niedziela, 16 października 2011

Zdobywanie nawet najcenniejszych punktów za sprawą błędów sędziowskich nigdy nie będzie dla mnie satysfakcjonujące. Może i jestem głupi, może czasem zbyt uczciwy, ale zawsze brzydziłem się takim sposobem. Oczywiście nie mam pretensji do piłkarzy, zwłaszcza Nakoulmy, który wcześniej zmarnował dwie wyśmienite sytuacje i trzecią po prostu musiał zamienić na gola -przecież jest napastnikiem i zagranie ręką nie powinno go zatrzymać. Błąd sędziowski był jednak tak ewidentny, że chce się płakać i po raz kolejny z wyrzutem spojrzeć na oporne powtórkom światowe i europejskie władze piłkarskie.

Bez różnicy, czy punkt się Górnikowi należał, czy też nie - piłkarze Czarnych Koszul mają prawo być wściekli na arbitrów niezdolnych do prawidłowej oceny sytuacji. A to ostatnio zdaje się być plagą boisk Ekstraklasy, co skłania ku myśleniu, iż sędziują naszym drużynom ludzie wybitnie się do tego nie nadający. Po meczu w Warszawie przeczytałem tekst Rafała Steca o już prawie nieżywej korupcji, która prawdopodobnie trzyma się mocniej niż kiedykolwiek, bo działa o wiele subtelniej niż wcześniej. Nie wierzę, iż biedujący Górnik miałby środki, aby opłacić choćby chłopców do podawania piłek, więc nie da się powiedzieć, iż ślepota pana Krztonia i jego asystenta była inspirowana przez zabrzan.

Wracając do spraw czysto piłkarskich, zastanawia mnie dramatyczny spadek formy Michała Gaszparika. Oglądałem go w sobotę i dziś, podczas meczu Młodej Ekstraklasy i jedyne czym zaskoczył to sztuczką techniczną... samego siebie(kilka minut później został zdjęty). Wczoraj podobnie - idiotyczne wejście na plecy Trałki musiało skończyć się rzutem karnym, a poza tym Słowak grał słabo i bez woli walki, czym zmusił Nawałkę do zmiany swoich przyzwyczajeń i przeprowadzenia roszady jeszcze w pierwszej połowie. Brak Jeża doprawdy aż tak źle wpłynął na Michała? Trener Górnika wystawił go w pierwszej '11', gdyż - jak sam twierdzi - Gaszparik przekonał go postawą na treningach, co oznacza, iż uraza(?) po przymusowych(??) testach w Izraelu znikła. A formy jak nie ma, tak nie było.

Szczególnie dziwi stawianie na Słowaka w kontekście umiejętności Nakoulmy. W mojej ocenie jest to obecnie najlepszy piłkarz Górnika obok Kwieka i Skorupskiego i chyba nie stać nas na granie nieopierzonym Milikiem w nagrodę za jego postawę na treningach. Jasne, ogrywanie 17latka jest chwalebne i z pożytkiem dla polskiej piłki. Gorzej z wynikami Górnika, wydaje mi się, że młodzian nie jest gotowy na 90 minut walki w Ekstraklasie i zwyczajnie powinien ustąpić miejsca bardziej doświadczonym zawodnikom. A jeśli koniecznie ma grać ktoś młody/wychowanek, to skłonny byłbym postawić na Sobczaka, który ma już jakieś małe osiągnięcia i występy w pierwszym zespole.

A jak wygląda drużyna? Kiepsko. Po dramacie z Cracovią i sabotażu z Koroną poprawa jest minimalna. Korzystny wynik z Polonią zawdzięczamy słabej postawie Czarnych Koszul, w szczególności obrońcom - nie potrafili trzykrotnie upilnować Nakoulmy i to się w końcu zemściła - oraz Danielowi Sikorskiemu, który fatalnie spudłował będąc sam na sam ze Skorupskim. Swoją drogą pojedynek Bonina, Sikorskiego i Jeża z byłym klubem wypadł blado. To znaczy co do Daniela, to wiadomo. Bonin natomiast nie zachwycił na lewym skrzydle, a Jeż wypadł... ze składu, gdyż doznał urazu podczas rozgrzewki. Nie ma się co nabijać z zawodników, którzy wybrali miejsce pracy stabilne finansowo, ale z tak szalonym właścicielem. Bo i tak na pewno odczuwają konsekwencje swoich decyzji. 

Poza tym fajnie, że Górnik stworzył sobie kilka sytuacji w drugiej połowie, ale na solidniejszych rywali to może nie wystarczyć, bo choć Polonia ma piłkarzy lepszych, to ekipa z nich z wiadomych przyczyn żadna. A przed KSG najważniejszy mecz rundy - Wielkie Derby Sląska z Ruchem, który w tabeli jest wyżej i na tę chwilę może czuć się małym faworytem, nie tylko dlatego, iż przełożył swoje spotkanie Pucharu Polski, a my musimy jechać do zdzierców z Wejherowa. 

Bo kryzys w Górniku Zabrze wciąż jest faktem. Pierwsza połowa na Konwiktorskiej znów pokazała, jak niewiele charakteru prezentują obecnie podopieczni Adama Nawałki. I sam trener jest mniej aktywny przy linii bocznej, wcześniej był gotów w każdej chwili wskoczyć na boisko, teraz jakoś tak spotulniał. Piłkarzom brakuje błysku(kilka dobrych podań Kwieka to za mało, abym zmienił zdanie) i zadziorności, a bez tych cech o korzystny wynik za tydzień będzie bardzo trudno. I nie ma się co odwoływać do starego porzekadła, iż derby rządzą się własnymi prawami - bez charakteru Górnik nic nie wskóra i to już widać po tabeli. 10 punktów w 10 meczach, pozycja numer dwanaście. Stanowczo, stanowczo za nisko jak na nasze oczekiwania. Aczkolwiek nikt już nie próbuje łapać piłki, gdy ta jest jeszcze w polu gry. Znaczy się - jest progres ;-)

Ach i byłbym zapomniał - cieszy powrót na boisko Michała Jończyka. Wypada życzyć zdrowia piłkarzowi, który ostatni mecz rozegrał w listopadzie zeszłego roku.

Ach i jeszcze jedno: wypowiedzi Prejuce'a ani trochę mnie nie rażą. Lepsze to niż przyznanie się, iż szukało się karnego na chama, żeby oszukać, jak to w zeszłym sezonie uczynił Theo Walcott. 

środa, 28 września 2011

Manchester City zasłużenie przegrał z Bayernem Monachium 0:2. I naprawdę, naprawdę chciałbym skupić się wyłącznie na taktycznym planie Manciniego, błędach obrony i klasie Bayernu Monachium, ale jak już pewnie wiecie, o takim wpisie mogę sobie pomarzyć. Wszystko przez Carlosa Teveza i jego odmowę wyjścia na boisko w drugiej połowie, a także pomeczowe komentarze Roberto Manciniego.

FC BayernNa upartego zacznę jednak od spotkania, bo co by nie mówić, pierwsza połowa, szczególnie dwa kwadranse, dowiodły iż Roberto Mancini potrafi zagrać na przekór sobie i ustawić zespół ofensywnie przeciwko rywalowi pod wieloma względami lepszemu. Odwaga w futbolu to rzecz chwalebna, niestety granica pomiędzy nią a niepotrzebnym ryzykiem jest bardzo cienka. Roberto ją przekroczył. Jasne, uwielbiam kiedy Richards i Clichy są bardzo aktywni z przodu(zwłaszcza Anglik miał kilka fajnych wejść), ale ich rajdy zostawiały zbyt dużo miejsca piłkarzom FC Hollywood. Rozumiem założenie: strzelić gola jak najszybciej i przejąć kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Wiele nie brakowało - dwie sytuacja z rzutami karnymi(ten pierwszy bliższy odgwizdaniu imo), sporo dobrych piłek i jeśli nie przewaga, to chociaż wyrównana walka, oczywiście do czasu. Pierwsza bramka pozbawiła mnie wszelkich złudzeń - za słaba defensywa(czy naprawdę musiał grać Kolo Toure?), pozbawiona asekuracji musiała paść. A z nią cały zespół, gdyż w drugiej połowie Bayern grał na luzie, a Błękitni piłkarze miotali się bezradnie w pogoni za piłką.

Mancini - po fakcie zawsze fajnie się mówi - mógł zaryzykować zdrowie Nigela de Jonga i wrócić do nieco defensywniejszego wariantu ustawienia 4-2-3-1, to znaczy tego zastosowanego chociażby w finale Pucharu Anglii, gdzie Yaya był podwieszony za napastnika, obok niego Silva i Nasri(wtedy to był Balotelli), za nimi Barry i de Jong z rzadszymi wypadami bocznych defensorów. Owszem, widowisko wiele by straciło, ale być może udało by się wywieść jeden punkty, tak jak uczyniło to Napoli na Etihad. Zdaje się, że nikt by wówczas nie narzekał.

Na drugą połowę chciałem widzieć dwie zmiany - uszczelnienie środka pola, czyli wprowadzenie de Jonga, oraz zmianą Tevez-Aguero. Holder wszedł dość szybko. Niezadowolenie Dżeko przypominało nieco sytuację z Milnerem w trakcie spotkania z Liverpoolem na Anfield, to znaczy nie wyjdzie z tego nic grubszego, Mancini wyjaśni sobie sprawę z Edinem(niepotrzebnie jednak skrytykował go w mediach) i na tym sprawa się zakończy. A co do Teveza...

Wczoraj stracił ostatni z argumentów na rzecz swojej obecności na Eastlands. Do tej pory każde jego kretyńskie wystąpienia, prośby o transfer i inne mącenie wybaczaliśmy mega profesjonalną postawą na boisku. Nie musiał kochać Manciniego, aby strzelić 24 gole w zeszłym sezonie. Nie potrzebował poparcia kolegów z zespołu, aby grać na 200%. A wczoraj - zidiociał. Tak po prostu. 

Miał szansę wejść na boisko i pokazać menadżerowi, że cholera, wciąż potrafi grać w piłkę. Zespołowi nie szło wybitnie, potrzebował jakiejś iskry, nadziei na lepszy rezultat. A tak zawiódł wszystkich. Był kapitanem, dowódcą ataku wartym swojej pensji. A odmawiając wejścia na boisko zrobił z siebie nieprofesjonalnego durnia. "Małe nieporozumienie"? Chciałbyś. Klub własnie zawiesił Argentyńczyka na dwa tygodnie, aby sprawę wyjaśnić.

Co dalej? Pierwszą reakcją było naturalne: pozwać chama, wykopać z City jeszcze przed powrotem do Monachium, niech siedzi sobie na tej ławce. Ale klub musi myśleć racjonalnie - ewentualne pozwanie Teveza czy próby zerwania kontraktu(CT w pewnym sensie sam to zrobił) choć kuszące, nie mają większego sensu. Przecież na tym piłkarzowi zależy - uwolnić się od Eastlands i wrócić do Argentyny, o czym nie może być mowy. Grunt to podjąć słuszną decyzję - odesłać Apacza do rezerw/kazać trenować samemu i sprzedać w styczniu, choćby cena miała spaść do 20 mln funtów. Oby tylko znalazł się kupiec - może pan Kerimow, właściciel Anżi, zechciałby rebelianta w Dagestanie? Ani, to przecież za daleko rodziny, gdzie tam życie, gdzie restauracje...

Nie ma odwrotu - Mancini został obrażony, tak jak i Manchester City wraz z jego fanami. Dopuszczam myśl, iż Włoski menadżer mógł zachować incydent dla siebie i wyjaśnić go w zaciszu z Mubarakiem, ale... czy nie dość już? Tevez przegiął pałę, mówiąc bardzo brutalnie. Dopuścił się najgorszego z przewinień - odmówił gry klubowi, który płaci mu(a chrzanić to - pensja, choć horrendalna, nie jest w pewnym sensie aż tak istotna) solidne pieniądze, takie, których przeciętny kibic nie zobaczy przez całe swoje życie. I my, biedne szaraki, zasuwamy bez prawa pretensji, że nie czujemy się okej, by pracować.

