Wpisy z tagiem: T-Mobile Ekstraklasa

poniedziałek, 21 listopada 2011

Kazimierz Moskal mimo zapowiedzi nie zdołał przeciwstawić się agresywnie grającym zabrzanom i w pierwszym samodzielnym spotkaniu w tym sezonie przegrał z Górnikiem Zabrze 0:1, dzięki czemu fantastyczna passa podopiecznych Nawałki na ziemi krakowskiej wciąż nie znajduje końca.

Wisła Górnik

Biało-niebieskie stroje po raz kolejny okazały się zabójcze, szczególnie w pierwszej połowie, kiedy to Górnik mógł spokojnie prowadzić 3:0, a Wisłę ratowało szczęście(szczupak Prezesa) czy nieskuteczność wspomnianego Nakoulmy i Olkowskiego. Wysoki pressing, zaangażowanie na każdym centymetrze boiska oraz dużo dobrej gry z pierwszej piłki pozwoliły gościom ustawić sobie Białą Gwiazdę jeszcze lepiej niż w zeszłym sezonie. Od tamtego czasu jakość piłki w Zabrzu spadła, ale najwyraźniej w Krakowie siła drużyna poleciała na łeb, na szyję, skoro - zwłaszcza w pierwszych trzech kwadransach - Wisła poza strzałem Ilieva przypominała zespół środka tabeli, a nie urzędującego Mistrza Polski. Wydaje się, iż to kwestia źle ustawionych zawodników - Nunez na lewym skrzydle był kompletnie zagubiony, a desygnowany na samotnego defensywnego pomocnika Brud nie był w stanie odpowiedzialnie wprowadzać piłki do gry. Na dokładkę, spora aktywność Ilieva byłą jednocześnie przekleństwem Wisły. Bułgar jest ciekawym piłkarzem, ale często pali sytuacje podejmując złe decyzje i było widać przez cały mecz.

Druga połowa to totalna przemiana Wisły - piłka chodziła szybciej i rzadziej w tylnych formacjach, Górnik zepchnięty do głębokiej defensywy przezywał ciężkie dwadzieścia-trzydzieści minut. Ale przetrwał - prawdopodobnie gdybym nie znał wyniku spotkania, to oglądając powtórkę ze spokojem czekałbym na prowadzenie gości, które definitywnie pogrzebałoby nadzieje KSG na jakiekolwiek punkty. Mocnych powodów było co najmniej dwa - znacząca poprawa tempa i dokładności akcji w ofensywie, a także bardzo dobrze radzący sobie w obronie Michał Czekaj. Trójkolorowa armia też to zauważyła i w mig pole karne Skorupskiego spowił dym z rac, po czym Wisła straciła na impecie ;-) Na taki rozwój wypadków czekał Nakoulma, odebrał piłkę w środkowej strefie i niestandardowo podał do Jończyka, który wykorzystał niepotrzebne wyjście Pareiki.

Poza zawodnikami(podobała mi się decyzja o wystawieniu Olkowskiego zamiast podciągnięcia defensywnego pomocnika na prawe skrzydło) osobne spotkanie rozegrał Adam Nawałka. Wreszcie był sobą. Częściej przebywał poza polem wyznaczonym dla szkoleniowców niż na ławce. Znów widzieliśmy mnóstwo gestów, podpowiedzi, nagan i pochwał, czyli wszystkich charakterystycznych elementów warsztatu Nawałki, których brakowało wcześniej. Nie wiem, czy to koniec kryzysu i czy druga tak fatalna seria meczów bez zwycięstwa się nie przydarzy. Górnik nie pierwszy raz zagrał świetnie przeciwko teoretycznie lepszemu rywalowi, co jest znakiem rozpoznawczym od początku rządów Adama Nawałki, jednak potrzebujemy punktów regularnie, nie tylko od święta. Na tę chwilę trener zabrzan jest bardzo bliski odroczenia swojej 'egzekucji', zaś pewny stanowiska będzie po ewentualnej wygranej nad Zagłębiem w najbliższy weekend.

W Wiśle mogliśmy dostrzec zaczyn innej jakości, zwłaszcza w drugich 45 minutach. Czy Moskal zbuduje na tych pozytywach zespół gotowy gonić czołówkę ligi, zobaczymy w nadchodzących kolejkach.

Oprawa na Wiśle

PS. Źródłem zdjęć jest multimedialna strona najlepszej ekipy kibicowskiej na świecie - zabrzańskiej Torcidy - www.torcida.eu

sobota, 19 listopada 2011

Wisła KrakówW minionym sezonie po zwycięstwie na stadionie przy Reymonta z duma pisaliśmy, iż nie Wisła, nie Cracovia, ale to Górnik Zabrze rządzi w Krakowie. Cztery spotkania z ekipami spod Wawelu, dwanaście punktów, w tym jedno, fantastyczne spotkanie z drużyną Maaskanta na jej boisku. Zmierzająca wówczas po tytuł mistrzowski Wisła nie mogła sobie poradzić z agresywnie usposobioną jedenastką Nawałki i zasłużenie przegrała 0:2. Dziś Holendra już nie ma, jego miejsce zajął związany z Zabrzem Kazimierz Moskal, niegdysiejszy asystent naszego trenera właśnie w Wiśle w nieciekawych czasach dla tego klubu(wiosna 2007 roku). Górnik, nadal będący w kryzysie, z krakowskimi zespołami stuprocentowej zdobyczy punktowej po porażce z Cracovią u siebie nie utrzyma, ale z dzierżącą mistrzostwo Wisłą nie jest całkowicie bez szans.

