czwartek, 13 grudnia 2012

Przed startem sezonu Michał Zachodny(w zasadzie jego alter-ego, Polish Scout;)) zapytał mnie na potrzebę tworzonego Polish Ekstraklasa Magazine(znajdziecie go tu, klik. Mają też fanpage, klik) o Górnika Zabrze, jego sytuację przed pierwszym gwizdkiem, oczekiwania na nadchodzącą kampanię i tym podobne. Zajrzałem do magazynu(wam też to zalecam, bo to kawał świetnej roboty, w dodatku dostępnej za darmo), aby zweryfikować swoje założenia i cóż, nie będzie niespodzianką, jeśli napiszę, że obecne wyniki Górnika przerosły moje oczekiwania.

Chciałem, aby Górnik zajął podobne miejsce w tabeli jak przed rokiem - ósma pozycja wydawał mi się optymalna. Dziś większość z nas czuje odrobinę żalu, ze nie udało się jesieni zakończyć na podium.

W najważniejszych starciach sezonu - wg mnie były to mecze z Piastem, Legią i Ruchem - wymagałem godnych występów. Wielkie Derby Śląska wprawdzie trochę rozczarowały, ale 5 punktów zdobytych na największych rywalach wypada się tylko i wyłącznie cieszyć. No i marzyłem o 5 z rzędu zwycięstwie nad Wisłą Kraków, które, niestety dla wiślaków raczej spodziewanie, wpadło na początku grudnia.

Co do efektów transferowych i występów poszczególnych zawodników - porozmawiamy o tym w następnym poście. Czas na nieco luźniejsze podsumowanie sezonu :)

Najpiękniejszy gol

Trzecie miejsce - Milik na 4:1 ze Śląskiem. Dlaczego? Głównie ze względu na odważne wejście Konrada Nowaka, zero respektu dla Mistrza Polski, ale także przyjęcie i zwód Arka niczego sobie.

Drugie miejsce - znów Milik, tym razem strzał w okienko z Podbeskidziem po bardzo pomysłowo wykonanym rzucie wolnym. Jeden z tych goli, które zaowocowały powołaniem dla młodego napastnika

Choć Górnik strzelił sporo fajnych, zespołowych goli, to zwycięzca mógł być tylko jeden - gol Nakoulmy na 2:0 z Koroną Kielce. Co za akcja!

Najlepsze spotkanie

Jak dobrze mieć z czego wybierać w tej kategorii ;-) piłkarsko chyba najlepszym meczem było zwycięstwo nad Śląskiem. Co do emocji - remis z Legią w dramatycznych okolicznościach, wygrana z derbach z Piastem i podtrzymanie passy z Wisłą... Jednak to 2:2 z Legią było fantastycznym pokazem charakteru Górnika, po tym meczu piłkarze uwierzyli, że wszystko jest możliwe, jeśli się bardzo chce. Stąd - spotkanie z Legią najlepsze na jesieni.

Najciekawsza oprawa

To ta poświęcona Alojzemu Piontkowi(chyba wiecie, dlaczego kibice Górnika o nim mówią, prawda?), żegnająca jesień w Zabrzu. Nie tylko dlatego, że jednym z późniejszych motywów tego dnia było Jingle Bells ;-) Zresztą, oprawa ostatniej kolejki nie miała zbyt wielu konkurentów(jeszcze warto zapamiętać fajerwerki podczas meczu z Koroną Kielce), o czym niżej.

Największy fail

Kibice Górnika nie zobaczyli 5 meczów wyjazdowych w tym sezonie. O ile na Podbeskidzie kilkudziesięciu fanów weszło na stadion(obecnie remontowany, tak jak stadion Ruchu), to decyzją policji nikt z Zabrza nie widział derbów w Gliwicach oraz spóźnili się na mecz z Jagiellonią(wspólna decyzja była taka, że skoro pierwszy transport dotarł na obiekt Jagi w drugiej połowie, a ostatni miał dojechać na samą końcówkę spotkania, to doping będzie prowadzony zza płotu). Ale największą głupotą wykazali się działacze Wisły Kraków, nie wpuszczając zorganizowanej grupy z Zabrza z powodu rac z zeszłego sezonu - typowy obraz nędzy umysłowej, jaka panuje wśród decydujących o obliczu polskiej piłki.

Najsłabszy mecz

Z jedną porażką w sezonie i siedmioma remisami chyba łatwo wskazać to, co Górnikom nie wyszło - do przegranej z Zagłębiem dodałbym remis z Pogonią. Oba mecze równie przygnębiające, w obu Górnik był równie bezzębny. Na szczęście to tylko dwa niechlubne wyjątki - rozczarowaniem był także podział punktów z Ruchem, ale wobec typowego derbowego klimatu trudno uznać, aby to był najgorszy mecz sezonu.

Najciekawsze zagrania

Bardzo luźna kategoria - z jesieni zapamiętam wślizg Skorupskiego na Reymonta, fantastyczne podanie Nowaka z Bełchatowem(otworzyło drogę do strzału/dośrodkowania bodaj Bembenowi) i rajd Nakoulmy w tymże meczu, też nie zakończony golem, ale bardzo, bardzo efektowny. Jeszcze do głowy przychodzi mi 'zagranie' Adama Nawałki, gdy Górnik strzelił pierwszą bramkę Koronie - nie pozwolił piłkarzom na radość, z gniewem nakazał im wrócić na swoją połowę. Opłacało się, bo Górnik zaraz potem strzelił gola nr 2. W gruncie rzeczy tu pytanie do Was: co jeszcze zapamiętaliście z jesieni? ;-)

Najgorsze zagrania

W rolach głównych Łukasz Skorupski za interwencję z Legią oraz Arkadiusz Milik za pudło z Wisłą Kraków. Ponadto, Milikowi można wypomnieć poza boiskowe złe rozegranie sprawy z Weszło, które obecnie wyżywa się na Miliku przy każdej okazji nazywając go Panem Piłkarzem :) Arkowi w tamtej chwili zabrakło kogoś, kto by mu podpowiedział, jak lepiej postąpić.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Dziesięciu dni zabrakło The Citizens, aby przez równe dwa lata utrzymać ligową passę bez porażki na swoim stadionie. Porażka w derbach jest pierwszą w Premier League na Etihad od 20 grudnia 2010, kiedy to przeklęty Everton zwyciężył w Manchesterze, a także pierwszą ligową przegraną od 0:1 na Emirates Stadium, no i wreszcie - City stracili bezpowrotnie status jedynej niepokonanej ekipy w Football League. A przez te niecałe dwa lata tylko trzy kluby były w stanie na Etihad wygrać - United(teraz już dwukrotnie w stosunku 2:3!), Liverpool(0:1 w Carling Cup) i Aston Villa(2:4 w COC), poza tym raptem kilka zespołów osiągało remis - ostatnio Arsenal i Everton, wcześniej Fulham, Sunderland oraz Napoli wraz z całą grupą z obecnej edycji Ligi Mistrzów.

Man City
Clive Mason/Getty Images Europe

Tendencja i forma City w minionych miesiąca wskazywała, iż dzień porażki nadejdzie prędzej niż później, a że zakończy go rywal z miasta, któremu zresztą podobną passę The Citizens zakończyli pamiętnym 1:6, było najpewniej pisane w gwiazdach. Jeśli Eithad miało paść, to nie po wyszarpanym 0:1 Stoke, Wigan czy któregoś z beniaminków - to musiał być mecz o maksymalnym natężeniu, bo jak spadać, to tylko z wysokiego konia. A wczorajsze derby właśnie takim wysokim koniem się okazały. Upadek, choć wyglądał na bolesny, szczerze mówiąc nie wprawił mnie w jakiś depresyjny nastrój i to nie jest kwestia jedynie środków znieczulających jakimi się raczyłem w trakcie i po spotkaniu :)

Z trzecim golem dla United dotarło do mnie - poza szokiem oczywiście - dziwne poczucie ulgi. Cyfra 3 przy zdobyczy bramkowej United powinna wystąpić jakieś pół godziny wcześniej. Kto czyta mnie dłużej doskonale wie, że nie znoszę, gdy moje kluby zdobywają punkty po ewidentnych błędach sędziowskich. Widowisko oczywiście wczoraj zyskało, gdyż za chwilę po spalonym padł gol kontaktowy, ale jego ubocznym skutkiem był fakt, iż Atkinson stracił głowę. Nie widział ewidentnej ręki Smaillinga(przecież chłop piłkę dosłownie ZŁAPAŁ!), mógł podyktować karnego na Evrze, bez czucia gry pokazał żółtą Rooneyowi, co zatrzymało fantastyczny rajd Toure i wielką szansę na bramkę. A prosiłem, modliłem się, by sędzia nie psuł meczu... i choć pomyłki były ewidentne, to dodały derbom ostrości jakiej już dawno nie widzieliśmy.

Roberto Mancini po meczu nie szczędził swoim piłkarzom krytyki, co zresztą wpisuje się w klimat obecnego sezonu. Zawodnicy City popełnią sporo indywidualnych błędów i są nieskuteczni - Silva strzelający wprost w De Geę przy sytuacji na 1:2 to chyba najjaskrawszy przykład. Nauczyli się grać z charakterem(tylko dlaczego tak często potrzebują do tego stracić gola bądź dwa?), ale ewidentnie czegoś brakuje, skoro na 3 strzały w światło bramki United zdobywają trzy bramki. Zdaję sobie sprawę, że był to efekt ogólne obrazu meczu(possession vs counter-attack jak to określił Zonal Marking), ale mimo wszystko, no cholera jasna, co to ma być? Jeden człowiek więcej w murze i Van Persie pudłuje, mamy remis. Nasri(z meczu na mecz zasługujący na ławkę co raz bardziej...) robi coś więcej(albo zupełnie nic!) aby zatrzymać piłkę i też jest remis. Detal jak w Madrycie - przedziwny unik Kompany'ego zadecydował o przegranej 2:3. Można było się wówczas bronić i być zdeklasowanym przez Real, ale to indywidualne zaniechanie w końcówce pozbawiło nas punktów. Tak jak i wtedy, tak i wczoraj.

Fergie i Bobby
Clive Mason/Getty Images Europe

Czy Włoch mógł zrobić coś więcej, aby pokonać Fergusona? Słabsza forma zespołu, brak znakomitego stylu z poprzedniego sezonu był widoczny lepiej niż kiedykolwiek. Pamiętacie, w poprzednich derbach na Etihad SAF się pogubił i zasłużenie przegrał 0:1, wcześniej o mało nie wypuścił prowadzenia 0:3 z grającymi w dziesiątkę Błękitnymi, a na Old Trafford samobójcza taktyka przy stanie 1:3 doprowadziła do jednego z największych upokorzeń w historii najnowszej angielskiej piłki. Mancini gromił legendę światowego futbolu w ciągu roku, ale wczoraj Manchester City wykonał krok wstecz. Powrócił do formy sprzed dwóch lat i trzech lat, do derbów przegrywanych w ostatnich sekundach(ligowe 4:3, 0:1, 3:1 na OT w Carling Cup czy nawet 2:3 w Tarczy Wspólnoty). Zespół z Eastlands szczyt formy ma już dawno za sobą i nie potrafi z powrotem go osiągnąć, odpowiedzi na to wciąż brak.

W jakimś stopniu miał nią być Balotelli - wbrew pozorom zrozumiałą decyzją było wystawienie go w pierwszym składzie. Mancini liczył na to, iż poziom występu Mario będzie podobny, jak w poprzednich starciach z United, wszak 1:6 czy półfinał Pucharu Anglii to jedne z najlepszych spotkań MB w barwach City. Inna sprawa, że jego obecna dyspozycja pozostawia sporo do życzenia nie odgrywało aż tak znaczącej roli, bo wiemy, jaki Mario potrafi być nieprzewidywalny. I nie róbmy sensacji z tego, że został szybko zmieniony(tak jakby dwa stracone gole były jego winą...) - w każdym innym klubie, gdzie menadżer chce ratować wynik i zmienia gracza szybciej niż się tego spodziewał, taka cecha jest pożądana, ale w City, wiadomo - zaognia konflikt, niszczy i tak marną atmosferę w klubie, czyni z Roberto beznadziejnego menadżera(czy ktoś kwestionował Fergusona, gdy Hernandez wszedł i strzelił hat-tricka? Nikt nie zadał pytania, dlaczego w takim razie Meksykanin nie grał od początku...). Identycznie z Dżeko, który dostał kilka szans od początku, ale ich nie wykorzystał, bo widać, że wolniejszy styl rozgrywania City(gdy nie gonią wyniku) mu nie leży i przystosowuje się do przeciętnej dyspozycji całego zespołu. 

Zabman
Clive Mason/Getty Images Europe

No właśnie, styl. Od początku sezonu trapi mnie to, jaki on jest: wolny. Rzadkie podkręcanie tempa zazwyczaj przynosiło dobre efekty i nie rozumiem, skąd to zaniechanie i nadmierna ostrożność. Okej, budowanie przewagi, posiadania piłki jest sensowne - ale brakuje pomysłu i błyskawicznej egzekucji w okolicach szesnastki. Rozumiem, że Mancini chce iść w tę stronę - nie mam co do tego żadnych obiekcji, aczkolwiek efektywność tej strategii zaczyna być za niska na mistrzowskie standardy, poza tym jest zupełnie nie do przyjęcia na europejskiej arenie. Może nadszedł czas na ustawienie zespołu pod kontry, wciągnięcie rywala na swoją połowę i wyuczenie lepszych(szybszych!) schematów przejście z defensywy do ataku? Przecież to potrafimy - kontry na Bernabeu czy The Hawthorns miały swój urok i styl, przyczyniały się do ważkich goli... Tylko że na angielskich boiskach brakuje zespołów odważnych, gotowych wstawić się na Etihad w bojowym nastroju z zamiarem zwycięstwa - większość zadowala się remisem siedząc w polu karnym i licząc na łut szczęścia np. ze stałego fragmentu gry. Pat jednym słowem. Jeśli więc Mancini nie chce kontrataków, to musi działać na rzecz zwiększenia tempa rozgrywania akcji w final third. Na reakcję czekam już w najbliższym starciu z Newcastle, w sobotę.

