Wpisy z tagiem: wisła kraków
poniedziałek, 21 listopada 2011
Kazimierz Moskal mimo zapowiedzi nie zdołał przeciwstawić się agresywnie grającym zabrzanom i w pierwszym samodzielnym spotkaniu w tym sezonie przegrał z Górnikiem Zabrze 0:1, dzięki czemu fantastyczna passa podopiecznych Nawałki na ziemi krakowskiej wciąż nie znajduje końca.
Biało-niebieskie stroje po raz kolejny okazały się zabójcze, szczególnie w pierwszej połowie, kiedy to Górnik mógł spokojnie prowadzić 3:0, a Wisłę ratowało szczęście(szczupak Prezesa) czy nieskuteczność wspomnianego Nakoulmy i Olkowskiego. Wysoki pressing, zaangażowanie na każdym centymetrze boiska oraz dużo dobrej gry z pierwszej piłki pozwoliły gościom ustawić sobie Białą Gwiazdę jeszcze lepiej niż w zeszłym sezonie. Od tamtego czasu jakość piłki w Zabrzu spadła, ale najwyraźniej w Krakowie siła drużyna poleciała na łeb, na szyję, skoro - zwłaszcza w pierwszych trzech kwadransach - Wisła poza strzałem Ilieva przypominała zespół środka tabeli, a nie urzędującego Mistrza Polski. Wydaje się, iż to kwestia źle ustawionych zawodników - Nunez na lewym skrzydle był kompletnie zagubiony, a desygnowany na samotnego defensywnego pomocnika Brud nie był w stanie odpowiedzialnie wprowadzać piłki do gry. Na dokładkę, spora aktywność Ilieva byłą jednocześnie przekleństwem Wisły. Bułgar jest ciekawym piłkarzem, ale często pali sytuacje podejmując złe decyzje i było widać przez cały mecz. Druga połowa to totalna przemiana Wisły - piłka chodziła szybciej i rzadziej w tylnych formacjach, Górnik zepchnięty do głębokiej defensywy przezywał ciężkie dwadzieścia-trzydzieści minut. Ale przetrwał - prawdopodobnie gdybym nie znał wyniku spotkania, to oglądając powtórkę ze spokojem czekałbym na prowadzenie gości, które definitywnie pogrzebałoby nadzieje KSG na jakiekolwiek punkty. Mocnych powodów było co najmniej dwa - znacząca poprawa tempa i dokładności akcji w ofensywie, a także bardzo dobrze radzący sobie w obronie Michał Czekaj. Trójkolorowa armia też to zauważyła i w mig pole karne Skorupskiego spowił dym z rac, po czym Wisła straciła na impecie ;-) Na taki rozwój wypadków czekał Nakoulma, odebrał piłkę w środkowej strefie i niestandardowo podał do Jończyka, który wykorzystał niepotrzebne wyjście Pareiki. Poza zawodnikami(podobała mi się decyzja o wystawieniu Olkowskiego zamiast podciągnięcia defensywnego pomocnika na prawe skrzydło) osobne spotkanie rozegrał Adam Nawałka. Wreszcie był sobą. Częściej przebywał poza polem wyznaczonym dla szkoleniowców niż na ławce. Znów widzieliśmy mnóstwo gestów, podpowiedzi, nagan i pochwał, czyli wszystkich charakterystycznych elementów warsztatu Nawałki, których brakowało wcześniej. Nie wiem, czy to koniec kryzysu i czy druga tak fatalna seria meczów bez zwycięstwa się nie przydarzy. Górnik nie pierwszy raz zagrał świetnie przeciwko teoretycznie lepszemu rywalowi, co jest znakiem rozpoznawczym od początku rządów Adama Nawałki, jednak potrzebujemy punktów regularnie, nie tylko od święta. Na tę chwilę trener zabrzan jest bardzo bliski odroczenia swojej 'egzekucji', zaś pewny stanowiska będzie po ewentualnej wygranej nad Zagłębiem w najbliższy weekend. W Wiśle mogliśmy dostrzec zaczyn innej jakości, zwłaszcza w drugich 45 minutach. Czy Moskal zbuduje na tych pozytywach zespół gotowy gonić czołówkę ligi, zobaczymy w nadchodzących kolejkach.
