Wpisy z tagiem: Kolo Toure

niedziela, 04 grudnia 2011

Etihad Stadium wciąż niezdobyte - Norwich City wpisało się w trend głęboko ustawianej defensywy i nie zaoferowało większego oporu przed The Citizens, którzy cierpliwie i bez pośpiechu, część po części rozkładali zaparkowany żółty autobus na czynniki pierwsze.

NCFC5:1, z czego cztery bramki padły w drugiej połowie, co łącznie daje kosmiczną liczbę 35 ligowych goli zdobytych po przerwie. W chwili pisania tych słów - to więcej niż jakakolwiek z drużyn Premiership zdobyła w ogóle. Jedynym sensownym zarzutem pod adresem City jest to, iż nie potrafią utrzymać czystego konta. Zwłaszcza w takim spotkaniu, gdzie rywal ma tak niewiele do powiedzenia, zero z tyłu powinno być obowiązkowe i ani trochę mnie nie dziwi, iż Mancini jest z wyników obrony niezadowolony. Ostatni raz bez straconego gola w lidze The Citizens zagrali pierwszego października na Ewood Park(0:4), po tym do chwilo obecnej, udało się to zaledwie dwa razy, z Villarreal i Arsenalem na wyjazdach, a łącznie Hart i Pantilimon nie wyciągali piłki z siatki w siedmiu meczach(na 22 rozegranych!). Zastanawiam się, czy w związku z dość krótką(a przynajmniej jakościowo wyraźnie słabszą) ławką Roberto nie będzie szukał jakiegoś doświadczonego zawodnika, aby wspomóc Kompany'ego i Lescotta.

Mario znów szaleje
Clive Brunskill/Getty Images Europe

Wczoraj niespodziewanie do składu wrócił Kolo Toure, co z miejsca wzbudziło sporo obaw. Powracający po dyskwalifikacji Kolo miał wprawdzie bardzo dobre momenty na Emirates, jednak mimo tego nigdy już nie zostanę fanem jego poczynań w defensywie. Kiedyś określiłem go mianem pechowego obrońcy i praktycznie przy każdej okazji to się potwierdza. Choćby z Norwich - gdy zderzył się z Kompany'm i praktycznie podarował Morrisonowi sam na sam z Hartem. Czyżby w zimie miały się rozstrzygnąć losy starszego z braci Toure? Jeśli PSG wyrazi zainteresowanie, to na miejscu Manciniego mocno bym się zastanowił, czy nie warto zarobić nieco na katarskich szejkach i zainwestować w kogoś nowego, bądź... odkurzyć starego, dobrego Neduma. Tak, to mrzonki, Roberto nigdy nie cenił Onouhy i jeśli zobaczymy jeszcze w koszulce City, to co najwyżej w Pucharze Anglii w konfrontacji z niżej notowanym rywalem. A szkoda - trzeba pamiętać, iż w składzie są jeszcze tylko Kompany, Lescott i nieopierzony Savić i w razie kontuzji(piłkarskie bogi chrońcie naszego kapitana!!) może się zagotować pod bramką Joe Harta częściej niż zwykle.

Frimpong i Nasri CC
Michael Regan/Getty Images Europe

Z ofensywnych spostrzeżeń: Samir Nasri pierwszy raz pokazał umiejętności zbliżone do poziomu Davida Silvy. Nie chodzi tu jednak o proste kopiowanie Hiszpana, ale o ogólną ocenę za występ. Samir był wreszcie widoczny i coś mi podpowiada, że to szkoła, którą dali mu kibice Arsenalu wespół z Frimpongiem we wtorek, dała pozytywne efekty. Różnica jest zauważalna - rywal prezentował podobny styl do Newcastle sprzed dwóch tygodni, kiedy to Francuz był kompletnie poza grą, a wczoraj wyglądało to znacznie lepiej. 

Samir looked very bright, the goalkeeper will probably not be happy with it but it was a great ball in and we got runner across the face of goal.