Tak jak United po druzgocącym 1:6, tak City muszą dać sobie szansę na odbudowę mentalną i punktową. Wtedy dopiero się przekonamy, na ile derbowa porażka okazała się znacząca. Martwią straty punkowe u siebie - w porównaniu z poprzednią kampanią udało się odmienić wynik z Sunderlandem(z remisu na wygraną), ale potraciliśmy punkty z Arsenalem, Evertonem i teraz z United... jest za wcześnie na skreślenie tego sezonu, ale wyniki są alarmujące w najwyższym stopniu.

PS Debilowi, który rzucił monetę, nie poświęcę więcej niż zdanie. Kto jednak chce wieszać na kibicach City psy, niech pamięta kibica United, który rzucił w Bellamy'ego, albo tych śpiewających "Always a victim"('never your fault') na Liverpoolu po dotarciu do prawdy o wydarzeniach z Hillsborough

sobota, 24 listopada 2012

Majaczące w sieci zapowiedzi niebezpieczeństwa, jakie wisiało nad Roberto Di Matteo przed wtorkowym meczem z Juventusem, zdawały się przedziwne. Po zatrudnieniu Włocha na stałe od początku sezonu pomyślałem, że Roman Abramowicz w końcu coś zrozumiał, jednakże po porażce ze Starą Damą wszystko wróciło do normy. Zwolniony nie osiągnął nawet 300 dni z Chelsea, wszyscy znów mówią o kiepskim, kapryśnym stylu rozstaniu kolejnego menadżera z The Blues. Co powoduje u rosyjskiego oligarchy tak wielką niecierpliwość?

Z mojego punktu widzenia Abramowicz nie odróżnia specyfiki klubu piłkarskiego od zwykłego zakładu pracy(niesamowite, że udaje mi się połączyć moje własne doświadczenia zawodowe z wielką piłką...). Wiadomo, w normalnej firmie najważniejszą sprawą dla szefa jest osiąganie konkretnych wyników, np. produktywności. Jeśli cel nie zostaje osiągnięty, najczęściej konsekwencje ponoszą pracownicy - najsłabsi zostają zwolnieni. Abramowicz postępuje identycznie, niczym bardzo surowy szef fabryki - nie ma rezultatów, to wyrzucamy. Traktuje więc swoich menadżerów raczej jak kierowników zmiany, a nie jak speców od futbolu.

RDM
Clive Rose/Getty Images Europe

Inaczej stylu w jakim nimi rotuje nie potrafię wytłumaczyć. Najgorsze dla Chelsea jest to, że... takie postępowanie działa(podobnie jak w praktycznie dowolnej firmie zatrudniającej więcej ludzi). Wyrzucił AVB, to Roberto wygrał mu Puchar Anglii i wymarzoną Ligę Mistrzów. Skoro pod Włochem Chelsea przestała funkcjonować(absurd, skoro wciąż mają szansę na awans z grupy, a mistrzostwo nie ucieknie nawet w razie porażki z City), to czas na kolejnego kierownika. Na pytanie jak długo Benitez utrzyma posadę, skoro nawet trium w LM nie daje żadnej gwarancji, większość będzie zaskoczona, jeśli odpowiedzią będzie uhonorowanie 18 miesięcznego kontraktu.

Problemem(?) Abramowicza jest także syndrom tzw. wszystkowiedzącego szefa(i przerażonego perspektywą porażki, jak twierdzi Michał Zachodny), na pewno kiedyś się z takim spotkaliście. Ciężko mi zakwestionować opinię, iż Romek gdyby miał czas(a jak wiadomo nie ma, gdyż te bajeczne jachty same pływać nie będą) to sam poprowadziłby Chelsea. Skoro tak bardzo nalega, żeby grał co by nie mówić dołujący Torres, jedna z najkosztowniejszych(i nieudanych) zachcianek w świecie futbolu, to sami wiecie, że coś jest na rzeczy. Abramowicz jest absolutnie przekonany o tym, co najlepsze dla swojego klubu i jest w tym cholernie uparty. Nieważne, że stabilizacja w piłce to podstawa, niezależnie od poziomu, a tu na dodatek potrzeba cierpliwości podczas przebudowy składy i przeobrażenia stylu. Nieistotne, że zwolnienie Roberto to po części przyznanie, że Champions League Chelsea wzięła bardziej szczęściem, niż klasą menadżera i piłkarzy. Bez znaczenia, że w zasadzie Di Matteo nie powinien zacząć sezonu z Niebieskimi, ponieważ prawdopodobnie dostał posadę z braku innych kandydatów, a nie z powodu umiejętności(tekst z Telegraph daje nieco ku temu dowodów). Dołujące, by rzec najłagodniej.

Na chorobę szefa wszystkich szefów Roman choruje wespół z naszymi rodzimymi właścicielami. Józef Wojciechowski wszak wywalał trenerów jakby byli majstrami na budowie, która notuje opóźnienia, bo pada śnieg, a jak wieść niesie, Roberto Maaskant stracił pracę w Wiśle Kraków, bo w tym samym czasie doszło do dwóch kradzieży miedzi z magazynów Telefoniki. Dla Bogusława Cupiała miało to być za dużo(znów: łączenie zwykłego biznesu i piłki nożnej to zawsze dramat dla tej drugiej) i Holender, będący o krok od Ligi Mistrzów, gród Kraka musiał opuścić. 

Na drugim biegunie - Szejk Mansour wraz z Szejkiem Mubarakiem. Podobnie jak Abramowicz nie szczędzą grosza na swój klub i też oczekują rezultatów, jednakże nie za wszelką cenę. Dość powiedzieć, że Roberto Mancini w niedzielę podejmie Chelsea prowadzoną przez czwartego menadżera w trakcie jego pobytu na Eastlands(linki prowadzą do moich wpisów na temat tych spotkań):

2009/2010

City – Chelsea 2:1 (Hughes – Ancelotti)

Chelsea – City 2:4 (Ancelotti)

2010/2011

(zapowiedź)City – Chelsea 1:0 (Ancelotti)

Chelsea - City 2:0 (Ancelotti)

2011/2012

Chelsea – City 2:1 (Andre Villas-Boas)

City – Chelsea 2:1 (Roberto Di Matteo)

2012/2013 

(Tarcza Wspólnoty) City – Chelsea 3:1 (Roberto Di Matteo)

Chelsea – City ?:? (Benitez)

Znamienne, iż pomimo braku szans na awans(a i wejście do Ligi Europy wydaje się mało realne, gdyż trzeba wygrać w Dortmundzie) to Mancini jest praktycznie pewny swojej posady, a młodszy z Włochów właśnie ją utracił. Poparcie bogaczy z Emiratów zaczęło się jeszcze, gdy Mancini przegrał batalię z Tottenhamem o Ligę Mistrzów i trwa nieustannie(również z trybun), pomimo zawodu na europejskiej arenie. Mancini przetrwał także 8 punktów straty do United, kilka przegranych pojedynków derbowych oraz konflikt z Marwoodem, za to otrzymał pięcioletnią umowę i zadanie wprowadzenia Manchesteru City na stałe do czołówki europejskiej.

Zaś według doniesień prasowych, Benitez otrzymał ofertę pracy kilka dni przed meczami z Juventusem i WBA, także postawa w lidze czy Champions Leage Mistrzów Europy była w zasadzie bez znaczenia. Gdyby spojrzeć na to, co grali z Turynem, to mimo wszystko 0:3 trzeba uznać za wynik gorszy niż grę. Chelsea miała swoje szanse, 3, 4 bardzo dobre sytuacje, które wymiatacze pokroju Maty czy Hazarda powinni wykorzystać. Stało się inaczej - zamiast remisu 1:1, rykoszet i Juve prowadziło 2:0, co ostatecznie zabiło spotkanie. W każdym razie, defensywna strategia miała szanse powodzenia, ale wiadomo - przeciwko bardzo mocnej ekipie Mistrza Włoch potrzeba było perfekcjonizmu podczas kontr.

Mancini natomiast przegrał batalię z Madrytem głównie przez słabą pierwszą połowę. Katastrofalny błąd Maicona, Zabalety i Kolarowa dał Królewskim łatwego gola, potem, nastawieni na kontry, mogli strzelić kolejne dwie, trzy bramki. Nie sądzę, aby to miało coś wspólnego z początkowym ustawieniem z trójką defensorów - ot, klasa Realu przyćmiewała to, co mają do zaoferowania The Citizens. Naturalnie szkoda drugich 45 minut, gdzie i City przejęli inicjatywę, i wykreowali kilka okazji... jednak zbyt późny był to zryw, aby odwrócić losy i tak już przegranej kampanii w Europie. Czas skupić się na lidze, skąd płynie więcej pozytywów, o czym pisałem poprzednim razem. Grunt, aby walkę ze zdrowiem wygrał Kompany, wiadomo już, że nie zagra Clichy(o Rodwellu czy Richardsie nie wspominam). Podobno szansę na występ ma Balotelli, ale nie liczyłbym na niego jakoś specjalnie ;)

Na co stać Beniteza? Ze składu wypadli mu Terry i Lampard, wątpliwy jest ponoć występ Ashleya Cole'a. Najważniejszymi zadaniami Hiszpana jest uszczelnić przeciekającą zbyt często pod Di Matteo obronę. W dodatku z materiałem pokroju Davida Luiza - do tej pory się zastanawiam, co on robił gdy Shane Long strzelał swojego pierwszego gola na The Hawthorns. Poza tym - część komentatorów widzi w Benitezie doktora Frankensteina, który ma ożywić Fernando Torresa(niesamowite, że spotykają się na Stamford Bridge w barwach Chelsea! Nie do pomyślenia jeszcze parę lat temu). A może wystarczy efekt nowej miotły i jakiekolwiek przewidywania co do stylu czy taktyki The Blues nie mają sensu? Inna sprawa to oczekiwania fanów Chelsea wobec Rafy. Mam wrażenie, że część z nich nie chce sukcesu odniesionego przez tak ukochanego menadżera fanatyków Liverpoolu. Co zabawne, to ci z Merseyside zdają się bardziej wierzyć, że Benitez da radę na Stamford Bridge :)

Identycznie jak rok temu The Citizens przystępują do meczu z Chelsea jako niepokonany zespół w lidze. Wtedy, po porażce 1:2, forma wyjazdowa ekipy Manciniego zaczęła dość mocno podupadać. Oby tym razem udało się tego uniknąć i uszczknąć pierwsze punkty na Stamford Bridge od dwóch sezonów.

wtorek, 20 listopada 2012

Nawet nie wiecie jaką ulgę przynosi odrobienie wszelkich zaległości meczowych Manchesteru City. Czekające na dysku spotkania do obejrzenia uwierały mnie nie gorzej niż poważne wyrzuty sumienia. Każdy z nas jednak przechodzi moment, w którym czasu na ulubioną drużynę jest mniej, pojawiają się sprawy ważniejsze(tak, też jestem tym zszokowany) i siłą rzeczy pisaniny blogowej też za dużo nie ma.

Tyle w kwestii niepotrzebnych usprawiedliwień ;-)

W przededniu starcia z Realem w Lidze Mistrzów The Citizens w końcu oczyścili sobie głowy z bzdur i aferek, jakie serwowały w ostatnich tygodniach media. We wpisie o Mancinim zbagatelizowałem doniesienia o Guardioli tylko czekającym, aby wysiudać Włocha z Eastlands, identyczne zdanie miałem o kontaktach Roberto z AS Monaco(czy innymi klubami). To wszystko niepotrzebne śmieci, aczkolwiek historia z Luisem Suarezem z końca zeszłego tygodnia solidnie mnie zdenerwowała i nie tylko dlatego, iż szczerze byłego piłkarza Ajaksu zwyczajnie nie znoszę.

Suarez
Chris Brunskill/Getty Images Europe

Mrożącą krew w żyłach wieść o rzekomym zainteresowaniu Suarezem przyniósł dziennikarz Daily Express, Paul Joyce, związany z Merseyside. Dla mnie człowiek raczej anonimowy, ale wkrótce po jego rewelacjach Daniel Taylor z Guardiana, ten sam, który kilka tygodni temu opublikował artykuł o Mancinim i AS Monaco, ćwierknął jednoznacznie, że doniesienia kolegi po fachu są prawdziwe, zważywszy na jego pozycję i dotychczasowe dokonania. Poparł go także Phil McNulty z BBC. Ripostowali Stuart Brennan z Manchester Evening News oraz Simon Mullock z Mirrora pisząc, w oparciu o swoje źródła w klubie z Etihad Stadium, iż to wszystko bzdury, a w obozie City plotki o Urusie na dodatek wywołały złość. Szczególnie tweet dziennikarza z Manchesteru był znamienny, bo skoro orientujący się w temacie City nie ma o sprawie pojęcia, to sytuacja, w którym wyciek ma miejsce w Liverpoolu jest co najmniej zastanawiająca. Choćby z najprostszego powodu: dlaczego LFC miałby sprzedawać swojego najlepszego zawodnika(i jedynego sensownego napastnika!), który w dodatku jest szczęśliwy na Anfield?

