Wpisy z tagiem: Birmingham City FC

czwartek, 03 lutego 2011

Wyjazdy do Birmingham przedzielone wizytą w Nottingham przypominają totalnie nieudane wakacje. Folder biura podróży zachwalał fantastyczne widoki, znakomite i urozmaicone jedzenie, darmowe drinki, panienki i co tam sobie jeszcze można wymarzyć. Jednak po dotarciu na miejsce okazuje się, że strawa jest zimna i niesmaczna, okno z naszego pokoju zamiast być skierowane na błękitne morze ukazuje niezbyt malowniczy tył budynku, gdzie między śmietnikami grasują koty i inne gady. A na koniec, jakby tego było mało, obsługa emanuje chamstwem na kilometr, a właściciel hotelu tuż przed odjazdem pluje nam w oko i każe spadać.

We have started to concede a lot of goals. We have been marking badly at set-pieces. It is impossible for a top team to defend like that.

Roberto Mancini

11 straconych goli w sześciu spotkaniach nie mówi całej historii, wyliczmy więc: trzy głupie karne(faulowali Lescott i Vieira dwa razy, ale tu umówmy się, że jedenastki z LCFC nie było), dwa błędy Harta(z Leicester oraz z Villą, choć tutaj wina rozkłada się jeszcze na Kolo Toure), cztery(!!) gole po stałych fragmentach gry(vs Leicester, Notts, Birmingham, Wolves), jeden pech Kolo Toure z Wilkami, no i na koniec jedna bramka typowa z akcji, tj. strzał Dyera w powtórce FA Cup. Widać jedną prawidłowość – często gęsto spotyka nas niefart. A to sędzia się pomyli, a to piłka odbije nie tak jak należy(pamiętacie gola Arboledy? Albo Tschibamby? W City takie gole to norma), co czasami trudno racjonalnie wytłumaczyć. Czy napięty terminarz nie sprzyja stabilizacji tyłów? Rotacja w formacjach defensywnych klarownie pokazuje, że pewniaków mamy trzech – de Jonga, Kompany’ego i Kolarowa(o nim nieco dalej). Wliczyłbym również Richardsa, ale bez informacji na temat jego stanu zdrowia nie ma się co wychylać. W każdym razie – to mój faworyt na prawą obronę. Dalej nie wiem, jak tak dobra defensywa nagle zaczęła tracić masowo bezsensowne bramki. Mało, że Mancini zauważa problem, musi odszukać rozwiązanie, bo gramy niechlujnie jak szczęśliwy pijak wracający do domu po deszczu; tylko wyglądać, aż padniemy twarzą w błoto.

Dalej nie mamy potwierdzenia na boisku ze strony Vieiry, że jego transfer na Eastlands miał jakikolwiek sens. Francuz jest nieznośnie wolny, do odbioru piłki spóźniony o dwa tempa(vide wczorajszy karny), w ofensywie potrafi się jedynie obrócić i podać, co raz rzadziej do przodu zresztą. To znak, że kariera niegdyś wielkiego Pata dobiega końca i cieszy, że do 25-osobowego składu został dokooptowany Michael Johnson. Niewiele wiemy o rzekomym wpływie Vieiry na młodszych zawodników, obiła mi się o monitor jakaś relacja między Francuzem a Richardsem, ale to nic pewnego.

Nie pierwszy raz ponarzekam na brak prawidłowych reakcji ze strony zespołu(Manciniego pośrednio też) na boiskowe wydarzenia. Po golu z karnego piłkarzy City nie wyglądali na zainteresowanych wygraną, a ja nie lubię zwalać winy za wynik na murawę, sędziego czy padający śnieg. Nie w wypadku drużyny próbującej walczyć o mistrzostwo. Zabrakło Johnsona(gdzie szansa dla SWP, panie Roberto? Nawet na ławkę Anglik się nie łapie?) i kontry nagle straciły na impecie, a skrzydła się schowały; Birmingham Aleksa McLeisha nie pokazało olśniewającego futbolu, zaprezentowali się niewiele korzystniej niż z United na dobrą sprawę i remis na St. Andrew's jest ich sukcesem. Niestety, tym samym dołączyli do grona zespołów zdobywającej z ekipą z Eastlands punkty, mimo iż powinno być zupełnie inaczej, przykładów mamy bez liku – porażki z Sunderlandem, Evertonem czy AV, remisy ze Stoke, Birmingham(i to razy dwa!) i Blackburn. Matematyka nie kłamie, cztery punkty zamiast w najlepszym wypadku 14(już 10 brzmi sensownie) mówią same za siebie. A czołówka ucieka, Chelsea powoli wraca na właściwe tory, United ani myślą przegrywać, Arsenal mimo mankamentów nie zawodzi, nawet przetrzebione ptasią grypą kontuzjami Koguty punktów nie tracą. Wciąż brakuje nam klasy i woli zwycięstwa, aby skutecznie konkurować z trójką faworytów.

