Wpisy z tagiem: Wigan Athletic
piątek, 09 września 2011
Nudna niczym doping kibiców na PGE Arenie przerwa reprezentacyjna dobiegła końca i wreszcie możemy wrócić do sensowniejszej piłki klubowej. Na Eastlands tematem numer jeden jest jedna nie sobotnie starcie z Wigan, ale dochodzenie w sprawie dyrektora wykonawczego Garry'ego Cooka, który około roku temu prawdopodobnie wysłał obraźliwego maila matce Neduma Onouhy, w którym drwił z jej walki z rakiem(pani Onouha jest również agentem piłkarza). Rewelacje wyszły całkiem niedawno, Cook przeprosił, ale to nie zapobiegło wszczęciu postępowanie przez klub w tej sprawie. Mocno śmierdzącej i łatwej do rozstrzygnięcia, dodajmy. Decyzja już zapadła - Garry Cook zrezygnował z pełnionej funkcji i nie jest już pracownikiem Manchesteru City. Takie rozwiązanie od jakiegoś czasu sugerował ton prasowych wypowiedzi w Anglii: przewinienie jest poważne i może oznaczać początek końca Cooka w Manchesterze City. Nie ma co ukrywać - wielu, w tym i ja, czekało na zwolnienie Cooka z powodu licznych wpadek i błędnych decyzji. Pomijam przyjęcie Uwe Roslera w poczet legend Manchesteru United, chodzi mi bardziej o np. styl w którym sprzedano Richarda Dunne'a, czy zwolniono Marka Hughesa(pamiętna konferencja prasowa, na której Cook, delikatnie mówiąc, nie wyszedł najkorzystniej) oraz o idiotycznych ofertach za Kakę, Buffona, czy starania o Gago(działacze Realu byli ponoć zniesmaczeni przygotowaniem Cooka do transferu). Oczywiście, można go bronić tym, iż zawsze wykazywał się wielką determinacją(czasem wręcz biznesową agresją, która pozwoliła znacząco podnieść przychody City) w dążeniu do celu, jakim wciąż jest uczynienie z Manchesteru City piłkarskiego mocarstwa. Jeśli do momentu wypłynięcia całej historii szejkowie nie podziękowali mu za pracę, to istotnie sukcesy na jego koncie były co najmniej zadowalające. Co zmienił więc mail do pani Onuohy? Przebrała się miarka, po prostu. Cała sytuacja z "żartem" jakiegoś pracownika była od początku mocno wątpliwa. Wysłanie maila rozumiem, ale to oznacza, iż ktoś - pracownik(sprzątaczka? Gość od kablówki?) Manchesteru City! - bez kłopotu wchodził na pocztę jednej z ważniejszych osób w klubie i regularnie ją przeglądał(świadczą o tym cytaty). A więc teoretycznie Cook nie zabezpieczał jakoś specjalnie swojej skrzynki, narażając klub na wyciek istotnych/poufnych informacji. To już chyba lepiej żeby się okazało(confess Garry, confess! jakby to powiedział kardynał z hiszpańskiej inkwizycji), iż jest po prostu chamem i pomylił adresata, serio. Z każdej strony i tak stracił wiarygodność. A konflikty(?) z Tevezem(to oczywiście tylko domysły) czy Mancinim(opieszałe transfery) mogły ten stan rzeczy jeszcze pogłębić. No i same zasłanianie się 'kimś innym' swoje zrobiło. Dymisja(rezygnacja) wydawała się w zasadzie nieunikniona. Życie po Cooku? Garry miał swoją wizję Manchesteru City. realizował ją w iście amerykańskim stylu z rozmachem na jaki pozwalały mu arabskie pieniądze. Popełniał błędy, mówił głupoty i na sam koniec zachował się idiotycznie, ale coś po sobie pozostawił. Czy następca podniesie jego wizję? A może na Eastlands zawita rozsądek i nieco mozolniejsze budowanie piłkarskiej potęgi? Z Financial Fair Play będzie to łatwiejsze. Jak rozegrają się personalia w najbliższym czasie, zobaczymy. Oby było w tym mniej polityki, a więcej piłki nożnej i pożytku dla Manchesteru City.
