Wpisy z tagiem: Edin Dżeko
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Cztery pierwsze mecze Manchesteru City wywołały do tablicy kilka ciekawych tematów. Katastrofę w walce o Tarczę Wspólnoty na szczęście szybko zmazał debiut Sergio Aguero na inaugurację Premiership. Potem wizyta na Reebok Stadium - zapowiedź(wtedy jeszcze dość niejasna) wielkiej formy Edina Dżeko. Bośniak od starcia z United, a nawet i wcześniej, gdy graliśmy jeszcze z Interem w Dublinie, wyglądał jak zupełnie nowy piłkarz, transfer wręcz genialny. I stało się - w niedzielę huknął Tottenhamowi cztery gole, czym zamknął usta wszystkim niewierzącym w jego umiejętności na siedem spustów.
Co najlepsze, nie chodzi jedynie o bramki - Edin jest wszędzie. Gra napastnika na szpicy(wszechstronnego swoją drogą, skoro strzela obiema nogami i głową), a bardzo często cofa się po piłkę czy śmiga gdzieś na skrzydle. Początkowo wydawało mi się to nieco bez sensu - kiedy nasi zawodnicy nie lubią czasami włączać się do ofensywy, bez środkowego(wysokiego!) napastnika większość dośrodkowań traci sens. Tak było w zeszłym sezonie - w lidze przecież zdobyliśmy 4 gole 'z głowy', z czego trzy padły łupem Lescotta po stałych fragmentach gry. I sam Edin miał sporo kłopotów ze strzelaniem, gdyż niewiele piłek na poziomie było do niego adresowanych. Brakowało skrzydłowych/obrońców gotowych swoimi dośrodkowaniami siać popłoch w szeregach rywali – Kolarowowi z gry niewiele wychodziło, Adam Johnson ma w tym względzie pewne braki, a gole załatwiał w głównej mierze Tevez. Stąd przyjście Nasriego najpewniej okaże się ważniejsze niż mogłem przypuszczać, ponieważ początkowo byłem nieco sceptycznie nastawiony do transferu Francuza. Trzy asysty, 97% celnych podań skomentuję w typowy dla siebie sposób: jak dobrze się od czasu do czasu grubo pomylić. Oczywiście nie tylko Samir czy Edin zasługują na wielkie pochwały za niedzielę; znów w dużej mierze nasz sukces zależał od dwóch zawodników - Joe Harta, który zaliczył kilka pewnych interwencji, oraz ... Petera Croucha. Nie mogę się nadziwić, jak jeden piłkarz może odgrywać tak znaczącą rolę w starciach między City a Spurs - najpierw pokonał Fulopa na CoMS i dał ekipie z WHL Ligę Mistrzów, potem ją z niej wyrzucił czerwoną kartką z Realem Madryt, by w końcówce sezonu strzelić samobójczego gola i pozbawić swój klub szans na powtórkę z rozrywki. A wczoraj zmarnował wyborną okazję - było już 1:0 dla The Citizens, świetnie 'z fałsza' dośrodkował Bale, ale uderzenie głową Petera minął bramkę Harta o kilkadziesiąt centymetrów. Chwilę potem Dżeko podwyższył prowadzenie City i spotkanie zaczęło zmierzać w niebezpiecznym dla gospodarzy kierunku. Historia Croucha oddaje ligowe losy Kogutów - najpierw oba zespoły były dość blisko siebie i różnica punktowa na koniec sezonu 08/09 była niewielka, teraz Manchester City dał jasno do zrozumienia, iż walczy o mistrza, Tottenhamowi została zaś nadzieja na 4. miejsce.