Naturalnie Brendan Rodgers natychmiast zaprzeczył jakoby ruch transferowy z Suarezem w tle miał miejsce, ale na Twitterze(potężne to narzędzie, oj potężne) zaczęły pojawiać się wiadomości sugerujące, że to Juventus jest w kontakcie z LFC i przecieki miały na celu jedynie podbicie ceny. Wiadomo – w wypadku City można rzucić praktycznie każdą, najbardziej niedorzeczną kwotę(tu małe wyliczenia, dlaczego City nie mogą go kupić) za jakiegokolwiek zawodnika, pomijając fakt, że arabscy właściciele już nie są tacy skorzy do wydawania ogromnych sum za piłkarzy(przykład: negocjacje w sprawie Van Persiego i próby zbicia ceny do okolic 15 mln funtów).  Przy okazji ten czy ów dziennikarz wystawia swoją reputację na bezceremonialny ostrzał, idealnie zasłania nią swoje źródło, wszak jest(był) tylko naiwnym posłańcem wykonującym swoją robotę.

Zdaję sobie sprawę z tego, że to normalna praktyka, choć nie muszę tego lubić ani akceptować. Bardzo podobnie działało Udinese podczas sprzedaży Alexisa. Pamiętacie? Negocjacje przedłużały się niemożebnie, Udine ciągle wysyłało sygnały jakoby City podbijało stawkę tylko po to, aby Barca była skłonna wyłożyć jeszcze więcej euro. Epizod z Suarezem wpisuje się zresztą w klimat prasowych doniesień na temat City, którego kulminacją był występ Davida Platta na konferencji prasowej przed starciem z Tottenhamem. Nie ukrywam – za każdym razem z przyjemnością słucham tego, co asystent Roberto ma do powiedzenia. Tydzień temu swoim spokojem i rzeczowością wybił z głowy reporterom robienie sensacji z faktu, iż Mancini, podobno sfrustrowany, woli wysłać Anglika, zamiast samemu odpowiadać na nudne pytania związane z Guardiolą, Mario czy ofertą AS Monaco. Platt również w przejrzysty sposób obniżył ciśnienie, jakie często panuje w mediach, gdy przychodzi pisać o atmosferze w The Citizens. To był fantastyczny kubeł zimnej wody dla spodziewających(oczekujących?) się rozkładu w szeregach Błękitnych z Eastlands – wszyscy ciężko pracują na sukces, a media, jeśli mają chęć, mogą kontynuować bajkopisarstwo nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. Na szczęście to dziwne napięcie w mistrzowski sposób przeciął Mancini ubierając maskę Platta(comic relief?). Nagle dziennikarze przestali zarzucać mu frustrację, złość, a wreszcie zaczęli pytać o sprawy związane z meczem przeciwko Aston Villi. W sprawie Suareza wystarczyło już krótkie wyjaśnienie - logiczne i skazujące plotki na niebyt od samego początku - że przy 4 napastnikach nie ma szans na transfer kogokolwiek. Kropka.

Bo to co się liczy, widzimy na boisku. Jeśli w słabszej(?) formie Manchester City jest liderem ligi, to rywale powinni być przerażeni na myśl o City w pełnej dyspozycji. Sobotnie 5:0 z Villą, osiągnięte niestety przy sporym udziale sędziego liniowego, który niesłusznie zasygnalizował rękę przy stanie 1:0, to raczej nie jest wyznacznik przed meczem z Realem. Mourinho(jego setny mecz w Champions League!) nie przyjeżdża do Manchesteru, aby bronić 0:0. Zagrają podobnie agresywnie, z nastawianiem na dominację, co chyba jednak nie zmusi Manciniego do ostrożniejszego podejścia - wszak aby zachować szanse na awans, trzeba wygrać. Nieco większą nadzieję niż w Madrycie daje obrona City. Nastasić od debiutu na Bernabeu skorzystał na kontuzji Lescotta i dobrze współpracuje z Kompanym. Poprawę szczególnie widać w lidze - w ostatnich 4 spotkaniach City stracili jednego gola(no, dwa, jeśli zaliczyć trafienie Nolana. Oba po rzutach wolnych...), w końcu zaczęły 'wpadać' czyste konta(pomogły klasowe interwencje Harta ze Swansea czy Aston Villą), a charakteru do odrabiania strat także nie brakuje. Czas to przełożyć na Champions League.

Aguero
Alex Livesey/Getty Images Europe

Mancini mówi o potrzebie perfekcyjnego występu. Skuteczności w ataku(jak skończyłby się mecz z Dortmundem, gdyby którą z sytuacji wykorzystał Aguero?), bezbłędnej defensywy(Vinnie, nie uciekaj przed strzałem!). Nie wiem tylko, czy Mancini sam stanie na wysokości zadania. Moje wątpliwości co do jego podejścia do europejskich pucharów poznaliście jakiś czas temu i mimo rosnącego napięcia(oraz nadziei!) przeczuwam rozczarowanie. Wielki mecz, z półtuzinem goli nawet, ale jednak kończący sen o Lidze Mistrzów. Spodziewam się bolesnej porażki, ale ze świadomością, iż to w lidze The Citizens zaliczyli poprawę, są liderami tabeli i za chwilę przyjdzie zmierzyć im się najpierw z Chelsea, a potem zaczniemy nakręcać się powoli na derby Manchesteru(9 grudnia). Grunt to zachować twarz, cierpliwość i ciężko pracować przed najbliższymi wyzwaniami. A media szczekają -Manchester City jedzie dalej. 

czwartek, 08 listopada 2012

Zmęczony wymówkami i porażająco kiepskimi wynikami The Citizens w Lidze Mistrzów postanowiłem mocno zastanowić się nad przyczynami takiego stanu rzeczy. jest o czym dyskutować, wszak 2 punkty w 4 spotkaniach przy obecnym potencjale piłkarzy z Etihad naturalnie rodzi pytania o wpływ menadżera na bieg rzeczy. Spójrzmy więc na to, co Roberto Mancini w tej Europie nawywijał, że nawet słyszymy głosy żądające jego głowy.

Mancio

Rozpatrywanie wyników City i Manciniego bez kontekstu ligowego może wydać się niesprawiedliwe. Wydaje mi się jednak, że bez względu na formę w Premier League The Citizens są zbyt często diametralnie innym zespołem w Europie, niestety, zdecydowanie gorszym. Postaram się zrozumieć to zjawisko - począwszy od czasów Roberto w Interze(jeśli jesteś kibicem Nerazurrich i masz coś do więcej dodania w tej materii, nie krępuj się! Komentarze są dla Ciebie!), przez przypomnienie jak to było w poprzednich sezonach już za jego panowania w Manchesterze, aż po wnioski płynące z obecnej kampanii.

W mniejszym stopniu skupię się na oczekiwaniach, jakie przypisuje się arabskim właścicielom City. Większość z Was zgodzi się, że nie są one rozdmuchane i nikt nie oczekuje wygranej w Champions League od razu. Bardziej chodzi o kilka(naście) godnych występów, powitanie po błękitnej stronie miasta kilku znakomitych firm z Europy, nauka futbolowa i organizacyjna. Pominę również spekulację na temat zwolnienia Manciniego i ewentualnego zatrudnienia Guardioli - temat ten nie będzie istniał, dopóki The Citizens będą mieli szansę na mistrzostwo Anglii. W mojej ocenie pozycja Roberto jest minimalnie nadszarpnięta i daleko jej do stanu krytycznego. Szejk Mansour to nie Roman Abramowicz, z całym szacunkiem dla osiągnięć Chelsea.

Enjoy!

Inter

Dominacja mediolańczyków w lidze włoskiej nie przełożyła się na wyniki w Europie. Mancini wprawdzie z grupy wychodził za każdym razem, ale w fazie pucharowej nigdy nie przebił się do półfinałów. Bezdyskusyjna porażka z rywalem zza miedzy to raz. Dwukrotnie na drodze stawały zespoły hiszpańskie, które awansowały dzięki golom zdobytym na San Siro. Villarreal(05/06) przegrał tam wprawdzie 1:2, ale u siebie zwyciężył 1:0, Valencia(06/07) natomiast potrzebowała tylko dwóch remisów, w tym 2:2 we Włoszech(wyobraźcie sobie, że gola decydującego o awansie Nietoperzy strzelił 21 letni wówczas David Silva), podczas gdy w rewanżu padł wynik bezbramkowy. Za to w sezonie 2007/2008 zawiodły nerwy podopiecznych Roberto. W starciu z Liverpoolem na Anfield czerwień już 30. minucie zobaczył Materazzi, The Reds wygrali 2:0, a Inter nie oddał ani jednego celnego strzału na bramkę. Resztki nadziei na ugranie czegokolwiek pogrzebał na San Siro Burdisso, który kilka minut po rozpoczęciu drugiej połowy rewanżu zobaczył drugą żółtą kartkę i opuścił boisko. Dwumecz skończył się rezultatem 3:0 dla Liverpoolu, podobnie jak skończyła się kariera Manciniego w Mediolanie wraz z ostatnim dniem sezonu.

2010/2011

Historia występów Manchesteru City w Europie pod wodzą Manciniego daje sporo do myślenia już od początkowych etapów. W pamiętnej grupie z Lechem, Juventusem i Salzburgiem The Citizens ugrali 11 punktów, tyle samo co Kolejorz. Nie obyło wówczas się bez małej kompromitacji – dość pechowej porażki w Poznaniu(jak inaczej nazwać gola Arboledy, jak nie pech?)’ której nie da się usprawiedliwić nawet gorszą passą City(to była 3 porażka z rzędu, jedyna taka seria za Włocha). Jednego Manciniemu nie można odebrać – gdy zespół grał słabo, nie wahał się dokonywać zmian świadczących o tym, iż na wynikach w Europie mu zależy(przykład: mizernego na Bułgarskiej SWP w przerwie wymienił na Davida Silvę), awans wywalczył i wiele wskazywało na to, że zwycięstwo w Lidze Europy jest bardzo realne. Po pokonaniu(lub jak kto woli, pomszczeniu Jagiellonii Białystok) Arisu przyszła kolej na dwumecz z Dynamem Kijów, również trudny do zapomnienia, głównie z powodu Mario Balotellego.

Na Ukrainie City przegrali zasłużenie po słabej grze 0:2, a Mario został zmieniony w przerwie z powodu legendarnej, bo uwiecznionej w pieśni, alergii na trawę boiska. Na CoMS spodziewaliśmy się ostrej pogoni za wynikiem, ale na drodze stanęła głupota Mario – idiotyczna czerwona kartka po dwóch kwadransach. Gol Kolarowa przed przerwą dawał szansę na remis, ale w ‘10’, mimo przewagi, nie udało się do niego doprowadzić. Mocno wtedy kwestionowano zasadność sprowadzenia Super Mario do Manchesteru – dla przeciwników tego ruchu rewanż z Dynamem był koronnym argumentem. I zgodnie z tymi opiniami Mancini za rezultat w Europie z sezonu 10/11 ponosił całkowitą odpowiedzialność.

2011/2012

Rok później, kiedy udało się wywalczyć wymarzony awans do Champions League, realia szybko zweryfikowały możliwości The Citizens. Nawet rozpadający się Villarreal był w stanie przetrzymać City na Etihad do ostatniej minuty. Natomiast w nocy błękitnych debiutantów padł remis, jak się później okazało, niezwykle istotny dla rozstrzygnięć w trudnej grupie A. Swoją droga, to wtedy Mancini pierwszy raz spotkał się(i zafascynował?) z włoskim ustawieniem z 3 środkowymi obrońcami, na które nie znalazł odpowiedzi ani w Manchesterze(1:1), ani w Neapolu(1:2), gdzie decydowały się losy awansu(Zonal Marking sugerował, iż do zwycięstwa Mancini potrzebował nieco ostrożniej posyłać bocznych obrońców do ataku, oraz 'zainwestować' w cofniętego rozgrywającego). Zwłaszcza w meczu wyjazdowym kontrujący styl gospodarzy mógł dać im wyższe prowadzenie(słupek Hamsika bodaj). Z drugiej strony, skuteczność zawiodła pupila Manciniego – Mario zmarnował wtedy sam na sam i raz trafił w poprzeczkę. A co znamienne dla obecnej kampanii, The Citizens stracili pierwszego gola w Neapolu po rzucie rożnym, bo nikt nie pokrył Cavaniego…

Ówczesny „ofensywny zwrot” w taktyce City(rozumiany jako koniec budowy zespołu "od tyłu") okazał się niestety przekleństwem w Monachium. Szalone ataki obu bocznych obrońców dały pole do popisu skrzydłowym Bayernu. Swój słabszy dzień miał także Hart – dwa razy wypuścił piłkę z rąk wprost pod nogi Bawarczyków pod koniec pierwszej połowy i, jak to się mówi, było pozamiatane. Muszę dodawać, że gol nr 2 padł po stałym fragmencie? Jedyne, co przychodzi mi na myśl chcąc jakoś bronić Manciniego, to gdybanie z kontrowersyjnymi faulami Boatenga w polu karnym przy stanie 0:0. Przynajmniej jeden z nich powinien być odgwizdany. A i pewnie sytuacja z Tevezem pozytywnie na cały zespół wpłynąć nie mogła.

Tak na złośliwym marginesie, 10 punktów niby zdaniem Włocha dałoby awans zawsze i w każdej grupie, ale nawet tutaj się pomylił, bo w grupie z której odpadli United 10 punktów też nic by nie dało :)

Szybko wybudzeni ze snu o Champions League podopieczni Roberto ruszyli na podbój Ligi Europy, zaskakująco dobrze rozpoczęty rzadkim zwycięstwem na wyjeździe z Porto. I mówiąc o rzadkim wypadku, naprawdę mam to na myśli. Spośród 13 spotkań poza CoMS/Etihad za menadżerki Włocha The Citizens wygrali zaledwie 4 razy: z Porto, Timisoarą(! Eliminacje do Ligi Europy...), Red Bullem Salzburg i Villarrealem(tym, co spadł do drugiej ligi hiszpańskiej). Imponujące? No właśnie... Nawet przeciętny Sporting Lizbona wygrał z City u siebie. Lwy mogliśmy oglądać wcześniej podczas dwumeczu z Legią, gdzie mimo awansu nie wyglądali na rywala zagrażającego The Citizens. Jeszcze goręcej zrobiło się w Manchesterze, gdy po głupim faulu Balotellego z rzutu wolnego gola zdobył Matias Fernandes, a potem drugiego dołożył, przy usypiającej postawie defensorów, Wolfswinkel. Nawet mega końcówka i trzy odrobione bramki dały tyle, co zwycięstwo z rezerwami Bayernu - nic. Żal najbardziej Harta, który w ostatnich sekundach mógł dać City awans, jednak interwencja Rui Patricio była wystarczająca, aby odesłać Manchester City do walki już tylko o triumf w Premier League. Gorycz dopełnia fakt, iż Roberto nigdy nie odpuszczał Ligi Europy i gdy tylko mógł, wystawiał najlepszy skład...

