Wpisy z tagiem: Puchar Anglii

niedziela, 08 stycznia 2012

162. derby Manchesteru padły łupem United i Chrisa Foya, ale duma, która wypełnia serca każdego kibica The Citizens dominuje nad porażką i faktem, iż nie obronimy Pucharu Anglii.

Od lat nie wiem ilu Manchester City przed meczem został obwołany mocnym faworytem, co zawsze w przypadku United powinno wywołać pewien niepokój. Mogą mieć plagę kontuzji, mogą mieć nienajlepsze morale po dwóch fatalnych porażkach w lidze, jednakże nigdy nie poddadzą spotkania o takim ciężarze gatunkowym. Ktokolwiek trzeźwo myślał, iż Błękitny wygrają tylko dzięki temu, iż wyjdą na boisko, musiał być niespełna rozumu. Nigdy nie ufaj Czerwonym Diabłom, nigdy nie pozwalaj, aby zgubiła cię przesadna pewność siebie na boisku i poza nim. Nigdy.

CzerwonaAlex Livesey/Getty Images Europe

Biorąc pod uwagę poważne braki w środku pomocy(Barry, Yaya) i praktycznie jednego zdrowego napastnika w kadrze(Dżeko i Mario kontuzjowani) moje obawy były dość znaczne, gdyż zawsze dochodzi do nich czynnik, którego absolutnie nie da się przewidzieć - błąd sędziego ustawiający mecz. Chris Foy nie od dziś jest znany ze swoich cokolwiek dziwnych decyzji i chyba nie powinienem być specjalnie zszokowany wyrzuceniem Kompany'ego. Czerwona kartka za czyste wejście(nawet nie w połowie tak agresywne jak dwunożny atak de Jonga na Ben Arfę) i brak katrki dla Giggsa ze wejście od tyłu(facet nawet w piłkę nie trafił) kilka minut później to jasny przekaz - Foy jest niekompetentnym durniem, który interpretuje przepisy wg własnego widzimisię. Nigdy czerwona, Chris, nigdy! Co jeszcze dodaje gorzkiego smaku temu incydentowi - Nani nawet nie był zainteresowany karą dla naszego kapitana. To Rooney z prędkością zdementowanych pogłosek o transferze doskoczył do Foya i domagał się kartki...

Poczucie niesprawiedliwości wzbudziło w piłkarzach Manciniego niesamowitą determinację. Trochę tak jak United, ruszyli do ataku w derbach na OT, mimo iż goście punktowali boleśnie, co podobnie skończyło się do przerwy na Eastlands źle. Milner nie jest prawym obrońcą, a chcąc się skutecznie bronić trudno polegać na Adama Johnsonie, niezłym z przodu, ale asekuracyjnie grającym z tyłu, to samo tyczy się Kolarowa, z tym że Serb jest momentami równie słaby w obu aspektach gry. Szkoda - tak myślałem do gola na 1:3 - że Roberto nie postawił na Clichy'ego, którego świetny występ przeciwko Naniemu w październiku powinien gwarantować mu dziś miejsce w pierwszej '11'.

Sytuacja po 45 minutach wyglądała tak niedobrze, iż Mancini musiał reagować bez skrupułów - sam się domagałem, aby zrobił dwie defensywne zmiany i próbował uniknąć upokarzającego rewanżu za 1:6. Włoch posłuchał moich błagań połowicznie. Wejście obrońcy Zabalety na prawą stronę było słuszne, ale niekoniecznie chodziło o zejście Davida Silvy, bardziej zależało mi na ściągnięciu z boiska anonimowego Nasriego. Jednak powody Manciniego zrozumieć nietrudno - przy 0:3 lepiej oszczędzić Magika, który może pokazać wielką klasę z Liverpoolem, ale Samir mimo istotnej roli(łącznik między obroną a Aguero) przeszedł obok meczu.

W rzeczywistości więc The Citizens grali tak jakby w dziewiątkę(Francuz irytował również kiepskim zaangażowaniem w destrukcji), a mimo to, po szybkim golu na 1:3, już nie zastanawiano się, jak wysoko United zwyciężą, ale czy w ogóle awansują dalej. Zaczął się zupełnie inny mecz, o którym Manchester United wolałby pewnie zapomnieć.

Od strony taktycznej Mancini wykonał swoje zadanie. Wyzwolił z okowów obrony Milnera, ustawił pięcioosobowy blok defensywy(z bardzo lotnymi Zabaleta i Kolarowem), w środku wspomniany James i de Jong(kilka świetnych interwencji), przed nimi Anonimowy Nasri i osamotniony Aguero. Drugi gol, trochę przypadkowy, pozwolił na postawienie interesującego szacha. Czerwoni nie mogli dłużej bronić aż tak wysoko, jak i za każdym razem inwestować sporo sił w atak, aby uniknąć kontr.

Kun na 2:3
Alex Livesey/Getty Images Europe

Ostatnie dwadzieścia minut wyzwoliło niesamowite emocje i tu u mnie przed monitorem, i na Eastlands, które odżyło w drugiej połowie dodając skrzydeł przegrywającym piłkarzom. Fantastyczne przeżycie - 80 minut bez jednego zawodnika, a mimo to zamiast zostać zmiażdżonym, Manchester City pokazał wielki, wielki charakter i był tak blisko wyrównania. Paradoksalnie błąd Foya wyszedł piłkarzom City na dobre(poza odpadnięciem z Pucharu, rzecz jasna) - zjednoczył ich, sprawił, iż po raz kolejny w tym sezonie pokazali tak poszukiwany wcześniej team spirit, nie wszystko wprawdzie wyszło, ale, ale! Kwestionowanie ducha drużyny na Eastlands powinno się właśnie skończyć.

Zaś duma w nas, kibicach City, będzie silniejsza od jednej porażki. Wszak przegrywaliśmy z United w gorszych, bardziej łamiących błękitna serca okolicznościach. I odpadnięcie z Pucharu Anglii nas nie zatrzyma. Piłkarze również o tym wiedzą. Ci, którzy używają mediów społecznościowych już zdążyło wyrazić swój podziw dla atmosfery meczu. Najlepiej rzecz określił Kun(Tevez, ucz się!):

I want to thank the fans of @MCFC who inspired us today. If we stand together, both fans and players, we can achieve important feats.

Despite losing, I believe we leave the field strengthened. We almost equalised against all odds. With this attitude, anything is possible.