PS. Źródłem zdjęć jest multimedialna strona najlepszej ekipy kibicowskiej na świecie - zabrzańskiej Torcidy - www.torcida.eu
sobota, 19 listopada 2011
Górnik ma sporego pecha co do zmian trenerskich w klubach rywali i związanego z tym efektu nowej miotły. Praktycznie za każdym razem, gdy przeciwnik dokonywał roszady, to nie zdobywaliśmy punktów. Tak było z ŁKSem, w drugim spotkaniu Michała Probierza(remis 1:1), a na ławce wspomnianej już Cracovii swój debiut zaliczył Dariusz Pasieka i w Zabrzu wygrał 1:0. Teraz nadszedł czas Moskala, a za tydzień na Roosevelta przyjdzie świeży szkoleniowiec Zagłębia Lubin. Na szczęście będzie to już trzeci mecz Hapala, więc tym razem może się obędzie bez mobilizującej miotły i niespotykanej zwykle ambitnej postawy piłkarzy, którzy chcą się pokazać nowemu szefowi. Na ile więc Moskal, który doskonale zna drużynę, gdyż asystował Maaskantowi, był w stanie zmienić nastroje w szeregach Białej Gwiazdy? W samym składzie za wiele nie namiesza – wciąż niedostępni są Melikson i Sobolewski, w pełni sprawny nie jest także Małecki, aczkolwiek możliwe, iż kilka minut w niedzielę zaliczy. Dlatego bezpiecznie jest przyjąć, iż Wisła zagra bardzo podobnym zestawieniem w porównaniu z ostatnimi kolejkami Ekstraklasy i Ligi Europejskiej. Sam Moskal zresztą chce po prostu zacząć ten etap swojej kariery zwycięstwem bez względu na styl. I to mobilizacja rozbitych piłkarzy Wisły będzie kluczem do pokonania Górnika Zabrze. Pytanie, czy zespół złożony głównie z obcokrajowców pojmuje co trzeba zrobić, aby kibice zapomnieli o przegranych Derbach Krakowa. Czym przeciwstawi się Adam Nawałka swojemu młodszemu koledze? Powtórką z rozrywki. Marzeniem moim jest, abyśmy zagrali podobnie jak w ostatnim dniu kwietnia tego roku, czy patrząc bliżej, w stylu Podbeskidzia z końca listopada. Agresywnie, bez przesadnego respektu, skutecznie w ofensywie i defensywie. Do tego jednak potrzeba silniej psychicznie drużyny. Nie takiej, która strata bramki urywa głowę z kręgosłupem, jak to z zabrzanami ostatnio bywa. Niestety, obawiam się, iż bez dwóch bramek w sieci Białej Gwiazdy Górnik nie ma większych szans na punkty. Nie żebym nie wierzył w piłkarzy, którym podobno mają sprzyjać stroje identyczne z poprzednią wiktorią, ale scenariusze przeszłych meczów są bezwzględne. Gramy jako tako do 60. minuty, potem rywal wyrównuje i tylko cud, sędzia bądź Skorupski ratują nas przed totalną kompromitacją. W moim odczuciu Adam Nawałka powinien pozostawić jutro Milika na ławce i zgrać w ataku Zahorskim, bo Tomek ma większe szanse w fizycznym starciu z defensorami Wisły. Kluczem do bramki Pareiki będzie jednak oczywiście Nakoulma i jego skuteczność. Krakowianie mają sporo problemów z bronieniem stałych fragmentów gry, więc przy odrobinie dobrych dośrodkowań Magiery, Kwieka czy Bembena coś możemy ustrzelić. Jako, że ze składu wyleciał Banaś, o defensywę jestem nieco spokojniejszy i mam nadzieję, iż Nawałka nie zrobi ponownie z Przybylskiego fałszywego prawoskrzydłowego. Ileż można się bronić? Jesteśmy w dość trudnej sytuacji ligowej i punktów potrzeba jak tlenu. Poproszę więc o Thomika bądź Olkowskiego na tej pozycji i więcej zaangażowania w atak. Kogo by jednak trener Górnika nie wystawił, ma do dyspozycji 12 zawodnika. Kibice biało-niebiesko-czerwonych stawią się w potężnej liczbie przy Reymonta, a na dodatek kibice Wisły ustąpią im w okolicach 70. minuty pola w ramach dość niefortunnego protestu. Do każdego bojkotu czy akcji wyrażających niezadowolenie podchodzę z rezerwą i tym razem również wydaje mi się, iż fanatycy krakowscy wybrali najgorszy moment, aby "dać głos". Macie nowego trenera, panowie. Faceta związanego z Wisłą całym sercem, a chcecie go w pierwszym, bardzo ważnym spotkaniu zostawić bez wsparcia. I to w momencie, kiedy Górnik prawdopodobnie zacznie opadać z sił i będzie narażony na każdy sensowny atak gospodarzy. Cóż, jeśli jednak uda się oprzeć ewentualnym atakom Wisły w tym czasie, to chętni wszystkim odpowiedzialnym za opuszczenie trybun serdecznie podziękuję :) W Górniku jeden debiut - pierwsze oficjalne spotkanie prezesa, Artura Jankowskiego. Bez względu na zasadność tak częstych roszad na tym stanowisku, nowemu sternikowi górniczej łajby życzę pierwszych cennych dla klubu punktów.
