Wpisy z tagiem: transfery

sobota, 26 listopada 2011

W zeszłym tygodniu Manchester City opublikował raport finansowy za sezon 2010/2011, ściślej mówiąc: wynik od 31 maja 2010 do analogicznego dnia 2011 roku. Aby więc rozwiać wszelkie niedomówienia i wątpliwości - chodzi o pierwszy samodzielny sezon Roberto Manciniego na Eastlands. Straty klubu w tym okresie wzrosły do 197 mln £ i przekroczyły obroty klubu(153 mln £) oraz rekordową do tej pory stratę w angielskim futbolu, wynoszącą 141 milionów funtów, zanotowaną przez Chelsea za 2005 rok.

Na początek kilka faktów. Głównym źródłem strat są transfery Manciniego(oraz prawdopodobnie przesadna rozrzutność w negocjacjach) - Toure, Silva, Milner, Kolarow, Boateng, Dżeko, Balotelli(łączna kwota ~156 mln plus spory wzrost budżetu płacowego), oraz kłopoty ze sprzedaniem zawodników, których Włoch w składzie nie widział - Adebayor(pół roku), Bridge, Bellamy(klub dopłacał do jego tygodniówki w Cardiff), Jo(dobrze wiemy, że występował z konieczności) i Santa Cruz. Co do dochodów - we wszystkich obszarach klub zanotował znaczące wzrosty w porównaniu z rokiem ubiegłym, i tak: dni meczowe(bilety o 8,2%, 'reszta' o 6,1%), prawa telewizyjne(o 27,4%), umowy sponsorskie(o 49,7%). W bilansie nie zawarto nowej umowy z Etihad i, co zrozumiałe, transferów letnich. Tyle w kwestiach formalnych.

Wtorkowa porażka z Napoli i związane z nią małe szanse na awans z grupy Ligi Mistrzów z pewnością pogłębiły obawy zarządzających City co do finansowej przyszłości klubu. Sprawa wygląda jasno: The Citizens, aby spełnić wymagania Finansowego Fair Play, muszą obniżyć straty do poziomu około 39 mln £ do lata 2013 roku(sumując obecny i następny sezon), co wymaga znaczącego wzrostu przychodów klubu.

Naturalnie awans do fazy pucharowej Champions League w tym, jak i w następnym sezonie, jest jedną z konieczności, obok wysokich lokat końcowych w lidze(najlepiej dwa mistrzostwa:)), by zadowolić UEFA. Do tego dochodzi domniemana rozbudowa stadionu, sponsoring Etihad, oraz szykowana renegocjacja umowy z Umbro, Daily Mail doniósł, jakoby klub miał rocznie dostawać nie sześć milionów, jak do tej pory, ale o dwadzieścia więcej. I jeszcze jedno, odpowiedzialni za przeprowadzanie transferów z klubu muszą podwoić wysiłki, aby pozbyć się niechcianych piłkarzy(Ade, Bridge, Onoucha, Tevez) za rozsądne kwoty. Jednakże wyliczenia przeprowadzone przez Sporting Intelligence nie są zbyt optymistyczne i istnieje spore prawdopobieństwo, iż City do 2013 roku nie spełnią wymogów FFP i … no właśnie, co wtedy? UEFA wyrzuci nas z europejskich rozgrywek pomimo tego, iż będziemy zmierzać do zrównoważenia budżetu? Uważają nas za zło w piłce, a sami wydali przepis, który umacnia najlepsze kluby w Europie, jednocześnie grożą tym słabszym: grube inwestycje w futbol mogą skończyć się sankcjami. Jako zwolennik wolnego rynku, nie jestem do tego specjalnie przekonany.

Sama idea FFP po prostu wzbudza we mnie wątpliwości. W teorii chodzi o taką regulację piłkarskiego rynku, aby zapobiec galopującym kwotom transferowym i tygodniówkom piłkarzy, jest więc wymierzona głównie w City, pośrednio w Chelsea, Malagę oraz PSG(ciekawe co z klubami ze wschodu Europy...), czyli kluby, które dzięki bogatym właścicielom mogą wydać zdecydowanie więcej niż ich 'zwyczajni' rywale. UEFA uważa, że City destabilizują rynek, a mi się wydaje, iż tworzą pewną odrębność, finansową enklawę, z której dobrodziejstw korzystają wszyscy. Miasto - zarabia na umowie z Etihad i zyskuje dzięki programowi City in Community, kibice Błękitnych zaś nie muszą się martwić o ceny biletów. Kluby z Anglii - pieniądze z transferów nie lądują przecież do kieszeni właścicieli, prawda?

Liga dostaje zaś nowego kandydata do mistrza, wprowadzającego sporo interesującego zamieszania w rozgrywkach - od czasu Mubaraka i Mansoura rozbito w pył dominująca Big Four, do grupy walczących dołączył Tottenham(tzn. ich udział w LM najpewniej nie będzie jednorazową przygodą w stylu Evertonu), który z United, Chelsea, City, Arsenalem i Liverpoolem(mimo wszystko) stanowi większą grupę zespołów zainteresowanych szczytem tabeli. Zmiany, zmiany, zmiany, których tak wielu się boi - bez petrodolarów liga wciąż byłaby poletkiem Big4, konsumującej Ligę Mistrzów co roku. I nie, nie uważam aby były możliwe trwałe zmiany w Premiership bez szalonych pieniędzy. Żaden klub poniżej 5-6 lokaty nie wskoczyłby na dłużej do pierwszej czwórki w sytuacji sprzed 2008 roku.

Jeszcze w kwestii kwot transferowych i tygodniówek - napisałem wyżej, iż kazus City jest pewną odrębnością. I dodam jeszcze, że testem dla piłkarzy. Niektórym odbieranie pokaźnej wypłaty pasuje, mimo iż nie grają, a inne kluby nie są zainteresowane spełnianiem życzeń rezerwowych City. To problem tych piłkarzy, a nie rynku, który ich po prostu połyka i będzie trawił, aż zmienią swoje oczekiwania. Klub na tym nie traci, nie generuje długu(nie pożycza też od właściciela! To bardzo ważne w tym wypadku). Z transferami jest nieco inaczej - tu nie zawsze byłem zadowolony z przebiegu negocjacji i ostatecznych sum transferowych, ale znów - klub nie generuje długu, kontrahent jest bardziej niż zadowolony. A rynek? Nie dostosuje się. To Manchester City dostosuje się do niego, bo nikt nie chce przepłacać bez potrzeby. Do zwycięstwa w FA Cup i awansie do Ligi Mistrzów taka konieczność istniała. Płacisz więcej, bo nie jesteś United, Interem, Realem czy Bayernem Monachium. To najprostszy podatek od 'reputacji', a City jeszcze przyszło płacić cookowe, taki drobny podatek od szaleństwa i rozmachu ;-)

Wszystkich narzekających na niszczenie futbolu i inne tego typu kwiatki, uspokajam. Idzie ku dobremu. Cieszcie się grą, bo to ostatecznie piłkarskie zawody rozstrzygną kto lepszy, a nie cyferki w księgach. Jakkolwiek - zapraszam do dyskusji :)

środa, 31 sierpnia 2011

Na znakomitym blogu Michała Okońskiego Futbol jest okrutny znajdziecie moje podsumowanie letniego okienka transferowego Manchesteru City(stan na wtorek około południa). Zamiast przeklejać tekst tutaj, zajmę się bieżącymi sprawami, zarówno w wykonaniu Manchester City, jak i Górnika Zabrze, choć tych związanych z drugim klubem będzie z pewnością mniej. Jedziemy.

Prejuce Nakoulma

Napastnik z Łęcznej został wypożyczony na rok. Słyszałem o zainteresowaniu Górnika tym zawodnikiem, ale szczerze zadałem sobie pytanie: po co nam on? Jeśli ma wskoczyć do pierwszego składu, to co z Idanem Shriky? Już go Adam Nawałka nie potrzebuje? Dziwne posunięcie, ale piłkarz z Burkina Faso ma czyste konto - co pokaże, to go ocenię. Niestety, koszty kadry KSG wciąż rosną... A niejako związany z transferem Prejuce Michał Pazdan został w Zabrzu - ponoć zainteresowanie Śląska Wrocław było wymysłem jego menadżera. 

Mario Balotelli

Ofiarą błędów na stronie oficjalnej City. Jak to mało czasem ludziom potrzeba. Podstrona z profilem Włocha nie działała poprawnie i na tym ukuto teorię o jego sprzedaży, czy później, jeszcze śmieszniejszą plotkę o wypożyczeniu do Newcastle :) na koniec dnia poszła kolejna bomba - 100 milionów(koron czeskich zapewne) plus Mario za Messiego i Barcelona rozważa ofertę. Ach ten deadline ;)

Tomasz Chałas

Facet o głośnym nazwisku trafia na wypożyczenia do Zawiszy Bydgoszcz. W Zabrzu nie osiągnął nic, w Ząbkach w poprzednim sezonie również. Pewnie to jego ostatnia szansa, aby uniknąć rozwiązania umowy z końcem rozgrywek.