When Samir plays with that zest and looks as though he wants to hurt teams he is a real force to be reckoned with. We have not been disappointed with him this season at all.

David Platt

Znów pochwalić należy cierpliwość całego zespołu. Z meczu na mecz niepewność co do wyniku spotkań tego typu maleje. Niech miarą owej cierpliwości będzie prosta statystyka - 750 wykonanych podań, z czego 652 znalazło adresata. Sam Yaya Toure wykonał 124 próby, jak podał OptaJoe to pierwsze takie osiągnięcie na boiskach Premier League od 2008 roku! I co jeszcze trzeba zauważyć - głód goli. Niewyobrażalny głód goli. W zeszłym sezonie cierpiałem, gdy w okolicach 3:0 zespół(na życzenie Roberto?) przestał się starać o podwyższenie wyniku. Teraz mamy do czynienia z polowaniem na rywala i golami pokroju Mario, z ramienia, nonszalancko, z przekonaniem, że się należy. A przeciwnik to tylko tło. To się musi podobać, zwłaszcza, że nie będzie trwało wiecznie.

Zresztą, taki oddech Błękitnym bardzo się przyda - za chwilę na Etihad przyjedzie Bayern i stoczymy batalię o przyszłość w LM, zaraz po tym wyjazd na Stamford Bridge, a 18 grudnia postaramy się zgotować piekło powracającemu do formy Arsenalowi.

A tak na marginesie - można polubić mojego bloga na Facebooku, do czego mocno zachęcam, nic tak nie nakręca do pisania jak rzesza fanów. Likebox znajdziecie w bocznej szpalcie oraz poniżej:

piątek, 11 marca 2011

Maraton meczów co trzy, cztery dni trwa od połowy lutego. Zdążyliśmy już odpaść z wyścigu o mistrza kraju, awansować trzy razy w pucharach, po czym znów wróciliśmy do walki(przynajmniej teoretycznie) o tytuł za sprawą Chelsea i Liverpoolu solidarnie golących United na swoich terenach. A przez ostatni tydzień karuzela nie zwolniła ani na moment. Po beznadziejnym remisie z Fulham The Citizens zagrali zupełnie inny mecz z Aston Villą i efektownie pokonali piłkarzy Houlliera 3:0. I do półfinałów na Wembley(to troszkę irytujące, że mówi się o Wembley już w kontekście 1/2) tylko krok zwący się Reading, choć radość z progresu zespołu przyćmiła głupota Kolo Toure. Do wznowienia Pucharu Anglii jeszcze długa droga - i to dosłownie, gdyż nasi zawodnicy będą dopiero wracać do Manchesteru porażce z Dynamem Kijów 0:2.

Kolo Toure

Co do wpadki Kolo - tak, uważam to za skrajną głupotę i nieodpowiedzialność piłkarza z Wybrzeża. Diet pills? No litości. Rzadko staję po stronie FIFA i jej przedstawicieli, jednak Jerome Valcke ma rację - piłkarz na takim poziomie nie ma prawa brać czegoś bez uprzedniej konsultacji z klubowymi lekarzami. W Internecie pojawiają głosy nawołujące do wspierania Kolo - osobiście wolę się wstrzymać od jednoznacznej oceny. Nie za bardzo widzi mi się wspieranie bezmyślności, która mnie smuci i szokuje. Medal ma jednak dwie strony - nieszczęście Toure jest jednocześnie drugim rozdaniem dla Joleona Lescotta, dotychczas solidnego, acz rezerwowego defensora. Jeśli Kolo nie ucieknie od odpowiedzialności(przeczucie mi podpowiada, że nie będzie to kara dłuższa niż 9 miesięcy), to Mancini z braku opcji przestanie eksperymentować z defensywą, co niepotrzebnie czynił w tym roku kalendarzowym(ani razu identyczna para stoperów – przed meczem z Dynamem - nie wystąpiła w dwóch meczach pod rząd, w sumie w 2011 roku Roberto desygnował 6 różnych zestawień, a to tylko dwie pozycje i 4 zawodników). Tak wymuszona stabilizacja powinna wyjść nam na dobre. I tak wiadomo, że dominującą postacią jest powracający po kontuzji Kompany. Grunt to wybrać dla niego odpowiedniego partnera. I tym kimś będzie Joleon. Oby tego nie schrzanił tak jak pewien pojedynek główkowy z piłkarzem bez formy...

