Wpisy z tagiem: Finansowe Fair Play

sobota, 26 listopada 2011

W zeszłym tygodniu Manchester City opublikował raport finansowy za sezon 2010/2011, ściślej mówiąc: wynik od 31 maja 2010 do analogicznego dnia 2011 roku. Aby więc rozwiać wszelkie niedomówienia i wątpliwości - chodzi o pierwszy samodzielny sezon Roberto Manciniego na Eastlands. Straty klubu w tym okresie wzrosły do 197 mln £ i przekroczyły obroty klubu(153 mln £) oraz rekordową do tej pory stratę w angielskim futbolu, wynoszącą 141 milionów funtów, zanotowaną przez Chelsea za 2005 rok.

Na początek kilka faktów. Głównym źródłem strat są transfery Manciniego(oraz prawdopodobnie przesadna rozrzutność w negocjacjach) - Toure, Silva, Milner, Kolarow, Boateng, Dżeko, Balotelli(łączna kwota ~156 mln plus spory wzrost budżetu płacowego), oraz kłopoty ze sprzedaniem zawodników, których Włoch w składzie nie widział - Adebayor(pół roku), Bridge, Bellamy(klub dopłacał do jego tygodniówki w Cardiff), Jo(dobrze wiemy, że występował z konieczności) i Santa Cruz. Co do dochodów - we wszystkich obszarach klub zanotował znaczące wzrosty w porównaniu z rokiem ubiegłym, i tak: dni meczowe(bilety o 8,2%, 'reszta' o 6,1%), prawa telewizyjne(o 27,4%), umowy sponsorskie(o 49,7%). W bilansie nie zawarto nowej umowy z Etihad i, co zrozumiałe, transferów letnich. Tyle w kwestiach formalnych.

Wtorkowa porażka z Napoli i związane z nią małe szanse na awans z grupy Ligi Mistrzów z pewnością pogłębiły obawy zarządzających City co do finansowej przyszłości klubu. Sprawa wygląda jasno: The Citizens, aby spełnić wymagania Finansowego Fair Play, muszą obniżyć straty do poziomu około 39 mln £ do lata 2013 roku(sumując obecny i następny sezon), co wymaga znaczącego wzrostu przychodów klubu.

Naturalnie awans do fazy pucharowej Champions League w tym, jak i w następnym sezonie, jest jedną z konieczności, obok wysokich lokat końcowych w lidze(najlepiej dwa mistrzostwa:)), by zadowolić UEFA. Do tego dochodzi domniemana rozbudowa stadionu, sponsoring Etihad, oraz szykowana renegocjacja umowy z Umbro, Daily Mail doniósł, jakoby klub miał rocznie dostawać nie sześć milionów, jak do tej pory, ale o dwadzieścia więcej. I jeszcze jedno, odpowiedzialni za przeprowadzanie transferów z klubu muszą podwoić wysiłki, aby pozbyć się niechcianych piłkarzy(Ade, Bridge, Onoucha, Tevez) za rozsądne kwoty. Jednakże wyliczenia przeprowadzone przez Sporting Intelligence nie są zbyt optymistyczne i istnieje spore prawdopobieństwo, iż City do 2013 roku nie spełnią wymogów FFP i … no właśnie, co wtedy? UEFA wyrzuci nas z europejskich rozgrywek pomimo tego, iż będziemy zmierzać do zrównoważenia budżetu? Uważają nas za zło w piłce, a sami wydali przepis, który umacnia najlepsze kluby w Europie, jednocześnie grożą tym słabszym: grube inwestycje w futbol mogą skończyć się sankcjami. Jako zwolennik wolnego rynku, nie jestem do tego specjalnie przekonany.

Sama idea FFP po prostu wzbudza we mnie wątpliwości. W teorii chodzi o taką regulację piłkarskiego rynku, aby zapobiec galopującym kwotom transferowym i tygodniówkom piłkarzy, jest więc wymierzona głównie w City, pośrednio w Chelsea, Malagę oraz PSG(ciekawe co z klubami ze wschodu Europy...), czyli kluby, które dzięki bogatym właścicielom mogą wydać zdecydowanie więcej niż ich 'zwyczajni' rywale. UEFA uważa, że City destabilizują rynek, a mi się wydaje, iż tworzą pewną odrębność, finansową enklawę, z której dobrodziejstw korzystają wszyscy. Miasto - zarabia na umowie z Etihad i zyskuje dzięki programowi City in Community, kibice Błękitnych zaś nie muszą się martwić o ceny biletów. Kluby z Anglii - pieniądze z transferów nie lądują przecież do kieszeni właścicieli, prawda?

Liga dostaje zaś nowego kandydata do mistrza, wprowadzającego sporo interesującego zamieszania w rozgrywkach - od czasu Mubaraka i Mansoura rozbito w pył dominująca Big Four, do grupy walczących dołączył Tottenham(tzn. ich udział w LM najpewniej nie będzie jednorazową przygodą w stylu Evertonu), który z United, Chelsea, City, Arsenalem i Liverpoolem(mimo wszystko) stanowi większą grupę zespołów zainteresowanych szczytem tabeli. Zmiany, zmiany, zmiany, których tak wielu się boi - bez petrodolarów liga wciąż byłaby poletkiem Big4, konsumującej Ligę Mistrzów co roku. I nie, nie uważam aby były możliwe trwałe zmiany w Premiership bez szalonych pieniędzy. Żaden klub poniżej 5-6 lokaty nie wskoczyłby na dłużej do pierwszej czwórki w sytuacji sprzed 2008 roku.

Jeszcze w kwestii kwot transferowych i tygodniówek - napisałem wyżej, iż kazus City jest pewną odrębnością. I dodam jeszcze, że testem dla piłkarzy. Niektórym odbieranie pokaźnej wypłaty pasuje, mimo iż nie grają, a inne kluby nie są zainteresowane spełnianiem życzeń rezerwowych City. To problem tych piłkarzy, a nie rynku, który ich po prostu połyka i będzie trawił, aż zmienią swoje oczekiwania. Klub na tym nie traci, nie generuje długu(nie pożycza też od właściciela! To bardzo ważne w tym wypadku). Z transferami jest nieco inaczej - tu nie zawsze byłem zadowolony z przebiegu negocjacji i ostatecznych sum transferowych, ale znów - klub nie generuje długu, kontrahent jest bardziej niż zadowolony. A rynek? Nie dostosuje się. To Manchester City dostosuje się do niego, bo nikt nie chce przepłacać bez potrzeby. Do zwycięstwa w FA Cup i awansie do Ligi Mistrzów taka konieczność istniała. Płacisz więcej, bo nie jesteś United, Interem, Realem czy Bayernem Monachium. To najprostszy podatek od 'reputacji', a City jeszcze przyszło płacić cookowe, taki drobny podatek od szaleństwa i rozmachu ;-)

Wszystkich narzekających na niszczenie futbolu i inne tego typu kwiatki, uspokajam. Idzie ku dobremu. Cieszcie się grą, bo to ostatecznie piłkarskie zawody rozstrzygną kto lepszy, a nie cyferki w księgach. Jakkolwiek - zapraszam do dyskusji :)