poniedziałek, 02 maja 2011
Pierwszy kwadrans wprawił wszystkich w osłupienie - Górnicy bez przesadnego respektu dla rywala ruszyli z wysokim pressingiem i z marszu stworzyli sobie kilka ciekawych sytuacji. A to pudłował Wodecki, a to Jeż podał nie w tempo do wychodzącego na czystą pozycję Sikorskiego. Działo się. I choć Wisła momentami przejmowała inicjatywę i była bliska otwarcia wyniku meczu(szanse Kirma i Meliksona), to Górnik prowadził po 25 minutach za sprawą dośrodkowania Bembena, błędów Wiślaków i strzału Gaszparika. Chwilę później podopieczni Nawałki dostali kolejny prezent - Cikosza zmienił Branco. I od razu koncert 'małej gry' dało nasze lewe skrzydło, bez kłopotów robiąc na szaro Kameruńczyka, jednego z najsłabszych w składzie Wisły. Najbardziej po objęciu prowadzenia obawiałem się posunięć taktycznych trenera Nawałki. Zbyt dobrze pamiętałem mecz z Legią, aby serce drżało za każdym razem, kiedy zabrzanie zbyt mocno cofali się do defensywy. Ale piłkarze umiejętnie balansowali pomiędzy wciąganiem rywali na własną połowę, a zaskakującymi, błyskawicznymi podejściami pod bramkarza i obrońców gospodarzy. Klasyczny(i skuteczny!) boiskowy szach – drużyna, która zdobyła gola jako pierwsza, dyktuje warunki spotkania. Wisła chce zremisować, więc musi angażować w ataki kilku piłkarzy więcej, a Górnik tylko czyhał na okazje do kontr. W sumie wyprowadziliśmy ich przynajmniej kilka, z czego dwie(szanse Sikorskiego i Wodeckiego) powinny się zakończyć podwyższeniem prowadzenia. Znów zapaliła się lampka awaryjna, czy aby niewykorzystane sytuacje się nie zemszczą. Wiślacy jednak musieli zacząć trafiać w bramkę(aż 11 niecelnych strzałów w drugich 45 minutach), najbliżej był Siwakow, ale z paru metrów nie zdołał wcisnąć piłki głową i animusz drużyny Maaskanta zaczął powoli topnieć. Zaś biało-niebiesko-czerwoni nie mieli problemów z wchodzeń w pole karne rywali – świetnie z dystansu strzelał Nowak, kilka minut później jego akcja zrobiła mnóstwo zamieszanie, ale gol nie padł. Potrzeba było kolejnej asysty Jeża Gaszparika(mój błąd, zasugerowałem się komentarzem) i piątego gola Sikorskiego, aby przypieczętować zasłużone trzy punkty. Wisła bez napastnika(Żurawski mimo kilku prób zupełnie niewidoczny) i z dość samolubnie i nerwowo grającą pomocą(Melikson, Małecki i Kirm) poniosła bolesną, ale edukacyjnie wartościową porażkę. I to jeszcze z rąk zespołu swojego trenera! Przy tak otwartym spotkaniu wiele ze swego talentu pokazał Robert Jeż. Jak mówił Łukasz Mazur, to unikatowy piłkarz w naszej lidze – na boisku widzi naprawdę sporo, potrafi zagrać prostopadłą piłkę europejskiego formatu. Co istotne – poziom jego zagrań determinuje w równym stopniu inteligencja partnerów. Jeśli nie ma gry bez piłki, nikt nie wychodzi na pozycję, to o kant kuli można roztrzaskać Jeża i jego podania. Z tego miejsca wielkie brawa dla byłego prezesa, iż udało mu się dogadać z Żyliną jeszcze w tym sezonie. Bez Jeża Górnik straciłby mnóstwo opcji ofensywnych. Osobny akapit dla Daniela Sikorskiego. Słabsze