Powiedzmy sobie wprost - taka jest siła pieniądza w piłce. Jesteśmy ambitni i możemy utrzymać bardzo mocny personalnie zespół, zapewnić piłkarzom wysokie uposażenia oraz rywalizację o najwyższe cele. Harry Redknapp musi zaś zmierzyć się z problemami kadrowymi - a to ławka za krótka i na miejsce licznych kontuzjowanych nie ma klasowych następców, a to najlepszy rozgrywający chce odejść do Chelsea i ma "problemy z głową". Zresztą, sytuacja w której Samir Nasri wybiera City, gdyż uważa nasz klub za ambitniejszy od Arsenalu Wengera(celowo podkreślam Wengerowskość Arsenalu) jest jednoznaczna. I nie krzyczcie, że chodzi tylko o pieniądze, bo zdaje się, że 8:2 coś o klubie z Islington, czy ogólnie - o zmianie sił w angielskim futbolu mówi. Na jak długo, tego nie wie nikt. Póki co cieszmy się piłkarzami, których przyszło nam oglądać. Trio Nasri-Aguero-Silva zrozumiało się niemal natychmiast, mimo rzadko stosowanego przez Manciniego 'starego' 4-2-4(tu analiza Zonal Marking), i dało nam wysoką(w pewnym sensie zupełnie nową) jakość w rozegraniu, której środkowa linia Kogutów nie była w stanie się oprzeć. I to jest bardzo dobry prognostyk na przyszłość, nie wspominając o tym, że mamy na ławce jeszcze Milnera, Teveza(!), Balotellego czy Johnsona. No i Yayę Toure, który w niedzielę więcej bronił, ale popełnił właściwie jeden jedyny błąd, dość irytujący - olał zupełnie piłkę z rzutu rożnego, dzięki czemu Kaboul dał gola honorowego gospodarzom(wściekłość Manciniego jak najbardziej na miejscu!). A przecież brakuje nam de Jonga, bez niego nie wyobrażałem sobie zwycięstw z rywalami z wyższej półki a tu proszę, da się. Łatwo ulec inauguracyjnej euforii i zapomnieć, iż sezon to jednak więcej niż pierwszy trzy spotkania, ale nie zmienia to faktu, iż druga faza projektu naprawdę weszła w życie - pokazujemy wielką klasę i z rozbudzonymi nadziejami patrzymy w przyszłość. Czas na [wrr] przerwę reprezentacyjną, po której wrócimy do gry na Etihad Stadium z Wigan, aby 4 dni później wystartować, co ja mówię, zadebiutować w wymarzonej Lidze Mistrzów. Cudownie.
środa, 27 kwietnia 2011
Przed meczem na Ewood Park statystyczne zderzenie obu klubów wskazywało na czysty remis - Blackburn bez trzech punktów od grudnia, The Citizens bez zwycięstwa na stadionie gości w 2011 roku. Jedni walczą o utrzymanie, drudzy o Ligę Mistrzów. Obie ekipy po meczach swoich bezpośrednich rywali chciały skorzystać z okazji, aby nieco im uciec. W tle majaczyła historia - szaleństwo po awansie do elity w 2000 roku, czy uratowany w ostatnich minutach remis 2:2 w grudniu 2008. I choć byliśmy zdecydowanym faworytem, spotkania z Rovers do spacerków nie należało. Owszem, pierwsze poł godziny to wręcz koncertowa gra(do tej pory nie wiem, jak ten strzał Silvy wyleciał z okienka), siedliśmy na przeciwniku prawidłowo, piłka sunęła nieomal z barcelońską manierą(224 celnych podań w ciągu pół godziny i 237 w przeciągu następnej godziny) , lecz skuteczność przypominała raczej pierwszą połową w finale Pucharu Króla. A co gorsza, gospodarze po pierwszym szoku ocknęli się, zwarli szyki, podwyższyli linię obrony i wzięli się do przejmowania inicjatywy. Z groźnymi Benjanim i Robertsem, a także Solem Bambą zrobili drużynie Manciniego dobry sprawdzian przed finałem FA Cup ze Stoke City. Dwóch wysokich napastników psrawiło, iż obaj środkowi obrońcy, którym przeznaczone jest grać razem do końca sezonu, musieli się mieć na baczności. Upiekło się nam przy faulu Kompany'ego, tam Marriner miał przesłanki, aby karnego podyktować. W jakimś sensie 'odkupił' swoją winę, nie pokazując zawodnikowi Rovers żółtej kartki za nadepnięcie Zabalety. Argentyńczyk to ma pecha, najpierw brutalny faul Scholesa, teraz to... jednak pokazuje wielki charakter, mimo drobnych urazów i pewnie gdzieś siedzących w głowach obawach o życie i zdrowie swojego ojca. Muszę cofnąć to, co sam o Pablo sądziłem przed sezonem - widziałem go na liście transferowej, a tu sprawił mi wielką radość i niespodziankę. Gorzej z oceną drugiej połowy w wykonaniu Błękitnych. Tu o radości i miłych niespodziankach można było zapomnieć - w ich miejsce pojawiły się wstyd i przerażenie. Nie umieliśmy przez 20 minut wyjść z własnej połowy na dłużej niż minutę. Nagle każde podanie około 50 metra niecelne, ruchu z przodu mniej niż przy zerze bezwzględnym, obrońcy zaś faulowali rywali na potęgę, a Christopherowi Sambie w to graj. było naprawdę gorąco. Mancini nagle ucina prawe skrzydło - słabnącego(i trochę aroganckiego) Johnsona zmienia Edin Dżeko. Jak chcesz grać Roberto? Pracujący solidnie Balotelli cofnięty za Bośniakiem, co sprawia, że atak zrobi się węższy(bądź częściej zapraszani do niego będą boczni obrońcy), a tu o stratę i groźną kontrę jeszcze łatwiej.
