Wpisy z tagiem: Etihad Stadium

środa, 14 września 2011

Dziś ziszczą się marzenia dwóch klubów, które niegdyś posmakowały otchłani trzeciego stopnia rozgrywek w swoich krajach. 12 lat temu Manchester City mierzył się w Division 2 z Macclesfield Town, Napoli zaś w 2005 roku przegrało baraż o Serie B z Avelino. Filmowy producent i właściciel klubu Aurelio de Laurentis(z tych Laurentisów. Dino, wuj Aurelio, ma na koncie kilka moich ulubionych filmów, m.in. serię Martwe Zło czy Conana Barbarzyńcę) w sześć lat z bankruta zrobił zespół debiutujący w Lidze Mistrzów. I co w sytuacji włoskiego futbolu unikatowe, wydawał bardzo dużo na transfery(najwięcej w ciągu ostatnich czterech lat spośród całej ligi!) jednocześnie notując w ostatnim sezonie, niewielki bo niewielki, ale jednak, zysk. Po szczegółową i bardzo ciekawą analizę finansów Napoli zapraszam na Swiss Ramble Bloga. De Laurentis ma łeb do interesów – w niektórych wypadkach przebija kluby, które uważalibyśmy za atrakcyjniejsze od mafijnego Neapolu. A i swojemu byłemu trenerowi, Edoardo Reji, powiedział, iż „musi zostać w SSC do końca swych dni”. To się nazywa żyć jak w filmie. Mówi się, że teraz mają smak na Scudetto.

Jakby to powiedział Caleb: groovy!

Pragnienia Manchesteru City są znane. Start w Champions League, choć przez kibiców niezwykle wyczekiwany, ma być na Eastlands normalnym zjawiskiem o tej porze roku. Wielki projekt szejków wkroczył w drugą fazę. Po wydaniu milionów, wkurzeniu sporej części piłkarskiego światka, zdobyciu trofeum i wyrzuceniu Garry’ego Cooka czas na ustabilizowanie Manchesteru City w czołówce krajowej i europejskiej. W krótkiej acz intensywnej historii właścicieli z Abu Dhabi przyszedł moment na wymaganie od piłkarzy i trenera sukcesów. Poprzeczka została podniesiona. Napoli to idealny, podobnie "nowy" w Europie i równie głodny zwycięstw rywal. Będziemy się rozkoszować fantastyczną chwilą debiutu Manchesteru City w piłkarskim raju(cz jak fajnie to wczoraj określili fanatycy Dortmundu, Konigklasse). Po raz pierwszy na Etihad Stadium rozbrzmi hymn Champions League i wiem, że ten moment na zawsze pozostanie w mojej pamięci - nie mogę się doczekać, aż emocje sięgną zenitu. Na to jednak nie mogą sobie pozwolić piłkarze - ich głowy muszą być spokojne i pełne informacji o przeciwniku.

A co o Napoli na dobrą sprawę wiemy?

Taktyka

SSC NapoliMateriału do analizy gry Napoli w tym sezonie jest oczywiście strasznie mało - z powodu strajku liga włoska zaczęła się od drugiej kolejki. Azurri pojechali do Ceseny, by zmierzyć się z miejscowym Associazione Calcio, zespołem który podobnie jak ostatni rywal City zapewnił sobie utrzymanie w najwyżej klasie rozgrywkowej pod koniec sezonu. Pełny stadion(w Serie A to przecież coś specjalnego, prawda?) i bardzo ambitni gospodarze dali Lavezziemu i spółce sporo do myślenia przed jutrzejszym starciem w Lidze Mistrzów. Śmiem twierdzić, iż bez czerwonej kartki z 60 minuty dla piłkarza Ceseny Napoli mogłoby tego spotkania nie wygrać. 

Ich wyjściowe ustawienie 3-4-3 z defensywnie ustawionymi skrzydłowymi Moggim i Dosseną nie zdało egzaminu z kilku powodów. Po pierwsze, wspomniani skrzydłowi za rzadko włączali się aktywnie do akcji ofensywnych(to samo tyczyło się jednego z trójki obrońców), zupełnie pozbawiając Lavezziego i Santanę wsparcia. Po drugie, cała gra Napoli na tym etapie opierała się na tym, co Lavezzi wymyśli - jego sprytne ustawienie przy wyrzucie z auto dało prowadzenia już w pierwszych minutach meczu. Potem zaś Ezequiel próbował indywidualnymi akcjami cokolwiek zdziałać, ale bez większego powodzenia. Po trzecie, cieniem na boisku okazał się Cavani - pozbawiony podań i ograniczony kilkoma obrońcami nie stanowił zagrożenia. Do wyrzucenia z boiska Benalouane niewiele przemawiało za trzecią ekipą poprzedniego sezonu Serie A. Brakowało i odpowiedniej liczby ciał zaangażowanych w atak(przewaga Ceseny grającej z kontry była bardzo widoczna), i kopacza odpowiedzialnego za rozegranie piłki. Po czwarte, Napoli nie daje sobie rady bez Hamsika. Tak, w sobotę wszystko na to wskazywało. Mazzarri wprowadził Słowaka na boisko za niewidocznego Santanę po godzinie gry. Kilka minut później Marek po krótko rozegranym rogu znalazł Campagnaro i goście wyszli na prowadzenie. Od wejścia Hamsika, warto zauważyć, każdy korner Napoli wykonywało krótko.

