Wpisy z tagiem: 1 liga

sobota, 05 czerwca 2010

widzew lodz

Miał być pstryczek w nos w rewanżu za pismo wysmarowane do PZPN i nieobecność naszych kibiców, a jest zasłużona porażka na koniec zmagań pierwszoligowych i przykry niesmak. Jedno wiemy na pewno: obecna drużyna Górnika nie jest gotowa na walkę o utrzymanie w przyszłym sezonie. Bez wzmocnień będziemy drżeć w każdym spotkaniu, z lękiem licząc punkty i znów pokładając złudne nadzieje w innych zespołach. Lekcji, jakiej udzielił nam dziś mistrz 1. ligi, nie można zmarnować. Powiem więcej - potraktujmy ją jako prolog walki o pozostanie w Ekstraklasie.

Widzew kończy rozgrywki(czy to normalne aby niższy szczebel rozgrywek wygrywać dwa razy z rzędu?) z 18 punktami przewagi nad drugim Górnikiem i ta różnica doskonale obrazuje, gdzie są obie drużyny. Przed całym naszym klubem mnóstwo pracy, jeśli ktoś myślał inaczej, to trzy gole widzewiaków nie pozostawiają wątpliwości. Dyskusję o zmianach personalnych jeszcze zdążę podjąć, w tej chwili zastanawia mnie, jaka jest faktyczna siła Widzewa? Bezapelacyjnie zniszczyli pierwszą ligę - pomagając nam awansować w pewnym sensie, vide 6:1 z Sandecją - jak sobie poradzą wyżej? W Pucharze Polski ulegli minimalnie półfinaliście z Chorzowa i to właściwie tyle, co można powiedzieć o kontaktach Widzewa z elitą. Nawet jeśli kibicowskie konszachty Widzewa nie są nam po drodze, to pewnie mojej uwadze nie umknie w przyszłym sezonie los pierwszego beniaminka. Zwłaszcza, że przyjdzie nam spotkać się ponownie. Oby jednak tym razem obyło się bez głupich pism i awantur. Z tego miejsca chcę wyraźnie podkreślić, iż decyzja prezesa Mazura moim zdaniem była ze wszech miar słuszna. Nie można puszczać płazem pomówień, ale z drugiej strony - nie ma sensu eskalować dalej tego konfliktu, zacznijmy w sierpniu "od zera", bo przecież piłka nożna jest sportem dla kibiców, a nie dla działaczy pierdzących w stołki. Doping na łódzkim stadionie nie zachwycił, nieuzbrojonym uchem było słychać brak fanatyków gości, którzy pewnie zmobilizowaliby lokalnych do zdarcia gardel.

Co do postawy zabrzan, można mieć sporo zastrzeżeń do wszystkich formacji i do każdego zawodnika z osobna. Właściwie najmniej przyczepiłbym się do Nowaka i ewentualnie Zahorskiego, a drużynowo - druga połowa do gola Robaka(obrona dziś fatalna, tak Pazdan, jak i Banaś). Możliwe, że piłkarze po prostu odpuścili, będąc już pewnymi awansu, niemniej łatwość z jaką Widzew nas punktował trzeba zauważyć i wyciągnąć należyte wnioski. Na ich realizację biało-niebiesko-czerwoni mają dwa miesiące. Nic, tylko zakasać rękawy i do pracy! Angamossowi pozostało napisać jeszcze podsumowanie sezonu i uroczyście zamknąć etap 2009/2010. A spieszyć się z tekstami trzeba, wszak za sześć dni rozpocznie się pierwszy w historii afrykański Mundial!

wtorek, 01 czerwca 2010

Stało się:

GÓRNIK ZABRZE

EKSTRAKLASĘ MA!!!!!

(jesteś kibicem Górnika? Podziel się w komentarzach swoimi przemyśleniami na ten temat!)

