Wpisy z tagiem: ekstraklasa
poniedziałek, 24 października 2011
Górnik Zabrze - Ruch Chorzów 1:2(1:0) Nakoulma (k.) 14 - Szyndrowski 60, Piech 78. Górnik: Skorupski - Bemben(Olkowski 83), Danch, Banaś, Marciniak - Mączyński, Pazdan, Przybylski, Nakoulma, Kwiek(Jończyk 83) - Milik(Zahorski 64). Ruch: Pesković - Burliga, Grodzicki, Stawarczyk, Szyndrowski – Grzyb(Janoszka 55), Malinowski, Straka, Zieńczuk – Piech(Abbot 76), Jankowski(Lisowski 90). Przyznajcie się, drodzy kibice Górnika: większość z Was po pierwszej połowie Wielkich Derbów była zdania, iż biało-niebiesko-czerwoni wreszcie walczą i jest spora szansa, że nie będziecie musieli się za nich wstydzić. I oczywiście, z tyłu waszych głów jednocześnie głos rozsądku przypominał o meczach ze Śląskiem, Lechią, ŁKSem, Cracovią, w których Górnikom umiejętności piłkarskich wystarczyło na godzinę. Jakie wówczas padały końcowe wyniki, pamiętaliście. I przyszło Wam znów przełknąć gorzką i grubą pigułę. Przyznajcie więc, że po ostatnim gwizdku poczuliście się tą pierwszą połową oszukani. Bo dano Wam nadzieję podobną do placu budowy wokół murawy. Zresztą i w sens budowania czegokolwiek wokół Górnika pewnie zwątpiliście. Przecież widmo strefy spadkowej jest już bardzo wyraźne. Przyznajcie się piłkarzyki, że to konflikt z trenerem Nawałką sprawił, iż rozegraliście żałosny sparing zamiast najważniejszego meczu w sezonie na Roosevelta. Przyznajcie się, gdyż tylko ta okoliczność pozwoli uwierzyć w to, iż możecie po zmianie trenera utrzymać klub przed spadkiem. Nawet jeśli się to uda, to i tak nie wybaczę wam piątkowej porażki. Można walczyć i przegrać, ale oddać Ruchowi piłkę i czekać aż spokojnie wyjdzie sobie na prowadzenie nie wolno, choćbyście nie otrzymywali wypłat od stycznia. Miejcie honor i przyznajcie, że coś jest na rzeczy. I zacznijcie odrabiać te cholerne punkty. Podobny apel do Adama Nawałki. Czas odejść. Kiedy trener traci kontrolę nad szatnią(tu już nawet nie chodzi o błędy taktycznie, przygotowanie fizyczne czy wątpliwą selekcję) i zawodnicy, choć nie grają dla Adama Nawałki czy kogokolwiek innego, szkodzą swoimi występami interesom klubu, to jest moment w których trzeba dokonać radykalnych zmian. Powtarzane do znudzenia slogany o „wyciąganiu wniosków” i „jeszcze bardziej wytężonej pracy na treningach” proszę zabrać ze sobą do Krakowa, albo wyrzucić do kosza. Żadne poganianie biczem nie uratuje atmosfery w zespole(w klubie?), albowiem ta jest najzwyczajniej fatalna. Potrzeba nowego rozdania na Roosevelta. I tak samo jak Adam Nawałka był autorem takowego w 2009 roku po zwolnieniu Komornickiego, tak teraz jego następca będzie walczył o ligowy byt w Zabrzu. I powinien rozpocząć swą misję już od „poniedziałku”, a nie od stycznia. Przyznać do winy powinny również władze Górnika. Strategia po sprzedaży Jeża i Sikorskiego pod polskobrzmiącym tytułem „jakoś to będzie” nie wypaliła, delikatnie rzecz ujmując. Bez odważnych i sensownych decyzji nie ma co marzyć o wyprowadzeniu klubu z kryzysu, w jakim tkwi od kilku tygodni. Nie lubię wzywać do ścinania głów, ale pewien układ na R81 przestał funkcjonować i trzeba wymienić jego elementy, z głównym mechanizmem włącznie. Czekać na zwrot w moim odczuciu nie mam już sensu. I na koniec przyznam się sam. Jeśli w najbliższym czasie nie zobaczę choćby promyka nadziei i kilku punktów więcej na koncie zabrzan, to uwierzę w powtórną degradację. A to miał być spokojny sezon bez dramatów, bez rewelacji... Dopóki jednak piłkarze Nawałki(?) będą dopuszczać do sytuacji, w której rywal może zdobyć pięć goli w 10 minut, nie widzę powodów, aby dopuścić do siebie odrobinę kibicowskiego spokoju.
wtorek, 24 maja 2011
I jak tu nie wierzyć w motywującą moc kłopotów finansowych? Górnik na skraju bankructwa przez lata bronił się przed spadkiem. Kiedy zapaliła się czerwona lampka i klub z hukiem wylądował na dnie tabeli, Allianz uruchomił spore środki i zatrudnił drogiego trenera z marką tylko po to, aby Górnik ekstraklasę jednak opuścił. A teraz, kiedy ważą się losy licencji na przyszły sezon, a w prasie dominuje temat finansowych kłopotów zabrzan, gramy nieomal jak z nut: pomimo szóstej lokaty wciąż zachowujemy realną szansę na eliminacje Ligi Europy. I mamy w składzie Roberta Jeża oraz Daniela Sikorskiego, piłkarzy wykraczających poziomem poza ciasne polskie podwórko. A to wszystko przyprawione poważnym kryzysem na linii rząd-kibice/kibole/jak_zwał_tak_zwał. Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jednocześnie jest tak niebezpiecznie?
Łatwo o Ligę Europy nie będzie(świetnie szanse wyliczył zespół 90minut.pl), podobnie jak o licencję. Górnikowi pozostały do rozegrania dwa mecze: z Koroną i Widzewem, a więc z zespołami, które rywalizują o pietruszkę. Nie mamy więc szans bezpośredniego wydarcia któremuś rywalowi pucharów - musimy liczyć na ich potknięcia. Jesteśmy o tyle w nieciekawej sytuacji, iż przy ewentualnej równej zdobyczy punktowej z kimkolwiek, zajmiemy niższe miejsce z powodu kiepskich wyników w bezpośrednich starciach. Z Jagiellonią nie zdobyliśmy ni punktu, ni bramki, z Legią i Lechią po punkcie, a ze Śląskiem zanotowaliśmy zwycięstwo i porażkę(gorszy bilans bramek 3:5). Czyli w decydującym sprincie potrzebujemy zdobyć komplet. Najlepiej prezentując więcej z tego, co graliśmy przeciwko Śląskowi w piątek, a mniej ze zwycięstwa w Bytomiu. Finansowe kłopoty w Zabrzu to wielki test dla nowego prezesa i samego Miasta. Tomasz Młynarczyk ciągle powtarza, iż medialne długi Górnika nie mają za wiele wspólnego z rzeczywistością(Komisja zresztą bierze pod uwagę stan na 31 grudnia 2010), a stadionowe niedociągnięcia(brzmi to trochę jak żart, ale cóż, takie wymagania) "można poprawić". Niepokoi mnie spokój, jakim zdaje się emanować Młynarczyk - działania Komisji bywają nieobliczalne(vel ławki i czarny płot rozpaczy na Oporowskiej czy punkt medyczny w Zabrzu, na który wcześniej nikt nie zwracał uwagi) i trudno bez obaw oczekiwać na ostateczny werdykt KO. Karna degradacja po tak świetnym sezonie oznaczałaby kompletne rozwalenie obecnej drużyny i w ogóle zachwianie pozycji Górnika w polskiej piłce. Nie wyobrażam sobie znów gościć w Zabrzu ekipy ze Stróż, Niecieczy, Ząbek czy innych podobnych potęg piłkarskich(bez urazy). Skandowane po awansie "nigdy więcej pierwszej ligi" adresowaliśmy do wszystkich, nie tylko do piłkarzy... Nawet jeśli uda się zdobyć licencję, to wcale nie oznacza, iż Górnik będzie w stanie - nawet z europejskimi pucharami na horyzoncie - utrzymać obecny poziom. Doświadczenia z przeszłości są klarowne: kiedy zainteresowanie naszymi piłkarzami przeradza się w bardzo konkretne oferty, to trzeba sprzedawać. Nie robiliśmy tego w latach poprzednich, jak się skończyło - pamiętamy aż za dobrze. Obawiam się, że w lecie nie uda się zatrzymać Jeża i/lub Sikorskiego. Jednorazowa przygoda w LE jest niczym wobec stabilnych wpływów na konto, nowoczesnego stadionu i gwarancji corocznej walki o wysokie cele, a tych atutów Górnikowi po prostu brakuje. Adam Nawałka może straszyć odejściem(postawa zresztą bardzo wskazana!), jednak gdy przyjdzie do rachunku ekonomicznego - nie będzie zmiłuj. Jeśli do tego dodać ewentualne fiasko rozmów z Boninem i Magierą, to teoretycznie możemy stracić przed nowym sezonem czterech podstawowych zawodników, z czego dwóch będzie niezwykle trudno zastąpić. A roztropna polityka transferowa będzie potrzebna jak nigdy dotąd. Interesujące, jak sobie dadzą radę z ograniczonymi środkami prezes Młynarczyk i Andrzej Orzeszek. Mazur z Wałdochem podnieśli poprzeczkę bardzo wysoko... Jeszcze tylko słowo o proteście na stadionach - kiedy pierwszy raz usłyszałem, iż na Rooosevelta kibice mają przyjść w czerni i wstrzymać się z dopingiem, oburzyłem się. No jak to, w ramach jakiegoś tam protestu pozbawia się stadion najsilniejszego magnesu?! Atmosfera meczów KSG jest przecież niesamowita i dzięki niej chce się być częścią widowiska, tym bardziej kiedy drużyna nie prezentuje gry najwyższych lotów. Ale zastanowiłem się nieco, wysłuchałem argumentów strajkujących i zmieniłem zdanie. Jakkolwiek staram się od tej co raz głupszej pseudodebaty trzymać na dystans, to mam nadzieję, że kontrast pomiędzy grobową ciszą a gorącym dopingiem na R81 i innych obiektach został dostrzeżony przez decydentów. Naprawdę panowie, takiej Ekstraklasy nie chcecie mieć. Ja też nie. Jutro w Kielcach biało-niebiesko-czerwoni zagrają z beznadziejną na wiosnę Koroną. Walczmy o puchary, walczmy o jak najlepsze miejsce w lidze, walczmy o Górnika Zabrze, bo to drużyna nasza jest.
