Wpisy z tagiem: Wembley
sobota, 14 maja 2011
18:30 Niesamowite. Udało się. Wielki, wielki wyczyn Manciniego i całej drużyny. Wciaż nie mogę uwierzyć. Yaya Toureeeeeeeeee!!
Niesamowity sezon. Wczoraj jeszcze myślałem, że to w końcu jest moment oddechu, kiedy można spokojnie usiąść, powiedzieć sobie, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty i powoli zastanawiać się nad przyszłą kampanią. Po porażce Arsenalu z Aston Villą trzeba wstać i znów pokazać, że umiemy udźwignąć presję. Bo debiut w Lidze Mistrzów można przyspieszyć. Nie znaczy to, że emocje po finale ucichły, co to, to nie. Z wielką przyjemnością oglądam wszelskiej maści powtórki, wywiady i materiały typu exclusive. Poległem jednak w trakcie wyszukiwania jednego, najodpowiedniejszego zdjęcia opisującego zwycięski Puchar Anglii. Mancini z trofeum w dłoniach? Joe Hart w niebieskich serpentynach? Nowiutki baner 00 YEARS? Szalejący Nigel de Jong? A może smutni piłkarze Stoke City świadomi, że mimo świetnego sezonu i niezłych perspektyw taka okazja może się już nie powtórzyć? Ale jeśli szukać czegoś naprawdę mocnego, to wystarczy zwrócić się do Mario Balotellego. Tego samego, który zagrał w sobotę więcej dla drużyny i został zasłużenie zawodnikiem meczu, a w wywiadzie po ostatnim gwizdku z uśmiechem przyznał, że jego sezon to był shit. Gdyby nie świetny Sorensen Mario byłby jeszcze większym bohaterem. A Mancini słusznie przypomina, iż oczekuje takiej gry w każdym spotkaniu, a nie jedynie od święta. Jakiś postęp w cywilizowaniu młodego Włocha jest. Smak trofeum wzmacnia przeczucie, iż na kolejne nie będziemy czekać 35 lat. Podkreślają to piłkarze, niewątpliwie dumni, iż wespół z menadżerem zbudowali ekipę gotową na kolejne sukcesy. To mi się podoba u Kompany'ego, że wolał przyjść tutaj i tworzyć coś 'od zera' niż od razu trafić do klubu, który wygrywanie ma we krwi. I Pablo Zabaleta, który po każdym spotkaniu pisze na swoim Twitterze o tym, że wszyscy muszą dalej ciężko pracować, aby wznieść się na szczyt. To bardzo proste komunikaty, ale jakże czytelne, bo świadczą o mentalności szukanej na Eastlands od lat. Jedno wiemy na pewno - to nie jest koniec starego typical City i lat kibicowania z humorem, ale początek zupełnie nowej drogi. Niezadowoleni z przejęcia Manchesteru City przez szejków też powoli zaczynają rozumieć, że zmiany to nic strasznego i naprawdę nic złego w tym, że chcemy wygrywać i mamy ku temu środki, których tak nam zazdroszczą. Poza tym, wciąż mamy w drużynie wychowanków i graczy jeszcze sprzed ery szejków. Dla nich - mam tu na myśli Richardsa i Harta - poprzez emocjonalny związek z klubem wygrana znaczy być może więcej niż dla reszty, ale nie chcę tutaj rozgraniczać - wygrali wszyscy. A zobaczyć uśmiech na twarzy Summerbee'ego i Booka po tylu latach, bezcenne. Nie były to ostatnie łzy szczęścia w ich życiu. Nasz czas nadchodzi. Haters are welcome ;-) Powtórzmy jakość sobotniego występu, a szybciej będziemy w piłkarskim niebie. C'mon City for the final push! |
Zakładki:
Czytam, komentuję..
Angamoss![]() Błękitna strona miasta | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||