Spotkanie z Dolcanem Ząbki świetnie opisuje cały sezon w wykonaniu Górnika Zabrze: generalnie kopanina, ale happy-end jest, jak w dobrym filmie, co do którego mieliśmy małe podejrzenia, że może się skończyć nie po myśli głównych bohaterów, nie wspominając, że w trailerach sugerowano zupełnie inaczej rozłożone akcenty. Dziś zapominamy o spadku, o kłopotach i hektolitrach pomyj wylanych na trenerów, zawodników i działaczy. Nie spekulujemy na tematy przyszłościowe, unikamy pochopnych decyzji i niepotrzebnych słów.

Kończący się sezon był dla Górnika bardzo trudny. Wiatr wiał w oczy mocniej niż podczas meczu ze Stalą. Mieliśmy ogromne oczekiwania - awans miał być i szlus - a kiedy zmoknięci kopacze schodzili z murawy remisując z Wisłą Płock na koniec jesieni, kibiców pewnych awansu było tyle, ile tego dnia pojawiło się na trybunach. Dzięki szalonemu miksowi własnych wyników i niespodziewanych porażek rywali, piłkarze(w większości), którzy spadli z zespołem do 1. ligi, nie powinni chodzić ze spuszczonymi głowami. Nie zhańbili się do końca, nie pociągnęli nieudolnością zasłużony klub na polskie piłkarskie dno i dostali drugą szansę w elicie, a czy z niej skorzystają, zobaczymy w przyszłym sezonie. Dziś zapominamy o spadku, o kłopotach i hektolitrach pomyj wylanych na trenerów, zawodników i działaczy. Nie spekulujemy na tematy przyszłościowe, unikamy pochopnych decyzji i niepotrzebnych słów.

Awans jest też udziałem kibiców. Piętnaście tysięcy ludzi na inaugurację nie mogło się mylić - w Zabrzu, z taką publiką, musi być ekstraklasa. Angamoss tylko może żałować, że nie był w grupie wyjazdowej do Ząbek. Tak jak ledwo powstrzymałem łzy przy spadku, tak pewnie ulżyłbym sobie na trybunach Dolcanu, świętując powrót. Zwyciężajcie tak jak my się zmaterializowało. Torcida zdała pierwszoligowy egzamin na bardzo dobry. Ekscytujących wypraw na obiekty najważniejszych rywali właściwie nie było, ale jeśli trzeba było się pokazać, na przykład w Katowicach, albo bronić honoru własnego terenu – Torcida stanęła na wysokości zadania. Jej awans się również należał(myślę nawet, że nigdy nie spadła), tak jak nowy stadion, który dla drużyny i kibiców z elity powstać musi.

Udało się, gratulacje dla wszystkich, którzy przyczynili się do tego sukcesu, mam nadzieję, że trener Komornicki poczyniania swego następcy śledził i mimo, iż sam nie awansował, to jest równie szczęśliwy z tego dokonania. A więc jeszcze raz:

Przeżyj to sam, przeżyj to sam!!

Górnik Zabrze Ekstraklasę ma!!

poniedziałek, 31 maja 2010

Nawałka zaordynował następujące 4-4-2: Nowek – Magiera, Pazdan, Banaś, Danch – Wodecki, Strąk, Balat, Przybylski – Zahorski, Świątek. Od razu można zauważyć, iż trener nie eksperymentuje i każe grać zawodnikom to, co do tej pory wychodziło najlepiej. Strąk jak zwykle dostaje więcej zadań defensywnych, z których zwolniony jest Balat – po meczu w Łodzi i dwóch asystach można było liczyć na powtórkę i sporo prostopadłych piłek do napastników bądź skrzydłowych. A skoro o nich mowa, to – uprzedzając fakty – bardzo we znaki dał się brak Bonina i Szczota, których zastąpili odpowiednio Przybylski i Wodecki. Równie „do przodu” usposobieni Danch i Magiera wspierający bocznych pomocników i tyle jeśli chodzi o założenia KSG.

Warta przez cały mecz przyjęła bardzo mądrą taktykę – nie wychylali się ze swojej połowy bez potrzeby, broniąc się praktycznie przez pełne 90 minut. Pressing tuż przy linii środkowej i mała ruchliwość w szeregach Górnika sprawiły, że zasieki poznańskie nie były tak łatwe do sforsowania.