Tevez nigdy więcej nie będzie bohaterem Manchesteru. Znienawidzony przez obie strony, niech szuka szczęście gdziekolwiek ktoś go jeszcze będzie chciał. Z niecierpliwością czekam na rozwój wypadków.

wtorek, 27 września 2011

CracoviaDawno nie byłem świadkiem spotkania, w którym drużyna gospodarzy wyszła zaledwie dwójką zawodników. W sobotę na Roosevelta taki własnie Górnik można było zobaczyć. Część piłkarzy zapomniała, kiedy rozpoczyna się mecz, a duch drużyny wolał straszyć na ruinach stadionu, niż wesprzeć zawodników Nawałki w boju. Efekt był przerażający - najgorszy mecz sezonu, widowisko tak okropne i niewiarygodne, że gdyby nie gol, to nie nazwałbym tego spotkaniem piłkarskim. 

Najbardziej zszokował fakt, iż Górnik kompletnie zapomniał, jak kopie się piłkę. Czy krótkie podania, czy zaawansowane dośrodkowania - wszystko źle, niecelnie, na aut bądź pod nogi rywali. Nie takich biało-niebiesko-czerwonych oglądaliśmy w tym sezonie. Ci piłkarze potrafią grać, wymienić kilka sensownych piłek, nie stracić posiadania po 15 sekundach i przede wszystkim, potrafią walczyć. A w sobotę zabrakło każdego z tych elementów. I nawet słaba Cracovia na tym tle wyglądała korzystnie, dzięki czemu wywiozła z Zabrza pierwsze zwycięstwo w sezonie.

Dwa jasne punkty o których wspomniałem na początku, to Pazdan i Skorupski. Pierwszy zanotował wiele dobrych interwencji i godnie zastąpił Banasia(jeśli utrzyma formę, to może go nawet i ze składu wygryźć), drugi był pewnym punktem drużyny(po raz kolejny). Adam Nawałka zaś mógł wrzeszczeć, motywować, kombinować, ale niestety – drugą połowę przegrał, rozmowy w szatni w przerwie nic nie dały. Poza tym – dlaczego znów został zdjęty Nakoulma? Coś mi mówi, że i tak jest w lepszej dyspozycji niż Wodecki na przykład… Na resztę spuszczę zasłonę milczenia. Skoro nie wyszli na boisko, to nie ma o czym mówić. I od razu chciałbym się zająć inną sprawą, mianowicie protestem na stadionie Górnika(tu oświadczenie SKSGZ).

Dla tych, którzy nie wiedzą - brak dopingu i niższa frekwencja są spowodowane protestem wymierzonym w drakońskie kary za przeklinanie i przebywanie na ciągach komunikacyjnych. Chodzi głównie o wydarzenia w trakcie spotkań z Bełchatowem i Lechem. Decyzja pojawiła się w piątek rano(dotyczy tylko meczów u siebie) - stąd na pewno nie dotarła do wszystkich. Kilka moich wniosków i przemyśleń:

1. Wprowadzenia nowoczesnych reguł rodem z zachodniej Europy na stadionie-ruinie wybudowanym przed 2 wojną zakrawa na kpinę. Idiotyzm w czystej postaci.

2. Ochrona na stadionie Górnika jest zdecydowanie nadgorliwa. Jeśli stoję z bratem kilka sekund na koronie jakieś 15 minut przed pierwszym gwizdkiem i podchodzi do mnie steward z 'prośbą'(za która zdaje się czyha zakaz stadionowy i grzywna), abyśmy zajęli miejsce, to coś jest nie tak. Nie wiem czy to samowolka pracowników, czy odgórny nakaz - tak czy siak, jest po prostu głupi i powoduje masę spięć i konfliktów. I z tego co się orientuje, takie praktyki ochroniarskie nie są obowiązujące na innych stadionach w Polsce(jeśli ktoś mógłby to potwierdzić/zaprzeczyć, niech śmiało w komentarzach pisze).

3. Kary grzywny i zakazy stadionowe za przeklinanie czy stanie na ciągach komunikacyjnych są kretyńskie i nieadekwatne do popełnionych "czynów". Koniec, kropka. Albo może odpowiedzialni za egzekucję mają zamiar wyrzucić 99% procent publiczności, która po zmarnowanym sam na sam wyraźnie krzyczy "kurwa mać". Ja też krzyczę - naprawdę głośno. Sporo ludzi z krytej tez. Może nawet sam pan prezes? Co do ciągów komunikacyjnych - szkoda gadać. Tyle lat był były zajmowane i nie było potrzeby targania obywatela po komendach. 

4. Nie wszyscy z protestem się zgadzają - to normalne. Odłam pragmatyczny wierzy w możliwości kibiców i dopingowanie drużyny, gdyż tego ona potrzebuje(mecz z Cracovią był przez to jeszcze mniej atrakcyjny, o ile można tak powiedzieć). To zrozumiałe podejście, ale czasami trzeba spojrzeć nieco dalej. Powody, które wymieniłem wyżej są sensownym uzasadnieniem rezygnacji z dopingu i wezwania do bojkotu. Na razie trudno mówić o konkretnych celach – najważniejsze to zwrócić uwagę na problem, jaki wystąpił. Bo wiele wskazuje na to, iż władza chce kibiców ze stadionów wykurzyć. Nie sensownie ukarać za realne przewinienia, nie edukować, ale odstraszyć i zmusić do pokory. Na to osoby zaangażowane od lat w ruch kibicowski nigdy sobie nie pozwolą.

5. Grupy kibicowskie i stowarzyszenia mają prawo i obowiązek decydować o tym, czy chcą prowadzić doping, czy tez nie. Są autonomiczne(nie są Górnikiem Zabrze same w sobie, nie?) – nazywanie ludzi tam działających kibolami(z pejoratywnym zabarwieniem) i wtrącającymi się w politykę jest absolutnie niesprawiedliwe. Nic o nas bez nas. Pamiętajmy, że Torcida( czy Stowarzyszenie Klub Sympatyków Górnika Zabrze) przez wiele lat dzięki wytężonej pracy ratowała Górnika od strony kibicowskiej(a więc i finansowej) i sytuacja, w której bywalcy stadionu przy Roosevelta są represjonowani i karani w niedopuszczalny sposób musi się spotkać ze zdecydowaną reakcją.  Nawet taką, która pozornie jest dla wyników sportowych niekorzystna.

6. Mam nadzieję, iż podjęte kroki przyniosą efekt. Wojna z kibicami nikomu nie jest potrzebna. Za 20 miesięcy trzeba będzie zapełnić nowy stadion i żeby przypadkiem się nie okazało, że topór wojenny jest zbyt duży, aby go ot tak zakopać. W każdym razie - protest organizacji kibicowskich związanych z Górnikiem popieram. Dajcie panowie czadu na wyjazdach.

wtorek, 20 września 2011

Śląsk, Widzew, Lechia, Łódzki KS.

Co łączy te ekipy z Górnikiem? Otóż wszystkie do 60 minuty przegrywały z Górnikiem Zabrze 0:1. Wynik to, jak wiecie, dość kruchy w ligowej rąbance i wystarczy prosty błąd, udana kontra czy sędzia, który się zagapi i dobry rezultat trafia szlag. Górnika z wyżej wymienionymi trafił cztery razy. I z 12 punktów zrobiły się 3. Od biedy można jeszcze dodać doprowadzenie do remisu na Legii, ale nie bądźmy aż tak brutalni - tamten mecz i tak należał do gospodarzy. Tabela jednak nie kłamie - Górnik jest dziesiąty z dziewięcioma punktami, zamiast na przykład szósty(trzy punkty więcej).

A na dobrą sprawę o dwóch zwycięstwach zadecydowały zaledwie dwie stuprocentowe sytuacje - we Wrocławiu sam na sam zmarnował Olkowski(byłoby 2:0), a w Bełchatowie w sobotę Kwiek postąpił najgorzej jak tylko mógł, marnując wysiłek Nakoulmy. Wystarczyło zostawić piłkę Thomikowi, który miał o wiele łatwiejszą okazję do strzału. A tak, Kwiek zagrał samolubnie i z pół obrotu trafił obok bramki(o późniejszych pretensjach i odepchnięciu Thomika nie wspomnę. Ale taki to już charakter "Olka"). Byłoby 2:0...

Pal licho słupek Wodeckiego. Gdyby padł gol, czułbym pewną niesprawiedliwość. Bo znów, znów Górnik pokazał, że mecz kończy się po czterech, a nie po sześciu kwadransach jak to zwykle bywa. Niemal od zegarka ktoś wyłącza zespołowi Adama Nawałki koncentrację, siły(tu mam wątpliwości, moim zdaniem zespół jest dobrze przygotowany fizycznie do sezonu) i rozsądek. I jeszcze zapomina, jak wymienić kilka sensownych podań i nie dać się złapać na prostą kontrę. Na co innego mógł liczyć ŁKS? W rozgrywaniu piłki słabi, bez niej również przeciętni. Grali jednak do końca i to wystarczyło. Już nawet nie chcę myśleć, jakie reakcje towarzyszyłyby ewentualnej porażce KSG - Szałachowskiemu wszak zabrakło centymetrów, aby w ostatniej minucie dać gospodarzom trzy punkty. Dlaczego doprowadziliśmy do takiej sytuacji? Skąd ten skandaliczny brak zimnej krwi na pół godziny przed gwizdkiem sędziego? Nie wierzę, że cały zespół nagle puchnie, nie w siódmej kolejce Ekstraklasy. Problem jednak istnieje, podobnie jak beznadziejne bronione stałe fragmenty gry w zeszłym sezonie. Jakoś się z nimi Adam Nawałka uporał, ale dopiero na wiosnę. Teraz ma kłopot natury – moim zdaniem – psychologicznej. Zobaczymy jak sobie z nim poradzi.

W atmosferze frustracji i szukania winnych dobrze jest spojrzeć na jakiekolwiek pozytywy poza godziną gry oraz broniącym(ratującym skórę Górnika?) na równym poziomie Skorupskim(utrzymać głowę chłopaka na równym poziomie a będą z niego ludzie). Prejuce Nakoulma - już w Gdańsku wyglądał bardzo dobrze(prawie gol i prawie asysta), w Bełchatowie potwierdził niezła dyspozycję, strzelił pierwszego gola dla zabrzan i pokazał, dlaczego Nawałce tak bardzo na nim zależało. Jest szybki, waleczny, dobrze się ustawia i zastawia, nie ma problemów z komunikacją i podaniami. Nie wiem dlaczego Adam Nawałka zdecydował się go zmienić za Milika, zrzucając tym samym na barki młodziana odpowiedzialność za atak, kiedy potrzebowaliśmy naprawdę porządnej iskry, aby odwrócić losy spotkania. Łatwo Arkadiusza obwiniać za to, iż nic nie zaprezentował, ale to bardzo niesprawiedliwe. Tak samo jak w spotkaniach z Lechią czy Widzewem, zawinił zespół.

