Wpisy z tagiem: Derby Manchesteru
niedziela, 08 stycznia 2012
162. derby Manchesteru padły łupem United i Chrisa Foya, ale duma, która wypełnia serca każdego kibica The Citizens dominuje nad porażką i faktem, iż nie obronimy Pucharu Anglii. Od lat nie wiem ilu Manchester City przed meczem został obwołany mocnym faworytem, co zawsze w przypadku United powinno wywołać pewien niepokój. Mogą mieć plagę kontuzji, mogą mieć nienajlepsze morale po dwóch fatalnych porażkach w lidze, jednakże nigdy nie poddadzą spotkania o takim ciężarze gatunkowym. Ktokolwiek trzeźwo myślał, iż Błękitny wygrają tylko dzięki temu, iż wyjdą na boisko, musiał być niespełna rozumu. Nigdy nie ufaj Czerwonym Diabłom, nigdy nie pozwalaj, aby zgubiła cię przesadna pewność siebie na boisku i poza nim. Nigdy.
Biorąc pod uwagę poważne braki w środku pomocy(Barry, Yaya) i praktycznie jednego zdrowego napastnika w kadrze(Dżeko i Mario kontuzjowani) moje obawy były dość znaczne, gdyż zawsze dochodzi do nich czynnik, którego absolutnie nie da się przewidzieć - błąd sędziego ustawiający mecz. Chris Foy nie od dziś jest znany ze swoich cokolwiek dziwnych decyzji i chyba nie powinienem być specjalnie zszokowany wyrzuceniem Kompany'ego. Czerwona kartka za czyste wejście(nawet nie w połowie tak agresywne jak dwunożny atak de Jonga na Ben Arfę) i brak katrki dla Giggsa ze wejście od tyłu(facet nawet w piłkę nie trafił) kilka minut później to jasny przekaz - Foy jest niekompetentnym durniem, który interpretuje przepisy wg własnego widzimisię. Nigdy czerwona, Chris, nigdy! Co jeszcze dodaje gorzkiego smaku temu incydentowi - Nani nawet nie był zainteresowany karą dla naszego kapitana. To Rooney z prędkością zdementowanych pogłosek o transferze doskoczył do Foya i domagał się kartki... Poczucie niesprawiedliwości wzbudziło w piłkarzach Manciniego niesamowitą determinację. Trochę tak jak United, ruszyli do ataku w derbach na OT, mimo iż goście punktowali boleśnie, co podobnie skończyło się do przerwy na Eastlands źle. Milner nie jest prawym obrońcą, a chcąc się skutecznie bronić trudno polegać na Adama Johnsonie, niezłym z przodu, ale asekuracyjnie grającym z tyłu, to samo tyczy się Kolarowa, z tym że Serb jest momentami równie słaby w obu aspektach gry. Szkoda - tak myślałem do gola na 1:3 - że Roberto nie postawił na Clichy'ego, którego świetny występ przeciwko Naniemu w październiku powinien gwarantować mu dziś miejsce w pierwszej '11'. Sytuacja po 45 minutach wyglądała tak niedobrze, iż Mancini musiał reagować bez skrupułów - sam się domagałem, aby zrobił dwie defensywne zmiany i próbował uniknąć upokarzającego rewanżu za 1:6. Włoch posłuchał moich błagań połowicznie. Wejście obrońcy Zabalety na prawą stronę było słuszne, ale niekoniecznie chodziło o zejście Davida Silvy, bardziej zależało mi na ściągnięciu z boiska anonimowego Nasriego. Jednak powody Manciniego zrozumieć nietrudno - przy 0:3 lepiej oszczędzić Magika, który może pokazać wielką klasę z Liverpoolem, ale Samir mimo istotnej roli(łącznik między obroną a Aguero) przeszedł obok meczu. W rzeczywistości więc The Citizens grali tak jakby w dziewiątkę(Francuz irytował również kiepskim zaangażowaniem w destrukcji), a mimo to, po szybkim golu na 1:3, już nie zastanawiano się, jak wysoko United zwyciężą, ale czy w ogóle awansują dalej. Zaczął się zupełnie inny mecz, o którym Manchester United wolałby pewnie zapomnieć. Od strony taktycznej Mancini wykonał swoje zadanie. Wyzwolił z okowów obrony Milnera, ustawił pięcioosobowy blok defensywy(z bardzo lotnymi Zabaleta i Kolarowem), w środku wspomniany James i de Jong(kilka świetnych interwencji), przed nimi Anonimowy Nasri i osamotniony Aguero. Drugi gol, trochę przypadkowy, pozwolił na postawienie interesującego szacha. Czerwoni nie mogli dłużej bronić aż tak wysoko, jak i za każdym razem inwestować sporo sił w atak, aby uniknąć kontr.