Owen Hargreaves

Najdziwniejsza z umów, jakie doszły do skutku. Chłop tyle nie grał, że można wątpić nawet w to, czy potrafi prosto biegać. Ale patrzę na ten deal z nadzieją - jeśli będzie zdrowy, zaliczy kilka spotkań i choćby w połowie wypełni lukę po Vieirze, dzięki czemu jako tako odbuduje swoją karierę, będzie fajnie. Jeśli nie, to trudno, wielkiego ryzyka nie było, wszak nie na nim opieramy zespół. 

John Guidetti

Wypożyczenie do Feyenoordu. W mojej ocenie ofiara Teveza i tego, iż Argentyńczyk został w City. Czyli kadra Błękitnych zamknie się z 4 napastnikami. Szwed zaś powinien dostać sporo szans w Holandii i wróci do nas mocniejszy, niż gdyby grał w Elite Development Squad.

Craig Bellamy

Podobno widziany w Liverpoolu, ale to nie wyklucza przejścia do QPR. Wyobrażacie sobie? Warnock, Barton, Bellers... oj, działoby się. Póki co nie ma jeszcze żadnych pewnych wieści, o ile w ogóle można o takich dziś mówić. Kierunek Anfield jednak najczęściej wymieniany i tego się trzymam.

 Craig Bellamy w LFC, źródło www.liverpoolfc.tv

UPDATE: Craig Bellamy odszedł do Liverpoolu za darmo(Daily Mail tak podał, Guardian zaś określił sumę jako undisclosed). Sporo wzmocnienie ekipy Dalglisha, Bellers na pewno pokaże mnóstwo charakteru. Gdyby tylko Mancini potrafił się z nim dogadać...

Shaun Wrigh-Philllips

Wczoraj wieczorem napisał na Twitterze, iż odchodzi, a kilka godzin później, że... żartował i nigdzie się nie rusza(konto zweryfikowane, to tak gwoli ścisłości). Ruch do QPR wciąż prawdopodobny(niestety, niestety), jako że większość dziennikarzy bliskich City podało wiadomość o ofercie z Londynu, którą klub z Eastlands zaakceptował.

SWP W QPR, źródło: Daily Mail

UPDATE: Bardzo smutny dzień dla wszystkich fanów Man City. SWP po trzech latach od powrotu na Eastlands odchodzi do Londynu. Kwota transferu do Queens Park Rangers nie została ujawniona(ale Guardian podał jakoby chodziło o trzy miliony funtów). Na stronie City warto obejrzeć wideo z golami SWP z jego kariery w Błękicie. łezka się w oku kręci, ech.

Nedum Onuoha

Sporo mówiło się kilku klubach zainteresowanych jego osobą, ale bez konkretów. Piłkarz wprawdzie zapowiedział walkę o kadrę meczową, ale nie ma na to szans(niestety, niestety). Czyli albo Bolton, albo znów QPR. Choć równie dobrze Neda może czekać przygnębiający kibiców los gdzieś w rezerwach.

UPDATE: Ned nigdzie nie odchodzi. A z zestawienia składu(aptrz niżej) wskazuje, iż jest dla niego miejsce w 25. osobowej kadrze. Pytanie, co na to Mancini.

Wayne Bridge

Ani grama plotki na jego temat. Szok, mimo wszystko to doświadczony w Premiership lewy obrońca... czyżby płaca w City aż tak dobra, aby ją przedkładać nad rozwój kariery?

Z najzabawniejszych plotek - Stoke City(podobno nie tylko oni) chciało podobno wypożyczyć Adama Johnsona, a James Milner opuścił trening reprezentacji i.... kibicom Aston Villi znów zamarzył się jego powrót na Villa Park.

CityKadra The Citizens na sezon 2011/2012

Hart, Pantilimon, Taylor

Richards, Zabaleta, Kompany, K. Toure, Lescott, Kolarow, Clichy, Savić, Onuocha? (Bridge)

Barry, Yaya Toure, de Jong, Milner, Adam Johnson, Nasri, Silva, Hargreaves

Aguero, Balotelli, Dżeko, Tevez

Razem: 23(z wrażenia zapomniałem o Owenie H.:)) piłkarzy plus Nedum(Wayne'a w ogóle nie biorę pod uwagę). 

GZKadra Górnika Zabrze na sezon 2011/2012

Skorupski, Pesković, Sławik

Bemben, Banaś, Danch, Magiera, Szymura

Mączyński, Kwiek, Gierczak, Przybylski, Marciniak, Thomik, Olkowski, Wodecki, Gaszparik, Pazdan, Bębenek, Jończyk, Nowak, Król

Zahorski, Milik, Shriky, Gołębiewski, Nakoulma

27 zawodników - niby dużo, ale przy kontuzjach Nowaka czy rekonwalescentach Bębenku i Jończyku nie wygląda to na przerost formy nad treścią. W każdym razie spodziewam się jeszcze kilku wypożyczeń na zimę - wszyscy grać przecież nie mogą.

czwartek, 24 lutego 2011

Marten w jednym ze swoich wpisów zaproponował 'swój' skąłd Górnika Zabrza na nadchodzącą rudnę rewanżową. Pomysł dobry, ale ja postanowiłem nieco poczekać z moim wyborem, no i wczoraj doszło do wydarzenia, które pewnie wywraca koncepcję trenera Nawałki - Robert Jeż już teraz trafi do zabrzańskiego klubu. Piłkarzy z doświadczeniem pucharowym mamy prawie w ogóle, także to może być wzmocnienia na wagę utrzymania, a może i nawet środka tabeli. Mój Górnik gra w typowym ustawieniu 4-4-1-1(lub jak kto woli 4-2-3-1, tak chyba będziemy wyglądać w ataku).

Bramka: raczej bez niespodzianek, numerem jeden pozostaje Adam Stachowiak, mało prawdopodobne aby ze składu wygryzł go Sebastian Nowak, choć niewykluczone, iż rozegra jedno, dwa spotkania. Awaryjnym rezerwowym Mateusz Sławik.

Prawa obrona: pewniakiem wydaje się Michael Bemben, ale opierając się na słowach Adama Nawałki, na tej pozycji będzie grać również Michał Pazdan. Czy to wypali? W wypadku Dancha przenosiny na prawą stronę przyniosły wiele złego... Niewielkie szanse na grę ma Maciej Mańka, który na jesieni zadebiutował w Ekstraklasie

Środkowi obrońcy: Nawałka raczej będzie stawiał na żelazną parę Adam Banaś-Mariusz Jop, choć wielu z nas wolałoby widzieć zamiast Jopa nieźle spisującego się Adama Dancha. Szkoleniowiec Górnika na środku defensywy w sparingach wystawiał także Gabriela Nowaka(były zawodnik GieKSy może grać także w pomocy), ale nie sądzę, aby nowy zawodnik zagościł w pierwszej '11' na stałe.

Lewa obrona: Mariusz Magiera i wszystko jasne. Trudno wskazać jakiegokolwiek sensownego rywala dla Mariusza.

Prawa pomoc: Maciej Bębenek kontuzjowany, także pewniakiem pozostaje Grzegorz Bonin. Cieszy, że Nawałka nie ma podejścia innych trenerów ligowych, którzy zawodników na końcu kontraktu lubią przesuwać do Młodej Ekstraklasy. Mimo iż Bonin w przyszłym sezonie raczej w Górniku nie wystąpi, to i tak powinien być podstawowym zawodnikiem zespołu.

Środek pomocy: jak wspomniałem wyżej, sporo zamieszania wprowadził swoim przyjściem Jeż, ale na jego niekorzyść przemawia fakt, iż nie zna drużyny i cały okres przygotowawczy przepracował z Żyliną. Dlatego na początku sezonu nie wydaje się, aby Aleksander Kwiek oraz Mariusz Przybylski byli do ruszenia(Adam Marciniak etatowym rezerwowym).

Lewa pomoc: na tej pozycji podobno Nawałka ma problem i nie wiadomo, kto wygra rywalizację z pary Marcin Wodecki - Michal Gaszparik. Osobiście spodziewam się rotacji i częstych zmian w trakcie nadchodzących spotkań.

Atak: nie wierzę, aby cokolwiek mogło zatrzymać(poza kontuzjami oczywiście) Tomasza Zahorskiego przed zaliczeniem wszystkich spotkań tego sezonu. Daniel Sikorski świetnie prezentował się podczas obozu w Turcji, do tego po kontuzji wraca Piotr Gierczak, a w odwodzie jest pozyskany Michał Zachara(więcej jak na debiut chyba nie może liczyć). Zaten za Zahorem spodziewam się Sikorskiego, a w dalszej fazie sezonu doświadczonego Gierczaka(zwłaszcza na trudnych wyjazdach). Chciałbym aby jeszcze swoje kilkanaście minut dostał Szymon Sobczak, wszak klub powinien dawać szansę swoim wychowankom ;-)

Ławka: Zawodników sporo i nie dla wszystkich(Marciniak, Gabriel Nowak) znalazło się miejsce. Wybrałem więc moim zdaniem najmocniejszą: Nowak - Pazdan, Danch, Wodecki/Gaszparik, Jeż, Zachara, Gierczak/Sikorski. Nie jestem jednak specjalnie przekonany, iż takiego wyboru dokona Adam Nawałka.

Nie ma więc rewolucyjnych zmian, myślę że zobaczymy bardzo podobny Górnik do tego z jesieni, aczkolwiek, jak wszyscy, wolałbym uniknąć tragicznych wyjazdów, o których wspomninałem w poprzednim wpisie.

