Górnik Zabrze

środa, 16 października 2013
Burza w sprawie nowego selekcjonera naszej kadry rozpętała się na długo nim spodziewany topór spadł na Waldemara Fornalika. Kto następny ułoży swoją głowę na pieńku w oczekiwaniu niechybnej egzekucji z rąk rozczarowanych po raz wtóry polskich kibiców? Zagraniczny, a może znów chwilowo zaufamy ekspertowi z Ekstraklasy? Jedno wiem na pewno – oby nie był to Adam Nawałka!
środa, 12 czerwca 2013

Zakontraktowanie króla strzelców 2. ligi na papierze wygląda na dobry ruch, nie tylko z uwagi na ograniczenia transferowe jakie ma Górnik Zabrze. Skrzypczak w zakończonym sezonie zdobył 21 goli, co biorąc pod uwagę trzy poziomy rozgrywek w Polsce, daje drugi wynik za Maciejem Kowalczykiem z Kolejaża Stróże (22 trafienia). A jeśli dla zabawy spojrzeć na strzeleckie popisy Polaków w tym sezonie, to okazuje się, że Górnik ma w składzie trzeciego najskuteczniejszego Polaka w seniorskim futbolu (pierwszy jest oczywiście Lewandowski), no chyba że wiecie o kimś, kto na co najmniej trzecim poziomie rozgrywek w jakimkolwiek kraju strzelił więcej niż owe 21 bramek.

Drżyjcie bramkarze Ekstraklasy? Koniec problemów w Zabrzu z atakiem? Bynajmniej. Nie żebym skreślał ten transfer z góry, ale dotychczasowa historia zakupów Górnika z niższych lig prezentuje się raczej blado. Poza dwiema perełkami – Nakulmą i Milikiem, oraz obiecującym Olkowskim, spektakularnych efektów takiego zaciągu brak. Najbliższy snajperskiemu profilowi Skrzypczaka jest Mateusz Zachara, który na jesieni sezonu 10/11 strzelił w prowadzonym przez Jerzego Brzęczka Rakowie Częstochowa 10 goli, co zaowocowało przenosinami pod skrzydła Adama Nawałki.

Ciężko jednak Zacharze szło w Zabrzu i szybko trafił na wypożyczenie do GieKaeSu Katowice. W 1. lidze całkiem nieźle się zadomowił – w przeciwieństwie do Skrzypczaka, który epizodu na tym poziomie sprzed dwóch lat w Radzionkowie raczej nie uzna za udany. Co ciekawe, nowy nabytek Górnika dwukrotnie przeciwko zespołowi z Częstochowy zobaczył czerwoną kartkę i w obu przypadkach był wyrzucany z boiska już po dwóch kwadransach gry. Na swoje szczęście w barwach Polkowic nim opuścił murawę zdążył strzelić dwa gole. Zacharze natomiast niełatwo będzie udowodnić, chociażby przy Jeleniu, że ma umiejętności aby regularnie występować w podstawowym składzie KSG.

Górnik sięgał również po zawodników ogranych w miarę wcześniej na zapleczu Ekstraklasy, ale bez większych sukcesów. Po Tomaszu Chałasie(6 goli w Zniczu Pruszków w kampanii 09/10, wcześniej epizody w rezerwach Legii) wiele się nie spodziewano i faktycznie, poza 29 minutami w biało-niebiesko-czerwonych barwach, Chałas tułał się po wypożyczeniach aż trafił na stałe do Pogoni Szczecin, gdzie też jest daleki od zachwycania strzelecką formą. Nawet Adrian Świątek, którego osiem trafień w 1. lidze wydatnie przyczyniło się do powrotu zabrzan do Ekstraklasy, tuż po awansie szybko stracił miejsce w składzie, a później w klubie. W tym samym czasie na Roosevelta trafiło dwóch piłkarzy Sandecji - Maciej Bębenek i Michał Jonczyk, ale obu kontuzje przeszkodziły w rozwinięciu karier(to samo tyczy się Gabriela Nowaka, ten jednak próbuje jeszcze odbudować się po kontuzji na wypożyczeniu w Rozwoju Katowice).

Do grona nieudanych transferów z 1. ligi można zaliczyć, przynajmniej na razie, Wojciecha Łuczaka. Zdecydowanie więcej spodziewaliśmy się po zawodniku, którego awizowano jako strzelca 10 goli w barwach Górnika Łęczna, niemniej trzeba pamiętać, że Łuczak najczęściej grywał, gdy forma całego zespołu była na skraju katastrofy. Trudno więc uznać dziesięć, czy dwadzieścia goli w niższych ligach za jakikolwiek sensowny prognostyk. Ot, Adam Nawałka zaaplikuje swoje metody i zobaczymy, czy Skrzypczak będzie w stanie wygryźć np. Jelenia(o ile ten podpisze nową umowę), czy też podzieli los całkiem sporej grupy piłkarzy zatrudnionych w zasadzie tylko po to, aby zasilić rezerwy bądź zwiedzać inne kluby na wypożyczeniach.

Nie chciałbym oczywiście, aby i tym razem Górnik się pomylił. Braki w ataku widział każdy, kto miał nieprzyjemność oglądać zabrzan w 2013 roku, a jak ważne i niewdzięczne jest odszukanie dobrego snajpera pokazuje mała statystyka. Napastnicy zatrudnieni z polskiej ligi przez Górnika za Adama Nawałkę, tzn. Chałas, Zachara, Zahorski, Gołębiewski, Zieliński, Świątek i Jeleń w Ekstraklasie zdobyli razem dziewięć goli, a sam Milik strzelił ich 7 w jednej rundzie. 

Co jednak istotne, w Zabrzu myślą zawczasu i działają sprawniej. Prawie jak w City, choć może Madej nie jest jak Fernandinho, a Skrzypczak pewnie szybkościowo ustępuje Navasowi, to i tak tempo zakontraktowania nowych zawodników oraz uzyskiwania certyfikatów tych już pozyskanych(Kuś, Słodowy) dają jako takie widoki na okres przygotowawczy. Daleki jestem od optymizmu, to mogę powiedzieć z całą stanowczością, niemniej jakikolwiek ruch to dobry znak.

wtorek, 07 maja 2013

Mam dość.

Od dłuższego czasu szykowałem tekst o taktycznych problemach Górnika Zabrze. Historia miała się zacząć od transferu Milika, przez kontuzje Bembena i Nakoulmy, po indywidualne błędy w obronie. W końcu Górnik już stracił na wiosnę więcej(trzynaście) goli, niż w całej rundzie jesiennej(jedenaście). Skądś się to wzięło - swoje zrobiły zmiany w formacji ataku, gdzie Bonin, Zahorski, Zachara, Łuczak, Mosznikow, a także po części Jeleń nie dają takiej jakości, którą wywindowali jesienią Olkowski, Kwiek, Nakoulma i Milik. Agresywny pressing wspomnianego kwartetu dawał luzy tyłom, przynosił gole, a z bardzo dobrze grającymi piłką zawodnikami przykuwał oczy kibiców i ekspertów. Cofnięty Olkowski, bez zabezpieczającego Bembena z jego świetnymi dośrodkowaniami, bardzo się męczy. Brak lewego obrońcy i wynalazek Szeweluchin na tej pozycji to też fragment obrazu nędzy i rozpaczy pt. Górnik na wiosnę. Brzmi logicznie, prawda?

Chciałem to wszystko napisać, wyważyć, wytłumaczyć, bo prostego wyjaśnienia, że się sprzedali, nie chcę przyjąć do wiadomości. Stało się jednak coś nieoczekiwanego(a może wręcz przeciwnie?), gdy zobaczyłem to co Górnicy grali w Bełchatowie i jak Adam Nawałka za Prezesa i Jelenia wpuszcza Bonina i Przybylskiego przy stanie 0:1... no coś we mnie pękło. Ileż można? Dodajmy do tego wyzwiska śmierdziel w stronę Nakoulmy, obelgi przed i po meczem i nagle kibicowanie czternastokrotnemu Mistrzowi Polski staje się czymś po trosze obrzydliwym, aż traci się ochotę na kupowanie biletów i wspieranie przez 90 minut. Zespół nie zasługuje na choćby odrobinę fachowej analizy, bo oddaje punkty w sposób żenujący, w dodatku zyskują na tym dwa kluby najbardziej zwycięstw w naszej lidze potrzebujące. Aż strach pomyśleć, co Górnik Zabrze zagra z Pogonią w Szczecinie i jakie skojarzenia zrodzi możliwa przecież porażka.

Wiemy natomiast, co piłkarze powiedzą po meczu. Nie udało się. Rywalowi bardziej zależało, postawił trudne warunki. Musimy przeanalizować błędy i starać się dalej. Nie wiemy, co się dzieje. Ile klubów już przerabiało ten scenariusz?

Puchary? Jakie puchary? Powoli zaczynam żałować tak udanej jesieni w Zabrzu. Poza pieniędzmi z transferu Milika, sukces ciąży jak klątwa. Wyprzedził nas Piast i Śląsk. Idealnie, prawda? Piąte miejsce gry w Europie nie da, choć za cholerę nie rozumiem, co w tych pucharach jest złego? Czy UEFA dobierze się do finansów i podobnie jak Niebieskim, zablokuje premie? Czy koszta organizacji dwóch, no góra trzech wyjazdów i tyleż samo meczów domowych(rozumiem, że w Zabrzu raczej zagrać by się nie dało) wykracza poza możliwości Górnika? Nie chce mi się w wierzyć, iż koszta aż tak drastycznie przysłaniają korzyści. Przecież wyższe miejsce w tabeli to promocja klubu, piłkarzy, być może kolejne transfery w okolicach okrągłego miliona euro, które pozwolą przetrwać, ba, wypracować model finansowania klubu. Stadion przecież nie od razu przyniesie ogromne zyski, natomiast ze szkolenia i eksportu piłkarzy powinno wpadać kilka dobrych milionów złotych, nie licząc przy tym na cuda typu oferty z Rosji, zwyczajowo wyższe od tych np. z Bundesligi.

Co na to klub? Adam Nawałka robi trening w niedzielę o 6 rano, prezes Jankowski nieśmiało deklaruje, że przecież klub nie zabrania wygrywać zawodnikom. No dziękuję bardzo. Nie powinien za to oczekiwać zwycięstw, albo sensownie motywować je bonusami? No tak, znowu rzeczywistość i proces licencyjny, nerwówka, ugody z piłkarzami, a w tle szalone podejrzenie - Ekstraklasa w przyszłym sezonie za odpuszczenie pucharów na rzecz możniejszych. Dlaczego mamy tak nie myśleć? Namiastka sukcesu sprawiła, że wszyscy spoważnieliśmy. Czy wygrywasz, czy nie było hasłem jak najbardziej żywym, porażki traktowaliśmy z humorem, zwycięstwa z wdzięcznością i nikt na nikogo się nie boczył, bo Górnik i tak miał pewny ligowy byt. Wystarczył zapach mistrzostwa, pucharów, aby przesadzić, wyolbrzymić oczekiwania, puchary albo śmierć parafrazując kibiców GieKaeSu Katowice.

