Wpisy z tagiem: Liga Europejska

piątek, 09 grudnia 2011

Żegnaj Ligo Mistrzów. Środowe zwycięstwo z Bayernem Monachium, pozbawionym kluczowych zawodników i motywacji do zwycięstwa, to za mało aby awansować z grupy A. Villarreal bez niespodzianki uległ ekipie Waltera Mazzarego i trzy punkty zdobyte na Etihad był jedynie pocieszeniem na rozstanie z Champions League.

Nie ma powodu do paniki. Rozsądek nakazuje pokornie uznać wyższość sprytnego Napoli i doświadczonego Bayernu oraz poczekać na swoją szansę w przyszłym roku. Odpadnięcie to naturalnie nic przyjemnego, jednak trzeba sobie jasno powiedzieć, iż przeznaczeniem The Citizens przed rozpoczęciem sezonu było zwojowanie Premier League. Europejskie rozgrywki zaś należało potraktować jak mały poligon doświadczalny, bez parcia na końcowy sukces. Być może Roberto mógł uspokoić swój ofensywny hurraoptymizm na Allianz Arena, czym pozbawił zespół na korzystny wynik(aczkolwiek to nie on broni stałe fragmenty gry...). Być może lepszym rozwiązaniem w Neapolu było zamurowanie bramki przy stanie 1:1. Lubię, kiedy chcemy wygrywać. Nie lubię, kiedy taka postawa prowadzi do porażek.

Jakkolwiek by nie gdybać, przygoda z Champions League to naprawdę solidny materiał do analizy zarówno dla sztabu szkoleniowego, jak i samych piłkarzy. Oczekuję, iż Mancini szczególnie wyciągnie wnioski z dwumeczu z Napoli. To, w jaki sposób superszybkie kontry zniszczyły długo budowaną dominację w środkowej strefie boiska nie może pozostać bez taktycznych i personalnych odpowiedzi w przyszłości. Przy tak nastawionym rywalu precyzja oraz dobre decyzje wydają się bezwzględnie konieczne, aby cokolwiek ugrać. Gdy zespół zaprasza do ataku większą liczbę zawodników, to nie może oddać piłki tuż przed polem karnym i oczekiwać, że przeciwnik nie skorzysta z takiego prezentu, mając w składzie zawodników urodzonych na kontrze, takich jak Lavezzi czy Cavani. 

SilvaAlex Livesey/Getty Images Europe

Nie jestem zawiedziony. Wiem, że Manchester City dał z siebie wszystko, aby z niełatwej grupy awansować i jednocześnie cieszy mnie, iż te nieudane starania nie wpłynęły znacząco na postawę w lidze(warto przypomnieć - po każdej kolejce LM The Citizens grali w Premiership na wyjeździe). Mancini umiejętnie rotował piłkarzami, niestety klasa rywali wykluczyła sięgnięcie po głębsze rezerwy(Pantilimon, może Onuoha, Bridge, ktoś z młodych: Rekik, Suarez czy Razak). Styl, jaki miałem przyjemność oglądać, usatysfakcjonował moje przedmeczowe oczekiwania, podobnie z poziomem emocji - nie licząc bezbarwnej drugiej połowy w Monachium. Inna sprawa, że wygrać udało się tylko z przetrzebionym Villarrealem i pewnymi awansu, na wpół rezerwowymi Bawarczykami, co też daje do myślenia.

Nie mam zamiaru zasłaniać się porażkami innych zespołów, choć byłaby to bardzo dobra wymówka. Bo jak wiemy, pewien angielski klub, którego nazwy nie wymienię, zaliczył podobną wpadkę i to w grupie, z której powinien wyjść grając jedną nogą. To jednak mnie nie interesuje, no chyba, że w kontekście walki o tytuł na rodzimym podwórku.

Neapol świętuje
Paolo Bruno/Getty Images Europe

Pozostała więc The Citizens Liga Europejska, która zacznie się w połowie lutego. Losowanie przypada na 16 grudnia i jest szansa na to, aby spotkać się z Legią chociażby. W jakiej fazie będą wówczas Błękitni i jakie siły będą mogli poświęcić na te rozgrywki? Po drodze czeka wiele ciężkich spotkań: za chwilę Chelsea, Arsenal i Stoke, w styczniu trójmecz z Liverpoolem, Puchar Anglii z United i jeszcze na dokładkę na Etihad przyjedzie Tottenham... Mancini wprawdzie deklaruje, iż chce LE wygrać, ale ja bym tych deklaracji tak bardzo serio nie traktował. To znaczy, jeśli uda się osiągnąć finał Carling Cup i utrzymać prowadzenie w lidze, to ewentualne angażowanie się w kolejne rozgrywki może okazać się zbyt ryzykowne. Kontekst Man United jest tutaj wyraźny: z Pucharu Ligi odpadli, również mają przed sobą mniej znaczącą Ligę Europejską, do tego mogą zaraz na starcie odpaść z FA Cup i mieć więcej luzu(a więc przewagi) między starciami w Premiership. Nie chcę powtarzać, ale przyszłość City maluje się niezwykle ekscytująco i nawet jednorazowa porażka w Lidze Mistrzów tego nie zmieni.

Dlatego niech Jens Lehman(wypowiedź iście paradna, o mało nie umarłem ze śmiechu) czy de Laurentis mają swoje chwile radości. Nieśmiało przypomnę, iż na Wyspach poziom szyderstw i przekonania, że nawet pieniądze nie dadzą sukcesów, był równie wielki co majątek rodziny królewskiej z Abu Dhabi, a mimo to dziś lider Premiership jest jeden, reszta ogląda jego plecy. Na triumfy w Champions League przyjdzie więc czas - marsz po tytuł ligowy jest w tym sezonie bezapelacyjnie najważniejszy i to jemu Manchester City wszystko podporządkuje.

PS. Spamowania ciąg dalszy: polub mój blog na Facebooku!

piątek, 18 marca 2011

LE

Koniec przygody Manchesteru City z Ligą Europy.

Sprawcą - Mario Balotelli, a pośrednio jego orędownik na Eastlands, Roberto Mancini.

Jednak jak sobie przypomnieć wyskok w stylu wschodnich sztuk walki w wykonaniu Nigela de Jonga i tylko żółta kartkę pokazaną przez Webba, to oceniając tą samą miarą, gracz Dynama powinien zostać co najmniej upomniany za symulowanie.

Mario powinien strzelić zaraz na początku spotkania. Tyle gadania po próżnicy, wstyd panie Balotelli. Choć pan to za mocne określenie. Dzieciaku chyba brzmi lepiej. Chciałbym usłyszeć jakiś jego komentarz, ocenę swojej postawy, może odrobinę samokrytycyzmu. Wtedy przez chwilę pomyślałbym, że ta czerwień nie poszła na marne i ten facet kiedyś dojrzeje. Łudzę się, prawda?

Wątpię też w zmianę postępowania Roberto. Jeśli pupil z Mediolanu usiądzie na ławce na dłużej, Mancini przyzna się niejako, że 1. sprowadzenie Włocha było niedorzeczne 2. zwłaszcza, że zajął on miejsce innego charakternego - Craiga Bellamy'ego. Z litości nie będę porównywał obu zawodników. Craig może i nie potrafił czasem się przymknąć i zaakceptować stanu rzeczy, lecz na boisku dawał z siebie tyleż co Tevez, z podobnym skutkiem śmiem powiedzieć, dzięki czemu natychmiast dorobił się i szacunku Eastlands, i krótkiej, acz treściwej przyśpiewki. Mancini ocenił jego przydatność inaczej. I dziś dogłębnie poczuł, że pieniądze za nie-tak-znowu-Super Mario to nie całość ceny, jaką przyjdzie zań zapłacić.

Mario sent off

Żeby zakończyć zarzuty pod adresem naszego Włoskiego menago, wyrażę swą wątpliwość co do jednej ze zmian. Nie jestem przekonany, iż Silva powienien schodzić(no chyba, że doznał drobnego urazu). Rozumiem, że wprowadzając Dżeko Mancini przyjął, że z rwanej gry David niczego nie wskrzesi, a wzrost i koordynacja Edina bardziej się przydadzą, czy to przy dalekich wrzutkach na aferę, czy przy stałych fragmentach. Ale to właśnie Silva mógł podać decydującą piłkę, której tak nam brakowało.