Z drugiej strony, kibice United mają prawo wściekać się na swoich piłkarzy za postawę w drugiej połowie. Niewiele zabrakło, aby zmarnowali sporą przewagę bramkową, co chyba wciąż jest pokłosiem słabszej formy całego zespołu. Z pewnością też spora część fanów nie widzi sensu w sprowadzeniu Scholesa z powrotem na Old Trafford, mimo oczywistej sympatii do rudzielca. Czy Ferguson jest już tak zdesperowany brakami w środku pomocy, że sięga po faceta z emerytury(tak, wiem, że Paul też chciał wrócić na boisko)? Tylko patrzeć, jak po kolejnym babolu Lindegaarda czy De Gei wykona *kolejny* telefon do van der Sara(a może do Schmeichela?!). Na szczęście nie mój to cyrk :)

Daleko mi do załamania. Owszem, w najbliższych tygodniach będzie brakować Kompany'ego(apelacja moim zdaniem nie przejdzie), ale wróci Barry, na środku obrony Mancini może postawi na Savicia, może na Richardsa, to kwestia jeszcze do rozstrzygnięcia. Czekamy na wyniki Wybrzeża Kości Słoniowej i powrót braci Toure, oraz na ruchy transferowe z klubu. Cele na najbliższe tygodnie: awans do finału Carling Cup i utrzymanie prowadzenia w lidze. Jeśli determinacja w zespole Manciniego się utrzyma, nie wątpię iż jesteśmy w stanie to osiągnąć. CTID

piątek, 27 maja 2011

Podsumowań nadszedł czas - jak wiecie nie wystawiam liczbowych ocen(w ich poszukiwaniu warto odwiedzić stronę MEN), także każdy zawodnik doczekał się kilku zdań na temat tego, co prezentował w minionym sezonie. Bez oceny zostawiłem Roberto Mancinego. Włoskiego menago wraz z garścią różnej maści statystyk na dniach potraktuję osobnym wpisem. Jeśli się nie zgadzacie z moimi ocenami - podzielcie się tym w komentarzach.

Po nazwisku występy w lidze/gole w lidze, występy pucharowe/gole w pucharach. Oczywiście w wypadku bramkarzy chodzi o czyste konta ;-) Statystyki podaję wg. www.football-lineups.com.

Joe Hart 38/18, 16/11- zaczął niesamowicie na White Hart Lane, potem trzymał poziom mimo kilku wpadek, które utrudniły życie The Citizens(nieporozumienie z Kolo z Blackburn, kiepski chwyt na Walkers Stadium). Jednak pobity rekord Weavera mówi sam za siebie. To jest bramkarz na lata i dla City, i dla reprezentacji Anglii.

Shay Given 0/0, 4/1 - niegdyś wygryzł nieopierzonego Harta, teraz role się odwróciły. Miał pecha, co występ, to City przegrywało, a urazy mijały Joe szerokim łukiem. Odejście w lecie niemal pewne, bo bramkarz tej klasy nie może dłużej siedzieć na ławce. Podobno skłania się ku Celticowi.

Obrońcy

Pablo Zabaleta 26/2 19/0 - bohater drugiego planu. Zagra, gdzie mu się każe, zawsze da z siebie 100% i ani złego słowa nie powie, choćby go stado rudzielców kopało bez litości. Aż mi wstyd - był na mojej liście transferowej przed sezonem. Nie sadziłem, że może tyle dać klubowi, choć na pewno ciężko przeżywał wypadek swojego ojca. Profesjonalista przez wielkie P.

Micah Richards 18/1 13/2- he's back! Po kiepskich dwóch ostatnich sezonach i niemrawym początkiem obecnego Micah wreszcie pokazał umiejętności na miarę swojego talentu, dzięki czemu jest co raz bliżej kadry Fabio Capello. Jednak gdybym miał wystawić ocenę liczbową, to z uwagi na kontuzje nie mogłaby być za wysoka, ale i tak możemy być dumni z naszego wychowanka, gdyż jako jedyny oparł się skutecznie ciężkiemu zaciągowi.

Jerome Boateng 16/0 8/0 - nieudana pierwsza kampania w Anglii byłego obrońcy HSV. Kontuzje wykluczyły go z decydujących faz sezonu - startu i końcówki. Poza tym nie zachwycił, na prawej obronie póki co ustępuje Richardsowi, w środku zaś lepiej radzą sobie inni, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, iż szans za wielu nie miał. Wkurzałem się, kiedy blokował "na alibi" w meczu z Juve na CoMS. Nie widziałem w nim zadziorności, której bym oczekiwał. Czyżby transfer do Bawarii?

Dedryck Boyata 7/0 8/1 - strzelił debiutanckiego gola Timisoarze, zaimponował dojrzałością w spotkaniu z Chelsea, potem zarobił czerwoną z Arsenalem i nieszczęśliwie przyczynił się do gola Arboledy w Poznaniu, przez co zamknął sobie drogę do pierwszego składu na jakiś czas. Wrócił na końcówkę sezonu i zaprezentował się godnie. Mancini bez wątpienia nadal będzie w niego inwestował.

Kolo Toure 22/1 7/0 - wpadka z tabletkami na szczęście nie będzie miała tak znaczącego wpływu na karierę piłkarza WKS, niemniej i tak Kolo do najpewniejszych defensorów tego sezonu nie należał. W powietrzu niezły, ale gdy przyszło wybić piłkę nogami, to zaczynały dziać się rzeczy niestworzone, w efekcie których traciliśmy głupie bramki. Na tę chwilę lepszym partnerem dla Kompany'ego jest Lescott. Ewentualny zakup kolejnego środkowego obrońcy może pozbawić Toure regularnych występów.

Joleon Lescott 24/3 15/1 - połowa sezonu średnia(zawodnik sam nie był z niej zadowolony), po zawieszeniu Kolo Toure wziął sprawy w swoje nogi i udanie ustabilizował duet z Kompanym. Czy to wystarczy do utrzymania pozycji na przyszłą kampanię, ciężko powiedzieć. Ale to co widzieliśmy w 2011 roku, może poza przegranym pojedynkiem główkowym z Rooneyem, napawa sporym optymizmem. No i byłbym zapomniał, strzelił 3/4 goli zdobytych głową przez Man City w Premier League ;-)

Vincet Kompany 37/0 13/0 - Piłkarz Roku wg Kibiców oraz wg Piłkarzy. Vinnie to materiał na kapitana w razie odejścia Teveza. Miał niesamowicie równy sezon, rzadko bronił poniżej oczekiwań(jak z Evertonem na wyjeździe czy Arsenalem u siebie). Najważniejsza postać w defensywie The Citizens i człowiek oddany temu zespołowi. Kocham jego rajdy. Mój Zawodnik Roku!

Wayne Bridge 3/0 4/0 - urazy i brak zaufania ze strony menadżera dały efekt jaki dały. Wayne jest na wylocie z City, zwłaszcza wobec formy Zabalety czy niektórych atutów Kolarowa. W każdym razie, powodzenia w dalszej karierze...

Aleksandar Kolarow 24/1 13/2 -  to, co mówił Michał Kaliszewski w rozmowie ze mną przed sezonem, sprawdziło się bez wyjątku. Aleks pokazał atomowe uderzenie lewą nogą, znacznie gorzej zaś szło mu w defensywie. Eksperyment z ustawieniem Serba na lewej pomocy udał się połowicznie, z WBA zagrał świetnie, ale już z United bardzo słabo i szybko został zmieniony. Musi poprawić też celność dośrodkowań z pola i krytycznie spojrzeć na swoje umiejętności dryblerskie.

