Wpisy z tagiem: Dynamo Kijów

piątek, 18 marca 2011

LE

Koniec przygody Manchesteru City z Ligą Europy.

Sprawcą - Mario Balotelli, a pośrednio jego orędownik na Eastlands, Roberto Mancini.

Jednak jak sobie przypomnieć wyskok w stylu wschodnich sztuk walki w wykonaniu Nigela de Jonga i tylko żółta kartkę pokazaną przez Webba, to oceniając tą samą miarą, gracz Dynama powinien zostać co najmniej upomniany za symulowanie.

Mario powinien strzelić zaraz na początku spotkania. Tyle gadania po próżnicy, wstyd panie Balotelli. Choć pan to za mocne określenie. Dzieciaku chyba brzmi lepiej. Chciałbym usłyszeć jakiś jego komentarz, ocenę swojej postawy, może odrobinę samokrytycyzmu. Wtedy przez chwilę pomyślałbym, że ta czerwień nie poszła na marne i ten facet kiedyś dojrzeje. Łudzę się, prawda?

Wątpię też w zmianę postępowania Roberto. Jeśli pupil z Mediolanu usiądzie na ławce na dłużej, Mancini przyzna się niejako, że 1. sprowadzenie Włocha było niedorzeczne 2. zwłaszcza, że zajął on miejsce innego charakternego - Craiga Bellamy'ego. Z litości nie będę porównywał obu zawodników. Craig może i nie potrafił czasem się przymknąć i zaakceptować stanu rzeczy, lecz na boisku dawał z siebie tyleż co Tevez, z podobnym skutkiem śmiem powiedzieć, dzięki czemu natychmiast dorobił się i szacunku Eastlands, i krótkiej, acz treściwej przyśpiewki. Mancini ocenił jego przydatność inaczej. I dziś dogłębnie poczuł, że pieniądze za nie-tak-znowu-Super Mario to nie całość ceny, jaką przyjdzie zań zapłacić.

Mario sent off

Żeby zakończyć zarzuty pod adresem naszego Włoskiego menago, wyrażę swą wątpliwość co do jednej ze zmian. Nie jestem przekonany, iż Silva powienien schodzić(no chyba, że doznał drobnego urazu). Rozumiem, że wprowadzając Dżeko Mancini przyjął, że z rwanej gry David niczego nie wskrzesi, a wzrost i koordynacja Edina bardziej się przydadzą, czy to przy dalekich wrzutkach na aferę, czy przy stałych fragmentach. Ale to właśnie Silva mógł podać decydującą piłkę, której tak nam brakowało.

Podobać się mogła za to odpowiedź zespołu na osłabienie - natychmiastowy gol dający nadzieję na lepszą drugą połowę. Widziałem wczoraj więcej zaangażowania niż w dwóch ostatnich meczach ligowych razem wziętych. Miejscami dominowaliśmy jak w weekend z Reading. Jednak o wyniku czasami decydują milimetry, a nie grube miliony - gdyby Tevez dotknął piłkę po strzale Yayi Toure w 94. minucie prawdopodobnie zmyliłby Szowkowskiego tak jak przy strzale Kolarowa, kiedy takiego kontaktu nie było. Aż przypomina się świetne wideo z youtube pt Efekt motyla. W każdym razie zespół pokazał charakter i chciał awansować dalej mimo iż rozum jednego z nich został w szatni. Przynajmniej powiało optymizmem przed jakże ważną niedzielą.

Sporo dyskusji wywołały niektóre decyzje sędziowskie, rzekomo faworyzujące nurkujących kijowian. Nie lubię takiego podejścia do sprawy. Dynamo w dwumeczu grało mądrze, a jeśli sędzia za bardzo dostrzegał przewinienia City i Ukraincy to wykorzystywali - plus dla gości. Tłumaczenie się arbitrem nie jest moją ulubioną formą bronienia Manchesteru City. Przyczyn porażki w tej rywalizacji było wiele, a sędziowanie ustawiłbym na szarym końcu.