Jeśli w takiej atmosferze klub miałby jakimś cudem zagrać w Europie, to niech już lepiej w Ligę Europy wskoczą Śląsk i Piast, niech oni się męczą z własnymi oczekiwaniami. A Górnik wróci sobie na środek tabeli i będzie trwał w nim wygodnie, bo póki co na więcej nie zasługuje.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Rozgoryczenie w Zabrzu sięgnęło zenitu. Z drużyny walczącej o mistrzostwo zostało nic albo prawie nic. Piąta porażka w siódmym spotkaniu wiosny zrzuciła Górnika z podium, a wśród kibiców zasiała bardzo poważne wątpliwości.

Po zakończeniu spotkania piłkarze nie za bardzo wiedzieli, co ze sobą zrobić. Część chciała iść do szatni, część tradycyjnie chciała podejść do sektora 18, przybić piątki z kibicami, podziękować za doping i wsparcie, ale coś pękło. Nie ma przybijania piątek! Przemyślcie to sobie! - to chyba najostrzejszy zarzut, jaki można postawić zawodnikom. Wybaczyć porażki jest łatwiej, jeśli kopacze dali z siebie wszystko. Jednak gdy kibic nie dziękuje za walkę, odmawia drużynie zaangażowania i czystych intencji, to znak, że żarty się skończyły. Zamiast dzięki za walkę - gwizdy i pretensje. Podbeskidzie wywalczyło 3 punkty, nie chcę im tego zabierać, ale umówmy się - wygrali z zespołem zauważalnie gorszym.

Można debatować nad sensem kopania leżącego; jedni powiedzą, że świętym prawem każdego z nas jest wolność wypowiedzi, inni, że klub trzeba wspierać bezwarunkowo, w końcu czy wygrywasz, czy nie, ja i tak kocham cię. Ze pomoc jest potrzebna, gdy nie idzie, bo kibicowanie zwycięstwom jest łatwe i przyjemne. A tu się trzeba wysilić, zedrzeć gardło na przekór, nie poddawać się, choćby piłkarze mieli już dość. Tę niepisaną umowę - doping za walkę i zaangażowanie, w niedzielę Górnik swoją postawą złamał. 

Padło przez to mnóstwo oskarżeń, w tym te najgorsze - o korupcję. Taka nasza mentalność. Górnik przegrywa za często, nie dopuszczamy do siebie myśli o tym, że jest słabszy, że piłkarzom się nie chce, że brakuje Milika i chociażby kontuzjowanego Bembena. Łatwiej powiedzieć i usprawiedliwiać się, że tak miało być, że pucharów boją się w Zabrzu i lepiej przehandlować parę punktów za np. pomoc przy transferze(mówi się o Demjanie), albo pomoc w następnym starciu. Obrzydliwa przeszłość naszej piłki podsuwa takie skojarzenia automatycznie. Bo nie wiemy co się dzieje z obroną(sam na to pytanie poszukam odpowiedzi w osobnym tekście już wkrótce), bo atak nie istnieje, bo pomoc nie dostarcza dobrych piłek napastnikom. Bo to wczoraj widziałem na własne oczy nie było piłką nożną. Aż po końcowym gwizdku skryłem twarz w dłoniach. 

We Wrocławiu Górnik jeszcze grał. Wprawdzie za luźno w defensywie, ale już energicznie z przodu z szansami na efektowną wygraną. Z Podbeskidziem na boisko wyszli tylko Skorupski z Nakoulmą, reszta przebywała w jakiejś alternatywnej rzeczywistości(żeby nie było, że czepiam się tylko Górników z odzysku, czyli Zahorskiego i Bonina). Pamiętacie mecz w Bielsku? Przyjemny spacerek, 3:1, komentator Canal+ krzyczący Milik na Anglię. Gospodarze uginali się pod praktycznie każdym atakiem Górnika, wczoraj zaś mogli się złożyć ze śmiechu, bo tak żałosne były próby zabrzan. Za wolno, niecelnie, bez pomysłu. Przypomnijcie mi jakąś groźną akcję. Strzał w światło bramki. Cokolwiek, uncję nadziei na najbliższe tygodnie, bo mam z tym wielki problem. Znajdźcie mi jakiś plus poza tym, że Skorupski znów uratował nas przed totalną kompromitacją, a ozłocę.

Nie dopuszczam do siebie myśli o sprzedanym meczu, ale nigdy nie można być całkowicie pewnym, gdyż nikt trzeźwy nie uwierzy, iż piłka w Polsce jest całkowicie wolna od korupcji. Paradoksalnie, dla zawodników Nawałki byłoby lepiej, gdyby faktycznie specjalnie odpuścili, bo jeśli mają tak dalej grać, to Górnik skończy w dolnej połowie tabeli. Strach pomyśleć, co pokażą w Kielcach i z jakim podejściem wyjdą na boisko w dniu Wielkich Derbów Śląska...

poniedziałek, 11 marca 2013

Potwierdziło się większość moich obaw przed starciem z Kolejorzem. Bardzo chciałem uniknąć scenariusza, w którym to Górnik traci pierwszy gola i przegrywa ostatecznie 0:1. Sposób w jaki Lech wyszedł na prowadzenie zostawiam na osobny akapit; główny wniosek z wczoraj jest taki, że zabrzanie wciąż nie odpalili, jesienna forma wydaje się być odległa niczym ostatnie mistrzostwo, a typowanie KSG na podium wygląda z meczu na mecz na coraz bardziej pozbawione argumentów.

Żółć jaka wylała się z trybun na sędziego Raczkowskiego to, jak to się mówi, typowy temat zastępczy. Absolutnie, żadne sędziowskie wpadki nie mogą przykryć mizernej postawy Górnika, ale rozprawmy się i z nimi. Karny dla Lecha określiłbym nadgorliwym i aptekarskim. Kontakt z łokciem Gancarczyka był, ale także z jego żebrami, do tego zawodnik był obrócony tyłem... oczywiście zwiększył swoją 'objętość', jednak pozycja ręki nie była jakoś strasznie nienaturalna i gdyby karnego nie było, sędzia Raczkowski, tuż przed rozpoczęciem żartujący z Gancarczykiem nota bene, spokojnie by się obronił. Co do faulu na Iwanie, to też sporo wątpliwości - Kamiński nogę wystawił, ale czy był kontakt, tego nie potrafię ustalić, ale skłaniałbym się ku temu, iż jedenastki być nie powinno. Zresztą, po koszmarnym kiksie Nakoulmy pytanie o zasadność gwizdnięcia wydają się bezsensowne. 

Pudło z jedenastu metrów to i tak jedynie część frustracji, jakich byłem uczestnikiem. Jeśli najlepszym piłkarzem Górnika był Skorupski, to nie świadczy to najlepiej o przebiegu spotkania. Skuteczna obrona zabrzan zaczyna być historią, za chwilę może być legendą, a ta, wiadomo, w końcu stanie się mitem i już nawet Skorupski nie pomoże.

A Lech, mimo iż miał przewagę, nie był w stanie wyjść na prowadzenie, raził brakiem skuteczności. Karny przez to wydawał się jeszcze bardziej niesprawiedliwy i bolesny. Remis, z uwagi na to co Górnik pokazał, byłby mało zasłużony, tu trzeba było wygrać przecież. A sprawiedliwość, o której mówił trener Rumak po meczu, widzę raczej w tym, że Górnik przegrał będąc po prostu za słaby na Lecha, który niczym szczególnym nie zachwycił, ale był na tyle skuteczny z tyłu, że nie dał sobie prowadzenia wyrwać. 

Miałem jeszcze uncję nadziei na rozruszanie środka pola Iwanem i cofniętym Kwiekiem, ale nic specjalnego z tego nie wyszło. Pamiętam cały czas słowa sztabu o nowej strategii, angażującej pomocników w ataki, ale to chyba nie wychodzi, bo efekty trudno dostrzec - Górnik nie oddał celnego strzału na bramkę Buricia. Za to doskonale trakcie meczu rzucały się w oczy katastrofalne dośrodkowania Bonina. Każde z nich było niedokładne i już sam nie wiem, co gorsze dla Górnika na prawej stronie, Bonin czy Olkowski... wybór dosłownie z gatunku między dżumą a cholerą. Każdy kolejny kontakt z piłką Bonina to zapowiedź jakiejś małej tragedii, to samo tyczy się Zahorskiego i dojrzewa we mnie decyzja o przyznaniu racji przedrundowym pesymistom.

Myśl ta błądziła mi z tyłu głowy od dłuższego czasu. Boninem i Zahorskim, będącymi już dawno po swoich najlepszych czasach, nikt ligi, nawet tak wyrównanej, nie zwojuje. Możemy uważać Adama Nawałkę za cudotwórcę, ale nie sprawi on, że Zahor poprawi technikę, a Bonin zacznie celnie dośrodkowywać. Wiara w trenera to jedno, ale drugie to przykry fakt, że zakontraktowano piłkarzy obśmianych na każdy sposób i prawdopodobnie niechcianych nigdzie indziej w Ekstraklasie. Przyzwoitość i złudna kibicowska wiara w cuda nakazywała dać im szansę i nie skreślać ich nim chociaż spróbują dopaść do piłki. Jednak po 3 spotkaniach wygląda na to, że przyzwoitości nie zachowali zawodnicy, zgłaszając aspirację do gry w klubie, w którym ich umiejętności nie wystarczają. Są tani i prawdopodobnie będą ubierać trykoty Górnika tylko do końca rundy, ale co krwi napsują kibicom, to napsują.

Tylko że nie samym Zahorem i Boninem Górnik stoi, nie chcę z nich robić takich totalnych kozłów ofiarnych, gdyż reszta kopaczy także jest daleka od jesiennej formy. Po roszadach w zimie kadra wymagała uzupełnień, doszły jeszcze kontuzje, a mimo tego Górnik nie był w stanie wystawić pełnej ławki rezerwowych(Łukasiewicz i Zachara byli powołani do kadry ME). Potrójna zmiana, pierwsza taka za Nawałki w Zabrzu, to akt czysty desperacji. Mączyński gra przeciętnie, a Prezes i Jeleń są fizycznie niegotowi na przejęcie ciężaru gry i ratowanie wyniku. A tu nie ma czasu na zgrywanie się i powrót do pełni sił. Za chwilę przyjdzie grać na Łazienkowskiej w meczu prawdopodobnie ostatniej szansy na doskok do uciekającej grupy mistrzowskiej.