poniedziałek, 02 maja 2011
Pierwszy kwadrans wprawił wszystkich w osłupienie - Górnicy bez przesadnego respektu dla rywala ruszyli z wysokim pressingiem i z marszu stworzyli sobie kilka ciekawych sytuacji. A to pudłował Wodecki, a to Jeż podał nie w tempo do wychodzącego na czystą pozycję Sikorskiego. Działo się. I choć Wisła momentami przejmowała inicjatywę i była bliska otwarcia wyniku meczu(szanse Kirma i Meliksona), to Górnik prowadził po 25 minutach za sprawą dośrodkowania Bembena, błędów Wiślaków i strzału Gaszparika. Chwilę później podopieczni Nawałki dostali kolejny prezent - Cikosza zmienił Branco. I od razu koncert 'małej gry' dało nasze lewe skrzydło, bez kłopotów robiąc na szaro Kameruńczyka, jednego z najsłabszych w składzie Wisły. Najbardziej po objęciu prowadzenia obawiałem się posunięć taktycznych trenera Nawałki. Zbyt dobrze pamiętałem mecz z Legią, aby serce drżało za każdym razem, kiedy zabrzanie zbyt mocno cofali się do defensywy. Ale piłkarze umiejętnie balansowali pomiędzy wciąganiem rywali na własną połowę, a zaskakującymi, błyskawicznymi podejściami pod bramkarza i obrońców gospodarzy. Klasyczny(i skuteczny!) boiskowy szach – drużyna, która zdobyła gola jako pierwsza, dyktuje warunki spotkania. Wisła chce zremisować, więc musi angażować w ataki kilku piłkarzy więcej, a Górnik tylko czyhał na okazje do kontr. W sumie wyprowadziliśmy ich przynajmniej kilka, z czego dwie(szanse Sikorskiego i Wodeckiego) powinny się zakończyć podwyższeniem prowadzenia. Znów zapaliła się lampka awaryjna, czy aby niewykorzystane sytuacje się nie zemszczą. Wiślacy jednak musieli zacząć trafiać w bramkę(aż 11 niecelnych strzałów w drugich 45 minutach), najbliżej był Siwakow, ale z paru metrów nie zdołał wcisnąć piłki głową i animusz drużyny Maaskanta zaczął powoli topnieć. Zaś biało-niebiesko-czerwoni nie mieli problemów z wchodzeń w pole karne rywali – świetnie z dystansu strzelał Nowak, kilka minut później jego akcja zrobiła mnóstwo zamieszanie, ale gol nie padł. Potrzeba było kolejnej asysty Jeża Gaszparika(mój błąd, zasugerowałem się komentarzem) i piątego gola Sikorskiego, aby przypieczętować zasłużone trzy punkty. Wisła bez napastnika(Żurawski mimo kilku prób zupełnie niewidoczny) i z dość samolubnie i nerwowo grającą pomocą(Melikson, Małecki i Kirm) poniosła bolesną, ale edukacyjnie wartościową porażkę. I to jeszcze z rąk zespołu swojego trenera! Przy tak otwartym spotkaniu wiele ze swego talentu pokazał Robert Jeż. Jak mówił Łukasz Mazur, to unikatowy piłkarz w naszej lidze – na boisku widzi naprawdę sporo, potrafi zagrać prostopadłą piłkę europejskiego formatu. Co istotne – poziom jego zagrań determinuje w równym stopniu inteligencja partnerów. Jeśli nie ma gry bez piłki, nikt nie wychodzi na pozycję, to o kant kuli można roztrzaskać Jeża i jego podania. Z tego miejsca wielkie brawa dla byłego prezesa, iż udało mu się dogadać z Żyliną jeszcze w tym sezonie. Bez Jeża Górnik straciłby mnóstwo opcji ofensywnych. Osobny akapit dla Daniela Sikorskiego. Słabsze występy z Jagiellonią czy Lechią ukuły w mojej głowie myśl, iż w Krakowie Daniel musi potwierdzić swoje umiejętności, bo inaczej jego akcje zaczną w Zabrzu spadać. No, odpowiedź godna szacunku – nie odpuścił Chavezowi ani przez sekundę. Nie poddawał się, gdy Honduranin raz po raz spychał go z pola karnego, albo wygrywał pojedynki główkowe/biegowe. Twarda, męska gra opłaciła się, Chavez w końcu błąd popełnił, a my mamy dzięki temu nowego najlepszego strzelca w drużynie. Teraz tylko się nie podpalać i nie cieszyć za mocno(trochę irytuje, iż po każdym golu Daniel zgłasza akces do reprezentacji), a bramkowe konto najlepiej podwoić :) I jeszcze kilka słów o naszym szkoleniowcu. Mam nadzieję, iż ten mecz zamknął usta wszystkim krytykom – Adam Nawałka nie jest trenerem ani wybitnym(taktyka na Wisłę wyszła mu znakomicie), ani bardzo złym(„defensywne” ustawienie na Jagę, czy indolencja na Cichej), do Górnika Zabrze pasuje jednak idealnie. Awansował z zespołem do Ekstraklasy(niewielu z nas po jesieni w to wierzyło, czyż nie?), a teraz nie bronimy się rozpaczliwie przed spadkiem, ba, zachowujemy szansę na europejskie puchary. Ma swoje zasługi, popełniał także błędy, nie zmienia to jednak faktu, iż głosy o jego zwolnieniu powinny ucichnąć na dobre. A o co gra teraz Górnik? Odpowiedź jest prosta: o jak najwyższą pozycję w lidze. O innych celach porozmawiamy gdy przyjdzie czas finałowych kolejek sezonu 2010/2011.
piątek, 15 kwietnia 2011
Telenowela po odwołaniu Łukasza Mazura trwa. We wtorek w Katowicach odbyła się konferencja prasowa, na której były prezes Górnika punkt po punkcie odpowiadał na zarzuty stawiane przez Michaela Muellera w ostatnich dniach(część pierwsza i część druga, Sport Śląski). Sprawy KSG stały się przedmiotem publicznych spekulacji, co zawsze wywołuje pytania o sens takich działań. Swoje dołożyła niedawno "Gazeta" publikując ostry tekst o finansowych "niejasnościach" w Zabrzu, mamy więc swoisty trójgłos - Mueller atakujący Mazura, Mazur broniący swojego imienia i "GW", która swoim artykułem dyskredytuje obu panów i klub w ogóle. Lovelly. Komuś bardzo zależy, aby Górnik się nie wygrzebał z tych kłopotów.
