. Nie żebym skreślał ten transfer z góry, ale dotychczasowa historia zakupów Górnika z niższych lig prezentuje się raczej blado. Poza dwiema perełkami – Nakulmą i Milikiem, oraz obiecującym Olkowskim, spektakularnych efektów takiego zaciągu brak. Najbliższy snajperskiemu profilowi Skrzypczaka jest Mateusz Zachara, który na jesieni sezonu 10/11 strzelił w prowadzonym przez Jerzego Brzęczka Rakowie Częstochowa 10 goli, co zaowocowało przenosinami pod skrzydła Adama Nawałki.

Ciężko jednak Zacharze szło w Zabrzu i szybko trafił na wypożyczenie do GieKaeSu Katowice. W 1. lidze całkiem nieźle się zadomowił – w przeciwieństwie do Skrzypczaka, który epizodu na tym poziomie sprzed dwóch lat w Radzionkowie raczej nie uzna za udany. Co ciekawe, nowy nabytek Górnika dwukrotnie przeciwko zespołowi z Częstochowy zobaczył czerwoną kartkę i w obu przypadkach był wyrzucany z boiska już po dwóch kwadransach gry. Na swoje szczęście w barwach Polkowic nim opuścił murawę zdążył strzelić dwa gole. Zacharze natomiast niełatwo będzie udowodnić, chociażby przy Jeleniu, że ma umiejętności aby regularnie występować w podstawowym składzie KSG.

Górnik sięgał również po zawodników ogranych w miarę wcześniej na zapleczu Ekstraklasy, ale bez większych sukcesów. Po Tomaszu Chałasie(6 goli w Zniczu Pruszków w kampanii 09/10, wcześniej epizody w rezerwach Legii) wiele się nie spodziewano i faktycznie, poza 29 minutami w biało-niebiesko-czerwonych barwach, Chałas tułał się po wypożyczeniach aż trafił na stałe do Pogoni Szczecin, gdzie też jest daleki od zachwycania strzelecką formą. Nawet Adrian Świątek, którego osiem trafień w 1. lidze wydatnie przyczyniło się do powrotu zabrzan do Ekstraklasy, tuż po awansie szybko stracił miejsce w składzie, a później w klubie. W tym samym czasie na Roosevelta trafiło dwóch piłkarzy Sandecji - Maciej Bębenek i Michał Jonczyk, ale obu kontuzje przeszkodziły w rozwinięciu karier(to samo tyczy się Gabriela Nowaka, ten jednak próbuje jeszcze odbudować się po kontuzji na wypożyczeniu w Rozwoju Katowice).

Do grona nieudanych transferów z 1. ligi można zaliczyć, przynajmniej na razie, Wojciecha Łuczaka. Zdecydowanie więcej spodziewaliśmy się po zawodniku, którego awizowano jako strzelca 10 goli w barwach Górnika Łęczna, niemniej trzeba pamiętać, że Łuczak najczęściej grywał, gdy forma całego zespołu była na skraju katastrofy. Trudno więc uznać dziesięć, czy dwadzieścia goli w niższych ligach za jakikolwiek sensowny prognostyk. Ot, Adam Nawałka zaaplikuje swoje metody i zobaczymy, czy Skrzypczak będzie w stanie wygryźć np. Jelenia(o ile ten podpisze nową umowę), czy też podzieli los całkiem sporej grupy piłkarzy zatrudnionych w zasadzie tylko po to, aby zasilić rezerwy bądź zwiedzać inne kluby na wypożyczeniach.

Nie chciałbym oczywiście, aby i tym razem Górnik się pomylił. Braki w ataku widział każdy, kto miał nieprzyjemność oglądać zabrzan w 2013 roku, a jak ważne i niewdzięczne jest odszukanie dobrego snajpera pokazuje mała statystyka. Napastnicy zatrudnieni z polskiej ligi przez Górnika za Adama Nawałkę, tzn. Chałas, Zachara, Zahorski, Gołębiewski, Zieliński, Świątek i Jeleń w Ekstraklasie zdobyli razem dziewięć goli, a sam Milik strzelił ich 7 w jednej rundzie. 

Co jednak istotne, w Zabrzu myślą zawczasu i działają sprawniej. Prawie jak w City, choć może Madej nie jest jak Fernandinho, a Skrzypczak pewnie szybkościowo ustępuje Navasowi, to i tak tempo zakontraktowania nowych zawodników oraz uzyskiwania certyfikatów tych już pozyskanych(Kuś, Słodowy) dają jako takie widoki na okres przygotowawczy. Daleki jestem od optymizmu, to mogę powiedzieć z całą stanowczością, niemniej jakikolwiek ruch to dobry znak.

środa, 05 czerwca 2013

Na wspomnienia o Mancinim, trochę na przekór ekscytacji jaka już towarzyszy przygotowaniom do nowego sezonu, przyjdzie jeszcze pora. Dziś przyjrzałem się minionej kampanii pod innym kątem. Czym ekscytowaliśmy się poza występami piłkarzy? 

1. Mancini w masce Platta

Po zremisowanym 2:2 spotkaniu z Ajaksem Amsterdam wściekły Mancini – sędzia nie uznał wówczas prawidłowo zdobytego gola, który dałby City trzy punkty – posłał Davida Platta na kolejną konferencję prasową. Angielskie media nic jednak szokującego z asystenta Roberto nie wyciągnęły(zachwycałem się wówczas, jak zręcznie Platt wyklarował wszystkie wątpliwości), a sam menadżer, jak to się mówi, zniszczył system przychodząc na konferencję przed meczem z Aston Villą... w masce z podobizną Davida Platta. I kto powiedział, że Mancini to sztywniak? Nie był to przecież ostatni jego taki wybryk - dziennikarze z pewnością nie zapomną mu fucking hell w odpowiedzi na pytanie o Pellegriniego. 