Stać ten zespół na środek tabeli? Czy czeka nas szalona walka o ligowy byt? Podzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzach.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Identycznie jak rok temu zima zamroziła na kilka tygodni wszelkie moje pisanie na temat Górnika. Nic w tym zaskakującego - na wielkie transfery do Zabrza nie ma szans, w Polsce zimowe okienko jest długie jak lista podejrzanych o korupcję, nie doszło do zmiany szkoleniowca czy prezesa, a podawania wyników sparingów to nie mój styl blogowania(jeśli o jakimkolwiek stylu mówić mogę).

Zabrzanie są już po zgrupowaniu w Turcji(bardzo popularny kierunek naszych ligowców), gdzie trener Nawałka miał okazję wypróbować nowych zawodników - Zacharę, Gaszparika oraz Gabriela Nowaka, a także ponownie włączyć do drużyny Piotra Gierczaka(jego powrót na boisko może się okazać jednym z ważniejszych wzmocnień zespołu na wiosnę). Górnik do połowy obozu utrzymywał niezłą formę i wygrał cztery pierwsze spotkania. potem było już tylko gorzej - dwa remisy i trzy porażki(łącznie bilans bramkowy 12:12). W Polsce drużyna Adama Nawałki nie rozegra już żadnego sparingu. Do ligi pozostało wszak kilka dni, a piłkarze mają wolne do jutra.

Wielka szkoda, że nie udało się dogadać z Żyliną i wykupić już teraz Roberta Jeża - kapitan słowackiego zespołu wniósłby głębię w składzie Górnika(wystarczy przypomnieć jak graliśmy z Bytomiem, gdy zabrakło Kwieka i Przybylskiego), ale istotne, iż nie pozostaliśmy bierni na rynku transferowym. Tyczy się to również małego 'desantu' naszych piłkarzy do Radzionkowa i zawiązania współpracy z Ruchem(kolejny krok w stronę profesjonalizacji piłki nożnej w Zabrzu), oraz sprowadzenie trzeciego nowego-starego bramkarza, Sławika. Oczywiście nie stać nas na transfery pokroju Lecha czy Wisły(w tym drugim przypadku może to i dobrze, po co nam taka międzynarodowa ekipa?), natomiast rywale w walce o utrzymanie także nie sypią groszem.

Cracovia sprzedała dwóch swoich napastników i na tę chwilę jest pozbawiona sensownej siły rażenia(tak jakby wcześniej ją miała...), wciąż więc pozostaje murowanym kandydatem do spadku. Niewiele działo się w Gdyni(może poza otwarciem nowego stadionu...), a Ruch i Polonia Bytom klepią biedę i na transfery robiące różnicę pieniędzy nie mają, do tego podobnie jak Górnik na gwałt potrzebują nowych stadionów(chorzowianom może w sukurs przyjść Stadion Śląski, wreszcie w regionalnych barwach, ale to póki co nic pewnego). Najciekawszym zakupem drużyn celujących w pozostanie w Ekstraklasie wydaje mi się młody łotysz Deniss Rakels, król strzelców swojej ligi, testowany - jak mogliśmy się dowiedzieć - przez Rubin Kazań, a mimo to, dość rozsądnie wybrał Polskę, konkretnie Zagłębie Lubin. Kiedy to ostatni raz nad Wisłę trafił zawodnik z takimi rekomendacjami(nie będący wydumanym Brazylijczykiem!)?

Z kim tak naprawdę Górnik będzie się bił o utrzymanie, przy takim ścisku w tabeli, nie wiadomo. Dolne rejony w miarę szybko powinien opuścić Lech i prócz wspomnianej wyżej piątki pozostanie jeszcze Widzew, Śląsk oraz Polonia Warszawa. Na Konwiktorkiej zainaugurujemy piłkarską wiosnę 27 lutego. Co ważne - rywali spoza Górnego Śląska będziemy podejmować u siebie. Oby z korzystniejszymi rezultatami niż kompromitacje w Łodzi i Wrocławiu. A że coś za coś - silnych ligi, poza Legią, odwiedzimy na ich obiektach, czekają nas więc wymagające wyjazdy do Krakowa, Poznania, Białegostoku, Kielc i Bełchatowa. Wypadałoby również wziąć srogi rewanż za blamaż z Lechią - gdańszczan także będziemy gościć na Roosevelta. W kalendarzu zakreślamy kolejki numer 19.(końcówka marca) - wyjazd do Chorzowa na WDŚ, oraz 27.(połowa maja) - mało przyjacielska wizyta w Bytomiu. Zdaje się, że znów będą nas ratować ciężko wywalczone punkty w Zabrzu; na sukcesy poza Śląskiem nie liczyłbym specjalnie, dobrze jeśli pokusimy się o kilka remisów i solidniejszą postawę defensywną, a nie będziemy pomagać rywalom w strzelaniu kolejnych bramek.

W następnym wpisie pokuszę się o swoją jedenastkę zabrzan na nadchodzącą rundę. Chciałbym także donieś garść dobrych wiadomości na temat stadionu, ale sprawa nieznośnie się przedłuża i na Roosevelta zasiądzie więcej kibiców niż pierwotnie zakładano. Sam jeszcze nie wiem, czy będę wśród nich.

piątek, 21 stycznia 2011

Miesiąc temu pozwoliłem sobie powymądrząć się na temat kiepskiej sytuacji Aston Villi. W grudniowym tekście nie pokusiłem się o jakąkolwiek propozycję dla staczającego się klubu z Birmingham, gdyż szczerze mówiąc po skąpcu Lernerze nie oczekiwałem wyjątkowych rruchów na rynku transferowym. A tymczasem przedstawiciel narodu hamburgrożerców zaskoczył mnie i to nie gorzej niż świeże jedzenie w McDonaldzie - Lerner dostrzegł problem swojego zespołu i postawił sypnąć groszem na wzmocnienia, przy okazji ustanowił nowy rekord transferowy wydając circa 24 miliony funtów na Darrena Benta, a wcześniej sprowadzając na Wyspy Jeana Makouna z Lyonu(oferta za Charliego Adama została odrzucona). Niedawno do Stoke City został wypożyczony nielubiany przez Houlliera John Carew, a na dniach do Newcastle ma trafić kolejny niezadowolony - Stephen Ireland.

Darren Bent

No i wreszcie do dzielnicy Aston wróciło życie i odrobina świeżego powietrza. Ściany siedziby klubu aż drżą z podniecenia jakby miały za chwilę odlecieć, ale póki co to zespół musi zacząć zdobywać punkty i odbić się od dna, jakim bez wątpienia jest pozycja poniżej znienawidzonego rywala z St. Andrews, zamiast ciągle ryć ryjem o glebę. Szansa nr 1 - Manchester City.

O meczu w Manchesterze pod koniec roku między obiema drużynami napisałem całkiem sporo, a dobrego o ekipie Houlliera - ani słowa. Występ gości dobitnie określano jako najgorszą postawa przyjezdnych w tym sezonie na CoMS i doprawdy, bardzo trudno będzie komukolwiek pobić ten niechlubny wyczyn. Jednak zdecydowane ruchy Lernera każą bezwzględnie zapomnieć o tamtym spotkaniu Wprawdzie był snajper Sunderlandu dopiero co powąchał trawę na kilku treningach, a Makoun najprawdopodobniej i tak z City nie zagra, to da się wyczuć, że energiczna restrukturyzacja przynosi nadzieję skłóconej drużynie.

Mario Balotelli vs Villa

Wielki transfer – kibice City wiedzą o tym doskonale – to synonim wielkiej ambicji, a to może odmienić losy klubu nawet nim zawodnicy zdążą się poznać i zgrać na boisku. Nie zdziwię się, jeśli jutro wieczorem ujrzymy całkowicie odmienionych The Villans(z Ryśkiem w składzie na dodatek!), czyli wreszcie grających w piłkę na poziomie do jakiego przyzwyczaili swoich kibiców w ostatnich latach. Mancini nie ma prawa zlekceważyć takiego zagrożenia, zwłaszcza w pierwszych minutach spotkania, kiedy jego podopieczni ostatnim czasem są bardzo niepewni. Defensywa musi opanować nerwowość i wziąć się do roboty – 7 straconych goli w trzech ostatnich spotkaniach to stanowczo za wiele na drużynę walczącą o mistrzostwo kraju.

The Citizens wystąpią w najsilniejszym zestawieniu; Mancini z całą pewnością nie będzie kombinował i na murawę Villa Park wybiegnie identyczna jedenastka z tą, która pokonała w thrillerze na CoMS Wolverhampton. Wróci więc Edin Dżeko, za nim szaleć będą Tevez z Silvą wsparci co raz lepszym Yayą Toure, reszta składu - z Kolo Toure i Kompany'm w środku obrony, Kolarowem(Boatengiem?) i Zabaletą na bokach oraz asekurującymi Barry'm i de Jongiem - bez zmian. Zadań będą mieli sporo - żywy Downing, chcący się pokazać Bent no i wielki talent Albrighton. Na CoMS Aston Villa nieomal się podłożyła. Jutro zaś będzie nam rzucać kłody pod nogi kilogramami. Zagramy z zespołem nie tyle dobrym, co powoli budzącym się ze snu. A jak wiemy z własnych doświadczeń, obudzeni nigdy nie są przyjaźni dla otoczenia ;-)

Tak na marginesie, w tej i następnej kolejce będziemy świadkami interesującego starcia dwóch miast – Manchesteru i Birmingham. Jutro United podejmą na OT zespół McLeisha, a 1 lutego The Villans(obie ekipy w środku tygodnia podgonią zaległości meczowe), nas zaś czekają dwa wyjazdy do West Midlands, jutro i 2 lutego. A do derbów United - City pozostało niewiele...

piątek, 14 stycznia 2011

Zaciąg z Bundesligi trwa w najlepsze. Po de Jongu i Kompanym na Eastlands trafił tym razem zawodnik ofensywny - Edin Dżeko, który swoje najbliższe urodziny(25.) przeżyje już w Manchesterze. Ale nim wybiegnę w przyszłość nowej 'dziesiątki' City, cofnę się o 19 lat, do kwietnia 1992.