Echo skandalu powoli ucichło i wróciliśmy do zmagań ligowych tylko po to, aby obejrzeć powtórkę z rozrywki - kolejny słaby mecz City na własnym stadionie. Wymęczone zwycięstwo równie dobrze mogło się zmienić w pozbawianą składu i ładu pogoń za wynikiem, tak jak tydzień wcześniej z drużyną Hughesa. Mancini mówi o zmęczeniu materiału, czy jednak zawodnikom aż tak bardzo nie chce się zdobywać trzech punktów i np. mieć 2:0 po godzinie gry? Wygrana wiszące na włosku mogła z łomotem spaść w każdej chwili – błąd sędziego, złe podanie, inwazja UFO, jednobramkowe prowadzenia to za mało, aby pozwalać sobie na niedokładność, odpuszczanie niektórych piłek, brak koncentracji i kontroli nad boiskowymi wydarzeniami. Bo przyjdzie takie Dynamo Kijów, zespół ambitny, grający u siebie i niesiony dopingiem wiernych kibiców, i pokaże nam brutalnie miejsce w szeregu. Zadyszka City? Mało powiedziane.

Dynamo Kijów

Nie wiem jak Mancini wyobrażał sobie stracie z zespołem Jurija Siomina. Klasą Dynamo przewyższa takie Wigan wielokrotnie, a nastawienie The Citizens pozostało bez zmian. Niedomagająca pomoc(gdzie byli Barry, Zabaleta i Yaya w pierwszej połowie nie wie nawet Roberto), nie rozumiejący się napastnicy… lista zastrzeżeń wzbogaciła się dziś o Harta, który ewidentnie zawalił gola Szewczenki. Przed City mission impossible: odrobić dwa gole, nie stracić przy tym żadnego, gdyż wtedy do awansu potrzeba będzie aż 4 trafień(przypomina się ćwierćfinał P.UEFA z HSV Hamburg, tam po porażce 1:3 w Niemczech Błękitni wygrali u siebie 2:1 po jednym z najlepszych spotkań w sezonie). Co raz częściej myślę o City jak o drużynie bez charakteru, z ogromnym potencjałem sportowym, ale bez piłkarskiej złości, ducha walki. Co z tego, że w drugich 45 minutach po boisku zawodnicy wreszcie zaczęli poruszać się i kopać tę cholerną futbolówkę na miarę swoich umiejętności? To w tym sporcie za mało; minimalizm Manciniego kompletnie się nie sprawdza, a taktyka – to taki mały pstryczek w nos opasłym dyskusjom na jej temat - bez poważnych wykonawców jest tylko zbiorem cyferek i umownych ustaleń, gdzie ktoś powinien się znajdować.

Czekam na prawdziwe City z kręgosłupem biegnącym od Kompany'ego przez de Jonga, Silvę, aż po Teveza. W kwietniu dojdzie Adam Johnson, formę utrzyma Micah Richards, więcej wymagać będziemy od Dżeko i Balotellego. Do końca sezonu pozostało minimum 11 spotkań. Liga Mistrzów priorytetem. Trofeum smakowitym dodatkiem. Ten statek jeszcze nie utonął, ale wzburzone morze nie pomaga ustabilizować kursu. Roberto Mancini musi wziąć stery mocno w swoje ręce, inaczej właściciele będą szukać nowego kapitana. To już nie jest przebąkiwanie w środku sezonu po porażce z Lechem w Poznaniu, lecz realna ewentualność. Której, jak kocham ten klub, chciałbym za wszelką cenę uniknąć.