występy z Jagiellonią czy Lechią ukuły w mojej głowie myśl, iż w Krakowie Daniel musi potwierdzić swoje umiejętności, bo inaczej jego akcje zaczną w Zabrzu spadać. No, odpowiedź godna szacunku – nie odpuścił Chavezowi ani przez sekundę. Nie poddawał się, gdy Honduranin raz po raz spychał go z pola karnego, albo wygrywał pojedynki główkowe/biegowe. Twarda, męska gra opłaciła się, Chavez w końcu błąd popełnił, a my mamy dzięki temu nowego najlepszego strzelca w drużynie. Teraz tylko się nie podpalać i nie cieszyć za mocno(trochę irytuje, iż po każdym golu Daniel zgłasza akces do reprezentacji), a bramkowe konto najlepiej podwoić :) I jeszcze kilka słów o naszym szkoleniowcu. Mam nadzieję, iż ten mecz zamknął usta wszystkim krytykom – Adam Nawałka nie jest trenerem ani wybitnym(taktyka na Wisłę wyszła mu znakomicie), ani bardzo złym(„defensywne” ustawienie na Jagę, czy indolencja na Cichej), do Górnika Zabrze pasuje jednak idealnie. Awansował z zespołem do Ekstraklasy(niewielu z nas po jesieni w to wierzyło, czyż nie?), a teraz nie bronimy się rozpaczliwie przed spadkiem, ba, zachowujemy szansę na europejskie puchary. Ma swoje zasługi, popełniał także błędy, nie zmienia to jednak faktu, iż głosy o jego zwolnieniu powinny ucichnąć na dobre. A o co gra teraz Górnik? Odpowiedź jest prosta: o jak najwyższą pozycję w lidze. O innych celach porozmawiamy gdy przyjdzie czas finałowych kolejek sezonu 2010/2011.
sobota, 16 października 2010
Przed niedzielnym spotkaniem Górnika z Wisłą żadna z ekip nie może czuć się pewna własnej wartości. Problemów i w Zabrzu, i w Krakowie co nie miara. Górnik przegrał ostatnie trzy mecze(wliczając Puchar Polski) i pożegnał się z fotelem wicelidera. Na ziemię sprowadziła nas niezapowiedziana klęska w Gdańsku, gdzie Lechia bez trudu wbiła nam goli aż pięć, a mogła spokojnie dorzucić drugie tyle. Na Roosevelta tydzień później ten scenariusz nie miał prawa się powtórzyć i istotnie tak się stało. Jednak asekuranctwo, które przyznam i mi się udzieliło, bo remis był mi w smak, zostało ukarane i Jagiellonia wywiozła niezasłużone zwycięstwo. Na domiar złego – frekwencja totalnie rozczarowała. 6 i pół tysiąca brzmi jak ponury żart, którego nikt za czasów 1. ligi nie odważył się opowiedzieć! Wiślaków kryzys trawi konsekwentnie od początku roku. Idiotycznie roztrwoniona przewaga nad resztą stawki i w konsekwencji przegrany tytuł, a do tego kompromitacja z Karabachem w eliminacjach Ligi Europy(do dziś na mojej podłodze jest ślad po szczęce, która się roztrzaskała po trzecim golu dla Azerów). Symbolem obecnych kłopotów drużyny Maaskanta jest Maciej Żurawski. Powrót Żurawia miał dać Wiśle to, co Górnikowi dał transfer Gierczaka, czyli pewnego zawodnika pierwszego składu. Górnik bardzo odczuwa brak Piotrka, ale gdyby Żurawski doznał jakiegoś urazu, to na pewno wielkiej szkody jego zespół by nie odczuł. Niegdysiejszy idol krakowskiej publiki na szczęście zdaje sobie sprawę z tego, co się dzieje i zapowiedział zakończenie kariery, a od szkoleniowca dostał propozycję