Ale na boisku pojawił się Edin. Ten, który w lidze gola jeszcze nie strzelił, choć jego debiutancki gol w FA Cup miał przeogromne znaczenie(remis z Notts), jest pod wielką presją. Wystarczy mu jednak trzy minuty, aby puścić poprzednie 500 z groszami w niepamięć. Jak to się mówi - najpiękniejszy gol w jego karierze to nie był, ale z pewnością jeden z ważniejszych. Dżeko nie przestał się uśmiechać aż do pomeczowego wywiadu, przełamanie na tym etapie może się okazać równie istotnie jak w przypadku np. Torresa. Od przyjścia Bośniaka słusznie podkreślano, iż jest to dopiero przymiarka do Premiership(w przeciwieństwie do wspomnianego Hiszpana) i ewentualnymi niepowodzeniami nie należy się przejmować. Mancini wsparł zawodnika i to się opłaciło - facet z takimi umiejętnościami i osiągnięciami gole zdobywać będzie, ale potrzebuje na to czasu. Czyżby eksplodował w idealnym momencie? Jeśli potwierdzi swoją skuteczność w starciu z Młotami to kto wie, czy Roberto go nie wystawi na szpicy ataku 14 maja? Wyboru wielkiego mieć nie będzie. Z doniesień prasowych wynika, że Tevez nie wykuruje się na tyle, aby odegrać znaczącą rolę w finale, o wcześniejszych meczach ligowych nie wspominając. W ogóle jego pozycja, zarówno kapitana jak i czołowego napastnika, została zachwiana. Czytamy o rzekomym transferze do Interu - żadna niespodzianka, po uspokojeniu sytuacji w grudniu byłem przekonany, że to tylko odwlekanie sprawy do lata, ale Włochy? Poza tym, jego forma fizyczna(zmęczenie sezonem?) i strzelecka pozostawiała nieco do życzenia. Nie jestem zwolennikiem odstawiania Carlito na boczny tor, ale skoro potrafimy wygrywać bez niego, to pewne wątpliwości się rodzą. Nieszczęśliwego i tak nie ma sensu trzymać w klubie... pożyjemy, zobaczymy. Mimo wielu zastrzeżeń do prezencji The Citizens w poniedziałek nie mamy prawa narzekać, gdyż wygranych po ciężkim boju i przewadze przeciwnika nie zaliczyliśmy w tym sezonie za wiele. Innymi słowy - brakowało ich. Choć generalnie nie zgadzam się z powiedzeniem, iż zwycięzców się nie sądzi, to tym razem przymknę oko i spokojnie wyczekuję przyjazdu na CoMS kolejnego kandydata do spadku - West Hamu United. Tottenham jedzie na Stamford Bridge. Siedem punktów przewagi po weekendzie? Perfekcyjna pozycja do wyjazdu na Everton i Champions League decidera z Kogutami właśnie. Miejmy się jednak na baczności. Liga Mistrzów, choć blisko, jeszcze nie została osiągnięta.