Ze składu City wypadnie prawdopodobnie Barry oraz de Jong(nagle zakontraktowanie Hargreavesa nie wygląda tak bezpodstawnie). Złamana kość dłoni Nasriego podobno nie jest problemem i powinniśmy zobaczyć Francuza po raz pierwszy na Eastlands, to samo tyczy się urazu Richardsa, jakiego nabawił się na zgrupowaniu reprezentacji. Jaki skład desygnuje Mancini? Ano ma w pamięci zbliżający się wielkimi krokami debiut w Lidze Mistrzów z Napoli i pewnie zobaczymy jakiś miks - czyżby Balotelli miał w końcu zagrać od pierwszej minuty? W każdym razie jest z czego wybierać. C'mon City!
piątek, 11 marca 2011
Maraton meczów co trzy, cztery dni trwa od połowy lutego. Zdążyliśmy już odpaść z wyścigu o mistrza kraju, awansować trzy razy w pucharach, po czym znów wróciliśmy do walki(przynajmniej teoretycznie) o tytuł za sprawą Chelsea i Liverpoolu solidarnie golących United na swoich terenach. A przez ostatni tydzień karuzela nie zwolniła ani na moment. Po beznadziejnym remisie z Fulham The Citizens zagrali zupełnie inny mecz z Aston Villą i efektownie pokonali piłkarzy Houlliera 3:0. I do półfinałów na Wembley(to troszkę irytujące, że mówi się o Wembley już w kontekście 1/2) tylko krok zwący się Reading, choć radość z progresu zespołu przyćmiła głupota Kolo Toure. Do wznowienia Pucharu Anglii jeszcze długa droga - i to dosłownie, gdyż nasi zawodnicy będą dopiero wracać do Manchesteru porażce z Dynamem Kijów 0:2.
Co do wpadki Kolo - tak, uważam to za skrajną głupotę i nieodpowiedzialność piłkarza z Wybrzeża. Diet pills? No litości. Rzadko staję po stronie FIFA i jej przedstawicieli, jednak Jerome Valcke ma rację - piłkarz na takim poziomie nie ma prawa brać czegoś bez uprzedniej konsultacji z klubowymi lekarzami. W Internecie pojawiają głosy nawołujące do wspierania Kolo - osobiście wolę się wstrzymać od jednoznacznej oceny. Nie za bardzo widzi mi się wspieranie bezmyślności, która mnie smuci i szokuje. Medal ma jednak dwie strony - nieszczęście Toure jest jednocześnie drugim rozdaniem dla Joleona Lescotta, dotychczas solidnego, acz rezerwowego defensora. Jeśli Kolo nie ucieknie od odpowiedzialności(przeczucie mi podpowiada, że nie będzie to kara dłuższa niż 9 miesięcy), to Mancini z braku opcji przestanie eksperymentować z defensywą, co niepotrzebnie czynił w tym roku kalendarzowym(ani razu identyczna para stoperów – przed meczem z Dynamem - nie wystąpiła w dwóch meczach pod rząd, w sumie w 2011 roku Roberto desygnował 6 różnych zestawień, a to tylko dwie pozycje i 4 zawodników). Tak wymuszona stabilizacja powinna wyjść nam na dobre. I tak wiadomo, że dominującą postacią jest powracający po kontuzji Kompany. Grunt to wybrać dla niego odpowiedniego partnera. I tym kimś będzie Joleon. Oby tego nie schrzanił tak jak pewien pojedynek główkowy z piłkarzem bez formy... Echo skandalu powoli ucichło i wróciliśmy do zmagań ligowych tylko po to, aby obejrzeć powtórkę z rozrywki - kolejny słaby mecz City na własnym stadionie. Wymęczone zwycięstwo równie dobrze mogło się zmienić w pozbawianą składu i ładu pogoń za wynikiem, tak jak tydzień wcześniej z drużyną Hughesa. Mancini mówi o zmęczeniu materiału, czy jednak zawodnikom aż tak bardzo nie chce się zdobywać trzech punktów i np. mieć 2:0 po godzinie gry? Wygrana wiszące na włosku mogła z łomotem spaść w każdej chwili – błąd sędziego, złe podanie, inwazja UFO, jednobramkowe prowadzenia to za mało, aby pozwalać sobie na niedokładność, odpuszczanie niektórych piłek, brak koncentracji i kontroli nad boiskowymi wydarzeniami. Bo przyjdzie takie Dynamo Kijów, zespół ambitny, grający u siebie i niesiony dopingiem wiernych kibiców, i pokaże nam brutalnie miejsce w szeregu. Zadyszka City? Mało powiedziane.
