środa, 01 czerwca 2011

Udany dla Górnika Zabrze sezon 2010/2011 dobiegł końca. W większości swoich wpisów w ramach minionej kampanii skupiałem się głównie na wydarzeniach boiskowych, nieco po macoszemu traktując równie ważne i warte uwagi dokonania kibicowskie. Ultrasom, nie tylko tym z Górnika, należą się wielkie "dzięki" za poświęcony czas i środki na oprawy, które bez wątpienia czynią polskie stadiony ciekawszymi, a nawet wyjątkowymi w skali europejskiej. Poniżej lista sześciu(kolejność raczej przypadkowa i nie przywiązuję do niej wagi) moim zdaniem najlepszych opraw stworzonych przez zabrzańskich Ultrasów. Nie musicie kochać Górnika, aby z przyjemnością popatrzeć i stwierdzić, że scena ma się dobrze. Pytanie do decydentów pozostaje zaś bez zmian: czy chcą, aby trybuny był czarne, puste i smutne, czy jednak dojdzie do konstruktywnego kompromisu i wszyscy będziemy cieszyć nasze oczy tak wspaniałymi widokami.

1. Torcida will never die

Piękna oprawa, którą ujrzałem dopiero dzięki zdjęciom i materiałom wideo. Mecz reklamowany jako pożegnanie z obecnym stadionem wypadł okazale: Górnik wygrał(2:1), a Ultrasi stworzyli świetną oprawę - konfetti i podświetlone ogromne płótno wyglądają niesamowicie! (oglądać od 2. minuty)

 

2. Teatr jednego aktora

Czyli oprawa z tak zwanym przesłaniem i pstryczkiem w nos nieobecnych. Górnik Zabrze 1 Ruch Chorzów 0. A kto z nami nie zaśpiewa, ten z Chorzowa lub z Widzewa!

Teatr Jednego Aktora

3. Nas też wypróbuj!

Obraz wyraża więcej, niż tysiąć słów. Nie przypominam sobie, kiedy ostatni raz kibice Górnika stworzyli coś przeciw selekcjonerowi. Szydera pierwsza klasa. No i fajne nawiązanie do poprzedniej oprawy, o której poniżej.

Biedronka

Wbrew plotkom krążącym po Internecie, Biedronka nie zapłaciła Torcidzie za tą oprawę ;-)

Szydera

"Ludzie humoru" w prawym dolnym rogu - perełka ;-)

Po ruchu pędzla

4. 'Zabójczy' trójkolorowy dym

Podobno ultrasowski "hit", jakkolwiek mi ten dym w pięć sekund odebrał oddech i wzrok ;-) efekt jednak całkiem całkiem, zawiodła chyba tylko sychronizacja. Wejście flag bardzo fajne. Od 11 minuty.

 

5. Górnicy w Budapeszcie

Czyli prawa z zagranicznej delegacji kibiców Górnika i to jaka! Żabole pojechali do stolicy Węgier w sile około 1000 osób i nie przepuścili sposobności, aby pokazać się światu przy okazji uczczenia pamięci Ferenca Suszy. Tutaj znajdziecie całą galerię z tego wyjazdu.

Wspomnienie Ferenca Suszy

6. Górnik & Gieksa

Nagroda za wytrwałość. Piłkarze i trener Górnika poddali się Ruchowi, ale kibiców to nie przeraziło i pokazali co potrafią. Fanatyków Ruchu na pewno ucieszył transparent z GKSem Katowice :)

Wszystkie materiały pochodzą z mutlimedialnej strony zabrzańskiej Torcidy

piątek, 27 maja 2011

Podsumowań nadszedł czas - jak wiecie nie wystawiam liczbowych ocen(w ich poszukiwaniu warto odwiedzić stronę MEN), także każdy zawodnik doczekał się kilku zdań na temat tego, co prezentował w minionym sezonie. Bez oceny zostawiłem Roberto Mancinego. Włoskiego menago wraz z garścią różnej maści statystyk na dniach potraktuję osobnym wpisem. Jeśli się nie zgadzacie z moimi ocenami - podzielcie się tym w komentarzach.

Po nazwisku występy w lidze/gole w lidze, występy pucharowe/gole w pucharach. Oczywiście w wypadku bramkarzy chodzi o czyste konta ;-) Statystyki podaję wg. www.football-lineups.com.

Joe Hart 38/18, 16/11- zaczął niesamowicie na White Hart Lane, potem trzymał poziom mimo kilku wpadek, które utrudniły życie The Citizens(nieporozumienie z Kolo z Blackburn, kiepski chwyt na Walkers Stadium). Jednak pobity rekord Weavera mówi sam za siebie. To jest bramkarz na lata i dla City, i dla reprezentacji Anglii.

Shay Given 0/0, 4/1 - niegdyś wygryzł nieopierzonego Harta, teraz role się odwróciły. Miał pecha, co występ, to City przegrywało, a urazy mijały Joe szerokim łukiem. Odejście w lecie niemal pewne, bo bramkarz tej klasy nie może dłużej siedzieć na ławce. Podobno skłania się ku Celticowi.

Obrońcy

Pablo Zabaleta 26/2 19/0 - bohater drugiego planu. Zagra, gdzie mu się każe, zawsze da z siebie 100% i ani złego słowa nie powie, choćby go stado rudzielców kopało bez litości. Aż mi wstyd - był na mojej liście transferowej przed sezonem. Nie sadziłem, że może tyle dać klubowi, choć na pewno ciężko przeżywał wypadek swojego ojca. Profesjonalista przez wielkie P.

Micah Richards 18/1 13/2- he's back! Po kiepskich dwóch ostatnich sezonach i niemrawym początkiem obecnego Micah wreszcie pokazał umiejętności na miarę swojego talentu, dzięki czemu jest co raz bliżej kadry Fabio Capello. Jednak gdybym miał wystawić ocenę liczbową, to z uwagi na kontuzje nie mogłaby być za wysoka, ale i tak możemy być dumni z naszego wychowanka, gdyż jako jedyny oparł się skutecznie ciężkiemu zaciągowi.

Jerome Boateng 16/0 8/0 - nieudana pierwsza kampania w Anglii byłego obrońcy HSV. Kontuzje wykluczyły go z decydujących faz sezonu - startu i końcówki. Poza tym nie zachwycił, na prawej obronie póki co ustępuje Richardsowi, w środku zaś lepiej radzą sobie inni, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, iż szans za wielu nie miał. Wkurzałem się, kiedy blokował "na alibi" w meczu z Juve na CoMS. Nie widziałem w nim zadziorności, której bym oczekiwał. Czyżby transfer do Bawarii?

Dedryck Boyata 7/0 8/1 - strzelił debiutanckiego gola Timisoarze, zaimponował dojrzałością w spotkaniu z Chelsea, potem zarobił czerwoną z Arsenalem i nieszczęśliwie przyczynił się do gola Arboledy w Poznaniu, przez co zamknął sobie drogę do pierwszego składu na jakiś czas. Wrócił na końcówkę sezonu i zaprezentował się godnie. Mancini bez wątpienia nadal będzie w niego inwestował.

Kolo Toure 22/1 7/0 - wpadka z tabletkami na szczęście nie będzie miała tak znaczącego wpływu na karierę piłkarza WKS, niemniej i tak Kolo do najpewniejszych defensorów tego sezonu nie należał. W powietrzu niezły, ale gdy przyszło wybić piłkę nogami, to zaczynały dziać się rzeczy niestworzone, w efekcie których traciliśmy głupie bramki. Na tę chwilę lepszym partnerem dla Kompany'ego jest Lescott. Ewentualny zakup kolejnego środkowego obrońcy może pozbawić Toure regularnych występów.

Joleon Lescott 24/3 15/1 - połowa sezonu średnia(zawodnik sam nie był z niej zadowolony), po zawieszeniu Kolo Toure wziął sprawy w swoje nogi i udanie ustabilizował duet z Kompanym. Czy to wystarczy do utrzymania pozycji na przyszłą kampanię, ciężko powiedzieć. Ale to co widzieliśmy w 2011 roku, może poza przegranym pojedynkiem główkowym z Rooneyem, napawa sporym optymizmem. No i byłbym zapomniał, strzelił 3/4 goli zdobytych głową przez Man City w Premier League ;-)

Vincet Kompany 37/0 13/0 - Piłkarz Roku wg Kibiców oraz wg Piłkarzy. Vinnie to materiał na kapitana w razie odejścia Teveza. Miał niesamowicie równy sezon, rzadko bronił poniżej oczekiwań(jak z Evertonem na wyjeździe czy Arsenalem u siebie). Najważniejsza postać w defensywie The Citizens i człowiek oddany temu zespołowi. Kocham jego rajdy. Mój Zawodnik Roku!

Wayne Bridge 3/0 4/0 - urazy i brak zaufania ze strony menadżera dały efekt jaki dały. Wayne jest na wylocie z City, zwłaszcza wobec formy Zabalety czy niektórych atutów Kolarowa. W każdym razie, powodzenia w dalszej karierze...

Aleksandar Kolarow 24/1 13/2 -  to, co mówił Michał Kaliszewski w rozmowie ze mną przed sezonem, sprawdziło się bez wyjątku. Aleks pokazał atomowe uderzenie lewą nogą, znacznie gorzej zaś szło mu w defensywie. Eksperyment z ustawieniem Serba na lewej pomocy udał się połowicznie, z WBA zagrał świetnie, ale już z United bardzo słabo i szybko został zmieniony. Musi poprawić też celność dośrodkowań z pola i krytycznie spojrzeć na swoje umiejętności dryblerskie.

Pomocnicy

Gareth Barry 33/2 14/0 - żartowałem, iż armia USA powinna się do niego zgłosić po wykup patentu na niewidzialność, ale to dość surowa ocena. Facet nie jest tak eksponowany jak de Jong, Yaya czy Silva, bo większość jego roboty polega na asekuracji ofensywnie nastawionego lewego obrońcy czy wspomnianego Hiszpana. Z tych zadań wywiązywał się nieźle, a do tego dorzucił dwa gole.

Nigel de Jong 32/1 9/0 - nikt nie potrafi sobie wyobrazić Manchesteru City bez Holendra, gdyż obok Kompany'ego, Silvy i Teveza jest po prostu niezbędny. Rysą na jego niesamowitej formie był faul na Ben Arfie, poza tym zaliczył mnóstwo ważnych interwencji ratujących nam skórę i w końcu strzelił swojego debiutanckiego gola, w którego nie wierzyłem :-)

Patrick Vieira 15/2 17/3 – piękny ostatni rozdział kariery wielkiego Francuza. Wreszcie zagrał na miarę swoich możliwości i uniknął kompromitujących występów. Kiedy wchodził na boisko, dawał zespołowi konieczny spokój i potrafił strzelić, gdy rywal naciskał(Notes na CoMS). Korzystnie wpłynął na Richardsa i Balotellego. Chciałbym, aby został u nas w roli trenera.

Yaya Toure 35/8 15/4 - zwany Bohaterem z Wembley. Drugi obok Davida Silvy najlepszy transfer Roberto Manciniego. Doskonale poradził sobie z zadaniami ofensywnymi - kiedy się rozpędzał, niewielu mogło go zatrzymać. Piękny gol z West Hamem. Nie bez powodu jest jednym z najlepiej zarabiających w lidze i praktycznie każdy, kto ustawia swoją ‘11’ sezonu bierze go pod uwagę.

Adam Johnson 31/4 12/3 - bardzo dobra pierwsza połowa sezonu z pierwszymi golami dla reprezentacji włącznie. Adam mimo zastrzeżeń ze strony Roberto imponował rajdami i wywalczonymi rzutami karnymi, ale chyba wciąż nie potrafi przyjąć do wiadomości, iż nie jest jeszcze zawodnikiem kompletnym i gotowym na 90 minut. Drażnił mnie brak szacunku, jaki okazywał Manciniemu, gdy ten go zmieniał. Uraz jednak też zrobił swoje - pokazał, że AJ jest jedynym piłkarzem w klubie, który momentalnie potrafi "zrobić różnicę".