Mały Edin miesiąc wcześniej skończył sześć lat i chyba nie był przygotowany na zbliżające się wydarzenia. Gdy Bośniacy opowiedzieli się za swoim własnym państwem, w życie Dżeko wdarła się wojna – wszak urodził się i wychowywał w Sarajewie, które przez niecałe cztery lata było trawione przez skutki oblężenia przez armię Jugosławii. Bomby i pociski moździerzowe uczyniły z domu przyszłego piłkarza zgliszcza, musiał więc mieszkać u dziadków z kilkunastoma członkami rodziny na powierzchni 35 metrów kwadratowych… a ja w tym samym czasie nie chciałem spać u swojej babci, mając do dyspozycji w niebywale spokojniejszych okolicznościach mieszkanie dwukrotnie większe… Zastanawia mnie, jak wojenne przeżycia wpłynęły na charakter Edina. Przecież kariery nie zaczynał w warunkach idealnych – uważany za kloca i spisany na straty trafił z rodzinnego miasta do Teplic za śmieszne 25 tysięcy euro, w Czechach zaś cudów nie osiągał, mimo to wypatrzył go odpowiedni człowiek – Felix Magach. Transfer do Wolfsburga okazał się strzałem w dziesiątkę – 86 goli w 135 spotkaniach nie mówi wszystkiego, ale znaczy bardzo wiele. Nie śledzę Bundesligi jakoś szczególnie, ale mistrzostwa z roku 2009 nie zapomnę. I tego magicznego trio – Dżeko, Grafite i Misimović, które zmiotło konkurencję w genialnym stylu, wystarczy wspomnieć ostatnią kolejkę ligi i pogrom 5:1 nad Werderem Brema. A potem dwie bramki przeciw United w Lidze Mistrzów. Już można snuć marzenia, jak Dżeko podwaja tę zdobycz na Old Trafford.

E D

Dżeko jest klasowym piłkarzem – ambitnym, obunożnym, wysokim i co ciekawe, dobrze mówiącym po angielsku(nawet lepiej niż Mancini). Jednak sukces na Eastlands nie przyjdzie natychmiast - większość analizujących jego styl gry podkreśla, iż Roberto najprawdopodobniej będzie musiał nieco przestawić swoją taktykę tak, aby Edin mógł pokazać się z najlepszej strony. Pod McClarenem i jego 4-2-3-1 Dżeko jako samotny napastnik nie sprawdzał się, a zespół notował gorsze wyniki. Nie wiem co dokładnie planuje Mancini, być może częściej będzie grać 4-4-2 i rotować defensywnych pomocników, z Johnsonem, Silvą, Balotellim bądź Milnerem na skrzydłach i Tevezem z Dżeko w ataku, albo też ustawienia nie zmieni i 4-2-3-1 z Silvą i Carlito za Bośniakiem na przykład. W każdym razie możliwości będzie więcej, a że Super Mario wypadł na miesiąc, to Edin będzie miał sporo okazji, aby zaprezentować się błękitnej publiczności. Zresztą wydaje się, że paradoksalnie trafił do domu, skoro w młodości określano negatywnie jego posturę mianem angielskiej. No, czas najwyższy pokazać, że coś w tym jest. Dobrego.

Liczę na debiut, choćby kilkunastominutowy, jutro przeciwko Wilkom. Samemu Edinowi wypada życzyć omijania klubowych lekarzy szerokim łukiem, no i żeby nie podzielił losu poprzednika z 10 na plecach. A także – cierpliwości w budowaniu swojej marki na Wyspach. O jego podejście do gry nie mam najmniejszych obaw. Dla wychowanego w czasie wojny batalie na boiskach Premiership nie powinny wydawać się takie przerażające.

Od kilkunastu dni żyjemy ze świadomością, iż nie zobaczymy w przyszłym sezonie na boisku w Zabrzu(?) Grzegorza Bonina. Piłkarz zdecydował się nie przedłużyć umowy z Górnikiem i obecnie negocjuje, zdaniem Gazety Wyborczej, warunki kontraktu z... Polonią Warszawa. Przyznam, że bardzo mnie dziwi krok w tę stronę, tj. do tak destabilizowanego klubu z chyba najgorętszym fotelem menadżera w tej części Europy.

Bonin ugadując się teraz nie ma bowiem żadnych gwarancji - a znając prezesa Wojciechowskiego, jest to bardzo prawdopodobne - iż obecny szkoleniowiec Czarnych Koszul Theo Bos będzie nadal na tym stanowisku w czerwcu. Powiem szczerze, pół roku na Konwiktorskiej to i pewnie Mourinho by nie wytrzymał, więc czego można się spodziewać po Holendrze, który powinien być zatrudniony na takich zasadach jak jego rodak z Wisły Kraków, a pewnie oczekuje się od niego cudów i mistrza kraju tuż po spotkaniu z Górnikiem Zabrze?

Po nieudanych próbach Górnika w sprawie przedłużenia kontraktu spodziewałem się, że najlepszy zawodnik KSG w 2010 roku wybierze wojaże zagranicznie połączone z kilkukrotnym zwiększeniem poborów i drinkami nad ciepłym morzem. I nie pomyliłem się zbytnio doszło do pertraktacji z Asterasem Tripolis, czternastym zespołem Superleague Hellada, ale - rozmowy spełzły na niczym, a do gry weszła wspomniana Polonia Warszawa.

Grzegorz Bonin w tym roku skończy 28 lat i w zasadzie zostało mu raptem kilka sezonów, aby w piłce osiągnąć sukces godny naprawdę niezłej kariery zawodniczej. Górnik ze swoimi zawirowaniami i niebezpiecznie mnożącymi się kłopotami w ostatnim czasie nie jest klubem, w którym Bonin mógłby liczyć na coś więcej niż środek tabeli/walkę o utrzymanie. Zresztą, nie jest naszym wychowankiem, ani niewolnikiem - trudno mieć pretensję, iż chce otworzyć kolejny rozdział w swoim życiu, nie rozumiem jednak, dlaczego miałoby się to stać na Konwiktorskiej. Przecież tam całą ambicję pochłonął dla siebie właściciel i dla 'biednych' piłkarzy, prócz sporych wypłat, nie zostało już nic. Ale chyba zawsze to lepsze rozwiązanie, niż odejście(spredaż? Sam nie wiem jak to nazwać) takiego Grosickiego z Jagi do Turcji. W tym transferze nie widzę sportowego sensu za cholerę, może mnie ktoś oświecić?

W każdym razie, bez względu na dalsze losy Bonin nadal pozostanie w sercach kibiców biało-niebiesko-czerwonych jako ambitny i solidny zawodnik i współautor tak ważnego dla Zabrza powrotu na ekstraklasowe boiska. Oby tylko nie doszło do najgorszego - sprzedaży jeszcze w zimie, bądź innego kretynizmu w stylu: spadaj pan do rezerw grać ze Strąkiem, bo odchodzisz w czerwcu za darmo. Część polskich klubów uprawia ten debilny proceder - obyśmy do tego grona nigdy nie dołączyli.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Sobotni wieczór, spokojnie i z satysfakcją popijam piwko po zwycięstwie nad West Hamem. Nie tak znów bezproblemowym jakby wskazywał wynik. Zespół ogrywa czerwoną latarnię ligi mimo braku Teveza w składzie, co ma miejsce dopiero drugi raz w względnie krótkiej karierze Argentyńczyka na City of Manchestrer Stadium. Poza tym - pełna pula zgarnięta po raz drugi z rzędu, piąty raz na wyjeździe w tym sezonie. Jest dobrze. The Citizens zajmują ex aequo z Arsenalem pierwszą lokatę w Premiership. Crisis eh?

Nagle Twitter oznajmia głosem wielu - Tevez chce odejść z Man City, złożył w tej sprawie pisemną prośbę. Niczym kapitan Stopczyk ze spokojem mówię sobie nie wierzę, dopijam piwo i idę spać. Twitter w ostatnim czasie zwolnił Ancellotiego, Manciniego, a Rooneya sprzedał z United do błękitnego rywala zza miedzy. Jakoś nie mam ochoty chociaż spróbować się przekonać, czy to prawda, wszak pierwszy z niusem wyskoczył ponoć News of the World. Dobranoc.