piątek, 14 stycznia 2011
Zaciąg z Bundesligi trwa w najlepsze. Po de Jongu i Kompanym na Eastlands trafił tym razem zawodnik ofensywny - Edin Dżeko, który swoje najbliższe urodziny(25.) przeżyje już w Manchesterze. Ale nim wybiegnę w przyszłość nowej 'dziesiątki' City, cofnę się o 19 lat, do kwietnia 1992. Mały Edin miesiąc wcześniej skończył sześć lat i chyba nie był przygotowany na zbliżające się wydarzenia. Gdy Bośniacy opowiedzieli się za swoim własnym państwem, w życie Dżeko wdarła się wojna – wszak urodził się i wychowywał w Sarajewie, które przez niecałe cztery lata było trawione przez skutki oblężenia przez armię Jugosławii. Bomby i pociski moździerzowe uczyniły z domu przyszłego piłkarza zgliszcza, musiał więc mieszkać u dziadków z kilkunastoma członkami rodziny na powierzchni 35 metrów kwadratowych… a ja w tym samym czasie nie chciałem spać u swojej babci, mając do dyspozycji w niebywale spokojniejszych okolicznościach mieszkanie dwukrotnie większe… Zastanawia mnie, jak wojenne przeżycia wpłynęły na charakter Edina. Przecież kariery nie zaczynał w warunkach idealnych – uważany za kloca i spisany na straty trafił z rodzinnego miasta do Teplic za śmieszne 25 tysięcy euro, w Czechach zaś cudów nie osiągał, mimo to wypatrzył go odpowiedni człowiek – Felix Magach. Transfer do Wolfsburga okazał się strzałem w dziesiątkę – 86 goli w 135 spotkaniach nie mówi wszystkiego, ale znaczy bardzo wiele. Nie śledzę Bundesligi jakoś szczególnie, ale mistrzostwa z roku 2009 nie zapomnę. I tego magicznego trio – Dżeko, Grafite i Misimović, które zmiotło konkurencję w genialnym stylu, wystarczy wspomnieć ostatnią kolejkę ligi i pogrom 5:1 nad Werderem Brema. A potem dwie bramki przeciw United w Lidze Mistrzów. Już można snuć marzenia, jak Dżeko podwaja tę zdobycz na Old Trafford.
Dżeko jest klasowym piłkarzem – ambitnym, obunożnym, wysokim i co ciekawe, dobrze mówiącym po angielsku(nawet lepiej niż Mancini). Jednak sukces na Eastlands nie przyjdzie natychmiast - większość analizujących jego styl gry podkreśla, iż Roberto najprawdopodobniej będzie musiał nieco przestawić swoją taktykę tak, aby Edin mógł pokazać się z najlepszej strony. Pod McClarenem i jego 4-2-3-1 Dżeko jako samotny napastnik nie sprawdzał się, a zespół notował gorsze wyniki. Nie wiem co dokładnie planuje Mancini, być może częściej będzie grać 4-4-2 i rotować defensywnych pomocników, z Johnsonem, Silvą, Balotellim bądź Milnerem na skrzydłach i Tevezem z Dżeko w ataku, albo też ustawienia nie zmieni i 4-2-3-1 z Silvą i Carlito za Bośniakiem na przykład. W każdym razie możliwości będzie więcej, a że Super Mario wypadł na miesiąc, to Edin będzie miał sporo okazji, aby zaprezentować się błękitnej publiczności. Zresztą wydaje się, że paradoksalnie trafił do domu, skoro w młodości określano negatywnie jego posturę mianem angielskiej. No, czas najwyższy pokazać, że coś w tym jest. Dobrego.
Liczę na debiut, choćby kilkunastominutowy, jutro przeciwko Wilkom. Samemu Edinowi wypada życzyć omijania klubowych lekarzy szerokim łukiem, no i żeby nie podzielił losu poprzednika z 10 na plecach. A także – cierpliwości w budowaniu swojej marki na Wyspach. O jego podejście do gry nie mam najmniejszych obaw. Dla wychowanego w czasie wojny batalie na boiskach Premiership nie powinny wydawać się takie przerażające. |
Zakładki:
Czytam, komentuję..
Angamoss![]() Błękitna strona miasta | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||