Shaun Wright-Phillips 7/0 12/1 - Pechowy sezon. Kiedy kontuzji dostał Johnson Shaun też miał kłopoty ze zdrowiem i nie mógł przekonać do siebie Manciniego. Publika jednak wciąż go uwielbia. Zapamiętam mu dobrą zmianę na Old Trafford i gola z Timisoarą, poza tym niestety nie zaoferował zbyt wiele i jego kariera w Błękicie powoli dobiega końca.

David Silva 35/4 18/2 - oczarował nas swą bajeczną techniką i szybko stał się niezbędnym elementem drużyny Manciniego. Najlepszy asystent City w lidze. Nie potrafi się nie starać, czy zagrać słabego spotkania. Przyczepić się można do jego prawej nogi - mogłaby mu służyć do czegoś więcej, niż tylko do podpierania. Poza tym absolutnie genialny transfer wart każdego funta. Najlepszy debiutant w szeregach Błękitnych.

James Milner 32/0 9/1 - przez większość kampanii bezbarwny. Zagrał tyle spotkań, a tak niewiele z nich utkwiło mi w pamięci. W przeciwieństwie do Irelanda nie narzekał na swoją pozycję w zespole i nigdy nie mogliśmy kwestionować jego zaangażowania na boisku. Prawdopodobnie stał się ofiarą taktycznych roszad Manciniego i w związku z tym nie pokazał na co go stać. More to come next season?

Napastnicy

Carlos Tevez 31/21 13/4 - na boisku znów wygrywał nam mecze i biegał za czterech. Krół strzelców wespół z Berbatowem. Niestety, prośba o transfer w grudniu mocno nadszarpnęła jego reputację wśród fanów. Nie jestem przekonany, czy należała mu się opaska kapitańska, co nie zmienia faktu, że wielu lepszych napastników w tym sezonie od Carlito nie było. W marcu/kwietniu oklapł fizycznie i stracił formę. Jednak bez wątpienia ewentualna strata CT32 w lecie może się poważnie odbić na naszych mocarnych planach.

Mario Balotelli 17/6 11/4 - kto by pomyślał, iż niesforny Włoch w debiucie strzeli zwycięską bramkę, potem uratuje Manciniemu posadę i zakończy swój sezon tytułem Zawodnika Meczu w finale Pucharu Anglii? Znawcy przepowiadali mu znacznie gorszą przyszłość, z transferem do Milanu w zimie włącznie. Mario nabroił swoje na mieście, ale kilka jego występów daje nadzieje, iż w końcu Mancini i koledzy z zespołu okiełznają tego amatora gry w rzutki. Największe rozczarowanie – idiotyczna czerwień z Dynamem, które zakończyło przygodę City w Lidze Europy. Z drugiej strony, czasami padał ofiarą własnej reputacji.

Edin Dżeko 15/2 6/3 - zasłużył na więcej, niż nieustanne wyliczanie mu minut bez gola w Premiership i nominacje do miana najgorszego transferu sezonu. Byli gorsi, to po pierwsze, a po drugie - Bośniak strzelił dwa cholernie ważne gole, z Notts w Pucharze i z Blackburn w lidze, dorzucając ostatniego gola kampanii na Reebok Stadium, który zapewnił nam Ligę Mistrzów. Moim zdaniem jego aklimatyzacja przebiega dobrze i niedługo zobaczymy łzy w oczach bramkarzy rywali po akcjach Edina.

Jo 12/0 11/3 - No cóż, zapewne jego sprzedaż pomoże nam spełnić warunki finansowego fair-play, więc nie jest tak do końca bezużyteczny. All you need is Jo...

Roque Santa Cruz 1/0 1/0 - jakimś cudem zgrał parę spotkań w tym sezonie, na szczęście udało się go wypożyczyć do Blackburn w zimie, gdzie, mam nadzieję, zostanie. Jeśli nie, to wytransferowanie go z City powinno być priorytetem Briana Marwooda. Nigdy więcej takich piłkarzy!

Emmanuel Adebayor 8/1 4/4 - nielubiany przez Manciniego nie odegrał znaczącej roli w lidze, często gęsto – moim zdaniem niesprawiedliwie - nie łapał się nawet na ławkę rezerwowych. Mimo tego w Lidze Europy cztery gole strzelił, w tym pamiętny hat-trick Lechowi Poznań. Mało prawdopodobne, aby wrócił z Madrytu na Eastlands. Tam zresztą też nie zachwycał, ale przynajmniej zemścił na się na Tottenhamie.

Naturalnie poza tuzami swoje minuty dostało kilku młodych zawodników: Javan Vidal, Abdi Ibrahim, John Guidetti(asysta w Pucharze Ligi), Reece Wabara, Abdul Razak, Ryan McGivern(wszyscy trzej zadebiutowali w lidze), Christopher Chantier, Alex Nimely, Greg Cunningham, Ben Mee.

wtorek, 24 maja 2011

I jak tu nie wierzyć w motywującą moc kłopotów finansowych? Górnik na skraju bankructwa przez lata bronił się przed spadkiem. Kiedy zapaliła się czerwona lampka i klub z hukiem wylądował na dnie tabeli, Allianz uruchomił spore środki i zatrudnił drogiego trenera z marką tylko po to, aby Górnik ekstraklasę jednak opuścił. A teraz, kiedy ważą się losy licencji na przyszły sezon, a w prasie dominuje temat finansowych kłopotów zabrzan, gramy nieomal jak z nut: pomimo szóstej lokaty wciąż zachowujemy realną szansę na eliminacje Ligi Europy. I mamy w składzie Roberta Jeża oraz Daniela Sikorskiego, piłkarzy wykraczających poziomem poza ciasne polskie podwórko. A to wszystko przyprawione poważnym kryzysem na linii rząd-kibice/kibole/jak_zwał_tak_zwał. Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jednocześnie jest tak niebezpiecznie?

Umarł doping

Łatwo o Ligę Europy nie będzie(świetnie szanse wyliczył zespół 90minut.pl), podobnie jak o licencję. Górnikowi pozostały do rozegrania dwa mecze: z Koroną i Widzewem, a więc z zespołami, które rywalizują o pietruszkę. Nie mamy więc szans bezpośredniego wydarcia któremuś rywalowi pucharów - musimy liczyć na ich potknięcia. Jesteśmy o tyle w nieciekawej sytuacji, iż przy ewentualnej równej zdobyczy punktowej z kimkolwiek, zajmiemy niższe miejsce z powodu kiepskich wyników w bezpośrednich starciach. Z Jagiellonią nie zdobyliśmy ni punktu, ni bramki, z Legią i Lechią po punkcie, a ze Śląskiem zanotowaliśmy zwycięstwo i porażkę(gorszy bilans bramek 3:5). Czyli w decydującym sprincie potrzebujemy zdobyć komplet. Najlepiej prezentując więcej z tego, co graliśmy przeciwko Śląskowi w piątek, a mniej ze zwycięstwa w Bytomiu.

Finansowe kłopoty w Zabrzu to wielki test dla nowego prezesa i samego Miasta. Tomasz Młynarczyk ciągle powtarza, iż medialne długi Górnika nie mają za wiele wspólnego z rzeczywistością(Komisja zresztą bierze pod uwagę stan na 31 grudnia 2010), a stadionowe niedociągnięcia(brzmi to trochę jak żart, ale cóż, takie wymagania) "można poprawić". Niepokoi mnie spokój, jakim zdaje się emanować Młynarczyk - działania Komisji bywają nieobliczalne(vel ławki i czarny płot rozpaczy na Oporowskiej czy punkt medyczny w Zabrzu, na który wcześniej nikt nie zwracał uwagi) i trudno bez obaw oczekiwać na ostateczny werdykt KO. Karna degradacja po tak świetnym sezonie oznaczałaby kompletne rozwalenie obecnej drużyny i w ogóle zachwianie pozycji Górnika w polskiej piłce. Nie wyobrażam sobie znów gościć w Zabrzu ekipy ze Stróż, Niecieczy, Ząbek czy innych podobnych potęg piłkarskich(bez urazy). Skandowane po awansie "nigdy więcej pierwszej ligi" adresowaliśmy do wszystkich, nie tylko do piłkarzy...

Nawet jeśli uda się zdobyć licencję, to wcale nie oznacza, iż Górnik będzie w stanie - nawet z europejskimi pucharami na horyzoncie - utrzymać obecny poziom. Doświadczenia z przeszłości są klarowne: kiedy zainteresowanie naszymi piłkarzami przeradza się w bardzo konkretne oferty, to trzeba sprzedawać. Nie robiliśmy tego w latach poprzednich, jak się skończyło - pamiętamy aż za dobrze. Obawiam się, że w lecie nie uda się zatrzymać Jeża i/lub Sikorskiego. Jednorazowa przygoda w LE jest niczym wobec stabilnych wpływów na konto, nowoczesnego stadionu i gwarancji corocznej walki o wysokie cele, a tych atutów Górnikowi po prostu brakuje. Adam Nawałka może straszyć odejściem(postawa zresztą bardzo wskazana!), jednak gdy przyjdzie do rachunku ekonomicznego - nie będzie zmiłuj.  Jeśli do tego dodać ewentualne fiasko rozmów z Boninem i Magierą, to teoretycznie możemy stracić przed nowym sezonem czterech podstawowych zawodników, z czego dwóch będzie niezwykle trudno zastąpić. A roztropna polityka transferowa będzie potrzebna jak nigdy dotąd. Interesujące, jak sobie dadzą radę z ograniczonymi środkami prezes Młynarczyk i Andrzej Orzeszek. Mazur z Wałdochem podnieśli poprzeczkę bardzo wysoko...

Jeszcze tylko słowo o proteście na stadionach - kiedy pierwszy raz usłyszałem, iż na Rooosevelta kibice mają przyjść w czerni i wstrzymać się z dopingiem, oburzyłem się. No jak to, w ramach jakiegoś tam protestu pozbawia się stadion najsilniejszego magnesu?! Atmosfera meczów KSG jest przecież niesamowita i dzięki niej chce się być częścią widowiska, tym bardziej kiedy drużyna nie prezentuje gry najwyższych lotów. Ale zastanowiłem się nieco, wysłuchałem argumentów strajkujących i zmieniłem zdanie. Jakkolwiek staram się od tej co raz głupszej pseudodebaty trzymać na dystans, to mam nadzieję, że kontrast pomiędzy grobową ciszą a gorącym dopingiem na R81 i innych obiektach został dostrzeżony przez decydentów. Naprawdę panowie, takiej Ekstraklasy nie chcecie mieć. Ja też nie.

Jutro w Kielcach biało-niebiesko-czerwoni zagrają z beznadziejną na wiosnę Koroną. Walczmy o puchary, walczmy o jak najlepsze miejsce w lidze, walczmy o Górnika Zabrze, bo to drużyna nasza jest.

sobota, 14 maja 2011

18:30

Niesamowite.

Udało się.

Wielki, wielki wyczyn Manciniego i całej drużyny.

Wciaż nie mogę uwierzyć.

Yaya Toureeeeeeeeee!!

Yaya

Niesamowity sezon.

Wczoraj jeszcze myślałem, że to w końcu jest moment oddechu, kiedy można spokojnie usiąść, powiedzieć sobie, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty i powoli zastanawiać się nad przyszłą kampanią.

Po porażce Arsenalu z Aston Villą trzeba wstać i znów pokazać, że umiemy udźwignąć presję. Bo debiut w Lidze Mistrzów można przyspieszyć.