Górnik ma sporego pecha co do zmian trenerskich w klubach rywali i związanego z tym efektu nowej miotły. Praktycznie za każdym razem, gdy przeciwnik dokonywał roszady, to nie zdobywaliśmy punktów. Tak było z ŁKSem, w drugim spotkaniu Michała Probierza(remis 1:1), a na ławce wspomnianej już Cracovii swój debiut zaliczył Dariusz Pasieka i w Zabrzu wygrał 1:0. Teraz nadszedł czas Moskala, a za tydzień na Roosevelta przyjdzie świeży szkoleniowiec Zagłębia Lubin. Na szczęście będzie to już trzeci mecz Hapala, więc tym razem może się obędzie bez mobilizującej miotły i niespotykanej zwykle ambitnej postawy piłkarzy, którzy chcą się pokazać nowemu szefowi.

Na ile więc Moskal, który doskonale zna drużynę, gdyż asystował Maaskantowi, był w stanie zmienić nastroje w szeregach Białej Gwiazdy? W samym składzie za wiele nie namiesza – wciąż niedostępni są Melikson i Sobolewski, w pełni sprawny nie jest także Małecki, aczkolwiek możliwe, iż kilka minut w niedzielę zaliczy. Dlatego bezpiecznie jest przyjąć, iż Wisła zagra bardzo podobnym zestawieniem w porównaniu z ostatnimi kolejkami Ekstraklasy i Ligi Europejskiej. Sam Moskal zresztą chce po prostu zacząć ten etap swojej kariery zwycięstwem bez względu na styl. I to mobilizacja rozbitych piłkarzy Wisły będzie kluczem do pokonania Górnika Zabrze. Pytanie, czy zespół złożony głównie z obcokrajowców pojmuje co trzeba zrobić, aby kibice zapomnieli o przegranych Derbach Krakowa.

Czym przeciwstawi się Adam Nawałka swojemu młodszemu koledze? Powtórką z rozrywki. Marzeniem moim jest, abyśmy zagrali podobnie jak w ostatnim dniu kwietnia tego roku, czy patrząc bliżej, w stylu Podbeskidzia z końca listopada. Agresywnie, bez przesadnego respektu, skutecznie w ofensywie i defensywie. Do tego jednak potrzeba silniej psychicznie drużyny. Nie takiej, która strata bramki urywa głowę z kręgosłupem, jak to z zabrzanami ostatnio bywa. Niestety, obawiam się, iż bez dwóch bramek w sieci Białej Gwiazdy Górnik nie ma większych szans na punkty. Nie żebym nie wierzył w piłkarzy, którym podobno mają sprzyjać stroje identyczne z poprzednią wiktorią, ale scenariusze przeszłych meczów są bezwzględne. Gramy jako tako do 60. minuty, potem rywal wyrównuje i tylko cud, sędzia bądź Skorupski ratują nas przed totalną kompromitacją.

W moim odczuciu Adam Nawałka powinien pozostawić jutro Milika na ławce i zgrać w ataku Zahorskim, bo Tomek ma większe szanse w fizycznym starciu z defensorami Wisły. Kluczem do bramki Pareiki będzie jednak oczywiście Nakoulma i jego skuteczność. Krakowianie mają sporo problemów z bronieniem stałych fragmentów gry, więc przy odrobinie dobrych dośrodkowań Magiery, Kwieka czy Bembena coś możemy ustrzelić. Jako, że ze składu wyleciał Banaś, o defensywę jestem nieco spokojniejszy i mam nadzieję, iż Nawałka nie zrobi ponownie z Przybylskiego fałszywego prawoskrzydłowego. Ileż można się bronić? Jesteśmy w dość trudnej sytuacji ligowej i punktów potrzeba jak tlenu. Poproszę więc o Thomika bądź Olkowskiego na tej pozycji i więcej zaangażowania w atak.

Kogo by jednak trener Górnika nie wystawił, ma do dyspozycji 12 zawodnika. Kibice biało-niebiesko-czerwonych stawią się w potężnej liczbie przy Reymonta, a na dodatek kibice Wisły ustąpią im w okolicach 70. minuty pola w ramach dość niefortunnego protestu. Do każdego bojkotu czy akcji wyrażających niezadowolenie podchodzę z rezerwą i tym razem również wydaje mi się, iż fanatycy krakowscy wybrali najgorszy moment, aby "dać głos". Macie nowego trenera, panowie. Faceta związanego z Wisłą całym sercem, a chcecie go w pierwszym, bardzo ważnym spotkaniu zostawić bez wsparcia. I to w momencie, kiedy Górnik prawdopodobnie zacznie opadać z sił i będzie narażony na każdy sensowny atak gospodarzy. Cóż, jeśli jednak uda się oprzeć ewentualnym atakom Wisły w tym czasie, to chętni wszystkim odpowiedzialnym za opuszczenie trybun serdecznie podziękuję :)

W Górniku jeden debiut - pierwsze oficjalne spotkanie prezesa, Artura Jankowskiego. Bez względu na zasadność tak częstych roszad na tym stanowisku, nowemu sternikowi górniczej łajby życzę pierwszych cennych dla klubu punktów.

wtorek, 01 listopada 2011

Jagiellonia Białystok

Przełamanie!

Górnik po sześciu(siedmiu licząc blamaż w Pucharze Polski) meczach bez zwycięstwa w końcu zdobył 3 punkty. Wielkiej uldze towarzyszyło mi równie wielkie pytanie: skąd w piłkarzach ta nagła odmiana? Nic jej nie zapowiadało. Nikt mi nie wmówi, iż zwyczajnie przypomnieli sobie, iż mecz trwa 90 minut i to wystarczyło, aby pokonać słabo grającą na wyjazdach Jagiellonię. Równie kiepsko przy Roosevelta prezentowała się Cracovia, a ostatecznie wywiozła z Zabrza trzy punkty.

Nie uważam, aby to był definitywny koniec kryzysu, jaki targał drużynę(klub?) przez ostatnie tygodnie. Przerwanie złej passy to oczywiście ważny krok ku utrzymaniu, ale potrzebujemy jeszcze kilku dobrych wyników, aby z przekonaniem zostawić fatalne występy za sobą. Okazja ku temu jest wyraźna - Górnik zagra z Podbeskidziem, rozkojarzoną Wisłą Kraków oraz Zagłębiem Lubin(te już z nowym trenerem, Pavlem Hapalem). Ostrożnie zakładam, iż cztery punkty w trzech spotkaniach usatysfakcjonują nie tylko mnie.