Cholernie cieszy powrót Adama Johnsona. Mancini wziął lekcje u Fergusona i Wengera z zasłon dymnych, bo nic nie wskazywało, żeby Adam miał się pojawić choćby na ławce, przewidywano jego powrót na Chelsea przecież. A tu wystąpił, dodał nieco świeżości zespołowi i tylko fakt, że nie jest jeszcze w formie nie pozwolił mu zadecydować o grze w większym stopniu(jak np. na Villa Park). Jeśli Mancini skreśli Balotellego, to AJ powinien wskoczyć w jego miejsce przynajmniej na 45 minut.

Nie zgadam się również z tymi, którzy zarzucają Manciniemu "zachowawczość" i wystawienie trzech defensywnych pomocników. Po pierwsze, najwyższy czas obalić mit, że gramy trzema DM. Yaya Toure jest ustawiany wyżej od de Jonga/Barry'ego i ma więcej zadań ofensywnych, startuje do kontr i tym podobne. Po drugie, w Kijowie Dynamo zdominowało środek pola i potrzebowaliśmy spokoju na tyłach, by móc konstruować ataki. I wcale nie huraganowe - Mancini chciał pokonać Siomina w partii szachów, a nie w biegu na "setkę", lecz plan wziął w łeb po czerwonej kartce. I to Dynamo zagra z Bragą w ćwierćfinale Ligi Europy.

Cele na obecny sezon stały się jasne: pierwsza czwórka i jeden puchar. Nie wiem, czy jesteśmy w stanie tego dokonać; w moim odczuciu wczoraj na Eastlands zobaczyliśmy zespół, który nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Stamford Bridge is calling

piątek, 11 marca 2011

Maraton meczów co trzy, cztery dni trwa od połowy lutego. Zdążyliśmy już odpaść z wyścigu o mistrza kraju, awansować trzy razy w pucharach, po czym znów wróciliśmy do walki(przynajmniej teoretycznie) o tytuł za sprawą Chelsea i Liverpoolu solidarnie golących United na swoich terenach. A przez ostatni tydzień karuzela nie zwolniła ani na moment. Po beznadziejnym remisie z Fulham The Citizens zagrali zupełnie inny mecz z Aston Villą i efektownie pokonali piłkarzy Houlliera 3:0. I do półfinałów na Wembley(to troszkę irytujące, że mówi się o Wembley już w kontekście 1/2) tylko krok zwący się Reading, choć radość z progresu zespołu przyćmiła głupota Kolo Toure. Do wznowienia Pucharu Anglii jeszcze długa droga - i to dosłownie, gdyż nasi zawodnicy będą dopiero wracać do Manchesteru porażce z Dynamem Kijów 0:2.

Kolo Toure

Co do wpadki Kolo - tak, uważam to za skrajną głupotę i nieodpowiedzialność piłkarza z Wybrzeża. Diet pills? No litości. Rzadko staję po stronie FIFA i jej przedstawicieli, jednak Jerome Valcke ma rację - piłkarz na takim poziomie nie ma prawa brać czegoś bez uprzedniej konsultacji z klubowymi lekarzami. W Internecie pojawiają głosy nawołujące do wspierania Kolo - osobiście wolę się wstrzymać od jednoznacznej oceny. Nie za bardzo widzi mi się wspieranie bezmyślności, która mnie smuci i szokuje. Medal ma jednak dwie strony - nieszczęście Toure jest jednocześnie drugim rozdaniem dla Joleona Lescotta, dotychczas solidnego, acz rezerwowego defensora. Jeśli Kolo nie ucieknie od odpowiedzialności(przeczucie mi podpowiada, że nie będzie to kara dłuższa niż 9 miesięcy), to Mancini z braku opcji przestanie eksperymentować z defensywą, co niepotrzebnie czynił w tym roku kalendarzowym(ani razu identyczna para stoperów – przed meczem z Dynamem - nie wystąpiła w dwóch meczach pod rząd, w sumie w 2011 roku Roberto desygnował 6 różnych zestawień, a to tylko dwie pozycje i 4 zawodników). Tak wymuszona stabilizacja powinna wyjść nam na dobre. I tak wiadomo, że dominującą postacią jest powracający po kontuzji Kompany. Grunt to wybrać dla niego odpowiedniego partnera. I tym kimś będzie Joleon. Oby tego nie schrzanił tak jak pewien pojedynek główkowy z piłkarzem bez formy...