Nie znaczy to, że emocje po finale ucichły, co to, to nie. Z wielką przyjemnością oglądam wszelskiej maści powtórki, wywiady i materiały typu exclusive. Poległem jednak w trakcie wyszukiwania jednego, najodpowiedniejszego zdjęcia opisującego zwycięski Puchar Anglii. Mancini z trofeum w dłoniach? Joe Hart w niebieskich serpentynach? Nowiutki baner 00 YEARS? Szalejący Nigel de Jong? A może smutni piłkarze Stoke City świadomi, że mimo świetnego sezonu i niezłych perspektyw taka okazja może się już nie powtórzyć?

Ale jeśli szukać czegoś naprawdę mocnego, to wystarczy zwrócić się do Mario Balotellego. Tego samego, który zagrał w sobotę więcej dla drużyny i został zasłużenie zawodnikiem meczu, a w wywiadzie po ostatnim gwizdku z uśmiechem przyznał, że jego sezon to był shit. Gdyby nie świetny Sorensen Mario byłby jeszcze większym bohaterem. A Mancini słusznie przypomina, iż oczekuje takiej gry w każdym spotkaniu, a nie jedynie od święta. Jakiś postęp w cywilizowaniu młodego Włocha jest.

Smak trofeum wzmacnia przeczucie, iż na kolejne nie będziemy czekać 35 lat. Podkreślają to piłkarze, niewątpliwie dumni, iż wespół z menadżerem zbudowali ekipę gotową na kolejne sukcesy. To mi się podoba u Kompany'ego, że wolał przyjść tutaj i tworzyć coś 'od zera' niż od razu trafić do klubu, który wygrywanie ma we krwi. I Pablo Zabaleta, który po każdym spotkaniu pisze na swoim Twitterze o tym, że wszyscy muszą dalej ciężko pracować, aby wznieść się na szczyt. To bardzo proste komunikaty, ale jakże czytelne, bo świadczą o mentalności szukanej na Eastlands od lat. Jedno wiemy na pewno - to nie jest koniec starego typical City i lat kibicowania z humorem, ale początek zupełnie nowej drogi. Niezadowoleni z przejęcia Manchesteru City przez szejków też powoli zaczynają rozumieć, że zmiany to nic strasznego i naprawdę nic złego w tym, że chcemy wygrywać i mamy ku temu środki, których tak nam zazdroszczą. Poza tym, wciąż mamy w drużynie wychowanków i graczy jeszcze sprzed ery szejków. Dla nich - mam tu na myśli Richardsa i Harta - poprzez emocjonalny związek z klubem wygrana znaczy być może więcej niż dla reszty, ale nie chcę tutaj rozgraniczać - wygrali wszyscy. A zobaczyć uśmiech na twarzy Summerbee'ego i Booka po tylu latach, bezcenne. Nie były to ostatnie łzy szczęścia w ich życiu.

Nasz czas nadchodzi. Haters are welcome ;-)

Powtórzmy jakość sobotniego występu, a szybciej będziemy w piłkarskim niebie.

C'mon City for the final push!

piątek, 13 maja 2011

Za około 24 godziny jedenastki Manchesteru City i Stoke City wybiegną na murawę Wembley, aby zmierzyć się w 130. finale Pucharu Anglii. Wydarzenie dla obu klubów niezwyklej wagi - Manchester City zagra swój pierwszy finał dokładnie 30 lat po porażce w powtórzonym meczu z Tottenhamem w ramach FA Cup właśnie; dla Stoke to wielka szansa, aby zdobyć pierwszy Puchar Anglii w historii i zdobyć trofeum po niecałych 40 latach posuchy. Taki skład finału wydaje się niesamowity jeśli pomyśleć, że w 1998 roku obie ekipy podzieliły los spadkowiczów i opuściły szeregi Division One(obecna Champioship). Od dziś bloguję non-stop i zapraszam do współtworzenia tego historycznego ze wszech miar wpisu.

17:00

Droga na Wembley: wszystko zaczęło się w Leicester. Kiedy Noel Gallagher dolosował Manchester City do zespołu z Walkers Stadium klub szybko podjął starania, aby styczniowe spotkanie było swoistym trybutem dla chorego Neila Younga, wielkiej legendy City z lat 60. i 70. W ruch poszły czerwono-czarne szale, kibice oddali cześć byłemu piłkarzowi w 24. minucie, kiedy to "Nelly" strzelił gola Leicester City w ostatnim wygranym finale Pucharu Anglii(1969 rok). I jeszcze zaczęliśmy tatmo spotkanie najgorzej jak tylko się dało - straconym golem już w pierwszej minucie! Sprawę awansu rozstrzygnęliśmy dopiero w powtórce, zasłużenie wygrywając 4:2. W kolejnej rundzie uratował nas debiutancki gol Edina Dżeko, dzięki któremu zremisowaliśmy z Notts County 1:1. Kilka dni później zmarł Neil Young. Dla wielu - w tym i dla mnie - ważne stało się wówczas hasło lets win FA Cup for Nelly.

I zaczęliśmy wygrywać.

Notts wyjechało z CoMS z pięcioma golami w sieci, potem osłabiona Aston Villa nie miała większej ochoty na rywalizację i także poległa(3:0). Więcej do zaoferowania mieli The Royals(do dziś nie mogę się im nadziękować za to, że wyeliminowali Everton;-)), lecz w końcu i ich defensywa padła po strzale z głowy Richardsa. Wtedy było jasne, że w starciu o finał przyjdzie nam podjąć na Wembley United. Pamiętamy jak było: kluczowe pudła Berbatowa, świetny przechwyt Yayi Toure i wreszcie derby dla City! Coż to był za dzień dla Blękitnej strony Manchesteru. Nie do zapomnienia!

17:30

Stoke City potrzebowało tylko raz powtórzonego meczu, aby przejść dalej. I to już na samym starcie rozgrywek, dopiero po dogrywce w Cardiff pokonali lokalnych City. Zaliczyli także lokalne derby z Wilkami(wygrane 1:0), potem stosunkowo łatwo ograli Brighton&Hove Albion 3:0, aby później odgryźć się West Hamowi(2:1) za niedawną porażkę w lidze. Jednak styl w jakim zdemolowali Bolton Wanderers zszokował wszystkich: pięć niezłych goli i totalna dominacja nad rywalem, który przecież zwykle w kaszę tak dmuchać sobie nie pozwala. Forma Garncarzy od tamtego okresu naprawdę robiła spore wrażenie - zremisowali z Chelsea, rozbili Wolves, dotrzymywali kroku Tottenhamowi na WHL, czy ostatnio pokonali przekonująco Arsenal 3:1. I są świadomi, że występ w finale to być może jedna taka szansa na pokolenie i prędko takiego sezonu powtorzyć się nie uda.

18:19

Mała uwaga na temat samego terminu - przyłączę się do głosu tych, którzy negatywnie oceniają finał jeszcze w trakcie trwania ligi. Jasne, przepisy UEFA są jasne i nie ma możliwości, aby na Wembley mecz rozegrać wcześniej. I FA wpadła we własne sidła rachunku ekonomicznego nowego stadionu, który przeciez koniecznie musi na siebie zarabiać(stąd połfinały). Można rzec, że pieniądze wygrały ze zdrowym rozsądkiem(Millenium Stadium wciąż się nadaje do gry w piłkę, czyż nie?), na szczęście dla FA po pokonaniu Tottenhamu teoria spiskowa 'Arry'ego Redknappa zeszła śmiercią naturalną. Choć ostatecznie Wembley to nie stadion w Bydgoszczy, więc o co tym Anglikom chodzi? ;-)

19:27

Obowiązki z 'drugiej' strony bloga wzywają - za pół godziny w Bytomiu Polonia podejmie Górnika Zabrze. Przy okazji info dla spragnionych wpisów o biało-niebiesko-czerwonych: jak tylko skończy się wariactwo z Manchesterem City, wracam do regularniejszych wspisów nt zabrzańskiej ekipy. A jest o czym pisać, to pewne! Do Pucharu Anglii wrócę po 22.

23:00

Jasny gwint, takiego rozstrzygnięcia derbów się nie spodziewałem! Zostawmy derby Śląska jednak na osobny wpis i wróćmy do Pucharu Anglii. Znamy już drogi do finału obu ekip, czas spojrzeć na kadry.

Carlos Tevez

Zdecydowanie mniej kłopotów ma Roberto Mancini. Poza zawieszonym Kolo Toure i wykluczonym z reszty sezonu Boatengiem wszyscy są do dyspozycji. Niejasne jest kto wystąpi na środku ataku, ale wydaje się, że wobec zaledwie kilku minut Teveza z Kogutami Roberto raczej nie wystawi go od pierwszej minuty(debata Dżeko czy Balotelli będzie trwać pewnie do ostatnich chwil). W defensywie nie powinna zajść żadna zmiana, jako że Kolarow generalnie gorzej się sprawuje na tyłach i w powietrzu, a Zabaleta nie ma zamiaru odstawiać głowy w żadnej sytuacji. To może być kluczowy elemnt przy nieustannych wrzutach Delapa bądź dośrodkowaniach na będącego w formie Jonesa. Pomoc: tu z powrotem ujrzymy żelazny zestaw de Jong, Yaya, Barry, Silva i Johnson. Wątpię, aby przy tak intensywnej grze Mancini zdecydowałby się na manewr z Balotellim na boku pomocy, przecież Silva czy Jonhson radzą sobie tam znacznie lepiej i chętniej wracają do zadań defensywnych.

Stoke City jutro na pewno obejdzie się bez Fulera, Higginbothama i Sidibe. Z czasem walczą Huth oraz Etherington, który tak boleśnie ukąsił nas w tym sezonie na Brittania Stadium. Nie jest tajemnicą, iż nawiększym zagrożeniem będą wysokie piłki na Jonesa czy innych rosłych drwali Garncarzy, ale broń nas panie Boże przed lekceważeniem innych sposobów Stoke na zdobycie bramki(vide półfinał z Boltonem). To samo z obroną. Mimo iż Błękitni chłopcy nie są łamagami, to przepchać się przez zasieki Stoke nie będzie łatwo, a jestem przekonany, iż The Potters zagrają bardzo agresywnie od samego początku. A dla City kluczowe mogą się okazać właśnie pierwsze 15 minut, kiedy gramy zazwyczaj najlepszy futbo.

Pytanie do Was jest proste: kto jest faworytem? Silni fizycznie i psychicznie kopacze ze Stoke, czy jednak technicznie lepszy i dość nieobliczany Manchester City?

11:30

Mnie niż pięć godzin do finału. Emocje rosną ;-)

Kilka słów o historii pojedynków między Stoke a Manchesterem. Dobrze wspominamy jedynie debiut Roberto Manciniego, gdyż wtedy wygraliśmy 2:0. Potem był tylko gorzej, same remisy 1:1 plus porażka w FA Cup po dogrywce 1:3. Za Hughesa też łatwo nie było, poza wygraną i hat-trickiem Robinho przegraliśmy na Brittania Stadium 0:1, mimo iż gospodarze grali przez większość spotkania w osłabieniu(identycznie było rok później). powiedzieć, że to niewygodny rywal, to mało, bo niewiele jest takich drużyn, z którymi rok w rok mielibyśmy tyle problemów.

Co do Tony'ego Pulisa to wiadomo - Gillingham i 1999 rok. Wtedy to było nasze Wembley, nasze 5 minut chwały, w które dziś trudno uwierzyć. Z 0:2 dzięki Horlockowi i Dickovowi zrobiło się 2:2, dzięki czemu doszło ostatecznie do karnych. I ta zszokowana i wściekła mina Pulisa po gwizdku kończącym regulaminowy czas gry... Dziś wolałbym uniknąć aż takiej dramaturgii, serca niektórych mogą po prostu nie wytrzymać ;-)

11:43

Oho, już pierwsze plotki się pojawiają. Stuart Brennan z MEN napisał na Twitterze, iż podobno coś nie tak dzieje się z Silvą, choć to tylko pogłoska. Oby! Mały update: podobno Silva miałjakieś problemy w tygodniu, ale dzis na pewno wystąpi. UF!