Przepychanki dosłownie zmiotły wszelką dyskusję na temat futbolu; pewny utrzymania zespół Adama Nawałki nie musi się przejmować wojną na górze(poza zaległościami naturalnie) i dziś podejmie Lechię Gdańsk z ciśnieniem jedynie na zemstę za jesienną klęskę 1:5. Patrząc na tabelę gra zdaje się toczyć o europejskie puchary, ale przy tak wyrównanej lidze rozstrzygnięcia i tak zapadną w końcowych dwóch kolejkach. Z finansowego punktu widzenia im wyżej się uplasujemy, tym lepiej(200 tysięcy zł więcej jest warta każda pozycja), zaś zwycięstwo dziś pozwoli spokojnie myślec o bardzo trudnej serii wyjazdów, która nas czeka. W środę Jagiellonia, potem Kraków oraz Poznań i dopiero w drugiej dekadzie maja na Roosevelta przybędzie Legia. Ciekawe w jakiej formie po urazach są Przybylski i Gaszparik - wiemy, że są w meczowej '18', jednak ich wyjście w pierwszym składzie nie jest takie oczywiste. Adam Nawałka powinien zachować 4-4-2 z Bełchatowa; jeśli tak uczyni, to w środku pola pewnie zobaczymy nie Przybylskiego, a niezłego w ostatnio Marciniaka i kogoś z dwójki Jeż/Gierczak(osobiście wolałbym widzieć Słowaka). Pozycja Wodeckiego na lewym skrzydle nie wydaje się dość mocna, aby wystąpił pełne 90 minut, mam nadzieję, że drugi z naszych Słowaków dostatnie przynajmniej poł godziny szansy. Zastanawiam się jeszcze nad zestawieniem środka defensywy, bo jak pamiętamy, z Brunatnymi grał Danch z Banasiem, co poza pierwszym kwadransem wyglądało bardzo dobrze. Nie jestem przekonany, aby Jop koniecznie musiał ratować Górnika przed katastrofalnymi błędami swojego zmiennika - ot, jeszcze jedno spotkanie na ławce nie zaszkodzi. Klucz do trzech punktów? Coś mi podpowiada, że to Bonin i skuteczność Sikorskiego dadzą nam skromne zwycięstwo. Pierwszy z nich odblokował się i wraca do wysokiej dyspozycji, drugi zaś mimo wielkiej aktywności nie potrafił wstrzelić się należycie(czyżby złe soczewki?:)) tydzień temu i liczę na poprawę. Lechia nam nie straszna, o powtórce z Gdańska nie ma mowy. Do boju Górnicy! Wracając do konflitku - tak łatwo w jego ferworze zapomnieć, jak wiele na Roosevelta jest do zrobienia, by uniknąć karnej degradacji. Od samego gadania finanse Górnika się nie uzdrowią. Spryt Allianz Polska polega na tym, iż kiedy statek zaczął szybko iść na dno, oddali pakiet większościowy miastu, zezwalając na 'intronizację' człowieka bliskiemu władzom Zabrza. Im dalej w las, tym ubezpieczyciel bardziej kompromituje. Najpierw popełnia szereg wpadek lokując niemałe pieniądze w nietrafione transfery, które doprowadziły klub do spadku, potem zwalniają prezesa, chcąc tym samym zwalić całą winę właśnie na niego. Bo ważąc rozsądną proporcją fakty o finansach Górnika, to Mazur nie wydaje się pierwszym, w którego należy uderzyć. Na dodatek szef Allianz wystawia się na pośmiewisko przeinaczając fakty(sprawa kontaktu z piłkarzami) bądź wybierając dogodną ich wersję, co przecież jest tak proste do obalenia. Jestem wściekły z tego powodu, bo nie na pranie brudów i los bankruta zasługuje czternastokrotny Mistrz Polski. Ogarnijcie się i postawcie ten klub na nogi, do ciężkiej cholery!
czwartek, 07 kwietnia 2011
Oto spodziewane stało się faktem - Łukasz Mazur przestał być prezesem Górnika Zabrze, mimo ogromnego(i oficjalnego) poparcia ze strony kibiców KSG zarząd zdecydował o jego odwołaniu. Nie tak to miało wyglądać. Gdy Mazur wespół z Tomaszem Wałdochem i Adamem Nawałką wprowadził zabrzan do ekstraklasy, wszystkie znaki na niebie i murawie wskazywały, że idzie ku lepszemu. Klubowi skauting wypatrzył niezłych zawodników(naturalnie nie bez wpadek), Górnik zaczął podpisywać znaczące umowy o współpracę z innymi śląskimi klubami(Gwarek, Ruch Radzionków), rozwiązał kłopot z MSPN, a pomimo finansowej zapaści(?) udało się do Zabrza sprowadzić Jeża i Gaszparika. Forma zespołu, obecnie bliska europejskich pucharów, pozwoliła z nadzieją spoglądać w przyszłość, do tego wkrótce rozpocznie tak wyczekiwana budowa nowego stadionu. Czy koniec panowania Mazura przekreśla kierunek zmian na Roosevelta? Allianz Polska popełnił wiele błędów inwestycyjnych - głównie łożąc za duże kwoty za zawodników, trenerów i ich pensje, ale co najgorsze, rezygnuje z Mazura, faceta, który starał się to wszystko ogarnąć. I w wielu sprawach podejmował decyzje słuszne, z finansami jednak sobie nie poradził, a może po prostu obiektywnie zadanie było niewykonalne w tak krótkim(i pozbawionym pieniędzy Canal+)okresie?
Zastanawiam się, wybaczcie mi tę drobną fantazję, czy odwołanie Mazura nie jest ukłonem w stronę nowych podmiotów gotowych działać w Górniku. Nie brzmi to niedorzecznie - nie wszystkim szczerość byłego prezesa musi odpowiadać. Nie każdy musi Mazurowi ufać, powierzając niejako w jego ręce poważne środki(konkretów finansowej działalności prezesa nie poznamy wszak nigdy). Allianz, wydaje mi się, mocno się na Górniku Zabrze sparzył i powoli zaczął mieć dość tego bałaganu, do którego zresztą też się przyczynił. Spółce(i Jędrzejowi Jędrychowi) należy oddać, że pomogła kiedy było bardzo źle. Jednak teraz, odwołanie prezesa w oczach kibiców jest krokiem wstecz, ale Allianz jeszcze nie skończył swojej roboty. I naprawdę bardzo dużo zależy od stylu, w jakim współpraca między ubezpieczycielem a wielkim Górnikiem Zabrze znajdzie finał. Oby z korzyścią dla Klubu, który kochamy. Mam nadzieję, że nikomu powaznemu nie przyjdzie do głowy walka na noże z Allianz, bo z takich komfliktów jeszcze nic nigdy dobrego nie wyszło. Za ten rok Panu Łukaszowi Mazurowi serdeczne dzięki! Wieść przyszła dzień przed meczem z Bełchatowem. W niedzielę piłkarzom udało się przeprosić za katastrofę na Cichej i z niepokonanej Cracovii wiele nie zostało. 1:0 to i tak był namniejszy wymiar kary, bura należy się tym, którzy w ostatnich minutach z taką nonszalancją podchodzili do stwarzanych okazji(Sikorski szczególnie rzucał się w oczy). No tak jakby nie widzieli, że Kaczmarek ma świetny dzień, a skrzydłowi z Krakowa - Ntibazonkiza i Višņakovs tylko czekają na swoją szansę. Wynik naturalnie cieszy, na styl patrzę zaś z przymrużeniem oka, najważniejszym zadaniem było uniknąć kolejnej kompromitacji i dać nieco radości zabrzańskim kibicom. Udało się, chwała im za to, relegacja nam już nie straszna. Ach, po derbach zrehabilitował się Stachowiak. Z Cracovią zagrał bardzo pewnie, brawo. Bełchatów spokojnie dryfuje sobie w środku tabeli, pokonali Legię, przegrali z Ruchem, poza tym trzy remisy. Ekipie Bartoszka nie grożą ani puchary, ani spadek, a Górnikowi trzy punkty do niespodziewanej walki o europejskie puchary zawsze się przydadzą ;-) pazerny jednak nie będę, spokojny, nawet nudny podział punktów mnie zadowoli. Aczkolwiek zwycięstwem podobnym do tego z Roosevelta, kiedy to Górnik przeważał przez większość spotkania, wcale a wcale nie pogardzę. Głowy do góry. Zmienia się prezes, odchodzą piłkarze i trenerzy, ale Górnik Zabrze trwa. Jakie będzie życie po Mazurze? Podzielcie się swoim zdaniem w komentarzach. Byle z kulturą ;-)
niedziela, 20 marca 2011
Wpadłem na tę myśl gdzieś pod koniec pierwszej połowy, kiedy przewaga Ruchu zaczęła być miażdżąca. Liczyłem, że Górnik na drugą połowę wyjdzie z mocnym postanowieniem wybicia mi z głowy wszelkich porównań na korzyść Ruchu. Więcej jednak zaangażowania w swoją pracę na boisku pokazały służby techniczne - zgrany team traktorek+pan malujący linie+ochroniarze odśnieżający murawą przy Cichej. Dolary przeciw orzechom, że powyższa ekipa także nie miałaby kłopotów z ograniem beznadziejnego Górnika Zabrze. Wstyd. Pal licho niespodziewany śnieg i awarię oświetlenia. Piątkowego występu nie da się w żadnym wypadku usprawiedliwić jakimikolwiek zewnętrznymi okolicznościami. Że są zaległości w wypłatach? Jeśli piłkarze w ten sposób chcieli zamanifestować swoje niezadowolenie, to po pierwsze, są podli i niesłowni(prasa donosiła, że doszło do porozumienia w sprawie wypłat ratalnych), a po drugie, poszli na wojnę z kibicami i są z góry na straconej pozycji. Tylko dlatego, że noszą koszulki z herbem Górnika na piersi, nie posądzam ich o taką akcję. Narazie. Winnych straconych bramek wskazać łatwo: dwójka Pazdan-Banaś(dwóch zawodników Ruchu wolnych po ich stronie) do spółki ze Stachowiakiem(wiadomo za co) przy pierwszej, Przybylski(strata piłki), Magiera oraz Jop(choć tu po prostu nie zdołali naprawić błędu Przybylskiego) przy drugiej, trzecią zawinił Magiera(krył na radar Strakę i dopuścił do dośrodkowania) i najmniej Jeż(nie zablokował strzału Malinowskiego).Oczywiście chorzowianie mogli goli zdobyć więcej, gdyż Górnik raz 'odkryty' nie robi nic, aby się zasłonić resztkami materiału, jaki mu staje. Z ataków zaś pamiętam tylko jedną sytuację, czyli strzał Bonina po pół godzinie gry. Za mało na Wielkie Derby Śląska z zespołem broniącym się przed spadkiem z Ekstraklasy. Problemem nie był śnieg, który przecież zaskoczył obie ekipy w równym stopniu. Ruch wyszedł na boisko zdeterminowany i dobrze przygotowany taktycznie - wiedzieli, że Górnik szybko gubi piłkę poddany natychmiastowej presji, czego my nie stosujemy, gdyż Nawałka woli "bronić się głęboko". Widać jak na dłoni - dwa, trzy podanie i wykop na głowy obrońców rywali, to jest nasz pomysł na ofensywę. Czwarty mecz rzędu. Gra nie ulega zmianom, za to wyniki lecą w dół. Pomyśleć, że zdegradowana już przeze mnie Cracovia zdobyła aż osiem punktów(z Lechem, Legią, Koroną i Śląskiem)! Adam Nawałka ma dwa tygodnie(z przerwą na wypad do Budapesztu), aby cokolwiek w tej drużynie poprawić, odbudować ją psychicznie na starcie właśnie z Pasami. Nie wyobrażam sobie porażki na Roosevelta. To może być gwóźdź do trumny trenera i początek wielkich kłopotów całego Górnika Zabrze. Wracając do meczu, z wielką chęcią odejścia od transmisji obserwowałem to, co działo się po trzecim golu. Niestety, optymizmem nie powiało nawet(a może przede wszystkim?) z ławki. Adam Nawałka o zmianach zaczął myśleć kiedy mecz się już skończył, a wchodzący Sikorski(za kontuzjowanego Kwieka) najpierw musiał wyładować frustrację trzema faulami z rzędu, nim zaczął kopać piłkę. Po co wprowadzać Pietrzaka? Gdzie miejsce dla Marciniaka? Co trener Górnika chciał osiągnąć młodym zawodnikiem przy 0:3 w jednym z najważniejszych dla tego klubu spotkania w sezonie? Tak sobie myślę, że szkoleniowiec jest ostatnią osobą na obiekcie, która wątpi w swój zespół. A wyglądało to tak, że czekaliśmy na wymiar kary. Żenada.
