Wpisy z tagiem: arsenal
wtorek, 19 lipca 2011
Z wielką radością i ulgą przyjąłem wieści o nowej roli Patricka Vieiry w Manchesterze City. Jeszcze tygodnie temu istniała realna obawa, iż Francuz wybierze grę za oceanem, albo zatrudni go Arsene Wenger, nie było zaś jasnych sygnałów, iż klub(Mancini?) chce Francuza u siebie zatrzymać i dalej korzystać z jego usług. Na szczęście podjęto decyzję najlepszą z możliwych i tak Mistrz Świata i Europy, wielokrotny Mistrz Anglii, legenda Arsenalu zakończył swoją przygodę na boisku na Eastlands i to w glorii chwały – wszak w maju Pat cieszył się z awansu zespołu do Ligi Mistrzów oraz ze zwycięstwa w Pucharze Anglii. Gra Vieiry w City, relatywnie krótka, prawdopodobnie nie odcisnęła tak wielkiego piętna na zespole jak sama jego osobowość poza murawą. W końcu po to Mancini sięgnął po Vieirę już na początku stycznia 2010 roku, czyniąc go pierwszym swoim autorskim wzmocnieniem City. Jednak do końca sezonu nie byłem zadowolony z tego transferu – Vieira na boisku był ociężały, łatwy do ominięcia, a do tego zaczął z miesięczną obsuwą w skutek kontuzji i zawieszenia po głupim faulu. Źle to wyglądało. Dobrym podsumowaniem formy Pata był mecz z Wigan(3:0), gdy miał kłopoty z kilkumetrowymi podaniami. Malująca się wówczas na twarzy Francuza frustracja mówiła jasno, że kariery piłkarskiej w ten sposób dalej uciągnąć się nie da. Ale Mancini był uparty i umowę na kolejny rok przedłużył. I trzeba powiedzieć, że była to jedna z mądrzejszych decyzji, jakie Włochowi zdarzyło się na Eastlands podjąć. Nie mogłem jednak wtedy dostrzec w tym sensu – Vieira pobierał sporo pieniędzy, co w porównaniu z jakością na boisku nie było specjalnie uzasadnione. Najważniejsze jednak działo się poza dniem meczowym i kamerami – podczas treningów, kiedy to Patrick zajął się Richardsem, którego kariera po sezonie 09/10 była na ostrym zakręcie. Nieśmiało mówiło się wówczas o prawdopodobnym wytransferowaniu Micah z City, co nie wywołało jakiegoś szczególnie wielkiego oburzenia, gdyż swoimi występami nikogo nie oczarował. Młodemu obrońcy, zdaniem Roberto, przede wszystkim miało brakować koncentracji, nie talentu i obiecał to zmienić, także poprzez zbawienny wpływ bardziej doświadczonego Pata. Wspólna praca zaowocowała – wielokrotnie piałem z zachwytu nad nowym Richardsem, może jeszcze niedopasowanym tak perfekcyjnie do nowej taktyki Manciniego, ale walczącym, zaangażowanym i znów pukającym do drzwi reprezentacji. Coś drgnęło i dziś nie wyobrażamy sobie, aby Richards miał kiedykolwiek przywdziać inny kolor niż błękit. Odrębnym „podopiecznym” Vieiry był Balotelli. Co zrozumiałe, nie będę tu uskuteczniał tezy, iż Pat okiełznał Super Mario, bo to w tak krótkiej perspektywie i wobec charakteru Włocha wydaje się niemożliwe. Trudno przecież sobie wyobrazić, aby starszy o kilkanaście lat piłkarz uganiał się za młokosem źle parkującym swoje Maserati czy rozdającym pieniądze bezdomnym. Pewnego wpływu odmówić jednak nie można, skoro sam Mario jasno dał do zrozumienia, że Pata się słucha i darzy go estymą(nie, nie użył tego słowa;)), podobnie jak Manciniego. Tak sobie myślę, że ostatni mecz Mario w sezonie, finał FA Cup zakończony tytułem MotM za niezwykle zespołowy występ, coś jednak o efekcie relacji pomiędzy Balotellim a Vieirą mówi. Tajemnicą pozostaje, co konkretnie Francuz młodym przekazuje – mentalność zwycięzcy? Profesjonalne podejście do swoich obowiązków? Nakierowanie na drużynę? A może po prostu