Wracając do domu pomyślałem jeszcze o tym, że czar prysł, że fajnie było pomyśleć po dekadach że Górnik znowu może sięgnąć po coś więcej niż tytuł klubu komedii. Trudno jest mi się oprzeć wrażeniu, że szansa własnie uciekła i może się już nie powtórzyć przez kilka lat. Chciałbym, aby w piątek Górnik mi pokazał, że się straszliwe mylę, że skreślam zbyt wcześnie. W Warszawie będzie ciężko, bez względu na to, co Legia na wiosnę pokazuje. To będzie także test dla Adama Nawałki. Czy jest cudotwórcą, czy tylko solidnym trenerem, który pomógł niezłej grupie na chwilę poczuć smak ligowego szczytu.

sobota, 09 marca 2013

Pierwsze z dwóch kluczowych starć w czubie tabeli czas zacząć. Oba zespoły są po porażkach na własnych obiektach i wobec zwycięstwa Legii nikogo nie będzie przy Roosevelta interesował remis. Absurdalna logika Ekstraklasy gwarantuje jednak niespodziewane i we złamaniu pewnych prawidłowości szukałbym szansy na zwycięstwo dla ekipy Adama Nawałki.

W poprzednich kolejkach Lechitów spotkał podobny los co Górnika, w obu spotkaniach szybkie gole ustawiały spotkania i całkiem możliwe, że i tym razem będzie podobnie. Lech z Ruchem prowadzenie objął już w drugiej minucie, gola z Polonią stracił w szóstej. Ustawiało to dalszy przebieg tych meczów, u siebie poznaniacy przejęli inicjatywę i szturmowali bramkę Pawełka przez pozostałe 80 minut. Oddali przy tym kilka groźnych strzałów z dystansu, świetną okazję miał też Ślusarski, jednak mimo znaczącej przewagi wyrównać, podobnie jak Górnik z Jagiellonią w drugiej połowie, nie potrafili. Inna sprawa, że zespół Stolarczyka moim zdaniem powinien przy Bułgarskiej wygrać wyżej, jednak Czarne Koszule zmarnowały ze dwie wyśmienite kontry.

W Chorzowie natomiast role były odwrócone, przynajmniej w pierwszej połowie, gdy rywalizacja miała jeszcze sens. To Ruch częściej był wówczas przy piłce, a Lech strzelał gole i na ten podstawie trudno przewidzieć, co się w Zabrzu wydarzy. Zakładam, że Adam Nawałka wyciągnie swoją typową broń przeciwko Kolejorzowi, czyli wysoki pressing od pierwszej do ostatniej minuty spotkania. Na Roosevelta przynosiło to dobre rezultaty - dwa zwycięstwa od powrotu do Ekstraklasy, ale, no właśnie, nieco przeraża mnie fakt, iż ostatni raz Lech przegrał na wyjeździe... pod koniec września zeszłego roku. Poza tym - same zwycięstwa. A Górnik dwie porażki poniósł właśnie u siebie, po kiepskich spotkaniach... i weź tu bądź mądry, panie.

Moją uwagę w składzie Lecha przykuł debiutujący w Polsce Kasper Hämäläinen. Na Cichej szczególnie zaprezentował się korzystnie - gol, asysta, sporo zdrowia i pozytywnego wrażenia pozostawionego na boisku. Fin dużo widzi, potrafi utrzymać piłkę i nie panikuje, gdy znajdzie się w trudniejszym położeniu, z pewnością Adam Nawałka musi zwrócić swoim piłkarzom na niego uwagę. Bitwa w środku polu skutecznie powinna odciąć Kaspera od podań. Co do innych zagrożeń - Tonew. Oczywiście, jego tendencja do jazdy bez głowy jest znana, ale zawsze istnieje ryzyko, że coś mu wyjdzie i trzeba będzie odrabiać straty. Co ciekawe, po tej samej stronie boiska będzie biegać dwóch podobnie uzdolnionych skrzydłowych, Bułgar i Olkowski. Żeby tylko się nie przeziębili od wiatru, który będą robić.

Skoro mówi się, iż Prezes i Jeleń mają być gotowi na Legię, to jasne, że personalia Górnika na niedzielę pozostaną praktycznie bez zmian. Zabraknie Przybylskiego(kartki) - Nawałka najpewniej postawi w jego miejscu Iwana, co mam nadzieję rozrusza ospałą ofensywę zabrzan. Chętnie też zobaczyłbym Mosznikowa, który dał niezłą zmianę w zeszłą niedzielę. no i... może zamiast Zahorskiego rzucić na atak/skrzydło Bonina(Zachara jest w kadrze z Młodą Ekstraklasą, więc nie jest bliski pełni zdrowia)? Zbyt wiele ryzyka w takiej roszadzie nie widzę...

Grunt to utrzymać walkę w środku pola, niekoniecznie dając Lechowi szansę na kontry, a więc pressing, pressing i jeszcze raz pressing. Będzie brakować Nakoulmy, toteż atak Górnika nadal będzie dość statyczny i dopóki Lech nie popełni katastrofy, to będę liczył na stałe fragmenty. Dobrze by było aby Gancarczyk kilkoma dobrymi dośrodkowaniami przypomniał Lechowi, że jednak w piłkę grać potrafi. no i - nie stracić gola jako pierwsi, bo jeśli jakieś rozstrzygnięcie jest bardziej prawdopodobne, to właśnie typowe dla Lecha zwycięstwo na wyjeździe 1:0. Jeśli Górnikowi uda się na przekór passie Kolejorza dziś wygrać, to do Warszawy będzie jechać z dobrym nastawieniem. A żeby zdobyć owe cztery punkty, o których marzę, właśnie dziś potrzeba pokazać, że jest to możliwe.

poniedziałek, 04 marca 2013

Tak kończy się rozdawanie punktów przez kolejką.

Górnik zagrał jedno z najgorszych spotkań w sezonie i słusznie poniósł drugą ligową porażkę. Jagiellonia, do niedzieli bez gola w 2013 roku, wykorzystała absolutnie wszystko, co zabrzanie podarowali i dzielnie broniła zwycięstwo do ostatniej minuty spotkania.

Pierwsze dwa kwadranse na Roosevelta zasługują na oddzielny akapit, choć słowo dramat w zasadzie mówi wszystko. Jako że jestem bywalcem sektora, po stronie którego Górnik atakował w pierwszej połowie, to wynudziłem się nieprawdopodobnie. Nie działo się praktycznie nic, co podniosłoby temperaturę na trybunie. Ciśnienie zaś skoczyło wszystkim dwukrotnie po golach dla gości. Najpierw zamieszał Kwiek - podał do Dancha będącego pod pressingiem. Kapitan Górnika na szybko chciał piłkę oddać Olkowi, ale ten był już wyprzedzony przez piłkarza Jagiellonii. Piłka dochodzi po chwili do Quintany, ten ma sporo szczęścia przy dwóch rykoszetach i 1:0.

Goście nie tylko w tej akcji, ale w przekroju całej pierwszej połowy lepiej operowali pressingiem, umiejętnie to raz wychodząc wyżej, to chowając się za podwójną gardą. Górnik natomiast miał wielkie problemy z rozegraniem piłki. Bodaj tylko razu udało się przenieść ciężar gry na połowię Jagi, poza tym urzeczywistniła się jedna z obaw, jakie wiązałem z przyjściem Zahorskiego.

Obawa natury taktycznej - kiedy zabrzanie są bezradni w ataku pozycyjnym, próbują długim zagraniem uruchomić Zahorskiego, ten ma wygrać pojedynek główkowy i ... no właśnie, ktoś musi wejść w tempo, zgarnąć przebitą piłkę i stworzyć zagrożenie. Ale to nie działa. Nie funkcjonowało podczas poprzedniego pobytu Zahora w Zabrzu i nie ma wielu argumentów, aby tym razem wyglądało to inaczej. W kwestiach wymuszonej taktyki wolałbym, z dwojga złego, aby Adam Nawałka był uzależniony od Nakoulmy, a nie od Tomka. Wczoraj niestety bezradność wzięła górę. Ciężar rozegrania próbowało wziąć na siebie prawe skrzydło, bezskutecznie, środek pomocy praktycznie nie istniał. No, dramat jak się patrzyło. A Jagiellonia mogła prowadzić 4:0, w końcu Plizdze niewiele zabrakło, a bardziej zdecydowany Smolarek mógłby minąć Skorupskiego i pogrążyć słabego Górnika.

Nastawienie Jagi na drugą połowę zmieniło się na bardziej defensywne, co mimo wszystko trrochę mnie zdziwiło. Obrona korzystnego wyniku nie musi oznaczać cofnięcie linii o 10, 20 metrów. Wyżej grający zespół Hajty zmusił Górnika do częstych fauli(w pierwszej połowie zanotowali ich dziesięć, a przecież nie liczymy tych, które sędzia puszczał z powodu korzyści), przez co wyglądał na sfrustrowany i mizerny. Po przerwie jednak zabrzanie przejęli kontrolę nad meczem i dzięki przestrzeni w okolicach 30., 40. metra coś w ofensywie ruszyło, aczkolwiek po tym jak Bonin miał wielkie kłopoty z przyjęciem zdawałoby się prostej piłki z 71. minuty, zwątpiłem iż cokolwiek może Górnikowi wpaść. Swoje 3 grosze do tego przekonania dołożył jeden z bohaterów Jagi, Adam Dźwigała, który wybił z linii strzał Mosznikowa(niezłe wejście zanotował Estończyk tak btw), a w pierwszej połowie sprytnie wykorzystał gapiostwo obrońców KSG i dał swojemu zespołowi prowadzenie 2:0. Na szczęście, mimo ostrych rajdów Kupisza i kontr Jaga nie zdołała podwyższyć wyniku, dzięki czemu nie tylko  uniknięto blamażu, ale i zachować, małą bo małą, ale jednak szansę na remis.

Gol Przybylskiego dał jakąś nadzieję, choć piłka kuriozalnie do niego trafiła po plecach Bońka i obrońcy Jagi. Później jeszcze Bonin próbował przewrotką w ostatnich sekundach dać remis, ale mimo zdecydowanej przewagi w tej części gry Górnikowi nie udało się niczego wyrwać z boiska. W przewidywaniach przedmeczowych zabrzanie mieli zdecydowanie wygrać, na murawie mogli zremisować, a ostatecznie przegrali. Czy to preludium do kolejnego wyścigu ślepego z kulawym o Mistrzostwo Polski? Za tydzień pierwsze starcie z bezpośrednim rywalem do tytułu... i nijak nie da się wskazać w nim faworyta, wszak oba zespoły przegrały swoje domowe spotkania(Lech już czwarte z rzędu!). Kurczaka z rożna temu, kto wytypuje prawidłowy wynik.