2. Santiago Bernabeu

Historyczny mecz City z Realem w Madrycie z wielu względów był magicznym wydarzeniem. Dźwięki Blue Moon na Santiago Bernabeu brzmiało nierealnie dla tych, którzy pamiętali ostatnią dekadę XX wieku w wykonaniu The Citizens, ale nawet tak doniosłe chwile bledły w cieniu tragedii, jaka rozegrała się w Manchesterze. W dniu meczu w akcji policyjnej z rąk włamywacza zginęły dwie funkcjonariuszki – Fiona Bone i Nicola Hughes. Ich pamięci poświęcono minutę aplauzu podczas spotkania City z Arsenalem na Etihad(nierealne w polskich warunkach, prawda?) oraz rozegrano specjalny mecz z udziałem byłych piłkarzy City.

3. Mario Balotelli

Jedną z poważnych zapowiedzi końca wpływów Roberto Manciniego w City była sprzedaż Super Mario do AC Milanu (pożegnałem się z nim tutaj). Włoch stracił swojego przyszywanego syna, chyba jedynego piłkarza City, o którym często w mediach wypowiadał się w pozytywnym tonie(mimo tych wszystkich wybryków). Statystyki jednak były nieubłagane. Mario, podobnie jak reszta Błękitnych napastników, skutecznością nie grzeszył i ostatni sezon na Etihad zakończył zaledwie z jedną bramką w Premier League. Wydawało się, że w Mediolanie znów będzie więcej madness niż brilliance, ale Mario zszokował wszystkich swoją niesamowitą formą i, cholera, strzelił nawet gola z rzutu wolnego(ogółem 12 bramek w 13 występach)! Sezon zaś zwieńczył niemniej zaskakującym wejściem na Twittera, którego w City z pewnością mocno się obawiano.

4. Śmierć Johna Bonda

W zeszłym sezonie pożegnaliśmy jego mistrza, Malcolma Allisona. Historia połączyła ich przede wszystkim w West Hamie, gdzie obaj łącznie rozegrali 619 spotkań. W City Bond był następcą Allisona(opowiada o tym dokument, do którego wielokrotnie już linkowałem), gdy ten po kiepskich wynikach został w końcu zwolniony. John Bonda zapamiętamy przede wszystkim jako ostatniego szkoleniowca City, który przed erą szejków doprowadził Manchester City do finału Pucharu Anglii, przegranego w powtórzonym spotkaniu z Tottenhamem. Późniejsze zwolnienie Bonda miało przykre reperkusje dla klubu z Maine Road, który pod wodzą Johna Bensona spadł z pierwszej ligi. John Bond zmarł w wieku 79 lat, 25 października 2012 roku.

5. City 9 Chelsea 6

Niespotykany wcześniej zwyczaj posezonowego turnee dotknął i City. Choć wizytę w USA zaplanowano znacznie wcześniej, to mam wrażenie, że i tak spadła klubowi z nieba idealna okazja, aby zatrzeć choć trochę złego wrażenia po zwolnieniu Manciniego. Zafundowano więc amerykańskiej publice piętnaście goli(tutaj skrót z drugiego spotkania), masę strzałów, sytuacji i dobrej zabawy, a przy okazji Nike pokazało nowy pierwszy strój City, a sam klub zaprezentował swój projekt w MLS - New York City FC. Nie wszystkim musi się ten kierunek zmian podobać(tutaj wielki wywiad z Soriano, który wiele wyjaśnia), nie sposób nie docenić rozmachu, pamiętając o tym, że Navas już za chwilę w City, to samo nowy menadżer(a z nim Isco?), mówi się o Fernandinho(ponoć właśnie przechodzi testy medyczne), poza tym klub planuje rozbudowę Etihad Stadium... no robią wszystko, aby nie tylko podnieść prestiż klubu, ale i żeby kibice szybko o Mancinim zapomnieli. 

6. Jeśli nie możesz być sobą, bądź Pablo Zabaletą

Od kiedy Manchester United wypracował sobie dwucyfrową przewagę nad City, rozstrzygnął poza mistrzostwem wybór Piłkarza Sezonu na Eastlands. Nieudany, frustrujący sezon zazwyczaj wywyższa na piedestał tych, którzy na przekór wynikom i formie kolegów dają z siebie wszystko. Pablo to ma, na dodatek jest absolutnie uwielbiany za swoją postawę również poza boiskiem. Nic dziwnego, że faktycznie kibice w głosowaniu wybrali go niedawno Piłkarzem Sezonu, co jednak nie wystawia najlepszych not zarówno wielkim gwiazdom City, jak i samemu Roberto Manciniemu.

7. Holistic approach

Gol Marcosa Lopesa w FA Cup był bodaj jedynym znaczącym udziałem piłkarza z drużyn młodzieżowych w dorosłej kadrze obok debiutu Karima Rekika. Po zwolnieniu Manciniego swoje 5 minut miało sformuowanie holistyczne podejście, w którym chodziło z grubsza o to, aby bardziej zainteresować się funkcjonowaniem klubu od drużyn rezerw, juniorów, etc. Mancini rzadko sięgał po młodych, najczęściej na ławkę trafiał Abdul Razak, ale mimo tego po odważnych decyzjach sprzed dwóch sezonów, takich jak postawienie na Dedrycka Boyatę, nie pozostało ani śladu. Swoistą zapaścią odznaczyły się też wyniki zespołów EDS/rezerw. Czy to pod wodzą Andy'ego Welsha, czy Atillo Lombardo, obie kampanie w Next Gen Series zakończyły się fiaskiem, podobnie jak towarzyszące rozgrywki ligowe czy pucharowe. W tym aspekcie Pellegrini wraz z Patem Vieirą będą mieli sporo roboty.

8. Dickov i Rosler

Obaj panowie, niegdysiejsi(i wciąż bardzo związani z klubem!) napastnicy City, przeżyli dość szczególny sezon w Division One. Oldham Athletic Szkota w styczniu zszokowało całą Anglię eliminując w Pucharze Anglii Liverpool(swój udział w tym zwycięstwie miał Reece Wabara, wypożyczony wówczas z Manchesteru City). Jednak Paul Dickov i jego zespół w lidze grali fatalnie, śrubowali serię meczów bez zwycięstwa i w klubie zaszła zmiana na stanowisku menadżera. Uwe Rosler natomiast znajdował się na drugim biegunie - jego Brentford w ostatniej kolejce mogło wywalczyć bezpośredni awans do Championship, do tego potrzebowali zwycięstwo z Doncaster Rovers, również zainteresowanymi promocją... a co się stało? No zobaczcie sami. Szaleństwo.