odrobinę zdrowego rozsądku w tym zwariowanym piłkarskim świecie ;-) Rozsądek, który zresztą przydał się nie tylko Balotellemu, ale i całej drużynie, choćby w starciu z Tottenhamem na CoMS – wtedy wejścia Francuza uspokoiło grę(widać to w przewadze podań gości, zniwelowanej po zmianie) i pozwoliło przed finałem Pucharu Anglii zapewnić eliminację Ligi Mistrzów. A czy zdobylibyśmy to cholerne trofeum bez goli Viery w nieprzyjemnym powtórzonym spotkaniu z Notts County? Z powyższych powodów byłem przekonany, iż galopujący status Vieiry przyczyni się do zatrudnienia go bliżej pierwszego zespołu. A tak został Football Development Executive. Funkcja ta ma ścisły związek z programem City in community, jedną z ważniejszych aktywności klubu poza sprawami stricte sportowymi. Pat ma być kimś w rodzaju ambasadora klubu i pomagać przy tworzeniu Etihad Campus, a także będzie współpracował z zespołem rezerw i trenerem Andym Welshem. Mistrz Świata już rozpoczął swoje obowiązki obecnością na pierwszym przedsezonowym spotkaniu EDS. Bardzo podoba mi się próba zrobienia z Vieiry twarzy wielkiego projektu, jakim jest Manchester City. Gdyż fakt, ze ktoś tak niezwykle doświadczony zgodził się odegrać ważną rolę w klubie, to zaszczyt i, powtórzę się, powód wielkiej radości. Nie ma co owijać w bawełnę – dzięki ludziom jego pokroju sukces jest przeznaczeniem The Citizens. Niniejszym tekstem wracam po dłuższej nieobecności na bloga. Uwierzcie mi, te kilka tygodni bez wysłanej notki było nie do zniesienia. Od teraz powinno być lepiej ;-)
czwartek, 04 listopada 2010
W nocy z wtorku na środę przyśnił mi się wynik wyjazdu City do Poznania. Między penetrowaniem egipskich ruin w stylu Indiany Jonesa mignął mi dwukrotnie nagłówek jakiegoś serwisu piłkarskiego: 3:0 dla Lecha za pierwszym razem, 2:0 za drugim. Nawet strzelców zapamiętałem(Peszko i jakiś fantastyczny Pogrzebacz) i wielki wstyd, który mi się udzielił po przeczytaniu szokujących wieści. Rano jednak nie pobiegłem bez śniadania do buka, aby zainspirowany snem postawić cały majątek na gospodarzy, ale… skoro sny są w jakimś stopniu odzwierciedleniem pracy naszego mózgu, czy z całą pewnością mogę powiedzieć, iż nie mam obaw związanych z czwartą kolejką Ligi Europejskiej? Sytuacja wszak w Manchesterze po dwóch porażkach w lidzie nie jest najszczęśliwsza. Niejasne roszady w defensywie po czerwonej kartce dla Boyaty podczas spotkania z Arsenalem miały naturalnie mniejszą wagę, acz o nich nie zapominam – bardziej liczył się fakt, iż Roberto Mancini mimo osłabienia chciał na CoMS osiągnąć dobry wynik. Że drużyna Wengera, świetnie dysponowana(zwłaszcza Fabiański zasłużył na pochwałę i powolne odmulanie swojego wizerunku), podań wymieniła dwukrotnie więcej i zwyczajnie panowała na boisku? To tez przeszło bez echa, bo Kanonierzy wykorzystali przewagę tak jak należało to uczynić. Odwaga Roberto bez wątpienia była jakąś osłodą i tak bolesnej porażki. Ale tydzień później zbyt wielu dobrych słów pod adresem Włocha powiedzieć nie mogliśmy. W tle na dodatek wciąż brzmiało echo kilku wydarzeń: kontuzja Teveza i przedłużający się jego pobyt w ojczyźnie, pijacka impreza z udziałem Barry’ego, Givena, Adama Johnsona(mecz z Wilkami zaczął na ławce) i Joe Harta, oraz kolejne plotki na temat niesnasków wewnątrz drużyny, a także pomiędzy menadżerem a zawodnikami. Działo się mówiąc jednym słowem. Porażka na Molineux jeszcze wyżej podbiła zamieszanie wokół The Citizens. Cieszy mnie jedynie, że doszło