Nie wiem jak Mancini wyobrażał sobie stracie z zespołem Jurija Siomina. Klasą Dynamo przewyższa takie Wigan wielokrotnie, a nastawienie The Citizens pozostało bez zmian. Niedomagająca pomoc(gdzie byli Barry, Zabaleta i Yaya w pierwszej połowie nie wie nawet Roberto), nie rozumiejący się napastnicy… lista zastrzeżeń wzbogaciła się dziś o Harta, który ewidentnie zawalił gola Szewczenki. Przed City mission impossible: odrobić dwa gole, nie stracić przy tym żadnego, gdyż wtedy do awansu potrzeba będzie aż 4 trafień(przypomina się ćwierćfinał P.UEFA z HSV Hamburg, tam po porażce 1:3 w Niemczech Błękitni wygrali u siebie 2:1 po jednym z najlepszych spotkań w sezonie). Co raz częściej myślę o City jak o drużynie bez charakteru, z ogromnym potencjałem sportowym, ale bez piłkarskiej złości, ducha walki. Co z tego, że w drugich 45 minutach po boisku zawodnicy wreszcie zaczęli poruszać się i kopać tę cholerną futbolówkę na miarę swoich umiejętności? To w tym sporcie za mało; minimalizm Manciniego kompletnie się nie sprawdza, a taktyka – to taki mały pstryczek w nos opasłym dyskusjom na jej temat - bez poważnych wykonawców jest tylko zbiorem cyferek i umownych ustaleń, gdzie ktoś powinien się znajdować. Czekam na prawdziwe City z kręgosłupem biegnącym od Kompany'ego przez de Jonga, Silvę, aż po Teveza. W kwietniu dojdzie Adam Johnson, formę utrzyma Micah Richards, więcej wymagać będziemy od Dżeko i Balotellego. Do końca sezonu pozostało minimum 11 spotkań. Liga Mistrzów priorytetem. Trofeum smakowitym dodatkiem. Ten statek jeszcze nie utonął, ale wzburzone morze nie pomaga ustabilizować kursu. Roberto Mancini musi wziąć stery mocno w swoje ręce, inaczej właściciele będą szukać nowego kapitana. To już nie jest przebąkiwanie w środku sezonu po porażce z Lechem w Poznaniu, lecz realna ewentualność. Której, jak kocham ten klub, chciałbym za wszelką cenę uniknąć. Teraz Reading. Potem z Dynamem o honor(w awans, wybaczcie, nie wierzę specjalnie) i wreszcie z wciąż panującym mistrzem na Stamford Bridge. Test na teście testem pogania. Chciałoby się nie mieć w klubie bogatych szejków i nie odczuwać presji z każdym dotknięciem murawy. Na ten luksus, mimo milardów, wciąż nas nie stać :-)
wtorek, 30 marca 2010
Carlos Tevez pokonał 3:0 Wigan Athletic w ostatnim spotkaniu 31. kolejki Premier League. Na zapewnienie swojemu zespołowi trzech punktów potrzebował około dwunastu minut. Dzięki wspaniałemu hat-trickowi Carlito przesunął się na czwartą(19 goli) lokatę w klasyfikacji najskuteczniejszych graczy ligi, zaś jego błękitna drużyna minęła Liverpool i ma dwa punkty straty do czwartego Tottenhamu.
|
Zakładki:
Czytam, komentuję..
Angamoss![]() Błękitna strona miasta | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||