współpracy w sztabie. A skoro o nim, tj. szkoleniowcu, mowa - Robert Maaskant, trzeci trener Wisły w tym roku, nie jest oczywiście czarodziejem(a już na pewno nie jest pewnym białym czarodziejem, tak mocno kochanym w Zabrzu) i w nowym klubie wyniki notuje przeciętne: wygrywał dwukrotnie(w tym z Dolcanem Ząbki w ramach PP), ostatnio zaś tylko remisuje. Po nudnym 0:0 ze Śląskiem Wrocław Holender się wściekł, a następnie zabrał drużynę w Tatry, gdzie poza szlifem czysto piłkarskim drużyna miała wziąć się w garść. Miał przy tym nieco ułatwione zdanie, bo żaden z Wiślaków nie pojechał na wycieczkę do USA. Poza tym, w Krakowie powinna spać presja – nie wydaje mi się, aby ktokolwiek na poważnie oczekiwał, aby Wisła ponownie stała się piłkarską stolicą Polski(z drugiej strony, Lech Poznań też ma na to szanse cokolwiek iluzoryczne). Jeśli Maaskant przebił się z tym faktem do wszystkich trzynastu narodowości reprezentujących Wisłę, to zespół może zaskoczyć. Naturalnie w najgorszym dla Górnika momencie. W temacie USA i podobnych, trener Nawałka już takiego szczęścia został pozbawiony. W okresie reprezentacyjnym pewnie chciałby mieć cały zespół dla siebie, ale kadra postanowiła odebrać nam oba płuca – Bonina i Wodeckiego. Kibice Górnika oglądający mecz z Ekwadorem są zniesmaczeni – trener Smuda chciał dać Boninowi minutę na grę, a że mecz się skończył, to nawet na boisko w Montrealu nie wybiegł. Kompletny idiotyzm. I nikt nie wie, w jakiej formie Bonin do Zabrza wrócił, tak samo sytuacja wygląda z Wodeckim, który leciał aż do Teheranu. Do tego Nawałce nie pomogą Jop, Sikorski, Bębenek i wspomniany Gierczak. Strata Jopa wydaje się na pierwszy rzut oka znaczna, ale wspominając jego występ przeciw Cracovii(sprokurowany rzut karny i generalnie dość niepewna postawa) przypuszczam, iż Mariusz w meczu z byłym klubem spaliłby się na starcie. Być może wejście Pazdana bądź Marciniaka okażą się lepszym rozwiązaniem. W ataku pas – Świątek wciąż za słaby, Chałas mimo niezłego gola w ME nie przekonuje trenera, a Sobczakowi czy Leszczakowi(ten zaś nie strzelił karnego młodej Polonii Warszawa) brak ogrania. Pozostaje Zahor – napastnik niewidoczny przez 89 minut, ale gotowy strzelić w decydującym momencie. Pozostaje na to liczyć. Gdyby terminarz łaskawie pozwolił nam podjąć Wisłę przed przerwą na reprezentację, byłbym spokojniejszy o wynik. A tak, pierwsze zwycięstwo w XXI wieku z Krakusami jest bardzo wątpliwe. Adam Nawałka nie może popełnić błędu z meczu z Jagiellonią i nie ma prawa nastawić piłkarzy na remis(swoją drogą całkiem korzystny). Gramy o pełną pulę, no bo skoro Ruch mógł wygrać z Białą Gwiazdą, to dlaczego my nie? Przecież Wisła z okresów świetności w Pucharze UEFA już nie istnieje. Nie było dotąd lepszej okazji, aby przemóc się i zakończyć fatalną passę w starciach z Wiślakami. I dla dobra tej rywalizacji, i spokoju w klubie oraz wśród wiernych kibiców. |
Zakładki:
Czytam, komentuję..
Angamoss![]() Błękitna strona miasta | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||