Co gorsza, Brentford musiało przebić się do finału play-offów, ale tam na drodze stanęło małe Yeovil Town i wybiło awans londyńskiej ekipie z głowy.

A co z Paulem Dickovem? Został szkoleniowcem... Doncaster Rovers ;)

To by było na tyle. Brakowało wam czegoś? Jakie inne, nieoczywiste wydarzenia sezonu 2012/2013 przykuły waszą uwagę?

niedziela, 12 maja 2013

Jeśli kochasz FA Cup i jego specyficzne zamiłowanie do wielkich niespodzianek, to kiedyś sam musisz paść ich ofiarą. 

Absolutnie niczego nie chcę zabierać Wigan. Wygrali zasłużenie, może nie bezdyskusyjnie, ale w przekroju 93 minut po prostu zrobili więcej, aby wznieść ten puchar. Brawo, brawo i jeszcze raz brawo.

The Citizens natomiast bardzo zawiedli. Wolni i statyczni z przodu rzadko zagrażali bramce Roblesa, brakowało pomysłów na sforsowanie szczelnej obrony rywali. Yaya Toure praktycznie przepadł, nie widziałem ani razu aby ruszył z atakiem (wg Who Scored nie wykonał ani jednego dryblingu!), ale ten zarzut można postawić praktycznie każdemu. Nawet z tak mizernej ofensywy udało się coś wykreować, co nie zmieniło faktu, że powtórzyła się przeklęta historia tego sezonu - nieskuteczność prowadząca do remisu 0:0, w ostateczności do bardzo bolesnej porażki. 

story of our season wpisuje się też rzut rożny, po którym padł jedyny gol. Pamiętacie co City wpuszczało w meczach przeciwko np Ajaksowi? Sygnałów ostrzegawczych od Wigan widzieliśmy mnóstwo - McManaman jeździł z Clichym jak chciał, Francuz przypominał siebie samego z meczu z Chelsea, gdzie Sturridge nie dość, że był koszmarnie szybki, to jeszcze doprowadził do jego wyrzucenia z boiska. Właśnie, czerwona kartka - zasłużona, choć znając Pablo, to i po trzeciej żółtej kartce nie opuściłby murawy. Stało się inaczej i wtedy miałem nadzieję, że City dotrwają do dogrywki, może do karnych i uda się puchar wyciągnąć. Ale Kone zbyt dawał się we znaki Kompany'emu, Maloney z Espinozą kręcili Zabaletą(Silva rzadko pomagał), poza tym całe Wigan bardzo dobrze balansowało pomiędzy zmasowaną obroną, a wyważonym atakiem. Włoski menadżer chyba powinien wziąć lekcję taktyki od swojego hiszpańskiego imiennika.

Co więcej mógł zrobić Mancini? Taktycznie chyba nic nie da się zarzucić - reagował jak należało, zmiany były w porządku, próbował co tylko się dało. Czy zmotywował zespól należycie? Po tym jak piłkarze poruszali się po boisku trudno oprzeć się wrażeniu, iż kolektywnie zaangażowania zabrakło. Nie chcę wierzyć, że piłkarze czuli się zwycięzcami przed pierwszym gwizdkiem, że byli zbyt pewni swego, trochę jak przez cały sezon, choć najpewniej zakończony na wicemistrzostwie, to jednak bardzo, bardzo męczący w odbiorze przez większość kolejek.

Natychmiast po przegranej narosły wątpliwości co do przyszłości Manciniego. I słusznie, jak pokazują statystyki i wrażenia wizualne, Manchester City w przeciągu roku sporo stracił ze swojej jakości. Na podsumowania wprawdzie przyjdzie czas, ale już można powiedzieć, że sezon 2012/2013 nie był krokiem w przód, wprawdzie Puchar Anglii by tego nie zmienił, a jedynie osłodził, niemniej porażka dodała napięcia nie gorzej niż plotki o Pellegrinim.

Jeszcze parę słów o Wigan. Ogromna klasa. Wyszydzani przez niską frekwencję, poniżani częstokroć na boisku, mają swój dzień chwały i wydawałoby się, że to udany sezon. A tu trzeba się utrzymać - mam nadzieję, że to się uda i City dostanie szansę rewanżu w lidze ;) nawet jeśli spadną, to coś mi mówi, że Martinez i tak zostanie, nie skusi go Everton czy jakikolwiek inny klub z ligi angielskiej. I dobrze, bo to pozytywny facet, choć jego podejście wielokrotnie było samobójcze i zespół przez to zbierał tęgie baty. Wczoraj to był jego dzień, jego i piłkarzy zwycięstwo, najważniejsze w karierze. Gratulacje jeszcze raz.

Poproszę następny sezon.

sobota, 11 maja 2013

Drugi raz w historii bloguję na okrągło w ramach finału Pucharu Anglii. Dalszy wstęp zbędny ;-)

10:45 Ach ci bukmacherzy. Wszystko zepsują. Ktoś za dużo postawił na to, że Pellegrini będzie następnym menadżerem City, Guillem Balague napisał w ASie, że sprawa już pewna i błękitna część internetu zawrzała, tak jakby ekscytacji związanej z finałem Pucharu Anglii nie było dosyć. Czy Mancini gra o stanowisko, czy też sprawa jest przesądzona, tego nie wiem. Z logicznego punktu widzenia wyciek takiej informacji teraz byłby absurdalnym posunięciem z każdej ze stron. Malaga i tak się rozsypuje, a szejkom, zawsze wspierającym Manciniego, nie mogłoby zależeć na destabilizacji i dekoncentracji Włocha i zespołu przed tak ważnym spotkaniem. No chyba, że ten ma już umowę z innym klubem, może znowu do gry wróciło Monaco, ale jak zwykle - będziemy musieli poczekać, nim prawda ujrzy światło dzienne.