Pomocnicy

Gareth Barry 33/2 14/0 - żartowałem, iż armia USA powinna się do niego zgłosić po wykup patentu na niewidzialność, ale to dość surowa ocena. Facet nie jest tak eksponowany jak de Jong, Yaya czy Silva, bo większość jego roboty polega na asekuracji ofensywnie nastawionego lewego obrońcy czy wspomnianego Hiszpana. Z tych zadań wywiązywał się nieźle, a do tego dorzucił dwa gole.

Nigel de Jong 32/1 9/0 - nikt nie potrafi sobie wyobrazić Manchesteru City bez Holendra, gdyż obok Kompany'ego, Silvy i Teveza jest po prostu niezbędny. Rysą na jego niesamowitej formie był faul na Ben Arfie, poza tym zaliczył mnóstwo ważnych interwencji ratujących nam skórę i w końcu strzelił swojego debiutanckiego gola, w którego nie wierzyłem :-)

Patrick Vieira 15/2 17/3 – piękny ostatni rozdział kariery wielkiego Francuza. Wreszcie zagrał na miarę swoich możliwości i uniknął kompromitujących występów. Kiedy wchodził na boisko, dawał zespołowi konieczny spokój i potrafił strzelić, gdy rywal naciskał(Notes na CoMS). Korzystnie wpłynął na Richardsa i Balotellego. Chciałbym, aby został u nas w roli trenera.

Yaya Toure 35/8 15/4 - zwany Bohaterem z Wembley. Drugi obok Davida Silvy najlepszy transfer Roberto Manciniego. Doskonale poradził sobie z zadaniami ofensywnymi - kiedy się rozpędzał, niewielu mogło go zatrzymać. Piękny gol z West Hamem. Nie bez powodu jest jednym z najlepiej zarabiających w lidze i praktycznie każdy, kto ustawia swoją ‘11’ sezonu bierze go pod uwagę.

Adam Johnson 31/4 12/3 - bardzo dobra pierwsza połowa sezonu z pierwszymi golami dla reprezentacji włącznie. Adam mimo zastrzeżeń ze strony Roberto imponował rajdami i wywalczonymi rzutami karnymi, ale chyba wciąż nie potrafi przyjąć do wiadomości, iż nie jest jeszcze zawodnikiem kompletnym i gotowym na 90 minut. Drażnił mnie brak szacunku, jaki okazywał Manciniemu, gdy ten go zmieniał. Uraz jednak też zrobił swoje - pokazał, że AJ jest jedynym piłkarzem w klubie, który momentalnie potrafi "zrobić różnicę".

Shaun Wright-Phillips 7/0 12/1 - Pechowy sezon. Kiedy kontuzji dostał Johnson Shaun też miał kłopoty ze zdrowiem i nie mógł przekonać do siebie Manciniego. Publika jednak wciąż go uwielbia. Zapamiętam mu dobrą zmianę na Old Trafford i gola z Timisoarą, poza tym niestety nie zaoferował zbyt wiele i jego kariera w Błękicie powoli dobiega końca.

David Silva 35/4 18/2 - oczarował nas swą bajeczną techniką i szybko stał się niezbędnym elementem drużyny Manciniego. Najlepszy asystent City w lidze. Nie potrafi się nie starać, czy zagrać słabego spotkania. Przyczepić się można do jego prawej nogi - mogłaby mu służyć do czegoś więcej, niż tylko do podpierania. Poza tym absolutnie genialny transfer wart każdego funta. Najlepszy debiutant w szeregach Błękitnych.

James Milner 32/0 9/1 - przez większość kampanii bezbarwny. Zagrał tyle spotkań, a tak niewiele z nich utkwiło mi w pamięci. W przeciwieństwie do Irelanda nie narzekał na swoją pozycję w zespole i nigdy nie mogliśmy kwestionować jego zaangażowania na boisku. Prawdopodobnie stał się ofiarą taktycznych roszad Manciniego i w związku z tym nie pokazał na co go stać. More to come next season?

Napastnicy

Carlos Tevez 31/21 13/4 - na boisku znów wygrywał nam mecze i biegał za czterech. Krół strzelców wespół z Berbatowem. Niestety, prośba o transfer w grudniu mocno nadszarpnęła jego reputację wśród fanów. Nie jestem przekonany, czy należała mu się opaska kapitańska, co nie zmienia faktu, że wielu lepszych napastników w tym sezonie od Carlito nie było. W marcu/kwietniu oklapł fizycznie i stracił formę. Jednak bez wątpienia ewentualna strata CT32 w lecie może się poważnie odbić na naszych mocarnych planach.

Mario Balotelli 17/6 11/4 - kto by pomyślał, iż niesforny Włoch w debiucie strzeli zwycięską bramkę, potem uratuje Manciniemu posadę i zakończy swój sezon tytułem Zawodnika Meczu w finale Pucharu Anglii? Znawcy przepowiadali mu znacznie gorszą przyszłość, z transferem do Milanu w zimie włącznie. Mario nabroił swoje na mieście, ale kilka jego występów daje nadzieje, iż w końcu Mancini i koledzy z zespołu okiełznają tego amatora gry w rzutki. Największe rozczarowanie – idiotyczna czerwień z Dynamem, które zakończyło przygodę City w Lidze Europy. Z drugiej strony, czasami padał ofiarą własnej reputacji.

Edin Dżeko 15/2 6/3 - zasłużył na więcej, niż nieustanne wyliczanie mu minut bez gola w Premiership i nominacje do miana najgorszego transferu sezonu. Byli gorsi, to po pierwsze, a po drugie - Bośniak strzelił dwa cholernie ważne gole, z Notts w Pucharze i z Blackburn w lidze, dorzucając ostatniego gola kampanii na Reebok Stadium, który zapewnił nam Ligę Mistrzów. Moim zdaniem jego aklimatyzacja przebiega dobrze i niedługo zobaczymy łzy w oczach bramkarzy rywali po akcjach Edina.

Jo 12/0 11/3 - No cóż, zapewne jego sprzedaż pomoże nam spełnić warunki finansowego fair-play, więc nie jest tak do końca bezużyteczny. All you need is Jo...

Roque Santa Cruz 1/0 1/0 - jakimś cudem zgrał parę spotkań w tym sezonie, na szczęście udało się go wypożyczyć do Blackburn w zimie, gdzie, mam nadzieję, zostanie. Jeśli nie, to wytransferowanie go z City powinno być priorytetem Briana Marwooda. Nigdy więcej takich piłkarzy!

Emmanuel Adebayor 8/1 4/4 - nielubiany przez Manciniego nie odegrał znaczącej roli w lidze, często gęsto – moim zdaniem niesprawiedliwie - nie łapał się nawet na ławkę rezerwowych. Mimo tego w Lidze Europy cztery gole strzelił, w tym pamiętny hat-trick Lechowi Poznań. Mało prawdopodobne, aby wrócił z Madrytu na Eastlands. Tam zresztą też nie zachwycał, ale przynajmniej zemścił na się na Tottenhamie.