Martwić mnie jednak będzie, jeśli głównym aktorem nadchodzących kolejek będzie Prejuce Nakoulma. To świetny piłkarz i największe wzmocnienie Górnika, ale jeśli gra KSG zostanie oparta tylko na nim, czeka nas zguba. Kontuzja, nieskuteczność, gorszy dzień i w ofensywie możemy wyglądać tragicznie. Dlatego już teraz trzeba myśleć o 'doładowaniu' siły ataku. Ogrywanie Milika to wyboisty i mało wdzięczny proces(aczkolwiek wart zachodu!), Zahorski nastawiony na walkę nie ma mocy niezbędnej do zdobywania chociażby 10 goli w sezonie. "Prezes" to wielki skarb, ale trzeba pamiętać, że może się to szybko przeciwko zabrzanom obrócić. 

Gdyby jednak zabrzanom udało się zdobyć więcej niż powyższe minimum, to moje podejrzenia względem zajść po Wielkich Derbach Śląska nabrałyby naprawdę realnych kształtów. To znaczy żeby była jasność - to co za chwilę przeczytacie to zwykła spekulacja. Zlepek faktów i domysłów nie pretendujący do miana jedynej prawy, ot takie moje wytłumaczenie sytuacji panującej w Zabrzu.

Jestem absolutnie przeciwna zmianie trenera. Jestem przeciwna przerywaniu pracy trenera w połowie drogi. On powinien mieć możliwość przepracowania całego sezonu. Dopiero na koniec rozgrywek można go rozliczać ze zrealizowanego zadania.

Małgorzata Mańka-Szulik, sport.pl 

Otóż jedną z ważniejszych wskazówek dla mnie była wypowiedź - szokująca, dodam - Małgorzaty Mańki-Szulik, prezydent Zabrza. Swoiste votum zaufania dla trenera wyrażone przez osobę nie związaną z Górnikiem od strony sportowej(aby wyprzedzić podejrzenia o szowinizm - płeć włodarza miasta nie ma żadnego znaczenia) była cokolwiek dziwna. Dlaczego pani prezydent wypowiada się o obsadzie stanowiska trenera? Rozumiem, że miasto jest większościowym udziałowcem, ale to chyba nie upoważnia do takich rozstrzygnięć. Jednocześnie wypłynął nius, jakoby zmiana miała się dokonać... na stanowisku prezesa. Spekulacje na temat nielojalnego Młynarczyka, który chciał zwolnić Adama Nawałkę wbrew polityce miasta, urosły jak grzyby po deszczu. I chyba jest w nich ziarnko prawdy. Tłumaczenie prezesa obowiązkami w kancelarii prawnej jest oczywiście wiarygodne, ale zawsze może się coś za nimi kryć.

Z drugiej strony mamy piłkarzy, wśród których od jakiegoś czasu narastało niezadowolenie. Teoretycznie zawiązano bunt(zaangażowanie piłkarzy w niektórych meczach było co najmniej podejrzanie niskie), którego celem było wyrzucenie obecnego trenera. Pomijam, skąd taki pomysł, chyba piłkarze nie myśleli, iż wymuszą na Nawałce zmiany tonu i przeobrażą go w potulnego tatusia. Ale założenie, że taka wola wśród jakiejś grupy piłkarzy była, nie jest kompletnie bezpodstawne. Nie wierzę, iż aż tak można schrzanić przygotowanie fizyczne i zabić koncentrację, aby przez sześć spotkań piłkarze tracili głowy i siły w nogach po 60. minucie. Oczywiście, wracając do przełamania, Jagiellonia była słaba w ten weekend(polecam analizę na taktycznie.net) i to z pewnością pomogło odnieść zwycięstwo. Ale w takim razie, dlaczego nie zdobywaliśmy punktów po każdym z takich spotkań? Na dobrą sprawę, gdyby nie arbiter Krztoń i jego ślepota w Warszawie, Górnik dziś byłby zaledwie punkt ponad analogicznym dorobkiem z sezonu spadkowego...

Wypowiedzi Małgorzaty Mański-Szulik musiały buntownikom pokrzyżować plany całkowicie. Skoro trener zostaje bez względu na wyniki zespołu, postawa anty traci sens. Miasto przejmuje kontrolę nad klubem, pozbawia władzy w tym zakresie prezesa klubu i tym samym zmusza zawodników do zaangażowanej postawy na boisku. Dodać do tego rywala nastawionego na remis i proszę, mamy przełamanie.

Oczywiście, potrafię dostrzec plusy takiego rozwiązania. Jeśli Górnik zacznie grać na miarę swoich możliwości, a te przecież widzieliśmy w obecnym sezonie nie raz, to z miłą chęcią przyznam, iż moje nawoływania do wyrzucenia Adama Nawałki były pochopne. Ale z otrąbieniem pomyłki poczekam trzy najbliższe spotkania. Bo coś mi podpowiada, że bez względu na wyniki związek piłkarzy z trenerem zwyczajnie się wyczerpał i wciąż będziemy potrzebować nowego otwarcia, aby przypadkiem nie obudzić się z ręką w nocniku i z klubem na skraju pierwszej ligi.

niedziela, 16 października 2011

Zdobywanie nawet najcenniejszych punktów za sprawą błędów sędziowskich nigdy nie będzie dla mnie satysfakcjonujące. Może i jestem głupi, może czasem zbyt uczciwy, ale zawsze brzydziłem się takim sposobem. Oczywiście nie mam pretensji do piłkarzy, zwłaszcza Nakoulmy, który wcześniej zmarnował dwie wyśmienite sytuacje i trzecią po prostu musiał zamienić na gola -przecież jest napastnikiem i zagranie ręką nie powinno go zatrzymać. Błąd sędziowski był jednak tak ewidentny, że chce się płakać i po raz kolejny z wyrzutem spojrzeć na oporne powtórkom światowe i europejskie władze piłkarskie.