Kolejnym jasnym punktem zespołu był Rafał Olkowski, debiutujący w Górniku na pozycji prawego obrońcy. Podobała mi się jego współpraca z Thomikiem i związana z tym inklinacja do ofensywnych rajdów. Generalnie prawa strona prezentuje się lepiej od lewej, gdyż nie brakuje na niej zawodników szybkich i zdecydowanych. Para Marciniak-Zahorski nie spełnia swojej roli tak jakbyśmy tego oczekiwali. Oczywiście alternatywy dla Adama nie ma, ale być może Zahorski powinien usiąść na ławce. Nie uważam, żeby grał fatalnie - po prostu jego charakterystyka wymusza rozwiązania taktyczne, których skuteczność bywa czasami znikoma. Długie piłki na jego głowę to nie jest sposób na rozegranie, zwłaszcza jeśli potrafimy(przynajmniej w ciągu 60 minut…) poruszać się z piłką naprawdę sprawnie. Może czas wreszcie dać minuty Wodeckiemu(skoro chcemy się pozbyć Gaszparika)? Szansa ku temu pojawi się jutro w trakcie sentymentalnej podróży do Ząbek w ramach Pucharu Polski.

Za tydzień do Zabrza przyjeżdża Cracovia, która kolejny raz sezon rozpoczyna od konkretnego falstartu. Zwycięstwo albo hm, znów będziemy słuchać głosów frustracji i pewnie pierwszych napomknień o dymisji. Piłkarskie bogi, obrońcie nas tym razem!

środa, 14 września 2011

Dziś ziszczą się marzenia dwóch klubów, które niegdyś posmakowały otchłani trzeciego stopnia rozgrywek w swoich krajach. 12 lat temu Manchester City mierzył się w Division 2 z Macclesfield Town, Napoli zaś w 2005 roku przegrało baraż o Serie B z Avelino. Filmowy producent i właściciel klubu Aurelio de Laurentis(z tych Laurentisów. Dino, wuj Aurelio, ma na koncie kilka moich ulubionych filmów, m.in. serię Martwe Zło czy Conana Barbarzyńcę) w sześć lat z bankruta zrobił zespół debiutujący w Lidze Mistrzów. I co w sytuacji włoskiego futbolu unikatowe, wydawał bardzo dużo na transfery(najwięcej w ciągu ostatnich czterech lat spośród całej ligi!) jednocześnie notując w ostatnim sezonie, niewielki bo niewielki, ale jednak, zysk. Po szczegółową i bardzo ciekawą analizę finansów Napoli zapraszam na Swiss Ramble Bloga. De Laurentis ma łeb do interesów – w niektórych wypadkach przebija kluby, które uważalibyśmy za atrakcyjniejsze od mafijnego Neapolu. A i swojemu byłemu trenerowi, Edoardo Reji, powiedział, iż „musi zostać w SSC do końca swych dni”. To się nazywa żyć jak w filmie. Mówi się, że teraz mają smak na Scudetto.

Jakby to powiedział Caleb: groovy!

Pragnienia Manchesteru City są znane. Start w Champions League, choć przez kibiców niezwykle wyczekiwany, ma być na Eastlands normalnym zjawiskiem o tej porze roku. Wielki projekt szejków wkroczył w drugą fazę. Po wydaniu milionów, wkurzeniu sporej części piłkarskiego światka, zdobyciu trofeum i wyrzuceniu Garry’ego Cooka czas na ustabilizowanie Manchesteru City w czołówce krajowej i europejskiej. W krótkiej acz intensywnej historii właścicieli z Abu Dhabi przyszedł moment na wymaganie od piłkarzy i trenera sukcesów. Poprzeczka została podniesiona. Napoli to idealny, podobnie "nowy" w Europie i równie głodny zwycięstw rywal. Będziemy się rozkoszować fantastyczną chwilą debiutu Manchesteru City w piłkarskim raju(cz jak fajnie to wczoraj określili fanatycy Dortmundu, Konigklasse). Po raz pierwszy na Etihad Stadium rozbrzmi hymn Champions League i wiem, że ten moment na zawsze pozostanie w mojej pamięci - nie mogę się doczekać, aż emocje sięgną zenitu. Na to jednak nie mogą sobie pozwolić piłkarze - ich głowy muszą być spokojne i pełne informacji o przeciwniku.

A co o Napoli na dobrą sprawę wiemy?

Taktyka

SSC NapoliMateriału do analizy gry Napoli w tym sezonie jest oczywiście strasznie mało - z powodu strajku liga włoska zaczęła się od drugiej kolejki. Azurri pojechali do Ceseny, by zmierzyć się z miejscowym Associazione Calcio, zespołem który podobnie jak ostatni rywal City zapewnił sobie utrzymanie w najwyżej klasie rozgrywkowej pod koniec sezonu. Pełny stadion(w Serie A to przecież coś specjalnego, prawda?) i bardzo ambitni gospodarze dali Lavezziemu i spółce sporo do myślenia przed jutrzejszym starciem w Lidze Mistrzów. Śmiem twierdzić, iż bez czerwonej kartki z 60 minuty dla piłkarza Ceseny Napoli mogłoby tego spotkania nie wygrać. 

Ich wyjściowe ustawienie 3-4-3 z defensywnie ustawionymi skrzydłowymi Moggim i Dosseną nie zdało egzaminu z kilku powodów. Po pierwsze, wspomniani skrzydłowi za rzadko włączali się aktywnie do akcji ofensywnych(to samo tyczyło się jednego z trójki obrońców), zupełnie pozbawiając Lavezziego i Santanę wsparcia. Po drugie, cała gra Napoli na tym etapie opierała się na tym, co Lavezzi wymyśli - jego sprytne ustawienie przy wyrzucie z auto dało prowadzenia już w pierwszych minutach meczu. Potem zaś Ezequiel próbował indywidualnymi akcjami cokolwiek zdziałać, ale bez większego powodzenia. Po trzecie, cieniem na boisku okazał się Cavani - pozbawiony podań i ograniczony kilkoma obrońcami nie stanowił zagrożenia. Do wyrzucenia z boiska Benalouane niewiele przemawiało za trzecią ekipą poprzedniego sezonu Serie A. Brakowało i odpowiedniej liczby ciał zaangażowanych w atak(przewaga Ceseny grającej z kontry była bardzo widoczna), i kopacza odpowiedzialnego za rozegranie piłki. Po czwarte, Napoli nie daje sobie rady bez Hamsika. Tak, w sobotę wszystko na to wskazywało. Mazzarri wprowadził Słowaka na boisko za niewidocznego Santanę po godzinie gry. Kilka minut później Marek po krótko rozegranym rogu znalazł Campagnaro i goście wyszli na prowadzenie. Od wejścia Hamsika, warto zauważyć, każdy korner Napoli wykonywało krótko.

Chwilę przed golem na 1:2 Mazzarri zagrał va banque i w miejsce Aroniki(obrońca) wprowadził Gorana Pandeva. Z 3-4-3 przeszedł na 4-4-2 - Dossena i Maggio cofnęli się na pozycje bocznych obrońców. Bramka Campagnero otworzyła spotkanie na nowo - Cesena z zapomnianym ostatnio Adrianem Mutu nie rezygnowała z punktów, a grający od tej pory na większej przestrzeni goście spokojnie doprowadzili spotkanie do szczęśliwego końca. Na lewej stronie brylowali Hamsik z Lavezzim, na prawej Pandev i Cavani(oczywiście aż tak mocno do swoich pozycji nie byli przypisani). Słowak częściej wracał po piłkę i rozgrywał, lepiej radzili sobie także Dżemailii i Inler(Walter Gargano poza kadrą z powodu kartek). Zatarło to wrażenie chaosu, jakie piłkarze Napoli stwarzali przez cztery kwadranse gry.

Jakie wnioski? Walter Mazzarri wystawi na Etihad bardzo podobny zespół. Na pewno w 3-4-3, na pewno z Hamsikiem i Gargano zamiast Santany i Dżemailego i raczej nastawi swoich podopiecznych defensywnie i z myślą o kontratakach. Magiczna trójka Hamsik-Lavezzi-Cavani musi zostać odcięta od podań(odkryłem Amerykę, no nie?). Ich środek pomocy może mieć spore kłopoty, jeśli Mancini wystawi Silvę, Aguero i Nasriego plus Dżeko na desancie(takie rozwiązanie sugeruje rotacja w spotkaniu z Wigan). Będą się bronić i czyhać na nasze błędy. Ale mam na nich kilka haków(o braku rozgrywającego już pisałem): Paolo Cannavaro lubi sędziować i pokazywać liniowemu, że był spalony, zamiast atakować rywala. A Walter Mazzarri ma… stoper, którym sam mierzy czas i wskazuje potem arbitrom, ile doliczyć powinni(piszę absolutnie poważnie!). Mancini na pewno ma pomysł jak wykorzystać moje rady ;-)

Debiut debiutem, ale zwycięstwo musi być po naszej stronie. C’mon City!

Salwa na wiwat Górnika Zabrze!

wizualizacja stadionu Górnika

Historyczna chwila.

Potężny wystrzał z armaty zabrzańskiego Bractwa Kurkowego obwieścił wszem wobec wspaniałą i wzruszającą wieść - oficjalnie rozpoczęła się budowa(zwana modernizacją) nowoczesnego stadionu im. Ernesta Pohla w Zabrzu, na którą wszyscy sympatycy biało-niebiesko-czerwonych czekali z utęsknieniem.

Dzisiejsze uroczystości - symboliczne pierwsze machnięcie koparką oraz podpisanie aktu erekcyjnego - przebiegły w zacnym gronie, skromnej atmosferze, ale bez specjalnej pompy. I dobrze, świętowano już podpisanie umowy, a w końcu to był tylko start, ważny, szczególny dzień, lecz dopiero otwarcie obiektu budowanego przez Polimex-Mostostal będzie wydarzeniem godnym odpowiedniej oprawy(może Manchester City przyjedzie?!:)). Odwiedzający kibice Górnika mogli  podziwiać małą wystawę zdjęć stadionu - zarówno tych sprzed lat, tych całkiem niedawnych jak i piękne wizualizacje projektu(w linku znajdziecie ich więcej).  

wystawa

Nie powiem, łezka zakręciła się w oku. Z różnych powodów. Samo żegnanie staruszka aż tak mnie nie bolało. Za to dobrze pamiętam sesję Rady Miasta z lipca zeszłego roku, kiedy radni kłócili się praktycznie o wszystko - zasadność(!!) inwestycji, fazy projektu, finansowanie, sposób realizacji dokładając do tego liczne wycieczki osobiste. Zgroza. Trudno było wówczas uwierzyć w obietnice Małgorzaty Mańki-Szulik, iż stadion powstanie w realistycznym terminie. Urzędująca pani prezydent wygrała niedługo później wybory samorządowe i to wciąż jest dla niej kadencja prawdy, przynajmniej w oczach osób, którym Górnik Zabrze jest bardzo bliski. Że to już lata po ostatnim dzwonku dla 70letniego obiektu piłkarskiego wiedzieliśmy od dawna. Wystarczyło jeszcze spojrzeć na brzydkie krzesełka, pordzewiałe barierki i ogrodzenia, popękany i upstrzony chwatami beton czy trybuny za bramkami oddalone o wiele metrów od boiska oraz pomyśleć o  telewizji, która gdyby mogła obiekt przy Roosevelta omijałaby szerokim łukiem. Pięknie to wyglądało dwa lata temu - kiedy podczas Śląskiego Klasyka 22 tysiące ludzi całkowicie zakryło poniemieckie ruiny.

wystawa

Czas na ogromny, tak bardzo potrzebny klubowi i miastu, skok cywilizacyjny i wyrzucenie zdjęć stadionu ze swastykami do podręcznika z legendami i opowiadaniami. Za 20 miesięcy możemy znaleźć się w zupełnie innej rzeczywistości piłkarskiej. Pod względem infrastruktury będziemy w regionalnej i krajowej czołówce(szczególnie cieszy mnie fakt, iż Śląsk zaczyna nadrabiać różnicę wobec reszty kraju). Jeśli zespół do tego momentu będzie się spisywał na obecnym poziomie środka tabeli, nowy stadion może dać impuls do stworzenia nowoczesnego klubu walczącego o najwyższe cele. Oczywiście wszelkie spekulacje na temat frekwencji, nowej sytuacji kibicowskiej i tym podobnych wątpliwościach każą twardo stąpać kibicom KSG po ziemi. Mimo wszystko wolę patrzeć w przyszłość z optymizmem - niezależnie od ewentualnych kłopotów, w Zabrzu zaczyna się nowa era, na którą wszyscy tak bardzo czekaliśmy.

