Wpisy z tagiem: zapowiedź

sobota, 20 sierpnia 2011

Dwa punkty po trzech spotkaniach Ekstraklasy i styl w jakim zostały zdobyte nie nastrajają mnie pozytywnie do jutrzejszego starcia z Bełchatowem.

Sezon temu na pierwsze zwycięstwo nie musieliśmy czekać zbyt długo, bo do drugiej kolejki, kiedy pokonaliśmy Zagłębie w Lubinie 2:1. A z drużyną Brunatnych(6. kolejka) na Roosevelta po ciężkiej batalii uporaliśmy się w końcu 1:0 - fajne chwile, doping tuż przed rzutem rożnym wykonywanym przez Magierę osiągnął rzadko spotykany szczyt i "trzęsienie ziemi". Wówczas powodów do optymizmu było sporo - trzecie zwycięstwo z rzędu i szybko odsunięte widmo walki o utrzymanie od pierwszego spotkania. 

Obecnie tak pięknie nie jest i nie tylko dlatego, iż to runda numer cztery i "mamy czas".

O wspaniałym dopingu można zapomnieć. 3500 ludzi, czy dokładniej mówiąc ci przesiadujący na sektorach 'młynowych' nie będą w stanie dać takiego głosu, z jakiego Zabrze słynęło, gdy cały stadion był otwarty(można było ułatwić kibicom sprawę dopuszczając 'migrację międzysektorową', no ale cóż...). Od tej strony - tym razem będę na meczu obecny - spodziewam się rozczarowania i frustracji.

Boiskowe wydarzenia mogą te emocje jeszcze pogłębić. W przeciwieństwie do wielu nie byłem zadowolony ze stylu gry Górnika w Warszawie, nawet jeśli był to jakiś postęp w stosunku do meczu z Widzewem. Nawet największymi chęciami nie zwojujemy zbyt wiele jeśli nie zaczniemy stwarzać sensownych sytuacji podbramkowym, ale i to pół biedy. Gole sprawy nie rozwiązują - cholernie mnie martwi, iż nie potrafimy utrzymać korzystnego wyniku, a przecież dwukrotnie prowadziliśmy(Śląsk, Widzew) i raz remisowaliśmy(Legia) ze wskazaniem na drugą bramkę(podopieczni Skorży ten sam błąd - kiepski pierwszy kwadrans drugiej połowy - popełnili ze Spartakiem i ich pokarało). Czystego konta też nie potrafimy zachować, rywale zaś oddają sporo(54 z czego 18 celnych wg sport.pl) strzałów na naszą, na szczęście dobrze chronioną przez Skorupskiego bramkę. I wydaje się, iż na tę chwilę każda z pozycji wymagałaby wzmocnienia i na dodatek fizycznie nie jesteśmy w pełni sił. A wygrać w sobotę trzeba., gdyż porażka wywoła sporo nerwowości w klubie i w drużynie.

Co w składzie piszczy? Nadal bez Magiery i Gołębiewskiego(zadebiutuje w końcu Shriky?), wypadł także Olkowski, prawa strona będzie więc należeć do Thomika. Mimo słabych występów nie spodziewam się zmian w środku defensywy, tak jak w pozostałych formacjach. Ewentualnie znów zobaczymy Milika w środku ataku i Zahorskiego walczącego o górne piłki na lewym skrzydle. Oby daleko od pierwszej '11' trzymał się Gierczak, który dramatycznie obniżył loty i Nawałka powinien ogrywać Mączyńskiego, skoro był gracz Wisły i ŁKSu został sprowadzony na stałe. 

Starcie z bełchatowianami powinno dać nam odpowiedź w jakim miejscu jesteśmy. GKS to drużyna środka tabeli, ani słaba, ani gotowa włączyć się o 'pudło', personalnie także w okolicach ligowej średniej. Górnik zaś.. no własnie. Zaliczył poślizg i czeka na optymalną formę? A może utrata kluczowych piłkarzy okazała się zbyt bolesna i marzenia o wysokiej lokacie trzeba odłożyć na kilka(?) lat i skupić się na utrzymaniu?

Jeśli determinacja i zaangażowanie na boisku są naszymi największymi atutami w tym momencie, to niech w końcu doprowadzą do happy-endu i zainkasowania trzech punktów. Na przekór wszystkim przeciwnościom losu. Uda się? Będę wiedział około 15:30. 

niedziela, 14 sierpnia 2011

Swansea CityBeniaminkowie poprzedniego sezonu Premiership postawili wysoko poprzeczkę przed swoimi sukcesorami. Blackpool, mimo spadku, zapewniło widzom niesamowite emocje do ostatniej minuty i grad goli niemal w każdym spotkaniu, o samym oryginale Ianiu Holloway nie wspominając. Newcastle i West Brom zaś mocno namieszały i udowodniły, iż zmiana menadżera w połowie rozgrywek nie musi z automatu oznaczać wielkie kłopoty(abstrahując od tego, czy Chris Hughton zasługiwał na zwolnienie). Tegoroczni debiutanci zaczęli nieprzekonująco – QPR poniosło klęskę z Boltonem, a Norwich zremisowało z Wigan. Ostatni beniaminek, Swansea City, zagra jutro z ekipą Roberto Manciniego.