Podobać się mogła za to odpowiedź zespołu na osłabienie - natychmiastowy gol dający nadzieję na lepszą drugą połowę. Widziałem wczoraj więcej zaangażowania niż w dwóch ostatnich meczach ligowych razem wziętych. Miejscami dominowaliśmy jak w weekend z Reading. Jednak o wyniku czasami decydują milimetry, a nie grube miliony - gdyby Tevez dotknął piłkę po strzale Yayi Toure w 94. minucie prawdopodobnie zmyliłby Szowkowskiego tak jak przy strzale Kolarowa, kiedy takiego kontaktu nie było. Aż przypomina się świetne wideo z youtube pt Efekt motyla. W każdym razie zespół pokazał charakter i chciał awansować dalej mimo iż rozum jednego z nich został w szatni. Przynajmniej powiało optymizmem przed jakże ważną niedzielą.

Sporo dyskusji wywołały niektóre decyzje sędziowskie, rzekomo faworyzujące nurkujących kijowian. Nie lubię takiego podejścia do sprawy. Dynamo w dwumeczu grało mądrze, a jeśli sędzia za bardzo dostrzegał przewinienia City i Ukraincy to wykorzystywali - plus dla gości. Tłumaczenie się arbitrem nie jest moją ulubioną formą bronienia Manchesteru City. Przyczyn porażki w tej rywalizacji było wiele, a sędziowanie ustawiłbym na szarym końcu.

Cholernie cieszy powrót Adama Johnsona. Mancini wziął lekcje u Fergusona i Wengera z zasłon dymnych, bo nic nie wskazywało, żeby Adam miał się pojawić choćby na ławce, przewidywano jego powrót na Chelsea przecież. A tu wystąpił, dodał nieco świeżości zespołowi i tylko fakt, że nie jest jeszcze w formie nie pozwolił mu zadecydować o grze w większym stopniu(jak np. na Villa Park). Jeśli Mancini skreśli Balotellego, to AJ powinien wskoczyć w jego miejsce przynajmniej na 45 minut.

Nie zgadam się również z tymi, którzy zarzucają Manciniemu "zachowawczość" i wystawienie trzech defensywnych pomocników. Po pierwsze, najwyższy czas obalić mit, że gramy trzema DM. Yaya Toure jest ustawiany wyżej od de Jonga/Barry'ego i ma więcej zadań ofensywnych, startuje do kontr i tym podobne. Po drugie, w Kijowie Dynamo zdominowało środek pola i potrzebowaliśmy spokoju na tyłach, by móc konstruować ataki. I wcale nie huraganowe - Mancini chciał pokonać Siomina w partii szachów, a nie w biegu na "setkę", lecz plan wziął w łeb po czerwonej kartce. I to Dynamo zagra z Bragą w ćwierćfinale Ligi Europy.

Cele na obecny sezon stały się jasne: pierwsza czwórka i jeden puchar. Nie wiem, czy jesteśmy w stanie tego dokonać; w moim odczuciu wczoraj na Eastlands zobaczyliśmy zespół, który nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Stamford Bridge is calling

niedziela, 07 listopada 2010

KKS

Roberto Mancini porażce w stolicy Wielkopolski dość ostro potraktował Lecha. It was a crazy game. I think 99 times out of a hundred, we would have won this match. Takie postawienie sprawy rodzi jednoznaczne wnioski – kluby klasowe to takie, które najczęściej do szokujących niespodziewajek nie dopuszczają. Niezależnie od okoliczności i rywala, zdobywają punkty, strzelają gole, bezlitośnie karcą błędy niepewnych swoich umiejętności. Szczęście jest po ich stronie. Są skuteczni i sięgają po trofea, których tak nam brak.

Manchester City nie jest jeszcze drużyną klasową. Innymi słowy, gdyby był, Lech dostałby gola na 1:2 w 93. minucie, trochę w stylu United.

Wystarczy rzut oka na część grup Ligi Mistrzów, aby sobie to dobitnej uzmysłowić. Chelsea – komplet zwycięstw, pewny awans po czterech kolejkach. To samo Bayern Monachium, nieco ‘gorzej’, tj. z dziesięcioma punktami bez problemów grać dalej będą United i Real Madryt. To nie liga polska, gdzie zawodnikom tak często mimo słabych wyników dziękuje się za tzw. zaangażowanie. Nieważne co się dzieje, musisz być najlepszy. Trochę po amerykańsku, tu nie wygrywa się srebra, ale przegrywa złoto.

Odrzucając ligowy kontekst potyczki z Kolejorzem, nie obawiam się o przyszłość The Citizens w Lidze Europy. Za niecały miesiąc do Manchesteru przyjedzie Salzburg, zwycięstwo w tym meczu, przy jakiejkolwiek stracie punktów Juventusu w Poznaniu, daje nam awans, nie mówiąc o tym, że porażka z rąk Lecha automatycznie eliminuje Włochów(to byłaby piękna melodia dla moich uszu). Z punktu widzenia polskiego kibica, a tym przecież jestem, jakaś część mnie nie żałuje upokorzenia na Bułgarskiej; grunt, co by Lech z tego sukcesu skorzystał i nadal budował swoją wielką legendę na miarę futbolu w naszym kraju. Za romantycznymi historiami zdaje się tęsknimy od paru dobrych lat. Dlatego moje sumienia mogło jakoś tam, choć nie bez bólu, Błękitnych poświęcić.

Jednakże przed WBA nie będzie już wybaczania błędów. Gospodarze są rewelacją EPL, ale to mnie kompletnie nie obchodzi. Oparli się United, wygrali z Arsenalem, a ich porażka z Blackpool była pierwszą od dwóch miesięcy. To też nie ma znaczenia. Nie możemy dziś przegrać. Od początku sezonu powtarzam, że Mancini musi utrzymać stanowisko do końca sezonu bez względu na wyniki, jeśli chcemy budować silny klub. Że jest to moje zdanie, a nie szejków – Włoch potrzebuje punktów jak tlenu, aby dać władzom klubu czytelny sygnał, że idzie ku lepszemu, a ostatnie wyniki to wpadki. Wraca de Jong, nie wiadomo jeszcze, czy na boisko wyjdzie Tevez, ale jeśli uda się zachować czyste konto, będę zadowolony. Do składu wejdą pewnie Barry i Yaya Toure, z Holendrem zagramy więc trójką w środku, aby możliwe najlepiej ograniczyć pole manewru ekipie Di Matteo, niepokonanej u siebie w tym sezonie(!). Jakieś rady dla Manciniego? Nie spartol zmian, każ skoncentrować się zawodnikom podczas destrukcji. Szybko strzel dwa gole. Nie pozwól, aby po meczu ktokolwiek miał prawo żądać twojej głowy. Nie przed derbami!

Mój przewidywany skład: Hart - Boateng, Kopmany, Lescott, Kolarow - Yaya, de Jong, barry - A. Johnson, Silva, Tevez(Ade)

Póki co nie myślę o konsekwencjach ewentualnej porażki. Meczu niestety na żywo nie zobaczę, ale kciuki za Manciniego będę ściskał. Nie jest ważniejszy niż klub oczywiście, ale moim zdaniem jest niezbędnym elementem, aby cokolwiek miało sens na Eastlands. Ma rację Henry Winter(artykuł wart przeczytania) – pogonienie Włocha jest pozbawione sensu, tak samo, jak słynny niegdyś banner z końca lat 80’ na Old Trafford Three years of excuses and it's still crap. Ta ra Fergie. Możemy nie lubić United, ale uczyć się cierpliwości, która mamy nieco wyższą od prezesa Wojciechowskiego, od nich wypada. To się zwyczajnie opłaca.