Tak na marginesie, Polimiex-Mostostal własnie ukończył stadion miejski w Gliwicach, wcześniej trybunę wschodnią na Wiśle Kraków, a ich dumą, jak podkreślił prezes Jaskóła, jest obiekt przy Łazienkowskiej 3. Niezły prognostyk(oczywiście chętnie wysłucham waszych komentarzy na temat Polimeksu!). Przed każdym zaangażowanym w projekt mnóstwo pracy, ale cóż - zaczęło się. Teraz tylko do przodu.

Nareszcie!

piątek, 09 września 2011

Nudna niczym doping kibiców na PGE Arenie przerwa reprezentacyjna dobiegła końca i wreszcie możemy wrócić do sensowniejszej piłki klubowej. Na Eastlands tematem numer jeden jest jedna nie sobotnie starcie z Wigan, ale dochodzenie w sprawie dyrektora wykonawczego Garry'ego Cooka, który około roku temu prawdopodobnie wysłał obraźliwego maila matce Neduma Onouhy, w którym drwił z jej walki z rakiem(pani Onouha jest również agentem piłkarza). Rewelacje wyszły całkiem niedawno, Cook przeprosił, ale to nie zapobiegło wszczęciu postępowanie przez klub w tej sprawie. Mocno śmierdzącej i łatwej do rozstrzygnięcia, dodajmy. Decyzja już zapadła - Garry Cook zrezygnował z pełnionej funkcji i nie jest już pracownikiem Manchesteru City.

Takie rozwiązanie od jakiegoś czasu sugerował ton prasowych wypowiedzi w Anglii: przewinienie jest poważne i może oznaczać początek końca Cooka w Manchesterze City. Nie ma co ukrywać - wielu, w tym i ja, czekało na zwolnienie Cooka z powodu licznych wpadek i błędnych decyzji. Pomijam przyjęcie Uwe Roslera w poczet legend Manchesteru United, chodzi mi bardziej o np. styl w którym sprzedano Richarda Dunne'a, czy zwolniono Marka Hughesa(pamiętna konferencja prasowa, na której Cook, delikatnie mówiąc, nie wyszedł najkorzystniej) oraz o idiotycznych ofertach za Kakę, Buffona, czy starania o Gago(działacze Realu byli ponoć zniesmaczeni przygotowaniem Cooka do transferu). Oczywiście, można go bronić tym, iż zawsze wykazywał się wielką determinacją(czasem wręcz biznesową agresją, która pozwoliła znacząco podnieść przychody City) w dążeniu do celu, jakim wciąż jest uczynienie z Manchesteru City piłkarskiego mocarstwa. Jeśli do momentu wypłynięcia całej historii szejkowie nie podziękowali mu za pracę, to istotnie sukcesy na jego koncie były co najmniej zadowalające. Co zmienił więc mail do pani Onuohy? Przebrała się miarka, po prostu.

Cała sytuacja z "żartem" jakiegoś pracownika była od początku mocno wątpliwa. Wysłanie maila rozumiem, ale to oznacza, iż ktoś - pracownik(sprzątaczka? Gość od kablówki?) Manchesteru City! - bez kłopotu wchodził na pocztę jednej z ważniejszych osób w klubie i regularnie ją przeglądał(świadczą o tym cytaty). A więc teoretycznie Cook nie zabezpieczał jakoś specjalnie swojej skrzynki, narażając klub na wyciek istotnych/poufnych informacji. To już chyba lepiej żeby się okazało(confess Garry, confess! jakby to powiedział kardynał z hiszpańskiej inkwizycji), iż jest po prostu chamem i pomylił adresata, serio. Z każdej strony i tak stracił wiarygodność. A konflikty(?) z Tevezem(to oczywiście tylko domysły) czy Mancinim(opieszałe transfery) mogły ten stan rzeczy jeszcze pogłębić. No i same zasłanianie się 'kimś innym' swoje zrobiło. Dymisja(rezygnacja) wydawała się w zasadzie nieunikniona.

Życie po Cooku? Garry miał swoją wizję Manchesteru City. realizował ją w iście amerykańskim stylu z rozmachem na jaki pozwalały mu arabskie pieniądze. Popełniał błędy, mówił głupoty i na sam koniec zachował się idiotycznie, ale coś po sobie pozostawił. Czy następca podniesie jego wizję? A może na Eastlands zawita rozsądek i nieco mozolniejsze budowanie piłkarskiej potęgi? Z Financial Fair Play będzie to łatwiejsze. Jak rozegrają się personalia w najbliższym czasie, zobaczymy. Oby było w tym mniej polityki, a więcej piłki nożnej i pożytku dla Manchesteru City.

Wigan AthleticSobotnie spotkanie z Wigan określiłbym miałem najtrudniejszego do tej pory dla obu klubów, z różnych powodów naturalnie. Do podopiecznych Roberto Martineza uśmiechnął się komputer losujący i w pierwszych trzech kolejkach na rywali wybrał beniaminków Premier League. Zwycięstwo i dwa remisy to całkiem niezły start jak na zespół, który rzutem na taśmę uratował ligowy byt w zeszłym sezonie. Przyjeżdżają na Etihad z pozycji outsiderów, choć w ostatnich dwóch starciach sprawili Manciniemu sporo kłopotów. W marcu zeszłego roku Tevez cudem ustrzelił hat-tricka, a w sezonie 2010/2011 gdyby Silva nie odnalazł sekretnego tunelu pod Al Habsim męczarniom z The Latics nie byłoby końca. Co z tego, że przegrali cztery ostatnie mecze z City? Jutro będą starali się uprzykrzać życie Błękitnym jak tylko się da i zafundują konkretny sprawdzian z cierpliwości oraz rozbijania solidnego muru. W ofensywie też nie będą bierni - Rodallega, Moses, di Santo pokazali fajny futbol z QPR i nie można ich tak po prostu zlekceważyć, jednak nie jesteśmy Swansea, QPR czy Norwich, stąd spodziewam się dominacji piłkarzy Manciniego przez większość spotkania. Najistotniejszą kwestią będzie owa cierpliwość - Martinez 'zamknie' grę starając się mieć 10-11 piłkarz za linią piłki, a to utrudni ruch naszym formacjom ofensywnym i trzeba będzie sporo się napracować, aby uniknąć niespodzianki. Zapowiada się więc interesująca walka o trzy punkty i zakończenie serii siedmiu meczów bez porażki Wigan ;-)

Ze składu City wypadnie prawdopodobnie Barry oraz de Jong(nagle zakontraktowanie Hargreavesa nie wygląda tak bezpodstawnie). Złamana kość dłoni Nasriego podobno nie jest problemem i powinniśmy zobaczyć Francuza po raz pierwszy na Eastlands, to samo tyczy się urazu Richardsa, jakiego nabawił się na zgrupowaniu reprezentacji. Jaki skład desygnuje Mancini? Ano ma w pamięci zbliżający się wielkimi krokami debiut w Lidze Mistrzów z Napoli i pewnie zobaczymy jakiś miks - czyżby Balotelli miał w końcu zagrać od pierwszej minuty? W każdym razie jest z czego wybierać. C'mon City!

środa, 31 sierpnia 2011

Na znakomitym blogu Michała Okońskiego Futbol jest okrutny znajdziecie moje podsumowanie letniego okienka transferowego Manchesteru City(stan na wtorek około południa). Zamiast przeklejać tekst tutaj, zajmę się bieżącymi sprawami, zarówno w wykonaniu Manchester City, jak i Górnika Zabrze, choć tych związanych z drugim klubem będzie z pewnością mniej. Jedziemy.

Prejuce Nakoulma

Napastnik z Łęcznej został wypożyczony na rok. Słyszałem o zainteresowaniu Górnika tym zawodnikiem, ale szczerze zadałem sobie pytanie: po co nam on? Jeśli ma wskoczyć do pierwszego składu, to co z Idanem Shriky? Już go Adam Nawałka nie potrzebuje? Dziwne posunięcie, ale piłkarz z Burkina Faso ma czyste konto - co pokaże, to go ocenię. Niestety, koszty kadry KSG wciąż rosną... A niejako związany z transferem Prejuce Michał Pazdan został w Zabrzu - ponoć zainteresowanie Śląska Wrocław było wymysłem jego menadżera. 

Mario Balotelli

Ofiarą błędów na stronie oficjalnej City. Jak to mało czasem ludziom potrzeba. Podstrona z profilem Włocha nie działała poprawnie i na tym ukuto teorię o jego sprzedaży, czy później, jeszcze śmieszniejszą plotkę o wypożyczeniu do Newcastle :) na koniec dnia poszła kolejna bomba - 100 milionów(koron czeskich zapewne) plus Mario za Messiego i Barcelona rozważa ofertę. Ach ten deadline ;)

Tomasz Chałas

Facet o głośnym nazwisku trafia na wypożyczenia do Zawiszy Bydgoszcz. W Zabrzu nie osiągnął nic, w Ząbkach w poprzednim sezonie również. Pewnie to jego ostatnia szansa, aby uniknąć rozwiązania umowy z końcem rozgrywek.

Owen Hargreaves

Najdziwniejsza z umów, jakie doszły do skutku. Chłop tyle nie grał, że można wątpić nawet w to, czy potrafi prosto biegać. Ale patrzę na ten deal z nadzieją - jeśli będzie zdrowy, zaliczy kilka spotkań i choćby w połowie wypełni lukę po Vieirze, dzięki czemu jako tako odbuduje swoją karierę, będzie fajnie. Jeśli nie, to trudno, wielkiego ryzyka nie było, wszak nie na nim opieramy zespół. 

John Guidetti

Wypożyczenie do Feyenoordu. W mojej ocenie ofiara Teveza i tego, iż Argentyńczyk został w City. Czyli kadra Błękitnych zamknie się z 4 napastnikami. Szwed zaś powinien dostać sporo szans w Holandii i wróci do nas mocniejszy, niż gdyby grał w Elite Development Squad.

Craig Bellamy

Podobno widziany w Liverpoolu, ale to nie wyklucza przejścia do QPR. Wyobrażacie sobie? Warnock, Barton, Bellers... oj, działoby się. Póki co nie ma jeszcze żadnych pewnych wieści, o ile w ogóle można o takich dziś mówić. Kierunek Anfield jednak najczęściej wymieniany i tego się trzymam.

 Craig Bellamy w LFC, źródło www.liverpoolfc.tv

UPDATE: Craig Bellamy odszedł do Liverpoolu za darmo(Daily Mail tak podał, Guardian zaś określił sumę jako undisclosed). Sporo wzmocnienie ekipy Dalglisha, Bellers na pewno pokaże mnóstwo charakteru. Gdyby tylko Mancini potrafił się z nim dogadać...

Shaun Wrigh-Philllips

Wczoraj wieczorem napisał na Twitterze, iż odchodzi, a kilka godzin później, że... żartował i nigdzie się nie rusza(konto zweryfikowane, to tak gwoli ścisłości). Ruch do QPR wciąż prawdopodobny(niestety, niestety), jako że większość dziennikarzy bliskich City podało wiadomość o ofercie z Londynu, którą klub z Eastlands zaakceptował.

SWP W QPR, źródło: Daily Mail

UPDATE: Bardzo smutny dzień dla wszystkich fanów Man City. SWP po trzech latach od powrotu na Eastlands odchodzi do Londynu. Kwota transferu do Queens Park Rangers nie została ujawniona(ale Guardian podał jakoby chodziło o trzy miliony funtów). Na stronie City warto obejrzeć wideo z golami SWP z jego kariery w Błękicie. łezka się w oku kręci, ech.