13:35

Za chwilę rozpocznie się  przedostatnia kolejka EPL, w której prawdopodobnie poznamy mistrza i pierwszego uczestnika Tarczy Dobroczynności przed startem sezonu 2011/2012(to tak na marginesie rozważań o stosowności terminu finału FA Cup). Czy czekają nas przynajmniej 3 pojedynki City-United?

13:52

Przeglądam wpisy w prasie angielskiej i z miejsca mogę polecić perełkę na temat kibicowania The Citizens przez lata piękne i te tragiczne. Jeśli po tym tekście ktoś nie rozumie, jacy są fani Niewidzialnego człowieka, to mówiąc krótko, nigdy tego nie pojmą.Lekutra szczególnie polecana młodszym stażem ;-) Swoją drogą, dzisiejszy tryumf byłby największą nagrodą dla wiernych Manchesterowi City od tylu lat mimo ogromu niepowodzeń.

W Guardianie czytamy także o niezłykłej historii Jonatahan Waltersa, tułającego się niegdyś po niższych ligach, a obecnie, choć dopiero od roku gra na Brittania Stadium, jednego z filarów Stoke City.

Daily Mail zauważył, iż w skutek błędu wyprodukowano 70 tysięcy flag finałowych... ze złymi nazwami klubów. Na tych ze Stoke widnieje "Stoke City - Manchester United", a zdaniem tych przeznaczonych dla City, dziś mierzymy się z Boltonem. Jakiś zabawny element, poza tym zdjęciem Balotellego, musi być ;-)

14:20

Szukając inspirujących słów przd finałem natrafiłem na artykuł o Kompanym. Szczególnie trafiły do mnie poniższe słowa Belga, który mam nadzieję jako kapitan wzniesie puchar około godziny 18:

But, as I talk to you now, I am still quite far from where my goals are. We are able to say we are in a good club and doing good things. But I am nowhere near to where I want to be.

You only have so long in football, so probably what I want will be unachievable but I always think: “Let’s try it”

Why not win a Champions League? Why not win a Premier League? I am not saying that these things sound realistic right now. But why not set it at as a goal? From there we can work towards it and see how we go.

Zawodników z takim podejściem potrzeba Manchesterowi City! A Kompany udowadnia nie po raz pierwszy, że poza świetnymi umiejętnościami ma dobrze poukładane w głowie. Zresztą przeczytajcie jego historię, a sam się przekonacie.

14:50

Oddajmy jeszcze głos menadżerowi Stoke:

I don't think many teams have got to a Cup Final and then had as good a run as we have had. When we played at Blackpool, I was concerned that we would pick up injuries because the players were so committed, but that's the way this Club has been built.

The lads are full of confidence and they are scoring goals, so if we take that form into the Final, then who knows what might happen. We'll give it our best shot.

We know it's going to be incredibly difficult because Manchester City are an emerging force with the ability and the resources to challenge Manchester United and Chelsea who have been the big winners of trophies over the past five or six years.

Our preparation for the Final will be no different to what it was for the semi-final, or any other away match for that matter. It's my job to make sure that we all stay focused on the job in hand when so much will be going on around us on the day.

The occasion is one which everyone connected with the Club should enjoy, especially our fans, but we have a job to do and our minds will be on the game.

We had to play really well to beat Arsenal last weekend and we'll have to do that again against Manchester City if we are to make it something very special

Tony Pulis

Tak przy okazji: Stoke City za ten sezon należy się wielki szacunek. i podobnie jak Michałowi Zachodnemu, wcale nie obca jest mi myśl, iż Pulis mógłby być blisko nagrody menadżera roku, zwłaszcza jeśli - nie pozwólcie piłkarskie bogi - zdobędzie Puchar Anglii.

Kolejne niusy: Tevez prawdopodobnie w pierwszym składzie, a piłkarze City utknęli w korku 4 mile przed Wembley... Czekamy na oficjalne składy.

15:05

City w składzie(pogrubieni ci, których się nie spodziewałem): Hart - Richards, Kolarow, Kompany, Lescott - De Jong, Barry, Yaya, Silva, Balotelli - Tevez

Stoke: Sorensen - Wilkinson, Shawcross, Huth, Wilso - Pennant, Whelan, Delap, Etherington - Walters, Jones

A więc wszyscy niepewni występu jednak gotowi, aby walczyć o Puchar.

Cóż można rzec więcej? Wielkie święto dla mnie i każdego kibica Manchesteru City. To dziś możemy doświadczyć unikalnego świtu Błękitnego Księzyca, to dziś możemy zmienić oblicze klubu. Nie chodzi - jak już kiedyś pisałem - o zrywanie transparentów, ale o własną wielką opowieść.

C'MON CITY!!

wtorek, 10 maja 2011

Przed Manchesterem City dwa najważniejsze mecze w sezonie 2010/2011.

THFCJuż jutro spotkanie nr 1. - na City of Manchester Stadium przyjeżdża Tottenham, aby dać sobie jakąkolwiek nadzieję na Ligę Mistrzów w przyszłym sezonie. Inaczej niż rok temu, mamy aż 6 punktów przewagi nad Kogutami i jesteśmy w zdecydowanie lepszej sytuacji. Remis w zasadzie rozstrzyga sprawę. Zwycięstwo zaś, poza ostatecznym zamknięciem drogi do LM Liverpoolowi, zbliży nas do Arsenalu na dwa punkty i jeśli starczy nam sił po finale, to wcale nie wykluczam ataku na 'pudło', zwłaszcza jeśli chłopcy Wengera nadal będą tak uprzejmie rozdawać punkty.

Porazka z Evertonem musi w piłkarzach wyzwolić pozytywną złość piłkarską. Mieli ich na widelcu, wystarczyło wepchnąć piłkę do bramki w początkowej fazie drugiej połowy w sytuacjach Toure i Dżeko, a gospodarze nie podnieśliby się z kolan. Do przerwy zresztą grali słabo, aż udało im się uśpić publikę Goodison Park i niewiele wskazywało, aby doszło do tak szokującego obrotu sprawy. Obrona The Citizens po niepowodzeniach ofensywy za mocno się cofnęła(Mancini w furii nakazywał z linii bocznej, aby defensorzy się ‘zatrzymali’, ale na nic się to nie zdało), Everton dostał wiatru w żagle i popłynął, symptomatyczne, że tuż po wejściu etatowego killera City - Tima Cahilla. Oczywiście był to najmniej istotny mecz wobec starć ze Stoke i Tottenhamem(porażkę na GP miałem wkalkulowaną od dwóch miesięcy), ale Manciniego i zawodników na pewno wkurza fakt, że z Evertonem wygrać nie potrafią. Przegrał cały zespół, Roberto być może spóźnił się ze zmianami o kilka minut, jednak sam wątpię, czy rozbity i rozciągnięty Manchester City byłby w stanie odpowiedzieć na prowadzenie ekipy Moyesa. Pokory w piłce nożnej nigdy za wiele, szkoda tylko, że Szkot udzielił nam tej lekcji po raz czwarty z rzędu.

Sezon 2010/2011 w wykonaniu Tottenhamu to istnie szaleństwo. Od debiutu(ach ten dwumecz z Young Boys...) w Lidze Mistrzów po sześć remisów z ośmiu ostatnich gier plus pechowa porażka z Chelsea. Od sprowadzenia van der Vaarta i eksplozję Bale'a przez nieustanne kłopoty z defensywą po upadek formy Holendra i długą kontuzję - w pewnym sensie od stycznia do końca sezonu, gdyż Walijczyk nigdy nie wyzdrowiał w pełni - drugiego. Ich świetne występy w 2010 roku w zasadzie stały się przekleństwem w późniejszym okresie. I o ironio, Peter Crouch, ten sam, który dał Spursom upragnioną czwartą lokatę i Champions League, przez swoją głupotę przyczynił się do wyeliminowania Kogutów z tych rozgrywek. Przemeblowanie zespołu Redknappa odbyło się w sposób iście niewiarygodny. Nagle z ekipy silnych i bramkostrzelnych napastników Tottenham stał się ekipą, której wszyscy snajperzy razem wzięci goli na koncie mają mniej niż Carlos Tevez. A żeby było przyjemniej, Liverpool mocno naciska i ma dwa wielkie asa w rękawie - wspaniałą formę i mecz na Anfield w ostatniej kolejce. Presja po stronie gości jest ogromna i kto wie, czy nie większa od oczekiwań na Eastlands. Gadanie, że lepiej nie grać w pucharach w ogóle niż w Lidze Europy uważam za zasłonę dymną. Klub z ambicjami powinien grać w Europie bez względu na rozgrywki.

Skoro wywołałem do tablicy piłkarzy z White Hart Lane, to spójrzmy kogo Harry ma do dyspozycji: Bale, Huddlestone, Assou-Ekotto, Palacios i Hutton poza kadrą, a niepewni występu są Modrić i Crouch. Sporo. Brak lewego skrzydła. Środek pomocy także ze sporym uszczerbkiem, co zapewne mocno ukróci ilość opcji w ofensywie(obecność Modricia będzie decydująca). Atak bez kłopotów, ale z tą skutecznością nie widzę w tym fakcie pocieszenia. Mancini za to ma do dyspozycji praktycznie wszystkich podopiecznych. Wraca Tevez(ma zasiąść na ławce), a także Barry i Richards(też raczej ławka). Bez zbędnego kombinowania zobaczymy to samo 4-2-3-1 co zwykle, nie wiadomo jednak z kim na prawej stronie(Milner miał dobre moemtny z Evertonem) i na szpicy(nieobliczalny Mario czy nieskuteczny Dżeko?). Redknapp z uwagi na szpital w drużynie częściej zmienia system gry. 4-4-2 z Lennonem i VdV po bokach(jak z Arsenalem i Blackpool), czy jednak bliżej 4-1-4-1, które Harry zaordynował w spotkaniu z Chelsea?

Jesteśmy cholernie blisko wyśnionej przez Szejków Lidze Mistrzów. Dla losów klubu musimy uczynić ten krok, w sobotę czeka nas kolejny. Nie chodzi o zrywanie banerów czy udowadnianie czegokolwiek. Osiągnijmy ten sukces dla siebie, aby tworzyć nową, niezależną historię Manchesteru City. A że możemy to uczynić rewanżując się Tottenhamowi za zeszłoroczne pozbawienie nas marzeń, tym lepiej - albo piłkarze i trener sprostają presji kibiców i wymaganiom właścicieli, albo nie mamy czego w piłkarskiej elicie szukać.

poniedziałek, 02 maja 2011

Wisła KrakówKiedy Górnik Zabrze po raz ostatni wygrywał na Reymonta, Polsce premierował Tadeusz Mazowiecki, matka Balotellego była w piątym miesiącu ciąży, a na świecie grubą kasę miał kroić Kevin sam w domu. Potrzebowaliśmy aż 21 lat i dwóch dni, aby cieszyć się z trzech punktów z Wisłą na jej stadionie. Przerwanie tak niekorzystnej passy nie smakuje nawet w połowie tak dobrze, jak styl, w jakim zabrzanie tego dokonali. A krakowskie zespoły długo nas jeszcze popamiętają – wszystkie cztery starcia z Cracovią i Wisłą Górnik wygrał!

Pierwszy kwadrans wprawił wszystkich w osłupienie - Górnicy bez przesadnego respektu dla rywala ruszyli z wysokim pressingiem i z marszu stworzyli sobie kilka ciekawych sytuacji. A to pudłował Wodecki, a to Jeż podał nie w tempo do wychodzącego na czystą pozycję Sikorskiego. Działo się. I choć Wisła momentami przejmowała inicjatywę i była bliska otwarcia wyniku meczu(szanse Kirma i Meliksona), to Górnik prowadził po 25 minutach za sprawą dośrodkowania Bembena, błędów Wiślaków i strzału Gaszparika. Chwilę później podopieczni Nawałki dostali kolejny prezent - Cikosza zmienił Branco. I od razu koncert 'małej gry' dało nasze lewe skrzydło, bez kłopotów robiąc na szaro Kameruńczyka, jednego z najsłabszych w składzie Wisły.