Mecz „rozpoczął się” od gola Reissa z rzutu rożnego. Najlepszego snajpera Warty krył(?) wówczas Magiera, ale 38-letni napastnik najpierw stał koło Nowaka, potem wybiegł przed obrońcę Górnika. Takich błędów popełniać nie można, wyraźnie zawiodła komunikacja w strefie, ponadto Magiera – niezbyt skoncentrowany jak widać - nawet nie wyskoczył do lecącej piłki. A rzut wolny był konsekwencją błędu Wodeckiego. Reiss zgubił go bez problemu w środku pola i mógł najpierw zagrać na skrzydło, a potem, kiedy miał sporo miejsca w polu karnym, pozostawiony sam sobie oddał groźny strzał, a co było dalej – pamiętamy. Obrona Górnika vs Piotr Reiss 0:1.

Od tego momentu Górnikowi pozostało mozolne konstruowania ataków. Najczęściej piłka była kierowana w kierunku Wodeckiego, ale lewy pomocnik Górnika miał sporo problemów i częściej źle podawał, albo głupio tracił piłkę i w zasadzie już w połowie meczu nadawał się do zmiany. Prawa strona nie istniała w ogóle – Przybylski skrzydłowym nie jest, podobnie jak Danch nie jest prawym obrońcą, stąd nieporadność w tym sektorze boiska. Cofnięta Warta skutecznie kasowała większość akcji aż do 31. minuty – futbolówkę lekko podciął Strąk, a wybijającemu Strugarkowi nikt nie krzyknął plecy! – próba wybicia kończy się na nodze Zahorskiego i jest remis. Podkreślić należy agresywne zachowania Zahorskiego – tak poprawnie zachowuje się napastnik, walczy o każdą piłkę, nawet tą, która z pozoru jest stracona, pamiętamy podobną postawę Pitrego w meczu ze Stalą. Wracając do Zahora – wraca do formy sprzed dwóch lat i nic, tylko się z tego cieszyć.

Po wyrównaniu Górnik zaczął grać nieco spokojnie, ale nie lepiej – sporo niedokładności przy optycznej przewadze. Warcie wiele nie potrzeba – bardzo głupie zachowanie Pazdana, który bezsensownie zaatakował Reissa nakładką tuż przy linii pola karnego. Słusznie podyktowany rzut wolny i poznaniacy obejmują prowadzenie po raz drugi. Nowak nie miał nic do powiedzenia przy tym strzale, na pewno też nie pomogło zamieszanie przy słupku. Nie od dziś wiadomo, że słabsze bądź defensywnie nastawione jedenastki szukają swoich szans przy stałych fragmentach gry, więc lepiej nie dawać im okazji do ich wykonywania. A tu dwukrotnie tracimy gola po takich elementach gry. Obrona Górnika vs Piotr Reiss 0:2. Przerwa.

Miał z pewnością spory ból głowy trener Nawałka, bo raz, że ataki przypominały walenie głową w mur, a dwa – defensywa była skoncentrowana jak po paru głębszych. Zmian wprowadzać się nie zdecydował. Górnik znów rozpoczął wolno, mimo tego udało się w 49. minucie stworzyć dogodną sytuację, wcześniej jednak symptomatyczny obrazek – Balat przy piłce machający ze złością rękami, że nie ma do kogo zagrać. Na prawe skrzydło biegnie dwóch zawodników, obrońcy Warty luzują nieco środek, tam też Strąkowi(na niego również wybiegło dwóch obrońców, fatalna komunikacja) udaje się wypuścić Świątka, ale filigranowy napastnik strzelić porządnie nie zdołał. Niezła zapowiedzieć kolejnych minut.

Warta kleci akcje niczym uczeń zadanie domowe na 5 minut przed lekcją, a zabrzanie przejmują panowanie na boisku. 61 minuta i mamy wreszcie składną kombinacyjną akcję – Magiera, Świątek, Wodecki, Świątek, na koniec Zahorski podaje do Balata a ten, jak to czasem się mówi, wali na pałę, choć teoretycznie mógł spróbować podać jeszcze do Przybylskiego. Co się odwlecze, to nie uciecze, mijają cztery minuty, Górnik nie schodzi z połowy gości i jest remis. Balat z poświęceniem do Strąk, ten idealnie obsłużył Wodeckiego, lewy pomocnik szczęśliwie przepycha piłkę na pole karne, gdzie instynkt nie zawiódł Zahorskiego. Dobra akcja, świetne wykończenie, tylko znów ten Wodecki – gdyby nie rykoszet, gola by nie było.