Górnik z Jagiellonią zagrał dwie złe połowy. Gdy rywal naciskał i nie pozwalał grać, pomocnicy i obrońcy popełniali kosztowne błędy, a atak w ogóle nie istniał. Gdy zaś Jaga się cofnęła, zabrakło skuteczności(choć nie determinacji). Adam Nawałka dobrze odrobił swoje zadanie w przerwie, ale do choćby punktu, z przebiegu raczej niesprawiedliwego, trochę zabrakło. Oby piłkarze przebudzili się po tym małym szoku i zrozumieli, że za darmo nikt w tej lidze punktów nie daje, jakkolwiek dwuznacznie i korupcjogennie by to nie brzmiało ;-)

Jeszcze jedno. Cała liga już wie, że auty na wysokości pola karnego rywali Górnik wyrzuca na Szeweluchina. Ukah znakomicie sobie z tym radził i nasz Ukrainiec dwukrotnie nawet nie musnął piłki. Czas na jakąś odmianę tego wariantu, bo stał się zbyt czytelny.

wtorek, 26 lutego 2013

Nie mogło stać się inaczej - od pierwszego dnia po podpisaniu umowy z Górnikiem przeznaczeniem Zahorskiego był gol z Piastem na przekór przeogromnym drwinom ze strony kibiców i oczekiwaniom na poziomie zerowym. Dla wielu najlepszym miejscem dla Tomka miała być ławka rezerwowych solidnie posmarowana supertrzymającym klejem. Łaskawszym okiem fani spoglądali na powrót Bonina, który w Górniku zaliczył najlepsze lata gry, potem wprawdzie był zjazd z Polonii przez ŁKS do Pogoni, więc też nie spodziewamy się, aby Grzegorz miał być kluczową postacią na wiosnę. Grunt, że obaj są relatywnie tani i po sezonie prawdopodobnie Górnik się ich pozbędzie. - tak pewnie uważał każdy, nawet ci, którzy darzą trenera Nawałkę ogromnym kredytem zaufania.

Jednak dla śledzących wyniki i składy Górnika ze zgrupowania z Turcji było jasne, że Zahor jest szykowany do wyjścia w pierwszym składzie, choć uważałem, iż będzie to szpica, a nie lewa strona pomocy w zastępstwie Nakoulmy. Poza Łuczakiem w środku ataku Adam Nawałka niczym większym nie zaskoczył. Nawet częste wystawianie Konrada Nowaka w meczach kontrolnych nie przełożyło się na jego miejsce w składzie. Uczciwie trzeba jednak sprawę postawić, że młody pomocnik był desygnowany do ataku, a póki co nie dysponuje posturą godną Ekstraklasy i pewnie czeka go runda, w której będzie szukał szansy w końcówkach spotkań. Reszta zespołu bez niespodzianek - trudno było się spodziewać, aby sztab Górnika próbował rozmontować sobie tak dobrą defensywę i solidny środek pomocy.

Przed meczem oczekiwałem powtórki z poprzednich wiosennych wznowień pod Adamem Nawałką. W trzech takich spotkaniach Górnik ani razu nie stracił gola, dwa remisy(GieKsa i Polonia Warszawa) i jedno zwycięstwo(to pamiętne 2:0 nad Legią) i plan ten idealnie wykonał w poniedziałek, choć sporo przy tym było zasługi w osłabieniach Piasta. Praktycznie poza sytuacją Jurado z trzeciej minuty trudno wskazać, kiedy to gliwiczanie przestraszyli Skorupskiego. Nerwowo było tylko pod koniec, gdy Piast wykonywał dwa rzuty wolne z bliska, ale jeden wylądował obok bramki, a drugi skończył się w murze.

Goście nie potrafili wykorzystać fatalnej skuteczności Górnika i słusznie Adam Nawałka mówił po spotkaniu o tym, aby nie zachłysnąć się zwycięstwem. Bo było dobrze, ale nie idealnie, wszak te sytuacje Zahorskiego, Olkowskiego i Kwieka powinny wylądować w siatce. Szczególnie to sam na sam Pawła... gdyby poprawił ten element i nieco lepiej dogrywał piłki(drybling i szybkość ma już odpowiednie) to wskoczyłby na szczyt listy piłkarzy z Zabrza gotowych na wyjazd zagraniczny. A tak jest typowym jeźdźcem bez głowy, niestety.

W grze Górnika, na tyle na ile mogłem zaobserwować z trybun, brakowało typowej płynności i znanego z jesieni ataku pozycyjnego. Po części można to wytłumaczyć szybkim golem i nastawieniem na grę z kontry, albo z powodu derbowego(walecznego rzecz jasna) charakteru starcia z Piastem. Skoro jednak nie szło z typowego rozegrania, to przynajmniej interesująco wyglądały stałe fragmenty gry. Po rzucie rożnym padł gol, a każdy następny zmuszał do interwencji Trelę, bezwzględnego bohatera spotkania i chyba najbardziej wściekło na boisku, w końcu jego obrońcy wyłożyli zabrzanom dwie setki i tylko swoimi umiejętnościami uratował Piasta przed kompromitacją. Ogólnie, derbowy występ biorę za za dobry znak - osłabiony brakiem Nakoulmy Górnik mimo wszystko wypracował sobie kilka sytuacji, nadal był zdeterminowany i nie odstępował rywali na krok. 

Gol Zahorskiego wpadł w dość szczególnym momencie, akurat Torcida zaczęła rozkręcać oprawę... i nad nową trybuną mogliśmy podziwiać niezły pokaz sztucznych ogni. Górnik na swój sposób eksplodował, Zahor także, grunt to sprawić, aby nie była to tylko efektowna i chwilowa sztuczka, a długotrwałe pasmo dobrych występów. W niedzielę podejmiemy Jagę, znokautowaną przez Podbeskidzie, a w perspektywie mającą mecz Pucharu Polski z przeciętną Wisłą. Utrzymanie dwóch, trzech punktów straty do liderującej Legii przed starciem na Łazienkowską byłoby fantastyczne, ale tu znów przyda się twardo stąpający po ziemi Adam Nawałka. Nawet lider po czterech bardzo trudnych kolejkach wiosennych nic nie daje. Nadal potrzeba wytężonej, ciężkiej pracy, aby wejść na szczyt i dłużej się na nim utrzymać, czego wypada życzyć zarówno Tomaszowi Zahorskiemu(już bez tej porcji szydery), jak i całemu Górnikowi.

czwartek, 03 stycznia 2013

Nadszedł 2013 rok, minęły święta, czas wrócić do podsumowania jesieni Górnika Zabrze - dziś na warsztat wezmę poszczególnych zawodników oraz trenera Nawałkę. Niestety, z braku sensownych danych - chociażby celności podań, liczby odbiorów i innych miłych statystykom pierdół miałem poważny problem z oceną gry środkowych pomocników, a nie mam tyle czasu, aby dokładnie spojrzeć na wszystko ligowe spotkania... no ale do rzeczy. Liczbę asyst pożyczyłem od znakomicie prowadzonego bloga Mój Górnik.

Adam Nawałka - w minionej rundzie doprowadził taktykę Górnika wspartą bardzo dobrym przygotowaniem fizycznych na jeszcze wyższy poziom. Nie zmieniło się wyjściowe ustawienie 4-2-3-1, podobnie jak w poprzednich sezonach Nawałka kładł nacisk na ofensywne wejścia bocznych obrońców, intensyfikacji uległ natomiast pressing, zakładany wysoko praktycznie w każdym spotkaniu, a nie jak to wcześniej bywało - zarezerwowany tylko na najsilniejszych rywali. Górnik rzadziej dawał spychać się we własne pole karne i rzadziej oddawał inicjatywę, nawet gdy prezentował się słabiej. To co również mogliśmy zauważyć, to liczne próby konstruowania akcji poprzez grę piłką po ziemi. Niby brzmi banalnie, ale widać progres - nieczęsto piłkarz przy futbolówce był pozbawiony możliwości krótkiego zagrania. Stało się tak dzięki temu, iż Nawałka zmusił zawodników do większej aktywności, albo inaczej - uczynił ich bieganie sensownym.

Zamiast dwóch, trzech podań między obrońcami i górnej piłki w poszukiwaniu napastnika, zabrzanie starali się rozgrywać atak pozycyjny(znów, szkoda że nie mogę tego udowodnić za pomocą jakiś fajnych tablic...), umiejętnie przenosili ciężar gry z jednej flanki na drugą, lepiej także grali z pierwszej piłki. Adam Nawałka słusznie przesunął na stałe Nakoulmę do pomocy, od czasu do czasu oczekując, iż piłkarz z Afryki będzie zmieniał się pozycjami z Olkowskim(gdy do gry wszedł Magiera, to oczywiście ten wariant odpadł). Taktyka gry głównie skrzydłami - i związana z tym ogólna siła w zdobywaniu goli z rzutów rożnych i wolnych(z bocznych sektorów) uczyniła z Górnika naprawdę silną drużynę. Mimo lekkiej zadyszki nie powiedziałbym, aby piłkarze wyglądali na zmęczonych. Fakt, jak to trener zabrzan ma w zwyczaju, czasami za długo trzymał niektórych piłkarzy na murawie, choć raz potrafił zaskoczyć, vide szybko zmiana Milika w meczu z Pogonią. Poza tym, chyba nikt nie ma wątpliwości, że Nawałka jest 12. zawodnikiem - jego gra przy bocznej linii i dyrygowanie zespołem pomniejszają rolę Adama Dancha do adiutanta, a nie generała na boisku ;-) i na koniec - fantastyczne decyzje o zaufaniu niektórym młodym zawodnikom. Niech liga patrzy i się uczy, jak młokosów wprowadzać do dorosłej piłki.

Łukasz Skorupski(15 meczów/6 czystych kont/1 obroniony rzut karny) - młody golkiper Górnika rozwija się w podobnym tempie do zeszłego sezonu. Mimo wpadki z Legią, dostąpił debiutu w reprezentacji i jego kariera wygląda obiecująco. Wciąż jak mantrę będę powtarzał jego hejterom - to dobry shot-stopper, uratował Górnikowi sporo punktów, ale nie jest idealny i na pełnię jego umiejętności trzeba i warto poczekać.

Michael Bemben(14 meczów/0 goli/3 asysty) - przed startem rundy bardzo chciałem, aby "Opa" został w Zabrzu i na szczęście tak się stało. Młodsi wciąż mogą się od niego nauczyć, jak grać na pozycji bocznego obrońcy - wciąż ma dość gazu, aby często wchodzić do ataku i siać spustoszenie dokładnymi dośrodkowaniami.