Tuż przed ogłoszeniem terminarza EPL chciałem, abyśmy zagrali właśnie z Łabędziami, ponieważ w ostatnich miesiącach Championship oglądałem kilka ich spotkań i życzyłem awansu wespół z Cardiff City(z powodu Bellersa naturalnie). Bluebirds dały się wyprzedzić Norwich, a podopiecznym Brendana Rodgersa po pokonaniu Nottingham i przekonującym zwycięstwie nad Reading udało się osiągnąć Ziemię Obiecaną. Nie będę się tu mądrzył na temat walijskiego klubu – jeśli interesuje was Swansea od strony historyczno- ekonomicznej, to mocno polecam świetne podsumowanie na Swiss Ramole Blogu tutaj.

Łabędzie pokazały na zapleczu Premiership sporo dobrego futbolu – szczególnie miło dla oka prezentowali się skrzydłowi: Nathan Dyer, postawą nieco przypominający Shauna Wrighta-Phillipsa, oraz niechciany w Chelsea Scott Sinclair. Wespół z kolejnym wyrzutkiem ze Stamford, Fabio Borinim, zrobili awans Swansea, ale na ich nieszczęście zdolny Włoch ten sezon rozpocznie w barwach AC Parmy. Następcą Boriniego może zostać Danny Graham, kupiony z Watford król strzelców npower Championship. Najsłabszym ogniwem Swans wydaje się obrona(plus nowy bramkarz, Michel Vorm z Utrechtu), ale jak to bywa w debiutach w najwyższej klasie rozgrywkowej – na dwoje babka wróżyła. Poza wspominanym Borinim i Pratleyem Swansea nie osłabili się. Transfery szału nie robią(warty wspomnienia jest jeszcze Wayne Routledge i Leroy Lita), ale Roberto Mancini nie ma prawa z tego powodu lekceważyć kogokolwiek. Po wpadce z United należy się nam porządny start sezonu.

Kogo zobaczymy na murawie Etihad Stadium? Nie spodziewam się zmian w stosunku do meczu o Tarczę Wspólnoty. Być może Kolarowa zastąpi Clichy, ale i tak powinniśmy zagrać ofensywniej, czyli bez Barry’ego i bliżej 4-1-4-1 niż 4-2-3-1. O ile nie mam obaw co do obrony, to w ataku może już tak pięknie nie być. Tevez na pewno nie zagra, Kun jest wprawdzie bliżej debiutu, jednak wątpię abyśmy go zobaczyli na więcej niż 20 minut, co chyba wyklucza znaczący wkład w wynik inauguracji. Czas więc aby Mario(szczególnie Mario...) i Edin pokazali więcej sensownej piłki niż do tej pory. I nasza pomoc również musi stanąć na wysokości zadania, bo jestem absolutnie przekonany, iż trójka w środku Swansea na pewno nie sprzeda skóry tanio. Oczywiście to nie United i wierzę, że jesteśmy w stanie narzucić własny styl gry podobny do prezentowanego pod koniec zeszłego sezonu. A teraz czas na moje...

Oczekiwania 2010/2011, czyli jeszcze raz to samo poproszę!

Skoro jedno trofeum odpłynęło po błędzie Kompany’ego pozostaje nam walka na czterech frontach. Pierwsza do odstrzału idzie Liga Mistrzów. Oczekuję po City jedynie godnego występu nie skutkującego gorszą postawą w lidze, która jak zwykle jest najważniejsza. Awansować z grupy, odpaść w dobrym stylu gdzieś w okolicach ćwierćfinałów i naprawdę będę zadowolony. Natomiast co do Carling Cup, którego większość drużyn z czołówki uznaje za dobry poligon do testowania młodzieży to owszem, mam na to trofeum chrapkę. Pokazać głębię składu, dać szansę młodym gniewnym i doskoczyć do półfinału, potem włączyć pierwszy skład i wygrać coś już w zimie i zrzucić presję zwycięstwa w Pucharze Anglii. Co do samego FA Cup, to w tej chwili nie mam oczekiwań – obronić Puchar będzie ciężko, wiele zależy od sytuacji w samej Premier League, dlatego wstrzymuję się od głosu do stycznia.