Pięć minut później Adam Nawałka dokonuje dwóch zmian i ustawienie zespołu trochę mi się zaciemnia. Cebula przechodzi na lewą stronę, a Pitry najwyraźniej dołącza do Świątka i Zahorskiego w ataku i gramy ofensywne 4-3-3(jak ktoś ma lepszą propozycję, to niech napisze komentarz śmiał). Zdziwiony byłem zmianą Balata, chodziło o kondycję? Bo Słowak na boisku widzi bardzo dużo, potrafi podać precyzyjnie, oczywiście jeśli ktoś mu się pokazuje do gry, tak jak to zrobił Danch w 59. minucie, warto zwrócić uwagę na tą sytuację, zagranie pierwsza klasa. Wodecki mimo asysty był bardzo słaby(dobrze, że do składu wraca Szczot) i tu zmiana słuszna. Nie rozumiem jednak, dlaczego wobec słabszych skrzydłowych Nawałka zrezygnował z kreatywnego Balata i w dodatku wprowadził trzeciego napastnika na boisko.

Patrzę na powtórkę z 73. minuty i dalej nie pojmuję, jak ten gol dla Warty wpadł, więc po kolei. Najpierw faul w środku pola, długa piłka której nie przejmuje Danch i Iwanicki dostarcza po ziemi piłkę Reissowi. Kazimierowski, który starł się wcześniej z Danchem, spokojnie i bez asysty obrońcy wbiega sobie w pole karne, ze stoickim spokojem patrzą(albo i nie) na to Danch i Przybylski. Na plecach Reissa Pazdan, ale poznaniak podaje do wspomnianego Kazimierowskiego, a Pazdan robi dwa kroki do przodu i tworzy idealny tunel dla piłki zmierzającej do bramki. Dlaczego nie próbował blokować, zamiast tego odsunął się od linii strzału? Wie tylko on sam. Katastrofa, niewyobrażalna katastrofa i fatalny błąd trzech zawodników Górnika, beztroska jak na fiołkowej łące, a nie koncentracja w meczu o ekstraklasę. Pazdan zresztą swoją słaba dyspozycję potwierdził w 81. minucie beznadziejnie wybijając piłkę (chyba już wiem, dlaczego Wisła Kraków nie zdecydowała się go wykupić…) po rzucie rożnym, z czego powinna paść bramka na 2:4, na szczęście dla obrońcy zabrzan – Otuszewski przestrzelił jeszcze gorzej. Ostatnie 20 minut gry to chaos, faule i jedna sytuacja Świątka, niestety sporo od lewego słupka. Górnik przegrywa na własne życzenie, jak się nie pilnuje jednego z lepszych strzelców ligi, to potem nie ma co o zwycięstwie marzyc.

Na koniec kilka zdań o przerwach w grze. Nie jestem zwolennikiem zwalania odpowiedzialności za porażkę na sędziego czy nieczyste zagrania przeciwników, niemniej przerw było sporo i nie sprzyjały płynnej grze. Dokładnie policzyłem, ile razy piłkarze Warty „leżeli na deskach” – w ciągu całego meczu dochodziło do tego aż 10(3 w pierwszej połowie) razy, z czego siedmiokrotnie(2) na boiska wchodzili medycy poznańskiego zespołu. Raz kontuzja zawodnika Warty zakończyła jego udział w spotkaniu, innym razem – polała się krew. Piłkarze Górnika w ogóle nie lądowali na murawie. No i gwoli ścisłości – ręka w polu karnym gości powinna być odgwizdana(77 minuta), taki drobny szczegół, bo mecz przegrała fatalna postawa obrony, jedynie Banaś nie zawiódł, gole dla Warty na sumieniu mają Magiera, Pazdan i Danch. Najlepszymi w barwach biało-niebiesko-czerwonych byli Zahorski, Strąk i Balat. Jest co poprawić przed jutrzejszym spotkaniem z Dolcanem.