Naturalnie poza tuzami swoje minuty dostało kilku młodych zawodników: Javan Vidal, Abdi Ibrahim, John Guidetti(asysta w Pucharze Ligi), Reece Wabara, Abdul Razak, Ryan McGivern(wszyscy trzej zadebiutowali w lidze), Christopher Chantier, Alex Nimely, Greg Cunningham, Ben Mee.

sobota, 14 maja 2011

18:30

Niesamowite.

Udało się.

Wielki, wielki wyczyn Manciniego i całej drużyny.

Wciaż nie mogę uwierzyć.

Yaya Toureeeeeeeeee!!

Yaya

Niesamowity sezon.

Wczoraj jeszcze myślałem, że to w końcu jest moment oddechu, kiedy można spokojnie usiąść, powiedzieć sobie, że wykonaliśmy kawał dobrej roboty i powoli zastanawiać się nad przyszłą kampanią.

Po porażce Arsenalu z Aston Villą trzeba wstać i znów pokazać, że umiemy udźwignąć presję. Bo debiut w Lidze Mistrzów można przyspieszyć.

Nie znaczy to, że emocje po finale ucichły, co to, to nie. Z wielką przyjemnością oglądam wszelskiej maści powtórki, wywiady i materiały typu exclusive. Poległem jednak w trakcie wyszukiwania jednego, najodpowiedniejszego zdjęcia opisującego zwycięski Puchar Anglii. Mancini z trofeum w dłoniach? Joe Hart w niebieskich serpentynach? Nowiutki baner 00 YEARS? Szalejący Nigel de Jong? A może smutni piłkarze Stoke City świadomi, że mimo świetnego sezonu i niezłych perspektyw taka okazja może się już nie powtórzyć?

Ale jeśli szukać czegoś naprawdę mocnego, to wystarczy zwrócić się do Mario Balotellego. Tego samego, który zagrał w sobotę więcej dla drużyny i został zasłużenie zawodnikiem meczu, a w wywiadzie po ostatnim gwizdku z uśmiechem przyznał, że jego sezon to był shit. Gdyby nie świetny Sorensen Mario byłby jeszcze większym bohaterem. A Mancini słusznie przypomina, iż oczekuje takiej gry w każdym spotkaniu, a nie jedynie od święta. Jakiś postęp w cywilizowaniu młodego Włocha jest.

Smak trofeum wzmacnia przeczucie, iż na kolejne nie będziemy czekać 35 lat. Podkreślają to piłkarze, niewątpliwie dumni, iż wespół z menadżerem zbudowali ekipę gotową na kolejne sukcesy. To mi się podoba u Kompany'ego, że wolał przyjść tutaj i tworzyć coś 'od zera' niż od razu trafić do klubu, który wygrywanie ma we krwi. I Pablo Zabaleta, który po każdym spotkaniu pisze na swoim Twitterze o tym, że wszyscy muszą dalej ciężko pracować, aby wznieść się na szczyt. To bardzo proste komunikaty, ale jakże czytelne, bo świadczą o mentalności szukanej na Eastlands od lat. Jedno wiemy na pewno - to nie jest koniec starego typical City i lat kibicowania z humorem, ale początek zupełnie nowej drogi. Niezadowoleni z przejęcia Manchesteru City przez szejków też powoli zaczynają rozumieć, że zmiany to nic strasznego i naprawdę nic złego w tym, że chcemy wygrywać i mamy ku temu środki, których tak nam zazdroszczą. Poza tym, wciąż mamy w drużynie wychowanków i graczy jeszcze sprzed ery szejków. Dla nich - mam tu na myśli Richardsa i Harta - poprzez emocjonalny związek z klubem wygrana znaczy być może więcej niż dla reszty, ale nie chcę tutaj rozgraniczać - wygrali wszyscy. A zobaczyć uśmiech na twarzy Summerbee'ego i Booka po tylu latach, bezcenne. Nie były to ostatnie łzy szczęścia w ich życiu.

Nasz czas nadchodzi. Haters are welcome ;-)

Powtórzmy jakość sobotniego występu, a szybciej będziemy w piłkarskim niebie.

C'mon City for the final push!

piątek, 13 maja 2011

Za około 24 godziny jedenastki Manchesteru City i Stoke City wybiegną na murawę Wembley, aby zmierzyć się w 130. finale Pucharu Anglii. Wydarzenie dla obu klubów niezwyklej wagi - Manchester City zagra swój pierwszy finał dokładnie 30 lat po porażce w powtórzonym meczu z Tottenhamem w ramach FA Cup właśnie; dla Stoke to wielka szansa, aby zdobyć pierwszy Puchar Anglii w historii i zdobyć trofeum po niecałych 40 latach posuchy. Taki skład finału wydaje się niesamowity jeśli pomyśleć, że w 1998 roku obie ekipy podzieliły los spadkowiczów i opuściły szeregi Division One(obecna Champioship). Od dziś bloguję non-stop i zapraszam do współtworzenia tego historycznego ze wszech miar wpisu.

17:00

Droga na Wembley: wszystko zaczęło się w Leicester. Kiedy Noel Gallagher dolosował Manchester City do zespołu z Walkers Stadium klub szybko podjął starania, aby styczniowe spotkanie było swoistym trybutem dla chorego Neila Younga, wielkiej legendy City z lat 60. i 70. W ruch poszły czerwono-czarne szale, kibice oddali cześć byłemu piłkarzowi w 24. minucie, kiedy to "Nelly" strzelił gola Leicester City w ostatnim wygranym finale Pucharu Anglii(1969 rok). I jeszcze zaczęliśmy tatmo spotkanie najgorzej jak tylko się dało - straconym golem już w pierwszej minucie! Sprawę awansu rozstrzygnęliśmy dopiero w powtórce, zasłużenie wygrywając 4:2. W kolejnej rundzie uratował nas debiutancki gol Edina Dżeko, dzięki któremu zremisowaliśmy z Notts County 1:1. Kilka dni później zmarł Neil Young. Dla wielu - w tym i dla mnie - ważne stało się wówczas hasło lets win FA Cup for Nelly.

I zaczęliśmy wygrywać.

Notts wyjechało z CoMS z pięcioma golami w sieci, potem osłabiona Aston Villa nie miała większej ochoty na rywalizację i także poległa(3:0). Więcej do zaoferowania mieli The Royals(do dziś nie mogę się im nadziękować za to, że wyeliminowali Everton;-)), lecz w końcu i ich defensywa padła po strzale z głowy Richardsa. Wtedy było jasne, że w starciu o finał przyjdzie nam podjąć na Wembley United. Pamiętamy jak było: kluczowe pudła Berbatowa, świetny przechwyt Yayi Toure i wreszcie derby dla City! Coż to był za dzień dla Blękitnej strony Manchesteru. Nie do zapomnienia!