Liga. Bezwzględna walka o pierwszą trójkę połączona z ewentualnym atakiem na mistrza. Poprawić skuteczność przeciwko zespołom środka tabeli(oczywiście pomijam okresowe dołki formy, oby ich było jednak jak najmniej…) oraz kreować więcej szans wysokim napastnikom. Umiejętnie przejść z zespołu uzależnionego od goli Teveza do… uzależnionego od trafień Aguero ;-) Spotkania przeciwko czołówce muszą wyglądać inaczej. Albo gramy mega efektywnie i pewnie jak z Chelsea na CoMS w zeszłym sezonie, albo olewamy defensywne podejście i sensownie atakujemy. No i jeszcze jedno – znaleźć sposób na odmianę losu i przełamanie prowadzenia rywala. Tego mocno brakowało w ciągu ostatniego roku – ledwie ktoś nam strzelił, to praktycznie remis/zwycięstwo miał w kieszeni. Czas najwyższy coś z tym zrobić. Jeśli Mancini nie potrafi poderwać zespołu, niech zespół poderwie się sam via Kompany i reszta uczestników ‘narady półfinałowej’. Nie sądzę, aby formułka powtarzana przeze mnie jak mantra – musimy uczynić wszystko, aby nie doszło do zmiany menadżera w trakcie sezonu – miała sens w tym sezonie. Jesteśmy głodni sukcesów i choć w piłce nie da się niczego do końca przewidzieć, to brak trofeum i automatycznego awansu do Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie będą wielkim rozczarowaniem, na które nie możemy sobie pozwolić.

Jeszcze jedno – pokonać wreszcie ten Everton, do diabła!

 

niedziela, 03 kwietnia 2011

Londyn zrobił nam wczoraj wielką przysługę. Chelsea, Arsenal i Tottenham solidarnie zremisowały swoje mecze, co stawia Manchester City w bardzo dobrej pozycji przed dzisiejszym starciem z Sunderlandem. Szczególnie ważny remis Kogutów, oznaczający czwarty mecz bez zwycięstwa i trzeci podział punktów z rzędu(a Wigan, mówiąc szczerze, mogło nawet wygrać). Co do dwóch pozostałych rywali o Ligę Mistrzów, to jeśli uda się ugrać 3 punkty City, to wyścig znów nabierze rumieńców. Oby tylko nie doszło do powtórki z rozrywki i decydującego meczu z Tottenhamem o czwartą lokatę jak przed rokiem. Przełożone spotkanie wpada tym razem między 36. a 37. kolejką Premiership.

Sunderland AFCSunderland od swojego ostatniego zwycięstwa(22 stycznia 2:1 na Bloomfield Road) rozegrał zaledwie sześć spotkań(pięć porażek, jeden remis). Podopieczni Steve'a Bruce'a dawno temu odpadli ze wszystkich pucharów, a Manchester City, walczący na trzech frontach, w analogicznym okresie zagrał aż czternaście razy(7 zwycięstw, cztery remisy, trzy porażki). Nie zmienia to faktu, że forma Sunderlandu jest nieco myląca - powinni przegrać z Arsenalem(poratował ich arbiter), za to nie zasłużyli na porażkę ze Stoke City(błędy sędziego i dwie uznane nieprawidłowe bramki dla ekipy Pullisa), a i karny podyktowany Liverpoolowi nie był klarowny. Punkty oczywiście nie kłamią - Czarne Koty zdobyły zaledwie jeden, a City osiem.

Nie ukrywam, iż po porażce z Chelsea zgasło we mnie sporo optymizmu. Odpadnięcie z Ligi Europy, przegrane derby, paskudne występy z Wigan i Fulham oraz minimalna, nieefektywna taktyka na Stamford Bridge plus nieskuteczny Tevez to obraz dość przygnębiający. A przerwa reprezentacyjna robi swoje i nie wiem, czego się po The Citizens spodziewać. Popisu niemocy strzeleckiej jak z Blackburn czy Birmingham? Szybkiego gola jak z Boltonem i Newcastle? Albo piłkarze znów przejdą obok meczu, licząc na tunel pod Al-Habsim czy rzut karny? W pewnym sensie dobrze, że w trakcie zmagań będę na Rosevelta kibicował Górnikowi... Chciałoby się, aby ten sezon już się zakończył.