Żeby się jednak nie dobijać całkowicie, wyciągnę z rękawa choć jeden pozytyw – Aleksandara Kolarowa. Dwa ważne gole Serba po uderzeniach lewą nogą(po to go kupiliśmy, czyż nie?), bardzo dobra pierwsza połowa z Aston Villą(w drugiej przygasł, ale i koledzy rzadziej z niego korzystali). W założeniu Manciniego Kola ma zapewnić zespołowi wsparcie na lewym skrzydle, które jest słabiej obstawione – Silva, Tevez, Dżeko czy Yaya Toure mają inklinacje do operowania po prawej stronie, a Barry… no cóż, jego zadaniem jest ubezpieczać lewą stronę i chyba się nie wtrącać do tego, co gra zespół… W każdym razie, Aleksandar dostał wielką rolę w zespole i powoli widać efekty. Jeśli z przodu będzie skuteczny i aktywny, to bez zajęknięcia wybaczę mu braki w defensywie.

Już w sobotę pojedynek trenerski dwóch Włochów. Ostatnim razem Mario Balotelli uratowal swojego menadżera strzelając dwa gole na The Hawthorns, liczę że i tym razem odbijemy się na karku WBA od małego kryzysu. A potem derby...

piątek, 12 listopada 2010

UnitedRozdęte do granic możliwości oczekiwania wobec derbów Manchesteru miały sprawić, że będzie to mecz kosmiczny, z dramaturgią godną Hitchcocka i wybuchami emocji porównywalnym do supernowej. Kibice nie związani z klubami zawiedli się, czemu zresztą nie można się dziwić, skoro najlepszą okazją do tego, aby w końcu coś wpadło był strzał z rzutu wolnego, poza tym bida, panie, aż piszczy. Środowe 90 minut na CoMS nie umywa się do pierwszych pięciu na tym samym stadionie z Arsenalem, niestety.

Carrick i Tevez

Wielu się wręcz obraziło na Manciniego, że nie zaryzykował i nie postawił na atak, albo twierdzą, że nie chciał wygrać tego meczu. Otóż mając na uwadze ostatnie derby i klęski tuż przed końcowym gwizdkiem, nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż szaleństwo w postaci zmian ofensywnych skończyłyby się równie tragicznie, albo i jeszcze gorzej. Ci sami narzekacze pewnie cieszyli się, gdy identyczną taktyką i składem(z drobną różnicą) udało się pokonać mistrza kraju. W środę plan był bardzo podobny i osobiście nie mam pretensji do Roberto, iż tak zadecydował. Po trzech porażkach z rzędu i przełamaniu z WBA nie mógł sobie pozwolić na zwycięstwo United, gdyż nieuchronnie uruchomiłoby to kolejną lawinę spekulacji na temat jego posady w The Citizens. Mancini liczył na magię Davida Silvy i Teveza, wspartego Milnerem i Yayą Toure. Bez wstydu należy przyznać, że defensywa United spisała się znakomicie, podobnie zresztą jak nasza własna – zamknięcie spotkania polegało na świetnej asekuracji – jej zabrakło Chelsea, kiedy Milner odebrał piłkę Ramiresowi, z czego padł jedyny gol tamtego popołudnia. Wracając do środy, z trudem przypominam sobie sytuację, żeby którakolwiek ze stron miała akcję typu trzech na trzech. Obie ekipy jak za pierwszej wojny światowej siedziały w okopach czekając, aż to przeciwnik dostanie rozkaz do samobójczego ataku na bramkę rywala. Ferguson, co by nie mówić, też się do tego przyczynił, dopiero w krytycznej fazie United zaangażowali więcej zawodników w ofensywę i chyba nikt mi nie powie, że to nie była rozmyślna strategia?