Nedum Onuoha

Sporo mówiło się kilku klubach zainteresowanych jego osobą, ale bez konkretów. Piłkarz wprawdzie zapowiedział walkę o kadrę meczową, ale nie ma na to szans(niestety, niestety). Czyli albo Bolton, albo znów QPR. Choć równie dobrze Neda może czekać przygnębiający kibiców los gdzieś w rezerwach.

UPDATE: Ned nigdzie nie odchodzi. A z zestawienia składu(aptrz niżej) wskazuje, iż jest dla niego miejsce w 25. osobowej kadrze. Pytanie, co na to Mancini.

Wayne Bridge

Ani grama plotki na jego temat. Szok, mimo wszystko to doświadczony w Premiership lewy obrońca... czyżby płaca w City aż tak dobra, aby ją przedkładać nad rozwój kariery?

Z najzabawniejszych plotek - Stoke City(podobno nie tylko oni) chciało podobno wypożyczyć Adama Johnsona, a James Milner opuścił trening reprezentacji i.... kibicom Aston Villi znów zamarzył się jego powrót na Villa Park.

CityKadra The Citizens na sezon 2011/2012

Hart, Pantilimon, Taylor

Richards, Zabaleta, Kompany, K. Toure, Lescott, Kolarow, Clichy, Savić, Onuocha? (Bridge)

Barry, Yaya Toure, de Jong, Milner, Adam Johnson, Nasri, Silva, Hargreaves

Aguero, Balotelli, Dżeko, Tevez

Razem: 23(z wrażenia zapomniałem o Owenie H.:)) piłkarzy plus Nedum(Wayne'a w ogóle nie biorę pod uwagę). 

GZKadra Górnika Zabrze na sezon 2011/2012

Skorupski, Pesković, Sławik

Bemben, Banaś, Danch, Magiera, Szymura

Mączyński, Kwiek, Gierczak, Przybylski, Marciniak, Thomik, Olkowski, Wodecki, Gaszparik, Pazdan, Bębenek, Jończyk, Nowak, Król

Zahorski, Milik, Shriky, Gołębiewski, Nakoulma

27 zawodników - niby dużo, ale przy kontuzjach Nowaka czy rekonwalescentach Bębenku i Jończyku nie wygląda to na przerost formy nad treścią. W każdym razie spodziewam się jeszcze kilku wypożyczeń na zimę - wszyscy grać przecież nie mogą.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Cztery pierwsze mecze Manchesteru City wywołały do tablicy kilka ciekawych tematów. Katastrofę w walce o Tarczę Wspólnoty na szczęście szybko zmazał debiut Sergio Aguero na inaugurację Premiership. Potem wizyta na Reebok Stadium - zapowiedź(wtedy jeszcze dość niejasna) wielkiej formy Edina Dżeko. Bośniak od starcia z United, a nawet i wcześniej, gdy graliśmy jeszcze z Interem w Dublinie, wyglądał jak zupełnie nowy piłkarz, transfer wręcz genialny. I stało się - w niedzielę huknął Tottenhamowi cztery gole, czym zamknął usta wszystkim niewierzącym w jego umiejętności na siedem spustów.

Edin po 4. goluMichael Regan/Getty Images Europe

Co najlepsze, nie chodzi jedynie o bramki - Edin jest wszędzie. Gra napastnika na szpicy(wszechstronnego swoją drogą, skoro strzela obiema nogami i głową), a bardzo często cofa się po piłkę czy śmiga gdzieś na skrzydle. Początkowo wydawało mi się to nieco bez sensu - kiedy nasi zawodnicy nie lubią czasami włączać się do ofensywy, bez środkowego(wysokiego!) napastnika większość dośrodkowań traci sens. Tak było w zeszłym sezonie - w lidze przecież zdobyliśmy 4 gole 'z głowy', z czego trzy padły łupem Lescotta po stałych fragmentach gry. I sam Edin miał sporo kłopotów ze strzelaniem, gdyż niewiele piłek na poziomie było do niego adresowanych. Brakowało skrzydłowych/obrońców gotowych swoimi dośrodkowaniami siać popłoch w szeregach rywali – Kolarowowi z gry niewiele wychodziło, Adam Johnson ma w tym względzie pewne braki, a gole załatwiał w głównej mierze Tevez. Stąd przyjście Nasriego najpewniej okaże się ważniejsze niż mogłem przypuszczać, ponieważ początkowo byłem nieco sceptycznie nastawiony do transferu Francuza. Trzy asysty, 97% celnych podań skomentuję w typowy dla siebie sposób: jak dobrze się od czasu do czasu grubo pomylić.

Oczywiście nie tylko Samir czy Edin zasługują na wielkie pochwały za niedzielę; znów w dużej mierze nasz sukces zależał od dwóch zawodników - Joe Harta, który zaliczył kilka pewnych interwencji, oraz ... Petera Croucha. Nie mogę się nadziwić, jak jeden piłkarz może odgrywać tak znaczącą rolę w starciach między City a Spurs - najpierw pokonał Fulopa na CoMS i dał ekipie z WHL Ligę Mistrzów, potem ją z niej wyrzucił czerwoną kartką z Realem Madryt, by w końcówce sezonu strzelić samobójczego gola i pozbawić swój klub szans na powtórkę z rozrywki. A wczoraj zmarnował wyborną okazję - było już 1:0 dla The Citizens, świetnie 'z fałsza' dośrodkował Bale, ale uderzenie głową Petera minął bramkę Harta o kilkadziesiąt centymetrów. Chwilę potem Dżeko podwyższył prowadzenie City i spotkanie zaczęło zmierzać w niebezpiecznym dla gospodarzy kierunku. Historia Croucha oddaje ligowe losy Kogutów - najpierw oba zespoły były dość blisko siebie i różnica punktowa na koniec sezonu 08/09 była niewielka, teraz Manchester City dał jasno do zrozumienia, iż walczy o mistrza, Tottenhamowi została zaś nadzieja na 4. miejsce. 

Peter CrouchMichael Regan/Getty Images Europe

Powiedzmy sobie wprost - taka jest siła pieniądza w piłce. Jesteśmy ambitni i możemy utrzymać bardzo mocny personalnie zespół, zapewnić piłkarzom wysokie uposażenia oraz rywalizację o najwyższe cele. Harry Redknapp musi zaś zmierzyć się z problemami kadrowymi - a to ławka za krótka i na miejsce licznych kontuzjowanych nie ma klasowych następców, a to najlepszy rozgrywający chce odejść do Chelsea i ma "problemy z głową". Zresztą, sytuacja w której Samir Nasri wybiera City, gdyż uważa nasz klub za ambitniejszy od Arsenalu Wengera(celowo podkreślam Wengerowskość Arsenalu) jest jednoznaczna. I nie krzyczcie, że chodzi tylko o pieniądze, bo zdaje się, że 8:2 coś o klubie z Islington, czy ogólnie - o zmianie sił w angielskim futbolu mówi. Na jak długo, tego nie wie nikt.

Póki co cieszmy się piłkarzami, których przyszło nam oglądać. Trio Nasri-Aguero-Silva zrozumiało się niemal natychmiast, mimo rzadko stosowanego przez Manciniego 'starego' 4-2-4(tu analiza Zonal Marking), i dało nam wysoką(w pewnym sensie zupełnie nową) jakość w rozegraniu, której środkowa linia Kogutów nie była w stanie się oprzeć. I to jest bardzo dobry prognostyk na przyszłość, nie wspominając o tym, że mamy na ławce jeszcze Milnera, Teveza(!), Balotellego czy Johnsona. No i Yayę Toure, który w niedzielę więcej bronił, ale popełnił właściwie jeden jedyny błąd, dość irytujący - olał zupełnie piłkę z rzutu rożnego, dzięki czemu Kaboul dał gola honorowego gospodarzom(wściekłość Manciniego jak najbardziej na miejscu!). A przecież brakuje nam de Jonga, bez niego nie wyobrażałem sobie zwycięstw z rywalami z wyższej półki a tu proszę, da się.

Łatwo ulec inauguracyjnej euforii i zapomnieć, iż sezon to jednak więcej niż pierwszy trzy spotkania, ale nie zmienia to faktu, iż druga faza projektu naprawdę weszła w życie - pokazujemy wielką klasę i z rozbudzonymi nadziejami patrzymy w przyszłość. Czas na [wrr] przerwę reprezentacyjną, po której wrócimy do gry na Etihad Stadium z Wigan, aby 4 dni później wystartować, co ja mówię, zadebiutować w wymarzonej Lidze Mistrzów.

Cudownie.

sobota, 20 sierpnia 2011

Dwa punkty po trzech spotkaniach Ekstraklasy i styl w jakim zostały zdobyte nie nastrajają mnie pozytywnie do jutrzejszego starcia z Bełchatowem.

Sezon temu na pierwsze zwycięstwo nie musieliśmy czekać zbyt długo, bo do drugiej kolejki, kiedy pokonaliśmy Zagłębie w Lubinie 2:1. A z drużyną Brunatnych(6. kolejka) na Roosevelta po ciężkiej batalii uporaliśmy się w końcu 1:0 - fajne chwile, doping tuż przed rzutem rożnym wykonywanym przez Magierę osiągnął rzadko spotykany szczyt i "trzęsienie ziemi". Wówczas powodów do optymizmu było sporo - trzecie zwycięstwo z rzędu i szybko odsunięte widmo walki o utrzymanie od pierwszego spotkania. 

Obecnie tak pięknie nie jest i nie tylko dlatego, iż to runda numer cztery i "mamy czas".

O wspaniałym dopingu można zapomnieć. 3500 ludzi, czy dokładniej mówiąc ci przesiadujący na sektorach 'młynowych' nie będą w stanie dać takiego głosu, z jakiego Zabrze słynęło, gdy cały stadion był otwarty(można było ułatwić kibicom sprawę dopuszczając 'migrację międzysektorową', no ale cóż...). Od tej strony - tym razem będę na meczu obecny - spodziewam się rozczarowania i frustracji.

Boiskowe wydarzenia mogą te emocje jeszcze pogłębić. W przeciwieństwie do wielu nie byłem zadowolony ze stylu gry Górnika w Warszawie, nawet jeśli był to jakiś postęp w stosunku do meczu z Widzewem. Nawet największymi chęciami nie zwojujemy zbyt wiele jeśli nie zaczniemy stwarzać sensownych sytuacji podbramkowym, ale i to pół biedy. Gole sprawy nie rozwiązują - cholernie mnie martwi, iż nie potrafimy utrzymać korzystnego wyniku, a przecież dwukrotnie prowadziliśmy(Śląsk, Widzew) i raz remisowaliśmy(Legia) ze wskazaniem na drugą bramkę(podopieczni Skorży ten sam błąd - kiepski pierwszy kwadrans drugiej połowy - popełnili ze Spartakiem i ich pokarało). Czystego konta też nie potrafimy zachować, rywale zaś oddają sporo(54 z czego 18 celnych wg sport.pl) strzałów na naszą, na szczęście dobrze chronioną przez Skorupskiego bramkę. I wydaje się, iż na tę chwilę każda z pozycji wymagałaby wzmocnienia i na dodatek fizycznie nie jesteśmy w pełni sił. A wygrać w sobotę trzeba., gdyż porażka wywoła sporo nerwowości w klubie i w drużynie.

Co w składzie piszczy? Nadal bez Magiery i Gołębiewskiego(zadebiutuje w końcu Shriky?), wypadł także Olkowski, prawa strona będzie więc należeć do Thomika. Mimo słabych występów nie spodziewam się zmian w środku defensywy, tak jak w pozostałych formacjach. Ewentualnie znów zobaczymy Milika w środku ataku i Zahorskiego walczącego o górne piłki na lewym skrzydle. Oby daleko od pierwszej '11' trzymał się Gierczak, który dramatycznie obniżył loty i Nawałka powinien ogrywać Mączyńskiego, skoro był gracz Wisły i ŁKSu został sprowadzony na stałe. 