C’MON CITY

Superbia in Proelio!

czwartek, 04 listopada 2010

W nocy z wtorku na środę przyśnił mi się wynik wyjazdu City do Poznania. Między penetrowaniem egipskich ruin w stylu Indiany Jonesa mignął mi dwukrotnie nagłówek jakiegoś serwisu piłkarskiego: 3:0 dla Lecha za pierwszym razem, 2:0 za drugim. Nawet strzelców zapamiętałem(Peszko i jakiś fantastyczny Pogrzebacz) i wielki wstyd, który mi się udzielił po przeczytaniu szokujących wieści. Rano jednak nie pobiegłem bez śniadania do buka, aby zainspirowany snem postawić cały majątek na gospodarzy, ale… skoro sny są w jakimś stopniu odzwierciedleniem pracy naszego mózgu, czy z całą pewnością mogę powiedzieć, iż nie mam obaw związanych z czwartą kolejką Ligi Europejskiej?

Sytuacja wszak w Manchesterze po dwóch porażkach w lidzie nie jest najszczęśliwsza. Niejasne roszady w defensywie po czerwonej kartce dla Boyaty podczas spotkania z Arsenalem miały naturalnie mniejszą wagę, acz o nich nie zapominam – bardziej liczył się fakt, iż Roberto Mancini mimo osłabienia chciał na CoMS osiągnąć dobry wynik. Że drużyna Wengera, świetnie dysponowana(zwłaszcza Fabiański zasłużył na pochwałę i powolne odmulanie swojego wizerunku), podań wymieniła dwukrotnie więcej i zwyczajnie panowała na boisku? To tez przeszło bez echa, bo Kanonierzy wykorzystali przewagę tak jak należało to uczynić. Odwaga Roberto bez wątpienia była jakąś osłodą i tak bolesnej porażki. Ale tydzień później zbyt wielu dobrych słów pod adresem Włocha powiedzieć nie mogliśmy.

W tle na dodatek wciąż brzmiało echo kilku wydarzeń: kontuzja Teveza i przedłużający się jego pobyt w ojczyźnie, pijacka impreza z udziałem Barry’ego, Givena, Adama Johnsona(mecz z Wilkami zaczął na ławce) i Joe Harta, oraz kolejne plotki na temat niesnasków wewnątrz drużyny, a także pomiędzy menadżerem a zawodnikami. Działo się mówiąc jednym słowem. Porażka na Molineux jeszcze wyżej podbiła zamieszanie wokół The Citizens. Cieszy mnie jedynie, że doszło do jasnych deklaracji w sprawie rzekomych konfliktów – patrz słowa Milnera na konferencji przedmeczowej, część wypowiedzi Yayi Toure, czy wywiad Adebayora dla oficjalnej strony klubu. No i Gareth za melanż przeprosił. Pozornie wszystko znowu na swoim miejscu, ale i tak mam wątpliwości.

Mam je także z tego powodu, iż z Wilkami nie przegrali tylko piłkarze, ale w równym stopniu szkoleniowiec. Decyzje przezeń podejmowane w trakcie niedzielnego meczu wydają się cokolwiek dziwaczne. Skąd pomysł, aby całe spotkanie trzymać na boisku Balotelliego, który ledwie powrócił po długiej kontuzji? Nie ma wątpliwości, iż lepiej na trudy walki o korzystny wynik był przygotowany Adebayor, a mimo to Togijczyk musiał opuścić boisko. Nie rozumiem także sensu w zmianach pokroju – najpierw wprowadzamy ofensywnego zawodnika za defensywnego(Johnson za Barry’ego), aby niecałe 10 minut później dokonać odwrotnej roszady(Zabaleta za Ade), a na koniec dołożyć jeszcze Jo. Zresztą, że nie zadziałało to należycie, o tym jasno świadczy wynik. Wilki wygrały dopiero drugie spotkanie w sezonie, ale i tak na tę chwilę tkwią w strefie spadkowej EPL. Jednocześnie, Arsenalowi i Chelsea udało się w końcówkach wyrwać zwycięstwa w swoich meczach, z WHU i Blackburn Rovers odpowiednio, mimo iż – zwłaszcza w przypadku mistrzów Anglii – rywale wcale nie byli gorsi. Natomiast Mancini nie zauważył, skąd płynie największe zagrożenie ze strony Wolves i przez większość spotkania to gospodarze utrzymywali się przy piłce i prowadzili grę. Można spekulować, że gdyby mógł wystąpić wszędobylski de Jong, to pewnie Jarvis czy Milijas nie mieliby tak łatwego życia, jak z dającym się ogrywać Richardsem. Tłumaczyć to zespołu nie może – mistrzostwo w defensywie przeciw Chelsea nie ma prawa być epizodem w kampanii! Zabrakło reakcji menadżera(zaordynowanie konkretnej asekuracji) na wydarzenia boiskowe – co do tego jestem pewny. Wcześniej Mancini nie popełniał takich baboli i mam nadzieję, że ta wpadka z Wilkami wypadkiem przy pracy pozostanie.

Szósty mecz z rzędu zeszliśmy z boiska ze straconymi bramkami na koncie. Początek tego sezonu był w tym względzie obiecujący - dopiero Sunderland(tj. w czwartym spotkaniu patrząc ogółem) strzelił nam gola, następnie seria niezłych wyników aż do meczu z Juventusem - od trzydziestego września Joe Hart co mecz wyciąga piłkę z siatki, w ramach fatalnej passy czynił to już 10 razy! Dopóki wyniki zespołu były dobre, nikt się tym zbytnio nie przejmował, jednak dwie ostatnie kolejki podkopały pewność, czy aby praca Manciniego zmierza w dobrym kierunku. Dziś, za mniej niż dwie godziny, Roberto musi zwyciężyć, aby uciszyć wszelkie spekulacje na temat swojej przyszłości w Manchesterze. Głupcy już chcą Włocha zwalniać...

Jakiego pokroju jest to zadanie? Lech właśnie zmienił menadżera, mimo naprawdę niezłej, a patrząc na ostatnie wyniki, to mimo wręcz rewolucyjnie dobrej gry z Wisłą Kraków i pytań w przypadku tego ruchu władz z Poznania jest więcej, niż odpowiedzi. Ile Bakero może dać Lechowi w ciągu raptem kilku dni treningów z zawodnikami? Jedno jest pewne: mecz w Lidze Europy tradycyjnie da +50 do zaangażowania wszystkim zawodnikom, a przy pełnych i rozśpiewanych trybunach kto wie, co pokażą piłkarze Kolejorza. Spodziewam się znów emocji na najwyższym poziomie. No i co by sen się przypadkiem nie spełnił :)

czwartek, 21 października 2010

22:00

Po pierwszej połowie jestem jak najbardziej zadowolony. The Citizens są pewni siebie, a Lech tak na dobrą sprawę nie odstaje, a zwyczajnie traci gole. W ofensywie potrzebują czegoś więcej(dawać Rudnevsa), niż tylko czyhanie na błędy rywala. No i słabe rzuty rożne. Każdy taki stały fragment gry to okazja na gola, a Lech jakoś ma to w nosie. Strzały z dystansu są ok, ale jeśli trafiają w bramkę, a to poznaniakom też wychodzi bardzo przeciętnie.

Podobało mi się kilka klasowych zagrań de Jonga, jeden drybling Silvy, no i dwa gole Adebayora. Pytałem o jego przełamanie, no i proszę bardzo, nawet razy dwa. Gest po strzeleniu pierwszego gola - owo strzepywanie z siebie niewidzialnej "presji" - bardzo znamienne. Mancini będzie zadowolony.

Drugie 45 minut? Równie agresywna gra, wpuścić na boisko zdrowego od niedawna młodszego Toure, może dać szansę Tevezowi, aby wykończył Lecha. O tak, Włoch ma spore pole do manewru, w przeciwieństwie do Zielińskiego. Dobić, niestety, dobić polski zespół w obecnej sytuacji należy. Bo jeszcze gotowi są się zerwać do poważnego odrabiania strat!

C'MON CITY!