17:30

Stoke City potrzebowało tylko raz powtórzonego meczu, aby przejść dalej. I to już na samym starcie rozgrywek, dopiero po dogrywce w Cardiff pokonali lokalnych City. Zaliczyli także lokalne derby z Wilkami(wygrane 1:0), potem stosunkowo łatwo ograli Brighton&Hove Albion 3:0, aby później odgryźć się West Hamowi(2:1) za niedawną porażkę w lidze. Jednak styl w jakim zdemolowali Bolton Wanderers zszokował wszystkich: pięć niezłych goli i totalna dominacja nad rywalem, który przecież zwykle w kaszę tak dmuchać sobie nie pozwala. Forma Garncarzy od tamtego okresu naprawdę robiła spore wrażenie - zremisowali z Chelsea, rozbili Wolves, dotrzymywali kroku Tottenhamowi na WHL, czy ostatnio pokonali przekonująco Arsenal 3:1. I są świadomi, że występ w finale to być może jedna taka szansa na pokolenie i prędko takiego sezonu powtorzyć się nie uda.

18:19

Mała uwaga na temat samego terminu - przyłączę się do głosu tych, którzy negatywnie oceniają finał jeszcze w trakcie trwania ligi. Jasne, przepisy UEFA są jasne i nie ma możliwości, aby na Wembley mecz rozegrać wcześniej. I FA wpadła we własne sidła rachunku ekonomicznego nowego stadionu, który przeciez koniecznie musi na siebie zarabiać(stąd połfinały). Można rzec, że pieniądze wygrały ze zdrowym rozsądkiem(Millenium Stadium wciąż się nadaje do gry w piłkę, czyż nie?), na szczęście dla FA po pokonaniu Tottenhamu teoria spiskowa 'Arry'ego Redknappa zeszła śmiercią naturalną. Choć ostatecznie Wembley to nie stadion w Bydgoszczy, więc o co tym Anglikom chodzi? ;-)

19:27

Obowiązki z 'drugiej' strony bloga wzywają - za pół godziny w Bytomiu Polonia podejmie Górnika Zabrze. Przy okazji info dla spragnionych wpisów o biało-niebiesko-czerwonych: jak tylko skończy się wariactwo z Manchesterem City, wracam do regularniejszych wspisów nt zabrzańskiej ekipy. A jest o czym pisać, to pewne! Do Pucharu Anglii wrócę po 22.

23:00

Jasny gwint, takiego rozstrzygnięcia derbów się nie spodziewałem! Zostawmy derby Śląska jednak na osobny wpis i wróćmy do Pucharu Anglii. Znamy już drogi do finału obu ekip, czas spojrzeć na kadry.

Carlos Tevez

Zdecydowanie mniej kłopotów ma Roberto Mancini. Poza zawieszonym Kolo Toure i wykluczonym z reszty sezonu Boatengiem wszyscy są do dyspozycji. Niejasne jest kto wystąpi na środku ataku, ale wydaje się, że wobec zaledwie kilku minut Teveza z Kogutami Roberto raczej nie wystawi go od pierwszej minuty(debata Dżeko czy Balotelli będzie trwać pewnie do ostatnich chwil). W defensywie nie powinna zajść żadna zmiana, jako że Kolarow generalnie gorzej się sprawuje na tyłach i w powietrzu, a Zabaleta nie ma zamiaru odstawiać głowy w żadnej sytuacji. To może być kluczowy elemnt przy nieustannych wrzutach Delapa bądź dośrodkowaniach na będącego w formie Jonesa. Pomoc: tu z powrotem ujrzymy żelazny zestaw de Jong, Yaya, Barry, Silva i Johnson. Wątpię, aby przy tak intensywnej grze Mancini zdecydowałby się na manewr z Balotellim na boku pomocy, przecież Silva czy Jonhson radzą sobie tam znacznie lepiej i chętniej wracają do zadań defensywnych.

Stoke City jutro na pewno obejdzie się bez Fulera, Higginbothama i Sidibe. Z czasem walczą Huth oraz Etherington, który tak boleśnie ukąsił nas w tym sezonie na Brittania Stadium. Nie jest tajemnicą, iż nawiększym zagrożeniem będą wysokie piłki na Jonesa czy innych rosłych drwali Garncarzy, ale broń nas panie Boże przed lekceważeniem innych sposobów Stoke na zdobycie bramki(vide półfinał z Boltonem). To samo z obroną. Mimo iż Błękitni chłopcy nie są łamagami, to przepchać się przez zasieki Stoke nie będzie łatwo, a jestem przekonany, iż The Potters zagrają bardzo agresywnie od samego początku. A dla City kluczowe mogą się okazać właśnie pierwsze 15 minut, kiedy gramy zazwyczaj najlepszy futbo.

Pytanie do Was jest proste: kto jest faworytem? Silni fizycznie i psychicznie kopacze ze Stoke, czy jednak technicznie lepszy i dość nieobliczany Manchester City?

11:30

Mnie niż pięć godzin do finału. Emocje rosną ;-)

Kilka słów o historii pojedynków między Stoke a Manchesterem. Dobrze wspominamy jedynie debiut Roberto Manciniego, gdyż wtedy wygraliśmy 2:0. Potem był tylko gorzej, same remisy 1:1 plus porażka w FA Cup po dogrywce 1:3. Za Hughesa też łatwo nie było, poza wygraną i hat-trickiem Robinho przegraliśmy na Brittania Stadium 0:1, mimo iż gospodarze grali przez większość spotkania w osłabieniu(identycznie było rok później). powiedzieć, że to niewygodny rywal, to mało, bo niewiele jest takich drużyn, z którymi rok w rok mielibyśmy tyle problemów.

Co do Tony'ego Pulisa to wiadomo - Gillingham i 1999 rok. Wtedy to było nasze Wembley, nasze 5 minut chwały, w które dziś trudno uwierzyć. Z 0:2 dzięki Horlockowi i Dickovowi zrobiło się 2:2, dzięki czemu doszło ostatecznie do karnych. I ta zszokowana i wściekła mina Pulisa po gwizdku kończącym regulaminowy czas gry... Dziś wolałbym uniknąć aż takiej dramaturgii, serca niektórych mogą po prostu nie wytrzymać ;-)

11:43

Oho, już pierwsze plotki się pojawiają. Stuart Brennan z MEN napisał na Twitterze, iż podobno coś nie tak dzieje się z Silvą, choć to tylko pogłoska. Oby! Mały update: podobno Silva miałjakieś problemy w tygodniu, ale dzis na pewno wystąpi. UF!

13:35

Za chwilę rozpocznie się  przedostatnia kolejka EPL, w której prawdopodobnie poznamy mistrza i pierwszego uczestnika Tarczy Dobroczynności przed startem sezonu 2011/2012(to tak na marginesie rozważań o stosowności terminu finału FA Cup). Czy czekają nas przynajmniej 3 pojedynki City-United?