Starcie z bełchatowianami powinno dać nam odpowiedź w jakim miejscu jesteśmy. GKS to drużyna środka tabeli, ani słaba, ani gotowa włączyć się o 'pudło', personalnie także w okolicach ligowej średniej. Górnik zaś.. no własnie. Zaliczył poślizg i czeka na optymalną formę? A może utrata kluczowych piłkarzy okazała się zbyt bolesna i marzenia o wysokiej lokacie trzeba odłożyć na kilka(?) lat i skupić się na utrzymaniu?

Jeśli determinacja i zaangażowanie na boisku są naszymi największymi atutami w tym momencie, to niech w końcu doprowadzą do happy-endu i zainkasowania trzech punktów. Na przekór wszystkim przeciwnościom losu. Uda się? Będę wiedział około 15:30. 

niedziela, 14 sierpnia 2011

Swansea CityBeniaminkowie poprzedniego sezonu Premiership postawili wysoko poprzeczkę przed swoimi sukcesorami. Blackpool, mimo spadku, zapewniło widzom niesamowite emocje do ostatniej minuty i grad goli niemal w każdym spotkaniu, o samym oryginale Ianiu Holloway nie wspominając. Newcastle i West Brom zaś mocno namieszały i udowodniły, iż zmiana menadżera w połowie rozgrywek nie musi z automatu oznaczać wielkie kłopoty(abstrahując od tego, czy Chris Hughton zasługiwał na zwolnienie). Tegoroczni debiutanci zaczęli nieprzekonująco – QPR poniosło klęskę z Boltonem, a Norwich zremisowało z Wigan. Ostatni beniaminek, Swansea City, zagra jutro z ekipą Roberto Manciniego.

Tuż przed ogłoszeniem terminarza EPL chciałem, abyśmy zagrali właśnie z Łabędziami, ponieważ w ostatnich miesiącach Championship oglądałem kilka ich spotkań i życzyłem awansu wespół z Cardiff City(z powodu Bellersa naturalnie). Bluebirds dały się wyprzedzić Norwich, a podopiecznym Brendana Rodgersa po pokonaniu Nottingham i przekonującym zwycięstwie nad Reading udało się osiągnąć Ziemię Obiecaną. Nie będę się tu mądrzył na temat walijskiego klubu – jeśli interesuje was Swansea od strony historyczno- ekonomicznej, to mocno polecam świetne podsumowanie na Swiss Ramole Blogu tutaj.

Łabędzie pokazały na zapleczu Premiership sporo dobrego futbolu – szczególnie miło dla oka prezentowali się skrzydłowi: Nathan Dyer, postawą nieco przypominający Shauna Wrighta-Phillipsa, oraz niechciany w Chelsea Scott Sinclair. Wespół z kolejnym wyrzutkiem ze Stamford, Fabio Borinim, zrobili awans Swansea, ale na ich nieszczęście zdolny Włoch ten sezon rozpocznie w barwach AC Parmy. Następcą Boriniego może zostać Danny Graham, kupiony z Watford król strzelców npower Championship. Najsłabszym ogniwem Swans wydaje się obrona(plus nowy bramkarz, Michel Vorm z Utrechtu), ale jak to bywa w debiutach w najwyższej klasie rozgrywkowej – na dwoje babka wróżyła. Poza wspominanym Borinim i Pratleyem Swansea nie osłabili się. Transfery szału nie robią(warty wspomnienia jest jeszcze Wayne Routledge i Leroy Lita), ale Roberto Mancini nie ma prawa z tego powodu lekceważyć kogokolwiek. Po wpadce z United należy się nam porządny start sezonu.

Kogo zobaczymy na murawie Etihad Stadium? Nie spodziewam się zmian w stosunku do meczu o Tarczę Wspólnoty. Być może Kolarowa zastąpi Clichy, ale i tak powinniśmy zagrać ofensywniej, czyli bez Barry’ego i bliżej 4-1-4-1 niż 4-2-3-1. O ile nie mam obaw co do obrony, to w ataku może już tak pięknie nie być. Tevez na pewno nie zagra, Kun jest wprawdzie bliżej debiutu, jednak wątpię abyśmy go zobaczyli na więcej niż 20 minut, co chyba wyklucza znaczący wkład w wynik inauguracji. Czas więc aby Mario(szczególnie Mario...) i Edin pokazali więcej sensownej piłki niż do tej pory. I nasza pomoc również musi stanąć na wysokości zadania, bo jestem absolutnie przekonany, iż trójka w środku Swansea na pewno nie sprzeda skóry tanio. Oczywiście to nie United i wierzę, że jesteśmy w stanie narzucić własny styl gry podobny do prezentowanego pod koniec zeszłego sezonu. A teraz czas na moje...

Oczekiwania 2010/2011, czyli jeszcze raz to samo poproszę!

Skoro jedno trofeum odpłynęło po błędzie Kompany’ego pozostaje nam walka na czterech frontach. Pierwsza do odstrzału idzie Liga Mistrzów. Oczekuję po City jedynie godnego występu nie skutkującego gorszą postawą w lidze, która jak zwykle jest najważniejsza. Awansować z grupy, odpaść w dobrym stylu gdzieś w okolicach ćwierćfinałów i naprawdę będę zadowolony. Natomiast co do Carling Cup, którego większość drużyn z czołówki uznaje za dobry poligon do testowania młodzieży to owszem, mam na to trofeum chrapkę. Pokazać głębię składu, dać szansę młodym gniewnym i doskoczyć do półfinału, potem włączyć pierwszy skład i wygrać coś już w zimie i zrzucić presję zwycięstwa w Pucharze Anglii. Co do samego FA Cup, to w tej chwili nie mam oczekiwań – obronić Puchar będzie ciężko, wiele zależy od sytuacji w samej Premier League, dlatego wstrzymuję się od głosu do stycznia.

Liga. Bezwzględna walka o pierwszą trójkę połączona z ewentualnym atakiem na mistrza. Poprawić skuteczność przeciwko zespołom środka tabeli(oczywiście pomijam okresowe dołki formy, oby ich było jednak jak najmniej…) oraz kreować więcej szans wysokim napastnikom. Umiejętnie przejść z zespołu uzależnionego od goli Teveza do… uzależnionego od trafień Aguero ;-) Spotkania przeciwko czołówce muszą wyglądać inaczej. Albo gramy mega efektywnie i pewnie jak z Chelsea na CoMS w zeszłym sezonie, albo olewamy defensywne podejście i sensownie atakujemy. No i jeszcze jedno – znaleźć sposób na odmianę losu i przełamanie prowadzenia rywala. Tego mocno brakowało w ciągu ostatniego roku – ledwie ktoś nam strzelił, to praktycznie remis/zwycięstwo miał w kieszeni. Czas najwyższy coś z tym zrobić. Jeśli Mancini nie potrafi poderwać zespołu, niech zespół poderwie się sam via Kompany i reszta uczestników ‘narady półfinałowej’. Nie sądzę, aby formułka powtarzana przeze mnie jak mantra – musimy uczynić wszystko, aby nie doszło do zmiany menadżera w trakcie sezonu – miała sens w tym sezonie. Jesteśmy głodni sukcesów i choć w piłce nie da się niczego do końca przewidzieć, to brak trofeum i automatycznego awansu do Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie będą wielkim rozczarowaniem, na które nie możemy sobie pozwolić.

Jeszcze jedno – pokonać wreszcie ten Everton, do diabła!

 

wtorek, 02 sierpnia 2011

Śląsk Wrocław

Publikując swoją wizję kadry Górnika niecałe dwie godziny przed inauguracją sezonu byłem względnie pewny stopnia zbieżności moich wyborów i trenera Nawałki. Znając zachowawczość naszego szkoleniowca postawiłem na piłkarzy sprawdzonych, ale trafić udało mi się jedynie linię obrony, co do reszty formacji, może poza bramkarzem, Adam Nawałka wprawił całe Zabrze w osłupienie. Milik od pierwszej minuty?! Olkowski na skrzydle? Pazdan w pomocy zamiast etatowego Marciniaka? Zaskakujące eksperymenty zawsze wywoływały we mnie sporo niepokoju, po co zmieniać co funkcjonowało całkiem nieźle? No i cholera, pomyliłem się jak nigdy, gdyż innowacje Nawałki zdały egzamin, natomiast to, w czym był konsekwentny, nieomal doprowadziło do katastrofy. Jednym zdaniem przedwczoraj widzieliśmy tak diametralne dwa oblicza Górnika, z których jedno nas zadowoliło, a drugie prawie zmusiło do przedwczesnego zejścia z tego świata.

Śląsk przystępował do zmagań ligowych z bagażem trzech pucharowych spotkań i sporymi oczekiwaniami lokalnych kibiców. Wicemistrzostwo i pozytywna postawa w pucharach wszak zobowiązują. Jednocześnie dają przewagę – Śląsk był lepiej przygotowany kondycyjnie na start ligi niż Górnik, co mogliśmy obserwować szczególnie w ostatnich dwóch kwadransach spotkania. Dzięki tej przewadze nie byliśmy w stanie ugryźć skutecznie rywala tak jak na przykład Wisłę Kraków na Reymonta w zeszłym sezonie. Zmęczony Śląsk zaczął jednak słabo i przez pierwszą połową był cieniem ekipy walczącej z Dundee czy Lokomotivem. Górnik zaś miał okazję pokazać kilka niezłych zagrań w ofensywie oraz uzyskał budującą przewagę w środkowej strefie. Bardzo dobrze funkcjonował Pazdan przyklejony do Mili i generalnie pressing ustawiony wyżej – do tego Nawałka przyzwyczaił nas w starciach z mocniejszymi rywalami.

Problem zrobił się, kiedy Górnik, bez różnicy czy faktycznie zepchnięty, czy też z polecenia trenera zabarykadował się na własnym polu karnym i tylko czekał na koniec oblężenia. Ten „głęboki pressing” miałby sens w wypadku ekip nie dysponujących napastnikami pokroju Voskampa. Wysoki i dobrze grający głową Holender nie miał problemów z Banasiem czy Danchem i zwyczajnie siał popłoch w polu szesnastki, głównie z tego powodu, iż pozwalaliśmy rywalom na ciągle dośrodkowania i oddanie aż 29 strzałów. Przypomina to trochę błąd Manchesteru City w meczu z Evertonem na Goddison – wtedy obrona City cofnęła się za mocno i drugi gol dla gospodarzy padł właśnie po dośrodkowaniu z bocznej strefy boiska. Trafienie Voskampa było bardzo podobne. Szkoda, że Nawałka nie podszedł do sprawy odważniej, np. ze zmianą dwóch pomocników i ciągłym nękaniem przeciwnika zdecydowanie wyżej. Rozumiem, że chcieliśmy grać z kontry i liczyliśmy na drugą bramkę, ale ostatecznie otarliśmy się o porażkę. Jeśli to była jedynie kwestia kondycyjna, to problem w trakcie rozgrywek powinien rozwiązać się sam. Jeśli nie i Adam Nawałka będzie nakazywał taką organizację defensywy, to znów czekają nas szalone końcowe minuty z ciągłym stanem przedzawałowym.