W pierwotnym zamyśle pierwszy wpis miał być typowo wspominkowy. Rok temu o FA Cup napisałem tylko raz - wszak City ulegli w niesamowitym meczu United 2:3 i pożegnali się z pucharem już w pierwszej fazie. Natomiast dwa sezony wcześniej blogowałem na okrągło o finale ze Stoke City w dwóch częściach, w pierwszej przed meczem, w drugiej po tym, jak Carlos Tevez wzniósł puchar. Aż trudno uwierzyć, że było to dwa lata temu - mam wrażenie, jakby minęło z dziesięć. Niemniej zobaczmy, jak to było w tym 2011 roku:

13:10 Prasa w Anglii poświęciła zapowiedziom finału całkiem sporo miejsca, na przekór temu, iż sam mecz nie zwieńcza sezon na Wyspach(dokładnie tak samo jak dwa lata temu!). Telegraph przepytał jak zwykle skromnego Pablo Zabaletę, Independent porozmawiał z właścicielem Wigan, Davem Whelanem, który w 89 mógł kupić Manchester United, a w roku 1960 w finale Puchar Anglii złamał nogę. Swoją drogą, Manchester City stanął na drodze Wigan do Premier League w sezonie 98-99, gdy wygrał z The Latics w półfinale fazy play-off decydującej o awansie do Division One(obecnie Championship). Czternaście lat temu oba kluby grały w trzeciej lidze angielskiej a dziś zmierzą się w finale najstarszych rozgrywek na świecie, brzmi niesamowicie, prawda?

Co ciekawe, samo trofeum potrzebowało około 80 godzin polerowania i innych zabiegów, aby lśnić dzisiejszego popołudnia. Warto jeszcze zerknąć na taktyczną zapowiedź Michaela Coksa, który próbuje rozwiązać problemy Roberto Martineza w defensywie - jak wiemy, ze składu Wigan wypadli Beausejour, Stam, Figeroa, Ramis i być może Alcaraz(za to Mancini ma praktycznie pełną kadrę!). Guardian ponadto pisze o Wigan w kontekście miasta i drużyny rugby z ciekawą historią Winstona Highama w tle, a co do City, to Jamie Jackson zastanawia się, co stanie się z grupą piłkarzy zagrożonych/chcących odejść. W polskim Internecie zaś szczerze polecam Krótką Piłkę - poza innymi sobotnimi meczami znajdziecie także moją zapowiedź dzisiejszego finału.

13:45 Dwa lata temu, przy okazji ćwierćfinału napisałem o Reading, że ich największą zasługą dla City było... wyeliminowanie Evertonu. Tak, w przypadku klubu Davida Moye... no w każdym razie zawsze wolę uniknąć zespołu z Goodison Park i Wigan też to na korzyść City uczyniło, niszcząc Everton na ich stadionie 0:3. Poza tym pokonali Bournemouth, Macclesfield. Huddersfield Town oraz Milwall.

Dość łatwi przeciwnicy powiecie, ale City, z Watfordem, Leeds, Stoke, Barnsley i Chelsea straciło zaledwie jednego gola.

15:50 Wigan jeszcze nie powąchało murawy na Wembley, a już ich kibice mogli przeżyć nieziemskie emocje. Najpierw agonię, bo Benteke wyprowadził Aston Villę na prowadzenie, a potem Ramires wyleciał z boiska. Wszystko wyglądało tragicznie, aż Benteke wyrównał poziom głupoty w obu zespołach i również zakończył mecz przed czasem. Chwilę potem Lampard strzela gola #202 na remis, aby w samej końcówce dać Chelsea prowadzenie! Niewiarygodne. Czy ta karuzela nie wyprowadzi The Latics z równowagi? Po raz kolejny wypada zapytać, dlaczego finał nie jest rozgrywany na koniec sezonu, gdy wszystko w lidze jest już rozstrzygnięte. Wynik Aston Villi plus absencja w bezpośrednim starciu  belgijskiego napastnika daje sporą nadzieję Wigan w ostatniej kolejce... ciekawe, czy będą w stanie oczyścić głowy z tych okoliczności i skupią się na tym, co czeka ich na Wembley.

16:30 Moje przewidywania co do składów:

City: Pantilimon - Zabaleta, Kompany(k), Nastasić, Clichy - Toure, Barry, Nasri, Silva - Tevez, Aguero.

Nasri zamiast Milnera - choć to rozwiązanie zawężające linię pomocy, ale przy obecnej formie Francuza miałoby uzasadnienie. Pantilimon w bramce bezwzględnie, co do obrony i ataku chyba nie ma żadnych wątpliwości, na ławce pewnie zobaczymy Harta, Lescotta, Kolarowa, Milnera, Dżeko i dwóch z czwórki Maicon/Rodwell/Garcia/Richards.

Wigan: Al-Habsi - Boyce, Caldwell, Sharner, Espinoza - Watson, McCarthy, McArthur - Maloney, McManaman, Kone

Choć Martinez ma sporo ustawień w zanadrzu to coś mi mówi, że wobec kontuzji nie zaryzykuje zdrowia Alcaraza i zostanie przy składzie, który wystawił na Swansea. Gdyby jednak Antolin mógł zagrać, prawdopodobnie Caldwell usiądzie na ławce, Espinoza przejdzie na prawą pomoc a z defensywy zrobi się trójka zamiast czwórki. W ataku pełna moc - Martinez rzadko bywa pragmatyczny i nie lubi rezygnować ze swojego stylu na rzecz jakiegokolwiek przeciwnika.