Następne 24 godziny nie przynoszą ulgi(to nie tylko kac) - jest jeszcze gorzej. Klub nie tylko potwierdza, że Tevez w istocie chce odejść - sam piłkarz pod wieczór zabiera głos, kontrując jednocześnie oświadczenie Manchesteru City, które sugeruje, jakoby piłkarz nie podejmował decyzji samodzielnie. Wgryzając się w oba teksty pierwszy wniosek jaki ostrożnie wysuwam brzmi następująco - jednak nie chodzi o pieniądze. Skoro piłkarz odrzucił sporą gratyfikację, to przynajmniej w tym stopniu chciał być lojalny i jego słowa o transferze z City jeszcze w lecie są prawdziwe. Choć z drugiej strony, pada gdzieś kwota 300 tysięcy tygodniowo, by piłkarza zatrzymać... Nie. Choć przekroczyliśmy w tym sezonie wiele granic, tą jednak pozostawiłbym nietkniętą, nawet dla jednego z najlepszych napastników na świecie.

Co dalej? O kogo może chodzić - jeśli faktycznie to jest ten główny powód chęci odejścia z Eastlands - z pionu zarządzającego? Przecież Tevez wszystkie komunikaty ze strony klubu najpewniej odbiera za pośrednictwem agenta, tego ukochanego Kia Joorabchiana. O jego roli w tej akcji wiemy najmniej, ale - znów ostrożnie - nie można jej całkowicie wykluczyć. Przyznam jednak, że z trudem wyobrażam sobie takie działania dyrektorów wykonawczych, które mogłyby tak poważnie uprzykrzyć życie piłkarzowi(macie jakieś sugestie? Nie krępujcie się, piszcie;-)), że ten nie chce już u nas grać. Stąd drogą eliminacji pozostaje motyw ukryty - konflikt z menadżerem.

Carlos Tevez dwukrotnie w ostatnim tygodniu podkreślił swoje dobre stosunki z Roberto Mancinim, a mimo to nie widzi siebie dalej występującego w błękitnej koszulce pod dyktandem Włocha. Kłótnia w przerwie z Newcastle, sprzeczka podczas zmiany w meczu z Boltonem, krytyka reżimu treningowego... nazbierało się tego. Czy jednak jest to powód, aby uciekać z Eastlands już w styczniu? No i dokąd chce odejść? W Anglii jest tylko jeden klub, który mógłby sobie pozwolić na wyłożenie konkretnej sumy na stół(Carlito ma kontrakt ważny jeszcze prze 3,5 roku!), poza tym, jeśli ma zamiar grać w Europie, to najrozsądniejszy wydaje się kierunek hiszpański(wygodniejszy także dla jego rodziny, choć ten wątek pomijam), czyli Real albo Barcelona(podobno Messi na MŚ ukradł Tevezowi kilka włosów do badań DNA...). No przecież nawet wszystkie kluby w Argentynie razem wzięta nie mogłyby pozwolić sobie na sprowadzenie do siebie piłkarza z taką gażą. A wypożyczenie nie wchodzi w grę.

Pofantazjujmy. Tevez odchodzi, powiedzmy do Realu Madryt. Kogo The Citizens sprowadzą na jego miejsce? Musi to być piłkarz kompletny, najlepiej ograny już w Premier League i o podobnej charakterystyce. Z najwyższej półki. Mi do głowy przychodzi Fernando Torres(aczkolwiek bardzo niechętnie widziałbym go na CoMS), spoza Wysp - Aguero, Dżeko(tu mam wątpliwości), Suarez(boziu broń!)... a może odrestaurować Adebayora i dać mu wielką półroczną szansę? W każdym razie nie mogę oprzeć się wrażeniu, że decyzja co dalej z obsadą ewentualnego wakatu po Apaczu już została(bądź zostanie na dniach) podjęta.

W każdym razie mam nadzieję, że choć mimo fatalnego timingu Tevez do stycznia zachowa się choć w minimalnym stopniu jak profesjonalista i da z siebie na boisku wszystko, tak jak zawsze to czynił. Nie znam wszystkich faktów i nie chcę z łatwością potępiać piłkarza, który nastrzelał nam tyle ważnych i pięknych goli. Ale jego reputacja w Manchesterze zdaje się lecieć na łeb na szyję. Jeśli to wszystko skończy się jak z Rooney'em, niesmak pozostanie, a Tevez będzie musiał chyba dorobić sobie turbodoładowanie, żeby znów przekonać do siebie fanów, których swoim wystąpieniem po prostu zranił.

Poniedziałek. Za dwie godziny wyjeżdżam w zachodnio-pomorskie i będę odcięty od Internetu. Nie zobaczę też meczu Juventus - City i nie dowiem się, co Roberto Mancini sądzi na temat ostatniego wyskoku Teveza, nie będę też świadkiem ogólnego chaosu medialnego w związku z tym. Do zobaczenia w piątek ;-)

poniedziałek, 18 października 2010

Lawina ruszyła i nic jej nie zatrzyma – od wczorajszego artykułu w Guardianie i rzekomej wypowiedzi Wayne’a Rooney’a wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, do jakiego klubu Anglik trafi w najbliższej przyszłości. Jak do tego dojdzie?

Za kilka tygodni zagadnięty o Rooney’a Mancini odkrywczo i w pięknej angielszczyźnie przyzna, że Anglik to „very good player” i że każdy trener na świecie chciałby go mieć w swoim zespole. Tymczasem w Abu Dhabi Garry Cook spotka się z Jego Wysokością Szejkiem Mansourem bin Zayedem bin Sultanem Al Nahyanem i poprosi o 50 milionów na transfer oraz 15,6 miliona rocznie na płace dla gracza United, wszak nie ma sensu czekać na wygaśnięcie jego kontraktu, We can affford it. Arabski miliarder wykona jeden telefon, cena baryłki ropy nieznacznie wzrośnie i Cook dostanie zielone światło. Oczywiście oba kluby na dzień dobry zaprzeczą, jakoby jakiekolwiek działania miały miejsce. Do tajnej walki o podpis Wayne’a dołączą się jeszcze Chelsea, Liverpool i Real Madryt. Angielskie klubu spuchną przy negocjacjach sumy za przejście, a Mourinho kategorycznie zabroni Perezowi wydawać góry pieniędzy na piłkarza, czym doprowadzi(mimo pozycji lidera w lidze) do sporego konfliktu, aż do otarcia się o zwolnienie włącznie.

W styczniu Anglia wstrzyma oddech – nawet ukochany Puchar zejdzie na dalszy plan, a w mediach królować będzie tylko jeden temat. Kibice United, trzeciego zespołu EPL, do ostatniej chwili będą wierzyć, że Roo tak tylko mówi o tym odejściu, ale wcale o nim ni myśli, bo kocha MU, Fergusona i choćby miałby grać na OT za dwie miski ryżu, karnet do burdelu i napój energetyczny, to się poświęci. Ulicami Manchesteru wstrząsną potężne rozruchy – czerwoni, wsparci śmietanką turystyczną z całego świata, będą protestować przeciw odejściu ich idola, niszczeniu futbolu i pedofilii księży. UEFA, niczym Zeus z Olimpu, będzie ciskać gromy w City, Szejków i Rooney’a i po raz setny zapowie wprowadzenie restrykcji finansowych, ale zostaną uciszeni przez zwolenników klubu spod znaku Więcej Niż Długi. Eksplodującemu ze złości Platiniemu powiększy się łysina, a nad Wisłą Grzegorz Lato energicznie przyzna po paru głębszych, że za takie pieniądze to i być może on by się do naprawiania polskiej piłki zabrał, ale niedostateczne środki PZPN niezwykle go w tej materii ograniczają.

Welcome to Roonchester

Dwa tygodnie medialnej ruchawki i cały świat obiega zdjęcia uśmiechniętego i ogolonego Shreka z Błękitną koszulką w dłoniach. Tak, jestem szczęśliwy, że tu będę grać. Tak, bardzo sobie cenię wartości rodzinne i dlatego postanowiłem nie zmieniać miasta. Błękit lepiej pasuje do mojej cery, no i wreszcie będę miał w czym wyjść na hyt. Kibice United solidarnie palą wszystkie pamiątki po byłym zawodniku, a w City Adebayor i Santa Cruz odchodzą do Włoch. Jednocześnie Rooney ogłosi, iż poszukuje małej armii do ochrony swej osoby. Życie toczy się dalej, fani The Citizens sycą się furią czerwonych na wszystkich możliwych frontach.

12 lutego, nim emocje zdążą opaść, Rooney z Tevezem zdemolują The Rags. Na Old Trafford słychać będzie tylko „hark now hear” oraz jakże znamienne „Fergie, Fergie sign them up”. Po końcowym gwizdku ze strony Stretford End polecą na murawę czerwone krzesełka oraz opakowania po hamburgerach i coca-coli. Nienawiść wylewa się na ulice strumieniami. Ferguson przeprasza się z BBC i na łamach stacji zapowiada zerwanie z niekulturalnym nałogiem żucia gumy. Od tej pory nic już w angielskim futbolu nie będzie takie samo.