Bez różnicy, czy punkt się Górnikowi należał, czy też nie - piłkarze Czarnych Koszul mają prawo być wściekli na arbitrów niezdolnych do prawidłowej oceny sytuacji. A to ostatnio zdaje się być plagą boisk Ekstraklasy, co skłania ku myśleniu, iż sędziują naszym drużynom ludzie wybitnie się do tego nie nadający. Po meczu w Warszawie przeczytałem tekst Rafała Steca o już prawie nieżywej korupcji, która prawdopodobnie trzyma się mocniej niż kiedykolwiek, bo działa o wiele subtelniej niż wcześniej. Nie wierzę, iż biedujący Górnik miałby środki, aby opłacić choćby chłopców do podawania piłek, więc nie da się powiedzieć, iż ślepota pana Krztonia i jego asystenta była inspirowana przez zabrzan.

Wracając do spraw czysto piłkarskich, zastanawia mnie dramatyczny spadek formy Michała Gaszparika. Oglądałem go w sobotę i dziś, podczas meczu Młodej Ekstraklasy i jedyne czym zaskoczył to sztuczką techniczną... samego siebie(kilka minut później został zdjęty). Wczoraj podobnie - idiotyczne wejście na plecy Trałki musiało skończyć się rzutem karnym, a poza tym Słowak grał słabo i bez woli walki, czym zmusił Nawałkę do zmiany swoich przyzwyczajeń i przeprowadzenia roszady jeszcze w pierwszej połowie. Brak Jeża doprawdy aż tak źle wpłynął na Michała? Trener Górnika wystawił go w pierwszej '11', gdyż - jak sam twierdzi - Gaszparik przekonał go postawą na treningach, co oznacza, iż uraza(?) po przymusowych(??) testach w Izraelu znikła. A formy jak nie ma, tak nie było.

Szczególnie dziwi stawianie na Słowaka w kontekście umiejętności Nakoulmy. W mojej ocenie jest to obecnie najlepszy piłkarz Górnika obok Kwieka i Skorupskiego i chyba nie stać nas na granie nieopierzonym Milikiem w nagrodę za jego postawę na treningach. Jasne, ogrywanie 17latka jest chwalebne i z pożytkiem dla polskiej piłki. Gorzej z wynikami Górnika, wydaje mi się, że młodzian nie jest gotowy na 90 minut walki w Ekstraklasie i zwyczajnie powinien ustąpić miejsca bardziej doświadczonym zawodnikom. A jeśli koniecznie ma grać ktoś młody/wychowanek, to skłonny byłbym postawić na Sobczaka, który ma już jakieś małe osiągnięcia i występy w pierwszym zespole.

A jak wygląda drużyna? Kiepsko. Po dramacie z Cracovią i sabotażu z Koroną poprawa jest minimalna. Korzystny wynik z Polonią zawdzięczamy słabej postawie Czarnych Koszul, w szczególności obrońcom - nie potrafili trzykrotnie upilnować Nakoulmy i to się w końcu zemściła - oraz Danielowi Sikorskiemu, który fatalnie spudłował będąc sam na sam ze Skorupskim. Swoją drogą pojedynek Bonina, Sikorskiego i Jeża z byłym klubem wypadł blado. To znaczy co do Daniela, to wiadomo. Bonin natomiast nie zachwycił na lewym skrzydle, a Jeż wypadł... ze składu, gdyż doznał urazu podczas rozgrzewki. Nie ma się co nabijać z zawodników, którzy wybrali miejsce pracy stabilne finansowo, ale z tak szalonym właścicielem. Bo i tak na pewno odczuwają konsekwencje swoich decyzji. 

Poza tym fajnie, że Górnik stworzył sobie kilka sytuacji w drugiej połowie, ale na solidniejszych rywali to może nie wystarczyć, bo choć Polonia ma piłkarzy lepszych, to ekipa z nich z wiadomych przyczyn żadna. A przed KSG najważniejszy mecz rundy - Wielkie Derby Sląska z Ruchem, który w tabeli jest wyżej i na tę chwilę może czuć się małym faworytem, nie tylko dlatego, iż przełożył swoje spotkanie Pucharu Polski, a my musimy jechać do zdzierców z Wejherowa. 

Bo kryzys w Górniku Zabrze wciąż jest faktem. Pierwsza połowa na Konwiktorskiej znów pokazała, jak niewiele charakteru prezentują obecnie podopieczni Adama Nawałki. I sam trener jest mniej aktywny przy linii bocznej, wcześniej był gotów w każdej chwili wskoczyć na boisko, teraz jakoś tak spotulniał. Piłkarzom brakuje błysku(kilka dobrych podań Kwieka to za mało, abym zmienił zdanie) i zadziorności, a bez tych cech o korzystny wynik za tydzień będzie bardzo trudno. I nie ma się co odwoływać do starego porzekadła, iż derby rządzą się własnymi prawami - bez charakteru Górnik nic nie wskóra i to już widać po tabeli. 10 punktów w 10 meczach, pozycja numer dwanaście. Stanowczo, stanowczo za nisko jak na nasze oczekiwania. Aczkolwiek nikt już nie próbuje łapać piłki, gdy ta jest jeszcze w polu gry. Znaczy się - jest progres ;-)

Ach i byłbym zapomniał - cieszy powrót na boisko Michała Jończyka. Wypada życzyć zdrowia piłkarzowi, który ostatni mecz rozegrał w listopadzie zeszłego roku.

Ach i jeszcze jedno: wypowiedzi Prejuce'a ani trochę mnie nie rażą. Lepsze to niż przyznanie się, iż szukało się karnego na chama, żeby oszukać, jak to w zeszłym sezonie uczynił Theo Walcott. 

wtorek, 20 września 2011

Śląsk, Widzew, Lechia, Łódzki KS.