Tego obawiam się najbardziej - City potrzebowali sporo czasu, aby złamać defensywę Wigan w obu ligowych meczach - 68 na DW Stadium i 83 na Etihad. Co może zawieść 'gości' to skuteczność, aczkolwiek widząc chociażby asysty Maloneya przeciwko WBA trzeba czuć respekt. Z drugiej strony, jeśli Maloney będzie grał na Zabaletę to chyba możemy założyć, że Pablo da sobie radę. Nie sądzę, aby City udało się szybko przejąć kontrolę nad spotkaniem, Wigan będzie zbyt agresywne i nastawione na grę piłką, aby się od razu poddać. Stąd na początku spodziewam się nerwowych strat i 20, 30 minut 'siłowania' się w środku pola, z nadzieją, że jedno podanie Toure, Silvy czy Nasriego otworzy wynik meczu. Jeśli nie - emocji nie zabraknie, a mecz i tak powinien jedną akcją rozstrzygnąć Tevez ;)

17:20 Znamy składy! Jednak Pantilimon zasiądzie na ławce! Czy to wybór czysto sportowy, czy jednak efekt tego, iż Rumun chce z City odejść, nie wiemy.

Resztę przewidziałem perfekcyjnie ;-)

W składzie Wigan zaszła zmiana, którą brałem pod uwagę - Caldwell nie gra, jest Alcaraz, jednak Robles w bramce zamiast Al-Habsiego, poza tym Watsona zmieni Jordi Gomez. Czyli Wigan chyba zagra trójką w obronie, ciężko to jednak bez obrazu telewizyjnego rozstrzygnąć bez wątpliwości.

Jako że to ostatni wpis przed pierwszym gwizdkiem, to zgodnie ze słowami Vincenta Kompany'ego chcę, aby na Wembley zrodziła się kolejna legenda, tym razem szóstego triumfu Manchesteru City w Pucharze Anglii. Wigan chce utrzymania w Premier League i niech je dostanie - FA Cup nie jest im do tego absolutnie potrzebny ;)

C'MON CITY

wtorek, 07 maja 2013

Mam dość.

Od dłuższego czasu szykowałem tekst o taktycznych problemach Górnika Zabrze. Historia miała się zacząć od transferu Milika, przez kontuzje Bembena i Nakoulmy, po indywidualne błędy w obronie. W końcu Górnik już stracił na wiosnę więcej(trzynaście) goli, niż w całej rundzie jesiennej(jedenaście). Skądś się to wzięło - swoje zrobiły zmiany w formacji ataku, gdzie Bonin, Zahorski, Zachara, Łuczak, Mosznikow, a także po części Jeleń nie dają takiej jakości, którą wywindowali jesienią Olkowski, Kwiek, Nakoulma i Milik. Agresywny pressing wspomnianego kwartetu dawał luzy tyłom, przynosił gole, a z bardzo dobrze grającymi piłką zawodnikami przykuwał oczy kibiców i ekspertów. Cofnięty Olkowski, bez zabezpieczającego Bembena z jego świetnymi dośrodkowaniami, bardzo się męczy. Brak lewego obrońcy i wynalazek Szeweluchin na tej pozycji to też fragment obrazu nędzy i rozpaczy pt. Górnik na wiosnę. Brzmi logicznie, prawda?

Chciałem to wszystko napisać, wyważyć, wytłumaczyć, bo prostego wyjaśnienia, że się sprzedali, nie chcę przyjąć do wiadomości. Stało się jednak coś nieoczekiwanego(a może wręcz przeciwnie?), gdy zobaczyłem to co Górnicy grali w Bełchatowie i jak Adam Nawałka za Prezesa i Jelenia wpuszcza Bonina i Przybylskiego przy stanie 0:1... no coś we mnie pękło. Ileż można? Dodajmy do tego wyzwiska śmierdziel w stronę Nakoulmy, obelgi przed i po meczem i nagle kibicowanie czternastokrotnemu Mistrzowi Polski staje się czymś po trosze obrzydliwym, aż traci się ochotę na kupowanie biletów i wspieranie przez 90 minut. Zespół nie zasługuje na choćby odrobinę fachowej analizy, bo oddaje punkty w sposób żenujący, w dodatku zyskują na tym dwa kluby najbardziej zwycięstw w naszej lidze potrzebujące. Aż strach pomyśleć, co Górnik Zabrze zagra z Pogonią w Szczecinie i jakie skojarzenia zrodzi możliwa przecież porażka.

Wiemy natomiast, co piłkarze powiedzą po meczu. Nie udało się. Rywalowi bardziej zależało, postawił trudne warunki. Musimy przeanalizować błędy i starać się dalej. Nie wiemy, co się dzieje. Ile klubów już przerabiało ten scenariusz?

Puchary? Jakie puchary? Powoli zaczynam żałować tak udanej jesieni w Zabrzu. Poza pieniędzmi z transferu Milika, sukces ciąży jak klątwa. Wyprzedził nas Piast i Śląsk. Idealnie, prawda? Piąte miejsce gry w Europie nie da, choć za cholerę nie rozumiem, co w tych pucharach jest złego? Czy UEFA dobierze się do finansów i podobnie jak Niebieskim, zablokuje premie? Czy koszta organizacji dwóch, no góra trzech wyjazdów i tyleż samo meczów domowych(rozumiem, że w Zabrzu raczej zagrać by się nie dało) wykracza poza możliwości Górnika? Nie chce mi się w wierzyć, iż koszta aż tak drastycznie przysłaniają korzyści. Przecież wyższe miejsce w tabeli to promocja klubu, piłkarzy, być może kolejne transfery w okolicach okrągłego miliona euro, które pozwolą przetrwać, ba, wypracować model finansowania klubu. Stadion przecież nie od razu przyniesie ogromne zyski, natomiast ze szkolenia i eksportu piłkarzy powinno wpadać kilka dobrych milionów złotych, nie licząc przy tym na cuda typu oferty z Rosji, zwyczajowo wyższe od tych np. z Bundesligi.

