Wpisy z tagiem: Blackburn Rovers

środa, 27 kwietnia 2011

Przed meczem na Ewood Park statystyczne zderzenie obu klubów wskazywało na czysty remis - Blackburn bez trzech punktów od grudnia, The Citizens bez zwycięstwa na stadionie gości w 2011 roku. Jedni walczą o utrzymanie, drudzy o Ligę Mistrzów. Obie ekipy po meczach swoich bezpośrednich rywali chciały skorzystać z okazji, aby nieco im uciec. W tle majaczyła historia - szaleństwo po awansie do elity w 2000 roku, czy uratowany w ostatnich minutach remis 2:2 w grudniu 2008.

I choć byliśmy zdecydowanym faworytem, spotkania z Rovers do spacerków nie należało. Owszem, pierwsze poł godziny to wręcz koncertowa gra(do tej pory nie wiem, jak ten strzał Silvy wyleciał z okienka), siedliśmy na przeciwniku prawidłowo, piłka sunęła nieomal z barcelońską manierą(224 celnych podań w ciągu pół godziny i 237 w przeciągu następnej godziny) , lecz skuteczność przypominała raczej pierwszą połową w finale Pucharu Króla. A co gorsza, gospodarze po pierwszym szoku ocknęli się, zwarli szyki, podwyższyli linię obrony i wzięli się do przejmowania inicjatywy. Z groźnymi Benjanim i Robertsem, a także Solem Bambą zrobili drużynie Manciniego dobry sprawdzian przed finałem FA Cup ze Stoke City. Dwóch wysokich napastników psrawiło, iż obaj środkowi obrońcy, którym przeznaczone jest grać razem do końca sezonu, musieli się mieć na baczności. Upiekło się nam przy faulu Kompany'ego, tam Marriner miał przesłanki, aby karnego podyktować. W jakimś sensie 'odkupił' swoją winę, nie pokazując zawodnikowi Rovers żółtej kartki za nadepnięcie Zabalety. Argentyńczyk to ma pecha, najpierw brutalny faul Scholesa, teraz to... jednak pokazuje wielki charakter, mimo drobnych urazów i pewnie gdzieś siedzących w głowach obawach o życie i zdrowie swojego ojca. Muszę cofnąć to, co sam o Pablo sądziłem przed sezonem - widziałem go na liście transferowej, a tu sprawił mi wielką radość i niespodziankę.

Gorzej z oceną drugiej połowy w wykonaniu Błękitnych. Tu o radości i miłych niespodziankach można było zapomnieć - w ich miejsce pojawiły się wstyd i przerażenie. Nie umieliśmy przez 20 minut wyjść z własnej połowy na dłużej niż minutę. Nagle każde podanie około 50 metra niecelne, ruchu z przodu mniej niż przy zerze bezwzględnym, obrońcy zaś faulowali rywali na potęgę, a Christopherowi Sambie w to graj. było naprawdę gorąco. Mancini nagle ucina prawe skrzydło - słabnącego(i trochę aroganckiego) Johnsona zmienia Edin Dżeko. Jak chcesz grać Roberto? Pracujący solidnie Balotelli cofnięty za Bośniakiem, co sprawia, że atak zrobi się węższy(bądź częściej zapraszani do niego będą boczni obrońcy), a tu o stratę i groźną kontrę jeszcze łatwiej.