Co łączy te ekipy z Górnikiem? Otóż wszystkie do 60 minuty przegrywały z Górnikiem Zabrze 0:1. Wynik to, jak wiecie, dość kruchy w ligowej rąbance i wystarczy prosty błąd, udana kontra czy sędzia, który się zagapi i dobry rezultat trafia szlag. Górnika z wyżej wymienionymi trafił cztery razy. I z 12 punktów zrobiły się 3. Od biedy można jeszcze dodać doprowadzenie do remisu na Legii, ale nie bądźmy aż tak brutalni - tamten mecz i tak należał do gospodarzy. Tabela jednak nie kłamie - Górnik jest dziesiąty z dziewięcioma punktami, zamiast na przykład szósty(trzy punkty więcej).

A na dobrą sprawę o dwóch zwycięstwach zadecydowały zaledwie dwie stuprocentowe sytuacje - we Wrocławiu sam na sam zmarnował Olkowski(byłoby 2:0), a w Bełchatowie w sobotę Kwiek postąpił najgorzej jak tylko mógł, marnując wysiłek Nakoulmy. Wystarczyło zostawić piłkę Thomikowi, który miał o wiele łatwiejszą okazję do strzału. A tak, Kwiek zagrał samolubnie i z pół obrotu trafił obok bramki(o późniejszych pretensjach i odepchnięciu Thomika nie wspomnę. Ale taki to już charakter "Olka"). Byłoby 2:0...

Pal licho słupek Wodeckiego. Gdyby padł gol, czułbym pewną niesprawiedliwość. Bo znów, znów Górnik pokazał, że mecz kończy się po czterech, a nie po sześciu kwadransach jak to zwykle bywa. Niemal od zegarka ktoś wyłącza zespołowi Adama Nawałki koncentrację, siły(tu mam wątpliwości, moim zdaniem zespół jest dobrze przygotowany fizycznie do sezonu) i rozsądek. I jeszcze zapomina, jak wymienić kilka sensownych podań i nie dać się złapać na prostą kontrę. Na co innego mógł liczyć ŁKS? W rozgrywaniu piłki słabi, bez niej również przeciętni. Grali jednak do końca i to wystarczyło. Już nawet nie chcę myśleć, jakie reakcje towarzyszyłyby ewentualnej porażce KSG - Szałachowskiemu wszak zabrakło centymetrów, aby w ostatniej minucie dać gospodarzom trzy punkty. Dlaczego doprowadziliśmy do takiej sytuacji? Skąd ten skandaliczny brak zimnej krwi na pół godziny przed gwizdkiem sędziego? Nie wierzę, że cały zespół nagle puchnie, nie w siódmej kolejce Ekstraklasy. Problem jednak istnieje, podobnie jak beznadziejne bronione stałe fragmenty gry w zeszłym sezonie. Jakoś się z nimi Adam Nawałka uporał, ale dopiero na wiosnę. Teraz ma kłopot natury – moim zdaniem – psychologicznej. Zobaczymy jak sobie z nim poradzi.

W atmosferze frustracji i szukania winnych dobrze jest spojrzeć na jakiekolwiek pozytywy poza godziną gry oraz broniącym(ratującym skórę Górnika?) na równym poziomie Skorupskim(utrzymać głowę chłopaka na równym poziomie a będą z niego ludzie). Prejuce Nakoulma - już w Gdańsku wyglądał bardzo dobrze(prawie gol i prawie asysta), w Bełchatowie potwierdził niezła dyspozycję, strzelił pierwszego gola dla zabrzan i pokazał, dlaczego Nawałce tak bardzo na nim zależało. Jest szybki, waleczny, dobrze się ustawia i zastawia, nie ma problemów z komunikacją i podaniami. Nie wiem dlaczego Adam Nawałka zdecydował się go zmienić za Milika, zrzucając tym samym na barki młodziana odpowiedzialność za atak, kiedy potrzebowaliśmy naprawdę porządnej iskry, aby odwrócić losy spotkania. Łatwo Arkadiusza obwiniać za to, iż nic nie zaprezentował, ale to bardzo niesprawiedliwe. Tak samo jak w spotkaniach z Lechią czy Widzewem, zawinił zespół.

Kolejnym jasnym punktem zespołu był Rafał Olkowski, debiutujący w Górniku na pozycji prawego obrońcy. Podobała mi się jego współpraca z Thomikiem i związana z tym inklinacja do ofensywnych rajdów. Generalnie prawa strona prezentuje się lepiej od lewej, gdyż nie brakuje na niej zawodników szybkich i zdecydowanych. Para Marciniak-Zahorski nie spełnia swojej roli tak jakbyśmy tego oczekiwali. Oczywiście alternatywy dla Adama nie ma, ale być może Zahorski powinien usiąść na ławce. Nie uważam, żeby grał fatalnie - po prostu jego charakterystyka wymusza rozwiązania taktyczne, których skuteczność bywa czasami znikoma. Długie piłki na jego głowę to nie jest sposób na rozegranie, zwłaszcza jeśli potrafimy(przynajmniej w ciągu 60 minut…) poruszać się z piłką naprawdę sprawnie. Może czas wreszcie dać minuty Wodeckiemu(skoro chcemy się pozbyć Gaszparika)? Szansa ku temu pojawi się jutro w trakcie sentymentalnej podróży do Ząbek w ramach Pucharu Polski.

Za tydzień do Zabrza przyjeżdża Cracovia, która kolejny raz sezon rozpoczyna od konkretnego falstartu. Zwycięstwo albo hm, znów będziemy słuchać głosów frustracji i pewnie pierwszych napomknień o dymisji. Piłkarskie bogi, obrońcie nas tym razem!

sobota, 20 sierpnia 2011

Dwa punkty po trzech spotkaniach Ekstraklasy i styl w jakim zostały zdobyte nie nastrajają mnie pozytywnie do jutrzejszego starcia z Bełchatowem.