2012/2013

Najbardziej uderzającą różnicą w tym sezonie pomiędzy City, a dwoma rywalami z grupy, to agresywność i szybkość w poruszaniu się na boisku, doskok do rywala w środkowej strefie i odbiór. Aż chcę się zastanowić: czy w Anglii naprawdę gra się aż tak wolno? Real i BVB obnażyli braki The Citizens, o których wspominałem nieczęsto i mimochodem, że choć jest sporo pass, brakuje jeszcze więcej move. Jednakże w EPL nikt tego nie potrafił wykorzystać tak brutalnie, no może poza Arsenalem w sferze dominacji na boisku, ale nie dawało im to wygranych spotkań.

Poza tym, na tle mistrzów z Hiszpanii czy Niemiec(a nawet Holandii...) Błękitni wyglądali na zmęczonych i raczej zniechęconych. Brakowało mi entuzjazmu, może niekoniecznie charakteru, wciąż drzemiącego w tej drużynie, ale wigoru, świeżości, no i krycia przy stałych fragmentach. Sam Mancini nie pomógł drużynie wprowadzając w środku meczów trzyosobowy blok defensywny(jeśli uważa, że to nie ma znaczenia, to hm, bardzo mnie to niepokoi, tak samo jak bezsensowna sprzeczka z Richardsem po amsterdamskim fiasko). Uczynił to dwukrotnie i z miernym skutkiem. Rozumiem, że wprowadzenie Kolarowa to często dobry sposób na rozruszanie ofensywy/inne podejście do ataku, ale nie trzeba wtedy dostawiać Clichy'ego do dwójki stoperów. Tak padł gol numer 3 dla Ajaksu, w zasadzie grzebiący nadzieję na awans z grupy, w meczu z Borussią tak nagły manewr taktyczny wprowadził mnóstwo zamieszania. I być może zaważył na wyniku w Madrycie, gdzie wejście Zabalety i jego enigmatyczny znak ("piątka") nie miał nic wspólnego z potrzebą asekuracji prawej obrony, skąd atakowali najgroźniejsi piłkarze Królewskich - Marcelo i CR7.

Trudno oczywiście winić Manciniego za wszystkie błędy, jakie popełniają jego zawodnicy. Ale coś z tym rzutami rożnymi jest nie tak. Skąd ta nagła niemoc? Czy ma to coś wspólnego, również w kontekście ligowym, ze zmianą trenera defensywy? Jakość obrony od początku sierpnia uległa znaczącemu spadkowi. Nie dość, że piłkarze są bez formy, to jeszcze popełniają przecudaczne błędy, jak uskok Kompany'ego przed strzałem Ronaldo na Bernabeu. Brakuje skuteczności - gol Aguero z Dortmundem mógł zmienić oblicze tamtego spotkania. Do tego sędziowie mylą się okrutnie we wtorek...

Nie ukrywam - krytyka menadżera nigdy nie przechodziła mi łatwo przez klawiaturę, ale są symptomy, których nie można ot tak zlekceważyć. Być może zestawienie faktów, jakie przedstawiłem, jest cholernie pesymistyczne i każe wypatrywać następcy Roberto, który poprowadzi Manchester City do triumfów w Europie. Póki co - czekamy na rozwój wypadków. Włoch musi zmienić swoje podejście do rywali spoza Anglii. Zamiast standardowo narzucać swój momentami ociężały styl, wolałbym widzieć nieco bardziej reakcyjne podejście, lepsze czytanie zmian na boisku, bo to co wystarcza na ligę, w Europie, nawet na słabszych teoretycznie rywali(za takich uważałem Ajax i Sporting) przestaje się sprawdzać i podważa reputację Manciniego jako menadżera z najwyższej półki. Bo ze smutkiem stwierdzam, iż bardzo prawdopodobnie ten tekst będzie aktualny po sześciu kolejkach w grupie Ligi Mistrzów.

czwartek, 25 października 2012

Po przejęciu Manchesteru City przez szejków dla sporej grupy wychowanków i młodych piłkarzy nastał trudny moment próby piłkarskiego charakteru. Wielu z nich przeskoku ze środka tabeli do zespołu mistrzowskiego nie przetrwała. Ci, którzy pozostali i znaleźli uznanie u Roberto Manciniego, dowiedli umiejętności i woli pracy na najwyższym poziomie, niezbędnym aby u Włocha chociażby trenować. Choć początkowo zmiany w składzie, najczęściej polegające na wyprzedaży zawodników-wychowanków uznanych za not good enough wywoływały protesty, to z czasem nauczyliśmy ufać osądowi menadżera The Citizens(a przynajmniej ja nabrałem do niego zaufania). Kolejne losy kariery Stephena Irelanda czy Neduma Onouhy świadczą same o sobie. Żaden z nich nie udowodnił, że Mancini się pomylił. Usprawiedliwić można tylko Neduma, w końcu jego szefem jest obecnie taktyczny geniusz i motywator, Mark Hughes.

Sprowadzony jeszcze za czasów Svena Gorana Eriksona John Guidetti w minioną sobotę podpisał nową umowę z The Citizens, która potwierdziła plany Roberto względem młodego Szweda oraz wiarę Johna w przyszłość na Etihad Stadium. Świadczy to o tym, iż przez ostatnie lata wykazał się sporą cierpliwością, za co znów został nagrodzony. A trzeba powiedzieć, że droga napastnika o brazylijsko-włoskich korzeniach do sobotniego kontraktu nie była krótka, ani specjalnie prosta. Gdy rezerwy The Citizens pod wodzą Jima Cassella zdobywały FA Youth Cup w 2008 roku, John był już częścią Manchesteru City i jako 16 latek miał już za sobą przygodę z piłką w Kenii oraz w Brommapojkarmie, do której w 2010 roku wrócił na krótkie wypożyczenie. W Szwecji w 8 spotkaniach zdobył 3 gole(w tym pięknego gola przeciwko Molde) i zaliczył 4 asysty.

W trakcie następnego sezonu Szwed potwierdził swoje aspiracje do występów na najwyższym poziomie. Najpierw Roberto Mancini zabrał go na turnee do USA, by później dać mu zadebiutować w przegranym meczu Pucharu Ligi z WBA. W międzyczasie wpadło wypożyczenie do Burnley, ale swoimi umiejętnościami John czarował głównie w meczach rezerw. Pierwszy skład był dla niego zamknięty na dobre, ale to nie przeszkodziło w nastrzelaniu mnóstwa goli, w tym m.in. takiej urody jak poniższy gol z przewrotki:


Po tym udanym sezonie pojawił się pierwszy zgrzyt pomiędzy Manchesterem City, a Szwedem. W wypadku Johna wątpliwości rozumiano jako jego wielką ambicję, graniczącą z arogancją, co fanom The Citizens przypominało nieco casus Daniela Sturridge'a. Anglik po kampanii 2009/2010 zamienił Manchester na niebieski Londyn, wcześniej żądając niebotycznej podwyżki jak na młodego zawodnika, pomimo iż dostawał od Marka Hughesa niemało szans na grę. Guidetti, zdawało się, był bliski pójścia w ślady Daniela, ale na szczęście stało się inaczej. Na koniec sezonu 2010/2011 mógł odejść z City za darmo do Twente Enschede, awizowany jako najlepszy strzelec zespołu rezerw i niezwykle utalentowany napastnik rządny gry na seniorskim poziomie. W porę jednak się zreflektowano na Eithad i wstępna umowa z holenderskim klubem nie weszła w życie, a Guidetti znów wyjechał z Błękitnymi do Ameryki. Zgrupowanie okazało się udane - John zdobył gola przeciwko Vancouver Whitecaps, a dzień później klub ogłosił podpisanie nowej, trzyletniej umowy ze szwedzkim napastnikiem.

Pamiętamy lato 2011 - zawirowanie wokół Teveza, sprowadzenie, rzekomo w w miejsce Apacza, Sergio Aguero, miało dla Johna oznaczać czwarte miejsce na liście napastników The Citizens, stąd temat wypożyczenia praktycznie nie istniał do ostatnich dni okienka transferowego. Kiedy stało się jasne, że Manchester City nie otrzymał satysfakcjonującej oferty za Teveza, szybko uruchomiono kontakty w Holandii i John na rok trafił do Feyenoordu, młodego zespołu prowadzonego przez Ronalda Koemana. Ekipa z Rotterdamu potrzebowała nowego impulsu po poprzednim, kompletnie nieudanym sezonie, w którym ponieśli chyba najbardziej kompromitującą klęskę, jaką można sobie wyobrazić - PSV zniszczyło ich aż 10:0. Kto by pomyślał, że młody, utalentowany Szwed będzie jednym z głównych autorów przywrócenia Feyenoordu na należne mu miejsce w lidze holenderskiej. Zaczęło się skromnie, od pewnie wykorzystanego karnego w debiucie...

Guidetti z meczu na mecz zaczął przyciągać co raz większą uwagę zarówno fanatycznych kibiców swojego klubu, jak i mediów. Koeman szybko dostrzegł drzemiący w nim potencjał i nie miał oporów przed wystawianiem go do pierwszego składu. Opłaciło się, oj bardzo się to opłaciło. Feyenoord zanotował fantastyczne wyniki, a John dzięki swojej inteligencji, sile fizycznej i niezłej skuteczności walnie się do tego przyczynił. Ba, zapisał się w historii jako czwarty(po van Bastenie, Kiefcie i Cruijffie) najmłodszy gracz ligi, który zdobył trzy hat-tricki w jednym sezonie, oraz drugim w ogóle zdobywcą hat-tricków w trzech konsekwentnych meczach u siebie. Nic by to jednak nie znaczyło(to dla tych malkontentów, którzy nie cenią ligi z kraju tulipanów), gdyby nie chodziło o Ten Mecz, Der Klassiker, najważniejsze spotkanie dla Het Legieon. Miałem przyjemność oglądać to, co wówczas John nawyprawiał:

Guidetti kupił sobie przychylność fanów Feyenoordu na zawsze(został zaproszony przez nich na najbliższy, niedzielny Der Klassiker). Wymyślono na jego cześć piosenkę, a po tamtym pamiętnym zwycięstwie John rządził publiką na stadionie - śpiewali, gdy podnosił ręce w geście tak bardzo wyczekiwano triumfu, pierwszego od 5 lat. Wtedy usłyszała o nim cała Europa, rozpoczęto kampanię na rzecz powołania Johna do kadry Szwecji na Euro 2012, mnożono porównania, z czego najbardziej zachowało się to wypowiedziane przez Ronalda Koemana: Guidetti może być takim zawodnikiem, jak Zlatan Ibrahimović. Podobieństwa tkwią też chyba w głowie, skoro młodszy z nich w meczu z RKC Waalwijk po zdobytym golu ściągnął koszulkę, za co otrzymał drugą żółta kartkę i wyleciał z boiska w 77 minucie. Feyenoord stracił wtedy wyrównującą bramkę w samej końcówce meczu. Jednak, gdy się ogląda dokument o wczesnych latach Zlatana nie trudno przyznać Koemanowi rację - John wygląda na mimo wszystko dojrzalszego na tym etapie kariery od gwiazdora PSG, choć charakter ma równie silny.

Wymarzony sezon Guidetti skończył z 20 golami w 23 występach i oczywiście ze statusem ulubieńca w Feyenoordzie. Osiągnięcie to mogło Johnowi zawrócić w głowie - masz 20 lat, stadion je ci z ręki, śpiewa o tobie, grasz w pierwszym składzie i ładujesz mnóstwo ważnych goli. Z pewnością u młodego pojawiły się myśli o definitywnym transferze i budowy swojej kariery na De Kuip, mimo iż wyraził chęć powrotu do Manchesteru i walce o miejsce i uznanie w Anglii. Przeszkodą stała się kontuzja, tajemniczy wirus, który pozbawił go czucia w prawej nodze, a w związku z czym miejsca w reprezentacji Szwecji na turniej w Polsce i Ukrainie. Siłą rzeczy, nie trenował od dłuższego czasu, a jego uraz ma być wyleczony w najbliższym czasie(bądź już piłkarz wrócił do treningów). Co to oznacza? Że prawdopodobnie w styczniu John odejdzie na wypożyczenie, aby odbudować kondycję i czucie gry. Co będzie potem?

W tej chwili Szwed jest 5. napastnikiem w składzie Manciniego. To Johna nie interesuje, w związku z czym na pewno oczekuje szans na grę w przyszłym sezonie. Pytanie, co zrobi z tym fantem Mancini. Wiemy o jego niewzruszonej słabości do Balotellego, ale jeśli Mario będzie pokazywał więcej madness over brilliance, to czy nie będzie to sygnał, aby dać grać komuś, kto na boisku wykaże więcej zainteresowania piłką, a nie nogami/plecami prowokujących rywali?