13:52

Przeglądam wpisy w prasie angielskiej i z miejsca mogę polecić perełkę na temat kibicowania The Citizens przez lata piękne i te tragiczne. Jeśli po tym tekście ktoś nie rozumie, jacy są fani Niewidzialnego człowieka, to mówiąc krótko, nigdy tego nie pojmą.Lekutra szczególnie polecana młodszym stażem ;-) Swoją drogą, dzisiejszy tryumf byłby największą nagrodą dla wiernych Manchesterowi City od tylu lat mimo ogromu niepowodzeń.

W Guardianie czytamy także o niezłykłej historii Jonatahan Waltersa, tułającego się niegdyś po niższych ligach, a obecnie, choć dopiero od roku gra na Brittania Stadium, jednego z filarów Stoke City.

Daily Mail zauważył, iż w skutek błędu wyprodukowano 70 tysięcy flag finałowych... ze złymi nazwami klubów. Na tych ze Stoke widnieje "Stoke City - Manchester United", a zdaniem tych przeznaczonych dla City, dziś mierzymy się z Boltonem. Jakiś zabawny element, poza tym zdjęciem Balotellego, musi być ;-)

14:20

Szukając inspirujących słów przd finałem natrafiłem na artykuł o Kompanym. Szczególnie trafiły do mnie poniższe słowa Belga, który mam nadzieję jako kapitan wzniesie puchar około godziny 18:

But, as I talk to you now, I am still quite far from where my goals are. We are able to say we are in a good club and doing good things. But I am nowhere near to where I want to be.

You only have so long in football, so probably what I want will be unachievable but I always think: “Let’s try it”

Why not win a Champions League? Why not win a Premier League? I am not saying that these things sound realistic right now. But why not set it at as a goal? From there we can work towards it and see how we go.

Zawodników z takim podejściem potrzeba Manchesterowi City! A Kompany udowadnia nie po raz pierwszy, że poza świetnymi umiejętnościami ma dobrze poukładane w głowie. Zresztą przeczytajcie jego historię, a sam się przekonacie.

14:50

Oddajmy jeszcze głos menadżerowi Stoke:

I don't think many teams have got to a Cup Final and then had as good a run as we have had. When we played at Blackpool, I was concerned that we would pick up injuries because the players were so committed, but that's the way this Club has been built.

The lads are full of confidence and they are scoring goals, so if we take that form into the Final, then who knows what might happen. We'll give it our best shot.

We know it's going to be incredibly difficult because Manchester City are an emerging force with the ability and the resources to challenge Manchester United and Chelsea who have been the big winners of trophies over the past five or six years.

Our preparation for the Final will be no different to what it was for the semi-final, or any other away match for that matter. It's my job to make sure that we all stay focused on the job in hand when so much will be going on around us on the day.

The occasion is one which everyone connected with the Club should enjoy, especially our fans, but we have a job to do and our minds will be on the game.

We had to play really well to beat Arsenal last weekend and we'll have to do that again against Manchester City if we are to make it something very special

Tony Pulis

Tak przy okazji: Stoke City za ten sezon należy się wielki szacunek. i podobnie jak Michałowi Zachodnemu, wcale nie obca jest mi myśl, iż Pulis mógłby być blisko nagrody menadżera roku, zwłaszcza jeśli - nie pozwólcie piłkarskie bogi - zdobędzie Puchar Anglii.

Kolejne niusy: Tevez prawdopodobnie w pierwszym składzie, a piłkarze City utknęli w korku 4 mile przed Wembley... Czekamy na oficjalne składy.

15:05

City w składzie(pogrubieni ci, których się nie spodziewałem): Hart - Richards, Kolarow, Kompany, Lescott - De Jong, Barry, Yaya, Silva, Balotelli - Tevez

Stoke: Sorensen - Wilkinson, Shawcross, Huth, Wilso - Pennant, Whelan, Delap, Etherington - Walters, Jones

A więc wszyscy niepewni występu jednak gotowi, aby walczyć o Puchar.

Cóż można rzec więcej? Wielkie święto dla mnie i każdego kibica Manchesteru City. To dziś możemy doświadczyć unikalnego świtu Błękitnego Księzyca, to dziś możemy zmienić oblicze klubu. Nie chodzi - jak już kiedyś pisałem - o zrywanie transparentów, ale o własną wielką opowieść.

C'MON CITY!!

środa, 20 kwietnia 2011

Ileż znaczy dla Manchesteru City pierwszy finał od 30 lat? Najstarsi Błękitni kibice prze dekady doznawali więcej upadków niż wzlotów, aż po zarycie w trzecią ligę włącznie. I to właśnie 12 lat temu, kiedy United świętowali potrójną koronę, Manchester City na Wembley do 90 minuty przegrywał z Gillingham 0:2 i wszystko wskazywało, że przedłużymy nasz pobyt w Division Two na następny rok. Wtedy nastąpił cud - gole Horlocka i Dickova dały remis, a dzięki popisowi bramkarskich umiejętności Weavera w konkursie rzutów karnych jednak wsiedliśmy do pociągu jadącego w stronę Division One. Przedwczoraj zaś, wygrywając z United, stanęliśmy im na drodze do powtórzenia sukcesu z sezonu 1998/1999, a we właściwym pojedynku na Wembley zmierzymy się z tym samym menadżerem, którego pozbawiliśmy awansu do przedsionka Premiership 12 lat wcześniej – Tonym Pullisem.

Często wspominam o paradoksach i zbiegach okoliczności, ale trudno od nich uciec. Gdyby Stoke City nie rozniosło Boltonu to i tak czekałaby nas powtórka z rozrywki: wszak w 1926 po zwycięstwie nad United w szranki w finale na Wembley staliśmy właśnie z Boltonem i… wówczas nie udało się wywalczyć trofeum. Teraz jesteśmy o tyle mądrzy, iż finał wciąż przed nami. A utorowanie sobie drogi do niego przez odwiecznego rywala smakuje jeszcze lepiej. Wszyscy liczymy, iż karta się odmieni, a gablota z pucharami zacznie się wzbogacać i przestanie być obiektem nieustających drwin z czerwonej strony miasta. Wielki projekt Szejków zacznie się realizować jak należy, a ci ludzie będą mieli więcej powodów do świętowania niż kiedykolwiek.

Tak, jesteśmy zachwyceni i szczęśliwi.

Po golu

Z pewnym zażenowaniem wspominam własne przeczucia przed pierwszym gizdkiem. United dopiero co pokonali Chelsea w LM, a my - świeżo w głowie klęska na Anfield, a także pozostałe starcia z czołówką ligi, kiedy po wielokroć brakowało nam nie umiejętności, ale odwagi, aby sięgnąć po trzy punkty. Z zazdrością obserwowałem jak Chelsea czy Liverpool biją United na swoich obiektach. Jednocześnie złościłem się na myśl o derbach na OT, zwłaszcza w drugiej połowie, gdy po wyrównującym golu mieliśmy Manchester United na widelcu. Ataki jednak nie wystarczyły, a Rooney nas wykończył w iście mistrzowski sposób.