0:00

Z poślizgiem, ale jestem. Wynik 3:1 doskonale ukazuje przebieg meczu. 2:0 w pierwszych 45 minutach dla City zasłużone w pełni. Gol dla Lecha, po jakże łatwym do przewidzenia nieporozumieniu w defensywie, także nieprzypadkowy(wbrew pozorom). Kluczowym zawodnikiem meczu lekceważony przeze mnie Tshibamba. Nie tylko stał tam gdzie trzeba przy golu kontaktowym, ale i i miał genialną sytuację na doprowadzenie do stanu 2:2. Jego pudło i koniec przewagi Lecha po kwadransie drugiej połowy zdecydowało o porażce. Jednak Lechici nie mają powodu do wstydu, średnio rezerwowy skład The Citizens był dziś dobrze dysponowany, ale walka do końca na pewno nie zawiodła kibicującym poznaniakom. Dali z siebie ile fabryka i jej obecna forma pozwalały. Wstydu po prostu nie ma. Siatka Peszki założona Lescottowi pierwsza klasa, drybling przy bramce na 2:1 także. W Sławka swoją drogą, też nie wierzyłem specjalnie.

Roberto Mancini zaś będzie zachwycony skutecznością Adebayora, choć chyba sam się nie spodziewał, że przełamanie będzie takie mocne(czyżby zgłaszał akces do meczu z byłym klubem?). Oczywiście Manu miał możliwość podreperowania bramkowego konta, ale żeby coś złowić, czasem trzeba wyrzucić przynętę na darmo. Stąd chyba brak koncentracji przy pewnym prowadzeniu. Cieszy również, iż na boisko wchodzić nie musiał Tevez, dzięki czemu na Arsenal będzie sprawny na 100%.

Zwycięstwo zasłużone, prowadzenie w grupie pewne. A Lech nie ma powodów do wielkich zmartwień. Salzburg wykonał swoje zdanie idealne i zremisował z Juve(moim zdaniem to lepszy rezultat, niż zwycięstwo Austriaków). Nadal polski zespół ma wielkie szanse na awans. Zwycięstwo z Red Bullem i jeden remis powinny wystarczyć, zakładając, że The Citizens wygrają resztę swoich starć, a przede wszystkim ograją Juve w Turynie.

13:30

Z wczorajszych komentarz „na gorąco” najwięcej miejsca kibice Man City poświęcili poznańskiej publiczności, w skrócie określając ją „fucking awsome”, co tylko potwierdza wysoką reputację Wiary Lecha, mimo znacznych różnić między kulturami kibicowskimi w obu krajach. Wielka szkoda, że chłopy z Wielkopolski nie będą mogli pokazać się w Zabrzu w sile 2000 tysięcy, jak to miało miejsce dwa sezony temu.

W każdym razie, zwycięstwo Poznania na trybunach zasłużone, tak samo jak porażka na boisku – Anglicy nie mają wątpliwości, że The Citizens zaprezentowali się o klasę lepiej, z czym trudno się nie zgodzić. Bardzo dobrą analizę poczynań Lecha zamieścił na blogu Taktycznie Andrzej Gornysołek. Z jego tekstu wniosek płynie dość brutalny – z gry drużyna Zielińskiego szanse na zdobycie gola miała marne. Potrzebne było poważnie nieporozumienie w szeregach City, aby gol padł(tak samo wyglądała reszta bramkowych sytuacji gości), a dodając do tego słabe krycie w defensywie Lecha, wynik nie mógł być inny. Zawodnicy o takich umiejętnościach jak Silva(świetne dwie asysty btw, Hiszpan zadomawia się w City tak jak przewidywaliśmy), Adebayor, czy Johnson takie błędy musieli wykorzystać(szczególnie szkoda, że piękny rajd Adama zakończył się obiciem spojenia, a nie przepięknym golem).

Słowa szkoleniowca Lecha mówiąc same za siebie(„To była cenna lekcja”). Czy wyciągną z niej wnioski do niedzieli? Oby nie ;-) Choć śledząc ligowe poczynania w naszym kraju pozostaje jedynie pomarzyć, że Górnik choćby w ułamku pokaże to, co Manchester City. Jeśli zaś zagra z podobnym zaangażowaniem, będę zadowolony. Bo to wczoraj było niezwykle ważne – tak jak zapowiedział Kompany, nie było mowy o lekceważeniu polskiego zespołu. Wielki plus dla Manciniego za odpowiednie nastawienie drużyny do potyczek w LE. Kolejny krok w kierunku wygrania Ligi został pewnie postawiony.

Ade i SWP

Raporty pomeczowe: Oficjalna strona MCFC, Telegraph(tym razem nie wysilali się na znajomość Lecha), Sky Sports, M.E.N., Oficjalna strona KKS(nie rozumiem, dlaczego polski serwis nie transkrybuje nazwisk swoich zawodników i zamiast Kriwca, jest jakiś brzmiący z angielska Krivets).

Na tym kończę pierwsze w moim blogowym życiu pisania non-stop, jakkolwiek określenie to powinno znaleźć się w cudzysłowie ;-) Wracamy do ligowej rzeczywistości!

środa, 20 października 2010

Z wielką radością przyjąłem losowanie grupy A Ligi Europejskiej. Zaraz po poznaniu :) terminarza rozgrywek postanowiłem, że mecz na City of Manchester Stadium uhonoruję pierwszym w historii tego miejsca tzw. blogowaniem non-stop. Wydarzenie wszak bez kozery, choć w naszej, tj polskiej, historii piłkarstwa wcale nie takie rzadkie, jakby się mogło wydawać. Od drobnych wspominek dziś zacznę. Jutro zaserwuję mięcho, czyli mocne i słabe strony obu zespółów, wypowiedzi przedmeczowe, moje przewidywania co do taktyki czy rezultatu i tym podobne miłe sprawy.

MCFC Lech Poznań

20:35

Tak więc gwoli statystyki, Manchester City spotkał na swej drodze polskie drużyny czterokrotnie. Najsłynniejsze - oczywiście pokonanie Górnika Zabrze w finale PZP w roku 70, choć bliższe naszej pamięci są dwa remisy z Dyskobolią i odpadnięcie z Pucharu UEFA. Swoją drogą, ówczesny obrońca z Grodziska, Ivica Kriżanac, wcześniej grał w Górniku, a pięć lat po dwumeczu z City wygrał Puchar UEFA w barwach Zenita. Zabrzanie zaś z City spotkali się jeszcze raz, w 1971 – do wyłonienia zwycięzcy potrzebny był trzeci mecz, ale spójrzcie na to wideo, jak wyglądało spotkanie na Maine Road… Ogółem, na cztery przypadki The Citizens przechodzili dalej(bądź wygrywali rozgrywki) dwukrotnie, ale kiedy odpadali, to po remisach(z Widzewem i Groclinem). Ich Błękitni zaliczyli łącznie cztery, trzy razy zaś wygrywali, raz ponieśli porażkę.

Z drugiej strony, rywalizacja polsko-angielska nie przedstawia się specjalnie korzystnie dla tej pierwszej strony. Na 33 spotkanie wygrywaliśmy sześć razy, remisów padło jedenaście, porażek 16. Gole 27-51(trochę w tym winy Górnika, gdyż przegrał z Tottenhamem w 1961 aż 1:8). Ostatnie zwycięstwo miało miejsca naprawdę dawno temu, ale nawet ja je pamiętam – Legia na Łazienkowskiej pokonała Blackburn Rovers 1:0 w fazie grupowej Ligi Mistrzów sezonu 95/96. To już piętnaście lat, od kiedy angielska drużyna została pokonana przez klub znad Wisły.

Dzieje rywalizacji i wredna statystyka zdają się stać po stronie jutrzejszych gospodarzy. A może jesteśmy skazani na remis?

21:10

Trwa mecz Tottenhamu z Interem Mediolan(już 3:0 dla Włochów! Kibice Arsenalu mają swoje małe święto), obrońcami Ligi Mistrzów. I Kolejorz, i The Citizens woleliby wybiec na murawę CoMS dziś albo wczoraj, ale obu klubom sztuka przebicia się do CL się nie powiodła. Lech nie dał rady przeciętnej Sparcie Praga, która uległa później Żylinie i również gra w Lidze Europy, natomiast podopieczni Manciniego przegrali w decydującym meczu EPL właśnie z Kogutami i zajęli piątą lokatę w lidze, tym samym skazując się na ten gorszy puchar. Tu póki co bez potknięć – wyeliminowanie Timisoary uznaję za spacerek, podobne zwycięstwo w Salzburgu. 1:1 z Juventusem przyjąłem wprawdzie z niezadowoleniem, ale ostatecznie dwa punkty odebrane Juve na rzecz Lecha(o możliwych scenariuszach w grupie jeszcze napiszę) da się przełknąć.