Adam Danch(15/2/2) - bardzo dobra runda "Kabana" zaowocowała powrotem po latach do reprezentacji. Bardzo pewny duet z Szewelucihnem, do tego strzelec dwóch ważnych goli - z Legią i Wisłą. Prawdziwy kapitan' który rozegrał całą jesień na bardzo równym poziomie i w tej chwili jest jednym z lepszych defensorów ligi, w dodatku sędziowie nie pokazali mu ani razu jakiejkolwiek kartki

Oleksandr Szeweluchin(15/1/0) - nieco słabiej od swojego partnera na środku obrony, szczególnie zaś zawiódł w meczu z Zagłębiem, ale znów - ogólnie bardzo solidnie. Ważny element szczelnej obrony Górnika, jego postawa i Dancha również przyczyniły się do sześciu czystych kont na jesieni. Z ciekawością patrzę na wariant rozegrania autów z jego udziałem - może w rundzie rewanżowej Ukrainiec zaliczy jakąś spektakularną asystę? Swoją drogą, Olek także całą jesień zagrał "na czysto"!

Seweryn Gancarczyk(15/0/2) - jeden z dwóch bardzo udanych transferów. Szczerze mówiąc, po tym jak Seweryn sięgnął ŁKSu Łódź bardzo wątpiłem, iż w Zabrzu mu się powiedzie, jednak kontuzja Magiery wymusiła jego występy... i wyszło całkiem nieźle, przynajmniej na tyle, aby powracający Magiera nie wyrwał mu z marszu miejsca w składzie. Czasem fajnie jest się pomylić co do transferowych przeczuć ;) Bardzo interesująco zapowiada się walka pomiędzy nim a Magierą o miejsce w składzie.

Mariusz Magiera(3/0/2) - kontuzja wykluczyła Mariusza z gry na prawie cały sezon, ale jego powrót dał drużynie pozytywnego kopa. Magiera wprawdzie sprokurował karnego z Polonią, ale później zaliczył trzy asysty i poradził sobie na lewej pomocy. Na wiosnę, gdy przejdzie pełny okres przygotowawczy, powinno być jeszcze lepiej.

Antoni Łukasiewicz(4/0/0) - nie przebił się ani do linii pomocy, ani do obrony i mówi się, że czeka go wypożyczenie do któregoś z klubów Ekstraklasy, podobnie jak Błażeja Telichowskiego, który w barwach Górnika nie zagrał ani minuty na jesieni.

Maciej Bębenek(2/0/0) - faktyczny powrót do piłki Bębenek prawdopodobnie rozpocznie wiosną na zapleczu Ekstraklasy. Pytanie, czy chodzi o wypożyczenie, czy transfer definitywny...

Mateusz Przybylski(15/2/0) - jeden z czterech zawodników, który rozegrał pełne 1350 minut na jesieni(obok Skorupskiego, Dancha i Szeweluchina), skała nie do ruszenia w pomocy, w dodatku z dwoma golami. Nawałka słusznie przestał kombinować i wystawiać Mateusza na prawej pomocy, wszak najlepiej czuje się jako defensywny pomocnik. Trudno sobie wyobrazić sobie 11 Górnika bez niego. Martwi mnie brak doniesień w sprawie kontraktu Mariusza, który skończył się z ostatnim dniem 2012 roku... 

Bartosz Iwan(12/0/1) - powrót na wspólną drogą Nawałki i Iwana okazał się strzałem w dziesiątkę. Od startu z Piastem Iwan imponował mi wizją gry i licznymi prostopadłymi piłkami, dobrze też grał w powietrzu, później troszkę to przycichło, do składu częściej wchodził Mączyński, ale ogólne wrażenie pozostało bardzo dobre, kolejny plus dla Adama Nawałki w rubryce 'transfery' ;-)

Krzysztof Mączyński(12/1/1) - jeden z tych, z których oceną zawsze mam problem... i zdaje się nie tylko ja. Osobiście wolałem w jego miejscu widzieć lepiej usposobionego do przodu Iwana i zastanawiam się, co Nawałka w Mączyńskim , dostrzega, skoro czasami potrafi zagrać na alibi jak nikt inny...

Aleksander Kwiek(11/2/0) - odniosłem wrażenie, że mniej było Kwieka na jesieni niż w poprzednim sezonie - oznaczył się tą czerwona kartką, strzelił dwa gole i mimo typowej zadziorności(poza czerwem trzy żółte) czegoś mi w jego grze brakowało. Być może to kwestia taktyki, być może nie zapamiętałem niczego szczególnego - wiem jednak, że w razie dłuższej absencji Olka Górnik wiele by stracił z jakości. Interesujące, jak potoczą się rozmowy kontraktowe... 

Paweł Olkowski(14/0/1) - chyba najbardziej irytujący zawodnik rundy. Zważywszy na swoje możliwości, powinien lepiej strzelać i więcej asystować, ale wykończenie ma słabiutkie, a dośrodkowań powinien uczyć się od Bembena. Potrafi - i raz na jakiś czas to czynił - zrobić sporo wiatru wokół obrońców rywali, jednak skuteczności z gry ma do poprawy. Jeśli Milik aspiruje do ławki czołowego klubu Niemiec, to Paweł jest na poziomie 2. Bundesligi z zaznaczeniem, że jeszcze sporo musi się nauczyć.

Prejuce Nakoulma(15/4/3) - chaotyczny tryb przygotowawczy spowodował słaby początek sezonu dla Prezesa, ale mimo tego nie stracił on miejsca w składzie i w końcu wrócił na ścieżkę wspaniałych rajdów, goli i asyst. Kluczowy zawodnik w ofensywie zabrzan - tak jak pisałem wcześniej, musi zostać do końca sezonu, aby Górnik wciąż się liczył w czołówce ligi. Śmiem twierdzić, że obecnie Nakoulma jest najlepszym zawodnikiem ligi na swojej pozycji. Oby PNA nie spowodowało u niego znów przeciętnego wejście w resztę sezonu.

Konrad Nowak(13/0/2) - kolejna duma Rozwoju Katowice. Mimo 13 występów na boisku spędził zaledwie 280 minut, ale i to wystarczyło do zaliczenia dwóch asyst(w tym jednej arcyważnej z Legią) i pokazania się zagranicznym skautom. Najlepiej dla jego rozwoju by było, aby został jeszcze rok pod okiem Adama Nawałki a dopiero później myślał o transferze poza Polskę.

Wojciech Łuczak(4/1/0) - obiecujący pomocnik z Łęcznej od początku był skazany na ławkę rezerwowych, ale udało mu się pokazać z dobrej strony i strzelić gola Lechii Gdańsk. Jeśli kontuzje będą go omijać, to wkrótce może to być poważny zmiennik na przykład Olkowskiego.

Marcin Wodecki(2/0/0) - Pszczółka na dobre stracił miejsce w składzie i marne 16 minut(najmniej w drużynie!), które spędził na boiskach Ekstraklasy są na to najlepszym dowodem. Przyznam szczerze, że nie rozumiem, dlaczego Adam Nawałka zdecydował się na przedłużenie z nim kontraktu, skoro praktycznie w ogóle nie daje mu szans. Najmarniejszym pocieszeniem dla Marcina jest gol, który dał zwycięstwo w meczu ME z Ruchem Chorzów

Arkadiusz Milik(15/8/2) - sporo bramek, dwie asysty, debiut i gol w reprezentacji i wysoki jak na warunki Górnika transfer do Bayeru. Czego chcieć więcej? Arek bardzo rozbudził nadzieję nie tylko kibiców z Zabrza - jego rozwój jest modelowym przykładem, jak spłaca się konsekwentne stawianie na młodych, niedoświadczonych piłkarzy. Wielki sukces Nawałki - teraz czekamy na powrót Arka w barwach B04 na otwarcie trzech trybun w Zabrzu

Mateusza Zacharę(4/1/0) i Przemysława Oziębałę(9/1/0) potraktuję razem - drugi z nich zagrał 185 minut, pierwszy 152 i jasne, że byli w cieniu Milika, w związku z czym wielu okazji do pokazania się na boisku nie mieli. Najważniejsze tak naprawdę przed nimi - jeśli Górnik nikogo nie pozyska, to będą walczyć o miejsce na szpicy Górnika, na tę chwilę większą szansę dałbym Oziębale, ale niewykluczone, że dojdzie do częstszej rotacji na tej pozycji.

I to by było na tyle w temacie podsumowań. Runda wiosenna już za mniej niż dwa miesiące! ;)

wtorek, 18 grudnia 2012

No i stało się, koniec dywagacji, ryzyko podjęte. Górnik Zabrze zainkasował ok 2,6 miliona Euro, a Arkadiusz Milik od stycznia będzie piłkarzem Bayeru 04 Leverkusen. Naturalnie rozpoczęło to - a w zasadzie przedłużyło - wielką dyskusję na temat przyszłości Milika. Dyskusję, w której każdy ma rację.

Arek w Bayerze

Ma ją Arek wybierając Leverkusen na tak wczesnym etapie kariery. być może nie wszystkie komentarze wokół transferu były dostatecznie dyplomatyczne, ale jeśli dostaje się szansę, ktoś w ciebie pokłada nadzieję i pieniądze, to dlaczego nie spróbować? Pamiętajmy, że plany Bayeru względem Arka nie muszą - co raczej pewne - gwarantować regularnej gry na wiosnę. Nie znamy przecież szczegółów, a czymś Rudi Voller i duet Hyypia-Lewandowski Arka przekonali. Strzelam, że chodzi o przyszły sezon. Bayer radzi sobie świetnie w lidze, ma dwóch piłkarzy których mocniejsze kluby z pewnością będą kusić - Kiessling i Schurrle i być może Aptekarze inwestują w Milika z myślą o późniejszych ubytkach w kadrze. W każdym razie, jestem pewny opinii mediów - jeśli Arek w ciągu kilku kolejek nie zagra choćby paru minut, to nadgorliwcy już ogłoszą, że to klapa, że transfer był błędem i tak dalej, a "Pan Piłkarz" przejechał się jak Zabłocki na mydle.

Jednak na korzyść Arka przemawia jego pracowitość i wiara w siebie. Szczerze - co innego mogło przekonać Adama Nawałkę, aby wystawić 17-letniego młokosa w pierwszym składzie przeciwko Śląskowi Wrocław na starcie poprzedniego sezonu, a później ufać mu wielokrotnie częściej, niż z samej gry na to zasługiwał? Zaufajmy w końcu wyrokom fachowców. Arek nie dostawał miejsca w składzie za piękne oczy, a za zaangażowanie, przejaw talentu, a potem dobrą grą. To samo widzą w nim Hyypia i Lewandowski, którzy wcześniej pracowali z zespołem rezerw B04 i U-19 odpowiednio(więcej o formie Bayeru pisze Bundesliga Fanatic), coś więc o rozwoju młodego piłkarza wiedzą. Arek poleci z nowym zespołem do Portugalii 3 stycznia, liga startuje 19 stycznia, także czasu na przekonanie do siebie trenerów nie będzie za wiele i ławka podczas meczu z Eintrachtem będzie małym, bo małym, ale jednak sukcesem.