do jasnych deklaracji w sprawie rzekomych konfliktów – patrz słowa Milnera na konferencji przedmeczowej, część wypowiedzi Yayi Toure, czy wywiad Adebayora dla oficjalnej strony klubu. No i Gareth za melanż przeprosił. Pozornie wszystko znowu na swoim miejscu, ale i tak mam wątpliwości. Mam je także z tego powodu, iż z Wilkami nie przegrali tylko piłkarze, ale w równym stopniu szkoleniowiec. Decyzje przezeń podejmowane w trakcie niedzielnego meczu wydają się cokolwiek dziwaczne. Skąd pomysł, aby całe spotkanie trzymać na boisku Balotelliego, który ledwie powrócił po długiej kontuzji? Nie ma wątpliwości, iż lepiej na trudy walki o korzystny wynik był przygotowany Adebayor, a mimo to Togijczyk musiał opuścić boisko. Nie rozumiem także sensu w zmianach pokroju – najpierw wprowadzamy ofensywnego zawodnika za defensywnego(Johnson za Barry’ego), aby niecałe 10 minut później dokonać odwrotnej roszady(Zabaleta za Ade), a na koniec dołożyć jeszcze Jo. Zresztą, że nie zadziałało to należycie, o tym jasno świadczy wynik. Wilki wygrały dopiero drugie spotkanie w sezonie, ale i tak na tę chwilę tkwią w strefie spadkowej EPL. Jednocześnie, Arsenalowi i Chelsea udało się w końcówkach wyrwać zwycięstwa w swoich meczach, z WHU i Blackburn Rovers odpowiednio, mimo iż – zwłaszcza w przypadku mistrzów Anglii – rywale wcale nie byli gorsi. Natomiast Mancini nie zauważył, skąd płynie największe zagrożenie ze strony Wolves i przez większość spotkania to gospodarze utrzymywali się przy piłce i prowadzili grę. Można spekulować, że gdyby mógł wystąpić wszędobylski de Jong, to pewnie Jarvis czy Milijas nie mieliby tak łatwego życia, jak z dającym się ogrywać Richardsem. Tłumaczyć to zespołu nie może – mistrzostwo w defensywie przeciw Chelsea nie ma prawa być epizodem w kampanii! Zabrakło reakcji menadżera(zaordynowanie konkretnej asekuracji) na wydarzenia boiskowe – co do tego jestem pewny. Wcześniej Mancini nie popełniał takich baboli i mam nadzieję, że ta wpadka z Wilkami wypadkiem przy pracy pozostanie. Szósty mecz z rzędu zeszliśmy z boiska ze straconymi bramkami na koncie. Początek tego sezonu był w tym względzie obiecujący - dopiero Sunderland(tj. w czwartym spotkaniu patrząc ogółem) strzelił nam gola, następnie seria niezłych wyników aż do meczu z Juventusem - od trzydziestego września Joe Hart co mecz wyciąga piłkę z siatki, w ramach fatalnej passy czynił to już 10 razy! Dopóki wyniki zespołu były dobre, nikt się tym zbytnio nie przejmował, jednak dwie ostatnie kolejki podkopały pewność, czy aby praca Manciniego zmierza w dobrym kierunku. Dziś, za mniej niż dwie godziny, Roberto musi zwyciężyć, aby uciszyć wszelkie spekulacje na temat swojej przyszłości w Manchesterze. Głupcy już chcą Włocha zwalniać... Jakiego pokroju jest to zadanie? Lech właśnie zmienił menadżera, mimo naprawdę niezłej, a patrząc na ostatnie wyniki, to mimo wręcz rewolucyjnie dobrej gry z Wisłą Kraków i pytań w przypadku tego ruchu władz z Poznania jest więcej, niż odpowiedzi. Ile Bakero może dać Lechowi w ciągu raptem kilku dni treningów z zawodnikami? Jedno jest pewne: mecz w Lidze Europy tradycyjnie da +50 do zaangażowania wszystkim zawodnikom, a przy pełnych i rozśpiewanych trybunach kto wie, co pokażą piłkarze Kolejorza. Spodziewam się znów emocji na najwyższym poziomie. No i co by sen się przypadkiem nie spełnił :) |
Zakładki:
Czytam, komentuję..
Angamoss![]() Błękitna strona miasta | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||