Co do Poznania, to każdy, choćby minimalny sukces tej ekipy polski futbol bierze z pocałowaniem dłoni. Lech przez wielu był uznawany za ostatnią nadzieję białych, po tym jak kompromitujące wpadki zaczęła zaliczać Wisła Kraków. Dwa lata temu udało się zrobić sporo szumu, teraz mimo nieprzekonującego startu i ciężkiej do strawienia gry, Kolejorz jest na ustach wszystkich, bo w końcu – bardzo mnie bawi ta niesamowita euforia w nagłówkach wielu serwisów – jest liderem(4 punkty!) w grupie i jako tako nasz kraj reprezentuje. Od strony psychologicznej Lech zrobił już sporo – pokazał cud w Turynie, pewnie ograł Salzburg i nie zaprzepaścił szans na awans dalej. Nie wiemy jeszcze, jak ta świadomość wpłynie na team Zielińskiego(sytuacja w E-klasie bardzo nieciekawa), ale chęci pokazania się na stadionie najbogatszego klubu świata na pewno nie zabraknie. Jakkolwiek trudno dopatrzyć się w obecnym zespole błysku z czasów Smudy, to również nie widzę powodów, aby dopisywać sobie trzy punktu przed ostatnim gwizdkiem. Nastawienie Manciniego jest jednak jednoznaczne - wygranie Ligi Europejskiej jest w naszym zasięgu i trzeba zrobić wszystko, aby tego dokonać.

23:01

Bardzo zainteresowany jutrzejszym spotkaniem jest… Górnik Zabrze(co jeszcze mocniej podbija stawkę w moich blogowych oczach). Lech po trzech porażkach z rzędu w lidze(Roberto, jak mówi, analizował je) dołuje nieprawdopodobnie, więc to co pokażą na CoMS na pewno jakoś się odbije na niedzielnym starciu w Zabrzu. Z tego punktu widzenia zwycięstwo Lecha, bądź dobry występ, nie jest tym, czego pragnę. Kryzys poznaniaków powinien jeszcze potrwać i utrzymać się na takim poziomie, by Lech ze Śląska punktów nie wywiózł(choć Górnik formą absolutnie nie grzeszy), tak jak to miało miejsce w wypadku Wisły Kraków. Także tu prośba do Błękitnych, aby Kolejorza nie wypuszczać z Manchesteru w dobrych nastrojach. A najlepiej, to porządnie pogonić przez 90 minut, żeby pocili się krwią.

Co do City – nasz najbliższy rywal, Arsenal, wczoraj zniszczył Szachtar Donieck 5:1. Kibice AFC podkreślają, że wizyta w Manchesterze będzie zupełnie inną parą kaloszy, ale ja jakoś im nie ufam i wolę, aby Mancini przejął się tym rezultatem. Na krajowym podwórku City prezentują się zdecydowanie korzystniej niż ekipa z Wielkopolski. Cztery zwycięstwa z rzędu, fotel wicelidera, cóż więcej mogę rzec? Nawet słabszą jedenastką Lecha trzeba pokonać i basta, co by fani Arsenalu nie mieli używania przed niedzielą :) Że czwartkowy wynik nie będzie miał większego wpływu na The Citizens – jestem absolutnie pewny. Zresztą i tak zdaje się, że obecnie tematem nr 1 w okolicach Manchesteru jest zamieszanie wokół Rooney’a. Starcie z Arsenalem zajmuje zaszczytne drugie miejsce :)

6:40

Z rana kilka najważniejszych informacji na temat składów obu zespołów. W City na pewno nie zagrają: Kolo Toure, Balotelli, Kolarow i nie zgłoszony do LE Santa Cruz. Wcześniej mówiło się, iż Mancini da odpocząć Tevezowi, ale wg BBC Jo narzeka na drobny uraz, co może zmusić Włocha do postawienia na Carlito, zwłaszcza jeśli wynik będzie niekorzystny. W takich okolicznościach jedynym napastnikiem będzie Ade, który mimo kiepskiej skuteczności z Blackpool został przez Manciniego doceniony. Czy Lech to idealny przeciwnik, aby Manu się odblokował wreszcie? Reszta mocnej kadry zdrowa, spodziewam się więc kilku zmian w związku z wizytą Arsenalu na CoMS.

Zieliński nie może liczyć na 90 minut Wichniarka(jest po wyrostku robaczkowym), co oznacza, iż Lech ma dwóch sprawnych napastników, do Manchesteru nie pojechali także Bandrowski, Wojtkowiak i Kiełb. Za to na pewno 12 zawodnik Lecha stawi się w (nad)komplecie, swoją drogą, prasa angielska lekko przesadza z tym zagrożeniem(jakieś cudaczne pokłosie Genui?) i po tym, co pokaże poznańska publika. będą sobie życzyć, aby każda ekipa gości tak się prezentowała. Zastanawia mnie, ile kibiców The Citizens pojawi się na spotkaniu, skoro Juventus nie był na tyle atrakcyjny, aby przyszło choćby 40 tysięcy ludzi.

Na tę chwilę żaden z blogujących o City nie wspomniał o meczu z Lechem. Ciekawe ;-)

Następne wpisy wpadną koło południa. Taktyka, wieści z konferencji, moje przewidywania… no i mecz! Mam nadzieję, że też wpadniecie ;-)

14:10

Cytaty z konferencji prasowej, uznane przeze mnie za najlepiej oddające nastroje po obu stronach. Z tego powodu pomijam całkowicie kwestię Rooney’a, mimo iż dziennikarzy angielskich zdawał się ten temat bardziej interesować, niż przyjazd Lecha. Wszystkie zapowiedzi na temat dzisiejszego meczu traktują o problemach City, bodaj tylko SkySports napisało o zmianie Wilka na Kiełba, za to Telegraph zasugerował, iż Lech wybiegnie w ustawieniu 4-4-2(bez nominalnego drugiego napastnika btw update: Weszło potwierdziło moje obawy: tak wygląda wg Telegrapha nominalna jedenastka Poznania...). Poza tym – cisza, mecz z Lechem nie wywołuje prawie żadnego poruszenia. Ot, odbędzie się, to trzeba napisać i wsio. Z polskiego światka, Sport.pl wrzucił fajną galerią przedmeczową, która do obejrzenia jest w tym miejscu. Osobiście nie wahałbym się przed kupnem okolicznościowego szala :)

Nie szafujmy tym określeniem ''lider grupy''. Ważne, kto będzie liderem po pięciu, sześciu kolejkach, a nie teraz. Bardzo chcemy dopisać ciąg dalszy legendy starć polskich klubów z Manchesterem City. Moim zdaniem Anglicy są faworytem nie tylko tej grupy, ale w ogóle całej Ligi Europejskiej. Od początku ich typuję do zdobycia trofeum. Do Turynu też jednak jechaliśmy w przeświadczeniu, że gramy z wielkim faworytem, a jednak diabeł nie okazał sie taki straszny. W piłce zdarzają się niespodzianki i nie ukrywam, że na taką w Manchesterze liczę.

Jacek Zieliński

The Europa League is an important competition and an important trophy, and Manchester City cannot afford to be arrogant towards any cup or trophy because we have not won anything for a long time.

For me, the cups are important as the league and any trophy would be very welcome for us at the moment. And we know the Europa League is a high level this season.

That is why we will not underestimate Poznan. We had a difficult game at Blackpool in the league on Sunday, but we didn't underestimate them and we won the game. It will be the same approach against Poznan.