Sezon temu na pierwsze zwycięstwo nie musieliśmy czekać zbyt długo, bo do drugiej kolejki, kiedy pokonaliśmy Zagłębie w Lubinie 2:1. A z drużyną Brunatnych(6. kolejka) na Roosevelta po ciężkiej batalii uporaliśmy się w końcu 1:0 - fajne chwile, doping tuż przed rzutem rożnym wykonywanym przez Magierę osiągnął rzadko spotykany szczyt i "trzęsienie ziemi". Wówczas powodów do optymizmu było sporo - trzecie zwycięstwo z rzędu i szybko odsunięte widmo walki o utrzymanie od pierwszego spotkania. 

Obecnie tak pięknie nie jest i nie tylko dlatego, iż to runda numer cztery i "mamy czas".

O wspaniałym dopingu można zapomnieć. 3500 ludzi, czy dokładniej mówiąc ci przesiadujący na sektorach 'młynowych' nie będą w stanie dać takiego głosu, z jakiego Zabrze słynęło, gdy cały stadion był otwarty(można było ułatwić kibicom sprawę dopuszczając 'migrację międzysektorową', no ale cóż...). Od tej strony - tym razem będę na meczu obecny - spodziewam się rozczarowania i frustracji.

Boiskowe wydarzenia mogą te emocje jeszcze pogłębić. W przeciwieństwie do wielu nie byłem zadowolony ze stylu gry Górnika w Warszawie, nawet jeśli był to jakiś postęp w stosunku do meczu z Widzewem. Nawet największymi chęciami nie zwojujemy zbyt wiele jeśli nie zaczniemy stwarzać sensownych sytuacji podbramkowym, ale i to pół biedy. Gole sprawy nie rozwiązują - cholernie mnie martwi, iż nie potrafimy utrzymać korzystnego wyniku, a przecież dwukrotnie prowadziliśmy(Śląsk, Widzew) i raz remisowaliśmy(Legia) ze wskazaniem na drugą bramkę(podopieczni Skorży ten sam błąd - kiepski pierwszy kwadrans drugiej połowy - popełnili ze Spartakiem i ich pokarało). Czystego konta też nie potrafimy zachować, rywale zaś oddają sporo(54 z czego 18 celnych wg sport.pl) strzałów na naszą, na szczęście dobrze chronioną przez Skorupskiego bramkę. I wydaje się, iż na tę chwilę każda z pozycji wymagałaby wzmocnienia i na dodatek fizycznie nie jesteśmy w pełni sił. A wygrać w sobotę trzeba., gdyż porażka wywoła sporo nerwowości w klubie i w drużynie.

Co w składzie piszczy? Nadal bez Magiery i Gołębiewskiego(zadebiutuje w końcu Shriky?), wypadł także Olkowski, prawa strona będzie więc należeć do Thomika. Mimo słabych występów nie spodziewam się zmian w środku defensywy, tak jak w pozostałych formacjach. Ewentualnie znów zobaczymy Milika w środku ataku i Zahorskiego walczącego o górne piłki na lewym skrzydle. Oby daleko od pierwszej '11' trzymał się Gierczak, który dramatycznie obniżył loty i Nawałka powinien ogrywać Mączyńskiego, skoro był gracz Wisły i ŁKSu został sprowadzony na stałe. 

Starcie z bełchatowianami powinno dać nam odpowiedź w jakim miejscu jesteśmy. GKS to drużyna środka tabeli, ani słaba, ani gotowa włączyć się o 'pudło', personalnie także w okolicach ligowej średniej. Górnik zaś.. no własnie. Zaliczył poślizg i czeka na optymalną formę? A może utrata kluczowych piłkarzy okazała się zbyt bolesna i marzenia o wysokiej lokacie trzeba odłożyć na kilka(?) lat i skupić się na utrzymaniu?

Jeśli determinacja i zaangażowanie na boisku są naszymi największymi atutami w tym momencie, to niech w końcu doprowadzą do happy-endu i zainkasowania trzech punktów. Na przekór wszystkim przeciwnościom losu. Uda się? Będę wiedział około 15:30. 

wtorek, 02 sierpnia 2011

Śląsk Wrocław

Publikując swoją wizję kadry Górnika niecałe dwie godziny przed inauguracją sezonu byłem względnie pewny stopnia zbieżności moich wyborów i trenera Nawałki. Znając zachowawczość naszego szkoleniowca postawiłem na piłkarzy sprawdzonych, ale trafić udało mi się jedynie linię obrony, co do reszty formacji, może poza bramkarzem, Adam Nawałka wprawił całe Zabrze w osłupienie. Milik od pierwszej minuty?! Olkowski na skrzydle? Pazdan w pomocy zamiast etatowego Marciniaka? Zaskakujące eksperymenty zawsze wywoływały we mnie sporo niepokoju, po co zmieniać co funkcjonowało całkiem nieźle? No i cholera, pomyliłem się jak nigdy, gdyż innowacje Nawałki zdały egzamin, natomiast to, w czym był konsekwentny, nieomal doprowadziło do katastrofy. Jednym zdaniem przedwczoraj widzieliśmy tak diametralne dwa oblicza Górnika, z których jedno nas zadowoliło, a drugie prawie zmusiło do przedwczesnego zejścia z tego świata.

Śląsk przystępował do zmagań ligowych z bagażem trzech pucharowych spotkań i sporymi oczekiwaniami lokalnych kibiców. Wicemistrzostwo i pozytywna postawa w pucharach wszak zobowiązują. Jednocześnie dają przewagę – Śląsk był lepiej przygotowany kondycyjnie na start ligi niż Górnik, co mogliśmy obserwować szczególnie w ostatnich dwóch kwadransach spotkania. Dzięki tej przewadze nie byliśmy w stanie ugryźć skutecznie rywala tak jak na przykład Wisłę Kraków na Reymonta w zeszłym sezonie. Zmęczony Śląsk zaczął jednak słabo i przez pierwszą połową był cieniem ekipy walczącej z Dundee czy Lokomotivem. Górnik zaś miał okazję pokazać kilka niezłych zagrań w ofensywie oraz uzyskał budującą przewagę w środkowej strefie. Bardzo dobrze funkcjonował Pazdan przyklejony do Mili i generalnie pressing ustawiony wyżej – do tego Nawałka przyzwyczaił nas w starciach z mocniejszymi rywalami.