Za to spotkanie Górnicy dostają wielkiego minusa i chyba dobrze, że nie będziemy ich oglądać w oficjalnych starciach przez dłuższy czas. Zawiedli kibiców, spartaczyli i oddali bez walki najważniejszy wyjazd tej rundy. Hańba, panowie. Ruch grał na trawie w słoneczne popołudnie, Górnik w półmetrowym śniegu i z grudniowym mrozem. I Niebiescy wygrali bezdyskusyjnie, co każdego fana KSG będzie uwierać jeszcze długo.
sobota, 12 marca 2011
Pogrom Zagłębia sprzed tygodnia na poważnie rozbudził apetyty kibiców i piłkarzy Górnika Zabrze. Zresztą całkiem słusznie, gdyż pętająca się w dole tabeli Arka Gdynia dotychczas nie wygrała meczu na wyjeździe, ba, nie zdobyła na obcym terenie ani jednej bramki! Szanse na sukces w Zabrzu dawała gdynianom historia - Górnik nie wygrał z Arką od 2006 roku, zaś ostatnim razem w Ekstraklasie po emocjonującym spotkaniu padł remis 2:2. To był czas, kiedy wielkie nadzieje rokowali Gorawski i Szczot, strzelcy obu bramek dla zabrzan tamtego dnia. Pamiętny okres białego czarodzieja mamy za sobą, ale wciąż Arki nie potrafimy pokonać. Wydawać się mogło, że od gola Banasia(ładna asysta Jeża) wszystko powinno iść zgodnie z planem. Obie drużyny prezentowały podobny, rwany poziom, lecz Górnik objął prowadzenie i nie powinien go oddać, przynajmniej przed przerwą. No chyba, że rywal będzie wykonywał stały fragment gry i po raz tysięczny w tym sezonie pokażemy, że nie umiemy ich bronić. Ani to śmieszne, ani smutne. Nudne. Przewidywalne. Nie ma sensu się frustrować. Wpadło i tyle. Co natomiast działo się w drugiej części meczu trudno wyjaśnić. Arka przejęła inicjatywę jeszcze przed przerwą i sprawiała lepsze wrażenie także po zmianie stron, a co gorsza - udokumentowała ten fakt wyjściem na prowadzenie. Znów Noll. I tym razem można mieć odrobinę pretensji do Stachowiaka(do Bembna przy okazji). Strzał urodzonego w Kinszasie Nolla spowolnił interwencją Banaś i tę piłkę dało się złapać, to w końcu krótki róg! Górnik nie od razu zareagował na stratę i potrzebował kilkunastu minut, aby się otrząsnąć. Adam Nawałka nie śpieszył się ze zmianami - w swoim stylu nie przeprowadził żadnej przed upływem 70. minuty, co niekoniecznie wyszło nam dziś na dobre. Sikorski nie odpowiedział należycie na piękną bramkę z Zagłębiem, podobnie jak Gaszparik(przed golem Banasia kilka razy groźnie dośrodkowywał z rzutów rożnych, obaj zostali słusznie wymienieni na Zahorskiego, który pierwszy raz w tym sezonie wszedł z ławki, i Wodeckiego, wciąż walczącego z Michalem Gaszparikiem o miejsce na lewej pomocy. Obaj zbytnio trenera przekonać do siebie nie zdołali - Marcin wprawdzie strzelił sprytnego gola(nb. po podaniu obrońcy Arki), poza tym jednak wiele konkretnej piłki ze strony obu zmienników jak i całego zespołu było niewiele. Nie jestem przekonany, czy inne roszada, np. wycofanie Przybylskiego/Marciniaka za drugiego napastnika dałoby cokolwiek. Chaos i tak nie pozwalał na sensowny futbol, a nuż zabrakłoby asekuracji w tyłach i z remisu zrobiłaby się fatalna porażka. Górnika przy obecnej formie i zaangażowaniu było stać na jeden punkt. Z przebiegu meczu powinniśmy być zadowoleni. Noll miał wszak szansę na hat-tricka/asystę. Żeby nie popadać w skrajność, warto wyróżnić solidnie pracującego przed 90 minut Mariusza Magierę, co tym bardziej zasługuje na uznanie, albowiem nasz lewy obrońca gra bez presji ze strony ławki rezerwowych. Jak widać, brak konkurentów nie musi wpływać na obniżenie lotów. A Robert Jeż... miał wielkiego pecha. Mógł podwoić swoje konto bramkowe w Zabrzu, a tu obił oba słupki. Asysta trochę to zrekompensowała, czekamy na więcej ze strony Słowaka. To może być obok Sikorskiego zawodnik rundy w Górniku! Zwykła, ligowa rąbanka produkująca cztery gole to całkiem niezły wynik, aczkolwiek rezultat już nie taki satysfakcjonujący. Kilka głów zostało ostudzonych. Remis z Arką sprowadził nas na ziemię, bo 5:1 z Zagłębiem nie było efektem naszej wybitnej postawy i formy zapowiadającej walkę o mistrzostwo. Górnik Zabrze wciąż jest ligowym średniakiem w małym stopniu zagrożonym spadkiem. I na eliminacji tegoż zagrożenia zespół Adama Nawałki powinien się skupić w nadchodzących dwóch kluczowych starciach - z Ruchem na Cichej oraz z Cracovią na Roosevelta.