Vincet Kompany

17:00

Do pierwszego gwizdka pozostały cztery godziny, ale niektórzy zdają się już znać wynik rywalizacji. Maciek_paprocki w komentarzu twierdzi, że Lech nie ma absolutnie żadnych szans na sukces z City. Postanowiłem więc dać im choćby cień nadziei i napiszę, co powinni zrobić, aby w Manchesterze coś osiągnąć ;-)

Przy okazji, typuję moją ‘11’ The Citizens: Hart – Richards, Boyata, Kompany, Bridge/Zaba/Lescott(??) – Vieira, Y.Toure – Jo, SWP, Silva – Adebayor.

Najsłabszym punktem The Citizens wydaje się być obrona(nie mylić tego jednak z grą defensywną!). Bardzo mocny Kompany nie ma odpowiedniego partnera, który należycie by go wspierał(Kolo nie ma, pozostaje Lescott bądź Boyata), często tez cała formacja traci rezon podczas zamieszania przed szesnastką. Słabiej w obronie radzą sobie Zabaleta i Bridge, kandydaci do pierwszego składu. Jednak okazji do wykorzystania niepewności nie będzie za wiele. Cała nadzieja w Rudnevsie i jego snajperskim zmyśle. To chyba jedyny facet z Poznania, który może coś zdziałać przed bramką Harta.

W pomocy nadzieje Lecha upatrywałbym w Vieirze. Mimo ogromnego doświadczenia Francuz nie jest w stanie nadrobić braków szybkościowych, do tego może popełnić głupie przewinienia typu niespodziewany kop w krocze. Kim będzie drugi(trzeci) środkowy pomocnik? Z Patem spodziewam się zobaczyć Yayę Toure(niekoniecznie na 90 minut) i tu Lechici muszą go wyeliminować z kreacji, podobnie w wypadku Silvy, choć jasne, że z ruchliwym Hiszpanem będzie to o wiele trudniejsze zadanie. W każdym razie dwójka defensywnych pomocników będzie miała mnóstwo roboty, zdaje się, że od jej powodzenia zależy wynik spotkania.

Odcięcie od podań Adebayora powinno łatwo wyeliminować go z gry. To nie Tevez, który wraca, non stop walczy i nie daje odpocząć obronie, więc skuteczne krycie przez Ardoledę czy Bosackiego. Nie wiemy jeszcze, kto przeciw Kolejorzowi zagra, ale przyjmę, że będzie to SWP i jednak Jo. Anglik z bajeczną techniką i luzem w prowadzeniu piłki często jest ofiarą fauli gdzieś w okolicach 30 metra, na to trzeba zwrócić uwagę. Jo stanowi średnie zagrożenie – potrafi się wprawdzie odnaleźć w polu karnym, ale jego zgranie z zespołem i przydatność w grze kombinacyjnej jest raczej mała.

No i najważniejsza rada – jaki by skład City nie wybiegł na murawę, drużyną nie będzie w pełni i to Lech musi spróbować wykorzystać. Trener Zieliński nie bez powodu mówi o „dopisywaniu dalszego ciągu legendy”. Bo żeby z City wygrać, potrzeba występu na najwyższym poziomie.

19:40

Pozostała godzina z groszami, pozostaje tylko zapytać o Wasze przewidywanie co do wyniku. Zywcięstwo City? Remis? A może Lech zaskoczy? Dajcie znać w komentarzach!

20:36

Znamy już skład The Citizens! Nie pomyliłem się zbytnio, acz brak Kompanego mnie osobiście bardzo zaskaczył:

Hart - Richards, Boyata, Lescott, Zabaleta - De Jong, Vieira - Silva, Wright-Phillips, Johnson - Adebayor. Na ławce: Given, Bridge, Kompany, Milner, Yaya, Jo i Tevez

Lech w składzie:

Burić - Kikut, Arboleda, Bosacki, Henriquez - Drygas, Injac - Peszko, Kriwiec, Wilk - Tshibamba. Rezerwa: Kotorowski, Gancarczyk, Djurdjević, Zapotoka, Stilić, Rudnevs, Wichniarek

Pozostaje jedno - cieszyć się widowiskiem, liczyć na dobrą grę i jeszcze lepszy rezultat. Czibamby się nie boję. C'MON CITY!

piątek, 01 października 2010

Plan był prosty: ograć Juventus, co przy zwycięstwie Lecha nad Salzburgiem stawia w bardzo trudnej sytuacji makaroniarzy, a nas i poznańską ekipę - w bardzo dobrej. Lech swoją część zadania wypełnił i ponoć w dobrym stylu wygrał 2:0. Niestety, The Citizens nie byli w stanie przekuć sporej przewagi w zasłużone prowadzenie, stąd oba zespoły podzieliły się punktami, z czego na pewno bardziej zadowoleni są piłkarze z Turynu. Wielu fanów City wydaje się nie narzekać na to rozstrzygnięcie, ja jednak jestem bardzo niezadowolony. Mieliśmy Juventus na wyciągnięcie ręki i mecz powinniśmy wygrać.

Roberto Mancini siłą rzeczy musiał dokonać drobnych roszad w wyjściowym składzie. I tak zamiast de Jonga zobaczyliśmy Vieirę, Boateng zastąpił Boyatę, a Silvę i Milnera zastąpili Adebayor oraz Adam Johnson. Ustawienie zespołu było więc identyczne z tym z Chelsea, ale już pierwsze minuty pokazały, że to nie będziemy świadkami powtórki z soboty. Przynajmniej nie w kwestii wyniku.

Albowiem zaczęło się fatalnie.

Iaquinta

Gol zdobyty przez Iaquintę doprowadził mnie do szału – nasi zawodnicy, tak dobrze skoncentrowani podczas meczu z Chelsea, wczoraj pozwolili sobie na idiotyczny luz w środku pola. Boateng zaś wystawił nogę chyba do czyszczenia korków, a nie do blokowania groźnego strzału. Nieco lepiej mógł się zachować Hart, ale fakty są takie, że gol na 0:1 to winna kiepskiej postawy odpowiedzialnych za destrukcję. Szybka bramka ustawiła mecz, Juventus, kontent z wyniku, do ostatniego gwizdka z akcji w zasadzie nie stwarzał już większego zagrożenia.

Reakcja Manchesteru City na zły start była natomiast poprawna – zespół z kopyta wziął się za odrabianie strat. Szczególnie inspirujący dla reszty mógł być Tevez, który momentami genialnie utrzymywał się przy piłce, a gdy jednak ją tracił, odzyskiwał natychmiast. Nie ustrzegł się jednak fatalnego pudła – po dośrodkowaniu(bodaj Johnson) nie trafił do bramki z pięciu metrów. Sędzia wprawdzie pokazał spalonego, ale powtórka wykazała, iż to nie Carlito był na ofsajdzie, ale Adebayor, który udziału w akcji nie brał. Chwilę później Barry trafia w słupek i już wiem, że tego meczu nie przegramy. Potwierdzeniem przeczuć 36. minuta – kombinacyjna akcja w środku pola, Yaya Toure świetnie wypatrzył Adama Johnsona, a ten bez kłopotu pokonał Manningera. Przewaga The Citizens od tej chwili wzrastała z minuty na minutę, ale nic do przerwy z niej nie wynikło.

Adam Johnson

Drugich 45 minut nie rozpoczął Pablo Zabaleta. Jego miejsca na murawie zajął Boyata, który przesunął się na prawą obronę, a dotychczas tam grający Boateng przeszedł na lewą. Kilka słów o debiutującym od pierwszej minuty Niemcu. Kiedy obie drużyny pozwalały na dość swobodne rozgrywanie, Jerome prezentował się dobrze – częściej niż np. Richards próbował crossowych podań, w obronie – poza błędem z początku spotkania – przyzwoicie. Wczoraj zastanawiała mnie ta zmiana w przerwie – dziś już wiemy, że Pablo doznał drobnego urazu łydki… Tak jakby naszej kadrze było to potrzebne… Czyzby pan Raymond miał rację?