Racje mają też włodarze Górnika decydując się na przyjecie oferty Aptekarzy. W obecnej sytuacji Górnika pół roku zwłoki z niejasnym obrazem piłkarskiej wiosny(wiecie, w E-klasie wszystko jest możliwe) to zbyt duże ryzyko. Gwałtowny spadek formy zespołu mógłby odbić się na Arku, w końcu to napastnik, który żyje z podań. Cena i zainteresowanie automatycznie lecą w dół. Kontuzja na miesiąc, dwa, albo i pół roku - transfer w ogóle nie dochodzi do skutku. Pieniądze z Leverkusen pozwolą spokojniej w Zabrzu przezimować, spłacić najważniejsze zobowiązania(czyli te wobec piłkarzy), przygotować solidny grunt pod nowe oferty kontraktowe(Kwiek, ale i Adam Nawałka) i zapobiec dalszej wyprzedaży w zimie. Głównie mam tu na myśli Nakoulmę - pamiętajmy, że jego rajdy są w stanie rozbić każdą obronę w Polsce, 3 asysty i 4 gole mówią same za siebie. Śmiem twierdzić, że wiatr jaki czynił Prezes pozwolił także rozwinąć skrzydła Milikowi. Jeśli więc jego odejście oznacza, że napastnik z Burkina Faso wiosnę spędzi na Roosevelta, to jestem za. Takiej roztropności klubu oczekiwałem zresztą w notce sprzed jakiegoś czasu.

Mam rację także ja :) Górnik wypromował Milika, przy jego udziale ocierał się przez całą rundę o podium i nic nie stałoby na przeszkodzie, aby Arek został i powalczył z nami o mistrzostwo, bo takie marzenia(które nie baczą na ryzyko!) wytworzył wśród kibiców obecny zespół Nawałki. Tym piszącym, że to niemożliwe, że biało-niebiesko-czerwoni są za słabi, radzę przypomnieć sobie poprzedni sezon i "walkę" Śląska, Ruchu i Legii o tytuł. W tej porąbanej lidze wszystko jest możliwe. I mistrzostwo Legii na 3 kolejki przed końcem rozgrywek, i Górnik zdobywający 15. gwiazdkę w stylu Manchesteru City. Mam rację również dlatego, iż regularne występy w Zabrzu są lepsze od ogonów i ławki w Bayerze. Za chwilę powstaną 3 trybuny, miasto będzie przymierzało się do wybudowania tej 4, a Górnik z ligowego przeciętniaka może całkiem szybko wskoczyć do Europy i Milik mógłby tego doświadczyć, zostać tu jednym z głównych bohaterów tego sukcesu. Innymi słowy - za cierpliwość, włożony trud Górnikowi coś się od Milika należało, niekoniecznie pieniądze z szybkiego transferu

Jeszcze parę zdań w pobocznej kwestii transferu napastnika. Od czasu do czasu ktoś dodawał, iż być może do Leverkusen trafi także Konrad Nowak. Przyznam - zdumiały mnie te doniesienia. Nowak zaliczył występów 14(w tym jeden w Pucharze Polski) - dwa razy wyszedł w podstawowej '11', poza tym dwie asysty i łącznie 341 minuty gry(średnio 24 minuty/występ). Jeśli uważamy, że dla Milika za wcześniej, to co sądzić o Nowaku? Coś na boiskach E-klasy pokazał, z pewnością do Niemiec trafiłby głównie po naukę i grę w rezerwach, pytanie więc czy warto jest jak najbardziej na miejscu? Plusem byłoby to, iż wraz z Milikiem łatwiej byłoby się mu zaaklimatyzować.... ale to chyba tyle. Chociaż gdyby suma łącznego transferu miała wzrosnąć o okrągłą bańkę, to kto wie...?

Tyle moich wynurzeń. Dajcie znać, czy Milik waszym zdaniem da radę w Bundeslidze, co zagra na wiosnę i generalnie - jakie macie oczekiwania. Moje nie są zbyt wysokie, gdyż bardziej czekam na błysk Milika w przyszłym sezonie niż na wiosnę. A jak będzie - przekonamy się. Powodzenia Arek! 

czwartek, 13 grudnia 2012

Przed startem sezonu Michał Zachodny(w zasadzie jego alter-ego, Polish Scout;)) zapytał mnie na potrzebę tworzonego Polish Ekstraklasa Magazine(znajdziecie go tu, klik. Mają też fanpage, klik) o Górnika Zabrze, jego sytuację przed pierwszym gwizdkiem, oczekiwania na nadchodzącą kampanię i tym podobne. Zajrzałem do magazynu(wam też to zalecam, bo to kawał świetnej roboty, w dodatku dostępnej za darmo), aby zweryfikować swoje założenia i cóż, nie będzie niespodzianką, jeśli napiszę, że obecne wyniki Górnika przerosły moje oczekiwania.

Chciałem, aby Górnik zajął podobne miejsce w tabeli jak przed rokiem - ósma pozycja wydawał mi się optymalna. Dziś większość z nas czuje odrobinę żalu, ze nie udało się jesieni zakończyć na podium.

W najważniejszych starciach sezonu - wg mnie były to mecze z Piastem, Legią i Ruchem - wymagałem godnych występów. Wielkie Derby Śląska wprawdzie trochę rozczarowały, ale 5 punktów zdobytych na największych rywalach wypada się tylko i wyłącznie cieszyć. No i marzyłem o 5 z rzędu zwycięstwie nad Wisłą Kraków, które, niestety dla wiślaków raczej spodziewanie, wpadło na początku grudnia.

Co do efektów transferowych i występów poszczególnych zawodników - porozmawiamy o tym w następnym poście. Czas na nieco luźniejsze podsumowanie sezonu :)

Najpiękniejszy gol

Trzecie miejsce - Milik na 4:1 ze Śląskiem. Dlaczego? Głównie ze względu na odważne wejście Konrada Nowaka, zero respektu dla Mistrza Polski, ale także przyjęcie i zwód Arka niczego sobie.

Drugie miejsce - znów Milik, tym razem strzał w okienko z Podbeskidziem po bardzo pomysłowo wykonanym rzucie wolnym. Jeden z tych goli, które zaowocowały powołaniem dla młodego napastnika

Choć Górnik strzelił sporo fajnych, zespołowych goli, to zwycięzca mógł być tylko jeden - gol Nakoulmy na 2:0 z Koroną Kielce. Co za akcja!

Najlepsze spotkanie

Jak dobrze mieć z czego wybierać w tej kategorii ;-) piłkarsko chyba najlepszym meczem było zwycięstwo nad Śląskiem. Co do emocji - remis z Legią w dramatycznych okolicznościach, wygrana z derbach z Piastem i podtrzymanie passy z Wisłą... Jednak to 2:2 z Legią było fantastycznym pokazem charakteru Górnika, po tym meczu piłkarze uwierzyli, że wszystko jest możliwe, jeśli się bardzo chce. Stąd - spotkanie z Legią najlepsze na jesieni.

Najciekawsza oprawa

To ta poświęcona Alojzemu Piontkowi(chyba wiecie, dlaczego kibice Górnika o nim mówią, prawda?), żegnająca jesień w Zabrzu. Nie tylko dlatego, że jednym z późniejszych motywów tego dnia było Jingle Bells ;-) Zresztą, oprawa ostatniej kolejki nie miała zbyt wielu konkurentów(jeszcze warto zapamiętać fajerwerki podczas meczu z Koroną Kielce), o czym niżej.

Największy fail

Kibice Górnika nie zobaczyli 5 meczów wyjazdowych w tym sezonie. O ile na Podbeskidzie kilkudziesięciu fanów weszło na stadion(obecnie remontowany, tak jak stadion Ruchu), to decyzją policji nikt z Zabrza nie widział derbów w Gliwicach oraz spóźnili się na mecz z Jagiellonią(wspólna decyzja była taka, że skoro pierwszy transport dotarł na obiekt Jagi w drugiej połowie, a ostatni miał dojechać na samą końcówkę spotkania, to doping będzie prowadzony zza płotu). Ale największą głupotą wykazali się działacze Wisły Kraków, nie wpuszczając zorganizowanej grupy z Zabrza z powodu rac z zeszłego sezonu - typowy obraz nędzy umysłowej, jaka panuje wśród decydujących o obliczu polskiej piłki.

Najsłabszy mecz

Z jedną porażką w sezonie i siedmioma remisami chyba łatwo wskazać to, co Górnikom nie wyszło - do przegranej z Zagłębiem dodałbym remis z Pogonią. Oba mecze równie przygnębiające, w obu Górnik był równie bezzębny. Na szczęście to tylko dwa niechlubne wyjątki - rozczarowaniem był także podział punktów z Ruchem, ale wobec typowego derbowego klimatu trudno uznać, aby to był najgorszy mecz sezonu.

Najciekawsze zagrania

Bardzo luźna kategoria - z jesieni zapamiętam wślizg Skorupskiego na Reymonta, fantastyczne podanie Nowaka z Bełchatowem(otworzyło drogę do strzału/dośrodkowania bodaj Bembenowi) i rajd Nakoulmy w tymże meczu, też nie zakończony golem, ale bardzo, bardzo efektowny. Jeszcze do głowy przychodzi mi 'zagranie' Adama Nawałki, gdy Górnik strzelił pierwszą bramkę Koronie - nie pozwolił piłkarzom na radość, z gniewem nakazał im wrócić na swoją połowę. Opłacało się, bo Górnik zaraz potem strzelił gola nr 2. W gruncie rzeczy tu pytanie do Was: co jeszcze zapamiętaliście z jesieni? ;-)

Najgorsze zagrania

W rolach głównych Łukasz Skorupski za interwencję z Legią oraz Arkadiusz Milik za pudło z Wisłą Kraków. Ponadto, Milikowi można wypomnieć poza boiskowe złe rozegranie sprawy z Weszło, które obecnie wyżywa się na Miliku przy każdej okazji nazywając go Panem Piłkarzem :) Arkowi w tamtej chwili zabrakło kogoś, kto by mu podpowiedział, jak lepiej postąpić.

wtorek, 09 października 2012

Wraz z ogłoszeniem powołań do kadry Polski przerwa reprezentacyjna nabrała dla kibiców Górnika szczególnego znaczenia. Kiedy to ostatni raz ekscytowaliśmy się zespołem narodowym w kontekście piłkarzy z Roosevelta? O żałośnie poprowadzonym przez Smudę epizodzie Bonina na turnee w Ameryce nie wspominam, trzeba się więc cofnąć aż do 2008 roku i czasów Leo Benhakkera. Od razu rodzi to czarne myśli, patrząc na to, co działo się później z zawodnikami wówczas powołanymi. Michał Pazdan nigdy swojej kariery nie rozwinął i zamiast grać regularnie na Zachodzie dziś kopie dla Jagiellonii, gdzie po nieudanym rozdzialiku swojej kariery z Duisburga trafił drugi z reprezentantów, Tomasz Zahorski. Dla obu powołanie do kadry stało się czymś w rodzaju pocałunku śmierci, gdyż nigdy później nie osiągnęli poziomu sprzed 4 lat.