Mancini nie mógł nie zauważyć, że mimo zagęszczenia w środkowej strefie to czerwoni mają przewagę. Wystarczy spojrzeć na Guardianowskie chalkboards i porównanie liczby podań oraz stref, gdzie zespoły je wymieniały. 45% United na własnej połowie przy aż analogiczne 62% City mówią wiele. Wyższy przessing gości zmusił Błękitnych do bezproduktywnego krążenia piłki między defensorami(brak ruchu bez piłki też swoje zrobił). Kiedy zaś United atakowali, Mancini najwyraźniej chciał ich wciągnąć na swoją połowę i w odpowiednim momencie skontrować.

Chalkboard

Zonal Marking wskazuje również na posuchę na skrzydłach. Nani wespół z Rafaelem jeszcze starali się cokolwiek zdziałać, w City ta kooperacja nie funkcjonowała najlepiej. W zasadzie graliśmy jednym skrzydłowym – Jamesem Milnerem, który biegał po obu stronach boiska starając się wychodzić na pozycję godną mistrzowskiego podania Silvy. Te jednak nigdy nie nadeszło. Zmiana na Adam Johnsona też na niewiele się zdała, poza jednym rajdem, młody Anglik niczym szczelnego bloku United zaskoczyć nie mógł. Oba zespoły grały na remis(badź, mówiąc sprawiedliwiej, nie chciały przegrać za żadne skarby) i takowym rezultatem zakończyło się to spotkanie, dodam jedynie, iż z lekkim wskazaniem na Manchester United.

Udało się w ten sposób nie stracić gola po raz drugi z rzędu i ten fakt w związku z seryjnia traconymi golami należy docenić. Już jutro na CoMS przyjeżdża Birmingham City, kolejny zespół z dolnych rejonów tabeli, z którym przyjdzie się nam zmierzyć. Do tej pory graliśmy już z Wigan(2:0), Blackburn Rovers(1:1) i Wilkami(pamiętne 1:2). Drużyna Owena Coyle'a dokonała w dwóch poprzednich spotkaniach rzeczy wielkiej - przegrywali już 0:2 i z West Hamem, i ze Stoke, w obu przypadkach udało im się doprowadzić de remisu. Punkt zyskali jednak tylko w starciu z czerwoną latarią ligi, gdyż Stoke udało się strzelić na 3:2 i przewrać swoją fatalną passę czterech porażek z rzędu.

Udało się w ten sposób nie stracić gola po raz drugi z rzędu i ten fakt w związku z seryjnie traconymi golami należy docenić. Już jutro na CoMS przyjeżdża Birmingham City, kolejny zespół z dolnych rejonów tabeli, z którym przyjdzie się nam zmierzyć. Do tej pory graliśmy już z Wigan(2:0), Blackburn Rovers(1:1) i Wilkami(pamiętne 1:2). Drużyna Owena Coyle'a dokonała w dwóch poprzednich spotkaniach rzeczy wielkiej - przegrywali już 0:2 i z West Hamem, i ze Stoke, w obu przypadkach udało im się doprowadzić de remisu. Punkt zyskali jednak tylko w starciu z czerwoną latarnią ligi, gdyż Stoke udało się strzelić na 3:2 i przerwać swoją fatalną passę czterech porażek z rzędu.

W zeszłym sezonie u siebie roznieśliśmy gości z Birmingham aż 5:1, ale nic nie zapowiada, aby ten rezultat miał się powtórzyć. Poważnie wzmocnienia City – Żigić, Hleb, Ben Foster(jego drogą powinien w zimie pójść Kuszczak) – jeszcze nie zaskoczyły(może poza Fosterem) na tyle, aby klub piął się w górę tabeli, wydaje mi się, że to jednak kwestia czasu. Ostatni raz Birmingham oglądałem podczas derbów tego miasta, które tylko końcowym kwadransem były lepsze(i to na korzyć Aston Villi) od tych ze środy. Cóż, jeśli Carr będzie równie nieustępliwy, a napastnikom gości dopisze więcej szczęścia, mogą powalczyć o dobry wynik na CoMS. Mancini pewnie dokona drobnych korekt w wyjściowym składzie, być może zobaczymy od pierwszej minuty Kolarowa, nie zaskoczą mnie również Adebayor, Richards i Johnson. Po satysfakcjonujących rezultatach z WBA i United oczekuję pójścia za ciosem i trzech punktów jutro. Koniecznie!

poniedziałek, 02 listopada 2009
mcfcWczoraj Manchester City zremisował 0:0 z Birmingham City. To już czwarty mecz zakończony podziałem punktów. Czyżby City jednak nie miało się przebić do pierwszej szóstki Premier League? Po ostatnim wpisie na temat Górnika chyba popadam w jakiś pesymistyczny nastrój...