Teraz Reading. Potem z Dynamem o honor(w awans, wybaczcie, nie wierzę specjalnie) i wreszcie z wciąż panującym mistrzem na Stamford Bridge. Test na teście testem pogania. Chciałoby się nie mieć w klubie bogatych szejków i nie odczuwać presji z każdym dotknięciem murawy. Na ten luksus, mimo milardów, wciąż nas nie stać :-)

sobota, 11 września 2010

Odwiecznym prawem fortuny jest zabrać to, co się uprzednio łaskawie dało – obyś się za to smażyła w piekle, cholero – absolutny numer jeden w bramce reprezentacji Anglii do spółki z doświadczonym ligowym obrońcą popełniają najgłupszy z możliwych błędów w obronie, zwyczajnie zapominając języka w gębie. Co Hart myślał wychodząc przed pole karne i walcząc o piłkę z Kaliniciem i Toure, nie mam pojęcia. Dlaczego Kolo przepuścił futbolówką prezentując ją wyżej wspomnianemu napastnikowi gości, też pozostanie zagadką nierozwiązaną. Joe krzyknął „moja”? Kalinić wywołał złudzenie optyczne i omamił obu piłkarzy City? Poziom frajerstwa tej bramki dorównuje dzisiejszy wyczyn zespołu Gumożuja pt. „Jak w końcówce dać sobie wbić dwa gole i zremisować wygrany mecz”. Pocieszenie to jednak małe(acz smakowite), bo The Citizens swoje spotkanie z przeciętnym Blackburn wygrać powinni bez problemu.

Kolo i Joe

W styczniu tego roku nie mieliśmy z tym kłopotu – hat-tricka ustrzelił Tevez, pięknego gola po rajdzie dołożył Richards, a Rovers nie mieli nic do powiedzenia. Swoją drogą, wtedy trzy asysty zaliczył Benjani, który dziś całe spotkanie przesiedział na ławce gości właśnie. Do dziś nie rozumiem, dlaczego Roberto Mancini zdecydował się pozbyć napastnika z Afryki, a pozostawić drewnianego Santa Cruza.

A skoro o włoskim menadżerze mowa, to coś musiało pójść nie tak w przerwie meczu. Owszem, udało się wyrównać, ale to zdecydowanie za mało. Team Big Sama nie pokazał nic specjalnego, daleko byli od dyspozycji, którą widziałem podczas pierwszej połowy ich rywalizacji z Arsenalem. Wtedy grali szybko, kombinacyjnie i zasługiwali na prowadzenie. Na CoMS mogli ograniczyć się do rozbijania ataków The Citizens, dostali wszak bramkę w prezencie, a takich okazji marnować nie wypada.

Mundialowe 4-2-3-1

Mancini dał odpocząć de Jongowi(lekka kontuzja) i Barry’emu(Holender w ogóle się na boisku nie pokazał, Gareth wszedł w 66. minucie i przyznam, że wyglądał nieźle), w bramce postawił na wspomnianego już Harta, w obronie Richards, nieszczęsny Kolo Toure, Kompany(odkuł się po nieudanej przerwie reprezentacyjnej), Lescott(nie jest lewym obrońcą, a grać tam musi…). Przed nimi Vieira(poza golem niczego szczególnego nie pokazał)i Yaya Toure(prawie skopiował wyczyn brata za lekko podając do Harta). W formacji ofensywnej tercet Milner, Johnson(pod koniec zastąpiony przez Silvę, Anglik podobnie jak w reprezentacji bardzo aktywny), SWP(Jo zmienił go w 57. minucie, ale Brazylijczyk był niewidoczny) i wszędobylski Tevez, który znów zaliczył słaby mecz pod względem skuteczności.