Nie sposób nie mówić o dokooptowaniu Arkadiusza Milika bez wspominania o jego poprzednikach z Zabrza, także w kwestiach finansowych. Dobrze to wszystko pamiętamy - Jarka i Zahorski mieli sporo pokazali w lidze, wielu uznało to za zapowiedź przyszłych sukcesów Górnika, transfery zablokowano i... następny sezon okazał się katastrofą i spadkiem do 1. ligi. Za bardzo zaufano piłkarzom i trenerowi(błąd ten powtórzył się jeszcze raz, gdy Wieczorka zmienił Biały Czarodziej...), a z wirtualnych pieniędzy ze sprzedaży zawodników nie zostało nic. Jarka, Pazdan i Zahorski opuścili Górnika Zabrze za darmo, choć dwóch ostatnich coś jeszcze po sobie pozostawiło. Pazdan dobre wrażenie i sporo serca na boisku, Zahor - kilka goli w pierwszej lidze, w tym przeciwko Dolcanowi, pieczętujący powrót do Ekstraklasy. Niedosyt jednak pozostał.

Wierzę, że dziś zawodnicy, menadżerowie, trenerzy i działacze są mądrzejsi. Milik ma tylko 18 lat, a już stoi przed nim szansa występu na Stadionie Narodowym z RPA, a może i zaliczy kilka minut z Anglią(gdybym był uosobieniem Kotła Czarownic, to właśnie zawyłbym żałośnie i okrutnie, że nie zobaczę tego na żywo). To wielka sprawa, bez względu na to co sobie myślimy o reprezentacji. Albo co myślimy o samym powołaniu(tu piję do samego siebie i tekstu z końca sierpnia;)). Na pewno zaś trzeba zaufać Milikowi, bo to poukładany facet. Mówi sensownie i wygląda na to, że sodówka mu do głowy nie uderzy. Arek wie mniej więcej, że odejście w styczniu z Zabrza raczej nie ma sensu, a jeśli będzie się kierował podobnymi powodami w wyborze nowego klubu, to uniknie kompromitującej pomyłki w stylu transfer Klicha do Wolfsburga ześwirowanego Magatha. Jak nigdy potrzeba dobrych decyzji na Roosevelta, z korzyścią dla zawodników(to także w kontekście Nakoulmy) i klubu. O ile naturalnie cały zespół utrzyma bardzo dobrą dyspozycję, bo bez tego trudno oczekiwać sukcesów poszczególnych piłkarzy.

Zdaje się, iż tego problemu nie ma w przypadku Adama Dancha. W grudniu Adam skończy 27 lat i wydaje mi się, iż wielkiej kariery zagranicą już nie zrobi, więc jego powrót do reprezentacji ma znaczenie w zasadzie dla niej samej. Wobec braków w defensywie Danch może być jakąś alternatywą, ale gdyby w istocie miał być pierwszoplanową postacią, to już dawno w Górniku by nie występował. Z pewnością stałoby się to w okolicach lat 2007/08, kiedy to zadebiutował w dorosłej reprezentacji, a wcześniej zagrał z ekipą młodzieżową na MŚ w Kanadzie. Potem było gorzej(znów, tu cały Górnik także mocno dołował), ze słabymi meczami na prawej obronie włącznie. Nie uważam jednak, aby powołanie Adama było bezsensowne. Górnik jest obecnie jedną z lepszych drużyn w lidze(a przynajmniej takową formę prezentuje), więc dlaczego nie brać z niego zawodników stanowiących o sile całej drużyny? Chyba nie wolimy, aby znów kadrę zasilały nazwiska, które ostatnie spotkanie o stawkę rozegrały pół roku wcześniej? Danch obecnie jest solidnym defensorem, który na tle ligowej szarzyzny nie popełnia błędów katastrofalnych i zasługuje na przynajmniej 20 minut gry z gośćmi z RPA

Sporo oburzenia natomiast wywołało powołanie Łukasza Skorupskiego, głównie z powodu jego występu przeciwko Legii oraz Rosji w eliminacjach MME, ja zaś uważam, iż Fornalik podjął słuszną decyzję. Łukasz ma talent, to bardzo dobry shot stopper i kilka razy w zeszłym sezonie ratował Górnikowi punkty, w  obecnym zresztą również. I to dobry moment, aby przejść z kadry młodzieżowej do seniorskiej, gdzie i tak będzie pełnił funkcję trzeciego golkipera. Jednym słowem - na zgrupowanie jedzie się uczyć od bardziej doświadczonych kolegów i Andrzeja Dawidziuka(do poprawy: punkt pierwszy, gra nogami. punkt drugi, pewność chwytu przy dośrodkowaniach). Wszak mocno wątpliwy jest jego występ w meczu z RPA. Jeśli trener Fornalik uważa mecz z Anglią za priorytet, to w meczu towarzyskim na boisko wyjdzie Tytoń, a ewentualnie na drugie 45 minut zobaczymy Kuszczaka i być może obu pozostałych zabrzańskich reprezentantów. Nie sądzę, aby bramkarzowi Górnika to zgrupowanie miało znacząco ułatwić transfer za granicę - prędzej stabilizacja formy na ligowym podwórku znów powinna zwrócić uwagę skałtów(mój faworyt to AC Parma:)), stąd głosy, że to ruch typowo pod transfer i jego kwotę, wydają mi się zwyczajnie przesadzone.

Każdy z powołanych piłkarzy Górnika jest na nieco innym etapie kariery. Dwaj młodsi mogą stanowić o sile zespołu narodowego, ale do tego potrzeba szybkiego(lecz nie pośpiesznego!) transferu na Zachód oraz dużej dozy cierpliwości we wprowadzaniu ich do trzonu reprezentacji. Potencjał jest. Co z niego uzyskamy, czas pokaże.

poniedziałek, 01 października 2012

Po czterech remisach z rzędu Górnik Zabrze odniósł zasłużone zwycięstwo i pozostaje jedną z dwóch niepokonanych drużyn w Polsce. Historycy powinni czym prędzej rzucić się do archiwalnych wyników i sprawdzić, kiedy ostatni raz taka sytuacja miała miejsce, bo jak usłyszałem od nieco starszego ode mnie kibica, że pierwszy raz w życiu śpiewa "Niepokonany, to jest nasz Górnik kochany", to po upadku komunizmu z pewnością tak dobrze jeszcze na Roosevelta nie było.

A powinno być jeszcze lepiej, skoro ostatnią bramkową akcję meczu przeprowadził ledwie co wprowadzony na boisku Konrad Nowak(rocznik 94, to już jego druga asysta w sezonie!), a gola, trzeciego w sezonie, zdobył Arkadiusz Milik(również urodzony w 1994). A jeszcze nie wspomniałem o powrocie do formy Nakoulmy, który dwoma bramkami wreszcie dał powody kibicom Górnika do radości. Bardzo brakowało dobrego występu Prezesa, wczorajszego Man of The Match; jego dyspozycja była przedmiotem czasem aż przesadzonej krytyki, ale Adam Nawałka nie miał wątpliwości co do przydatności napastnika Burkina Faso. Rzeczą sympatyków i dziennikarzy jest stawiać pytania i wątpliwości, rzeczą trenera natomiast jest podejmować dobre, choćby i niepopularne decyzje. I tym razem znów Adam Nawałka jest górą. 

Zresztą, jakich wad trenera Górnika by nie wymienić(sam na przestrzeni blogowania trochę ich zarzuciłem), to wyniki bronią go bezwzględnie i z tego powodu zasłużył sobie na odrobinę więcej zaufania, niż inni trenerzy z naszego podwórka. Zobaczcie chociażby, jak odkurzył Bartosza Iwana - znali się jeszcze z czasów z GieKSy, wtedy ponoć istniał temat Iwana z Nawałką w pakiecie, ile Górnikowi bodaj zabrakło pieniędzy na transfer. Iwan odszedł do Piasta, potem szło mu co raz gorzej. Tak na marginesie, zawsze mnie zastanawiało, jak piłkarze z papierami na Ekstraklasę często szybko 'spadają' w ligowej hierarchii. Jakby nie spojrzeć na niektórych grajków sprzed kilku lat, to z jakiegoś powodu lądują oni dwie klasy rozgrywkowe alarmująco często. Iwan to jaskrawy przykład - dziś wypełnia pomoc Górnika bardzo dobrze, wiosnę zaś spędził w Garbarni Kraków. Liga w istocie jest wyrównana ;)

Śląsk trafił na wyjątkowo dobrze dysponowanych gospodarzy. Spahić nie dawał rady Nakoulmie, a jego zmiennik Mraz dał się ograć Nowakowi przy golu nr 4. Swoje trafienie wrocławianie zdobyli w zasadzie wbrew wydarzeniom na boisku, gdzie Górnik atakował od samego początku. Potem było podobnie, kontrolę nad meczem uzyskiwali tylko na chwilę, często strzelając z daleko - Skorupski był jednak bezbłędny. I chyba brakowało ruchu z przodu, skoro zwycięski Górnik 6 razy był łapany na spalonym, a Śląsk ani razu(można łatwo zaatakować to myślenie, ale co tam;)).

Więcej się też spodziewałem po Sobocie, który zawsze na Roosevelta ma kapitalnie ułożoną nogę, strzelał tu już w barwach Kluczborka. Ale ani on, ani jego koledzy z niesłabej jak na E-klasę pomocy nie stwarzali zbyt wielu sytuacji Gikiewiczowi. Myślę sobie, że i tak zagrali lepiej niż w jedynym meczu, jaki miałem okazję oglądać - z Koroną Kielce, gdzie mimo przewagi dwóch zawodników pokazali się z jak najgorszej strony. A może na formę Śląska miał wpływ mecz pucharowy w środku tygodnia? Wszak aż 8 piłkarzy, którzy rozpoczęli mecz przeciwko Bełchatowowi także znalazło miejsce w '11' na Górnik... Zawsze to jakaś wymówka, bo w istocie od 60 minuty z akcji na akcję goście wyglądali co raz gorzej.