Chwilę przed golem na 1:2 Mazzarri zagrał va banque i w miejsce Aroniki(obrońca) wprowadził Gorana Pandeva. Z 3-4-3 przeszedł na 4-4-2 - Dossena i Maggio cofnęli się na pozycje bocznych obrońców. Bramka Campagnero otworzyła spotkanie na nowo - Cesena z zapomnianym ostatnio Adrianem Mutu nie rezygnowała z punktów, a grający od tej pory na większej przestrzeni goście spokojnie doprowadzili spotkanie do szczęśliwego końca. Na lewej stronie brylowali Hamsik z Lavezzim, na prawej Pandev i Cavani(oczywiście aż tak mocno do swoich pozycji nie byli przypisani). Słowak częściej wracał po piłkę i rozgrywał, lepiej radzili sobie także Dżemailii i Inler(Walter Gargano poza kadrą z powodu kartek). Zatarło to wrażenie chaosu, jakie piłkarze Napoli stwarzali przez cztery kwadranse gry.

Jakie wnioski? Walter Mazzarri wystawi na Etihad bardzo podobny zespół. Na pewno w 3-4-3, na pewno z Hamsikiem i Gargano zamiast Santany i Dżemailego i raczej nastawi swoich podopiecznych defensywnie i z myślą o kontratakach. Magiczna trójka Hamsik-Lavezzi-Cavani musi zostać odcięta od podań(odkryłem Amerykę, no nie?). Ich środek pomocy może mieć spore kłopoty, jeśli Mancini wystawi Silvę, Aguero i Nasriego plus Dżeko na desancie(takie rozwiązanie sugeruje rotacja w spotkaniu z Wigan). Będą się bronić i czyhać na nasze błędy. Ale mam na nich kilka haków(o braku rozgrywającego już pisałem): Paolo Cannavaro lubi sędziować i pokazywać liniowemu, że był spalony, zamiast atakować rywala. A Walter Mazzarri ma… stoper, którym sam mierzy czas i wskazuje potem arbitrom, ile doliczyć powinni(piszę absolutnie poważnie!). Mancini na pewno ma pomysł jak wykorzystać moje rady ;-)

Debiut debiutem, ale zwycięstwo musi być po naszej stronie. C’mon City!

niedziela, 14 sierpnia 2011

Swansea CityBeniaminkowie poprzedniego sezonu Premiership postawili wysoko poprzeczkę przed swoimi sukcesorami. Blackpool, mimo spadku, zapewniło widzom niesamowite emocje do ostatniej minuty i grad goli niemal w każdym spotkaniu, o samym oryginale Ianiu Holloway nie wspominając. Newcastle i West Brom zaś mocno namieszały i udowodniły, iż zmiana menadżera w połowie rozgrywek nie musi z automatu oznaczać wielkie kłopoty(abstrahując od tego, czy Chris Hughton zasługiwał na zwolnienie). Tegoroczni debiutanci zaczęli nieprzekonująco – QPR poniosło klęskę z Boltonem, a Norwich zremisowało z Wigan. Ostatni beniaminek, Swansea City, zagra jutro z ekipą Roberto Manciniego.

Tuż przed ogłoszeniem terminarza EPL chciałem, abyśmy zagrali właśnie z Łabędziami, ponieważ w ostatnich miesiącach Championship oglądałem kilka ich spotkań i życzyłem awansu wespół z Cardiff City(z powodu Bellersa naturalnie). Bluebirds dały się wyprzedzić Norwich, a podopiecznym Brendana Rodgersa po pokonaniu Nottingham i przekonującym zwycięstwie nad Reading udało się osiągnąć Ziemię Obiecaną. Nie będę się tu mądrzył na temat walijskiego klubu – jeśli interesuje was Swansea od strony historyczno- ekonomicznej, to mocno polecam świetne podsumowanie na Swiss Ramole Blogu tutaj.