Tyle jeśli chodzi o personalia, w temacie drużynowym do głowy przychodzą mi pejoratywne przymiotniki: wolni, nieskuteczni, niezorganizowani, a także: brak pomysłu na grę w ataku, mimo iż zadowolony z wyniku rywal pozwalał nam grać. Szkoda zmarnowanej przewagi. Wykonaliśmy aż 14 rzutów rożnych, oddaliśmy sporo celnych strzałów(14 z 20 prób!), realnych szans na gola trochę było, ale wynik mówi sam za siebie. Nie ma zgody na typical City, dość! Jak to jest, że wygrywamy z LFC, a potem nieco pechowo przegrywamy z Sunderlandem(ach, to pudło Teveza…), a dziś wyciągamy remis z drugą połówką tabeli? Nie mam zamiaru wyciągać żadnych daleko idących wniosków, na jakiekolwiek podważanie pozycji Manciniego jest za wcześnie. Teraz Roberto ma pole do popisu – zespół z pewnością psychicznie nie wygląda najlepiej po ostatnich wynikach, a tu już trzeba zacząć Ligę Europy i wrócić do walki o pierwszą czwórkę ligi, bez patrzenia na innych(acz remis Kogutów przyjąłem z zadowoleniem;)). Trzy następne spotkania – Salzburg w LE, Wigan w lidze i WBA w Carling Cup to bardzo istotne preludium przed meczem z absolutnym liderem ligi – Chelsea(dom). W tej fazie sezonu nie możemy pozwolić sobie na tak poważne wpadki i błędy, jakim dziś uraczyli Kolo i Joe, bo straty mogą się okazać niebezpiecznie zbyt wysokie, nawet za bardzo jak na klub wypełniony gwiazdami po sam sufit.

czwartek, 15 lipca 2010

Ochłonęliśmy po Mundialu, zaczynamy tęsknić co raz mocniej za starciami klubowymi, a ja jeszcze chciałem podsumować występ zawodników City na boiskach RPA. I tych starych, i tych nowych, nawet o wypożyczonych nie zapomniałem. Tekst długi, ale dacie radę. A jak w waszych drużynach oceniacie wyczyny reprezentantów? Bo Błękitni nie mają się czego specjalnie wstydzić. Zresztą sami spójrzcie, kogo w kadrze będziemy mieli w nadchodzącym sezonie. Na początek…

Mistrz

Udział Davida Silvy w mundialowym sukcesie La Roja’y(jakiś pomysł, jak to odmienić sensownie?) jest marginalny, choć sam fakt, iż Manchester City będzie miał w swoim składzie świeżo upieczonego Mistrza Świata jest wydarzeniem bez precedensu. Przed Davidem, moim imiennikiem nota bene, wielka przygoda w Manchesterze. Wraz z jego przyjściem powstało wiele ciekawych taktycznych kwestii do rozwiązania. Czy Mancini zmieni system gry tak, aby Silvie umożliwić grę w środku? Czy raczej myśli o wstawianiu go na lewą stronę? W tej chwili rzucam te pytania, ot tak, bo Silva przez najbliższe dnie z pewnością będzie myślami z reprezentacją i jej niesamowitym wynikiem. Poświętuje, a potem wróci do klubu i rozpocznie nowy sezon, którego już nie możemy się doczekać.