Co na to klub? Adam Nawałka robi trening w niedzielę o 6 rano, prezes Jankowski nieśmiało deklaruje, że przecież klub nie zabrania wygrywać zawodnikom. No dziękuję bardzo. Nie powinien za to oczekiwać zwycięstw, albo sensownie motywować je bonusami? No tak, znowu rzeczywistość i proces licencyjny, nerwówka, ugody z piłkarzami, a w tle szalone podejrzenie - Ekstraklasa w przyszłym sezonie za odpuszczenie pucharów na rzecz możniejszych. Dlaczego mamy tak nie myśleć? Namiastka sukcesu sprawiła, że wszyscy spoważnieliśmy. Czy wygrywasz, czy nie było hasłem jak najbardziej żywym, porażki traktowaliśmy z humorem, zwycięstwa z wdzięcznością i nikt na nikogo się nie boczył, bo Górnik i tak miał pewny ligowy byt. Wystarczył zapach mistrzostwa, pucharów, aby przesadzić, wyolbrzymić oczekiwania, puchary albo śmierć parafrazując kibiców GieKaeSu Katowice.

Jeśli w takiej atmosferze klub miałby jakimś cudem zagrać w Europie, to niech już lepiej w Ligę Europy wskoczą Śląsk i Piast, niech oni się męczą z własnymi oczekiwaniami. A Górnik wróci sobie na środek tabeli i będzie trwał w nim wygodnie, bo póki co na więcej nie zasługuje.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Rozgoryczenie w Zabrzu sięgnęło zenitu. Z drużyny walczącej o mistrzostwo zostało nic albo prawie nic. Piąta porażka w siódmym spotkaniu wiosny zrzuciła Górnika z podium, a wśród kibiców zasiała bardzo poważne wątpliwości.

Po zakończeniu spotkania piłkarze nie za bardzo wiedzieli, co ze sobą zrobić. Część chciała iść do szatni, część tradycyjnie chciała podejść do sektora 18, przybić piątki z kibicami, podziękować za doping i wsparcie, ale coś pękło. Nie ma przybijania piątek! Przemyślcie to sobie! - to chyba najostrzejszy zarzut, jaki można postawić zawodnikom. Wybaczyć porażki jest łatwiej, jeśli kopacze dali z siebie wszystko. Jednak gdy kibic nie dziękuje za walkę, odmawia drużynie zaangażowania i czystych intencji, to znak, że żarty się skończyły. Zamiast dzięki za walkę - gwizdy i pretensje. Podbeskidzie wywalczyło 3 punkty, nie chcę im tego zabierać, ale umówmy się - wygrali z zespołem zauważalnie gorszym.

Można debatować nad sensem kopania leżącego; jedni powiedzą, że świętym prawem każdego z nas jest wolność wypowiedzi, inni, że klub trzeba wspierać bezwarunkowo, w końcu czy wygrywasz, czy nie, ja i tak kocham cię. Ze pomoc jest potrzebna, gdy nie idzie, bo kibicowanie zwycięstwom jest łatwe i przyjemne. A tu się trzeba wysilić, zedrzeć gardło na przekór, nie poddawać się, choćby piłkarze mieli już dość. Tę niepisaną umowę - doping za walkę i zaangażowanie, w niedzielę Górnik swoją postawą złamał. 

Padło przez to mnóstwo oskarżeń, w tym te najgorsze - o korupcję. Taka nasza mentalność. Górnik przegrywa za często, nie dopuszczamy do siebie myśli o tym, że jest słabszy, że piłkarzom się nie chce, że brakuje Milika i chociażby kontuzjowanego Bembena. Łatwiej powiedzieć i usprawiedliwiać się, że tak miało być, że pucharów boją się w Zabrzu i lepiej przehandlować parę punktów za np. pomoc przy transferze(mówi się o Demjanie), albo pomoc w następnym starciu. Obrzydliwa przeszłość naszej piłki podsuwa takie skojarzenia automatycznie. Bo nie wiemy co się dzieje z obroną(sam na to pytanie poszukam odpowiedzi w osobnym tekście już wkrótce), bo atak nie istnieje, bo pomoc nie dostarcza dobrych piłek napastnikom. Bo to wczoraj widziałem na własne oczy nie było piłką nożną. Aż po końcowym gwizdku skryłem twarz w dłoniach. 

We Wrocławiu Górnik jeszcze grał. Wprawdzie za luźno w defensywie, ale już energicznie z przodu z szansami na efektowną wygraną. Z Podbeskidziem na boisko wyszli tylko Skorupski z Nakoulmą, reszta przebywała w jakiejś alternatywnej rzeczywistości(żeby nie było, że czepiam się tylko Górników z odzysku, czyli Zahorskiego i Bonina). Pamiętacie mecz w Bielsku? Przyjemny spacerek, 3:1, komentator Canal+ krzyczący Milik na Anglię. Gospodarze uginali się pod praktycznie każdym atakiem Górnika, wczoraj zaś mogli się złożyć ze śmiechu, bo tak żałosne były próby zabrzan. Za wolno, niecelnie, bez pomysłu. Przypomnijcie mi jakąś groźną akcję. Strzał w światło bramki. Cokolwiek, uncję nadziei na najbliższe tygodnie, bo mam z tym wielki problem. Znajdźcie mi jakiś plus poza tym, że Skorupski znów uratował nas przed totalną kompromitacją, a ozłocę.

Nie dopuszczam do siebie myśli o sprzedanym meczu, ale nigdy nie można być całkowicie pewnym, gdyż nikt trzeźwy nie uwierzy, iż piłka w Polsce jest całkowicie wolna od korupcji. Paradoksalnie, dla zawodników Nawałki byłoby lepiej, gdyby faktycznie specjalnie odpuścili, bo jeśli mają tak dalej grać, to Górnik skończy w dolnej połowie tabeli. Strach pomyśleć, co pokażą w Kielcach i z jakim podejściem wyjdą na boisko w dniu Wielkich Derbów Śląska...

wtorek, 09 kwietnia 2013

Wczorajszy wieczór przypomniał mi o niezwykłym wpisie Michała Okońskiego o North London Derby, kipiący od emocji, od których chce się uciec, a to w szaleńczą pracę, a to w jakikolwiek plener, gdzie dostępu do Sieci brak. Coś podobnego, choć nie z własnej woli, przeżywałem wczoraj. Nerwowe, jakby mimowolne zerkanie na smartfona, wyczekiwanie na wieści, smsy i tweety, ale i pragnienie rzucenia tego w diabły (te Czerwone, oczywiście) i przeczekanie najgorszego. Chciałem znać wynik i nie chciałem, sprawdzałem ten cholerny telefon z sercem w gardle, z jeszcze większym poczuciem bezsilności, niż zwykle i dziwaczną nadzieją, że wypatrzy mnie czujne oko kierownika i zabierze, uwolni od męki.