Echo skandalu powoli ucichło i wróciliśmy do zmagań ligowych tylko po to, aby obejrzeć powtórkę z rozrywki - kolejny słaby mecz City na własnym stadionie. Wymęczone zwycięstwo równie dobrze mogło się zmienić w pozbawianą składu i ładu pogoń za wynikiem, tak jak tydzień wcześniej z drużyną Hughesa. Mancini mówi o zmęczeniu materiału, czy jednak zawodnikom aż tak bardzo nie chce się zdobywać trzech punktów i np. mieć 2:0 po godzinie gry? Wygrana wiszące na włosku mogła z łomotem spaść w każdej chwili – błąd sędziego, złe podanie, inwazja UFO, jednobramkowe prowadzenia to za mało, aby pozwalać sobie na niedokładność, odpuszczanie niektórych piłek, brak koncentracji i kontroli nad boiskowymi wydarzeniami. Bo przyjdzie takie Dynamo Kijów, zespół ambitny, grający u siebie i niesiony dopingiem wiernych kibiców, i pokaże nam brutalnie miejsce w szeregu. Zadyszka City? Mało powiedziane.

Dynamo Kijów

Nie wiem jak Mancini wyobrażał sobie stracie z zespołem Jurija Siomina. Klasą Dynamo przewyższa takie Wigan wielokrotnie, a nastawienie The Citizens pozostało bez zmian. Niedomagająca pomoc(gdzie byli Barry, Zabaleta i Yaya w pierwszej połowie nie wie nawet Roberto), nie rozumiejący się napastnicy… lista zastrzeżeń wzbogaciła się dziś o Harta, który ewidentnie zawalił gola Szewczenki. Przed City mission impossible: odrobić dwa gole, nie stracić przy tym żadnego, gdyż wtedy do awansu potrzeba będzie aż 4 trafień(przypomina się ćwierćfinał P.UEFA z HSV Hamburg, tam po porażce 1:3 w Niemczech Błękitni wygrali u siebie 2:1 po jednym z najlepszych spotkań w sezonie). Co raz częściej myślę o City jak o drużynie bez charakteru, z ogromnym potencjałem sportowym, ale bez piłkarskiej złości, ducha walki. Co z tego, że w drugich 45 minutach po boisku zawodnicy wreszcie zaczęli poruszać się i kopać tę cholerną futbolówkę na miarę swoich umiejętności? To w tym sporcie za mało; minimalizm Manciniego kompletnie się nie sprawdza, a taktyka – to taki mały pstryczek w nos opasłym dyskusjom na jej temat - bez poważnych wykonawców jest tylko zbiorem cyferek i umownych ustaleń, gdzie ktoś powinien się znajdować.

Czekam na prawdziwe City z kręgosłupem biegnącym od Kompany'ego przez de Jonga, Silvę, aż po Teveza. W kwietniu dojdzie Adam Johnson, formę utrzyma Micah Richards, więcej wymagać będziemy od Dżeko i Balotellego. Do końca sezonu pozostało minimum 11 spotkań. Liga Mistrzów priorytetem. Trofeum smakowitym dodatkiem. Ten statek jeszcze nie utonął, ale wzburzone morze nie pomaga ustabilizować kursu. Roberto Mancini musi wziąć stery mocno w swoje ręce, inaczej właściciele będą szukać nowego kapitana. To już nie jest przebąkiwanie w środku sezonu po porażce z Lechem w Poznaniu, lecz realna ewentualność. Której, jak kocham ten klub, chciałbym za wszelką cenę uniknąć.

Teraz Reading. Potem z Dynamem o honor(w awans, wybaczcie, nie wierzę specjalnie) i wreszcie z wciąż panującym mistrzem na Stamford Bridge. Test na teście testem pogania. Chciałoby się nie mieć w klubie bogatych szejków i nie odczuwać presji z każdym dotknięciem murawy. Na ten luksus, mimo milardów, wciąż nas nie stać :-)