Wicemistrz i ćwierćfinalista

de jong i robinho

De Jonga pozwoliłem sobie wytypować na cichego bohatera ćwierćfinału z Canarinhos i oprócz oczywistego Man of The Match, czyli Sneijdera, Nigel znów pokazał, że jest jednym z najlepszych defensywnych pomocników w Europie. Prawie nigdy nie wyściubia nosa za swoją połowę, w ciągu pięciu meczów na bramkę uderzał aż(!!) raz(w finale też bodaj raz mu się to zdarzyło). Wespół z van Bommelem solidne skopali uniemożliwili skuteczną grę Brazylijczykom, choć dalej nie wiem, gdzie obracali flaszkę, kiedy Melo pięknym podaniem przez dwie formacje wypuszczał Robinho. No i – wracając do de Jonga -  się wykartkował dzięki faulowi na koledze z zespołu na półfinał, co zawsze jest lepszą opcją, niż absencja w finale. O meczu na Soccer City rozprawiać będziemy pewnie jeszcze długo, więc teraz w skrócie – rysą na poprawnym występie de Jonga okazało się fatalne wejście w Xabiego Alonso, które mogło skończyć się wykluczeniem. Nie mam zamiaru wyciąg jakiś szczególnych wniosków, ot, Nigel wpisał się w sposób gry swojej drużyny. Na miejscu Manciniego od Holendra zaczynałbym desygnowanie wyjściowej jedenastki.
A skoro wspomnieliśmy o strzelcu jedynego gola dla Brazylii w przegranym ćwierćfinale, to jak podał ostatnio Daily Mail, Shay Given wyczekuje powrotu Robinho na Eastlands. Przypomnę, iż Brazylijczyk może zostać w Santosie na przyszły sezon, gdyż taką opcję wpisano w umowę wypożyczenia. Przed Mundialem dochodziło do spekulacji na ten temat i podobno Robson byłby skłonny wrócić do macierzystego klubu. Moje zdanie jest jasne: niech jego dwa gole nie zamydlają nam oczu. Chłopak naładował akumulatory w ojczyźnie, gdzie nikt nie ogranicza jego talentu takimi bzdurami jak taktyka, i to reprezentacji Brazylii oddał owoce wypożyczenia do Santosu. W Anglii na Robinho czeka walka o miejsce w składzie z Bellamy’m i Silvą(w porywach SWP lub A. Johnson mogą się włączyć), ciężki sezon w rozgrywkach ligowych i europejskich. Biorę pod uwagę, iż miniony sezon Robsona w City stał pod znakiem kontuzji, świetnej formy Bellersa i zmiany menadżera, ale nadzieje na odrodzenie Brazylijczyka na boiskach EPL przyjmuję chłodno. Równie dobrze może minąć miesiąc i znów przeczytamy wywiad, w którym nasz bohater będzie twierdził, że np. kocha Barcelonę i zawsze chciał tam grać, albo iż Europa to jednak nie dla niego i mamusiu, ja chcę do domu gromić 10:0.

Brązowy medalista

Ponieważ nie śledzę wyczynów co raz mocniejszej Bundesligi, to o Jerome’ie Boatengu miałem bardzo nikłe pojęcie. Na szczęście na mistrzostwach rozegrał pięć spotkań, z czego jedno – to decydujące o brązie – na prawej obronie, resztę zaś na lewej stronie. Cóż można o nim powiedzieć? Silny, szybki, waleczny, nieźle podaje(jedna asysta) i osobiście liczę, że bliżej mu będzie do wygryzienia Bridge’a ze składu, niż na przykład do wymuszenia odejścia Onuochy czy Richardsa. Cokolwiek się stanie, zakupiliśmy solidnego defensora gotowego grać na całej szerokości formacji(alternatywa dla Zabalety?) i będzie z niego pożytek, szkoda, że na pewno czyimś kosztem.

Znów ćwierćfinaliści

Carlos Tevez, jak cała reprezentacja Argentyny, w moim odczuciu padł ofiara nieudolności trenerskiej Diego Maradony. Do spotkania z Niemcami jeszcze wierzyłem, że świetną atmosferą w drużynie można przeskoczyć taktyczną abnegację, ale na nieszczęście dla Albicelestes, rzeczywistość okazała się bardzo brutalna. I nie wiem już, czy Tevez zawiódł, czy wręcz przeciwnie. Drugi gol przeciw Meksykowi na pewno w top10 mundialowych goli, ale tak samo bramka na 1:0 przejdzie do niechlubnej historii piłki nożnej. Z drugiej strony, może owa sytuacja w połączeniu z nieuznanym trafieniem Anglików coś w fifowskim betonie zmieni. Carlito zaś ma czas na odbudowę i przygotowanie się do nowego, pełnego wyzwań, sezonu. Wszyscy na niego liczymy!