Łabędzie pokazały na zapleczu Premiership sporo dobrego futbolu – szczególnie miło dla oka prezentowali się skrzydłowi: Nathan Dyer, postawą nieco przypominający Shauna Wrighta-Phillipsa, oraz niechciany w Chelsea Scott Sinclair. Wespół z kolejnym wyrzutkiem ze Stamford, Fabio Borinim, zrobili awans Swansea, ale na ich nieszczęście zdolny Włoch ten sezon rozpocznie w barwach AC Parmy. Następcą Boriniego może zostać Danny Graham, kupiony z Watford król strzelców npower Championship. Najsłabszym ogniwem Swans wydaje się obrona(plus nowy bramkarz, Michel Vorm z Utrechtu), ale jak to bywa w debiutach w najwyższej klasie rozgrywkowej – na dwoje babka wróżyła. Poza wspominanym Borinim i Pratleyem Swansea nie osłabili się. Transfery szału nie robią(warty wspomnienia jest jeszcze Wayne Routledge i Leroy Lita), ale Roberto Mancini nie ma prawa z tego powodu lekceważyć kogokolwiek. Po wpadce z United należy się nam porządny start sezonu.

Kogo zobaczymy na murawie Etihad Stadium? Nie spodziewam się zmian w stosunku do meczu o Tarczę Wspólnoty. Być może Kolarowa zastąpi Clichy, ale i tak powinniśmy zagrać ofensywniej, czyli bez Barry’ego i bliżej 4-1-4-1 niż 4-2-3-1. O ile nie mam obaw co do obrony, to w ataku może już tak pięknie nie być. Tevez na pewno nie zagra, Kun jest wprawdzie bliżej debiutu, jednak wątpię abyśmy go zobaczyli na więcej niż 20 minut, co chyba wyklucza znaczący wkład w wynik inauguracji. Czas więc aby Mario(szczególnie Mario...) i Edin pokazali więcej sensownej piłki niż do tej pory. I nasza pomoc również musi stanąć na wysokości zadania, bo jestem absolutnie przekonany, iż trójka w środku Swansea na pewno nie sprzeda skóry tanio. Oczywiście to nie United i wierzę, że jesteśmy w stanie narzucić własny styl gry podobny do prezentowanego pod koniec zeszłego sezonu. A teraz czas na moje...

Oczekiwania 2010/2011, czyli jeszcze raz to samo poproszę!

Skoro jedno trofeum odpłynęło po błędzie Kompany’ego pozostaje nam walka na czterech frontach. Pierwsza do odstrzału idzie Liga Mistrzów. Oczekuję po City jedynie godnego występu nie skutkującego gorszą postawą w lidze, która jak zwykle jest najważniejsza. Awansować z grupy, odpaść w dobrym stylu gdzieś w okolicach ćwierćfinałów i naprawdę będę zadowolony. Natomiast co do Carling Cup, którego większość drużyn z czołówki uznaje za dobry poligon do testowania młodzieży to owszem, mam na to trofeum chrapkę. Pokazać głębię składu, dać szansę młodym gniewnym i doskoczyć do półfinału, potem włączyć pierwszy skład i wygrać coś już w zimie i zrzucić presję zwycięstwa w Pucharze Anglii. Co do samego FA Cup, to w tej chwili nie mam oczekiwań – obronić Puchar będzie ciężko, wiele zależy od sytuacji w samej Premier League, dlatego wstrzymuję się od głosu do stycznia.

Liga. Bezwzględna walka o pierwszą trójkę połączona z ewentualnym atakiem na mistrza. Poprawić skuteczność przeciwko zespołom środka tabeli(oczywiście pomijam okresowe dołki formy, oby ich było jednak jak najmniej…) oraz kreować więcej szans wysokim napastnikom. Umiejętnie przejść z zespołu uzależnionego od goli Teveza do… uzależnionego od trafień Aguero ;-) Spotkania przeciwko czołówce muszą wyglądać inaczej. Albo gramy mega efektywnie i pewnie jak z Chelsea na CoMS w zeszłym sezonie, albo olewamy defensywne podejście i sensownie atakujemy. No i jeszcze jedno – znaleźć sposób na odmianę losu i przełamanie prowadzenia rywala. Tego mocno brakowało w ciągu ostatniego roku – ledwie ktoś nam strzelił, to praktycznie remis/zwycięstwo miał w kieszeni. Czas najwyższy coś z tym zrobić. Jeśli Mancini nie potrafi poderwać zespołu, niech zespół poderwie się sam via Kompany i reszta uczestników ‘narady półfinałowej’. Nie sądzę, aby formułka powtarzana przeze mnie jak mantra – musimy uczynić wszystko, aby nie doszło do zmiany menadżera w trakcie sezonu – miała sens w tym sezonie. Jesteśmy głodni sukcesów i choć w piłce nie da się niczego do końca przewidzieć, to brak trofeum i automatycznego awansu do Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie będą wielkim rozczarowaniem, na które nie możemy sobie pozwolić.

Jeszcze jedno – pokonać wreszcie ten Everton, do diabła!