Ostatnie dwadzieścia minut wyzwoliło niesamowite emocje i tu u mnie przed monitorem, i na Eastlands, które odżyło w drugiej połowie dodając skrzydeł przegrywającym piłkarzom. Fantastyczne przeżycie - 80 minut bez jednego zawodnika, a mimo to zamiast zostać zmiażdżonym, Manchester City pokazał wielki, wielki charakter i był tak blisko wyrównania. Paradoksalnie błąd Foya wyszedł piłkarzom City na dobre(poza odpadnięciem z Pucharu, rzecz jasna) - zjednoczył ich, sprawił, iż po raz kolejny w tym sezonie pokazali tak poszukiwany wcześniej team spirit, nie wszystko wprawdzie wyszło, ale, ale! Kwestionowanie ducha drużyny na Eastlands powinno się właśnie skończyć. Zaś duma w nas, kibicach City, będzie silniejsza od jednej porażki. Wszak przegrywaliśmy z United w gorszych, bardziej łamiących błękitna serca okolicznościach. I odpadnięcie z Pucharu Anglii nas nie zatrzyma. Piłkarze również o tym wiedzą. Ci, którzy używają mediów społecznościowych już zdążyło wyrazić swój podziw dla atmosfery meczu. Najlepiej rzecz określił Kun(Tevez, ucz się!):
Z drugiej strony, kibice United mają prawo wściekać się na swoich piłkarzy za postawę w drugiej połowie. Niewiele zabrakło, aby zmarnowali sporą przewagę bramkową, co chyba wciąż jest pokłosiem słabszej formy całego zespołu. Z pewnością też spora część fanów nie widzi sensu w sprowadzeniu Scholesa z powrotem na Old Trafford, mimo oczywistej sympatii do rudzielca. Czy Ferguson jest już tak zdesperowany brakami w środku pomocy, że sięga po faceta z emerytury(tak, wiem, że Paul też chciał wrócić na boisko)? Tylko patrzeć, jak po kolejnym babolu Lindegaarda czy De Gei wykona *kolejny* telefon do van der Sara(a może do Schmeichela?!). Na szczęście nie mój to cyrk :) Daleko mi do załamania. Owszem, w najbliższych tygodniach będzie brakować Kompany'ego(apelacja moim zdaniem nie przejdzie), ale wróci Barry, na środku obrony Mancini może postawi na Savicia, może na Richardsa, to kwestia jeszcze do rozstrzygnięcia. Czekamy na wyniki Wybrzeża Kości Słoniowej i powrót braci Toure, oraz na ruchy transferowe z klubu. Cele na najbliższe tygodnie: awans do finału Carling Cup i utrzymanie prowadzenia w lidze. Jeśli determinacja w zespole Manciniego się utrzyma, nie wątpię iż jesteśmy w stanie to osiągnąć. CTID Tagi:
Chris Foy
Derby Manchesteru
FA Cup
manchester city
Manchester United
Puchar Anglii
Roberto Mancini
19:54, angamoss ,
Manchester City
Link Komentarze (2) »
wtorek, 25 października 2011
Niezapomniane popołudnie. Jeśli wśród kibiców The Citizens są jeszcze przeciwnicy Manciniego oraz szejków na Eastlands i nie przekonała ich fantastyczna kampania Pucharu Anglii 2010/2011, to upokorzenie największego rywala na jego własnym stadionie i "czysta" pozycja lidera Premier League musi to uczynić. Na zwycięstwo na Old Trafford czekaliśmy cztery lata(co zabawne, ostatni trener który tego dokonał, Sven-Goran Eriksson, stracił pracę w Leicester dzień po derbach Manchesteru), a sam Teatr Marzeń ugiął się wreszcie po piłkarskim oblężenie trwającym aż dziewiętnaście miesięcy. Manchester na kilkadziesiąt tygodni znów będzie Błękitny. Przełamaliśmy Fergusonową mentalności zwycięzców, która była najlepszą obroną przed wszelkimi żenującymi rozstrzygnięciami. Pamiętacie? Ileż to razy wygrywali na przekór własnej postawie? Albo pozbawiali Błękitnych nadziei, strzelając zwycięskiego gola w ostatniej minucie(półfinał Carling Cup, oba mecze ligowe z tamtego sezonu, Tarcza Wspólnoty)? Ale teraz dość tego. Przełamaliśmy ich. Już nie będzie się mówiło o Manchesterze i mistrzostwie tylko w kontekście United. Jest pięknie. Nie mogę napatrzeć się na powtórki bramek i tabelę Premiership. Co w tym wszystkim najcudowniejsze? Że to dopiero początek. Zbezczeszczenie świątyni rywala to jedno; nadszedł moment, aby z całą mocą zrzucić go z tronu Mistrza Anglii. Potęga, jaką widzieliśmy w niedzielę, nie może mieć innego celu. I mam tu na myśli zarówno komfortową, solidną obronę, mimo sporej przewagi w posiadaniu piłki United(pierwsze 20 minut, aczkolwiek bez realnej szansy, no może poza kiksem Evansa), i atak - po prostu zabójczy. A także trenera. Mancini wykonał swoją robotę doskonale, zmieniając Dżeko, Nasriego i Adama Johnsona za Balotellego, Milnera i Aguero, jak również wracając do 'ligowych' bocznych obrońców, Richardsa(świetny mecz w "obie strony") i Clichy'ego(dobra współpraca z Silvą i Lescottem uspokoiła Naniego na dobre).