Edin Dżeko

Ale na boisku pojawił się Edin. Ten, który w lidze gola jeszcze nie strzelił, choć jego debiutancki gol w FA Cup miał przeogromne znaczenie(remis z Notts), jest pod wielką presją. Wystarczy mu jednak trzy minuty, aby puścić poprzednie 500 z groszami w niepamięć. Jak to się mówi - najpiękniejszy gol w jego karierze to nie był, ale z pewnością jeden z ważniejszych. Dżeko nie przestał się uśmiechać aż do pomeczowego wywiadu, przełamanie na tym etapie może się okazać równie istotnie jak w przypadku np. Torresa. Od przyjścia Bośniaka słusznie podkreślano, iż jest to dopiero przymiarka do Premiership(w przeciwieństwie do wspomnianego Hiszpana) i ewentualnymi niepowodzeniami nie należy się przejmować. Mancini wsparł zawodnika i to się opłaciło - facet z takimi umiejętnościami i osiągnięciami gole zdobywać będzie, ale potrzebuje na to czasu. Czyżby eksplodował w idealnym momencie? Jeśli potwierdzi swoją skuteczność w starciu z Młotami to kto wie, czy Roberto go nie wystawi na szpicy ataku 14 maja?

Wyboru wielkiego mieć nie będzie. Z doniesień prasowych wynika, że Tevez nie wykuruje się na tyle, aby odegrać znaczącą rolę w finale, o wcześniejszych meczach ligowych nie wspominając. W ogóle jego pozycja, zarówno kapitana jak i czołowego napastnika, została zachwiana. Czytamy o rzekomym transferze do Interu - żadna niespodzianka, po uspokojeniu sytuacji w grudniu byłem przekonany, że to tylko odwlekanie sprawy do lata, ale Włochy? Poza tym, jego forma fizyczna(zmęczenie sezonem?) i strzelecka pozostawiała nieco do życzenia. Nie jestem zwolennikiem odstawiania Carlito na boczny tor, ale skoro potrafimy wygrywać bez niego, to pewne wątpliwości się rodzą. Nieszczęśliwego i tak nie ma sensu trzymać w klubie... pożyjemy, zobaczymy.

Mimo wielu zastrzeżeń do prezencji The Citizens w poniedziałek nie mamy prawa narzekać, gdyż wygranych po ciężkim boju i przewadze przeciwnika nie zaliczyliśmy w tym sezonie za wiele. Innymi słowy - brakowało ich. Choć generalnie nie zgadzam się z powiedzeniem, iż zwycięzców się nie sądzi, to tym razem przymknę oko i spokojnie wyczekuję przyjazdu na CoMS kolejnego kandydata do spadku - West Hamu United. Tottenham jedzie na Stamford Bridge. Siedem punktów przewagi po weekendzie? Perfekcyjna pozycja do wyjazdu na Everton i Champions League decidera z Kogutami właśnie. Miejmy się jednak na baczności. Liga Mistrzów, choć blisko, jeszcze nie została osiągnięta.

sobota, 11 września 2010

Odwiecznym prawem fortuny jest zabrać to, co się uprzednio łaskawie dało – obyś się za to smażyła w piekle, cholero – absolutny numer jeden w bramce reprezentacji Anglii do spółki z doświadczonym ligowym obrońcą popełniają najgłupszy z możliwych błędów w obronie, zwyczajnie zapominając języka w gębie. Co Hart myślał wychodząc przed pole karne i walcząc o piłkę z Kaliniciem i Toure, nie mam pojęcia. Dlaczego Kolo przepuścił futbolówką prezentując ją wyżej wspomnianemu napastnikowi gości, też pozostanie zagadką nierozwiązaną. Joe krzyknął „moja”? Kalinić wywołał złudzenie optyczne i omamił obu piłkarzy City? Poziom frajerstwa tej bramki dorównuje dzisiejszy wyczyn zespołu Gumożuja pt. „Jak w końcówce dać sobie wbić dwa gole i zremisować wygrany mecz”. Pocieszenie to jednak małe(acz smakowite), bo The Citizens swoje spotkanie z przeciętnym Blackburn wygrać powinni bez problemu.

Kolo i Joe

W styczniu tego roku nie mieliśmy z tym kłopotu – hat-tricka ustrzelił Tevez, pięknego gola po rajdzie dołożył Richards, a Rovers nie mieli nic do powiedzenia. Swoją drogą, wtedy trzy asysty zaliczył Benjani, który dziś całe spotkanie przesiedział na ławce gości właśnie. Do dziś nie rozumiem, dlaczego Roberto Mancini zdecydował się pozbyć napastnika z Afryki, a pozostawić drewnianego Santa Cruza.