Problem zrobił się, kiedy Górnik, bez różnicy czy faktycznie zepchnięty, czy też z polecenia trenera zabarykadował się na własnym polu karnym i tylko czekał na koniec oblężenia. Ten „głęboki pressing” miałby sens w wypadku ekip nie dysponujących napastnikami pokroju Voskampa. Wysoki i dobrze grający głową Holender nie miał problemów z Banasiem czy Danchem i zwyczajnie siał popłoch w polu szesnastki, głównie z tego powodu, iż pozwalaliśmy rywalom na ciągle dośrodkowania i oddanie aż 29 strzałów. Przypomina to trochę błąd Manchesteru City w meczu z Evertonem na Goddison – wtedy obrona City cofnęła się za mocno i drugi gol dla gospodarzy padł właśnie po dośrodkowaniu z bocznej strefy boiska. Trafienie Voskampa było bardzo podobne. Szkoda, że Nawałka nie podszedł do sprawy odważniej, np. ze zmianą dwóch pomocników i ciągłym nękaniem przeciwnika zdecydowanie wyżej. Rozumiem, że chcieliśmy grać z kontry i liczyliśmy na drugą bramkę, ale ostatecznie otarliśmy się o porażkę. Jeśli to była jedynie kwestia kondycyjna, to problem w trakcie rozgrywek powinien rozwiązać się sam. Jeśli nie i Adam Nawałka będzie nakazywał taką organizację defensywy, to znów czekają nas szalone końcowe minuty z ciągłym stanem przedzawałowym.

Jak to zwykle bywa wynik zależał od jednego, kulminacyjnego momentu – sytuacja Olkowskiego z drugiej połowy. Gdyby podniósł piłkę o kilkadziesiąt centymetrów najpewniej wyjechalibyśmy z Wrocławia z trzema punktami. I tak zamiast genialnego debiutu młody piłkarz Gwarka/GieKSy zaliczył dobry, szczególnie w pierwszej połowie, kiedy strzelił na spółkę z Banasiem bramkę, aktywnie współpracował z Bembenem i kilka razy wypracował sobie sytuację do dośrodkowań. Nie rozumiem za to, dlaczego Adam Nawałka nie zareagował na prośbę zawodnika i nie zmienił go za Marciniaka wcześniej.

Co do Arkadiusza Milika, to myślę, iż z oceną jego występów należy się jeszcze wstrzymać. Fajnie, że zaliczył asystę, świetnie, że tak pracuje na treningach, iż przekonuje do siebie trenera. Ale ma 17 lat i nie musi z miejsca być królem polskich boisk. Dlatego z nadmiernymi pochwałami(bądź naganami) lepiej dać sobie spokój w tej chwili. Górnik zresztą ofensywnie nie prezentował się wyśmienicie, brakowało kogoś za napastnikiem do lepszego rozprowadzania ataków(Gierczakowi mecz zupełnie nie wyszedł). Na skrzydłach dawaliśmy radę, solidnie pracowali Zahorski z Magierą oraz wymieniona wyżej para na prawej stronie, natomiast w środku pola wyglądało to znacznie gorzej.

Milika zastąpił Gołębiewski, ale nie mogę powiedzieć, aby wypożyczony z Polonii Warszawa napastnik wzbudził we mnie jakieś większe odczucia czy refleksje. Ot, biegał, kiedy trzeba było, czasami dziwnie przyjmował piłkę, na stojąco, bez ruchu i to mnie zaskoczyło. Poza tym – jako że Górnik w ofensywie prawie nie istniał w drugiej połowie ocena za występ nie jest jakaś specjalnie decydująca. Ciekawe, czy umowa wypożyczenia istotnie zawiera warunek rozegrania 60%(czyli 10) spotkań w rundzie jesiennej… Kiepskie rozliczenie w zamian za Jeża i Sikorskiego, panie prezesie.

I last but no least debiutant -  Łukasz Skorupski. W zasadzie uratował Górnikowi jeden punkt i chwała mu za to. Bronił zadziwiająco pewnie, widać przetarcie w Radzionkowie dało naprawdę sporo, teraz Górnik może zbierać owoce tej współpracy. Lecz znów nie ma co przesadzać – Skorupski w Ekstraklasie zagrał dopiero swój pierwszy mecz. Zobaczymy ile z świetnego debiutu zostanie na koniec rundy chociażby.

Nie taki sezon straszny, jakim go widzieliśmy parę tygodni po zakończeniu poprzedniego chciałoby się rzec. Górnik Zabrze pokazał potencjał, którego przeznaczeniem raczej nie jest walka o utrzymanie. Ambicji na pewno piłkarzom Adama Nawałki nie brakuje, oby tylko częściej korzystali z oblicza numer jeden zamiast z drugiego. Następna okazja – inauguracja przed własną publicznością z Widzewem Łódź. Do boju Górnicy!

niedziela, 31 lipca 2011

Inauguracja nowego sezonu tuż tuż. Przed Adamem Nawałką stoi zadanie podobnego kalibru do tego sprzed półtora roku, kiedy obejmował drużynę po Ryszardzie Komornickim. Wtedy z Górnika oglądającego plecy Sandecji, Pogoni czy ŁKSu w 365 dni zrobił zespół środka tabeli Ekstraklasy, bijąc po drodze cztery z pięciu czołowych drużyn poprzedniego sezonu. Nie obyło się bez żenujących wpadek w postaci pogromów, ale ogólny rezultat byl naprawdę dobry. W 2011 zabrzanie wypadli jeszcze lepiej, dzięki niesamowitemu wpływowi Jeża i Sikorskiego otarli się o europejskie puchary. Teraz rzeczywistość jest diametralna inna.