Wracają Tevez i Johnson(ten drugi ponoć jeszcze nie jest gotów na 100%). Poza kadrą Boateng, który być może będzie do dyspozycji Manciniego dopiero w maju, co na dobrą sprawę kończy przeciętny pierwszy sezon Niemca w Manchesterze City. Kontuzję w meczu U-21 złapał Richards(jeszcze kilka takich wypadków i naprawdę przestanę lubić piłkę reprezentacyjną...) i z prawych obrońców pozostał nam Pablo Zabaleta. Ojciec Argentynczyka na szczęścia wraca do zdrowia po wypadku i Pablo może skupić się na piłce. Było tak jeszcze trzy dni temu, niestety stan Zabalety seniora pogorszył się i piłkarz odwołał lot do Manchesteru. Poza nim awaryjnie na tej pozycji grał już Boyata, a w ostateczności jest Recee Wabara, wciąż wypatrujący swojego debiutu w Premiership. Na kogo postawi Mancini? Obstawiam, że będzie to Belg, w którego doświadczenie Roberto inwestuje już od ponad roku.

Najnowsza historia pojedynków obu klubów obfituje w emocje: pamiętamy wszak ostatnie dwie wizyty na Stadium of Light, tę najbliższą - fatalne pudło Teveza i gol Benta z karnego w samej końcówce, czy to starcie z zeszłego sezonu, gdzie remis pięknym strzałem w okienko zapewnił nam... kibic Sunderlandu, Adam Johnson. Podobnie na CoMS w grudniu 2009, kiedy padło pamiętne 4:3, a Mark Hughes pożegnał się z Eastlands. A co by sięgnąć do wydarzeń z minionego wieku, przypomnę sezon 1990/1991. 39 tysięcy ludzi na Maine Road, Sunderland broni się przed spadkiem, ale przegrywając z City 2:3 opuszczają angielską ekstraklasę. Co znaczące, dwa gole dla gospodarzy zdobył Nail Quinn, późniejszy zawodnik ekipy z SoL, a obecnie - prezes tegoż klubu.

sobota, 12 lutego 2011

Pierwsze takie derby w historii Premiership.

Rok temu stawką starć City-United był finał Carling Cup i ewentualne pozbawienie czerwonych szans na tytuł już w kwietniu.

Tym razem jest inaczej - Manchester City realnie uczestniczy w walce o mistrzostwo kraju. Można wciąż powtarzać, że nie jest jeszcze drużyną z prawdziwego zdarzenia i nie potrafi wygrywać spotkań, w których piłka bardziej zdaje się przeszkadzać, a obrona rywali przypomina mobilny betonowy autobus. Tabela jednak nie kłamie - trzecie miejsce i pięć(maksymalnie osiem) punktów straty do lidera nie są dziełem przypadku.

Zwycięstwo pozwoli na rozpoczęcie walki o tytuł niejako od nowa(za dwa zespoły oprócz nas też na to liczą). Ale gramy z ekipą niepokonaną u siebie i na tyle bezczelną, iż nawet nie dają sobie strzelić gola w pierwszej połowie na OT od kwietnia zeszłego roku. A nie ma co ukrywać, iż bramki strzelone w początkowych fazach spotkań wielokrotnie decydowały o rezultacie meczów The Citizens. Niestety, w sobotnim planie Roberto nie ma zbyt wiele miejsca na odważne posunięcia. Wyniki nie kłamią, styl również - zdobycie gola na OT będzie sporym osiągnięciem. Jest jednak taki facet w naszym zespole, na którego można liczyć w tej materii. Cholerny narkotyk.

Jednak jak większość zainteresowanych spodziewam się powtórki z rozrywki i nudnego(derby nigdy nie są nudne) remisu 0:0. Taktyka Manciniego irytuje, ale ma swoje uzasadnienia - The Citizens mają wielkie problemy, gdy rywal pierwszy obejmuje prowadzenie. Nie potrafimy wówczas skutecznie odbić się i dogonić rywala. Frustrujące, lecz prawdziwe, stąd ostrożność bardzo wskazana. Nie ma się co podniecać faktem, iż w zeszły weekend United odnieśli pierwszą porażkę w sezonie - z ich wyjazdową grą to musiało w końcu nastąpić i dobrze, że uczynił to Mick McCarthy, który pod koniec lat 80' występował... w Manchesterze City(tak dopiero teraz to odkryłem).

Wiemy(?) już, iż nie zagra de Jong, Richards wypadł ze składu, United przed wszystkim brakować będzie Ferdinanda(zastąpi go Smalling) i Hernandeza(dopiero co wrócił z bezsensownego zgrupowania swojej kadry; jak dobrze, że Dżeko nie musiał lecieć). Nie spodziewam się znów Kolarowa na lewym skrzydle(aczkolwiek już przeczuwam braki w bocznych sektorach), prędzej zobaczymy harującego Milnera. Nie stracić gola, nie stracić, a będzie dobrze, choć bez Nigela...

Na marginesie: ktoś słusznie zauważył, iż dokładnie 56 lat temu(czasy Dona Reviego) The Citizens pokonali czerwonych na ich stadionie aż 5:0! No, historio, mogłabyś się choć raz powtórzyć...

Dobra, dość tego pisania. Będzie się działo, do meczu ledwie godzina.