A potem... 0:1, 1:1, 1:2. Koniec. I ulga, ożywczy haust powietrza, lekkość na duszy i ciele. I trochę wstyd, bo to tylko mecz, już bez znaczenia w mistrzowskim wyścigu. Pisze wspomniany Michał Okoński, że Tak, oczywiście, Manchester United praktycznie jest już mistrzem Anglii, wtóruje mu chociażby Przemysław Rudzki na moje oko Manchester United wygra, z kim ma wygrać po 1:0 i żadne cuda się nie wydarzą, podobne słowa padły także z mojej strony, choć kusi, oj kusi tak bardzo, aby na przekór wyrzucić z siebie to jeszcze nie koniec, we are Man City, we fight till the end.

Po takim zwycięstwie niełatwo zejść na ziemię. Mancini mówiący o 15 punktach niezasłużonej przewagi ma potężny argument. W bezpośrednim starciu różnica pomiędzy drużynami z Manchesteru jest nieznaczna, City od zeszłego sezonu stoją w tym samym rzędzie faworytów Premier League. Ale mistrzostwa nie wygrywa się - tak, to banał - jedynie z United, trzeba jeszcze wygrać z QPR, Sunderlandem, nie dać szans Southampton i w końcu wygrać na Goodison Park. A i Wigan, Aston Villa czy na przykład Stoke muszą od czasu do czasu nie przestraszyć się United i odważniej sięgnąć po punkty.

No właśnie, strach. Ostatnie 15 minut meczu dłużyło mi się nieznośnie, jak chyba każdemu kibicowi, którego drużyna prowadzi z United. Przed oczami widziałem każdy poprzedni raz, gdy przegrywali, a jednak dzięki determinacji i niezachwianej wierze zdobywali 3 punkty albo ratowali remis. A po obejrzeniu powtórki meczu złapałem się za głowę - czy to aby na pewno na boisku przebywali ci diabelscy United? Nerwy nerwami, ale nie widać było pomysłu piłkarzy Fergusona na zwycięstwo w tym meczu. Strzały z dystansu, owszem, stałe fragmenty, też, ale poza tym? Czyżby zmęczenie, o którym wspominałem, faktycznie się im udzielało? Frustracja? Przecież taki Rooney mógł zobaczyć czerwoną kartkę za swoje wejście dwiema nogami...

Plan United - bez względu na to, czy improwizowany, czy założony z góry - w pierwszej połowie nie funkcjonował tragicznie. Kilka razy udało im się wyjść z groźną kontrą, okazjonalnie cieszyć się przewagą liczbą na połowie City, brakowało tylko dobrych rozwiązań, kluczowego podania. Nie spodziewałem się tak otwartego początku spotkania, bardziej obawiałem się zachowawczego startu z obu stron, obwąchiwania się i poszukiwania słabszych stron. W United tak wyglądała lewa flanka, nękana przez Zabaletę i Milnera, szkoda tylko, że często serwowali wysokie dośrodkowania - bez Dżeko takie zagrania nie miały sensu. W zapowiedzi oczekiwałem Anglika na prawym skrzydle zamiast Nasriego, głównie z uwagi na pracę Jamesa w defensywie, Mancini mnie przechytrzył(brawo za to! Włoch bardzo dobrze przygotował zespół na derby) - znalazł miejsce na boisku dla obu, słusznie zostawiając siły Aguero na końcowe minuty. Zaś do występu Francuza trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia.

Błysk Kuna(a wcześniej gol Jamesa) nie miałby miejsca gdyby nie bardzo solidna praca w pomocy Barry'ego(91% celnych podań!), wsparta kolejnym błędem w selekcji Fergusona. Rok temu Szkot zszokował kibiców wstawiając Parka, wczoraj, przynajmniej przez 60 minut, najsłabszy na boisku był Giggs, czasami dzierżąc tę mało zaszczytny tytuł z Rooneyem, który jednak rzadko bywał przy piłce(nie oddał ani jednego strzału!). Można mieć też pretensje do Van Persiego, tylko że Holendrowi brakowało wsparcia. Z kolei w City oczekiwałem większej roli w ataku Toure, ale wydaje mi się - tu różnię się z Michałem Zachodnym i jego tekstem dla Taktycznie - że mając przed sobą Silvę, Nasriego, Milnera oraz wchodzących bocznych obrońców nie miał za zadanie kreowanie gry, a raczej bezpieczne przenoszenie piłki do 'właściwej' ofensywy. Zresztą, wyżej grał Barry i nie zgodzę się, iż Toure zagrał słabo, miał po prostu inne zadania, a gol United to także wina Kompany'ego, który nie upilnował Jonesa - najlepszego piłkarza Czerwonych Diabłów.

Twarz Phila Jonesa po golu Aguero, obśmiana już na wszelkie sposoby w Internecie, wyraziła wszystko - szok, niedowierzanie, może nawet poczucie krzywdy w obliczu tak dobrego występu. Jednak Sergio był zdecydowany, a obrońcom United zabrakło decyzji. Kto ma Argentyńczykowi odebrać piłkę? Welbeck? Ferdinand? Jones? Evra? Wygląda na to, że myślą nad tym do teraz.

Zdanie o Mike'u Deanie. Lubię tego sędziego. Może i mógł wyrzucić Rooneya, mógł też dać dokończyć City akcję w ostatniej minucie pierwszej połowy, tak jak to zrobił w przypadku United pod koniec spotkania, ale ogólnie - występ na plus, bez kontrowersji o których rozprawialibyśmy przez następne tygodnie.