Źródłem zdjęcia jest mulimedialna strona Torcidy - TorcidaTV
niedziela, 06 marca 2011
5:1. Wyśmiałbym każdego, kto obstawiłby taki wynik po tym, co widzieliśmy w Warszawie z Polonią. Nawet po pół godzinie gry z Zagłębiem nie dałbym się przekonać do postawienia kilku złotych na Górnika. A potem Kwiek załadował w okienko i los spotkania odwrócił się o 180 stopni. Zamiana ról - to Górnik na wyjazdach straciwszy pierwszego gola robił za chłopca do bicia i wracał do Zabrza z bagażem czterech(Widzew, Śląsk), pięciu(Lechia) bramek. A wczoraj... jedno pozostało bez zmian. Wciąż nie umiemy bronić stałych fragmentów gry. I atakować pozycyjnie. O dwóch początkowych kwadransach wolelibyśmy zapomnieć. Klepanie po linii Pazdan-Jop-Banaś-Magiera i bezsensowna piłka na aferę gdzieś w okolicę Zahorskiego, bądź co gorsza, równie głupi błąd techniczny typu nieudolne, dziesięciometrowe podanie i strata z groźną kontrą zagłębiaków. Górnik raził kompletnym brakiem pomysłu na grę, a goście interesująco przedzierali się pod nasze pole karne. Amwo nieźle kręcił Magierę, aż dziw, że tak rzadko był wykorzystywany. Gorzej z oczekiwanym przeze mnie Rakelsem(chyba jest za młody, aby dawać sobie radę z chłopami na schwał pokroju Jopa czy Banasia), który był w cieniu aktywnego Plizgi. Trener Bajor musiał być zadowolony, bo jego zespół nie miał większych kłopotów z zabrzanami i na Rosevelta pachniało prowadzeniem Zagłębia. Przyszła jednak 36. minuta i zaczęło się zupełnie inne spotkanie(sam Olo Kwiek potrzebował z sekundę żeby uwierzyć, że wpadło;)). Drugie trafienie - zaliczone Gaszparikowi - raczej nie będzie przyprawiać sędziów o bezsenność, niemniej wątpliwości co do tego, iż piłka faktycznie przekroczyła linię bramkową, jest sporo(daj technologię, ty głupia FIFO ty). Po zmianie stron Zagłębie wyglądało na pogodzone z rezultatem, a gospodarze zaczęli się rozkręcać, co zaowocowało fantastycznym festiwalem strzeleckim. Klasę przy uderzeniu z pierwszej piłki pokazał Sikorski - wiara w tego zawodnika zaczyna się powoli "zwracać". Adam Nawałka musiał widzieć, jaki jest z niego pożytek(najczęściej strzelał w światło bramki Isailovicia), co przy mniej zaangażowanym Zahorskim nie potrzebuje specjalnego podkreślenia. Gaszparik także 'zrobił swoje' - oby tak udany start dodał Słowakowi animuszu w kolejnych wyzwaniach. Do pomocy pewnie przyjdzie Jeż(cytat z trybun: Jo nie wierza, widzę Jeża!), który golem z ostatniej minuty kupił sobie całą zabrzańską publiczność, a na pewno tych, którzy siedzieli na stadionie do końcowego gwizdka :) Wracając na chwilę do pierwszego ze Słowaków - przy jego drugim golu liniowy pokazał spalonego. Co ciekawe, później chyba przeprosił głównego za swój błąd i 'cofnął' chorągiewkę. Nieczęsto ogląda się takie sceny. Słabiej na tle świetnego wyniku zaprezentował się Michał Pazdan. Nawałka utrzymuje, że Michał może występować na prawej obronie, ale na boisku nie znalazłem potwierdzenia tych słów. To oczywiście o niczym nie przesądza, na wszelki wypadek wolałbym widzieć w piątek na tej pozycji innego Michała - Bembena. Formy wciąż zdaje się szukać Bonin, Zahorski poza absorbowaniem defensorów rywali niewiele miał z gry. Trudno jednak, aby udział w pogromie mieli wszyscy zawodnicy, mimo to nie chcę, aby wynik był wyznacznikiem formy całego zespołu - wciąż daleko nam do ideału. Co dalej? Górnik jest piąty w tabeli z dziewięcioma punktami przewagi nad piętnastą Arką Gdynia. Idę o zakład, iż zwycięstwo z nimi pieczętuje nasze utrzymanie w lidze. Nie wiem jednak, czy jest sens w prognozowaniu czegoś więcej ponad plan minimum. Jeśli forma strzelecka nagle nie wyparuje, a obrona zewrze szeregi, to z połową tabeli nie powinno być kłopotu. Chciałoby się czegoś ponadto... ale kiedy ostatni raz wymówiłem to życzenie, to dostaliśmy baty od Lechii, także tym razem zachowam milczenie ;-) Zachwytów nad trafieniami Kwieka, Sikorskiego i Jeża nie będzie końca - Górnik Zabrze ostatni raz rozgromił ligowego rywala wbijając mu pięć goli w 2006 roku(pamiętne 5:1 z Cracovią u siebie we wrześniu). A że pięknych goli nigdy za wiele, to i wówczas padały zjawiskowym hurtem jak na stadion przy ulicy Roosevelta. Czego dowód macie poniżej ;-)
Wszystkie gole z meczu z Zagłębiem na ekstraklasa.tv PS Sporo dziś uśmiechów w moim wpisie. O tak, to się nazywa dobry humor i występuję po naprawdę konkretnych wynikach. Oby tak dalej! ;-) PS 2 Szkoda, że Sikorskiego zmienił Przybylski - z powodzeniem w Ekstraklasie mógł zadebiutować Zachara.
poniedziałek, 28 lutego 2011
Wiosenny restart polskiej ligi, delikatnie mówiąc, nie zachwycił. Remisy, mało bramek, śladowe pokłady emocji i generalnie, nędzna zawartość piłki w piłce. Nie jest więc wielkim zaskoczeniem mizeria jaką Górnik dziś pokazał na Konwiktorskiej, trzeba jednak sprawiedliwe oddać, że to był jeden z najlepszych tak słabych występów zabrzan. Zamiast dostać dwa, trzy, cztery gole, udało się w Warszawie wywalczyć punkt i przerwać fatalną passę czterech porażek z rzędu na wyjeździe. Z 23 punktami wciąż trzymamy się siódmej lokaty w tabeli. Wbrew pozorom, nie jest to taki zły początek, jak niektórzy uważają. Nie zwalnia mnie to oczywiście z obowiązku oceny tego, co faktycznie Adam Nawałka i jego podopieczni wczoraj pokazali. Samo ustawienie zespołu zdradzało, że nie przyjechaliśmy atakować, ale się bronić - zamiast Sikorskiego(ewentualnie Gierczaka) za Zahorskim wystąpił Kwiek, a miejsce Olka w środku pomocy zajął Marciniak(chyba największe zaskoczenie). Ponadto etatowego lewego pomocnika Wodeckiego zmienił debiutant Gaszparik. Co trzeba oddać Słowakowi to fakt, iż ma niezłą szybkość i nienajgorzej znalazł się w nowym zespole, ale ponieważ Górnik za często przy piłce nie był, to i Michal niczego nadzwyczajnego nie pokazał. W każdym razie, mi strategia Nawałki pod tytułem aby ino wybić ten ball i wytrzymać do ostatniego gwizdka po prostu nie podoba. Zespoł miał poważne problemy z wyjściem z własnej połowy, zwłaszcza w drugiej połowie, co rusz dopuszczał do rzutów rożnych, a tak często przecież tracimy gole po stałych fragmentach. Zachowawczość Nawałki przyniosła fatalne skutki gdy graliśmy z Jagiellonią i Legią, Poloniści na szczęście dostosowali się do poziomu całej kolejki i nawet słabemu Górnikowi nie zdołali wcisnąć gola. Oby materiałem do przemyśleń były zmiany, które nasz trener dokonał na kwadrans przed końcem meczu. Bonin miał nie tylko gorszy dzień - schodzenie do środka, a nawet podwajanie Gaszparika nie przynosiły ani korzyści drużynie, a na domiar złego Grzegorz wytwarzał solidną wyrwę na prawym skrzydle. Stąd Polonia mogła inicjować swoje chimeryczne ataki. Kiedy w końcu ujrzeliśmy Sikorskiego, coś w zabrzańskiej jedenastce ruszyło. Był nawet strzał na bramkę Przyrowskiego. Tak, jeden. Naturalnie niecelny, jednak Danielowi udało się skuteczniej powalczyć z Jodłowcem i Sadlokiem. Gdyby Górnik zamiast bronić się głęboko wyszedł odważniej i zaangażował 2-3 piłkarzy więcej w jedną, dwie akcje, to paradoksalnie mógł dzięki wypracowanej przewadze nawet wygrać ten mecz 1:0. Jednak nic takiego nie miało miejsca i do Zabrza wróciliśmy z jednym punktem. "Kontrolowanie gry w niskim(?) pressingu" to dla mnie stąpanie po kruchym lodzie i mam wrażenie, iż w innych okolicznościach taka strategia skończyłaby się sromotną porażką, której smak znamy aż za dobrzei. Jeśli szukać jakiś pozytywów, to ewentualnie(poza Sikorskim) mógłbym wyróżnić naszych dwóch środkowych obrońców i bramkarza, bo bez zera z tyłu nie mieliśmy prawa liczyć na korzystny rezultat. Aha, jeszcze coś. Dawno nie widziałem tak anonimowego występu Mariusza Przybylskiego. Aż komentatorzy musieli go szukać na boisku, tak się schował. Aż głupio wspominać, że celnych podań między naszymi piłkarzami też pewnie za wiele nie policzyli. Dobrze, że nie mamy naszego odpowiednika chalkboards... Za cztery dni na R81 przyjeżdża Zagłębie Lubin, bezpośredni rywal w walce o utrzymanie. Presji na Górniku Zabrze jeszcze nie ma, ale skoro nie udało się uczcić 12. rocznicy powstania Torcidy, to chociaż niech inauguracja na Stadionie im. Ernesta Pohla da kibicom więcej powodów do wyrażania pozytywnych opinii na temat gry biało-niebiesko-czerwonych.