piątek, 28 maja 2010

Przed wtorkowym spotkaniem z Wartą emanowałem spokojem. Trzy punkty były dość oczywiste, Warta cienko przędzie, bronią się przed spadkiem, a Górnik jest w formie i przed sobą ma ostatnie spotkanie na własnym stadionie. Wbrew temu, co widzieliśmy w zeszłym sezonie, ci ludzie potrafią udźwignąć presję i zdobywać punktu na trudnych terenach. Udowodnili, że nawet przy zmasowanej krytyce można być o krok od sukcesu. Dość spekulacji. Wychodzą na boisko!

W chwili pisania tych słów przypomina mi się start rozgrywek pierwszej ligi i mecz z KSZO u siebie, który wygraliśmy 3:1. Wtedy pierwszy śpiew, pierwsze Górniku jesteśmy z tobą niosło się echem ponoć po sporej parceli miasta. Piękny dzień, mnóstwo ludzi, niezapomniana, magiczna atmosfera na początek długiej tułaczki na bocznych ścieżkach poza dziurawą autostradą-ekstraklasą. Wczoraj znów poczułem smak święta na trybunach, kiedy doping ruszył z całym ceremoniałem. Mnóstwo flag, huk aż się człowiek trząsł i …  łza mi się w oku zakręciła z oszołomienia. Co za moc! Warto było poświęcić możliwość spokojnego oglądania meczu gdzieś poza młynem na rzecz wszystkich wokół mnie, z którymi stworzyłem wrzawę gotową szturmem wziąć ekstraklasę.

flagi na roosevelta

Zimny jak lód prysznic nadszedł chwilę później. Piotr „mam patent na Górnika Zabrze” Reiss i 0:1. Szok, ale z drugiej strony – w Nowym Sączu wciąż było 2:0 dla Wisły Płock, co zapewniało nam jako taki komfort. Nie mija kilka minut i Sandecja zdobywa gola kontaktowego… zaczyna się stres, ale doping, to doping i nie ma się co uciszać czy załamywać, cały stadion dopinguje, Górnik tego potrzebuje!

Nadzieję w serca wlewa gol Zahorskiego. Oczywiście nic nie widziałem, akcja działa się po przeciwległej stronie boiska, ale co za różnica?! Jest 1:1 i awans pewny. Nikt nam go nie odbierze, śpiew na trybunach znów głośniejszy, zainspirowany ważką bramką. Znów powiewają flagi, musi się udać, musi! Najgorsze, że sytuacje podbramkowe Warty widzę idealnie i dokładnie mogę śledzić lot piłki, która po rzucie wolnym trafia do bramki Nowaka. Zdawało mi się, czy przy tym słupku stał jeden z zawodników Górnika, ale po chwili odejść? Strzelcem.. no chyba najbardziej znienawidzony w Zabrzu od tej pory piłkarz. Jak dobrze, że Sandecja wciąż przegrywa i choć biało-niebiesko-czerwoni nie zachwycają, to nadal są pewni sukcesu. Przerwa. Część kraciastych chorągwi idzie na dół, a w ręce kibiców trafiają balony. Nie ma się z czego cieszyć. W Nowym Sączu lokalni piłkarze podarowali sobie nadzieję na ekstraklasę, bo mecz z Wisłą Płock kończy się remisem 2:2. Naturalnie wyrównanie Stefanika dla Sandecji pada w ostatniej minucie spotkania, żeby na Roosevelta było przyjemniej. Zaczyna się druga połowa. Piłkarze znają wynik najgroźniejszego rywala? Oby, jeśli ma ich to zmotywować. Przecież remis wystarczy…