Jak to zwykle bywa wynik zależał od jednego, kulminacyjnego momentu – sytuacja Olkowskiego z drugiej połowy. Gdyby podniósł piłkę o kilkadziesiąt centymetrów najpewniej wyjechalibyśmy z Wrocławia z trzema punktami. I tak zamiast genialnego debiutu młody piłkarz Gwarka/GieKSy zaliczył dobry, szczególnie w pierwszej połowie, kiedy strzelił na spółkę z Banasiem bramkę, aktywnie współpracował z Bembenem i kilka razy wypracował sobie sytuację do dośrodkowań. Nie rozumiem za to, dlaczego Adam Nawałka nie zareagował na prośbę zawodnika i nie zmienił go za Marciniaka wcześniej.

Co do Arkadiusza Milika, to myślę, iż z oceną jego występów należy się jeszcze wstrzymać. Fajnie, że zaliczył asystę, świetnie, że tak pracuje na treningach, iż przekonuje do siebie trenera. Ale ma 17 lat i nie musi z miejsca być królem polskich boisk. Dlatego z nadmiernymi pochwałami(bądź naganami) lepiej dać sobie spokój w tej chwili. Górnik zresztą ofensywnie nie prezentował się wyśmienicie, brakowało kogoś za napastnikiem do lepszego rozprowadzania ataków(Gierczakowi mecz zupełnie nie wyszedł). Na skrzydłach dawaliśmy radę, solidnie pracowali Zahorski z Magierą oraz wymieniona wyżej para na prawej stronie, natomiast w środku pola wyglądało to znacznie gorzej.

Milika zastąpił Gołębiewski, ale nie mogę powiedzieć, aby wypożyczony z Polonii Warszawa napastnik wzbudził we mnie jakieś większe odczucia czy refleksje. Ot, biegał, kiedy trzeba było, czasami dziwnie przyjmował piłkę, na stojąco, bez ruchu i to mnie zaskoczyło. Poza tym – jako że Górnik w ofensywie prawie nie istniał w drugiej połowie ocena za występ nie jest jakaś specjalnie decydująca. Ciekawe, czy umowa wypożyczenia istotnie zawiera warunek rozegrania 60%(czyli 10) spotkań w rundzie jesiennej… Kiepskie rozliczenie w zamian za Jeża i Sikorskiego, panie prezesie.

I last but no least debiutant -  Łukasz Skorupski. W zasadzie uratował Górnikowi jeden punkt i chwała mu za to. Bronił zadziwiająco pewnie, widać przetarcie w Radzionkowie dało naprawdę sporo, teraz Górnik może zbierać owoce tej współpracy. Lecz znów nie ma co przesadzać – Skorupski w Ekstraklasie zagrał dopiero swój pierwszy mecz. Zobaczymy ile z świetnego debiutu zostanie na koniec rundy chociażby.

Nie taki sezon straszny, jakim go widzieliśmy parę tygodni po zakończeniu poprzedniego chciałoby się rzec. Górnik Zabrze pokazał potencjał, którego przeznaczeniem raczej nie jest walka o utrzymanie. Ambicji na pewno piłkarzom Adama Nawałki nie brakuje, oby tylko częściej korzystali z oblicza numer jeden zamiast z drugiego. Następna okazja – inauguracja przed własną publicznością z Widzewem Łódź. Do boju Górnicy!

niedziela, 31 lipca 2011

Inauguracja nowego sezonu tuż tuż. Przed Adamem Nawałką stoi zadanie podobnego kalibru do tego sprzed półtora roku, kiedy obejmował drużynę po Ryszardzie Komornickim. Wtedy z Górnika oglądającego plecy Sandecji, Pogoni czy ŁKSu w 365 dni zrobił zespół środka tabeli Ekstraklasy, bijąc po drodze cztery z pięciu czołowych drużyn poprzedniego sezonu. Nie obyło się bez żenujących wpadek w postaci pogromów, ale ogólny rezultat byl naprawdę dobry. W 2011 zabrzanie wypadli jeszcze lepiej, dzięki niesamowitemu wpływowi Jeża i Sikorskiego otarli się o europejskie puchary. Teraz rzeczywistość jest diametralna inna.

Obu świetnych piłkarzy, a także Bonina, na R81 zobaczymy co najwyżej w barwach Polonii Warszawa. Ofensywa w zasadzie przestała istnieć, sporo zmian zaszło również w bramce - jakkolwiek oceniać Adama Nawałkę, stanął on przed trudnym zadaniem, gdyż oczekiwania względem Górnika są dość wysokie. Nie chcemy szalonej walki o utrzymanie, nie wyobrażamy sobie, aby ten zespół, który grał przecież przez jedną rundę bez Jeża i z niedocenianym Sikorskim, miał nagle zapomnieć, jak kopnąć piłkę albo ją odebrać. Jakie więc mamy perspektywy? Poniżej krótki opis sytuacji na poszczególnych pozycjach - kogo Nawałka ma do dyspozycji i jaką, moim zdaniem, wybierze '11' na Śląsk Wrocław. Ustawienie wyjściowe 4-2-3-1, a więc bez zmian w stosunku do minionej kampanii.

Bramkarz. Pierwsza pozycja i pierwsza rewolucja – po tym jak klub zrezygnował z Nowaka i Stachowiaka(wciąż szuka klubu) do akcji wkroczyło trzech golkiperów: Peškovič, Sławik i Skorupski. Adam Nawałka w wypadku obsady bramki powinien decyzję podjąć jak najszybciej i nie zwlekać do pierwszej kolejki z ustanowieniem nowego numeru jeden. Jednak coś mi mówi, że będziemy świadkami ostrej rywalizacji przez całą jesień. Moim małym faworytem jest Skorupski, który zbierał niezłe recenzje w Radzionkowie.

Lewy obrońca. Mariusz Magiera i wszystko jasne. Jeśli ominą go kontuzje pewnie znów trzaśnie pełną „30” spotkań w Ekstraklasie.

Środkowi obrońcy. Dwa miejsca na inaugurację powinni wypełnić Banaś(ponownie kapitan zespołu) i Danch wobec skreślenia Jopa i generalnie niewielkiej rywalizacji. Gabriel Nowak wypadł na pół roku, Szymura raczej zbyt wielu szans nie dostanie, a Pazdan znając życie będzie typową zapchajdziurą i na środku defensywy wystąpi tylko w ostateczności. W odwodzie jest również Olkowski, także w razie kontuzji nie powinno być problemu z sensownymi dublerami.

Prawy obrońca. Michael Bemben mimo swoich lat wydaje się być głównym kandydatem na prawego obrońcę. Grywający na tej pozycji w sparingach Michał Płonka pewnie zadebiutuje w Ekstraklasie, ale i tak będzie raczej trzecim po Pazdanie do występów, cudów więc się nie spodziewam i cała linia obrony będzie wyglądać identycznie w porównaniu z końcówką zeszłego sezonu.

Defensywni pomocnicy. O sile destrukcji środka pola będzie decydować żelazna trójka z poprzedniego sezonu - Kwiek, Przybylski, Marciniak, wsparta od czasu do czasu Pazdanem. Poza tym brak wzmocnień 

Lewy skrzydłowy. Bez większych zmian. 30 spotkań Ekstraklasy powinni rozdzielić pomiędzy siebie Wodecki i Gaszparik.

Prawy skrzydłowy. Największe szanse na występy w pierwszych spotkaniach sezonu dawałbym nowopozyskanemu Paulowi Thomikowi. Na prawym skrzydle może również występować Zahorski, znając zachowawczość Adama Nawałki nie zdziwi mnie obecność Tomka w ‘11’ na Śląsk Wrocław, stawiam jednak na dobry rok Thomika. Mam nadzieję, że w tym sezonie trener odpuści sobie wynalazki pokroju Przybylski czy Marciniak na którymkolwiek ze skrzydeł.

Ofensywny pomocnik. Najtwardszy orzech do zgryzienia - rekompensata braku Roberta Jeża. Może rozpoczniemy sezon z Gierczakiem tak jak rok temu? Za napastnikiem może również grać pozyskany(?) Krzysztof Mączyński, który ma za sobą dobry sezon w ŁKSie. No i zawsze zostaje Kwiek, który może grać w spotkaniach wymagających agresywnego odbioru w środkowej strefie.

Środkowy napastnik. Lukę po Sikorskim wypełnić może kilku piłkarzy. Przede wszystkim wypożyczony Gołębiewski, być może Zahorski, bądź kolejny transfer – Idan Shriki. Coś mi jednak mówi, że furorę zrobi młody Arkadiusz Milik. Nawałka bez powodu nie wystawiałby go w sparingach przeciwko trudniejszym rywalom. Naturalnie więcej jak 10 występów nie zaliczy, ale kto wie – dobrze pokierowany może przynieść Górnikowi wiele radości. Jesli nowy napastnik będzie walczył podobnie jak Sikorski i będzie dysponował porównywalną skutecznością, to o konto bramkowe Górnika nie będziemy się martwić.

Nie uwzględniłem dwóch rekonwalescentów - Bębenka i Jonczyka, obaj mogą zasilić formacje ofensywne, ale moim zdaniem są dalecy choćby od meczowej '18', niemniej mam nadzieję, że Adam Nawałka z nich nie zrezygnuje. Zwłaszcza z Jonczyka, którego potencjał mogliśmy zobaczyć na jesieni zeszłego sezonu. Pozostaje jeszcze kwestia młodych piłkarzy: Króla, Sobczaka, Wolniewicza, Płonki, Mateusza Mączyńskiego i Kurzawy. Pytanie ilu z nich zadebiutuje/znów wystąpi w Ekstraklasie? Na odpowiedź Adam Nawałka ma cały sezon, do którego przystępujemy zarówno z nadziejami, jak i z obawami. 

Mój skład Górnika na mecz ze Śląskiem Wrocław:

Pesković - Bemben, Danch, Banaś, Magiera - Marciniak, Przybylski, Thomik, Gaszparik, Kwiek - Gołębiewski. 

wtorek, 19 lipca 2011

Z wielką radością i ulgą przyjąłem wieści o nowej roli Patricka Vieiry w Manchesterze City. Jeszcze tygodnie temu istniała realna obawa, iż Francuz wybierze grę za oceanem, albo zatrudni go Arsene Wenger, nie było zaś jasnych sygnałów, iż klub(Mancini?) chce Francuza u siebie zatrzymać i dalej korzystać z jego usług. Na szczęście podjęto decyzję najlepszą z możliwych i tak Mistrz Świata i Europy, wielokrotny Mistrz Anglii, legenda Arsenalu zakończył swoją przygodę na boisku na Eastlands i to w glorii chwały – wszak  w maju Pat cieszył się z awansu zespołu do Ligi Mistrzów oraz ze zwycięstwa w Pucharze Anglii.

Gra Vieiry w City, relatywnie krótka, prawdopodobnie nie odcisnęła tak wielkiego piętna na zespole jak sama jego osobowość poza murawą. W końcu po to Mancini sięgnął po Vieirę już na początku stycznia 2010 roku, czyniąc go pierwszym swoim autorskim wzmocnieniem City. Jednak do końca sezonu nie byłem zadowolony z tego transferu – Vieira na boisku był ociężały, łatwy do ominięcia, a do tego zaczął z miesięczną obsuwą w skutek kontuzji i zawieszenia po głupim faulu. Źle to wyglądało. Dobrym podsumowaniem formy Pata był mecz z Wigan(3:0), gdy miał kłopoty z kilkumetrowymi podaniami. Malująca się wówczas na twarzy Francuza frustracja mówiła jasno, że kariery piłkarskiej w ten sposób dalej uciągnąć się nie da. Ale Mancini był uparty i umowę na kolejny rok przedłużył. I trzeba powiedzieć, że była to jedna z mądrzejszych decyzji, jakie Włochowi zdarzyło się na Eastlands podjąć.