Najbardziej po objęciu prowadzenia obawiałem się posunięć taktycznych trenera Nawałki. Zbyt dobrze pamiętałem mecz z Legią, aby serce drżało za każdym razem, kiedy zabrzanie zbyt mocno cofali się do defensywy. Ale piłkarze umiejętnie balansowali pomiędzy wciąganiem rywali na własną połowę, a zaskakującymi, błyskawicznymi podejściami pod bramkarza i obrońców gospodarzy. Klasyczny(i skuteczny!) boiskowy szach – drużyna, która zdobyła gola jako pierwsza, dyktuje warunki spotkania. Wisła chce zremisować, więc musi angażować w ataki kilku piłkarzy więcej, a Górnik tylko czyhał na okazje do kontr. W sumie wyprowadziliśmy ich przynajmniej kilka, z czego dwie(szanse Sikorskiego i Wodeckiego) powinny się zakończyć podwyższeniem prowadzenia. Znów zapaliła się lampka awaryjna, czy aby niewykorzystane sytuacje się nie zemszczą. Wiślacy jednak musieli zacząć trafiać w bramkę(aż 11 niecelnych strzałów w drugich 45 minutach), najbliżej był Siwakow, ale z paru metrów nie zdołał wcisnąć piłki głową i animusz drużyny Maaskanta zaczął powoli topnieć. Zaś biało-niebiesko-czerwoni nie mieli problemów z wchodzeń w pole karne rywali – świetnie z dystansu strzelał Nowak, kilka minut później jego akcja zrobiła mnóstwo zamieszanie, ale gol nie padł. Potrzeba było kolejnej asysty Jeża Gaszparika(mój błąd, zasugerowałem się komentarzem) i piątego gola Sikorskiego, aby przypieczętować zasłużone trzy punkty. Wisła bez napastnika(Żurawski mimo kilku prób zupełnie niewidoczny) i z dość samolubnie i nerwowo grającą pomocą(Melikson, Małecki i Kirm) poniosła bolesną, ale edukacyjnie wartościową porażkę. I to jeszcze z rąk zespołu swojego trenera!

Przy tak otwartym spotkaniu wiele ze swego talentu pokazał Robert Jeż. Jak mówił Łukasz Mazur, to unikatowy piłkarz w naszej lidze – na boisku widzi naprawdę sporo, potrafi zagrać prostopadłą piłkę europejskiego formatu. Co istotne – poziom jego zagrań determinuje w równym stopniu inteligencja partnerów. Jeśli nie ma gry bez piłki, nikt nie wychodzi na pozycję, to o kant kuli można roztrzaskać Jeża i jego podania. Z tego miejsca wielkie brawa dla byłego prezesa, iż udało mu się dogadać z Żyliną jeszcze w tym sezonie. Bez Jeża Górnik straciłby mnóstwo opcji ofensywnych.

Osobny akapit dla Daniela Sikorskiego. Słabsze występy z Jagiellonią czy Lechią ukuły w mojej głowie myśl, iż w Krakowie Daniel musi potwierdzić swoje umiejętności, bo inaczej jego akcje zaczną w Zabrzu spadać. No, odpowiedź godna szacunku – nie odpuścił Chavezowi ani przez sekundę. Nie poddawał się, gdy Honduranin raz po raz spychał go z pola karnego, albo wygrywał pojedynki główkowe/biegowe. Twarda, męska gra opłaciła się, Chavez w końcu błąd popełnił, a my mamy dzięki temu nowego najlepszego strzelca w drużynie. Teraz tylko się nie podpalać i nie cieszyć za mocno(trochę irytuje, iż po każdym golu Daniel zgłasza akces do reprezentacji), a bramkowe konto najlepiej podwoić :)

I jeszcze kilka słów o naszym szkoleniowcu. Mam nadzieję, iż ten mecz zamknął usta wszystkim krytykom – Adam Nawałka nie jest trenerem ani wybitnym(taktyka na Wisłę wyszła mu znakomicie), ani bardzo złym(„defensywne” ustawienie na Jagę, czy indolencja na Cichej), do Górnika Zabrze pasuje jednak idealnie. Awansował z zespołem do Ekstraklasy(niewielu z nas po jesieni w to wierzyło, czyż nie?), a teraz nie bronimy się rozpaczliwie przed spadkiem, ba, zachowujemy szansę na europejskie puchary. Ma swoje zasługi, popełniał także błędy, nie zmienia to jednak faktu, iż głosy o jego zwolnieniu powinny ucichnąć na dobre.

A o co gra teraz Górnik? Odpowiedź jest prosta: o jak najwyższą pozycję w lidze. O innych celach porozmawiamy gdy przyjdzie czas finałowych kolejek sezonu 2010/2011.

środa, 27 kwietnia 2011

Przed meczem na Ewood Park statystyczne zderzenie obu klubów wskazywało na czysty remis - Blackburn bez trzech punktów od grudnia, The Citizens bez zwycięstwa na stadionie gości w 2011 roku. Jedni walczą o utrzymanie, drudzy o Ligę Mistrzów. Obie ekipy po meczach swoich bezpośrednich rywali chciały skorzystać z okazji, aby nieco im uciec. W tle majaczyła historia - szaleństwo po awansie do elity w 2000 roku, czy uratowany w ostatnich minutach remis 2:2 w grudniu 2008.

I choć byliśmy zdecydowanym faworytem, spotkania z Rovers do spacerków nie należało. Owszem, pierwsze poł godziny to wręcz koncertowa gra(do tej pory nie wiem, jak ten strzał Silvy wyleciał z okienka), siedliśmy na przeciwniku prawidłowo, piłka sunęła nieomal z barcelońską manierą(224 celnych podań w ciągu pół godziny i 237 w przeciągu następnej godziny) , lecz skuteczność przypominała raczej pierwszą połową w finale Pucharu Króla. A co gorsza, gospodarze po pierwszym szoku ocknęli się, zwarli szyki, podwyższyli linię obrony i wzięli się do przejmowania inicjatywy. Z groźnymi Benjanim i Robertsem, a także Solem Bambą zrobili drużynie Manciniego dobry sprawdzian przed finałem FA Cup ze Stoke City. Dwóch wysokich napastników psrawiło, iż obaj środkowi obrońcy, którym przeznaczone jest grać razem do końca sezonu, musieli się mieć na baczności. Upiekło się nam przy faulu Kompany'ego, tam Marriner miał przesłanki, aby karnego podyktować. W jakimś sensie 'odkupił' swoją winę, nie pokazując zawodnikowi Rovers żółtej kartki za nadepnięcie Zabalety. Argentyńczyk to ma pecha, najpierw brutalny faul Scholesa, teraz to... jednak pokazuje wielki charakter, mimo drobnych urazów i pewnie gdzieś siedzących w głowach obawach o życie i zdrowie swojego ojca. Muszę cofnąć to, co sam o Pablo sądziłem przed sezonem - widziałem go na liście transferowej, a tu sprawił mi wielką radość i niespodziankę.

Gorzej z oceną drugiej połowy w wykonaniu Błękitnych. Tu o radości i miłych niespodziankach można było zapomnieć - w ich miejsce pojawiły się wstyd i przerażenie. Nie umieliśmy przez 20 minut wyjść z własnej połowy na dłużej niż minutę. Nagle każde podanie około 50 metra niecelne, ruchu z przodu mniej niż przy zerze bezwzględnym, obrońcy zaś faulowali rywali na potęgę, a Christopherowi Sambie w to graj. było naprawdę gorąco. Mancini nagle ucina prawe skrzydło - słabnącego(i trochę aroganckiego) Johnsona zmienia Edin Dżeko. Jak chcesz grać Roberto? Pracujący solidnie Balotelli cofnięty za Bośniakiem, co sprawia, że atak zrobi się węższy(bądź częściej zapraszani do niego będą boczni obrońcy), a tu o stratę i groźną kontrę jeszcze łatwiej.

Edin Dżeko

Ale na boisku pojawił się Edin. Ten, który w lidze gola jeszcze nie strzelił, choć jego debiutancki gol w FA Cup miał przeogromne znaczenie(remis z Notts), jest pod wielką presją. Wystarczy mu jednak trzy minuty, aby puścić poprzednie 500 z groszami w niepamięć. Jak to się mówi - najpiękniejszy gol w jego karierze to nie był, ale z pewnością jeden z ważniejszych. Dżeko nie przestał się uśmiechać aż do pomeczowego wywiadu, przełamanie na tym etapie może się okazać równie istotnie jak w przypadku np. Torresa. Od przyjścia Bośniaka słusznie podkreślano, iż jest to dopiero przymiarka do Premiership(w przeciwieństwie do wspomnianego Hiszpana) i ewentualnymi niepowodzeniami nie należy się przejmować. Mancini wsparł zawodnika i to się opłaciło - facet z takimi umiejętnościami i osiągnięciami gole zdobywać będzie, ale potrzebuje na to czasu. Czyżby eksplodował w idealnym momencie? Jeśli potwierdzi swoją skuteczność w starciu z Młotami to kto wie, czy Roberto go nie wystawi na szpicy ataku 14 maja?

Wyboru wielkiego mieć nie będzie. Z doniesień prasowych wynika, że Tevez nie wykuruje się na tyle, aby odegrać znaczącą rolę w finale, o wcześniejszych meczach ligowych nie wspominając. W ogóle jego pozycja, zarówno kapitana jak i czołowego napastnika, została zachwiana. Czytamy o rzekomym transferze do Interu - żadna niespodzianka, po uspokojeniu sytuacji w grudniu byłem przekonany, że to tylko odwlekanie sprawy do lata, ale Włochy? Poza tym, jego forma fizyczna(zmęczenie sezonem?) i strzelecka pozostawiała nieco do życzenia. Nie jestem zwolennikiem odstawiania Carlito na boczny tor, ale skoro potrafimy wygrywać bez niego, to pewne wątpliwości się rodzą. Nieszczęśliwego i tak nie ma sensu trzymać w klubie... pożyjemy, zobaczymy.

Mimo wielu zastrzeżeń do prezencji The Citizens w poniedziałek nie mamy prawa narzekać, gdyż wygranych po ciężkim boju i przewadze przeciwnika nie zaliczyliśmy w tym sezonie za wiele. Innymi słowy - brakowało ich. Choć generalnie nie zgadzam się z powiedzeniem, iż zwycięzców się nie sądzi, to tym razem przymknę oko i spokojnie wyczekuję przyjazdu na CoMS kolejnego kandydata do spadku - West Hamu United. Tottenham jedzie na Stamford Bridge. Siedem punktów przewagi po weekendzie? Perfekcyjna pozycja do wyjazdu na Everton i Champions League decidera z Kogutami właśnie. Miejmy się jednak na baczności. Liga Mistrzów, choć blisko, jeszcze nie została osiągnięta.

środa, 20 kwietnia 2011

Ileż znaczy dla Manchesteru City pierwszy finał od 30 lat? Najstarsi Błękitni kibice prze dekady doznawali więcej upadków niż wzlotów, aż po zarycie w trzecią ligę włącznie. I to właśnie 12 lat temu, kiedy United świętowali potrójną koronę, Manchester City na Wembley do 90 minuty przegrywał z Gillingham 0:2 i wszystko wskazywało, że przedłużymy nasz pobyt w Division Two na następny rok. Wtedy nastąpił cud - gole Horlocka i Dickova dały remis, a dzięki popisowi bramkarskich umiejętności Weavera w konkursie rzutów karnych jednak wsiedliśmy do pociągu jadącego w stronę Division One. Przedwczoraj zaś, wygrywając z United, stanęliśmy im na drodze do powtórzenia sukcesu z sezonu 1998/1999, a we właściwym pojedynku na Wembley zmierzymy się z tym samym menadżerem, którego pozbawiliśmy awansu do przedsionka Premiership 12 lat wcześniej – Tonym Pullisem.