Obu świetnych piłkarzy, a także Bonina, na R81 zobaczymy co najwyżej w barwach Polonii Warszawa. Ofensywa w zasadzie przestała istnieć, sporo zmian zaszło również w bramce - jakkolwiek oceniać Adama Nawałkę, stanął on przed trudnym zadaniem, gdyż oczekiwania względem Górnika są dość wysokie. Nie chcemy szalonej walki o utrzymanie, nie wyobrażamy sobie, aby ten zespół, który grał przecież przez jedną rundę bez Jeża i z niedocenianym Sikorskim, miał nagle zapomnieć, jak kopnąć piłkę albo ją odebrać. Jakie więc mamy perspektywy? Poniżej krótki opis sytuacji na poszczególnych pozycjach - kogo Nawałka ma do dyspozycji i jaką, moim zdaniem, wybierze '11' na Śląsk Wrocław. Ustawienie wyjściowe 4-2-3-1, a więc bez zmian w stosunku do minionej kampanii.

Bramkarz. Pierwsza pozycja i pierwsza rewolucja – po tym jak klub zrezygnował z Nowaka i Stachowiaka(wciąż szuka klubu) do akcji wkroczyło trzech golkiperów: Peškovič, Sławik i Skorupski. Adam Nawałka w wypadku obsady bramki powinien decyzję podjąć jak najszybciej i nie zwlekać do pierwszej kolejki z ustanowieniem nowego numeru jeden. Jednak coś mi mówi, że będziemy świadkami ostrej rywalizacji przez całą jesień. Moim małym faworytem jest Skorupski, który zbierał niezłe recenzje w Radzionkowie.

Lewy obrońca. Mariusz Magiera i wszystko jasne. Jeśli ominą go kontuzje pewnie znów trzaśnie pełną „30” spotkań w Ekstraklasie.

Środkowi obrońcy. Dwa miejsca na inaugurację powinni wypełnić Banaś(ponownie kapitan zespołu) i Danch wobec skreślenia Jopa i generalnie niewielkiej rywalizacji. Gabriel Nowak wypadł na pół roku, Szymura raczej zbyt wielu szans nie dostanie, a Pazdan znając życie będzie typową zapchajdziurą i na środku defensywy wystąpi tylko w ostateczności. W odwodzie jest również Olkowski, także w razie kontuzji nie powinno być problemu z sensownymi dublerami.

Prawy obrońca. Michael Bemben mimo swoich lat wydaje się być głównym kandydatem na prawego obrońcę. Grywający na tej pozycji w sparingach Michał Płonka pewnie zadebiutuje w Ekstraklasie, ale i tak będzie raczej trzecim po Pazdanie do występów, cudów więc się nie spodziewam i cała linia obrony będzie wyglądać identycznie w porównaniu z końcówką zeszłego sezonu.

Defensywni pomocnicy. O sile destrukcji środka pola będzie decydować żelazna trójka z poprzedniego sezonu - Kwiek, Przybylski, Marciniak, wsparta od czasu do czasu Pazdanem. Poza tym brak wzmocnień 

Lewy skrzydłowy. Bez większych zmian. 30 spotkań Ekstraklasy powinni rozdzielić pomiędzy siebie Wodecki i Gaszparik.

Prawy skrzydłowy. Największe szanse na występy w pierwszych spotkaniach sezonu dawałbym nowopozyskanemu Paulowi Thomikowi. Na prawym skrzydle może również występować Zahorski, znając zachowawczość Adama Nawałki nie zdziwi mnie obecność Tomka w ‘11’ na Śląsk Wrocław, stawiam jednak na dobry rok Thomika. Mam nadzieję, że w tym sezonie trener odpuści sobie wynalazki pokroju Przybylski czy Marciniak na którymkolwiek ze skrzydeł.

Ofensywny pomocnik. Najtwardszy orzech do zgryzienia - rekompensata braku Roberta Jeża. Może rozpoczniemy sezon z Gierczakiem tak jak rok temu? Za napastnikiem może również grać pozyskany(?) Krzysztof Mączyński, który ma za sobą dobry sezon w ŁKSie. No i zawsze zostaje Kwiek, który może grać w spotkaniach wymagających agresywnego odbioru w środkowej strefie.

Środkowy napastnik. Lukę po Sikorskim wypełnić może kilku piłkarzy. Przede wszystkim wypożyczony Gołębiewski, być może Zahorski, bądź kolejny transfer – Idan Shriki. Coś mi jednak mówi, że furorę zrobi młody Arkadiusz Milik. Nawałka bez powodu nie wystawiałby go w sparingach przeciwko trudniejszym rywalom. Naturalnie więcej jak 10 występów nie zaliczy, ale kto wie – dobrze pokierowany może przynieść Górnikowi wiele radości. Jesli nowy napastnik będzie walczył podobnie jak Sikorski i będzie dysponował porównywalną skutecznością, to o konto bramkowe Górnika nie będziemy się martwić.

Nie uwzględniłem dwóch rekonwalescentów - Bębenka i Jonczyka, obaj mogą zasilić formacje ofensywne, ale moim zdaniem są dalecy choćby od meczowej '18', niemniej mam nadzieję, że Adam Nawałka z nich nie zrezygnuje. Zwłaszcza z Jonczyka, którego potencjał mogliśmy zobaczyć na jesieni zeszłego sezonu. Pozostaje jeszcze kwestia młodych piłkarzy: Króla, Sobczaka, Wolniewicza, Płonki, Mateusza Mączyńskiego i Kurzawy. Pytanie ilu z nich zadebiutuje/znów wystąpi w Ekstraklasie? Na odpowiedź Adam Nawałka ma cały sezon, do którego przystępujemy zarówno z nadziejami, jak i z obawami. 

Mój skład Górnika na mecz ze Śląskiem Wrocław:

Pesković - Bemben, Danch, Banaś, Magiera - Marciniak, Przybylski, Thomik, Gaszparik, Kwiek - Gołębiewski.