Adebayor vs JuveW ostatnim kwadransie spotkania fani City dokładnie zrozumieli, jak musiała się czuć Chelsea w sobotę wobec szczelnie ustawionej defensywy. Po zejściu Adebayora Włosi zaparkowali autobus przed polem karnym i ani im się śniło wyściubiać nosa poza własną połowę. Mimo wszystko Mancini w moim odczuciu postąpił pochopnie zmieniając Togijczyka. Owszem, jego niezdecydowanie w polu karnym raz potrafiło doprowadzić do szewskiej pasji. Był jednak aktywny, a jego wzrost mógł okazać się decydujący w finałowych momentach meczu. Nie można zarzucić za to Manciniemu brak odważnych decyzji – wprowadzenie Milnera było słuszne, bo Juventus, jak już wspomniałem, zadowolony z wyniku nie chciał atakować. Liczył na stałe fragmenty i prawie się udało(jak ja ich nie znoszę! Włochów, nie stałych fragmentów oczywiście:)). Strzał Del Piero fantastyczny(zaskakująco dziwnie zachował się Joe Hart), ale moim zdaniem piłka nie przekroczyła całym obwodem linii. A jeśli było inaczej, to co widział czwarty arbiter w takim razie?

Ostatecznie Stara Baba wyrwała nam dwa punkty, co być może w dłuższej perspektywie okaże się nie tak znowu złym wynikiem. Więcej na tym tak naprawdę stracił Lech. Nasze zwycięstwo dawałoby szanse poznaniakom na taryfę ulgową ze strony City, a tak nie widzę innej możliwości, jak zainkasowanie pełnej puli. Gdzieś po cichu liczę, Salzburg coś ugra z Juve i oba kluby pożegnają się z Ligą Europejską już na etapie fazy grupowej.

Z innej beczki, pogodzony z rezultatem wydaje się być Roberto Mancini:

I am confident. For me it is a difficult group, with Poznan a good team and Juventus a good team - so it will not be easy, but I think we can go through.

I think the draw was fair. In the second half we were not as good as we could have been near goal, but Juventus had a lot of players back in defence.

We can do better than that first 20 minutes, but after that I thought we played some good football. Sometimes we must move the ball quicker than we do.

I don't know why we started so slowly. I think we thought we could control the game, but after Juventus scored the match changed. They started well, then we took over the game.

Every game is different but you must have the same attitude, the same concentration on the pitch as we had against Chelsea.

Na koniec drobne spostrzeżenie – Yaya Toure świetnie wkomponował się w zespół. Bardzo, bardzo podoba mi się jego gra: sposób w jaki porusza się po boisku(dryblingi pierwsza klasa), ile widzi i jak podaje. Wczoraj asysta, strach się bać, co będzie dalej. Mówiąc krótko, Yaya, możemy ci płacić te setki tysięcy, bo za taką postawę – warto.

Następna kolejka Ligi Europejskiej odbędzie się dopiero po meczach reprezentacyjnych. Na City of Manchester Stadium przyjdzie Lech Poznań, z tej okazji po raz pierwszy pobawię się w blogowanie non-stop, a co mi tam ;-)

czwartek, 16 września 2010

Z blogowaniem jest czasem jak z seksem – wciąż się o tym myśli. Nie inaczej było dziś – jeszcze przed spotkaniem Manchesteru City z Austriakami miałem w głowie ułożone błyskotliwe porównanie wyniku do jednego z dzieł Wolfganga Amadeusza Mozarta, wszak geniusz urodził się w Salzburgu. W zależności od rezultatu w temacie notki miała się pojawić albo Msza Koronacyjna, albo (wiem, sztampa)Requiem. Jednak ledwie David Silva strzelił swojego pierwszego gola dla City, ledwie Lech wyszedł na prowadzenie w konfrontacji z Juve, a tu Internet po raz kolejny z całą perfidią postanowił odmówić mi choćby 100 kb transferu na rzecz transmisji z Wals-Seizenheim via moja ulubiona telewizja z Szanghaju. Skruszony włączyłem telewizor, przeprosiłem się z Lechem Poznań i ku mojemu zdumieniu, zaczęła się wielka uczta. Pierwotny plan notki diabli wzięli, ale nie mam czego żałować.

Rozmyślając nad dzisiejszą kolejką Ligi Europy przeczuwałem, że poznaniakom gola strzeli Del Piero, którego mimo otwartej nienawiści wobec Juve, cenię i szanuję za tyle lat gry na najwyższym poziomie. Okoliczności, w jakich gola zdobył znamy już doskonale, tak samo jak te okalające dwie bramki Chielliniego, obrońcę dobrze zapamiętanego przeze mnie po dobijającym włoskiego trupa golu Słowaków w grupie Mistrzostw Świata. Dziś szczwany Włoch wiedział gdzie stanąć, kiedy ruszyć głową czy nogą, co by niepewnych w defensywie Lechitów doprowadzić do szału. Ale co z tego, skoro już-nie-anonimowy w Europie Łotysz tak dokopał Starej Babie, że echo tegoż hat-tricka będzie się niosło przez jeszcze dłuższy czas? Ekipa Zielińskiego wreszcie pokazała styl, który polski kibic ukochał dwa lata temu(że mi zbrzydł po remisie na Roosevelta w marcu to już inna sprawa), za którym tak strasznie tęskni fan reprezentacji – utrzeć nosa najlepszym i najbogatszym na przekór PZPN, fryzjerom i PMS(Polskiej Myśli Szkoleniowej oczywiście:)). Czy z taką grą Lech Poznań może sięgnąć po sensacyjny awans? Jakie są ich szanse w zbliżającej się konfrontacji z Manchesterem City? Nie ma co się silić na kategoryczne odpowiedzi. Arcyciekawie zapowiadają się nadchodzące tygodnie. Może mecz na CoMS między Lechem a City będzie decydował o pierwszym miejscu w grupie? Lepszego scenariusza wymarzyć sobie chyba nie można, ale poczekajmy na drugą kolejkę gier: City – Juve, Lech – Salzburg. Polska drużyna pewnie wygra 4:3 strzelając dwa gole w doliczonym czasie gry, choć do przerwy będzie 0:2 dla gości.

A skoro meczu z Bykami widzieć nie mogłem, ograniczę się do kilku prostych uwag. Nie trafiłem ze składem i ustawieniem(ale Boyata ostatecznie wszedł na boisko!). Jak większość kibiców City jestem zszokowany, iż doszło do momentu, w którym Jo strzela dla nas istotnego gola(przecież sprzedałem go w styczniu tego roku…). Zwycięstwo co by nie mówić bardzo ważne, stawia nas w niezłej pozycji przed następną rundą… i tyle w temacie.

A jeszcze jedno. Wiecie dlaczego Włosi nie wytrwali z 3:2 do ostatniego gwizdka? Na trybunach Stadio Olimpico nie dało się nie zauważyć flag pewnego warszawskiego klubu. Poza tym, co włoscy(?) kibice chcieli uzyskać, drąc się „Legia Warszawa”? Toż to nikt im nie powiedział, że w ostatnich dniach nazwa ta przynosi same nieszczęścia? Niewiedza jednych, jest szczęściem drugich najwyraźniej ;-)

Debiut w turnieju kontynuującym tradycje Pucharu UEFA rozpoczniemy wyjazdem do malowniczego Salzburga, obecnej piłkarskiej stolicy Austrii. Co ciekawe, SV Salzburg jest klubem bardzo młodym, tj. po przejęciu zespołu przez Red Bull w 2005 roku, sponsor odrzucił stare barwy i historię, we własnym mniemaniu tworząc nowy podmiot. Kibice wierni fiolecie i bieli SV Austrii Salzburg odeszli od Czerwonego Byka i założyli własny klub(skojarzenie z casusem MK Dons i Wimbledonu jak najbardziej trafne). Z fanatykami czy bez, od początku nowej ery salzburczykom wiedze się całkiem nieźle – trzykrotnie zameldowali się na szczycie austriackiej Bundesligi i regularnie grają w europejskich pucharach. Niemniej do tegorocznej Ligi Mistrzów wejść nie zdołali. Na drodze stanął izraelski Hapoel Tel-Aviv i Reb Bull trafili do Ligi Europy w grupie z City, Juventusem i Lechem Poznań. Obecny sezon rozpoczęli słabo: po pięciu spotkaniach zaledwie jedno zwycięstwo, poza tym dwa remisy i dwie porażki. O zespole Huba Stevensa więcej będę wiedział… po meczu z The Citizens. Podobnie jak fani Chelsea i Żiliny czy Arsenalu i Bragi, o naszym rywalu wiem równie niewiele.