czwartek, 24 lutego 2011
Marten w jednym ze swoich wpisów zaproponował 'swój' skąłd Górnika Zabrza na nadchodzącą rudnę rewanżową. Pomysł dobry, ale ja postanowiłem nieco poczekać z moim wyborem, no i wczoraj doszło do wydarzenia, które pewnie wywraca koncepcję trenera Nawałki - Robert Jeż już teraz trafi do zabrzańskiego klubu. Piłkarzy z doświadczeniem pucharowym mamy prawie w ogóle, także to może być wzmocnienia na wagę utrzymania, a może i nawet środka tabeli. Mój Górnik gra w typowym ustawieniu 4-4-1-1(lub jak kto woli 4-2-3-1, tak chyba będziemy wyglądać w ataku). Bramka: raczej bez niespodzianek, numerem jeden pozostaje Adam Stachowiak, mało prawdopodobne aby ze składu wygryzł go Sebastian Nowak, choć niewykluczone, iż rozegra jedno, dwa spotkania. Awaryjnym rezerwowym Mateusz Sławik. Prawa obrona: pewniakiem wydaje się Michael Bemben, ale opierając się na słowach Adama Nawałki, na tej pozycji będzie grać również Michał Pazdan. Czy to wypali? W wypadku Dancha przenosiny na prawą stronę przyniosły wiele złego... Niewielkie szanse na grę ma Maciej Mańka, który na jesieni zadebiutował w Ekstraklasie Środkowi obrońcy: Nawałka raczej będzie stawiał na żelazną parę Adam Banaś-Mariusz Jop, choć wielu z nas wolałoby widzieć zamiast Jopa nieźle spisującego się Adama Dancha. Szkoleniowiec Górnika na środku defensywy w sparingach wystawiał także Gabriela Nowaka(były zawodnik GieKSy może grać także w pomocy), ale nie sądzę, aby nowy zawodnik zagościł w pierwszej '11' na stałe. Lewa obrona: Mariusz Magiera i wszystko jasne. Trudno wskazać jakiegokolwiek sensownego rywala dla Mariusza. Prawa pomoc: Maciej Bębenek kontuzjowany, także pewniakiem pozostaje Grzegorz Bonin. Cieszy, że Nawałka nie ma podejścia innych trenerów ligowych, którzy zawodników na końcu kontraktu lubią przesuwać do Młodej Ekstraklasy. Mimo iż Bonin w przyszłym sezonie raczej w Górniku nie wystąpi, to i tak powinien być podstawowym zawodnikiem zespołu. Środek pomocy: jak wspomniałem wyżej, sporo zamieszania wprowadził swoim przyjściem Jeż, ale na jego niekorzyść przemawia fakt, iż nie zna drużyny i cały okres przygotowawczy przepracował z Żyliną. Dlatego na początku sezonu nie wydaje się, aby Aleksander Kwiek oraz Mariusz Przybylski byli do ruszenia(Adam Marciniak etatowym rezerwowym). Lewa pomoc: na tej pozycji podobno Nawałka ma problem i nie wiadomo, kto wygra rywalizację z pary Marcin Wodecki - Michal Gaszparik. Osobiście spodziewam się rotacji i częstych zmian w trakcie nadchodzących spotkań. Atak: nie wierzę, aby cokolwiek mogło zatrzymać(poza kontuzjami oczywiście) Tomasza Zahorskiego przed zaliczeniem wszystkich spotkań tego sezonu. Daniel Sikorski świetnie prezentował się podczas obozu w Turcji, do tego po kontuzji wraca Piotr Gierczak, a w odwodzie jest pozyskany Michał Zachara(więcej jak na debiut chyba nie może liczyć). Zaten za Zahorem spodziewam się Sikorskiego, a w dalszej fazie sezonu doświadczonego Gierczaka(zwłaszcza na trudnych wyjazdach). Chciałbym aby jeszcze swoje kilkanaście minut dostał Szymon Sobczak, wszak klub powinien dawać szansę swoim wychowankom ;-) Ławka: Zawodników sporo i nie dla wszystkich(Marciniak, Gabriel Nowak) znalazło się miejsce. Wybrałem więc moim zdaniem najmocniejszą: Nowak - Pazdan, Danch, Wodecki/Gaszparik, Jeż, Zachara, Gierczak/Sikorski. Nie jestem jednak specjalnie przekonany, iż takiego wyboru dokona Adam Nawałka. Nie ma więc rewolucyjnych zmian, myślę że zobaczymy bardzo podobny Górnik do tego z jesieni, aczkolwiek, jak wszyscy, wolałbym uniknąć tragicznych wyjazdów, o których wspomninałem w poprzednim wpisie. Stać ten zespół na środek tabeli? Czy czeka nas szalona walka o ligowy byt? Podzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzach.
poniedziałek, 21 lutego 2011
Identycznie jak rok temu zima zamroziła na kilka tygodni wszelkie moje pisanie na temat Górnika. Nic w tym zaskakującego - na wielkie transfery do Zabrza nie ma szans, w Polsce zimowe okienko jest długie jak lista podejrzanych o korupcję, nie doszło do zmiany szkoleniowca czy prezesa, a podawania wyników sparingów to nie mój styl blogowania(jeśli o jakimkolwiek stylu mówić mogę). Zabrzanie są już po zgrupowaniu w Turcji(bardzo popularny kierunek naszych ligowców), gdzie trener Nawałka miał okazję wypróbować nowych zawodników - Zacharę, Gaszparika oraz Gabriela Nowaka, a także ponownie włączyć do drużyny Piotra Gierczaka(jego powrót na boisko może się okazać jednym z ważniejszych wzmocnień zespołu na wiosnę). Górnik do połowy obozu utrzymywał niezłą formę i wygrał cztery pierwsze spotkania. potem było już tylko gorzej - dwa remisy i trzy porażki(łącznie bilans bramkowy 12:12). W Polsce drużyna Adama Nawałki nie rozegra już żadnego sparingu. Do ligi pozostało wszak kilka dni, a piłkarze mają wolne do jutra. Wielka szkoda, że nie udało się dogadać z Żyliną i wykupić już teraz Roberta Jeża - kapitan słowackiego zespołu wniósłby głębię w składzie Górnika(wystarczy przypomnieć jak graliśmy z Bytomiem, gdy zabrakło Kwieka i Przybylskiego), ale istotne, iż nie pozostaliśmy bierni na rynku transferowym. Tyczy się to również małego 'desantu' naszych piłkarzy do Radzionkowa i zawiązania współpracy z Ruchem(kolejny krok w stronę profesjonalizacji piłki nożnej w Zabrzu), oraz sprowadzenie trzeciego nowego-starego bramkarza, Sławika. Oczywiście nie stać nas na transfery pokroju Lecha czy Wisły(w tym drugim przypadku może to i dobrze, po co nam taka międzynarodowa ekipa?), natomiast rywale w walce o utrzymanie także nie sypią groszem. Cracovia sprzedała dwóch swoich napastników i na tę chwilę jest pozbawiona sensownej siły rażenia(tak jakby wcześniej ją miała...), wciąż więc pozostaje murowanym kandydatem do spadku. Niewiele działo się w Gdyni(może poza otwarciem nowego stadionu...), a Ruch i Polonia Bytom klepią biedę i na transfery robiące różnicę pieniędzy nie mają, do tego podobnie jak Górnik na gwałt potrzebują nowych stadionów(chorzowianom może w sukurs przyjść Stadion Śląski, wreszcie w regionalnych barwach, ale to póki co nic pewnego). Najciekawszym zakupem drużyn celujących w pozostanie w Ekstraklasie wydaje mi się młody łotysz Deniss Rakels, król strzelców swojej ligi, testowany - jak mogliśmy się dowiedzieć - przez Rubin Kazań, a mimo to, dość rozsądnie wybrał Polskę, konkretnie Zagłębie Lubin. Kiedy to ostatni raz nad Wisłę trafił zawodnik z takimi rekomendacjami(nie będący wydumanym Brazylijczykiem!)? Z kim tak naprawdę Górnik będzie się bił o utrzymanie, przy takim ścisku w tabeli, nie wiadomo. Dolne rejony w miarę szybko powinien opuścić Lech i prócz wspomnianej wyżej piątki pozostanie jeszcze Widzew, Śląsk oraz Polonia Warszawa. Na Konwiktorkiej zainaugurujemy piłkarską wiosnę 27 lutego. Co ważne - rywali spoza Górnego Śląska będziemy podejmować u siebie. Oby z korzystniejszymi rezultatami niż kompromitacje w Łodzi i Wrocławiu. A że coś za coś - silnych ligi, poza Legią, odwiedzimy na ich obiektach, czekają nas więc wymagające wyjazdy do Krakowa, Poznania, Białegostoku, Kielc i Bełchatowa. Wypadałoby również wziąć srogi rewanż za blamaż z Lechią - gdańszczan także będziemy gościć na Roosevelta. W kalendarzu zakreślamy kolejki numer 19.(końcówka marca) - wyjazd do Chorzowa na WDŚ, oraz 27.(połowa maja) - mało przyjacielska wizyta w Bytomiu. Zdaje się, że znów będą nas ratować ciężko wywalczone punkty w Zabrzu; na sukcesy poza Śląskiem nie liczyłbym specjalnie, dobrze jeśli pokusimy się o kilka remisów i solidniejszą postawę defensywną, a nie będziemy pomagać rywalom w strzelaniu kolejnych bramek. W następnym wpisie pokuszę się o swoją jedenastkę zabrzan na nadchodzącą rundę. Chciałbym także donieś garść dobrych wiadomości na temat stadionu, ale sprawa nieznośnie się przedłuża i na Roosevelta zasiądzie więcej kibiców niż pierwotnie zakładano. Sam jeszcze nie wiem, czy będę wśród nich.