Manchesterowi City pozostaje oczyścić głowy i zapomnieć o lidze - w niedzielę Wembley i szansa na finał Pucharu Anglii, choć na pewno będą nasłuchiwać wieści z Brittannia Stadium. Mam tu spory dylemat: czy bardziej chcę spadku Stoke, czy straty punktów United? Wyobraźcie sobie, że przegrywają z Garncarzami. City pokonują Wigan w tygodniu i już zostaje tylko 9 punktów... nie, stop. Krok po kroku. Najpierw FA Cup, a potem wygrać wszystko do końca sezonu i zobaczymy. Jeśli uda się zmniejszyć przewagę United do powiedzmy 6 punktów, to będzie dobry znak na przyszły sezon.

poniedziałek, 08 kwietnia 2013

Spokój przed derbami Manchesteru jest pozorny. Przez moment nawet pomyślałem, że to są mniej ważne derby, ale nie, absolutnie coś takiego jak mniej ważne starcie z United po prostu nie istnieje. Bez względu na pozycję ligową i różnicę w punktach, powrót na Old Trafford, na pierwszy mecz po pamiętnym 1:6, będzie wyjątkowy i niemal pewne mistrzostwo Czerwonych Diabłów tego nie zmieni. Kiedy komputer losujący wypluł terminarz Premier League to oczekiwałem, iż kwietniowe spotkanie zadecyduje o układzie sił w tabeli. Złośliwi powiedzą, iż tak będzie - United potwierdzą dominację na krajowym podwórku, a City pozostanie odepchnięcie zakusów drużyn z Londynu na wicemistrzostwo. Czuć rozczarowanie, iż nie ma tej podwyższonej intensywności, co rok temu. Na poszukiwanie przyczyn takiego stanu, zresztą po części w tym miejscu już poczynione, przyjdzie odpowiednia pora.

Składy stworzone przeze mnie :) (c)
Tak, nudziło mi się ;-)

United nic nie muszą, co idealnie wpisuje się w ich typową strategię meczową, nastawioną na szybkie kontry. 15 punktów to ogromny luz. Jedna porażka niczego nie zmieni, to City muszą ratować ligową kampanię 3 punktami na Old Trafford. Identycznie jak podczas derbów na Etihad - The Citizens gonią, United wyczekują i kąsają, gdy nadarzy się okazja. Byli lepsi przez całe rozgrywki, wisienką na torcie będzie dublet nad rywalem zza miedzy, rewanż za bolesny poprzedni sezon.

Ferguson jest w świetnym nastroju, chwali Davida de Geę, z trudem znajduje słowa, aby wyrazić zachwyt nad Philem Jonesem. Mancini inaczej, częściej krytykuje, korespondencyjnie wymienia zdanie z Hartem na temat, czy w istocie 15 punktów to zasłużona przewaga? Ciekawe czy Włoch zauważył, że oceniając siłę składu wrzuca kamyczek do własnego ogródka. Jeśli ekipę ma mocniejszą niż wskazuje na to status w tabeli, to czyja wina, że United już dawno uciekli?

Oczywiście, perfekcyjny występ w derbach i zwycięstwo sprawią, że tłum znów głośniej zakrzyknie Mancini, whoah na melodię Volare, poparcia jak zwykle nie zabraknie, choć już dawno jest po herbacie. Wygrać jednak trzeba, właśnie dla tych ludzi, dla poczucia, że United są do pokonania. Pokazała to Chelsea, chciał pokazać w drugiej połowie Sunderland. Gdyby tylko zespół O'Neila nie był tak kiepski, to remis powinien zdobyć, bo United wyglądali na przemęczonych. Sporo kosztowała ich kampania w Lidze Mistrzów i Pucharze Anglii(tu City mieli właściwie tylko jedną poważniejszą przeprawę - Stoke City), przez co nawet skuteczne i genialne pierwsze 45 minut potrafią zaprzepaścić anonimowymi drugimi połowami. Jeśli w czymś upatrywałbym szansy City, to właśnie w trudach sezonu United.

Mancini do dyspozycji ma wszystkich najważniejszych piłkarzy, więc pewnie rzuci Aguero i Nastasicia w miejsce Dżeko i Lescotta, być może także Nasriego zastąpi Milner, w końcu na skrzydłach Zabaleta czy Clichy będą potrzebowali wsparcia. Nie żeby Nani, Valencia czy Young byli w wyśmienitej dyspozycji - grunt to być na wszystko przygotowanym. Niepewny występ Rooneya to chyba żaden kłopot dla Fergusona - ma Kagawę, Cleverleya i khem, Andersona, od biedy zagrać może Giggs, albo tak jak w zeszły poniedziałek - wspomniany Phil Jones. Roberto zaś pewnie będzie się trzymał dwójki Toure-Barry i cholera, jeśli Yaya przejmie kontrolę nad środkiem boiska, a reszta nie pozwoli United się rozpędzić z kontrami, to powinno być dobrze. Oby nie kombinował zanadto - żadnego ustawienia z trójką obrońców, czy Yayą za napastnikiem - Iworyjczyk ma rządzić w pomocy, myślę, że to od niego wszystko dziś zależy. No i od van Persiego. Nie dopuszczajcie go do rzutów wolnych, okej? Byłbym zobowiązany :) 

Co więcej można dodać? Emocje rosną z minuty na minutę, pozostaje mi tylko żałować, że derby spędzę w pracy nerwowo sprawdzając co rusz Twittera. Będzie się działo. City potrzebują tego zwycięstwa i jak każdy kibic bardzo w nie wierzę. Pozbawili się szansy na ekstra derby z szansą na mistrza, nie o to walczyli, aby grać tylko o prestiż i zapowiedź lepszej rywalizacji za rok. Zostawiam to jednak na bok, bo derby same w sobie to soczysty kawałek futbolu i tak będzie zawsze.

Przy okazji, patrzcie, moje nazwisko na sport.pl! A to ci dopiero ;-)

No i nie zapomnijcie o powiązaniach między City a United, o których napisałem dla Krótkiej Piłki

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20