A skoro o włoskim menadżerze mowa, to coś musiało pójść nie tak w przerwie meczu. Owszem, udało się wyrównać, ale to zdecydowanie za mało. Team Big Sama nie pokazał nic specjalnego, daleko byli od dyspozycji, którą widziałem podczas pierwszej połowy ich rywalizacji z Arsenalem. Wtedy grali szybko, kombinacyjnie i zasługiwali na prowadzenie. Na CoMS mogli ograniczyć się do rozbijania ataków The Citizens, dostali wszak bramkę w prezencie, a takich okazji marnować nie wypada.

Mundialowe 4-2-3-1

Mancini dał odpocząć de Jongowi(lekka kontuzja) i Barry’emu(Holender w ogóle się na boisku nie pokazał, Gareth wszedł w 66. minucie i przyznam, że wyglądał nieźle), w bramce postawił na wspomnianego już Harta, w obronie Richards, nieszczęsny Kolo Toure, Kompany(odkuł się po nieudanej przerwie reprezentacyjnej), Lescott(nie jest lewym obrońcą, a grać tam musi…). Przed nimi Vieira(poza golem niczego szczególnego nie pokazał)i Yaya Toure(prawie skopiował wyczyn brata za lekko podając do Harta). W formacji ofensywnej tercet Milner, Johnson(pod koniec zastąpiony przez Silvę, Anglik podobnie jak w reprezentacji bardzo aktywny), SWP(Jo zmienił go w 57. minucie, ale Brazylijczyk był niewidoczny) i wszędobylski Tevez, który znów zaliczył słaby mecz pod względem skuteczności.

Tyle jeśli chodzi o personalia, w temacie drużynowym do głowy przychodzą mi pejoratywne przymiotniki: wolni, nieskuteczni, niezorganizowani, a także: brak pomysłu na grę w ataku, mimo iż zadowolony z wyniku rywal pozwalał nam grać. Szkoda zmarnowanej przewagi. Wykonaliśmy aż 14 rzutów rożnych, oddaliśmy sporo celnych strzałów(14 z 20 prób!), realnych szans na gola trochę było, ale wynik mówi sam za siebie. Nie ma zgody na typical City, dość! Jak to jest, że wygrywamy z LFC, a potem nieco pechowo przegrywamy z Sunderlandem(ach, to pudło Teveza…), a dziś wyciągamy remis z drugą połówką tabeli? Nie mam zamiaru wyciągać żadnych daleko idących wniosków, na jakiekolwiek podważanie pozycji Manciniego jest za wcześnie. Teraz Roberto ma pole do popisu – zespół z pewnością psychicznie nie wygląda najlepiej po ostatnich wynikach, a tu już trzeba zacząć Ligę Europy i wrócić do walki o pierwszą czwórkę ligi, bez patrzenia na innych(acz remis Kogutów przyjąłem z zadowoleniem;)). Trzy następne spotkania – Salzburg w LE, Wigan w lidze i WBA w Carling Cup to bardzo istotne preludium przed meczem z absolutnym liderem ligi – Chelsea(dom). W tej fazie sezonu nie możemy pozwolić sobie na tak poważne wpadki i błędy, jakim dziś uraczyli Kolo i Joe, bo straty mogą się okazać niebezpiecznie zbyt wysokie, nawet za bardzo jak na klub wypełniony gwiazdami po sam sufit.

wtorek, 12 stycznia 2010
fm logobroversMożna strzelić osiem goli w grudniu i być na topie. Ale jak w styczniu zaraz po tym zdobywasz hat-tricka, to musisz się nazywać Carlos Tevez. Manchester City - Blackbrun Rovers 4:1(2:0).