piątek, 14 stycznia 2011
Od kilkunastu dni żyjemy ze świadomością, iż nie zobaczymy w przyszłym sezonie na boisku w Zabrzu(?) Grzegorza Bonina. Piłkarz zdecydował się nie przedłużyć umowy z Górnikiem i obecnie negocjuje, zdaniem Gazety Wyborczej, warunki kontraktu z... Polonią Warszawa. Przyznam, że bardzo mnie dziwi krok w tę stronę, tj. do tak destabilizowanego klubu z chyba najgorętszym fotelem menadżera w tej części Europy. Bonin ugadując się teraz nie ma bowiem żadnych gwarancji - a znając prezesa Wojciechowskiego, jest to bardzo prawdopodobne - iż obecny szkoleniowiec Czarnych Koszul Theo Bos będzie nadal na tym stanowisku w czerwcu. Powiem szczerze, pół roku na Konwiktorskiej to i pewnie Mourinho by nie wytrzymał, więc czego można się spodziewać po Holendrze, który powinien być zatrudniony na takich zasadach jak jego rodak z Wisły Kraków, a pewnie oczekuje się od niego cudów i mistrza kraju tuż po spotkaniu z Górnikiem Zabrze? Po nieudanych próbach Górnika w sprawie przedłużenia kontraktu spodziewałem się, że najlepszy zawodnik KSG w 2010 roku wybierze wojaże zagranicznie połączone z kilkukrotnym zwiększeniem poborów i drinkami nad ciepłym morzem. I nie pomyliłem się zbytnio doszło do pertraktacji z Asterasem Tripolis, czternastym zespołem Superleague Hellada, ale - rozmowy spełzły na niczym, a do gry weszła wspomniana Polonia Warszawa. Grzegorz Bonin w tym roku skończy 28 lat i w zasadzie zostało mu raptem kilka sezonów, aby w piłce osiągnąć sukces godny naprawdę niezłej kariery zawodniczej. Górnik ze swoimi zawirowaniami i niebezpiecznie mnożącymi się kłopotami w ostatnim czasie nie jest klubem, w którym Bonin mógłby liczyć na coś więcej niż środek tabeli/walkę o utrzymanie. Zresztą, nie jest naszym wychowankiem, ani niewolnikiem - trudno mieć pretensję, iż chce otworzyć kolejny rozdział w swoim życiu, nie rozumiem jednak, dlaczego miałoby się to stać na Konwiktorskiej. Przecież tam całą ambicję pochłonął dla siebie właściciel i dla 'biednych' piłkarzy, prócz sporych wypłat, nie zostało już nic. Ale chyba zawsze to lepsze rozwiązanie, niż odejście(spredaż? Sam nie wiem jak to nazwać) takiego Grosickiego z Jagi do Turcji. W tym transferze nie widzę sportowego sensu za cholerę, może mnie ktoś oświecić? W każdym razie, bez względu na dalsze losy Bonin nadal pozostanie w sercach kibiców biało-niebiesko-czerwonych jako ambitny i solidny zawodnik i współautor tak ważnego dla Zabrza powrotu na ekstraklasowe boiska. Oby tylko nie doszło do najgorszego - sprzedaży jeszcze w zimie, bądź innego kretynizmu w stylu: spadaj pan do rezerw grać ze Strąkiem, bo odchodzisz w czerwcu za darmo. Część polskich klubów uprawia ten debilny proceder - obyśmy do tego grona nigdy nie dołączyli.
piątek, 19 listopada 2010
Co w kadrze piszczy? Do składu wraca po kontuzji Grzegorz Bonin, ale dziś będziemy musieli obejść się bez Michała Bembna i Adama Banasia, co raczej skazuje nas na obronę w zestawieniu od prawej strony: Pazdan, Jop, Danch, Magiera. Bardzo byłbym zaskoczony, gdyby trener Nawalka zamiast Jopa w środku postawił na wracającego do formy Pazdana, a na prawą stronę obsadził młodym Maciejem Mańką. Nie wiadomo, czy Bonin jest gotowy na wyjście w pierwszym składzie, toteż na bokach możemy zobaczyć Zahorskiego i Wodeckiego, a jedynego napastnika zagrałby wówczas Sikorski, za nim zaś trzech żelaznych pomocników: Kwiek, Przybylski i Marciniak. Jak wiele od ich postawy zależy, przekonaliśmy się we Wrocławiu. Z tamtej klęski nie będzie łatwo się podnieść(po pogromie w Gdańsku zabrzanie z Jagiellonią zagrali przeciętnie), ale jeśli Górnik ma utrzymać stabilną pozycję w lidze, dziś nie może przegrać. Najlepiej by było, gdyby zagrał o zwycięstwo tak jak z Lechem Poznań czy Polonią Bytom, agresywnie od pierwszej minuty, zepchnąć rywala do głębokiej defensywy i szybko zdobyć dwa(nie jeden!) gole, aby móc spokojnie kontrolować przebieg spotkania. Trudno być optymistą po ostatnich popisach Górnika, ale w Zabrzu stać nas na dobrą grę i godne pożegnanie z kibicami. Wtorek w piątek Andrzej Niedzielan w swojej piłkarskiej karierze nigdy Górnikowi gola nie strzelił, choć miał ku temu kilka okazji i w barwach Groclinu, i Wisły Kraków(na szczęście kiedy się odbudowywał w barwach Ruchu, Górnik grał ligę niżej…). Do Zabrza Wtorek wraca po półtorej roku. Co ciekawe, ostatni mecz na Roosevelta rozegrał w barwach Wisły, ale drużyny Młodej Ekstraklasy. Nie licząc tego spotkania, przegranego przez Młodego Górnika 2:3 – ekipy w których grał Niedzielan, nigdy w Zabrzu nie wygrywały(same remisy). Ciekawi mnie, czy nasz były napastnik, kupiony niegdyś za 30 piłek z Zagłębia Lubin, w jakikolwiek sposób zostanie przez kibiców powitany? Wprawdzie jego gra tutaj to już daleka przeszłość, niemniej ostatni mecz w trójkolorowych barwach wypadł mu fantastycznie, gdyż ustrzelił hat-tricka przeciw Szczakowiance. A miało to miejsce prawie równo osiem lat temu, 23 listopada 2002 roku. Jak będzie dziś? Przekonam się za kilka godzin, ale trzeba pamiętać, że Niedzielan jest świeżo po kontuzji i jego występ jest jednak niepewny. W każdym razie, Korona w minionych kolejkach nieco opadła z sił. Wytargany remis z Jagiellonią, klęska z Legią i porażka z Arką(ależ sobie gdynianie świetnie radzę u siebie...), mimo tego jedna z dwóch rewelacji tego sezonu nie ma zamiaru tanio sprzedać skóry w Zabrzu, zwłaszcza iż kielczanie mają najlepszy bilans poza domem spośród wszystich zespółów. Niezły u siebie Górnik i świetna wyjazdowa Korona? Oby to była dobra zapowiedź ostatniego meczu na Roosevelta 81 w tym roku!
poniedziałek, 15 listopada 2010
20 minut.
Tyle potrzebował Śląsk Wrocław, aby rzucić Górnika na kolana i spokojnie wygrać sobotnie spotkanie. Dziwnym zbiegiem okoliczności mecz we Wrocławiu przypominał pogrom w Gdańsku; i tym razem oglądałem najpierw The Citizens, aby na Górnika przełączyć się w drugiej połowie. Po piątym golu dla Lechii nie poddałem się i dzielnie obejrzałem partactwo zabrzan do końca, wczoraj jednak zabrakło mi cierpliwości i za taki rezultat piłkarze w czerwonych strojach nie zasłużyli na choćby podziękowanie za walkę. Bo wyglądało to tak, jakby na boisku ich w ogóle nie było. Śląsk odebrał mi chęci do oglądania piłki na cały weekend. Nie odpuszczę jednak analizy błędów obrony Górnika, co to, to nie! 1:0 Stały fragment gry. Który to już raz tracimy gola w ten sposób? Policzmy: pierwszy gol sezonu z Polonią W., decydujący z Jagiellonią, dwa z Legią, na remis z Polonią Bytom - to daje pięć straconych goli i ledwie jeden punkt zdobyty w takich okolicznościach(ciekawa prawidłowość swoją drogą). Z Śląskiem popełniliśmy błędy numer sześć, siedem i osiem, co daje 40% całego dorobku Górnika. W dziesiątej minucie błędów obrony zabrzan nie sposób zliczyć. Przy drugim dośrodkowaniu zaledwie trzech broniących stało bliżej bramki, przed nimi zaś na piłkę czekało aż sześciu wrocławian! Nic dziwnego, że po strzale Gikiewicza i fatalnym wybiciu Nowaka(o bramkarzu jeszcze przyjdzie podyskutować niżej), zawodnicy Śląska mieli czas na dobitkę, a potem na kolejne dośrodkowanie i strzał Kazimierczaka. Nieobecni defensorzy nie mogą przecież przeszkodzić, prawda? 2:0 Gol na konto Mariusza Jopa(poza oczywiście bierną postawą pomocy po stracie piłki w środku pola) - za późno zdecydował się na doskok do Sotirovicia. Gdyby ruszył do napastnika gospodarzy od razu, mógłby wybić mu piłkę jeszcze przed polem karnym. Swoją droga, idealne podał Sobota, pozostaje mi po raz kolejny żałować, że nie udało się go do Zabrza ściągnąć. 3:0 Tym razem zawiódł Nowak, bezsensownie ruszając się z linii bramkowej, zresztą w całym spotkaniu zaliczył dwa kompletnie nieudane wyjścia przy rzutach rożnych. Jop i Danch za Celebanem, który nie miał problemu, aby umieścić piłkę w siatce. Wcześniej do stałego fragmentu dopuścił Wodecki, idiotycznie podając piłkę w poprzek linii obrony. Górnik zalicza frajerstwo maksymalne, mimo nie tak tragicznej gry w drugiej połowie. 4:0 Dośrodkowania Mili naturalnie nie udało się czysto wybić, a cała reszta akcji idealnie spuentowała występ Górnika na Oporowskiej. Parodia, dramat, nic tylko się śmiać. Zasadniczych pytań nasuwa się kilka: co w bramce robi Nowak? Krążą plotki o rzekomej scysji między Stachowiakiem a trenerem Nawałką. Czy ostrzejsza wymiana zdań jest powodem, aby całemu zespołowi strzelać w stopę? Nowak beznadziejnie wprowadza piłkę do gry, widzieliśmy to z Bytomiem, a we Wrocławiu mogliśmy z tego tytułu stracić gola już w czwartej minucie! Do tego drugi bramkarz Górnika ma problemy z wyjściami do dośrodkowań, decyzje podejmuje po prostu złe i czasem tylko przypadek nas ratuje przed stratą kolejnej bramki. Owszem, kilka interwencji sprawiło, że Górnik nie przegrał jak Feyenoord z PSV, ale golkiper musi być pewny swoich ruchów przez 90 minut. W piątek mam nadzieję Adam Nawałka pójdzie po rozum do głowy i przywróci Stachowiaka, bo na dziś Sebastian Nowak jest gorszą opcją między słupkami. Jaka jest faktycznie obrona zabrzańskiego Górnika? Nie tracimy goli z Lechem, Ruchem i Wisłą, za to w dwóch spotkaniach dostajemy do sieci 9 oczek(45%) i gorszy dorobek ma tylko Cracovia. W sobotę nie pokazaliśmy nic ze swojej agresywnej gry w środku pola, szybki gol niestety ustawia nas najczęściej w pozycji proszącego się o najmniejszy wymiar kary. Nie interesuje mnie, że jesteśmy beniaminkiem(powtarzam to po raz wtóry!) i czasem takie mecze się zdarzają. Ponoć zawodnicy i trener nam obiecali, że wpadka z Lechią się nie powtórzy, wrócili podstawowi obrońcy(żeby było zabawniej, obaj zeszli z boiska z powodu urazów), ale co najważniejsze – wrócili Kwiek i Przybylski, którzy mieli gwarantować lepszą jakoś w środku niż ci, którzy wystąpili przeciw Polonii Bytom. A zabrakło podstawowej sprawy: walki przez 90 minut. Wstyd, panowie, takie zagrania to były w 1. lidze, do której na pewno się nie wybieramy. Tabela Ekstraklasy jest bardzo spłaszczona. Praktycznie poza Cracovią wygrać może każdy z każdym, skazywany na pożarcie Śląsk notuje 6 spotkań bez porażki, dołujący w strefie spadkowej Lech też zaczyna odrabiać potężną stratę. Obudziła się Wisła i częściowo Legia. Musimy zdobywać punkty, by przed zimowaniem przypadkiem nie gnić gdzieś w dole tabeli. Piłkarze muszą odrobić zadanie domowe i pokazać dobry futbol w piątek z Koroną, albo zacznie się robić nerwowo. I w szatni, i na trybunach.