Często wspominam o paradoksach i zbiegach okoliczności, ale trudno od nich uciec. Gdyby Stoke City nie rozniosło Boltonu to i tak czekałaby nas powtórka z rozrywki: wszak w 1926 po zwycięstwie nad United w szranki w finale na Wembley staliśmy właśnie z Boltonem i… wówczas nie udało się wywalczyć trofeum. Teraz jesteśmy o tyle mądrzy, iż finał wciąż przed nami. A utorowanie sobie drogi do niego przez odwiecznego rywala smakuje jeszcze lepiej. Wszyscy liczymy, iż karta się odmieni, a gablota z pucharami zacznie się wzbogacać i przestanie być obiektem nieustających drwin z czerwonej strony miasta. Wielki projekt Szejków zacznie się realizować jak należy, a ci ludzie będą mieli więcej powodów do świętowania niż kiedykolwiek.

Tak, jesteśmy zachwyceni i szczęśliwi.

Po golu

Z pewnym zażenowaniem wspominam własne przeczucia przed pierwszym gizdkiem. United dopiero co pokonali Chelsea w LM, a my - świeżo w głowie klęska na Anfield, a także pozostałe starcia z czołówką ligi, kiedy po wielokroć brakowało nam nie umiejętności, ale odwagi, aby sięgnąć po trzy punkty. Z zazdrością obserwowałem jak Chelsea czy Liverpool biją United na swoich obiektach. Jednocześnie złościłem się na myśl o derbach na OT, zwłaszcza w drugiej połowie, gdy po wyrównującym golu mieliśmy Manchester United na widelcu. Ataki jednak nie wystarczyły, a Rooney nas wykończył w iście mistrzowski sposób.

Przed sobotą modliłem się o jedno - nie straćmy gola jako pierwsi. Wygląda to na zabobon, ale statystyka jest nieubłagana - tylko Wilkom udało się nam wydrzeć zwycięstwo. W pozostałych wypadkach rywal obejmujący prowadzenie nie przegrywał. Stąd dwie szanse Berbatowa uznają za kluczowy moment sobotnich derbów. Za pierwszym razem uratował City Hart, za drugim... no sam nie wiem. Roo łapiący się za głowę pewnie też nie wiedział, jak wampir z Błagojewgradu nie trafił. Czerwoni nie wykorzystując najlepszego okresu swojej gry(tj. cały drugi kwadrans pierwszej połowy) na własne życzenie pozbawili się treble, gdyż po tym czasie sytuacji na wyrównanie nie mieli prawie wcale - tylko Nani, generalnie przeciętny przez większość spotkania, zagroził Hartowi niezłym strzałem z rzutu wolnego. Poza tym - bida, panie, aż piszczy. Początkowo bardzo mnie to zaskoczyło, ale później zdałem sobie sprawę, iż United wyczerpał się limit starć wygrywamych bez względu na grę. Oglądaliśmy to przecież nieraz. Postawa na kruchym lodzie, który w każdym momencie może pęknąć. To właśnie przydarzyło się w sobotę, z ogromną pomocą wszystkich piłkarzy The Citizens, jacy się pokazali na boisku. Każdy z nich solidne tupał w ten lód, aby się wreszcie załamał.

Presja, jaką udało się narzucić na boisku przez około pół godziny spotkania(30-60), była absolutnie fantastyczna. Brakowało mi takiego przejęcia inicjatywy we wcześniejszych derbach – chłopcy Fergusona to też ludzie, popełniają błędy. I nie ma ani grama przypadku, iż zwycięski gol padł w momencie, w którym w okolicach piłki przebywała czwórka piłkarzy City(dawno mnie nie tak nie cieszyło nieudane przyjęcie Silvy). A Carrick dołączył do Neville'a i Silvestre'a, dwóch obrońców United zasłużonych w przeszłości dla City w podobny do Michaela sposób ;-)

Yaya

Piłkarze City utrzymywali się wysoko na połowie czerwonych jeszcze przez kilka dobrych minut, co w kombinacji z zasłużoną czerwoną dla Scholesa pozbawiło ich szans na doprowadzenie do dogrywki. Walczyli, ale byliśmy tego dnia mocniejsi i psychicznie, i fizycznie, wreszcie zobaczyłem zespół, którego stworzenia od Roberto Manciniego oczekuję. Stąd oceny piłkarzy są porównywalnie wysokie, oczywiście poza kluczowymi Toure i Hartem. Nawet Balotelli, nie tylko nie zepsuł meczu, ale wydatnie się do zwycięstwa przyczynił nie dając spokoju środkowym defensorom rywali. Ponadto za 'puszczenie oczka' Ferdinandowi po końcowym gwizdku zyskał sporo sympatii u fanów City - to już lepiej, aby w ten sposób się odznaczał, niż wpadkami pozaboiskowymi. Osobne 'dzięki' dla bloku defensywnego, z powracającym Zabaletą i niezłym Kolarowem, tutaj przecież obaw miałem najwięcej, Nani z Zaby na OT nic sobie nie robił, a Serb... ujmując sprawę delikatnie, wybitny w destrukcji nie jest i szczęśliwie uniknął żółtej kartki na samym początku meczu.

Manchester do przyszłego sezonu będzie Błękitny, choć to połowa drogi do uznania kampanii 2010/2011 za udaną. Przed nami liga, a 14 maja wielki finał z arcytrudnym przeciwnikiem. Dla Stoke City to może być jedyna szansa na najbliższe dziesięciolecia, dla nas - okazja do zupełnego odwrócenia znaczenia słów this is how to feels to be City. Już nie mogę się doczekać, by znów poczuć się tak jak w sobotę ;-) !

piątek, 15 kwietnia 2011

Telenowela po odwołaniu Łukasza Mazura trwa. We wtorek w Katowicach odbyła się konferencja prasowa, na której były prezes Górnika punkt po punkcie odpowiadał na zarzuty stawiane przez Michaela Muellera w ostatnich dniach(część pierwsza i część druga, Sport Śląski). Sprawy KSG stały się przedmiotem publicznych spekulacji, co zawsze wywołuje pytania o sens takich działań. Swoje dołożyła niedawno "Gazeta" publikując ostry tekst o finansowych "niejasnościach" w Zabrzu, mamy więc swoisty trójgłos - Mueller atakujący Mazura, Mazur broniący swojego imienia i "GW", która swoim artykułem dyskredytuje obu panów i klub w ogóle. Lovelly. Komuś bardzo zależy, aby Górnik się nie wygrzebał z tych kłopotów.

Allianz Polska reakcja kibiców

Przepychanki dosłownie zmiotły wszelką dyskusję na temat futbolu; pewny utrzymania zespół Adama Nawałki nie musi się przejmować wojną na górze(poza zaległościami naturalnie) i dziś podejmie Lechię Gdańsk z ciśnieniem jedynie na zemstę za jesienną klęskę 1:5. Patrząc na tabelę gra zdaje się toczyć o europejskie puchary, ale przy tak wyrównanej lidze rozstrzygnięcia i tak zapadną w końcowych dwóch kolejkach. Z finansowego punktu widzenia im wyżej się uplasujemy, tym lepiej(200 tysięcy zł więcej jest warta każda pozycja), zaś zwycięstwo dziś pozwoli spokojnie myślec o bardzo trudnej serii wyjazdów, która nas czeka. W środę Jagiellonia, potem Kraków oraz Poznań i dopiero w drugiej dekadzie maja na Roosevelta przybędzie Legia.

Ciekawe w jakiej formie po urazach są Przybylski i Gaszparik - wiemy, że są w meczowej '18', jednak ich wyjście w pierwszym składzie nie jest takie oczywiste. Adam Nawałka powinien zachować 4-4-2 z Bełchatowa; jeśli tak uczyni, to w środku pola pewnie zobaczymy nie Przybylskiego, a niezłego w ostatnio Marciniaka i kogoś z dwójki Jeż/Gierczak(osobiście wolałbym widzieć Słowaka). Pozycja Wodeckiego na lewym skrzydle nie wydaje się dość mocna, aby wystąpił pełne 90 minut, mam nadzieję, że drugi z naszych Słowaków dostatnie przynajmniej poł godziny szansy. Zastanawiam się jeszcze nad zestawieniem środka defensywy, bo jak pamiętamy, z Brunatnymi grał Danch z Banasiem, co poza pierwszym kwadransem wyglądało bardzo dobrze. Nie jestem przekonany, aby Jop koniecznie musiał ratować Górnika przed katastrofalnymi błędami swojego zmiennika - ot, jeszcze jedno spotkanie na ławce nie zaszkodzi.

Klucz do trzech punktów? Coś mi podpowiada, że to Bonin i skuteczność Sikorskiego dadzą nam skromne zwycięstwo. Pierwszy z nich odblokował się i wraca do wysokiej dyspozycji, drugi zaś mimo wielkiej aktywności nie potrafił wstrzelić się należycie(czyżby złe soczewki?:)) tydzień temu i liczę na poprawę. Lechia nam nie straszna, o powtórce z Gdańska nie ma mowy. Do boju Górnicy!

Wracając do konflitku - tak łatwo w jego ferworze zapomnieć, jak wiele na Roosevelta jest do zrobienia, by uniknąć karnej degradacji. Od samego gadania finanse Górnika się nie uzdrowią. Spryt Allianz Polska polega na tym, iż kiedy statek zaczął szybko iść na dno, oddali pakiet większościowy miastu, zezwalając na 'intronizację' człowieka bliskiemu władzom Zabrza. Im dalej w las, tym ubezpieczyciel bardziej kompromituje. Najpierw popełnia szereg wpadek lokując niemałe pieniądze w nietrafione transfery, które doprowadziły klub do spadku, potem zwalniają prezesa, chcąc tym samym zwalić całą winę właśnie na niego. Bo ważąc rozsądną proporcją fakty o finansach Górnika, to Mazur nie wydaje się pierwszym, w którego należy uderzyć. Na dodatek szef Allianz wystawia się na pośmiewisko przeinaczając fakty(sprawa  kontaktu z piłkarzami) bądź wybierając dogodną ich wersję, co przecież jest tak proste do obalenia. Jestem wściekły z tego powodu, bo nie na pranie brudów i los bankruta zasługuje czternastokrotny Mistrz Polski. Ogarnijcie się i postawcie ten klub na nogi, do ciężkiej cholery!

środa, 13 kwietnia 2011

Upokorzenie.

Nie ma innego słowa na rezultat poniedziałkowego meczu na Anfield. Najgorszy mecz w defensywie od czasu 0:3 z Tottenhamem. Najgorszy mecz pod wodzą Manciniego(styl+wynik). I jedno z najsłabszych spotkań włoskiego menadżera od wyboru '11' i taktyki po ostatni gwizdek arbitra. I sam nie wiem, co mam myśleć o jego pomeczowych wypowiedziach; punktów Manchesterowi City nic już nie przywróci.

I am disappointed with myself. This game was all my fault.

I made mistakes in the last two days. I know why. I can't say any more than that.

Drogi menadżerze, skład City bez de Jonga i Silvy już zapowiadał spore kłopoty - Nigel jest kluczową postacią jeśli chodzi o utrzymanie w ryzach środka pola. Bez niego piłkarze zwyczajnie się rozjeżdżają, Barry nigdy nie zdąży z asekuracją, Yaya mniej się angażuje w destrukcję, a wybrany w miejsce Holendra Milner... zdaje się być ofiarą Manciniego i jego złych wyborów/braku umiejętności dostosowania pozycji i roli piłkarza na boisku do jego walorów. A David Silva obok Adam Johnsona to najlepszy magik w zespole - stworzenie 100% sytuacji podbramkowej dla Hiszpana to przecież fraszka. Każdy średnio rozgarnięty widzi różnicę jaką robią obaj ci zawodnicy. Wymieniona dwójka plus Tevez i Kompany są szkieletem drużyny. A bez miednicy i kręgosłupa nikt jeszcze daleko nie zaszedł.