John Guidetti na wszelkie predyspozycje, by zostać ważnym zawodnikiem The Citizens, obok innych talentów: Suareza, Rekika, Razaka, Hiwuli czy Evansa. Potrzeba inwestowania w młodych piłkarzy jest bardzo widoczna w Manchesterze City. A silny, umiejący się odnaleźć w polu karnym i dobry technicznie napastnik idealnie będzie pasował do angielskich boisk oraz Błękitnej koszulki, czego znamiennym sygnałem jest ów nowy kontrakt, dający spore nadzieje na przyszłość.

It’s a very exciting time to be part of the club, we’re the champions from last season and City are now looking to be the best in every way and to be part of that and for the club to show that they want me to be a part of that is very nice.

It’s going to be competitive with the players we have here, but who doesn’t like being competitive?! If everything was easy it wouldn’t be fun! I know I’m going to learn so much from all the great strikers that are here.

I want to develop and become the best that I can. I want to start to play more regularly for City and get first team football every week and just to play in front of the fans here and to bring home some medals – that would be a dream for me, to start playing for Manchester City.

John Alberto Fernando Andres Luigi Olof Guidetti :)

środa, 17 października 2012

Od paru przerw reprezentacyjnych zbieram się do tworzenia przeglądu występów piłkarzy City i Górnika w kadrach narodowych, no i wreszcie udało się, przy niemałym wpływie tego, co dziś zobaczyliśmy na Stadionie Narodowym. Ale o meczu Polaków parę zdań na samym końcu. 

Ze złych wiadomości - David Silva doznał kontuzji i mówi się o 2, 3 tygodniach przerwy(uraz uda). Z kolei szokujący wynik zanotowała Serbia, której kapitanem był Aleks Kolarow(w obronie wystąpił także Nastasić), przegrywając z Macedonią 0:1.

26 gola w reprezentacji zdobył Edin Dżeko. Tym razem bramka(nr 2) przeciwko Litwie.

Na przystawkę - nowi pretendenci do dokonania rzeczy wielkich w Brazylii, czyli Belgia. Chyba nigdy wcześniej nie mieli tak fantastycznej generacji piłkarzy i już teraz będę im mocno kibicował na Mundialu, o ile po drodze eliminacji się nie wykrzaczą. Ozdobą ich ostatnich spotkań jest gol Kompany'ego ze Szkocją. Kiwka może nie najwyższych lotów, ale strzał godny napastnika.

Kolejnym świetnym podaniem popisał się również Andrea Pirlo. Adresat dobrze znany - Mario Balotelli nie miał kłopotu z pokonaniem duńskiego golkipera(gol nr 3).

Szalone sceny w Afryce - Prejuce Nakoulma i jego Burkina Faso wywalczyli w dramatycznych okoliczność awans do Pucharu Narodów Afryki. Oczywiście nie jest to najlepsza wiadomość dla Adama Nawałki i okresu przygotowawczego Górnika Zabrze przed wiosennym wznowieniem Ekstraklasy...

Cztery razy piłkę z siatki wyjął Gunnar Nielsen, w tej chwili 4. bramkarz The Citzens. Ten pierwszy szczególnej urody. Irlandia wygrała z Wyspami Owczymi 4:1.

 

Danie główne, przełożone, smakowało jednak naprawdę dobrze. Pominę dyskusję o dachu, pogodzie i skupię się na występie poszczególnych piłkarzy. W składzie Anglików najrówniej spośród graczy City pokazał się Milner. Tak, na świecie jest mnóstwo przeciwników jego umiejętności, ale tylko ślepy nie widział, że Jamesowi jako jednemu z niewielu zależało na grze. Biegał jak szalony, robił Wawrzyniakowi(chyba najsłabszy piłkarz dziś w barwach Polski) jesień średniowiecza, sporo dośrodkowywał, a że Hodgson wystawił Defoe, który wzrostem nie grzeszy, to większego zagrożenia pod bramką Tytonia nie było.

Natomiast gol Glika w równym stopniu obciąża Harta i jak Lescotta. Bramkarz Anglii nie zaufał swojemu obrońcy, źle obliczył tor lotu piłki i zwyczajnie się z nią minął, a Joleon przegrał pojedynek główkowy. Poza tym błędem, obaj zagrali solidnie, o ile w przypadku reprezentacji Synów Albionu w ogóle istnieje coś takiego jak solidny występ. Anglicy nie imponują od lat, z trudem przypominam sobie jakiś ich wielki mecz, za to dobrze w głowie mi siedzą takie spotkania jak z Algierią na MŚ czy chociażby dzisiejszy z naszą kadrą. Anglikom brakuje drużyny. Te wszystkie wywiady, w których chwalą swoich kolegów i mówią, jak to ważna jest gra z trzema lwami na piersi nigdy mnie nie przekonają, że faktycznie są jednością. A na dodatek, ich sposób rozgrywania ataku, dystrybucja piłki w środku pola i final third rzadko ocierają się o poziom światowy. A że dali się zepchnąć świeżo budowanej reprezentacji Polski do głębokiej defensywy, to wnioski nasuwają się oczywiste, zresztą Anglicy sami do nich dochodzą. Potrzebują głębokich zmian, aby gonić europejską czołówkę, bo 5. miejsce w rankingu FIFA to raczej kiepski żart.

Na koniec chwila blogowej refleksji. 81. minuta spotkania, Arkadiusz Milik wychodzi na boisko, czym w niesamowity sposób zbliża Manchester City i Górnika Zabrze, pierwszy raz tak blisko w historii mojego blogowania. Oczywiście, Arek podał tylko raz celnie i tyle jego udziału w widowisku, ale symbolika momentu na zawsze pozostanie w mojej pamięci.

O grze reprezentacji Polski napiszę tak: obiecująca, ale potrzeba sporo pracy, aby wyjść z tej grupy. Jeden punkt z Anglią niczego nie gwarantuje, tak jak dach nie gwarantuje suchej murawy ;-)

wtorek, 09 października 2012

Wraz z ogłoszeniem powołań do kadry Polski przerwa reprezentacyjna nabrała dla kibiców Górnika szczególnego znaczenia. Kiedy to ostatni raz ekscytowaliśmy się zespołem narodowym w kontekście piłkarzy z Roosevelta? O żałośnie poprowadzonym przez Smudę epizodzie Bonina na turnee w Ameryce nie wspominam, trzeba się więc cofnąć aż do 2008 roku i czasów Leo Benhakkera. Od razu rodzi to czarne myśli, patrząc na to, co działo się później z zawodnikami wówczas powołanymi. Michał Pazdan nigdy swojej kariery nie rozwinął i zamiast grać regularnie na Zachodzie dziś kopie dla Jagiellonii, gdzie po nieudanym rozdzialiku swojej kariery z Duisburga trafił drugi z reprezentantów, Tomasz Zahorski. Dla obu powołanie do kadry stało się czymś w rodzaju pocałunku śmierci, gdyż nigdy później nie osiągnęli poziomu sprzed 4 lat.

Nie sposób nie mówić o dokooptowaniu Arkadiusza Milika bez wspominania o jego poprzednikach z Zabrza, także w kwestiach finansowych. Dobrze to wszystko pamiętamy - Jarka i Zahorski mieli sporo pokazali w lidze, wielu uznało to za zapowiedź przyszłych sukcesów Górnika, transfery zablokowano i... następny sezon okazał się katastrofą i spadkiem do 1. ligi. Za bardzo zaufano piłkarzom i trenerowi(błąd ten powtórzył się jeszcze raz, gdy Wieczorka zmienił Biały Czarodziej...), a z wirtualnych pieniędzy ze sprzedaży zawodników nie zostało nic. Jarka, Pazdan i Zahorski opuścili Górnika Zabrze za darmo, choć dwóch ostatnich coś jeszcze po sobie pozostawiło. Pazdan dobre wrażenie i sporo serca na boisku, Zahor - kilka goli w pierwszej lidze, w tym przeciwko Dolcanowi, pieczętujący powrót do Ekstraklasy. Niedosyt jednak pozostał.

Wierzę, że dziś zawodnicy, menadżerowie, trenerzy i działacze są mądrzejsi. Milik ma tylko 18 lat, a już stoi przed nim szansa występu na Stadionie Narodowym z RPA, a może i zaliczy kilka minut z Anglią(gdybym był uosobieniem Kotła Czarownic, to właśnie zawyłbym żałośnie i okrutnie, że nie zobaczę tego na żywo). To wielka sprawa, bez względu na to co sobie myślimy o reprezentacji. Albo co myślimy o samym powołaniu(tu piję do samego siebie i tekstu z końca sierpnia;)). Na pewno zaś trzeba zaufać Milikowi, bo to poukładany facet. Mówi sensownie i wygląda na to, że sodówka mu do głowy nie uderzy. Arek wie mniej więcej, że odejście w styczniu z Zabrza raczej nie ma sensu, a jeśli będzie się kierował podobnymi powodami w wyborze nowego klubu, to uniknie kompromitującej pomyłki w stylu transfer Klicha do Wolfsburga ześwirowanego Magatha. Jak nigdy potrzeba dobrych decyzji na Roosevelta, z korzyścią dla zawodników(to także w kontekście Nakoulmy) i klubu. O ile naturalnie cały zespół utrzyma bardzo dobrą dyspozycję, bo bez tego trudno oczekiwać sukcesów poszczególnych piłkarzy.

Zdaje się, iż tego problemu nie ma w przypadku Adama Dancha. W grudniu Adam skończy 27 lat i wydaje mi się, iż wielkiej kariery zagranicą już nie zrobi, więc jego powrót do reprezentacji ma znaczenie w zasadzie dla niej samej. Wobec braków w defensywie Danch może być jakąś alternatywą, ale gdyby w istocie miał być pierwszoplanową postacią, to już dawno w Górniku by nie występował. Z pewnością stałoby się to w okolicach lat 2007/08, kiedy to zadebiutował w dorosłej reprezentacji, a wcześniej zagrał z ekipą młodzieżową na MŚ w Kanadzie. Potem było gorzej(znów, tu cały Górnik także mocno dołował), ze słabymi meczami na prawej obronie włącznie. Nie uważam jednak, aby powołanie Adama było bezsensowne. Górnik jest obecnie jedną z lepszych drużyn w lidze(a przynajmniej takową formę prezentuje), więc dlaczego nie brać z niego zawodników stanowiących o sile całej drużyny? Chyba nie wolimy, aby znów kadrę zasilały nazwiska, które ostatnie spotkanie o stawkę rozegrały pół roku wcześniej? Danch obecnie jest solidnym defensorem, który na tle ligowej szarzyzny nie popełnia błędów katastrofalnych i zasługuje na przynajmniej 20 minut gry z gośćmi z RPA

Sporo oburzenia natomiast wywołało powołanie Łukasza Skorupskiego, głównie z powodu jego występu przeciwko Legii oraz Rosji w eliminacjach MME, ja zaś uważam, iż Fornalik podjął słuszną decyzję. Łukasz ma talent, to bardzo dobry shot stopper i kilka razy w zeszłym sezonie ratował Górnikowi punkty, w  obecnym zresztą również. I to dobry moment, aby przejść z kadry młodzieżowej do seniorskiej, gdzie i tak będzie pełnił funkcję trzeciego golkipera. Jednym słowem - na zgrupowanie jedzie się uczyć od bardziej doświadczonych kolegów i Andrzeja Dawidziuka(do poprawy: punkt pierwszy, gra nogami. punkt drugi, pewność chwytu przy dośrodkowaniach). Wszak mocno wątpliwy jest jego występ w meczu z RPA. Jeśli trener Fornalik uważa mecz z Anglią za priorytet, to w meczu towarzyskim na boisko wyjdzie Tytoń, a ewentualnie na drugie 45 minut zobaczymy Kuszczaka i być może obu pozostałych zabrzańskich reprezentantów. Nie sądzę, aby bramkarzowi Górnika to zgrupowanie miało znacząco ułatwić transfer za granicę - prędzej stabilizacja formy na ligowym podwórku znów powinna zwrócić uwagę skałtów(mój faworyt to AC Parma:)), stąd głosy, że to ruch typowo pod transfer i jego kwotę, wydają mi się zwyczajnie przesadzone.

Każdy z powołanych piłkarzy Górnika jest na nieco innym etapie kariery. Dwaj młodsi mogą stanowić o sile zespołu narodowego, ale do tego potrzeba szybkiego(lecz nie pośpiesznego!) transferu na Zachód oraz dużej dozy cierpliwości we wprowadzaniu ich do trzonu reprezentacji. Potencjał jest. Co z niego uzyskamy, czas pokaże.

poniedziałek, 01 października 2012

Po czterech remisach z rzędu Górnik Zabrze odniósł zasłużone zwycięstwo i pozostaje jedną z dwóch niepokonanych drużyn w Polsce. Historycy powinni czym prędzej rzucić się do archiwalnych wyników i sprawdzić, kiedy ostatni raz taka sytuacja miała miejsce, bo jak usłyszałem od nieco starszego ode mnie kibica, że pierwszy raz w życiu śpiewa "Niepokonany, to jest nasz Górnik kochany", to po upadku komunizmu z pewnością tak dobrze jeszcze na Roosevelta nie było.

A powinno być jeszcze lepiej, skoro ostatnią bramkową akcję meczu przeprowadził ledwie co wprowadzony na boisku Konrad Nowak(rocznik 94, to już jego druga asysta w sezonie!), a gola, trzeciego w sezonie, zdobył Arkadiusz Milik(również urodzony w 1994). A jeszcze nie wspomniałem o powrocie do formy Nakoulmy, który dwoma bramkami wreszcie dał powody kibicom Górnika do radości. Bardzo brakowało dobrego występu Prezesa, wczorajszego Man of The Match; jego dyspozycja była przedmiotem czasem aż przesadzonej krytyki, ale Adam Nawałka nie miał wątpliwości co do przydatności napastnika Burkina Faso. Rzeczą sympatyków i dziennikarzy jest stawiać pytania i wątpliwości, rzeczą trenera natomiast jest podejmować dobre, choćby i niepopularne decyzje. I tym razem znów Adam Nawałka jest górą. 