niedziela, 07 listopada 2010
Zespoły którym kibicuję w ostatnim czasie nie rozpieszczają. Niezłe wyniku skończyły się po zwycięstwie Górnika z Lechem; potem było już tylko gorzej. I Manchester City zawiódł totalnie, przegrywając trzy mecze z rzędu(o czym dziś jeszcze będzie mowa, ale w osobnej notce) i zabrzanie raz, że przegrali z Legią w fatalnych okolicznościach, dwa - wczoraj zremisowali po raz pierwszy w lidze, choć spotkanie z Polonią Bytom było jak najbardziej do wygrania. Przed pierwszym gwizdkiem arbitra Lyczmańskiego trudno było wskazać faworyta derbów śląska. Górnik był bardzo poważnie osłabiony - za kartki nie mogli wystąpić Kwiek, Banaś i Bemben(jakby mało tragiczny był mecz w Warszawie) i Przybylski, nie wspominając o kontuzjowanych Boninie i Gierczaku. Polonia w lidze nie zachwyca - ostatnio udało im się odnieść zwycięstwo z Cracovią, mimo dość kuriozalnej sytuacji ze wymianą szkoleniowców. Tym samym debiut Jana Urbana przypadł na wizytę w Zabrzu, gdzie niegdyś jako zawodnik osiągał spore sukcesy(i słusznie z tego tytułu został ciepło przywitany przez publikę). Nim jednak cokolwiek o samym meczu - najpierw trzeba wejść na stadion, co wydaje się sprawą prostą i oczywistą, ale nie na Roosevelta 81. Dlaczego? Ano dlatego, iż niespodziewanie po raz kolejny system zawiódł. Niektórzy weszli dopiero na drugą połowę i to jest, do jasnej cholery, skandal(ochrona za późno podejmuje decyzję o wpuszczeniu ręcznym). Niby na trybunach zasiadło prawie 10.000 ludzi, ale jaka byłaby frekwencja, gdyby system firmy Wasko był zwyczajnie sprawny, czego powinno się od nich wymagać w pierwszej kolejności. Co mnie zdumiało, wchodzę na stadion przez bramofurty z lewej strony, które nigdy nie były zakorkowane i nigdy się nie zawiesiły(zdjęcie poniżej to bramofurt prawy)... Mimo tego wcale mnie nie dziwią głosy, że takie notoryczne wpadki zniechęcają do kibicowania na trybunach, choć na dobrą sprawę chyba nic się nie da z tym zrobić do końca rundy.
51. starcie ligowe między Górnikiem a Polonią Bytom zwłaszcza w drugiej połowie przypominały rasowe derby, tj. więcej walki niż klarownych sytuacji podbramkowych. Górnik najwięcej do powiedzenia miał zaś w pierwszych dwóch kwadransach meczu, kiedy wykreował kilka naprawdę dobrych szans na prowadzenie aż po gola Jończyka włącznie(świetna akcja Wodecki - Sikorski - Jończyk). Wtedy stało się dla mnie jasne, iż jeśli rywala nie uda się dobić, to prawdopodobnie czeka nas niemiła powtórka z meczów z Jagiellonią czy Legią. Niestety okazało się, że miałem rację, zabrzanie oddali panowanie na boisku Polonii i na domiar złego straciliśmy gola po stałym fragmencie gry. Który to już raz? Z Polonią Warszawą, Jagiellonią, Legią dwukrotnie... zdecydowanie za często! Co piękniejsze, zawodnicy z Bytomia poza dośrodkowaniem z rzutu rożnego nie musieli nic robić. Piłkę zgrał Marciniak bodaj, jeszcze przed wpadnięciem do bramki kopnął ją Magiera i 1:1. Zbytek łask i gościnności, doprawdy.
Jan Urban po meczu Remis jest dla mnie rozczarowaniem z kilku powodów. Polonia mimo przewagi w środku pola(5 w pomocy versus Marciniak i nieograny Balat zrobiła swoje) nie stworzyła sobie żadnej klarownej sytuacji, Nasi rezerwowi spisali się poprawnie(najlepiej Jończyk oczywiście), ale bez rewelacji. Na tle pasywnych bytomian mogliśmy ugrać zdecydowanie więcej. I nie ma co karcić się za taką pychę i zasłaniać faktem, że jesteśmy beniaminkiem. Mierzi mnie takie podejście. Jeśli bez sześciu podstawowych zawodników mogliśmy zdobyć trzy punkty, to dlaczego mam się cieszyć z jednego? Gdyby sytuacja wyglądała inaczej i np. to Polonia pierwsza wyszłaby na prowadzenie, to jeszcze rozumiem. Dla mnie straciliśmy dwa punkty. Sytuacja w tabeli jest i tak nadal dobra, temu nikt nie zaprzeczy, ale minimalizm to najgłupsza z możliwych postaw. Dostaliśmy ze dwie piękne nagrody za to i chyba już wystarczy.
Adam Nawałka po meczu
Dołączam się do chóru pytających Adama Nawałkę, co zdecydowało, że w bramce stanął Nowak. Chodzi o zwykłą rotację, czy jakieś inne względy? Wczoraj nasz bramkarz fatalne grał nogami i kiepsko wprowadzał piłkę do gry. Przy golu dla Polonii prawdopodobnie mógł się lepiej zachować. Natomiast nie zgadzam się z głosami, iż należy odstawić od pierwszej '11' Zahorskiego. Powiem więcej: im dłużej będzie się zgrywał z Sikorskim, tym lepiej. Jeszcze zobaczycie, że ta współpraca przyniesie mnóstwo korzyści. Zresztą i tak pole manewru mamy bardzo ograniczone: Gierczak jeszcze długo nie pogra, Świątek jest w beznadziejnej formie, Chałas(choć gol w ME z Polonią pierwsza klasa) najwyraźniej też. Mi opcja Zahor-Sikor bardzo leży. Nie podobał mi się epizod Bębenka. Miał grać prawego pomocnika, a hasał sobie szczęśliwy gdzieś w środku pola, zupełnie bez pomysłu na to, jak się ustawić. Jedna dobra akcja, kiedy dynamicznym rajdem przedarł się w pole karne, to zdecydowanie za mało. Jeszcze sporo pracy przed byłym graczem Sandecji. Warto tak poza tym zanotować debiut Macieja Mańki w Ekstraklasie. A Górnik musi zacząć dobijać swoich rywali i skończyć z głupim traceniem punktów. Jeśli ten element uda się poprawić, to utrzymania będziemy pewni na kilka kolejek przed końcem sezonu. Bo wczoraj szczęśliwi z wyniku mogą być jedynie goście z Bytomia. Statystyki derbowe by MartenKSG |
Zakładki:
Czytam, komentuję..
Angamoss![]() Błękitna strona miasta | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||