Red Bull Arena

Najważniejszym celem Manchesteru City na dziś jest nie dopuścić do kontuzji Carlosa Teveza. Wobec absencji Adebayora i Balotelliego, w Europie jesteśmy skazani na Jo, a na królu sparingów szans na gole wolałbym nie opierać, bez względu na to, co sam menadżer myśli na te temat. Do gry wróci nieobecny w spotkaniu z Rovers de Jong, naturalnie poza kadrą znajdują się niesprawni Kolarow, Boateng i Joleon Lescott, za to do pełnej dyspozycji wraca Wayne Bridge. To dobra okazja, aby lewy obrońca zagrał choćby 45 minut na spółkę z Zabaletą. Swoją szansę na występ wietrzy także Dedryck Boyata, który jak pamiętamy strzelił niedawno swojego pierwszego gola dla klubu, pokonując golkipera Timisoary. Spodziewam się powtórki z meczu ligowego i 4-2-3-1, nie widzę większego sensu w stawianiu na trzech defensywnych pomocników, pomimo iż gramy na wyjeździe. W ofensywie najpewniej zobaczymy Davida Silvę, co do reszty, stawiam na dość egzotycznie: Tevez, SWP i Jo, choć nie postawiłbym na tę ewentualność ani feniga ;-) Pozycje defensywnych pomocników obstawią Barry i wspomniany de Jong. W obronie zaś, tu też sobie pofolguję, belgijski duet Kompany&Boyata, na prawej Micah Richards, o lewej stronie już pisałem.

Oczekiwania względem zespołu z Premier League wzrosły po wczorajszych pogromach Chelsea i Arsenalu(remisy U****d i Kogutów to przecież nie tragedia), obu dokonanych na klubach notowanych o kilka klas niżej. Że Manchester City jest klubem specyficznym, a siła przeciwnika zagadką, biorę w ciemno remis po mało porywających 90 minutach. Nie będzie to wybitnie dobry rezultat, ale też nie wywoła przesadzonej paniki przed najbliższymi spotkaniami. Mecz na pięknej Red Bull Arenie, pamiętającej dwa starcia w ramach grupy D EURO 2008, rozpocznie się o godzinie 19:00.

PS Dla spragnionych drugiego meczu grupy A Juventus - Lech Rafał Stec bloguje non-stop.

piątek, 27 sierpnia 2010

Z puntu widzenia polskiego fanana The Citizens lepiej być nie mogło - czwartego listopada tego roku Manchester City zagra z Lechem Poznań przy Bułgarskiej w ramach grupy A Ligi Europejskiej! Oznacza to powrót The Citizens nad Wisłę po siedmiu latach i pamiętnym blamażu z Groclinem, kiedy to bezbramkowy remis(a wcześniej bramkowy na CoMS i fantastyczny gol Mili) dał awans do kolejnej rundy Pucharu UEFA ekipie z Grodziska Wielkopolskiego.

Wydaje się, że od roku 2003 dzielą nas eony i tak jak wtedy Groclin mógł coś zdziałać, tak teraz nie daję Lechowi większych szans na sukces, choć uważam, że w obecnej sytuacji Kolejorza awans do fazy grupowej jest niezłym osiągnięciem. Zresztą rywale których wylosowali, dają wielkie perspektywy marketingowe, co tak mocno się podkreśla. Niemniej ja zajmuję się The Citizens i to możliwości Błękitnych w tej rywalizacji są dla mnie priorytetem. Równie ważne, aby dostać się do Poznania i obejrzeć Manchester City na żywo, ale na razie ciii ;-) Wobec mizierii polskiej piłki, druga taka okazja może się szybko nie powtórzyć.

Red Bull SalzburgKKS Lech PoznańJuventus Turyn

Awans do dalszej fazy nie będzie spacerkiem i to trzeba sobie na starcie uzmysłowić. Zagadką jest dla mnie Juventus - szczerze nie znoszę turyńskiego klubu i każda ich porażka będzie mnie radować - beznadziejny w zeszłym sezonie, w chwili obecnej jeszcze poza rozgrywkami ligowymi(Włosi startują w ten weekend, Juve zagra na wyjeździe z Bari). Kilka transferów może robić wrażenie, choć nie na szejkach - łącznie Stara Baba... yhm Dama wydała około 50 milionów na wzmocnienia - Krasić podobno wolał Turyn od Manchesteru, Urugwajczykiem Martinezem z Catanii też kiedyś się interesowaliśmy. Do tego do Juve dołączył Bonucci ze wspomnianego Bari oraz Simone Pepe i na dniach Alberto Aquillani, obaj w ramach wypożyczenia. Jednak na temat realnej siły Bianconerich(fajne kolory, tylko paski powinny być poziome, nie pionowe:)) nie będę się wypowiadał, bo jej po prostu nie znam, ale są faworytami obok The Citizens do wyjścia z grupy i nie ma się co oszukiwać, każdy inny rezultat będzie wielką niespodzianką.

Lecha Poznań jak większość z nas obserwowałem głównie w trakcie europejskich pucharów i na tej podstawie nie wróżę Kolejorzowi niczego dobrego. Na papierze powinni powalczyć z Salzburgiem o 3. lokatę w grupie, ale nie sądzę, aby był w stanie ugrać czegoś więcej. Nikt o zdrowych zmysłach nie oczekuje od Lechitów awansu, co może być atutem w walce z najlepszymi - brak presji wyniku, wspaniali kibice, którzy na pewno pokażą się Europie na stadionach w Manchesterze i Turynie. Jeśli uda się Lechowi zdobyć w grupie więcej niż sześć punktów, to będzie naprawdę wielkie osiągnięcie. Czego oczywiście polskiej drużynie pozostaje życzyć... byle nie kosztem City ;-)

Red Bull Salzburg - w wersji europejskiej FC Salzburg z uwagi na zakaz, jakby to powiedział Dariusz Szpakowski, krytporeklamy - wydaje się być w podobnej do Lecha sytuacji. Na grę w kolejnej fazie szanse są małe, ale warto powalczyć z tuzami w grupie. Obecnie szkoleniowcem austriackiej drużyny jest znany z Schalke 04 Huub Stevens(wcześniej jego posadę zajmowali inni fachowcy - Co Adrianse i Gio Trappatoni), a z kadry klubu kojarzę dwóch kopaczy - Niemca Simona Cziommera i Holendra Davida Mendesa da Silvę. FC Salzburg regularnie kwalifikuje się ze swojej ligi do europejskich zmagań, w tym roku byli o krok od awansu do Ligi Mistrzów, ale ulegli Hapoelowi Tel-Aviv(przegrana 2:3 u siebie, remis 1:1 na wyjeździe), przeciwnikowi, wydawałoby się, raczej w zasięgu. Kolejna zbieżność z Lechem? W każdym razie chłopcy Manciniego nie powinni mieć większych kłopotów z ograniem zespołu z Wals-Siezenheim. Tam zresztą, na Red Bull Arena, rozpoczniemy zmagania w Lidze Europejskiej. Terminarz rozgrywek prezentuje się następująco:

16.09 19:00
Salzburg – City
Juventus – Lech
30.09 21:05
Lech – Salzburg
City – Juventus
21.10 21:05
City – Lech
Salzburg – Juventus
04.11 19:00
Lech – City
Juventus - Salzburg
01.12 21:15
City – Salzburg
Lech – Juventus
16.12 19:00
Salzburg – Lech
Juventus - City

Jak uważacie, Lech poradzi sobie w tak trudnej grupie, mimo iż strasznie męczył się z Dnipro i generalnie nie grzeszy formą? A co z City? Mancini mówi jasno, że chce wygrać Ligę Europejską, ale czy trudy sezonu nie zmuszą go do zmiany celów?

PS Herby klubów Simbiolos Supreme zaczerpnąłem ze strony CMREV.