Co dalej? Zewsząd słychać głosy o ambicjach Górnika. Że puchary, że podium, że mistrz(!!). Spokojnie. Póki co mamy szósta kolejkę, o ostatecznych rozstrzygnięciach ciężko mówić w kontekście sezonu przedzielonego dwumiesięczną przerwą. To raz. Dwa, zabrzanom przyjdzie się zmierzyć z nie ze słabszymi drużynami, ale z mianem faworyta kilku najbliższych spotkań(wbrew pozorom to się od siebie różni). To zupełnie nowa rola, jaką przyjdzie im odegrać. Jak sobie z tym poradzą? Nie wiem czy kiedykolwiek użyłem takiego określenia, ale - nastały intrygujące czasy dla biało-niebiesko-czerwonych i lepiej się nimi cieszyć, póki są. Mam nadzieję, że nikt nie będzie pompował jakiegoś dziwnego balonika, który szybko pęknie. Aczkolwiek poczucie, iż nawet jeden stracony gol nie zniechęca piłkarzy Nawałki(tak jak w poprzednich latach), jest naprawdę budujący. I co by nie mówić, mecze na Roosevelta do tej pory nie zawodzą!

poniedziałek, 17 września 2012

Górnik Zabrze wciąż bez porażki, a Legia nadal od powrotu Zabrza do Ekstraklasy nie potrafi wygrać na Roosevelta. Co to był wczoraj za mecz! Czekaliśmy na ligową piłkę ponad cztery miesiące i choć zwycięstwo z Legią było bardzo realne, to trudno powiedzieć, abyśmy byli niezadowoleni z takiego startu.

kibice na Legii

Mecz z Legią udowodnił jedno z podstawowych prawideł rządzących polskim futbolem – jeśli jesteś dostatecznie zdeterminowany i nie odpuszczasz do ostatniej minuty meczu, to nawet gorsze umiejętności techniczne nie powinny zabrać ci punków. Zdaję sobie sprawę, jak nasza piłka ligowa wygląda(uwaga, banały!): rwana gra, częste straty po trzecim, czwartym podaniu, ‘gorące głowy’ w polu karnym, brak klasowych rozgrywających, a związku z tym często brak pomysłu na grę ofensywną, czy zwyczajne lenistwo ligowców(plus kiepskie sędziowanie…). Adamowi Nawałce udało się wyrwać z korzeniami tę ostatnią wadę, dzięki czemu Górnik jest zdeterminowany, groźny i z charakterem gra do końca spotkania. I co najważniejsze, potrafi odwrócić jego losy, co w poprzednich sezonach było rzadkością. Ten styl prowadzenia zespołu(trochę więcej o nim można przeczytać tutaj) plus średnia jakość piłkarska zawodników w zasadzie gwarantuje Górnikowi środek tabeli(realistycznie), a przy kolejnym sezonie pt. nikt nie chce mistrza, to i puchary są w zasięgu. Jednak pod żadnym pozorem nie napalałbym się na nie, gwoli ścisłości.

Legia niczym specjalnym nie zachwyciła. Jak na kandydata do mistrzostwa, to pokazała niewiele dobrej gry i prawdopodobnie, gdyby Łukasz Skorupski nie miał fatalnego dnia, to Wojskowi wyjechaliby ze Śląska z niczym.  Wynik był efektem ich minimalizmu, bo jak inaczej rozumieć zachowanie Kuciaka, który w okolicach 35. minuty spotkania gra na czas? Legioniści po pierwszym prezencie Łukasza przez 10-15 minut mieli problemy z wyjściem z własnej połowy. Z trybun wówczas ciskano gromy – tyle sytuacji Górnicy zmarnowali, a tu zabrakło kilkanaście centymetrów, a tam zaś zła decyzja w polu karnym niweczyła obiecującą akcję. Górnik nie przeważał oczywiście pełne 90 minut, ale miał inicjatywę i wolę walki, co wystarczyło, aby ograbić z punktów ‘kandydata do mistrza’.

Wynik z Legią

Szkoda, że mimo wywalczonego remisu nie można nie wspomnieć o dwóch poważnych problemach, mocno związanych z finansami klubu. Mam na myśli oczywiście na myśli postawię Nakoulmy i Skorupskiego. Obaj byli gorącymi ‘towarami’ na piłkarskiej giełdzie, obaj zawiedli w niedzielę. Sytuacja Prezesa jest zła – stracił część okresu przygotowawczego, nie został sprzedany tak jak zakładano i w związku z tym jest dylemat: jak ma się odbudować? Gra przeciętnie, z Legią notował sporo strat i złych wyborów w kluczowych momentach. co może odstraszać potencjalnych kupców, ale innej drogi' tj. poprzez regularne występy, nie ma. Posadzenie go na ławce(czy zesłanie do ME) na dłuższy czas nie ma sensu. Jednak jeden mecz odpoczynku(w jego miejsce naturalnie wejdzie Oziębała, który swoje z Legią zrobił perfekcyjnie) chyba nie zaszkodzi. Z Widzewem i tak punktów nie będzie :), patrząc na historię występów Górnika w Łodzi(ostatnie 3 mecze to 3 porażki, bramki 0:9, jedną z nich strzelił nawet Oziębała).

Co do Łukasza, zaliczył kiepski występ z Rosją w kadrze młodzieżowej, a Legii podarował dwa gole. Ma wprawdzie rację Adam Nawałka mówiąc, że przy bramce Furmana obrona pokpiła sprawę, ale i tak to było do wyjęcia. Oby te błędy nie wpłynęły źle na Łukasza i jego niewątpliwy talent - pogłoski o zainteresowaniu klubów zachodnich nie były na wyrost. Z wypowiedzi Nawałki po meczu wnioskuję, iż żadnej zmiany między słupkami nie będzie i Skorupski dostanie szansę na rehabilitację. Czy słusznie, przekonamy się za tydzień w Łodzi.

Tęskniłem za meczami na Roosevelta. Brakowało mi atmosfery i emocji związanych z meczami i cholera, nie zawiodłem się. Zabrzanie dali z siebie wszystko, utarli nosa największemu rywalowi spoza Śląska i wlali sporo optymizmu w serca kibiców. Gol kapitana, swoją droga cały blok defensywny zagrał bardzo solidnie, a asysta młodego Konrada Nowaka cieszy jeszcze mocniej. Optymizmu więc nie brakuje, na przekór temu, iż napisałem o porażce w Łodzi. Na słabsze wyniki jest remedium wystarczy spojrzeć na zapowiedź jeszcze lepszych czasów - rosnące nowe trybuny :)

środa, 29 sierpnia 2012

Nowy selekcjoner reprezentacji Polski, po przetestowaniu ekipy Smudy z Estonią, wziął sprawy w swoje ręce i wysłał autorskie powołania do kadry, znacząco zmieniając skład, jaki znamy z Mistrzostw Europy. Sprawą najciekawszą dla mnie nie są jednak same nazwiska wybranych, ale lista rezerwowa, na której znalazł się napastnik Górnika, Arek Milik.

Zdawałoby się, że dołączenie Milika do grupy zawodników "w razie W" to na dobrą sprawę błahostka. Naturalnie, jeśli piłkarz ze średnią goli 0,25 na mecz w Ekstraklasie jest o kontuzję od bardzo realnej szansy gry w pierwszej kadrze Polski, to dużo to mówi o nędzy, jaka panuje wśród napastników znad Wisły. Mozna mówić także o naturalnym przejściu Milika z druzyn młodziezowych do dorosłej piłki oraz o względnie odważnym ruchu Fornalika, świadczącym o tym, iż snajper Górnika jest w jego przyszłych planach. Czy jednak nie za wcześnie? 

Arkadiusz dopiero co uporał się ze strzelecką niemocą - pierwsze gole w E-klasie zdobył dopiero 1 kwietnia przeciwko Koronie Kielce. Adam Nawałka wykazał się niesłychaną jak na polskie warunki cierpliwością wobec Milika. Do rzeczonego meczu z Koroną grał bardzo przeciętnie, rzadko kiedy pokazywał, dlaczego trener na dobrą sprawę na niego stawia. W Zabrzu na dokładkę bezmyślnie zarzucono młodego bezsensowną łatką "nowego Lubańskiego", tak jakby debiut w Ekstraklasie w wieku 17 wiosen nie był dostatecznie stresujący. Milik broni się - tak wynika z wypowiedzi Adama Nawałki, postawą na treningach no i obecną forma strzelecką(3 gole w 3 meczach, choć ten karny z Flotą to tak na pocieszenie), ale czy piłkarsko jest gotów na skok o poziom wyżej? Temat reprezentacji naturalnie wiąże się też z potencjalnym transferem, oczywiście zagranicznym. Tu mam stanowisko identyczne jak z kadrą - za wcześnie na takie ruchy. Dla dobra swojego oraz finansów Górnika Arek powinien najbliższy sezon spędzić na Roosevelta. Pośpiech w tej materii, związany z możliwym powołaniem, może mu złamać/zahamować karierę, jeśli wybór klubu będzie pochopny i nietrafiony. Coś mi jednak mówi, że Adam Nawałka będzie mógł sobie zapisać Arka do swojego cv jako spory sukces szkoleniowy.

Innym problemem jest to, w jakiej sytuacji znajduje się Waldemar Fornalik i reprezentacja. Bo powiedzieć o niej, że nie ma czasu na zgranie i eksperymenty, to nie powiedzieć nic - eliminacje zaczynają się pełną gębą(Czarnogóra też ma swój remis na Wembley, wprawdzie nie zwycięski, ale i tak łatwo nie będzie;)), zespół budowany jest bezwzględnie na teraz, na wynik. Brzmi to banalnie głupio, jednak strata punktów w zasadzie ustawi całe eliminacje. Trudno mi w takiej sytuacji sobie wyobrazić, że w razie urazu np. Saganowskiego(czy nie dajcie bogi, Lewandowskiego) Milik wchodzi na boisko i ma dla Polski wygrać mecz. Dla młodego, choć bardzo utalentowanego piłkarza to przecież ogromna presja, a ewentualne niepowodzenie może się odbijać przez jakiś czas. Chciałbym, aby rezerwa Milika oznaczała ze strony Formalika coś w rodzaju "zauważyłem cię, oby tak dalej" niż jakiekolwiek oczekiwanie, że Milik rozwiąże posuchę w napadzie reprezentacji, mimo iż tak mocno nam ona doskwiera.

Główną moją obawę jest więc to, aby uniknąć nadmiernego hype'u na Arkadiusza Milika. To młody(faktycznie młody, a nie po dwudziestce...), ciężko pracujący i perspektywiczny napastnik, ale jego karierę trzeba planować ostrożnie. I choć przypuszczam, że kilku skautów z klubów Bundesligi ma Milika w swoich notesach, to wolałbym, żebyśmy cieszyli się jego grą co najmniej sezon i dali mu należne wsparcie, ale nie przesadzali z jego promocją. Niech zbyt szybko nie uwierzy, że jest zdobył świat, bo ten może mu za pyszałkowatość boleśnie odpłacić.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7