Zresztą, jakich wad trenera Górnika by nie wymienić(sam na przestrzeni blogowania trochę ich zarzuciłem), to wyniki bronią go bezwzględnie i z tego powodu zasłużył sobie na odrobinę więcej zaufania, niż inni trenerzy z naszego podwórka. Zobaczcie chociażby, jak odkurzył Bartosza Iwana - znali się jeszcze z czasów z GieKSy, wtedy ponoć istniał temat Iwana z Nawałką w pakiecie, ile Górnikowi bodaj zabrakło pieniędzy na transfer. Iwan odszedł do Piasta, potem szło mu co raz gorzej. Tak na marginesie, zawsze mnie zastanawiało, jak piłkarze z papierami na Ekstraklasę często szybko 'spadają' w ligowej hierarchii. Jakby nie spojrzeć na niektórych grajków sprzed kilku lat, to z jakiegoś powodu lądują oni dwie klasy rozgrywkowe alarmująco często. Iwan to jaskrawy przykład - dziś wypełnia pomoc Górnika bardzo dobrze, wiosnę zaś spędził w Garbarni Kraków. Liga w istocie jest wyrównana ;)

Śląsk trafił na wyjątkowo dobrze dysponowanych gospodarzy. Spahić nie dawał rady Nakoulmie, a jego zmiennik Mraz dał się ograć Nowakowi przy golu nr 4. Swoje trafienie wrocławianie zdobyli w zasadzie wbrew wydarzeniom na boisku, gdzie Górnik atakował od samego początku. Potem było podobnie, kontrolę nad meczem uzyskiwali tylko na chwilę, często strzelając z daleko - Skorupski był jednak bezbłędny. I chyba brakowało ruchu z przodu, skoro zwycięski Górnik 6 razy był łapany na spalonym, a Śląsk ani razu(można łatwo zaatakować to myślenie, ale co tam;)).

Więcej się też spodziewałem po Sobocie, który zawsze na Roosevelta ma kapitalnie ułożoną nogę, strzelał tu już w barwach Kluczborka. Ale ani on, ani jego koledzy z niesłabej jak na E-klasę pomocy nie stwarzali zbyt wielu sytuacji Gikiewiczowi. Myślę sobie, że i tak zagrali lepiej niż w jedynym meczu, jaki miałem okazję oglądać - z Koroną Kielce, gdzie mimo przewagi dwóch zawodników pokazali się z jak najgorszej strony. A może na formę Śląska miał wpływ mecz pucharowy w środku tygodnia? Wszak aż 8 piłkarzy, którzy rozpoczęli mecz przeciwko Bełchatowowi także znalazło miejsce w '11' na Górnik... Zawsze to jakaś wymówka, bo w istocie od 60 minuty z akcji na akcję goście wyglądali co raz gorzej.

Co dalej? Zewsząd słychać głosy o ambicjach Górnika. Że puchary, że podium, że mistrz(!!). Spokojnie. Póki co mamy szósta kolejkę, o ostatecznych rozstrzygnięciach ciężko mówić w kontekście sezonu przedzielonego dwumiesięczną przerwą. To raz. Dwa, zabrzanom przyjdzie się zmierzyć z nie ze słabszymi drużynami, ale z mianem faworyta kilku najbliższych spotkań(wbrew pozorom to się od siebie różni). To zupełnie nowa rola, jaką przyjdzie im odegrać. Jak sobie z tym poradzą? Nie wiem czy kiedykolwiek użyłem takiego określenia, ale - nastały intrygujące czasy dla biało-niebiesko-czerwonych i lepiej się nimi cieszyć, póki są. Mam nadzieję, że nikt nie będzie pompował jakiegoś dziwnego balonika, który szybko pęknie. Aczkolwiek poczucie, iż nawet jeden stracony gol nie zniechęca piłkarzy Nawałki(tak jak w poprzednich latach), jest naprawdę budujący. I co by nie mówić, mecze na Roosevelta do tej pory nie zawodzą!

sobota, 29 września 2012

Mancio

Rozczarowanie, frustracja i zaniepokojenie zawładnęły w ostatnim czasie Manchesterem City. Cztery spotkania bez zwycięstwa w wszystkich rozgrywkach, 16 straconych goli od początku sezonu(włącznie z Tarczą Dobroczynności),wciąż brak choćby jednego czystego konta oraz kompromitujące odpadnięcie z Capital One Cup... zalążek kryzysu? Nie jestem przekonany, aby słowo "kryzys" pasowało do startu sezonu, wolę więc mówić o wielu niesprzyjających okolicznościach związanych z przygotowaniami do kampanii 2012/13.

Wiele z tych niedogodności wspomniałem już we wpisie po porażce w Madrycie. Dodałbym do tego również eksperymenty Manciniego, związane z implementacją ustawienia 3-5-2 na stałe do taktycznego repertuaru The Citizens. Im gorsze będą wyniki, tym pytania o zasadność zmiany ustawienia będą co raz głośniejsze, gdyż póki co jednoznacznego argumentu pro nie widzieliśmy. 

O transferach też była mowa. Każdy słabszy mecz Maicona, czy to wynikający z formy, czy z pomyłki Manciniego(tj. wystawianie Brazylijczyka na zdecydowanie szybszych od niego piłkarzy) także będzie skutkował wątpliwościami, czy to był zasadny transfer, no i kiedy w końcu na boisku zobaczymy Richardsa? Identycznie ze Scottem Sinclairem, będącym jeszcze w cieniu rajdów Adama Johnsona. Garcia pokazał, że więcej da drużynie z przodu, ale nie jest jasne, czy charakterem zbliży się do Nigela de Jonga. Danny Pugsley nazwał sierpień i wrzesień właściwym presezonem dla zintegrowanego w końcu składu. Widząc, jak układanka The Citizens nie pasuje do siebie tak jak w analogicznym okresie poprzedniego sezonu, nietrudno zgodzić się z tą opinią.

Gabby i Kolo CoC

Remis z Arsenalem mocno podkopał wiarę w niezniszczalność twierdzy Etihad, podobnie jak wcześniej zrobiły to gole strzelane przez QPR czy Southampton. Gdy w grudniu zeszłego roku City grało z Arsenalem, ten prezentował się w mojej ocenie lepiej, stworzył więcej sytuacji, nie pozwalając sobie na dominację gospodarzy, taką jak miała miejsce po starcie drugiej połowy. Oczywiście, piłkarze Manciniego nie zachwycili, skoro taki Gervinho miał przynajmniej dwie bardzo dobre sytuacje(na szczęście obie spartaczył), to samo Cazorla, bo to po jego strzale padł rzut rożny i gol, bardzo szczęśliwy, Kościelnego. I znów, jak mantra, zabrakło drugiego gola aby dobić rywali, zamiast tego błąd czy pech w defensywie i remis, mimo szans na zwycięstwo(sytuacja Aguero). Nie potrafię tego rezultatu wytłumaczyć, ponieważ nie był to znów taki zły mecz City jak można było przeczytać z relacji na gorąco. Wydawało się, iż zapowiada poprawę, a nie regres. Jednak przyszedł wtorek...

Porażka z Aston Villą powinna być solidnym kopem w tyłek dla całego klubu - znów City odpadają z Pucharu Ligi po 'pierwszej' rundzie(dwa lata temu z West Brom, cztery lata temu z Brighton), co tylko dwa sezonu temu przyniosło sukces w drugim z angielskich pucharów. No i cholera, Aston Villa? Ich bilans z City jest bardzo słabiutki, sezon zaczęli też bez fajerwerków(dostać 4:1 od Southampton?), a tu Manciniemu nie pozostaje nic innego powiedzieć po meczu jak They deserved to win? Żenujące. Może to i lepiej, że tego spotkania nigdzie nie da się zobaczyć, bo prawdopodobnie powodów do zmartwień(jak chociażby to, co grali zawodnicy najbliżsi pierwszej '11', czy aspirująca doń młodzież) miałbym jeszcze więcej.

Wieńczącym wrzesień spotkaniem będzie starcie z Fulham, gdzie sezon wcześniej Aguero strzelił dwa gole, w tym jednego z moich ulubionych(na 2:0, jego fragment można zobaczyć tutaj). Jutro zaś City staną naprzeciw osłabionemu zespołowi z Londynu - nie wystąpi Berbatow, co z pewnością pokrzyżuje The Cottagers plany utrzymania bardzo dobrej formy na swoim stadionie, na którym ostatni raz przegrali w marcu. Obecną kampanię też zaczęli pozytywnie, zgromili Norwich i WBA oraz wygrali na niełatwym(choć pustawym...) terenie w Wigan. Wiele wskazuje na to, że w żadnym wypadku nie będzie to łatwy mecz: piłkarze Jola poważnie nastraszyli United, a City nie prezentują stylu laga na Carrolla, aby myśleć o zwycięstwie nad The Cottagers w stylu West Hamu. Jak zawsze z Fulham co sezon zdobywamy 4 punkty, na zmianę remisując i wygrywając u siebie bądź na wyjeździe. Według tej zasady jutro The Citizens powinni zejść z boiska z trzema punktami, ale cóż, nie ufamy już im tak jak wcześniej, prawda? Patrząc na waleczny środek pola gospodarzy i względnie dobry wynik defensywy bliżej mi do obaw o wynik, niż nawet do ostrożnego optymizmu chociażby.

Marzę jednak o czystym koncie i pewnym zwycięstwie, które pozwoli odbudować przed najbliższymi wyzwaniami. Wszak w środę na Etihad Stadium przyjedzie polska kolonia z BVB, a potem Sunderland, co będzie miało miejsce tuż przed przerwą reprezentacyjną. Oba te spotkania The Citizens muszą wygrać(szczególnie w Lidze Mistrzów!), by przypadkiem nie narobić sobie zbyt wielu klopotów na starcie sezonu. Bo jak widać i tak ich nie Roberto Manciniemu nie brakuje.

PS Tak na marginesie, fanpage bloga jest cały czas aktywny, staram się aktualizować w dniu meczów, zachęcam więc do polubienia i gorących dyskusji. Jeśli czegoś nie ma na blogu, to pewnie właśnie napisałem o tym na fejsie. Do przeczytania :)

środa, 19 września 2012

Niegdysiejsze ostrzeżenie Juanito skierowane do piłkarzy Interu Mediolan z całą mocą znów objawiło się gościom stadionu Królewskich. Od pierwszych, nerwowych minut i dominację gospodarzy, aż po tą decydującą 90 minutę, kiedy Cristiano Ronaldo oszukał Kompany’ego z Hartem i zdobył zwycięską dla Realu bramkę. Liga Mistrzów w najlepszym wydaniu, niestety znów dla The Citizens okazuje się bolesnym doświadczeniem, choć z perspektywy kibicowskiej nie jest tak źle, jak pozory wskazują.

SzalikiAlex Livesey/Getty Images Europe

Usłyszeć Blue Moon na Santiago Bernabeu, jednej z najważniejszych aren piłki nożnej na świecie, to dla mnie i jak rzeszy kibiców City rzecz wprost niesamowita. Wśród wielu dało się wyczuć dominujące wspomnienia sprzed lat czternastu – mecz z Chesterfield z 19 września, rozegrany w ramach angielskiej trzeciej ligi(wówczas było to Division Two). Jak wiele się zmieniło? Jak daleko klub zaszedł, że jego kibice mają okazję po golu Edina Dżeko zaintonować genialną nutę We never win at home and we never win away? Ale już nie z powodu Typical City, czy nadziei, która zabija, albo z rozpaczy, z którą nauczyli się żyć. Ich(nasz) świat zmienił się nieprawdopodobnie, wciąż zadziwia takimi wielkimi wydarzeniami, jak dziś i wspaniale, że bezwzględnie w parze z pamięcią o historii.

Mecz

Odstawiając emocje na bok nie można pochwalić wszystkich piłkarzy City za występ. Mancini postawił na stare ustawienie City, z trójkątem dwóch holding midfielderów(Barry co raz bliżej regularnych występów, Javi Garcia szybko zapełnia dziurę po de Jongu) + Yaya Toure przed nimi, a nie jak sugerował realizator transmisji 4-1-4-1. Zresztą, w pierwszym minutach wysokiego pressingu City wyraźnie było widać romb składający się z Nasriego, Silvy, Teveza i Toure właśnie. Sporym zaskoczeniem był debiut – udany poza golem na 2:2 – Nastasicia. Na prawej obronie zatrzymać Ronaldo miał Maicon. Wiadomo, ma już najlepsze lata za sobą, ale mimo tego nie spodziewałbym się, aby Zabaleta poradziłby sobie lepiej.

Mourinho także postawił na debiutanta – Varane(tj. to był jego pierwszy mecz w sezonie), zrezygnował z Sergio Ramosa i Mesuta Ozila, za którego niespodziewanie w pierwszym składzie wybiegł Essien. Na papierze wszystko wskazywało na zaryglowany środek pola i istotnie tak było, ale tylko dla City. Pierwsze pól godziny grał tylko Real,  szybszy w każdym elemencie gry, w dodatku bezbłędny, no poza strzałami na bramkę bronione przez Harta.

CR7 i VK4
Alex Livesey/Getty Images Europe

Agresywność Królewskich zamknęła City na własnej połowie i te Juanitowskie 90 minut zaczęło się niebezpiecznie i bardzo boleśnie rozciągać z każdym kolejnym uderzeniem Ronaldo czy Marcelo. Dopiero w okolicach trzeciego kwadransa podopieczni Manciniego otrząsnęli się i wymienili kilka podań, jednak to marne pocieszenie, gdyż nie oddali ani jednego uderzenia w światło bramki Casillasa. Tevez nie dawał rady być skutecznym odgrywającym, a przy tak zagęszczonym środku pola i agresywnej grze potrzeba dokładność podań była ważniejsza niż kiedykolwiek. Wtem zszedł Nasri i lewa flanka City zyskała nowego obrońcę w postaci Kolarowa(ćwierknąłem o niepewności tej zmiany, bo przy szybkich graczach Realu Aleks mógłby szybko złapać głupie kartki). Jakoś udało się przetrwać do przerwy, głównie dzięki Hartowi.

