Wpisy z tagiem: Arsene Wenger
sobota, 17 grudnia 2011
Czarnowidztwo nad losem zespołu Arsene’a Wengera to ostatnimi czasy bardzo popularne zjawisko. Z sezonu na sezon co raz większa grupa kibiców i dziennikarzy wieszczy rychłe piłkarskie załamanie Kanonierów i natychmiastową(niemal permanentną!) eksmisję z topowych zespołów Premiership. Arsenal jednak tylko połowicznie spełnił oczekiwania fachowców – od sześciu i pół roku nie zdobył trofeum, a po ostatniej, bolesnej porażce na tym polu(finał Carling Cup z Birmingham), ligowa forma AFC prezentowała się wprost tragicznie, aż po jeszcze gorszy epilog na Old Trafford. Wenger rozpoczął sezon na nowo, wreszcie sięgnął do portfela, a eksplodujący(nie pierwszy raz oczywiście) niczym supernowa talent strzelecki Robina van Persiego dał odczuć, iż w Islington wiele sprawa wraca na swój prawidłowy tor.
Trochę to jednak mydlenie oczu. Moim zdaniem, Arsene nie ustrzegł się masy błędów, głownie za sprawą zaklinania rzeczywistości. Prawdopodobnie gdybym był kibicem Arsenalu, stałbym po stronie przeciwników Francuza. Darujmy sobie z miejsca dyskusję, czy zajmowałbym się Kanonierami przed The Invincibles, czy po – w moim odczuciu 4, 5 lat to okres na tyle w piłce znaczący, iż aura niegdysiejszego zwycięzcy dłużej chronić Wengera nie powinna i konstruktywna krytyka jest jak najbardziej na miejscu. Arsenal, w pojmowaniu jego własnych zwolenników, ma wygrywać trofea, gdyż ma to we krwi, a rezygnacja z walki w ogóle nie wchodzi w rachubę. Kadrowy upadek Arsenal doświadczył z Manchesterem United, gdy pozbawiony kilku podstawowych graczy skompromitował się na całego. Sporo w tym winy samego Wengera, który do końca nie chciał zaakceptować faktu, iż część piłkarzy najnormalniej w świecie wypowiada mu posłuszeństwo – Fabregas, Nasri, Clichy, a mimo to Arsene(zarząd?) nie był gotowy wydać odpowiedniej kwoty zaraz(a nawet wcześniej) po tym, jak wspomniani piłkarze odeszli. Tak na marginesie – lepszy w tej chwili Arteta, dla którego gra z armatą na piersi jest nobilitacją i sporym awansem sportowym, niż zblazowany Cesc, uważający Arsenal jednak za drugi, nie pierwszy klub w swoim sercu. Co do wspomnianych Francuzów – ich transfery do City musiały wielu uzmysłowić brutalną prawdę – wprawdzie Arsenal to wciąż świetna firma i wciąż liczy się w czołówce Premier League, ale jeśli piłkarze odchodzą na Eastlands w poszukiwaniu triumfów, to jest to policzek(ostatnie ostrzeżenie?) wymierzony Kanonierom. Pal licho pieniądze – możecie drodzy fani AFC powtarzać, iż do City idzie się tylko po kasę, ale fakty są takie, że pragnienie zwycięstw w ekipie Manciniego jest w tej chwili wyższe niż u Wengera. Tego samego Wengera, który śmiał wam powiedzieć, iż powinniście być zadowoleni, bo wasz ukochany klub co roku gra w Lidze Mistrzów. A te słowa mogłyby wyjść z ust, z całym szacunkiem, Harry’ego Redknappa… Na początku sezonu(tj. do końca okienka transferowego) byłem absolutnie przekonany, iż Arsene'a dla dobra klubu trzeba zwolnić i zacząć zapisywać nową kartę historii. Mam wrażenie, u wielu kibiców brakuje odwagi, aby spojrzeć na AFC bez Wengera. Spojrzeć na swój ukochany klub, który zdecydowanie podejmuje kroki, aby odzyskać blask trofeów w gablocie, a nie wspominać dawne zwycięstwa i z kwaśną miną cieszyć się, iż piłkarze wychowywani przez Francuza osiągają znaczące sukcesy gdzie indziej. Spotykamy się jednak w nieco innym kontekście – Arsenal wraca do gry, choć nie jestem pewny, o co. Mistrzostwo? Ligę Mistrzów? Przejściowy(?) sezon na Emirates mimo wszystko nie może obejść się bez aktywnej walki o wszystko, co możliwe. Widzieliśmy to podczas Carling Cup, kiedy to rezerwowi Wengera dali naprawdę dobry występ i zwycięstwo The Citizens nie było łatwe, ani bardzo zasłużone. Przegnali nawet upiory ze spotkań z Wigan i wrzucili pięć goli Chelsea na Stamford, co wywołuje u mnie pewne oznaki zazdrości :) Podobnej agresywności spodziewam się jutro, mniej zaś będzie szachów, które pamiętamy z pierwszej ligowej porażki Błękitnych. To przecież starcie szczytów moralności w futbolu z jego największym złem, czyli pieniędzmi ;-) W City zabraknie Clichy’ego i Kolarowa, na szczęście wraca Richards, lewą obronę zajmie zaś Zabaleta. Osobiście wolałbym zobaczyć w pomocy Milnera zamiast Nasriego – Samir dostał ostra szkołę na Emirates podczas Pucharu Ligi i wydaje się niegotowy na kolejne takie starcie. Kto w ataku? Mario jest bardzo pewnym punktem drużyny, gdy gramy u siebie i to chyba na niego, nie na Dżeko, Mancini postawi. Szczególną uwagę zwróciłbym na asekurację Pablo, na którego grać będzie Walcott – najczęściej asystujący van Persiemu, a wiadomo, że defensywa City do najszczelniejszych ostatnio nie nalezy. Interesująco będzie wyglądać walka w środkowej strefie – Ramsey, Arteta i Song przeciwko Yayi, Barry’emu i Milnerowi(szkoda, że co raz częściej brakuje miejsca dla de Jonga…). Czy czeka nas kolejny niesamowity mecz najlepszych zespołów ligi? Jakkolwiek ofensywy zwrot Manciniego bardzo mi się podoba, tak mam nadzieję na nieco ostrożniejsze podejście, bo przegrać tego spotkania po prostu nie wolno. |
Zakładki:
Czytam, komentuję..
Angamoss![]() Błękitna strona miasta | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||