Aż chce się zapytać: Carlos who? Transformacja City z ekipy zależnej od formy i kaprysów Carlito w naoliwioną maszynerię do strzelania goli szokuje od startu sezonu. Każdy z napastników zdobywa bramki na zawołanie. Jeśli nie Aguero, to Dżeko. Jeśli nie Bośniak, to Super Mario. A gdyby i każdemu z nich celowniki się zwichrowały, to jest chociażby James Milner albo Adam Johnson. Wszyscy piłkarze City są niesamowicie zaangażowani w poczynania zespołu i to napawa mnie ogromną dumą(głód goli w końcówce derbów tym bardziej ujmujący). Jeśli teoretyczni rezerwowi dostają szansę, to ją wykorzystują. Najlepszym tego przykładami są Balotelli i AJ. Włoch został pominięty podczas pierwszych kolejek, a teraz nie może przestać strzelać goli. Młody Anglik zaś nieustannie temperowany przez Manciniego ciągle pokazuje, że można mu ufać(mecze z Blackburn i Villą). A największym beneficjentem 'nowego' City, które określiłbym najogólniej jako zespół budowany wokół geniuszu Silvy, jest James Milner. Jestem nim zachwycony. Jeszcze kilka miesięcy temu kręcił głową, gdy Roberto ściągał go z murawy Anfield, a dziś, kiedy wreszcie odnalazł hiszpańskiego magika, który wykorzysta jego niebywałą chęć do gry, staje się bardzo istotnym elementem drużyny. Dwie asysty na OT(Zonal Marking o jego roli w tym spotkaniu), spory udział w zwycięstwie z Villarrealem, gole z Evertonem i Aston Villą mówią same za siebie. Naprawdę oczekiwałem, iż po uratowaniu Ligi Mistrzów James zagra wespół z Mario w pierwszym składzie i Mancini mnie nie zawiódł. There is only one James Milner jak najbardziej zasłużone. Był cierpliwy w trakcie zeszłego sezonu, nie marudził zbytnio, przepracował okres aklimatyzacyjny jak należy i to się opłaciło. A co do Mario... uwielbiam faceta. Pokręcony charakter, niedający o sobie zapomnieć. Na boisku jednak co raz lepszy. Dlaczego zawsze on? Bo wszyscy go lekceważą i mam nadzieję, że dalej tak będą robić. Bo wczoraj jeździł po Manchesterze z głośno włączoną muzyką i przybijał z kibicami City 'piątki'(czy też 'szóstki' w pewnym sensie:)) i odpalił... kampanię na rzecz bezpiecznego korzystania z fajerwerków. Jest na ustach wszystkich. Po Man of the Match finału FA Cup i niedzielnym występie żadne boisko nie będzie mu straszne. Za to Wy, kibice Premier League, bójcie się ;-) Zachwycać się nad wspomnianym kilkukrotnie Davidem Silvą nie mam zamiaru, zwyczajnie brak mi odpowiednich zasobów w słownictwie. Jest wszędzie. Rozdziela piłki z zamkniętymi oczami, czysta maestria - precyzja podania do Dżeko w 93 minucie powala. Wystarczyło Edinowi biec, a futbolówka sama mu wskoczyła pod nogi. Każdy atak rozprowadzany przez Hiszpana był naprawdę groźny. Albo wejście między czterech obrońców United - czemu nie, wcale nie jest się na straconej pozycji. No i praca w defensywie. Kompletny piłkarz - z jego postawą na murawie i poza nią nie potrafię martwić się o przyszłość Manchesteru City. Żeby nie było, że tylko ochy i achy - jak po każdym zwycięstwie refleksja musi objąć nieco szerszą perspektywę. A ta wygląda następująco: 1. Nikt nie wygrał mistrzostwa po dziewięciu kolejkach, długa droga przed City, Jedno jest jednak pewne. Po czasie pogardy nadeszły dni srogiej zemsty. Dla fanów City zapowiadają się niezwykłe miesiące. Dla angielskiej piłki również, gdyż wydaje się, iż właśnie narodziła się prawdziwa potęga. Jeszcze nie obwieszona medalami, ale z wielkim apetytem i świadomością, iż same pieniądze na murawie nie wygrają. |
Zakładki:
Czytam, komentuję..
Angamoss![]() Błękitna strona miasta | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||