Po wznowieniu mecz wreszcie się wyrównał – The Citizens udało się przenieść ciężar gry bliżej środka pola, częściej dochodziło do sensownych wymian kilkunastu podań, choć Real wciąż był bardzo groźny. Mancini decyduje się wprowadzić Dżeko za Silvę, w mojej opinii słusznie, David wciąż jest bez formy, w obronie dawał niewiele, w ataku za wiele za to się nie działo. Edin szybko pokazał, na co go stać, perfekcyjnie wykończył podanie Toure, a wcześniej zażartą walkę Teveza o utrzymanie się przy futbolówce. To było jak sen, Real przez chwilę wyglądał jak City w spotkaniach tego sezonu i sprzed dwóch lat, miażdżąca przewaga, jeden błąd, brak koncentracji i trzeba odrabiać straty. Game on!

Od 70 minuty co raz bardziej było widać jak mocno wystawiona na ataki jest prawa strona defensywy Obywateli. Doskonale ilustruje to grafika przedstawiona przez Zonal Marking(po zmianie Nasriego). Dość powiedzieć, że dwa gole Realu padły po atakach lewym skrzydłem. Dość powiedzieć, że operowali na nim Ronaldo i Marcelo, a mimo to zabrakło tam odpowiedniej asekuracji. Być może wina w tym Manciniego, być może po golu Kolarowa wprowadziłby Zabaletę np. za Teveza, ale wcześniejszy o 10 minut uraz Maicona to uniemożliwił(Brazylijczyk wraz z Samirem nie są pewniakami do występu z Arsenalem, to tak na marginesie). Bez wątpienia Mancini chciał ten mecz wygrać, gdy tylko nadarzyła się okazja. Real Madryt postawił bardzo trudne warunki, ale mimo wszystko nie usprawiedliwia to Roberto od błędu z odpuszczeniem prawej obrony. Szkoda. Hejterzy Bobby'ego mają używanie :)

Z drugiej strony, Kompany’emu sporo brakowało do poziomu, który zwykle reprezentuje – nie mogę zrozumieć, dlaczego uchylił się od strzału Ronaldo? Hart oczywiście mógł to wybronić, ale ten brak ruchu Vincenta spowodował zawahanie na ułamek sekundy, który okazał się być decydującym. Cały blok defensywny utracił koncentrację chociażby z końcówki sezonu(derby, mecz z Newcastle, etc.) i to jest problemem toczący City od startu rozgrywek, nie tylko na tle tak mocnego rywala jak Real. Co do gola Benzemy – wielu mówi, że Hart powinien to wyjąć, dla mnie ta sytuacja przypomina gola Toure z Tarczy Wspólnoty. Jeśli uderzysz piłkę dostatecznie mocno po ziemi w krótki róg, to nie ma szans na obronę. Bramkarz musi przenieść całe swoje ciało i mieć nadzieję na to, że sięgnie palcami futbolówkę, a tu strzał Francuza był idealny. Bardziej mnie irytowały wybicia Harta, które były niecelne i pokazywały, jak momentami The Citizens byli bezradni.

Na tę chwilę w formie do gry na najwyższym poziomie jest zaledwie kilku zawodników – Yaya, Tevez, Dżeko, Clichy i Javi Garcia(świetnie się wprowadził, a będzie jeszcze lepiej), ewentualnie jeszcze Kolarow i Nastasić(czy wystąpi w lidze? Mancini zwykł odstawiać Lescotta na mecze Champions League, aby po niego sięgać w Premier League), reszta ma przed sobą albo rekonwalescencję, albo dłuższą drogą do optymalnej formy. Jest nad czym pracować, skoro wciąż czekamy na czyste konto w tym sezonie!

Po meczu

Ilustrując jeszcze raz i nie bez powodu drugi akapit, polecam sięgnąć po dwa wpisy, choć napisane przed pierwszym gwizdkiem - Jacka Sheldona oraz Simona Curtisa(jednego z najlepszych blogerów piszących o City, świetnie czującym klimaty kiedyś i dziś), które doskonale ilustrują, dlaczego mimo porażki wyjazd do Madrytu to fantastyczna sprawa. Są jednak przeciwnicy, podchodzący do sprawie racjonalnie: David Mooney, autor Blue Moon Live Podcast kwestionuje Pride in Battle i domaga się zwycięstw, a nie jedynie uczestnictwa. Od strony taktycznej jak zawsze polecam analizę Zonal Marking i dość zaskakujący tekst o Mourinho, który zdaniem autora wielkim strategiem nie jest. A na deser historyczne zdjęcie i pomeczowa reakcja wściekłego Joe Harta.

Przed meczem
Alex Livesey/Getty Images Europe

PS Wyjazdowo-europejskie stroje City są genialne :)

poniedziałek, 17 września 2012

Górnik Zabrze wciąż bez porażki, a Legia nadal od powrotu Zabrza do Ekstraklasy nie potrafi wygrać na Roosevelta. Co to był wczoraj za mecz! Czekaliśmy na ligową piłkę ponad cztery miesiące i choć zwycięstwo z Legią było bardzo realne, to trudno powiedzieć, abyśmy byli niezadowoleni z takiego startu.

kibice na Legii

Mecz z Legią udowodnił jedno z podstawowych prawideł rządzących polskim futbolem – jeśli jesteś dostatecznie zdeterminowany i nie odpuszczasz do ostatniej minuty meczu, to nawet gorsze umiejętności techniczne nie powinny zabrać ci punków. Zdaję sobie sprawę, jak nasza piłka ligowa wygląda(uwaga, banały!): rwana gra, częste straty po trzecim, czwartym podaniu, ‘gorące głowy’ w polu karnym, brak klasowych rozgrywających, a związku z tym często brak pomysłu na grę ofensywną, czy zwyczajne lenistwo ligowców(plus kiepskie sędziowanie…). Adamowi Nawałce udało się wyrwać z korzeniami tę ostatnią wadę, dzięki czemu Górnik jest zdeterminowany, groźny i z charakterem gra do końca spotkania. I co najważniejsze, potrafi odwrócić jego losy, co w poprzednich sezonach było rzadkością. Ten styl prowadzenia zespołu(trochę więcej o nim można przeczytać tutaj) plus średnia jakość piłkarska zawodników w zasadzie gwarantuje Górnikowi środek tabeli(realistycznie), a przy kolejnym sezonie pt. nikt nie chce mistrza, to i puchary są w zasięgu. Jednak pod żadnym pozorem nie napalałbym się na nie, gwoli ścisłości.

Legia niczym specjalnym nie zachwyciła. Jak na kandydata do mistrzostwa, to pokazała niewiele dobrej gry i prawdopodobnie, gdyby Łukasz Skorupski nie miał fatalnego dnia, to Wojskowi wyjechaliby ze Śląska z niczym.  Wynik był efektem ich minimalizmu, bo jak inaczej rozumieć zachowanie Kuciaka, który w okolicach 35. minuty spotkania gra na czas? Legioniści po pierwszym prezencie Łukasza przez 10-15 minut mieli problemy z wyjściem z własnej połowy. Z trybun wówczas ciskano gromy – tyle sytuacji Górnicy zmarnowali, a tu zabrakło kilkanaście centymetrów, a tam zaś zła decyzja w polu karnym niweczyła obiecującą akcję. Górnik nie przeważał oczywiście pełne 90 minut, ale miał inicjatywę i wolę walki, co wystarczyło, aby ograbić z punktów ‘kandydata do mistrza’.

Wynik z Legią

Szkoda, że mimo wywalczonego remisu nie można nie wspomnieć o dwóch poważnych problemach, mocno związanych z finansami klubu. Mam na myśli oczywiście na myśli postawię Nakoulmy i Skorupskiego. Obaj byli gorącymi ‘towarami’ na piłkarskiej giełdzie, obaj zawiedli w niedzielę. Sytuacja Prezesa jest zła – stracił część okresu przygotowawczego, nie został sprzedany tak jak zakładano i w związku z tym jest dylemat: jak ma się odbudować? Gra przeciętnie, z Legią notował sporo strat i złych wyborów w kluczowych momentach. co może odstraszać potencjalnych kupców, ale innej drogi' tj. poprzez regularne występy, nie ma. Posadzenie go na ławce(czy zesłanie do ME) na dłuższy czas nie ma sensu. Jednak jeden mecz odpoczynku(w jego miejsce naturalnie wejdzie Oziębała, który swoje z Legią zrobił perfekcyjnie) chyba nie zaszkodzi. Z Widzewem i tak punktów nie będzie :), patrząc na historię występów Górnika w Łodzi(ostatnie 3 mecze to 3 porażki, bramki 0:9, jedną z nich strzelił nawet Oziębała).

Co do Łukasza, zaliczył kiepski występ z Rosją w kadrze młodzieżowej, a Legii podarował dwa gole. Ma wprawdzie rację Adam Nawałka mówiąc, że przy bramce Furmana obrona pokpiła sprawę, ale i tak to było do wyjęcia. Oby te błędy nie wpłynęły źle na Łukasza i jego niewątpliwy talent - pogłoski o zainteresowaniu klubów zachodnich nie były na wyrost. Z wypowiedzi Nawałki po meczu wnioskuję, iż żadnej zmiany między słupkami nie będzie i Skorupski dostanie szansę na rehabilitację. Czy słusznie, przekonamy się za tydzień w Łodzi.

Tęskniłem za meczami na Roosevelta. Brakowało mi atmosfery i emocji związanych z meczami i cholera, nie zawiodłem się. Zabrzanie dali z siebie wszystko, utarli nosa największemu rywalowi spoza Śląska i wlali sporo optymizmu w serca kibiców. Gol kapitana, swoją droga cały blok defensywny zagrał bardzo solidnie, a asysta młodego Konrada Nowaka cieszy jeszcze mocniej. Optymizmu więc nie brakuje, na przekór temu, iż napisałem o porażce w Łodzi. Na słabsze wyniki jest remedium wystarczy spojrzeć na zapowiedź jeszcze lepszych czasów - rosnące nowe trybuny :)

piątek, 31 sierpnia 2012

Manchester City niespodziewanie wraz z całą angielską piłką aktywnie wkroczył w ostatnie godziny zamykającego się okienka transferowego. Pamiętam jak to wyglądało rok i dwa lata temu - w gruncie rzeczy mogłem zrobić popkorn, odpalić twittera wraz z naręczem stron aktualizowanych 'na żywo' i cieszyć się wielkim show, serwowanym przez dziennikarzy, kibiców, Sky sources i niezmordowanych agentów ITK.

Ten 31 dzień sierpnia będzie inny - w tej chwili oficjalnie dwa transfery doszły do skutku. Niestety, Nigel de Jong kontraktu z City nie przedłużył i został sprzedany do AC Milanu, a drugiej strony Scott Sinclair w końcu zagościł na Etihad, aby zastąpić niedawno sprzedanego do Sunderlandu Adama Johnsona. Dodać można jeszcze właśnie potwierdzone zatrudnienie Richarda Wrighta, 34letniego golkipera, ale umówmy się, że będzie to tylko trzeci bramkarz. Identycznę funkcję pełnił Stuart Taylor, zwolniony na początku lata.

O każdym z ubytków i nabytków City więcej napiszę w najbliższym czasie.

16:34 Oficjalna strona Interu Mediolan życzy buona fortuna Maiconowi, co pieczętuje jego transfer na Etihad Stadium. Potwierdzenia ze strony City jeszcze brak. Swoją drogą, kilka dni temu mignęła mi wypowiedź Manciniego, jakoby brazylijski RWB nie był w polu jego zainteresowań, hmm...

16:48 Najczęściej pojawiające się nazwiska w temacie "in", oprócz wyżej już pozyskanych, to Javi Garcia(Benfica) oraz Matija Nastasić(Fiorentina). Z tym drugim wiąże się odejście w rozliczeniu Savicia. Nie będziemy po nim płakać, prawda? W drugą stronę od dwóch dni mówi się o odejściu na wypożyczenie(?1) Santa Cruza do Malagi... A i szybko padła plotka o M'Vili, przynajmniej wg dziennikarza BBC.

17:00 Obraz mówi więcej, niż tysiąc słów. Oficjalnie Maicon w City.

Maicon

18:00 Zdaje się, że wszyscy poszli na kolację, bo wszystko przycichło. Warto wspomnieć o tym, iż kilka źródeł rzuciło niusa, jakoby Manchester City doszedł do porozumienia z Benficą w sprawie transferu Javiego Garcii, ale rozstrzał odstępnego jest spory, od 14 do 24 milionów funtów. A Stefan Savić został zauważony we Florencji i raczej nie chodzi o o wakacje(źródło dość mgliste, fani Violi z Indonezji? WTF, ale co tam).

19:58 Have no fear, nie zniknąłem oglądać Ekstraklasę, zwyczajnie tak jak wszyscy czekam na mniej bądź bardziej konkretne wieści. Wiadomo, że okno transferowe we Włoszech się skończyło o 19 i brak jakichkolwiek doniesień w sprawie Nastisicia - oczywiście może on dołączyć do City, ale Savić, jeśli nie dopełniono papierkowej roboty, Fiorentiny nie zasili. Z innej beczki - za Maicona City dało jakieś 3 mln funtów, czyli pieniądze za de Jonga(czytałem o 5 mln euro) pozostały w Mediolanie ;-) Czekamy na jakikolwiek sygnał w sprawie porozumienia z Benficą.