Na drugim biegunie napastników The Citizens „leży” – tj. nikt specjalnie jego występem w RPA się nie przejął - Roque Santa Cruz.. 314 minut na przestrzeni pięciu meczów, zaledwie siedem strzałów i zero goli. Nigdy Paragwajczykowi nie oszczędzałem złośliwości, jednak z uwagi na Mundial sobie odpuszczę i po prostu będę wyczekiwał wieści o jego sprzedaży.

1/8

Kto czytał moje wpisy w różnych miejscach ten wiedział, iż obok Francji, to Anglikom na afrykańskich boiskach życzyłem najgorzej. Ani przez moment nie wierzyłem, iż pozbierani z klubów EPL zawodnicy są w stanie stworzyć prawdziwego zespołu i nie pomyliłem się. Niestety spory w tym udział miał Gareth Barry. Gdyby tak występ na mistrzostwach miałby decydować o przyszłości w klubie, to pomocnik City musiałby się sporo namęczyć, aby swoją pozycję pewniaka w talii Roberto zatrzymać. Owszem, kontuzja nie pomogła, grać w kiepskiej drużynie żaden powód do chwały, lecz dwa gole strzelone przez Niemców obciążają konto Barry’ego i to mocno. Nie było w pobliżu de Jonga, który by asekurował… Żal Joe Harta, na którego selekcjoner Synów Albionu, czego tragiczny w skutkach efekt widzieliśmy w spotkaniu z pochłaniaczami hamburgerów. Szczęścia w inauguracji Mundialu nie miał też Shaun Wright-Phillips. Prawoskrzydłowy grał na lewej(?!) stronie, a w całym turnieju zabrakło mu minuty, aby zaliczyć pełne 90(trzy występy w sumie). Skoro SWP i tak miał być rezerwowym, nie wiem więc, dlaczego nie pojechał Adam Johnson, który mógłby kadrze dać więcej, niż rozczarowany sezonem Shaun. A Capello na stołku i tak pozostał…

Wyjątkową niespodziankę sprawiła Słowacja. Wyjście z niełatwej grupy i walka do końca z późniejszymi wicemistrzami na trwałe zapisze się w historii futbolu naszych południowych sąsiadów, w czym swój udział miał Vlad Weiss junior. Trzy spotkania, każde na innej pozycji(zwiedził całą szerokość środkowej formacji) i sporo zamieszania w polach karnych rywali, mimo iż słowacki ofensywny pomocnik strzelał na bramkę tylko raz(mniej niż de Jong!), skuteczność podań też bez rewelacji(56%). Przypomnę jednak, że mówimy o 21-letnim zawodniku, debiutującym w kadrze przed niespełna rokiem. Vlad ma przed sobą przyszłość, ale czy na CoMS? Występy w RPA nie mogą dać odpowiedzi, osobiście liczę, że Weissa w koszulce The Citizens ujrzymy.

Faza grupowa

Bracia Toure wpisali się w ogólny poziom drużyn afrykańskich, czyli zawiedli. Fakt, grupa łatwa nie była, sędzia uznał ręcznego gola Luisa Fabiano, ale nie ulega wątpliwości, że WKS, reprezentacja pełna gwiazd europejskiego formatu, powinno osiągnąć więcej. Bezbarwność drużyny można przypisać wielu czynnikom, a to że trener nowy(a właściwie już stary), że sporo silnych osobowości, że sezon na Starym Kontynencie ciężki… Afryka piłkarsko nie rozwija się jak należy, pomimo iż zawodnicy wiele mówią na temat wielkiego oddania reprezentacjom. Plus odpadnięcia w fazie grupowej taki, że Kolo i Yaya wcześniej wrócili do klubowych obowiązków. Po Mundialu wracamy do nich wszyscy. Nareszcie!