Przed sobotą modliłem się o jedno - nie straćmy gola jako pierwsi. Wygląda to na zabobon, ale statystyka jest nieubłagana - tylko Wilkom udało się nam wydrzeć zwycięstwo. W pozostałych wypadkach rywal obejmujący prowadzenie nie przegrywał. Stąd dwie szanse Berbatowa uznają za kluczowy moment sobotnich derbów. Za pierwszym razem uratował City Hart, za drugim... no sam nie wiem. Roo łapiący się za głowę pewnie też nie wiedział, jak wampir z Błagojewgradu nie trafił. Czerwoni nie wykorzystując najlepszego okresu swojej gry(tj. cały drugi kwadrans pierwszej połowy) na własne życzenie pozbawili się treble, gdyż po tym czasie sytuacji na wyrównanie nie mieli prawie wcale - tylko Nani, generalnie przeciętny przez większość spotkania, zagroził Hartowi niezłym strzałem z rzutu wolnego. Poza tym - bida, panie, aż piszczy. Początkowo bardzo mnie to zaskoczyło, ale później zdałem sobie sprawę, iż United wyczerpał się limit starć wygrywamych bez względu na grę. Oglądaliśmy to przecież nieraz. Postawa na kruchym lodzie, który w każdym momencie może pęknąć. To właśnie przydarzyło się w sobotę, z ogromną pomocą wszystkich piłkarzy The Citizens, jacy się pokazali na boisku. Każdy z nich solidne tupał w ten lód, aby się wreszcie załamał.

Presja, jaką udało się narzucić na boisku przez około pół godziny spotkania(30-60), była absolutnie fantastyczna. Brakowało mi takiego przejęcia inicjatywy we wcześniejszych derbach – chłopcy Fergusona to też ludzie, popełniają błędy. I nie ma ani grama przypadku, iż zwycięski gol padł w momencie, w którym w okolicach piłki przebywała czwórka piłkarzy City(dawno mnie nie tak nie cieszyło nieudane przyjęcie Silvy). A Carrick dołączył do Neville'a i Silvestre'a, dwóch obrońców United zasłużonych w przeszłości dla City w podobny do Michaela sposób ;-)

Yaya

Piłkarze City utrzymywali się wysoko na połowie czerwonych jeszcze przez kilka dobrych minut, co w kombinacji z zasłużoną czerwoną dla Scholesa pozbawiło ich szans na doprowadzenie do dogrywki. Walczyli, ale byliśmy tego dnia mocniejsi i psychicznie, i fizycznie, wreszcie zobaczyłem zespół, którego stworzenia od Roberto Manciniego oczekuję. Stąd oceny piłkarzy są porównywalnie wysokie, oczywiście poza kluczowymi Toure i Hartem. Nawet Balotelli, nie tylko nie zepsuł meczu, ale wydatnie się do zwycięstwa przyczynił nie dając spokoju środkowym defensorom rywali. Ponadto za 'puszczenie oczka' Ferdinandowi po końcowym gwizdku zyskał sporo sympatii u fanów City - to już lepiej, aby w ten sposób się odznaczał, niż wpadkami pozaboiskowymi. Osobne 'dzięki' dla bloku defensywnego, z powracającym Zabaletą i niezłym Kolarowem, tutaj przecież obaw miałem najwięcej, Nani z Zaby na OT nic sobie nie robił, a Serb... ujmując sprawę delikatnie, wybitny w destrukcji nie jest i szczęśliwie uniknął żółtej kartki na samym początku meczu.

Manchester do przyszłego sezonu będzie Błękitny, choć to połowa drogi do uznania kampanii 2010/2011 za udaną. Przed nami liga, a 14 maja wielki finał z arcytrudnym przeciwnikiem. Dla Stoke City to może być jedyna szansa na najbliższe dziesięciolecia, dla nas - okazja do zupełnego odwrócenia znaczenia słów this is how to feels to be City. Już nie mogę się doczekać, by znów poczuć się tak jak w sobotę ;-) !

poniedziałek, 14 marca 2011

Wygrajmy Puchar Anglii dla Neila Younga

Komentarze tej treści nieśmiało ukazywały się i ówdzie po śmierci legendy Manchesteru City. Brzmiały pięknie, aczkolwiek we wstępnych fazach Pucharu przypomniały pobożne życzenia, naiwną wiarę w sprawiedliwość w piłce nożnej. Przecież zmarł Ten, który strzelił jedynego, zwycięskiego gola Leicester City w 1969 roku, kiedy po raz ostatni triumfowaliśmy w tych najstarszych rozgrywkach na świecie. A obecną kampanię The Citizens rozpoczęli w czerni i czerwieni, wspierając swojego byłego zawodnika w czasie ciężkiej choroby.

Przed nami półfinał - dlaczego nie wygrać FA Cup dla Neila Younga i uczcić Jego pamięć w sposób najlepszy z możliwych?

Wszak duch Pucharu czuwa nad nami od samego początku - remisowaliśmy z teoretycznymi outsiderami, strzeliliśmy sporo(16) goli w sześciu spotkaniach. Nawet będąc w przeciętnej formie udało się nam i pokonać w dobrym stylu sąsiada z Premiership, i w trudzie wywalczyć awans do 1/2 w konfrontacji z naprawdę solidną ekipą z Reading. A na drodze do finału i upragnionego trofeum stoją w pierwszej kolejności nasi arcyrywale zza miedzy, ostrzący sobie zęby na każdą naszą próbę wygrania czegokolwiek, w drugiej - bez względu czy przyjdzie kruszyć kopie ze Stoke czy Boltonem - my sami. Na naszych oczach może urodzić się nowa, wielka historia tego klubu, w dodatku tak silnie powiązana z zaszłościami, do których z biegiem lat mamy zamiar przestać wzdychać z zazdrością.

Reading FC

Schodząc na murawę - powrót z Kijowa nie miał tak złego wpływu na drużynę jak się spodziewałem. Zawodnicy Reading i tak wyszli na boisko w pełni zdeterminowani i świadomi swoich możliwości - Everton mogli pokonać wyżej niż 1:0, w Champioship notują świetne wyniki(bez porażki od miesiąca) i są w grupie pukającej do bram play-offów, wciąż jednak mają 6 punktów straty do szóstego Nottingham Forest.

City, już ze świadomością kto czeka w półfinale, nie zależało na forsowaniu tempa od pierwszych minut. Wolny start przełożył się na dość niespójną grę - sporo niedokładności i niezrozumienia, swoje pole do popisów ambicji mieli piłkarze Reading. Za wiele nie zdziałali - obrona The Citizens solidna, wreszcie z de Jongiem(zanotował Holender kilka ważnych przechwytów i odbiorów, co jeszcze mocniej uświadomiło mi, jak Nigel jest ważny dla City) i Kompanym, któremu do perfekcji nieco zabrakło(żółta kartka). Swoją rolę spełnił także Kolarow. Naprzeciw Serba szarżował szybki Jimmy Kebe, sprawiający trochę problemów, ale - zwłaszcza w drugiej połowie - Malijczyk nie był w stanie minąć lewego obrońcę City. Niestety, nasz Aleksandar Z przodu Kola też tak dobrze nie wyglądał. Z prawej strony Richards, co raz lepszy, co raz pewniejszy i z golem wysyłającym nas na Wembley. Powołania do reprezentacji Anglii powinno być już w drodze, Micah.