Koniec sezonu tylko to potwierdzi. Pierwszy raz od wielu lat The Citizens skończą rozgrywki wyżej niż United(wszak sam Berba klubu nie pociągnie), tj. na drugim miejscu,. W maju niespodziewanie buty na kołku zawieszą Scholes i Giggs, przez moment przejdzie to przez myśl van der Sarowi, ale kiedy obróci się za siebie i zobaczy wygłodniały wzrok Kuszczaka, ze spokojem przedłuży kontrakt do 2020. City awansują do Ligi Mistrzów i zapiszą się w historii, a balans w mieście zostanie zachwiany. Dzięki chłopakowi z Croxteth piękna rywalizacja rozgorzeje na zupełnie innym poziomie, nieznanym od dekad.

A Wayne zostanie okrzyknięty największym chciwym draniem, jakiego zna świat. I będzie nim do czasu, aż Cristiano Ronaldo nie ogłosi, że chce wrócić na łono EPL ;-)

No i bym zapomniał: po przejściu Rooney'a, CoMS zacznie śpiewać nową pieśń pod starą nutą: "Roo moon, you saw me standing alone..." ;-)

czwartek, 02 września 2010

Manchester City niczym znudzony i obrzydliwie bogaty król obserwował rynek transferowy. Szukał pereł, gotów wyłożyć astronomiczną kwotę byleby zdobyć upragnioną błyskotkę. Cena nie grała roli, a oszczędnym pozostało utyskiwać: Piłkarz, którego chcą, jest piłkarzem, którego dostają. Dlatego ostatnie godziny transferowego szaleństwa nie były dla klubu szczególnie interesujące. Ofert last minute City rozpatrywać nie musi, bo skład ma gotowy od dwóch tygodni, pilnie za to potrzeba było ulżyć nieco liście płac i wykreślić z niej parę nazwisk. Nie wiem, ile to ma faktycznie wspólnego z prawdziwym futbolem i budowaniem nowej potęgi w Premiership, mam jednak nadzieję, że więcej takiego zakupowego cyrku nie uświadczę.

W związku z tym swoją posadę bez względu na wyniki musi utrzymać Roberto Mancini. Ewentualny kolejny menadżer mając nieograniczone środki też zapragnie pościągać swoich piłkarzy i karuzela znów zacznie się kręcić, aż do wyrzygania. Hejtersi zaś będą mieli używania, a mnie będzie szlag trafiał za każdym uruchomieniem TweetDecka. Nie będę specjalnie tęsknił za mimowolnym czytaniem, jacy to jesteśmy źli, jak strasznie psujemy rynek, korumpujemy piłkarzy(wszak nie mają wyjścia i porzucają ukochane kluby!) i wywołujemy wybuchy islandzkich wulkanów. Zdaje się, że tylko katastrofa i szpital obłożony połową drużyny może sprawić, iż będziemy się mocniej interesować okienkiem zimowym.

transferowy potwór

We wtorek, niemal dokładnie dwa lata po przyjściu na Eastlands, pożegnaliśmy bez żalu Robinho - pierwszy, flagowy zakup Abu Dhabi Group. Odejście Brazylijczyka i kwota jaką otrzymaliśmy w pełni mnie satysfakcjonują. Dla Robsona w składzie The Citizens miejsca nie było, a 18 milionów funtów brzmi naprawdę nieźle, skoro Realowi lekkomyślnie przelano wcześniej na konto około 32,5 miliona. Smutku nie ma, pieniędzy też jakoś nie żal, w końcu stratę można porównać do ubytku szklanki wody w sporym jeziorze. Bardziej zmartwił mnie fakt, iż nie doszło do skutku porozumienie z Lazio w sprawie Roque Santa Drewno. Oba klubu mają już dobre kontakty – transfery Kolarowa i Garrido – a mimo tego nie dogadały się w wydawało się prostej sprawie. Santa w City może co najwyżej marzyć o ławce rezerwowych, ale klub nie chciał go opchnąć, wypożyczyć znaczy się, tak zupełnie za darmo(choć o pieniądzach wydanych na Paragwajczyka przez Hughesa możemy pomarzyć), czyżby szło nowe?

Nie obraziłbym się. Dwa lata ładowania gigantycznej forsy w klub musi wystarczyć, aby na dobre Manchester City zadomowił się w czołówce nie ligi, ale Europy. I choć podobno prawdziwemu kibicowi City nigdy nie może tak do końca chodzić o trofea i wielkie sukcesy, to ja jednak oczekuję, że nie zejdziemy poniżej zeszłosezonowego poziomu. Sporo wycierpieliśmy, aby być w tym miejscu – nie ma Irelanda, Bellamy’ego, na włosku wisi kariera Neduma Onuohy, a Michael Johnson, choć jest w 25-osobowej kadrze, też pewnie długo u nas nie zagości. Że przyjdą efekty – nie mam wątpliwości, mam jedynie nadzieję, że zrekompensują one w jakimś stopniu tak znaczące emocjonalnie straty. Nowi, na przekór ogromnej presji, mają czas, aby pokazać swoją piłkarską wartość, gdyż ta finansowa w wypadku City nie ma większego znaczenia. Nie liczy się, ile kosztowałeś, liczy się, co pokażesz na boisku.

A może kiedyś przyjdzie czas podziękować Garry'emu "świętemu mikołajowi" Cookowi i zatrudnić twardego negocjatora, maniakalnego ekonomistę, który jak lew będzie walczył o każdego wydanego funta? Wtedy może będziemy bliżsi ideału, którym tak chętnie operują naszi adwersarze. Zwłaszcza ci, mający w kadrze swoich ulubionych klubów sześciu reprezentantów Anglii.

piątek, 20 sierpnia 2010

Liczna rzesza czytelników mojego bloga w tym miejscu spodziewałaby się rzeczowej analizy wczorajszego spotkania z rumuńską FC Timisoarą, ale nie będę ukrywał, że powrót City do Ligi Europejskiej traktuję dziś jako pretekst do napisania tekstu o odejściu Stephena Irelanda. Nie jest to zresztą aż tak bardzo pozbawione sensu – kiedy Roberto Mancini ogłosił niepełną kadrę na początek europejskich wojaży, niewielu miało złudzenia, że nie uwzględnieni Ireland i Bellamy pozostaną na Eastlands. I choć jeszcze przed czwartkiem była nadzieja, że Stevie nie odejdzie, to brak Milnera w składzie Aston Villi na mecz z Rapidem Wiedeń był drugim – poza oficjalnymi wiadomościami – sygnałem, iż targ został dobity. I tak ulubiony piłkarz wielu sympatyków City permanentnie zamienił błękitne barwy na te z Villa Park, podobnie jak przed rokiem równie wielbiony przez publikę Rysiek Dunne.

czołg za izismile.com

Oby Irlandczyków różni status, jakiego się dorobili grając dla City, za to łączy fakt, iż pozbyto się ich po względnie słabszych momentach w karierze. Dunne był niekwestionowaną legendą – ściągnięty z Evertonu na Maine Road przez Joe Royla(wyobrażacie sobie teraz taki ruch transferowy?!) za 3 miliony funtów dochrapał się przekonania wśród wiary, jakoby w City grał od zawsze(takie mylne wrażenie można odnieść np. w wypadku Rooneya), spadał z Man City z EPL i doń wracał, trzykrotnie zgarniając tytuł Najlepszego Zawodnika wg fanów. Irelandowi przyszło występować w spokojniejszych czasach dla klubu, jako wychowanek Akademii debiutował za Keegana, od samego początku imponując techniką, pomysłem na grę i .. świetnym uderzeniem z woleja. Superman najlepszy swój sezon zaliczył dwa lata temu, co dawało nadzieję, jak słusznie zauważył TLDORC, że w Manchesterze City może dobrze funkcjonować polityka Zidane’ów(tu reprezentowanych przez zakupy szejków) i Pavonów(wychowanków Akademii), lansowana niegdyś przez Fiorentino Pereza w Realu Madryt. Ireland dobrze rozumiał się z Robinho i doprowadził swój zespół do ćwierćfinału ostatniej edycji Pucharu UEFA, ponadto był drugim strzelcem drużyny, tuż za Brazylijczykiem właśnie. Paradoksalnie, zdobyty wówczas tytuł Gracza Roku wg fanów był ostatnim sukcesem Steviego w klubie. Dalej było już tylko gorzej, aż do trenowania z rezerwami włącznie. Tak kończy materiał na legendę.


superman
Teraz, za przeproszeniem, gacie będzie ściągał dla Aston Villi... ;-)

Przyczyn tak drastycznego spadku notowań można wymienić wiele i co znamienne, na większość z nich bohater tego wpisu nie miał wpływu. Angielscy blogerzy podkreślali fakt, iż Stephen utracił swojego naturalnego partnera w ofensywie – Robinho, zamiast którego dostał Carlosa Teveza, o którym powiedzielibyśmy, że jest nieco mniejszym (jak na warunki EPL oczywiście) wirtuozem techniki, za to więcej angażuje się w mniej lub bardziej czystą walkę. Dodatkowo po zatrudnieniu Manciniego zmieniło się wyjściowe ustawienie drużyny – z 4-5-1(bądź 4-3-3) na 4-4-2 z wyraźnymi skrzydłowymi i dwoma defensywnymi pomocnikami. Z Irelanda skrzydłowy jak ze mnie baletnica, a do destrukcji nigdy wybitnie się nie palił i stąd zaczęło dla niego brakować miejsca w podstawowej jedenastce. Wówczas Stevie popełnił błąd, grymasząc iż gra za mało, zamiast ostro wziąć się do roboty – to być może był jakiś argument Manciniego, aby klubowej siódemki się pozbyć. I choć podczas pobytu w USA Ireland wreszcie się odezwał jak mężczyzna i powiedział, że chce grać i walczyć o miejsce w pierwszej ‘11’, to pod koniec swoich dni w City został potraktowany jak bezużyteczna szmata. Pozostało mu targować się o odprawę za rozwiązanie kontraktu przed czasem. Przeciąganie finalizacji nie miało już sensu, Stevie zszedł z dwóch baniek do jednej, na tyle wycenił go klub(OK, może tu przesadzam ze złośliwością), któremu oddał kilka dobrych lat swojej piłkarskiej kariery. W dodatku odchodzi nie dlatego, że ktoś chciał go bardzo kupić, ale ponieważ nie mieścił się w składzie i potrzebny był do transferu innego piłkarza.