Nie mogłem jednak wtedy dostrzec w tym sensu – Vieira pobierał sporo pieniędzy, co w porównaniu z jakością na boisku nie było specjalnie uzasadnione. Najważniejsze jednak działo się poza dniem meczowym i kamerami – podczas treningów, kiedy to Patrick zajął się Richardsem, którego kariera po sezonie 09/10 była na ostrym zakręcie. Nieśmiało mówiło się wówczas o prawdopodobnym wytransferowaniu Micah z City, co nie wywołało jakiegoś szczególnie wielkiego oburzenia, gdyż swoimi występami nikogo nie oczarował. Młodemu obrońcy, zdaniem Roberto, przede wszystkim miało brakować koncentracji, nie talentu i obiecał to zmienić, także poprzez zbawienny wpływ bardziej doświadczonego Pata. Wspólna praca zaowocowała – wielokrotnie piałem z zachwytu nad nowym Richardsem, może jeszcze niedopasowanym tak perfekcyjnie do nowej taktyki Manciniego, ale walczącym, zaangażowanym i znów pukającym do drzwi reprezentacji. Coś drgnęło i dziś nie wyobrażamy sobie, aby Richards miał kiedykolwiek przywdziać inny kolor niż błękit.

Odrębnym „podopiecznym” Vieiry był Balotelli. Co zrozumiałe, nie będę tu uskuteczniał tezy, iż Pat okiełznał Super Mario, bo to w tak krótkiej perspektywie i wobec charakteru Włocha wydaje się niemożliwe. Trudno przecież sobie wyobrazić, aby starszy o kilkanaście lat piłkarz uganiał się za młokosem źle parkującym swoje Maserati czy rozdającym pieniądze bezdomnym. Pewnego wpływu odmówić jednak nie można, skoro sam Mario jasno dał do zrozumienia, że Pata się słucha i darzy go estymą(nie, nie użył tego słowa;)), podobnie jak Manciniego. Tak sobie myślę, że ostatni mecz Mario w sezonie, finał FA Cup zakończony tytułem MotM za niezwykle zespołowy występ, coś jednak o efekcie relacji pomiędzy Balotellim a Vieirą mówi. Tajemnicą pozostaje, co konkretnie Francuz młodym przekazuje – mentalność zwycięzcy? Profesjonalne podejście do swoich obowiązków? Nakierowanie na drużynę? A może po prostu odrobinę zdrowego rozsądku w tym zwariowanym piłkarskim świecie ;-) Rozsądek, który zresztą przydał się nie tylko Balotellemu, ale i całej drużynie, choćby w starciu z Tottenhamem na CoMS – wtedy wejścia Francuza uspokoiło grę(widać to w przewadze podań gości, zniwelowanej po zmianie) i pozwoliło przed finałem Pucharu Anglii zapewnić eliminację Ligi Mistrzów. A czy zdobylibyśmy to cholerne trofeum bez goli Viery w nieprzyjemnym powtórzonym spotkaniu z Notts County?

Z powyższych powodów byłem przekonany, iż galopujący status Vieiry przyczyni się do zatrudnienia go bliżej pierwszego zespołu. A tak został Football Development Executive. Funkcja ta ma ścisły związek z programem City in community, jedną z ważniejszych aktywności klubu poza sprawami stricte sportowymi. Pat ma być kimś w rodzaju ambasadora klubu i pomagać przy tworzeniu Etihad Campus, a także będzie współpracował z zespołem rezerw i trenerem Andym Welshem. Mistrz Świata już rozpoczął swoje obowiązki obecnością na pierwszym przedsezonowym spotkaniu EDS. Bardzo podoba mi się próba zrobienia z Vieiry twarzy wielkiego projektu, jakim jest Manchester City. Gdyż fakt, ze ktoś tak niezwykle doświadczony zgodził się odegrać ważną rolę w klubie, to zaszczyt i, powtórzę się, powód wielkiej radości. Nie ma co owijać w bawełnę – dzięki ludziom jego pokroju sukces jest przeznaczeniem The Citizens.

Niniejszym tekstem wracam po dłuższej nieobecności na bloga. Uwierzcie mi, te kilka tygodni bez wysłanej notki było nie do zniesienia. Od teraz powinno być lepiej ;-) 

 

piątek, 10 czerwca 2011

Podsumowałem zawodników, za chwilę spojrzę na dokonania taktyczne Manciniego, wcześniej zaś rzut oka na to, co działo się wokół City: na trybunach, w prasie i nie tylko. Subiektywnie oczywiście.

1. Let's all do the Poznań

Kibicowski hit sezonu na CoMS. Po wyjazdowej ekipie Lecha Poznań mogliśmy się spodziewać na Eastlands dopingu na najwyższym poziomie, który powinien przypomnieć Anglikom, czego na ich stadionach brakuje. Efekt jednak przerósł wszelkie oczekiwania. Choć poznaniacy zostali najpierw wyśmiani, potem doszło do refleksji i Poznan zaczął zdobywać serca kibiców City aż po wielką zbiorową celebrację zwycięstwa w Pucharze Anglii. I kto powiedział, że Liga Europy to nikomu niepotrzebny puchar pocieszenia? Obecnie nie ma meczu Man City, aby komentatorzy nie wspomnieli o Poznaniu.

2. Blue Moon Rising

Zrobić dobry film o piłce to nie byle sztuka, zwłaszcza, jeśli ma się do opisania historię jednego sezonu. Twórcą BMR kreatywnie podeszli do tematu i stworzyli naprawdę interesujący obraz, który spokojnie można polecić nawet tym nie związanym z The Citizens na co dzień. Więcej na temat filmu przeczytacie tutaj, dodam jedynie, iż z racji ograniczonego zasięgu Blue Moon Rising furory zrobić nie mógł, to jednak recenzje zebrał dość pozytywne. 

3. Mario Balotelli

I wszystko jasne ;-) lista niecodzinnych wyskoków Super Mario jest zapewne dłuższa niż liczba zebranych przez niego mandatów. Prasa nie skąpiła miejsca na opisywanie tych wszystkich historii, a ja zamiast Włochowi wyliczać, posłużę się bardzo fajnie podsumowującą pieśnią(klasyk!):

4. Alan Douglas Borges de Carvalho

Kolejny dowód na spore poczucie humoru kibiców City i potrzebę organizowania rozgrywek Ligi Europy. Błękitni chłopcy podejmowali u siebie Salzburg w 5. kolejce fazy grupowej. Na boisku pełen luz i łatwe prowadzenie 1:0, gdy nagle pojawił się ON. Alan Carvalho, młody brazylijski piłkarz wszedł na murawę i publika natychmiast go pokochała. Z trybun rozbrzmiały okrzyki "Alan for England" i inne tego typu hasła skandowane przez dobre pół godziny. Sam nie wiedziałem o co chodzi, ale najpewniej chodziło o przydomek Brazylijczyka, którego nikt nie spodziewał się usłyszeć w Anglii.

Alan Douglas Borges de Carvalho

To mniej więcej tak, jakby Luiz Nazario de Lima miał przydomek Janek albo Staszek ;-)

Zaskoczony piłkarz nie wiedział co się dzieje, ale po meczu podziękował kibicom za to nieoczekiwane zainteresowanie, tym samym zapisał się w pamięci widzów Eastlands na dobre. Ostatnim akcentem Alana były jego życzenia przed finałem FA Cup. Nie, nie składał ich Stoke City ;-)

5. 35 lat i ani dnia dłużej

Praktycznie każdy nagłówek w angielskiej prasie po 14 maja musiał zawrzeć coś o końcu 35-letniego wyczekiwania błękitnej strony Manchesteru na znaczące trofeum. Powtarzaliśmy jak mantrę - zerwać ten diabelski transparent z Old Trafford, rozpocząć zupełnie nowy rozdział w historii błękitnej piłki. Udało się, czego piłkarze wespół z kibicami nie omieszkali pokazać po zwycięskim finale PA. Od tamtego momentu nic nie będzie już takie samo.

00 years and we are still here!

6. Zabman, City's true hero

O Zabalecie w samych superlatywach pisałem w poście podsumowującym, tutaj chciałem napomknać o jego niesamowitej podatności na urazy w końcówce sezonu. Śmiemy twierdzić, iż w kwietniu Zaba wpadł do kociołka z radioaktywną zupą i niespodziewanie stał się superbohaterem gotowym przyjąć na siebie niezliczone ciosy. Bez różnicy, czy brutalnie zaatakował go Rudzielec, czy ktoś inny ciął skórę na głowie(krew się polała dwa razy!) równo - Zabman nigdy się nie złamał, choć nawet menadżer nie wierzył, iż może grać dalej. Zabawnie to wyglądało na Goodison Park, kiedy po kolejnym starciu Pablo wylądował przy linii bocznej, a Mancini nagle zmienił zdanie i zmienił Argentyńczyka zamiast innego zawodnika(nie pamiętam już o kogo chodziło). Zaba po chwili jednak wstał i chciał kontynuować grę, niestety było już za późno ;-) That's the spirit!

7. Tabletki odchudzające

Jedna z najłagodniejszych afer dopingowych, jaką mieliśmy okazję obserwować w ostatnich latach. Kolo jednak postąpił w sposób nadzwyczaj głupi i miał sporo szczęścia - zaledwie sześć miesięcy kary od marca począwszy nie brzmi jak koniec kariery na Eastlands. Ale brać tabletki odchudzające? Serio? Zawodowemu piłkarzowi miałoby coś takiego pomóc? I nie miałzmiaru konsultować dawkowania chemikaliów z lekarzem klubowym? No bez jaj... A zamiast zbijać wagę, mógłby nie dopuszczać do takich sytuacji jak w starciu z Rovers u siebie.

8. He came from Italy, to manage Man City

Na melodię Volare, jakże pasującą do okoliczności(słowa Nel blu dipinto di blu mówią same za siebie), kibice City od wygranego meczu z WBA zaczęli śpiewać o swoim menadżerze. Rzecz niby banalna, ale czy często słyszy się tego rodzaju chants na angielskich boiskach? Wiedzą, co robią - to w mniejszym stopniu przejaw podziwu dla Roberto Manciniego, ale swego rodzaju poparcie dla długofalowej perspektywy jego rządów. Dość zmian na kluczowych stanowiskach. Wyrzucenie Hughesa było nieeleganckie i po części niepotrzebne, Mancini ma za sobą półtora roku i jest na najlepszej drodze, aby zagrzać miejsca na dłużej. Czego bardzo pragnę, nawiasem mówiąc.

9. Trybut dla Neila Younga

Na kilka tygodni przed startem Pucharu Anglii dotarła do nas wiadomość o ciężkiej chorobie Neila Younga, legendarnego napastnika The Citizens w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. W 24. minucie spotkania z Leicester wyjazdowa ekipa City oddała hołd piłkarzowi, strzelcowi zwycięskiej bramki w finale Pucharu Anglii z Leicester w 1969 roku. Przybrali wówczas czerwono-czarne barwy, w których później piłkarze wyszli na mecz powtórzony. Young niestety przegrał walkę z rakiem wkrótce po tym, ale pamięć o nim pozostała - Jemu dedykujemy Puchar, po części z Jego powodu czerwień i czerń wracają na stroje Manchesteru City.

10. Rooney w City

Najśmieszniejsza historia sezonu - gdy Wayne 'Shrek' Rooney oszalał i zarzucił swojemu menadżerowi brak ambicji jednocześnie poddając swoją przyszłość w United pod znakiem zapytania, natychmiast wybuchła plotka o zakusach The Citizens. Stan Collymore obwieścił urbi et orbi na Twitterze "deal done", ja napisałem pełną fantazji notkę, ale ostatecznie Roo się wycofał, ale co popłochu zasiał, to jego.

A małą nagrodę za najlepszy artykuł o City powinien dostać pan z NotW za lipcowe masterpiece o sprzedaży 13 zawodników, w tym także Nigela de Jonga. Na szczęście News of The World od jakiegoś czas jest płatne i nie zalinkuję do tego gniota ;-)

Zapomniałem o czymś? Dajcie znać w komentarzach.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20