David Silva kontra Reading

(Clive Mason/Getty Images Europe)

Jakby nie chwalić naszego wychowanka, to widowisko na CoMS przyćmił i tak David Silva, na tę chwilę najlepszy transfer Manciniego w ogóle. Hiszpan bywał w dwóch, trzech miejscach jednocześnie. Podawał, dryblował, a nawet zaliczył piękną "majtę" w pierwszej połowie, co wcale nie przeszkadzało mu błyszczeć prawie za każdym kolejnym dotknięciem piłki(takie minięcie Harte'a palce lizać). Mecz zakończył z asystą, a mógł mieć ich na koncie znacznie więcej, gdyby tylko kolegom nie zabrakło zimnej głowy przy wykończeniu. Choć David nie ma prawa narzekać, gdyż sam zmarnował dwie swoje okazje, raz chciał ośmieszyć Aleksa McCarthy'ego identycznie jak bramkarza Wigan tydzień wcześniej. Golkiper angielskiej młodzieżówki nie dał się zaskoczyć i ogółem trzeba przyznać, że był jednym z lepszych zawodników gości.

Martwi w kontekście nadchodzących pojedynków z Dynamem i Cheslea dołek Carlosa Teveza, objawiający się głównie nieskutecznością przed bramką rywali. W samym poruszaniu się po boisku też mu czegoś brakuje - może to reakcja na eksperymenty w ataku Roberto Manciniego? Włoch wciąż nie może się zdecydować, kto ma grać. Wydaje mi się, iż najmocniejsze zestawienie przodów wg Roberto(przy de Jongu, Y. Toure i Barrym w pomocy) to Silva, Tevez i Balotelli, o ile Mario przejawi zainteresowanie meczem. Co spotkanie ustawienie ataku wygląda inaczej, podobnie jak funkcja Carlito.

Jednak dawno nie widzieliśmy tak dużo strat i prostych, technicznych błędów z jego strony. Sportowej złości jednak nie brakuje, aczkolwiek frustracja ta częściej przelewa się dosłownie na przeciwnika, tak jak w niedzielę. Symbolem bezradności Teveza w pojedynkach z obrońcami Reading był moment, kiedy pchnął Brynjara Gunnarssona gdy ten nie pozwolił przejść się Argentyńczykowi skutecznie go blokując. Czyżby forma Teveza w nadchodzących miesiącach miała zdecydować o losie City w pucharach i lidze? Jeśli tak, to trudno spodziewać się cudów, statystyka nie kłamie, ostatnio strzelamy bardzo rzadko...

Dominacja i zwycięstwo to miła odmiana po kilku spotkaniach z podobną przewagą, ale wynikiem niekorzystnym. Mimo, iż to tylko(?) Reading, nie kryję zadowolenia z rezultatu(bardziej) i stylu(trochę mniej) czy choćby z występu Shauna Wrighta-Phillipsa. Jest półfinał. United czekają. Do Wembley pozostało jeszcze kilka tygodni, najpierw czekają nas nie mniej ważne starcia, sezon jeszcze się nie skończył, sukcesu odtrąbić nie sposób.

Co by się jednak nie wydarzyło do kwietnia, zróbmy to.

Wygrajmy FA Cup dla Neila Younga.

piątek, 04 lutego 2011

Pamiętny sezon 2003/2004 - przedostatni Kevina Keegana w Manchesterze City, pierwszy w historii na lśniącym, nowiutkim City of Manchester Stadium.

Dziewiąte miejsce na koniec poprzedniej kampanii i niespodziewany awans do Pucharu UEFA rozbudził oczekiwania - nadszedł czas na coś więcej. Maine Road pożegnane w typowy dla City sposób - porażką. A ostatniego gola na starym stadionie zdobył Marc-Vivien Foé, dwa miesiące przed swoją śmiercią.

Sezon 2003/2004 miał być wyjątkowy i taki był, choć z zupełnie innych powodów niż moglibyśmy przypuszczać. Sporo rozczarowań - słaba forma w końcówce ligi i szokujące niepokoje o ekstraklasowy byt, wcześniej fatalny dwumecz z G roclinem, porażka na Old Trafford i odpadnięcie z Pucharu Ligi już w czwartej rundzie. Początek 2004 roku również nie był specjalnie wyjątkowy - w trzeciej rundzie FA Cup trafiamy na zespół Leicester City, występujący wówczas w elicie(co ciekawe ta para powtórzyła się w tym roku), awansujemy dalej dopiero po meczu powtórzonym, a następnym rywalem... znów Koguty. Los bywa czasami okrutnym prześmiewcą, bo to właśnie z drużyną z WHL The Citizens odpadli w Carling Cup...

25 stycznia na CoMS pada remis 1:1 i potrzeba było dodatkowego meczu, aby rozstrzygnąć tę rywalizację.

Dokładnie siedem lat temu, po 45 minutach Tottenham prowadził 3:0, a sędzia Styles właśnie wyrzucił krewkiego Bartona z boiska za jak zwykle niepotrzebne dyskusje(szczerze powinien i tak wylecieć wcześniej za brutalny faul). No właściwie nie wyrzucił, a zabronił pokazywać się Joe'emu w drugiej połowie, bo kartkę Styles pokazał po gwizdku na przerwę.

To co działo się później na zawsze przejdzie do historii Manchesteru City, Tottenhamu, FA Cup i angielskiej piłki. Tego nie da się opisać - to trzeba zobaczyć na poniższym wideo. A Kevin Keegan miał zapytać jednego z trenerów City Where's the nearest job centre? Może nie był to najważniejszy mecz Błękitnych w tej dekadzie, ale z pewnością jeden z najbardziej niewiarygodnych i niesamowitych. Najlepszy powód, aby pokochać ten klub.

Tottenham Hotspur - Manchester City 3:4(3:0) King 2., Keane 19., Ziege 43. -  Distin 48, Bosvelt 61., Wright-Phillips 80., Macken 90.

Tottenham Hotspur: Kasey Keller, Christian Ziege (Johnnie Jackson 60.), Stephen Carr, Ledley King, Dean Richards, Anthony Gardner, Stephane Dalmat, Michael Brown, Simon Davies, Helder Postiga (Gus Poyet 9.), Robbie Keane.

Man City: Arni Gautur Arason, Michael Tarnat, Sun Jihai, Richard Dunne, Sylvain Distin, Joey Barton, Trevor Sinclair (Steve McManaman 80.), Paul Bosvelt (Antoine Sibierski 80.), Shaun Wright-Phillips, Nicolas Anelka (Jon Macken 27.), Robbie Fowler.

PS To wideo nie jest najlepszej jakości, estetom polecam ten link.