20:43 Niby Superpuchar Europy, ale to ruch Roque Santa Cruza do Malagi i półroczne wypożyczenie Dedrycka Boyaty do Twente są teraz najważniejsze! RSC przeszedł testy medyczne, także teraz się go w Hiszpanii nie wyprą... no i być może paru lekarzy straci uprawnienia, ale co tam :)

22:41 Nastasić oficjalnie w City, w drugą stronę powędrował Stefan Savić - czekali na to potwierdzenie do ostatniego gwizdka Superpucharu? :)

Swoją drogą, najgłupsze plotki jakie przemknęły mi dziś przed nosem, to wymysł jednak z ITK - CR7 do City za jakieś 110 milionów, rano ktoś rzucił plotkę na temat Davida Villi, a po transferze Maicona - wypożyczenie Richardsa do Newcastle.

23:45 Kwadrans do pozornego końca tego cyrku :) czekamy na potwierdzenie Garcii(czyżby tylko testy medyczne, ostatni podpis i już?)! W temacie Hiszpanów znacznie wcześniej dokonał się inny transfer związany z MCFC - Javier Garrido trafił do Norwich na wypożyczenie. No i byłbym, cholera, zapomniał. Joseph Joey Joe Barton, jeden z najwspanialszych wychowanków angielskich boisk, nie pomoże The Citizens w obronie tytułu mistrzowskiego, gdyż zdradził ojczyznę i uciekł na roczną emigrację do Marsylii. Niech Nietzsche będzie z tobą, Joey.

23:57 Trzy minuty!

0:00 KONIEC OKIENKA! Choć nic to nie oznacza, bo Javi Garcia wciąż może zostać piłkarzem City. O ile nikt nie spartolił papierkowej roboty, to pewnie w ciągu kilku godzin zobaczymy kolejną uśmiechniętą buźkę na oficjalce Manchesteru City. Stąd też przed ostatecznym podsumowaniem transferów poczekam do "jutra".

Na tę chwilę skład City prezentuje się następująco(update będzie w razie konieczności):

Bramka: Hart, Pantilimon, Wright

Obrona: Richards, Lescott, Kompany, Maicon, Kolarow, Zabaleta, Clichy, Kolo Toure, Nastasić

Pomoc: Rodwell, Yaya Toure, Silva, Nasri, Milner, Sinclair, Barry, Javi Garcia Razak, Suarez

Atak: Aguerooo, Dżeko, Tevez, Balotelli, Guidetti

10:40 Wystarczyło poczekać jakieś 40 minut po zamknięciu okienka, aby uświadczyć nowy nabytek potwierdzony już oficjalnie - witamy Javiego Garcię w Manchesterze City! A co najważniejsze, piłkarz ten okazał się tak drogi, jak przypuszczano - Guardian podaje £15,8 mln, a nie 24 bańki, jak się spekulowało wcześniej.

środa, 29 sierpnia 2012

Nowy selekcjoner reprezentacji Polski, po przetestowaniu ekipy Smudy z Estonią, wziął sprawy w swoje ręce i wysłał autorskie powołania do kadry, znacząco zmieniając skład, jaki znamy z Mistrzostw Europy. Sprawą najciekawszą dla mnie nie są jednak same nazwiska wybranych, ale lista rezerwowa, na której znalazł się napastnik Górnika, Arek Milik.

Zdawałoby się, że dołączenie Milika do grupy zawodników "w razie W" to na dobrą sprawę błahostka. Naturalnie, jeśli piłkarz ze średnią goli 0,25 na mecz w Ekstraklasie jest o kontuzję od bardzo realnej szansy gry w pierwszej kadrze Polski, to dużo to mówi o nędzy, jaka panuje wśród napastników znad Wisły. Mozna mówić także o naturalnym przejściu Milika z druzyn młodziezowych do dorosłej piłki oraz o względnie odważnym ruchu Fornalika, świadczącym o tym, iż snajper Górnika jest w jego przyszłych planach. Czy jednak nie za wcześnie? 

Arkadiusz dopiero co uporał się ze strzelecką niemocą - pierwsze gole w E-klasie zdobył dopiero 1 kwietnia przeciwko Koronie Kielce. Adam Nawałka wykazał się niesłychaną jak na polskie warunki cierpliwością wobec Milika. Do rzeczonego meczu z Koroną grał bardzo przeciętnie, rzadko kiedy pokazywał, dlaczego trener na dobrą sprawę na niego stawia. W Zabrzu na dokładkę bezmyślnie zarzucono młodego bezsensowną łatką "nowego Lubańskiego", tak jakby debiut w Ekstraklasie w wieku 17 wiosen nie był dostatecznie stresujący. Milik broni się - tak wynika z wypowiedzi Adama Nawałki, postawą na treningach no i obecną forma strzelecką(3 gole w 3 meczach, choć ten karny z Flotą to tak na pocieszenie), ale czy piłkarsko jest gotów na skok o poziom wyżej? Temat reprezentacji naturalnie wiąże się też z potencjalnym transferem, oczywiście zagranicznym. Tu mam stanowisko identyczne jak z kadrą - za wcześnie na takie ruchy. Dla dobra swojego oraz finansów Górnika Arek powinien najbliższy sezon spędzić na Roosevelta. Pośpiech w tej materii, związany z możliwym powołaniem, może mu złamać/zahamować karierę, jeśli wybór klubu będzie pochopny i nietrafiony. Coś mi jednak mówi, że Adam Nawałka będzie mógł sobie zapisać Arka do swojego cv jako spory sukces szkoleniowy.

Innym problemem jest to, w jakiej sytuacji znajduje się Waldemar Fornalik i reprezentacja. Bo powiedzieć o niej, że nie ma czasu na zgranie i eksperymenty, to nie powiedzieć nic - eliminacje zaczynają się pełną gębą(Czarnogóra też ma swój remis na Wembley, wprawdzie nie zwycięski, ale i tak łatwo nie będzie;)), zespół budowany jest bezwzględnie na teraz, na wynik. Brzmi to banalnie głupio, jednak strata punktów w zasadzie ustawi całe eliminacje. Trudno mi w takiej sytuacji sobie wyobrazić, że w razie urazu np. Saganowskiego(czy nie dajcie bogi, Lewandowskiego) Milik wchodzi na boisko i ma dla Polski wygrać mecz. Dla młodego, choć bardzo utalentowanego piłkarza to przecież ogromna presja, a ewentualne niepowodzenie może się odbijać przez jakiś czas. Chciałbym, aby rezerwa Milika oznaczała ze strony Formalika coś w rodzaju "zauważyłem cię, oby tak dalej" niż jakiekolwiek oczekiwanie, że Milik rozwiąże posuchę w napadzie reprezentacji, mimo iż tak mocno nam ona doskwiera.

Główną moją obawę jest więc to, aby uniknąć nadmiernego hype'u na Arkadiusza Milika. To młody(faktycznie młody, a nie po dwudziestce...), ciężko pracujący i perspektywiczny napastnik, ale jego karierę trzeba planować ostrożnie. I choć przypuszczam, że kilku skautów z klubów Bundesligi ma Milika w swoich notesach, to wolałbym, żebyśmy cieszyli się jego grą co najmniej sezon i dali mu należne wsparcie, ale nie przesadzali z jego promocją. Niech zbyt szybko nie uwierzy, że jest zdobył świat, bo ten może mu za pyszałkowatość boleśnie odpłacić.

sobota, 11 sierpnia 2012

Bez zbędnych wstępów - mała ściąga dla tych, którzy preseasonu City nie oglądali, a chcieliby się czegoś dowiedzieć przed Tarczą Wspólnoty. Jedziemy:

1. Najważniejszą innowacją testowaną przez Manciniego jest ustawienie z trzema środkowymi obrońcami. Być może pamiętacie, bo nie jest to taka zupełna nowość, z trójką z tyłu Mancini wygrał drugą połowę z United w FA Cup i zremisował 2:2 w Pucharze Ligi z Liverpoolem, nie jest to więc taka zupełna nowość, ale tym razem Włoch szykuje poważniejszą zmianę. Jakie wg mnie będą prawdopodobne implikacje tego posunięcia:

a. Zakup jeszcze jednego środkowego obrońcy – wiadomo, na tę chwilę na celowniku City jest Daniel Agger, jednak 27 milionów które zawołał Liverpool, to gruba przesada.

b. Potencjalnie więcej szans dla Adama Johnsona. Mancini testował Anglika na pozycji cofniętego prawego pomocnika przez większość preseason. Wyszło nieźle, jak sądzę. Adam w razie czego będzie rywalizował z Zabaletą, Richardsem i Minerem na tej pozycji. Dwóch pierwszych może grać jeszcze na środku defensywy(patrz ewentualny transfer nowego obrońcy), ponadto Micah po IO później wejdzie w sezon. Swoją drogą, jeśli nie dojdzie do transferu Johnsona, to ten sezon będzie decydujący w sprawie jego kariery na Etihad.

c. Z taktycznego punktu widzenia oznacza to również więcej ekscytujących rajdów i wejść w pole karne jednego z trójki obrońców. Bardzo mi takich akcji w City brakuje ;)

d. Wydaje mi się, że Mancini zauważył korzyści płynące z gry trójką przeciwko silnym rywalom i to ustawienie może się świetnie sprawdzić np. w Lidze Mistrzów przeciwko najsilniejszym z pierwszego koszyka(Real, Barca, Bayern), albo w Capital One Cup(cudny skrót), w którym będą grać rezerwowi.

e, Postawiłbym swoje pieniądze na to, iż trojkę z tyłu zobaczymy podczas tarczy Wspólnoty. Znaczy się Wy zobaczycie, ja w tym czasie będę moczył nogi w Zalewie Szczecińskim :)

PantiLintao Zhang/Getty Images AsiaPac

2. Nie rozumiem jakim prawem, nawet w składzie na preseason, w barwach City występują tacy piłkarze jak Scapuzzi czy drugi z synów Manciniego. Zapchajdziury powinny grać w rezerwach, choć rozumiem, że pierwszy skład wymagał uzupełnienia z powodu Euro 2012, ale że takimi ogórkami?! Oby tylko obaj Włosi nie powąchali nawet przypadkiem ławki w sezonie właściwym.

3. Z atakiem Mancini nie będzie miał bólu głowy – Robin van Persie do City nie trafi(fantastyczna wieść!), Balotelli odpoczywa po Euro, zostają Tevez, Agueroooooo i wracający po kontuzji Edin Dżeko. Grać będą Argentyńczycy(Kun jest w wybornej formie), z czego ten drugi wygląda lepiej. Carlito nawet w sparingach miewał problemy z podejmowaniem właściwych decyzji na boisku. Tak jak i poza nim, hehe…

4. W związku z punktem numer cztery i absencją Johna Guidettiego, moje marzenia o tym, iż Szwed odegra jakąś rolę w tym sezonie na Etihad są równie realne, jak Liverpool zdobywający tytuł Premier League pod Kennym Dalglishem.

5. Gdyby nie niepodważalna rola nr Joe Harta, to w tej chwili pisałbym o Pantilimonie, który świetnymi interwencjami powinien powalczyć o miejsce między słupkami bramki The Citizens. Ale nie napiszę, gdyż jedyne szanse wielkiego Rumuna to kontuzja Harta albo Puchar Ligi, niestety.

6. Wśród młodych piłkarzy City dwa nazwiska zasługują na uwagę – Denis Suarez i Abdul Razak. Reszta niczym nie zachwyciła. Razak poczynił postępy(gra holding midfieldera) i w krytycznych sytuacjach, takich jak urazy podstawowych graczy i np. Puchar Narodów Afryki, który zabierze Toure, będzie pierwszym z młokosów do wskoczenia na murawę. Co do Suareza, z pewnością jest to spory talent(porównuje się go do Silvy) i myślę, że kilka występów będzie jego udziałem.

7. Wszyscy ci, którzy przeszli pełny preseason, fizycznie wyglądają bardzo dobrze. ciekawe, czy podany przez Manciniego miesiąc/trzy tygodnie w wypadku zawodników powracających z Euro 2012 faktycznie będzie przestrzegany. Mówimy przecież o Silvie czy Balotellim...

nasri z oldham
Clint Hughes/Getty Images Europe

8. Parę słów o konflikcie Mancini - Marwood. Roberto ma prawo być zły, iż nie działamy na rynku transferowym. I nie chodzi już tylko o to, że piłkarze do City nie przychodzą - wciąż nie ma potwierdzonego odejścia Adebayora i Santa Cruza, a bez tego nie ma co marzyć o nowych nabytkach(środkowy obrońca, jeśli zdecyduje się grać 3 z tyłu). Jest już prawie połowa sierpnia, a The Citizens nie zrobili żadnego znaczącego ruchu transferowego w żadną stronę(odejście Weissa to pryszcz). Wszystko już jasne - Roberto chce całkowicie przejąć władzę w klubie i wziąć na siebie odpowiedzialność za wszystko. Brain Marwood wyraźnie mu nie pasuje i spodziewam się, że podobnie jak Cook czy Andy Welsh(trener rezerw), w niedługim czasie opuści Etihad. Wszak prognozy Manciniego na najbliższy sezon(United faworytami, City zajmą miejsce 4.) to trochę i podważanie własnych umiejętności, ale też i wywarcie na szefostwu klubu większej presji. Ciekawe, dokąd to zmierza i jaka jest świadomość Manciniego w sprawie Finansowego Fair Play...

To tyle. Miło było coś znowu napisać od dłuższego czasu, zazdroszczę wszystkim, którzy obejrzą mecz o Tarczę Wspólnoty i pierwszą kolejkę Premier League, mi pozostanie śledzić wszystko na społecznościówkach, tam też można mnie będzie odszukać w razie potrzeby.

C'mon City! 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20