Kontuzjowany Tevez schodzi z boiska(Michael Regan/Getty Images Europe)

Błędy Roberto szybko zostały obnażone. Przy pierwszym golu, pechowym dla City podwójnie, bo po niegroźnym zdawałoby się kontakcie z piłką kontuzji doznał Tevez, nie mogę ulec przeświadczeniu, iż Nigel stałby na drodze strzału, gdyż zazwyczaj jest ustawiony przed dwoma środkowymi defensorami. Hart chyba też mógł zrobić coś więcej, choć sytuacja nie była prosta - piłka odchodząca, uderzenie zaś potężne.

A swoją taktyczną konsekwencją Mancini popełnił błąd nr 2. Za Teveza nie miał prawa wejść Balotelli. Pal licho charakterek Włocha. On zwyczajnie nie nadaje się na lewoskrzydłowego - podobnie jak Dżeko bliżej mu do czekania na dobre piłki(patrz gol z Aston Villą w FA Cup), a już tym bardziej nie jest odpowiednim partnerem do konstruowania ataków z Kolarowem. Mancini wprowadzając Balotellego odciął zespołowi lewą nogę - przy świetnie zorganizowanej obronie Liverpoolu Mario nie miał wiele do zaoferowania i ostatecznie zespołowi nie pomógł, a nawet zszedł z drobnym urazem. A żeby przeciwstawić się rozpędzonej ekipa Daglisha potrzeba było czarodzieja i to natychmiast.

Drugi gol - znów brakowało i zdecydowania naszym defensorom, i de Jonga. Toure w ogóle nie brał udziału w tej akcji, a Milner, to podsumowanie całego jego występu - biegał bez ładu i składu. Nie winiłbym jednak samego piłkarza, gdyż sam się nie wybrał go do składu i nie wyznaczył sobie stosownych zadań. Co prowadzi do paradoksalnego wniosku - Mancini sprzeniewierzył się swoim zasadom i chciał wygrać mecz, co doprowadziło do kompletnej klęski. Reakcja Jamesa Milnera po zejściu z murawy mówi sama za siebie - menadżer się pogubił, przesiedział całą drugą połowę w zamyśleniu i stracił nadzieję na poderwanie zespołu, wejście Silvy zaś to tylko taka zasłona pt. "coś chciałem zmienić".

Milner i Mancini
(Michael Regan/Getty Images Europe)

Dzieła zniszczenia dopełnił Caroll, który nie miał problemów z wygraniem pojedynku główkowego z beznadziejnym tego dnia lewym obrońcą City. Ręce opadły, emocje z nerwowego wyczekiwania i sporych nadziei stopniały do mąk piekielnych niech się to już skończy. Druga połowa nie przyniosła niczego szczególnego. Ot, waliliśmy - delikatnie zresztą - głową w mur, a gospodarze na luzie się zastanawiali, czy 3:0 to odpowiedni wynik, czy może jeszcze coś strzelić. I nawet Zonal Marking nie poświęcił ani zdania więcej na drugie 45 minut. A winny takiemu stanowi rzeczy był Roberto Mancini, na szczęście świadom swoich pomyłek. Oby tylko był w stanie wyciągnać odpowiednie wnioski, gdyż inaczej marzenia o Lidze Mistrzów odłożymy na przyszły sezon.

I weź tu obiektywnie oceń Edina Dżeko, który w Premiership nie tylko bez gola, ale i dogodnych szans policzyć mu mozna na palcach jednej ręki(sam pamiętam może dwie, trzy). Nie potrafimy, ani Mancini, ani zawodnicy, wykorzystać artybutów Bośniaka, dlakiego od strzeleckich rekordów z Bundesligi. I nie zaskoczy mnie samotny Mario na szpicy w sobotę. Taktyka na dwóch napastników, nawet jeśli jeden z nich jest teoretycznie ustawiony na skrzydle, nie sprawdza się. A Edin, podobnie jak kilku innych zawodników, może powoli myśleć o przyszłym sezonie.

Do końca ligi pozostało sześć spotkań: Blackburn Rovers(wyjazd), West Ham(dom), Everton(wyjazd), Tottenham(dom), Stoke(dom), Bolton(wyjazd). Wykonajmy zadanie, drogi Manchesterze City. Nie możemy sobie pozwolić na więcej wpadek w poniedziałkowej manierze. Przed nami jeden 'ekstra' mecz z United, jeden w środku tygodnia z Kogutami. Wykonajmy nakreślone przed sezonem zadanie.

czwartek, 07 kwietnia 2011

Oto spodziewane stało się faktem - Łukasz Mazur przestał być prezesem Górnika Zabrze, mimo ogromnego(i oficjalnego) poparcia ze strony kibiców KSG zarząd zdecydował o jego odwołaniu.

Nie tak to miało wyglądać.

Gdy Mazur wespół z Tomaszem Wałdochem i Adamem Nawałką wprowadził zabrzan do ekstraklasy, wszystkie znaki na niebie i murawie wskazywały, że idzie ku lepszemu. Klubowi skauting wypatrzył niezłych zawodników(naturalnie nie bez wpadek), Górnik zaczął podpisywać znaczące umowy o współpracę z innymi śląskimi klubami(Gwarek, Ruch Radzionków), rozwiązał kłopot z MSPN, a pomimo finansowej zapaści(?) udało się do Zabrza sprowadzić Jeża i Gaszparika. Forma zespołu, obecnie bliska europejskich pucharów, pozwoliła z nadzieją spoglądać w przyszłość, do tego wkrótce rozpocznie tak wyczekiwana budowa nowego stadionu. Czy koniec panowania Mazura przekreśla kierunek zmian na Roosevelta? Allianz Polska popełnił wiele błędów inwestycyjnych - głównie łożąc za duże kwoty za zawodników, trenerów i ich pensje, ale co najgorsze, rezygnuje z Mazura, faceta, który starał się to wszystko ogarnąć. I w wielu sprawach podejmował decyzje słuszne, z finansami jednak sobie nie poradził, a może po prostu obiektywnie zadanie było niewykonalne w tak krótkim(i pozbawionym pieniędzy Canal+)okresie?

Łukasz Mazur

Zastanawiam się, wybaczcie mi tę drobną fantazję, czy odwołanie Mazura nie jest ukłonem w stronę nowych podmiotów gotowych działać w Górniku. Nie brzmi to niedorzecznie - nie wszystkim szczerość byłego prezesa musi odpowiadać. Nie każdy musi Mazurowi ufać, powierzając niejako w jego ręce poważne środki(konkretów finansowej działalności prezesa nie poznamy wszak nigdy). Allianz, wydaje mi się, mocno się na Górniku Zabrze sparzył i powoli zaczął mieć dość tego bałaganu, do którego zresztą też się przyczynił. Spółce(i Jędrzejowi Jędrychowi) należy oddać, że pomogła kiedy było bardzo źle. Jednak teraz, odwołanie prezesa w oczach kibiców jest krokiem wstecz, ale Allianz jeszcze nie skończył swojej roboty. I naprawdę bardzo dużo zależy od stylu, w jakim współpraca między ubezpieczycielem a wielkim Górnikiem Zabrze znajdzie finał. Oby z korzyścią dla Klubu, który kochamy. Mam nadzieję, że nikomu powaznemu nie przyjdzie do głowy walka na noże z Allianz, bo z takich komfliktów jeszcze nic nigdy dobrego nie wyszło.

Za ten rok Panu Łukaszowi Mazurowi serdeczne dzięki!

Wieść przyszła dzień przed meczem z Bełchatowem. W niedzielę piłkarzom udało się przeprosić za katastrofę na Cichej i z niepokonanej Cracovii wiele nie zostało. 1:0 to i tak był namniejszy wymiar kary, bura należy się tym, którzy w ostatnich minutach z taką nonszalancją podchodzili do stwarzanych okazji(Sikorski szczególnie rzucał się w oczy). No tak jakby nie widzieli, że Kaczmarek ma świetny dzień, a skrzydłowi z Krakowa - Ntibazonkiza i Višņakovs tylko czekają na swoją szansę. Wynik naturalnie cieszy, na styl patrzę zaś z przymrużeniem oka, najważniejszym zadaniem było uniknąć kolejnej kompromitacji i dać nieco radości zabrzańskim kibicom. Udało się, chwała im za to, relegacja nam już nie straszna. Ach, po derbach zrehabilitował się Stachowiak. Z Cracovią zagrał bardzo pewnie, brawo.

Bełchatów spokojnie dryfuje sobie w środku tabeli, pokonali Legię, przegrali z Ruchem, poza tym trzy remisy. Ekipie Bartoszka nie grożą ani puchary, ani spadek, a Górnikowi trzy punkty do niespodziewanej walki o europejskie puchary zawsze się przydadzą ;-) pazerny jednak nie będę, spokojny, nawet nudny podział punktów mnie zadowoli. Aczkolwiek zwycięstwem podobnym do tego z Roosevelta, kiedy to Górnik przeważał przez większość spotkania, wcale a wcale nie pogardzę.

Głowy do góry. Zmienia się prezes, odchodzą piłkarze i trenerzy, ale Górnik Zabrze trwa.

Jakie będzie życie po Mazurze? Podzielcie się swoim zdaniem w komentarzach. Byle z kulturą ;-)

wtorek, 05 kwietnia 2011

Przewrotność faktów i liczb znów dała o sobie znać. Oto dokładnie rok po magicznych i ziejących grozą siedmiu minutach na Turf Moor Manchester City w kluczowym momencie sezonu znów gromi rywala w sposób podobnie perfekcyjny i kompletny. Pamiętne 6:1 z Burnley i późniejsze 5:1 z Birmingham wprawdzie nie zapobiegły późniejszym porażkom z United i Tottenhamem, które odsunęły nas od Ligi Mistrzów, jednak co pogrom, to pogrom. Bardzo mi brakowało takiego spotkania w tej kampanii Premiership - było 4:0 z Aston Villą, było 4:1 z Fulham, ale stricte pogromu do minionej niedzieli nie uświadczyliśmy.

Obaw po przerwie na kadry narodowe miałem sporo, entuzjazmu zaś niewiele, ale to co zobaczyłem w powtórce pozwolił mi zregenerować  siły przed decydującą fazą sezonu. Nie chodzi tylko o pięć goli, lecz o sposób w jaki wynik został osiągnięty. Dominacja przez pełne 90 minut, praktycznie żadnego zagrożenia ze strony Sunderlandu, interesująca gra w ataku i nawet Mario Balotelli nie zgrzeszył myślą, mową, uczynkiem bądź zaniedbaniem. Carlosowi Tevezowi udało się coś strzelić(oby na przełamanie), Johnson wrócił na boisko w stylu najlepszym z możliwych, a defensywa, z awaryjnym(i świetnym!) Boyatą na prawej stronie, pokazała tak charakterystyczną dla rzemiosła Manciniego klasę. Zachwycam się nie bez powodu - zespół potrzebował tego zwycięstwa jak tlenu. Pewności siebie przed starciami z Liverpoolem czy United nigdy za wiele.