I tak po Bellamy’m Manchester City pozbył się kolejnego zawodnika, którego kibice sobie upodobali, a teraz zwyczajnie, po ludzku, żałują. Nawet jeśli oczekiwania wobec Pana nr 7 były za wysokie, bo czasem mówiło się o nim przesadnie jako o potencjalnym nowym Gerrardzie czy Lamparcie Eastlands, to i tak decyzja o zrezygnowaniu z jego usług była przedwczesna. Nie można tak po prostu w imię oczekiwanych sukcesów pozbywać się chłopaków, którzy na boisku oddali serce The Citizens, przez co byli bliżej klubu, niż(z całym szacunkiem) „najemnicy” ery szejków. Byli bliżej nas, zwykłych fanów. Richard Dunne strzelił nam gola, kiedy przyszło się spotkać na Villa Park. Jaką wiadomość wyśle Manchesterowi City Stephen Ireland?

Stephen Ireland w AVFC

Zauważyliście pewnie, że ani zdaniem nie zaszczyciłem Jamesa Milnera, który zagra w City w koszulce z numerem 7 po Irelandzie. Otóż nie ma w tym nic dziwnego – Jamek musi mi pokazać, że jest wart(nie chodzi mi tutaj o pieniądze, bo to zupełnie inna broszka) błękitnych barw. Póki co startuje z poziomu takiego jak Jagiellonia Białystok w zeszłym sezonie E-klasy, czyli -10. Jaga się odkuła, czy Milner zrobi to samo?

PS. W barwach Timisoary grał wczoraj Cosmin Contra, pewnie go pamiętacie z AC Milanu, czy jednego z najlepszych finałów w historii piłki nożnej, Alaves – Liverpool z 2001 roku. Fajny przykład powrotu do domu po latach. Contra urodził się w Timisoarze i pierwsze kroki w dorosłej piłce stawiał właśnie w FC, gdy jeszcze nazywali się Politehnika.

PS 2. Tytuł notki to cytat z ćwierknięcia autora bloga TLDORC. Pod tymi słowami znajdowało się zdjęcie Steviego z koszulką The Villans, które widzicie powyżej.

czwartek, 29 lipca 2010

Nareszcie! Nie potrzebujemy więc wzmocnień, już nie usłyszymy o próbach sprowadzenia Torresa, Messiego czy Jerzego Dudka. Koniec moi mili, na Eastlands zawita...

JEZUS CHRYSTUS

Nasz Pan i Zbawiciel !!

We własnej osobie !!

 

Nie wierzycie?! Dowód poniżej:

:D

piątek, 16 lipca 2010

Henryk Kasperczak to trener klasy europejskiej – taką opinię mógłby wydać przeciętny polski kibic. Sukcesy w Afryce, mistrzostwa kraju z Wisłą Kraków, pamiętne potyczki w europejskich pucharach, a teraz powrócił na Reymonta, by przegrać tytuł i bić się o Ligę Europy. Tymczasem w Zabrzu powoli dobiega sprzątanie po niechlubnym epizodzie Kasperczaka w Górniku. Dziś Robert Szczot rozwiązał kontrakt na rzeczy gry w Iraklisie Saloniki, bliski tego kroku jest Paweł Strąk, a sprawa Gorawskiego toczy się przed Wydziałem Gier PZPN.

Robert Szczot

Sprytnie to wymyśliliście. W zasadzie postawiliście tych zawodników pod ścianą. Pozostanie będzie dla tych graczy kompletnie nieopłacalne.
- To prawda. Tym bardziej, że mówimy o piłkarzach, którzy mają 27, 28, a nawet 29 lat. Jeśli im się wydaje, że nie pograją rok, czy dwa w ekstraklasie i nic się nie stanie, to OK. Ja jednak uważam, że dla nich zesłanie do B klasy to jest koniec ich kariery sportowej. Nikt ich więcej nie weźmie. A nawet jeśli, to dostaną gaże na poziomie tysiąca, góra dwóch tysięcy złotych. Muszą skalkulować. czy to im się opłaca. Ja im mogę płacić do samego końca. Górnik to przeżyje. Nie wiem natomiast, czy oni mogą powiedzieć to samo. W dodatku szykujemy dla graczy rezerw pewną niespodziankę. Tam będzie trener, który lubi zawodników gonić do roboty. Nazwiska nie podam. Powiem natomiast, że ja nie chciałbym być jego podopiecznym.

Łukasz Mazur o sytuacji niechcianych zawodników

Do powyższej grupki dołączył również Przemysław Pitry, który najszybciej z całej czwórki rozstał się z KSG i już jest zawodnikiem katowickiego GieKaeSu. Najważniejsze, że doszło do konkretnych ruchów i nielubianych zawodników na boiskach Ekstraklasy już nie zobaczymy. Nie jest to jednak specjalnie radosne rozwiązanie. Trójka Gorawski, Szczot i Strąk sporo nas kosztowała i nie mówię tu tylko o kwotach transferowych, a ich wkład w realizację celów zespołu, najpierw utrzymanie, potem awans, był – uśredniając – niski. Koniec przygody chłopców Henia w Zabrzu idealnie podkreśla, jak wiele idiotycznych błędów wówczas popełniono, płacąc piłkarzom sporo i nie przyjmując do wiadomości, że Górnik jednak spaść może.

Z samą chęcią pozbycia się przepłaconych piłkarzy nie mam zamiaru polemizować, gdyż każdy widział, jak grają(albo nie grają, jak Gorawski), niemniej styl w jakim to uczyniono nie uważam za właściwy. Co by nie mówić o Szczocie czy Pitrym, nie należy zapominać, że strzelali ważne gole, jak na przykład z Wisłą w Płocku, podobnie Strąk, który dwukrotnie pokonał bramkarza ŁKS-u, raz zapewniając rzutem na taśmę jeden punkt, czy dał zabrzanom prowadzenie w meczu z GieKSą na Roosevelta. Jasne, plusy nie mogą przesłaniać minusów – Szczot, niezwykle dbający o fryzurę miast o formę, często grał poniżej pewnego poziomu i do jego zaangażowania można mieć wiele pretensji(patrz konflikt z Komornickim). Pitry, zwany często „królem sparingów”, wciąż jest napastnikiem, jak to powiedział Franz Smuda, od szyi w dół, a więc strasznie nieskutecznym(5 goli na boiskach pierwszoligowych) pod presją wyniku i do Świątka czy Zahora się nie umywa. Strąk zaś nie jest rozgrywającym, którego potrzebujemy, zdecydowanie za wolny i kreatywny tylko incydentalnie. O efemerycznej łamadze Gorawskim nie ma co wspominać. Podobno środowisko wiedziało o problemach Damiana, ale Kasperczak o nich nie słyszał. Taki pech...

Szkoda tylko, że prezes swoimi wypowiedziami skłonił potencjalnych(?) kupców do myślenia, iż zawodnicy przez Górnika oferowani są bardzo słabi i nie ma sensu ich angażować do niczego poza pieleniem grządek. A gdzieś tam, w odległej galaktyce, są drużyny skłonne wyłożyć choćby 50 piłek, którym Szczot bądź Strąk mógłby się przydać. Słusznie oddajemy ich za darmo, luzując budżet z wysokich poborów, ale można było zrobić to nieco inaczej. Dobry PR – wywalczyli awans, mieli niemały udział w powrót znanej firmy do E-klasy, a teraz szukają nowych wyzwań – dałby zdecydowanie lepsze rezultaty ;-)

A tak już całkiem serio, przed Górnikiem ostatnie zgrupowanie we Wronkach. 28 piłkarzy, w tym dwunastu nowych. Stare sprawy posprzątajmy jak należy i przygotujmy drużynę gotową do walki w Ekstraklasie.

poniedziałek, 05 lipca 2010

Manchester City znów wywołuje burzę w światku piłkarskim. O co się rozchodzi? O płacę Yayi Toure, najświeższego nabytku drużyny z Eastlands. Jak podało News of The World – wiem, źródło to średniej jakości i rzadko przeze mnie cytowane – młodszy brat Kolo będzie co tydzień zgarniał największa kasę w EPL. Przed opodatkowaniem ta suma ma wynosić około 220 tysięcy funtów, a po – 50% mniej(kłania się prawo podatkowe obowiązujące na Wyspach od kwietnia tego roku, o którym jakiś czas temu mówiło się, że może zmusić najlepszych graczy do exodusu w kierunkach hiszpańskich, włoskich, czy nawet niemieckich). Wznosi się okrzyki krytykujące „zabijanie futbolu” i kolejnym „kaprysie arabskich właścicieli”. Rodzi to ponawiane od lat postulaty – ograniczcie w końcu płace piłkarzy, nim futbol wpadnie w zapaść finansową. Oczywiście w mniejszym stopniu jest to problem tak bogatego klubu jak City, którego właściciele są w stanie nie tylko zapewnić wielkie wzmocnienia czy wypłacalność pensji, ale też np. być może w najbliższym czasie odkupi od władz Manchesteru Stadion Miejski, co byłoby kontynuacją inwestycji we wschodniej części miasta.

kolo toure, yaya toure

Zrozumcie, że Manchester City pochodzi z innej finansowej planety. Tyczy się to i gaży, i kwot odstępnego za zawodników. Każdy zdaje sobie sprawę, że podbicie ceny transferu w negocjacjach z Cookiem czy Marwoodem nie będzie skwitowana „nie stać nas na to”, tak samo piłkarze mogą domagać się wyższych poborów. Taka jest cena za brak tzw. prestiżu i za zajęcie dopiero piątego miejsca w lidze. United, Liverpool czy Chelsea muszą myśleć o większej dyscyplinie budżetowej(z różnych powodów), Manchester City na obecną chwilę nie, co nie znaczy, że będzie tak zawsze.

Do tego dochodzą inne okoliczności, o których nie można zapominać – Barcelona potrzebuje pieniędzy z transferu Toure najpewniej na sfinansowanie przejścia Fabregasa(chyba wszyscy już mamy dość tej telenoweli), a Valencia wolała sprzedać Silvę na Eastlands, gdyż ma poważne zadłużenie i każde euro się liczy. Nie chcę bawić się w pseudopsychologa i zgadywać, iż za tak zaciekłymi atakami na City stoi zwykła dziecinna zazdrość w stylu „bo on dostał lizaka, a ja nie”. Nie martwcie się – ikony waszych klubów nie zwęszą nagle mamony i nie będą hurtem zgłaszać pretensji do wyższych pensji i grozić odejściem tam, gdzie płacą lepiej. A jeśli tak zrobią i którejś z gwiazd przyjdzie wdziać błękitną koszulkę, to sami siebie zapytajcie, czy faktycznie zasługiwali na miano symboli Waszych klubów.

Jedyny racjonalny argument przeciw wysokim pensjom to sugerowane od dawna salary cap. I powiem szczerze, że nie miałbym nic przeciwko, gdyby takie regulacje zostały wprowadzone bez względu, na jakim poziomie rozgrywek miałoby to mieć miejsce. Że mój klub straci z tego tytułu poważny argumentw drodze na szczyt? Dla mnie to bez znaczenia. I tak będę go kochał, oglądał jego mecze i przeżywał wszystko na tym blogu. Niemniej - zapraszam do dyskusji!

poniedziałek, 24 maja 2010

Ostatnią część tryptyku Wietrzenia poświęcę grupie zawodników wyjątkowych, bo wychowanych właśnie tu, w Manchesterze i w tym klubie stawiających swoje pierwsze kroki w dorosły futbol. Jedni nazwą ich symbolami dawnego City, nie przesiąkniętego pieniędzmi szejków, inni - zbędnym balastem, jednostkami nie dorównującym obecnym ambicjom Eastlands. Każdy z nich zasługuję na potraktowanie osobną notką, ale muszą się zadowolić zbiorczym tematem.

panorama 3

Osoba Vladimira Weissa w tym wpisie może zaskakiwać. Mancini wszak często daje szansę młodzieży, nie stroni od wprowadzania na boisko nazwisk często zasłyszanych po raz pierwszy. O Vladzie wiemy od dawna, gdyż jego ojciec prowadzi reprezentację Słowacji i swego synka do kadry powołuje regularnie. Pytanie jest banalne: czy Weiss się rozwinie jako rezerwowy? W styczniu Mancini nie miał złudzeń i nie było problemów z wypożyczeniem Słowaka do Boltonu. Czy w obecnej sytuacji opłaca mu się zostać w City? Zasadniejsze wydaje się pytanie: transfer definitywny albo czasowy?

Michael Johnson to wieczny pechowiec. Dwukrotnie uległ poważnym urazom, w skutek których poza murawą przebywać będzie dwa lata. DWA. Ile to znaczy dla ewolucji młodego pomocnika? Jakie szanse daje na choćby minimalny wpływ na bieg przyszłych wydarzeń w City? Związanych z klubem ceni się zawsze nieco wyżej niż zakupionych, tylko czy Johnson będzie w stanie wykształcić się w zawodnika godnego Premiership? Zapowiedział swój powrót na październik, z drugiej strony będę się cieszył, jeśli będzie grał w piłkę po trzydziestce. Czy na Eastlands? Bardzo wątpię.

Stephen Ireland minionego sezonu nie zaliczy do najlepszych. Liczne urazy wykluczały go z regularnej walki o pierwszą "11", ponadto doszło w zespole do kluczowych zmian, w efekcie których ofensywny pomocnik stracił rację bytu na murawie. I wcale nie dziwią plotki na temat odejścia Supermana do Liverpoolu, Arsenalu, czy Spursów, ba! nawet United są ponoć zainteresowani naszym pomocnikiem. Co gorsza, Ireland sam wątpi w swoją przyszłość na Eastlands, co Mancini zdążył skrytykować. 4-4-2 z dwoma defensywnymi pomocnikami Steviemu nie służy i oferty z klubów sterowanych przez cierpliwych menadżerów mogą Irlandczyka skusić. Przywiązanie do barw nic nie zmieni, jeśli Ireland nie podniesie się z kolan. Kupno nowego, tak potrzebnego w City, ofensywnego pomocnika byłoby gwoździem do błękitnej trumny Steviego, o której fani jego talentu mówią od dłuższego czasu.

Nedum Onuoha i Micah Richards padli ofiarą wątpliwej jakości wzmocnieniom w linii obrony. W dodatku ich rywal na prawej stronie - Pablo Zabaleta - zdaje się być ceniony wyżej, bardziej za wszechstronność niż np. grę "do przodu" czy szczególne umiejętności w odbiorze czy kryciu. Fakty są takie, że obaj grają sporadycznie, a Ned niedawno wypowiedział się w tej sprawie w mało optymistycznym tonie. Richardsem interesuje się parę klubów EPL, więc może czas, aby wziąć go pod lupę, dać więcej gry, zarówno na prawej stronie jak i na środku obrony, a dopiero potem decydować? Co do Neduma - dla niego zabójcze mogą się okazać kolejne zakupy Roberto. Chyba jest bliższy odejścia niż Micah. Gdyby tak sprzedać nijakiego Zabaletę...

Shaunowi Wrightowi-Phillipsowi poświęciłem jakiś czas temu osobną notkę, kiedy wybuchł temat nieporozumienia między piłkarzem a Marwoodem i Cookiem w sprawie przedłużenia kontraktu. Już wtedy zastanawiałem się, czy SWP po tym sezonie nie odejdzie. Kolejnych powodów dostarczył swoją grą Adam Johnson, który wygryzł starszego Anglika ze składu The Citizens. Jeśli atmosfera wokół tygodniówki SWP się zagęści, może dojść do nagłego transferu, jak w wypadku Elano. Wtedy Shaun nie miałby czego na Eastlands szukać. Nie mógłby zostać drugi raz synem marnotrawnym.

Zastanawiając się nad losem wymienionych piłkarzy nie można pominąć kwestii nowych przepisów w lidze angielskiej, wchodzących w życie od najbliższego sezonu. Chodzi mi oczywiście o kwestię wychowanków, którzy muszą zostać zgłoszeni do 25 osobowego składu. W naturalny sposób blokuje to nonszalancką wyprzedaż za półdarmo(w ramach zasady, że "Wy i tak macie pieniądze"), bo ktoś przepisy "wypełnić" musi. Bez względu na formę? Richards zatrzymał się w rozwoju, Ireland nie pasuje taktycznie, SWP tylko miewa dobre momenty, a Nedum nie lubi się z Mancinim. Jaka więc zasadność w trzymaniu na siłę graczy, którzy w obliczu walki o trofea nie pokazali charakteru(pomijam nieposłuszne zdrowie), bądź na poziomie grali incydentalnie? Czy nie czas odrzucić sentymenty?

Jest jednak druga strona medalu: sprzedaż piłkarzy tak mocno związanych z City dla wielu byłaby aktem barbarzyństwa, odarciem Manchesteru City z serca i duszy. Oddanie wychowanków bardzo boli, zwłaszcza że nie przegrywają rywalizacji z powodu różnic umiejętności czy zaangażowania. Nikt nie chce przeistoczenia City w armię najemną, pozbawioną lokalnego narybku. Słabsze dni błękitnych zawodników nie mogą w tak oczywisty sposób pozbawić ich szansy na rehabilitację, na której z pewnością im zależy. Mam wrażenie, że nowe regulacje spadły nam z nieba, dlatego sądzę, że pewnie opuści nas maksymalnie dwóch wychowanków z przedstawionej przeze mnie grupy, nie więcej. Konkretne działania uświadczymy dopiero po MŚ w RPA. Oby decydentom nie zabrakło mądrości.

 
1 , 2