Adam Johnson
(Alex Livesey/Getty Images Europe)

Powiecie, że Sunderland w kiepskiej formie i przegrał po trosze na własne życzenie. Zgodzę się, acz nie bez zastrzeżeń - ileż to razy graliśmy z zespołami słabszymi, zaciekle stawiającymi zasieki i zadowolonymi z remisu bądź skromnego prowadzenia? Lista meczów "dlaczego The Citizens nie będą mistrzami", wspominana przeze mnie wielokrotnie, jest długa i bezwzględna. Nawet osławione odejście od "trójki" defensywnych pomocników(jak wie każdy kto widział choćby kilka meczów City, Mancini nie stosuje 3 DM, gdyż Yaya Toure jest zorientowany ofensywnie) na rzecz czegoś w rodzaju 4-1-3-2(tu wariantów jest przynajmniej kilka) nie dawało oczekiwanych rezultatów. Naturalnie brakuje drugiego(lewego) nominalnego skrzydłowego, by móc przejść w to 4-2-4, które eksplodowało rok temu z Burnley i Birmingham(rekompensata Kolarowem nie jest aż tak skuteczna) i wydaje się, że The Citizens potrzeba czasu i większego zrozumienia na boisku, aby 'ofensywniejszy' wariant mógł być skuteczny. W niedziele wyszło wspaniale, co dobrze rokuje na przyszłe starcia z drużynami niżej notowanymi.

Pierwszy krok z ośmiu ku Lidze Mistrzów wykonany. Mając prawie wszystkich zawodników zdrowych i gotowych do gry Mancini ma z czego wybierać. Nadal czekam na faktyczne przebudzenie Teveza, swoje parę groszy powinien dodać Dżeko(najlepsze i tak pokaże w przyszłym sezonie), ale najbardziej liczę na Adama Johnsona. Jego powrót może zaważyć o naszym losie w tym sezonie, zarówno w lidze, jak i Pucharze Anglii. Zobaczcie pierwszy gol z Czarnymi Kotami a zrozumiecie, o co chodzi. Roberto Mancini słusznie prawi, iż Adam jest właściwie jedynym zawodnikiem, który wchodząc z ławki ma umiejętności, aby zmienić oblicze spotkania. I wcale mnie nie zaskoczy Gareth Barry w jego miejsce na poniedziałkową wojnę w Liverpoolu. Co ważne, do Manchesteru wrócił Pablo Zabaleta, miejmy nadzieję, że nie będzie już musiał latać do Argentyny, a powrót jego ojca do zdrowia będzie przebiegać pomyślnie. Richards podobno da radę się wykurować na derby, pożyjemy, zobaczymy, choć nie ukrywam, że to mój faworyt na prawą stronę... i naszego menadżera również.

Tak, to może być przełomowy moment sezonu 2010/2011 dla Manchesteru City i Roberto Manciniego, który jest bardzo bliski zapewnienia sobie posady na przyszły rok. Czyli zgodnie z moimi oczekiwaniami ;-)

niedziela, 03 kwietnia 2011

Londyn zrobił nam wczoraj wielką przysługę. Chelsea, Arsenal i Tottenham solidarnie zremisowały swoje mecze, co stawia Manchester City w bardzo dobrej pozycji przed dzisiejszym starciem z Sunderlandem. Szczególnie ważny remis Kogutów, oznaczający czwarty mecz bez zwycięstwa i trzeci podział punktów z rzędu(a Wigan, mówiąc szczerze, mogło nawet wygrać). Co do dwóch pozostałych rywali o Ligę Mistrzów, to jeśli uda się ugrać 3 punkty City, to wyścig znów nabierze rumieńców. Oby tylko nie doszło do powtórki z rozrywki i decydującego meczu z Tottenhamem o czwartą lokatę jak przed rokiem. Przełożone spotkanie wpada tym razem między 36. a 37. kolejką Premiership.

Sunderland AFCSunderland od swojego ostatniego zwycięstwa(22 stycznia 2:1 na Bloomfield Road) rozegrał zaledwie sześć spotkań(pięć porażek, jeden remis). Podopieczni Steve'a Bruce'a dawno temu odpadli ze wszystkich pucharów, a Manchester City, walczący na trzech frontach, w analogicznym okresie zagrał aż czternaście razy(7 zwycięstw, cztery remisy, trzy porażki). Nie zmienia to faktu, że forma Sunderlandu jest nieco myląca - powinni przegrać z Arsenalem(poratował ich arbiter), za to nie zasłużyli na porażkę ze Stoke City(błędy sędziego i dwie uznane nieprawidłowe bramki dla ekipy Pullisa), a i karny podyktowany Liverpoolowi nie był klarowny. Punkty oczywiście nie kłamią - Czarne Koty zdobyły zaledwie jeden, a City osiem.

Nie ukrywam, iż po porażce z Chelsea zgasło we mnie sporo optymizmu. Odpadnięcie z Ligi Europy, przegrane derby, paskudne występy z Wigan i Fulham oraz minimalna, nieefektywna taktyka na Stamford Bridge plus nieskuteczny Tevez to obraz dość przygnębiający. A przerwa reprezentacyjna robi swoje i nie wiem, czego się po The Citizens spodziewać. Popisu niemocy strzeleckiej jak z Blackburn czy Birmingham? Szybkiego gola jak z Boltonem i Newcastle? Albo piłkarze znów przejdą obok meczu, licząc na tunel pod Al-Habsim czy rzut karny? W pewnym sensie dobrze, że w trakcie zmagań będę na Rosevelta kibicował Górnikowi... Chciałoby się, aby ten sezon już się zakończył.

Wracają Tevez i Johnson(ten drugi ponoć jeszcze nie jest gotów na 100%). Poza kadrą Boateng, który być może będzie do dyspozycji Manciniego dopiero w maju, co na dobrą sprawę kończy przeciętny pierwszy sezon Niemca w Manchesterze City. Kontuzję w meczu U-21 złapał Richards(jeszcze kilka takich wypadków i naprawdę przestanę lubić piłkę reprezentacyjną...) i z prawych obrońców pozostał nam Pablo Zabaleta. Ojciec Argentynczyka na szczęścia wraca do zdrowia po wypadku i Pablo może skupić się na piłce. Było tak jeszcze trzy dni temu, niestety stan Zabalety seniora pogorszył się i piłkarz odwołał lot do Manchesteru. Poza nim awaryjnie na tej pozycji grał już Boyata, a w ostateczności jest Recee Wabara, wciąż wypatrujący swojego debiutu w Premiership. Na kogo postawi Mancini? Obstawiam, że będzie to Belg, w którego doświadczenie Roberto inwestuje już od ponad roku.

Najnowsza historia pojedynków obu klubów obfituje w emocje: pamiętamy wszak ostatnie dwie wizyty na Stadium of Light, tę najbliższą - fatalne pudło Teveza i gol Benta z karnego w samej końcówce, czy to starcie z zeszłego sezonu, gdzie remis pięknym strzałem w okienko zapewnił nam... kibic Sunderlandu, Adam Johnson. Podobnie na CoMS w grudniu 2009, kiedy padło pamiętne 4:3, a Mark Hughes pożegnał się z Eastlands. A co by sięgnąć do wydarzeń z minionego wieku, przypomnę sezon 1990/1991. 39 tysięcy ludzi na Maine Road, Sunderland broni się przed spadkiem, ale przegrywając z City 2:3 opuszczają angielską ekstraklasę. Co znaczące, dwa gole dla gospodarzy zdobył Nail Quinn, późniejszy zawodnik ekipy z SoL, a obecnie - prezes tegoż klubu.

piątek, 25 marca 2011

Kłopotów w zabrzańskim Górniku ciąg dalszy. Jeszcze się człowiek nie otrząsnął po śnieżnej katastrofie na Cichej, a tu z krytyką uderzył Michael Mueller, szef Allianz Polska. Główny argument łatwy do przewidzenia – decydenci w klubie nie radzą sobie z finansami, ściślej – nie sprostali zadaniu przyciągnięcia do Zabrza ważkich sponsorów. Mueller w wywiadzie dla „Gazety” bez skrupułów wytknął Mazurowi wszystkie potknięcia i błędy. Realna skala zaniedbań nie jest do końca znana(choć mrożą krew w żyłach takie prasowe rewelacje), jednak kilkumiesięczne zaległości w wypłatach i zagrożenie utraty licencji to nie są żarty. Mazura przedstawiano jako osobą związaną w przeszłości(wykształceniem m.in.) z finansami, czego w świetle obecnych problemów Górnika po prostu nie widać. I to moim zdaniem będzie najważniejszy powód zmiany na stanowisku prezesa. Sportowo wszak nie można Mazurowi niczego zarzucić – Górnik awansował do Ekstraklasy i nie broni się rozpaczliwie przed spadkiem, drużyna zaś została wzmocniona należycie. Ale bez pieniędzy w kasie czy na kontach zawodników nie można poprawnie funkcjonować. A stabilizacja pod tym względem była najistotniejszym zadaniem postawionym przed Łukaszem Mazurem.

Co do jego medialnego wizerunku, to faktycznie można mieć nieco zastrzeżeń. Sytuacja prezesa przypomina nieco wybryki Wojtka Szczęsnego na Twitterze: dziś śmiejesz się z karnego Ashleya Cole'a, jutro puszczasz fatalnego gola, przegrywasz puchar i doznajesz kontuzji na wiele tygodni. Z Mazurem podobnie: zarzucał Ruchowi antyfutbol na Roosevelta, a później określa naszych piłkarzy mianem kołków, gdy ci przegrywają Derby w takim stylu, że osobiście marzyłbym, aby pokazali rzekomy chorzowski antyfubol. W tym sporcie każda ostra wypowiedź pod adresem rywala wraca po jakimś czasie jak bumerang, najczęściej po to, by uderzyć nadawcę prosto w czerep. Co innego zaczepka w związku ze Stadionem Śląskim. Tu wina lezy po stronie prezesa Ruchu, który nie zarządza przecież SŚ. Poza tym, chyba nie po to walczono o śląskie krzesełka, aby był to jedynie chorzowski stadion. Sprawę oczywiście rozdmuchano, a Mazur w kaszę sobie nie da napluć. Nie czepiałbym się tej śmiesznej polemiki zbyt mocno.

Czy sytuację ze Strąkiem i Gorawskim można było rozwiązać inaczej? Nie sądzę. Co do Gorawskiego - jasna sprawa, tak kontuzjogennego zawodnika z wielką gażą nie odkupiłby od nas nikt. Paweł Strąk zaś okazał się niesłowny, najpierw umówił się na konkretną kwotą, a potem się wycofał, uznając, że woli grać w B-klasie za kosmiczne pieniądze. Nie uważam, aby Michael Mueller miał rację zwalać całą winę na Mazura za to, że Strąk woli pasożytować na klubie, zamiast rozwijać swoją karierę(Podobno byli chętni, by wziąć Strąka do siebie, ale Mazur puścił informacje do prasy, że nieuczciwy, słaby, wtedy oni się wycofali). Sprawa nie jest tak czarno-biała, jak uważa szef Allianz Polska.

Czego by Mueller nie powiedział, to kibice stoją murem za Mazurem. Oczywiście Stowarzyszenie ma prawo do swoich poglądów, nie wiem jednak, czy jasne stawienie się przeciw Allianz się opłaca(polska filia na własną rękę prowadzi rozmowy z potencjalnymi sponsorami). Owszem, trzeba bronić swojego, bo Łukasz Mazur jest prezesem, który m.in. wraz z Waldochem wlał w ten klub nadzieję, że skoro piłkarze awansowali do ekstraklasy, to i Górnik Zabrze może być firmą na miarę najwyższej klasy rozgrywkowej. Jednakże – truizm – finanse decydują o bycie klubu, a Mazurowi przyszło je ogarniać po ekipie białego czarodzieja, niezwykle szczodrej i bezmyślnej(jak pokazał "Sport", tradycja przewalania pieniędzy w Zabrzu jest długa i bogata...), co okazało się zadaniem ponad jego mozliwości. Jeśli prezes zachowa swoje stanowisko i odnajdą się sponsorzy gotowi wspomóc Górnika w drodze na szczyt, to sprawa powinna rozejść się po kościach. Nie wierzę jednak, aby Mazur został naszym sternikiem na lata.