baloniki

Balony idą w ruch. Same w sobie robią średni efekt, ale moment, kiedy dochodzi do ich masowej eksterminacji, przypomina sztuczne ognie – kilka sekund uciechy, wracamy na murawę. ZAAAAAAAAAAAAHORSKIIIIIIIIIIIIIIII !! 2:2 !! No, TERAZ nic nie stoi na przeszkodzie, aby dotrwać w tym wyniku do końca. Oczywiście wolę 3:2, z uwagi na komentarz Pawła Czady(wbrew temu, co się robi, nazwiska zakończone na „o” się odmienia!), który żartując napisał pod ostatnią moją notką jak niewzruszona wyrocznia: 2:2. Cóż, gdybym wiedział, że Warta wkrótce potem zdobędzie bramkę na 3:2, to bym ten Czadoblogowy remis brał z pocałowaniem ręki… A tak, przyszło oglądać zwycięskiego gola drużyny z Poznania i zmianę dyscypliny, z piłki nożnej na opalanie na czas, oczywiście jak najdłuższy. Ostatnie minuty spotkania mówią same za siebie: niewiele osób dopinguje, wszyscy obgryzają paznokcie i w skupieniu obserwują, co się na boisku dzieje. Tłum podniósł larum jeszcze kilka razy, a to na sytuację Świątka, a to na sędziego, a to na piłkarzy gości, fizycznie dogorywających. Przegrana-koszmar staje się faktem i świętowanie awansu przekładamy na wyjazd do Ząbek.

jak zbite psy

Podłamani zawodnicy w białych koszulkach nie wiedzą, co mają z sobą zrobić. Zdają sobie sprawę, jak wielkie rozczarowanie panuje wśród wiernych, przecież trybuny czują to samo co oni, tak niewiele zabrakło. W końcu podchodzą do sektorów Torcidy i przybijają na pocieszenie „piątki” z kibicami, żegnamy ich brawami, bo walka była, choć nie udało się osiągnąć korzystnego rezultatu. Dopiero wtedy dociera do mnie, że jestem roztrzęsiony jak galareta, a tu jeszcze trzeba do domu trzeba wrócić. Nie słychać już okrzyków, ludzie opuszczają stadion źli, rozdrażnieni, albo parskając śmiechem i szydząc z tych, którzy byli zwycięstwa pewni. Brawo panowie, wygraliście, mieliście rację! :) Miejmy nadzieję, że na tym przepowiednie złych proroków stracą moc.

Po raz pierwszy w historii bloga o meczu Górnika napiszę drugą notkę, tym razem przenalizuję spotkanie już pod czysto piłkarskim kątem. Tradycyjnym źródłem zdjęć jest strona Torcida TV.

Jednocześnie przypominam, iż gościnnie - czyli rzadko - wypisuję głupoty na temat nadchodzącego Mundialu na blog Quentina - RPA 2010. Polecam się ;-)

środa, 26 maja 2010

warta poznań

30 maja 2009 roku Czarne Koszule przywiozły do Zabrza rozpacz i żałobę. Nie pamiętam tego tragicznego dnia zbyt dobrze – zakładam, że nerwowo dzierżąc bilet udałem się najpierw spotkać z bratem(to już taki zwyczaj), a następnie poszliśmy pełni nadziei na stadion. Zdarliśmy gardła, ale raz: Piast nie walczył z Lechią(0:2), dwa: Mąka w 89. minucie Górnika bezlitośnie zdegradował. Popłynęły łzy.

Minął rok. Dwóch trenerów wyleciało.

26 maja 2010 Górnik Zabrze staje przed pierwszą z trzech szans na awans do ekstraklasy. Nie trzeba zbyt wiele – trzy punkty wystarczą, aby wrócić do najwyższej klasy rozgrywkowej. Mamy komfort podobny do sprintera pewnego srebra, rozglądającego się za siebie, kontrolującego sytuację na bieżni. Musi się przewrócić i połamać nogi, aby ktoś go wyprzedził. A jedyny godny rywal porusza się o kulach(dwa ostatnie mecze: zero punktów, bramki 2:9), trzeci spuchł i poddał się wcześniej - 1:4 w Łodzi mówi samo za siebie. O takim finiszu nie marzył nikt!

Dziś pozostawiam rozważania o drodze do ekstraklasy na inną notkę – wolę skupić się na emocjach, które mną targają. Awans. Brzmiało nierealnie, w ciągu roku zmieniać dwóch trenerów i nadal liczyć się w walce o ekstraklasę. A jutro, 360 dni po spadku, karta się odmieni i będziemy pisać nową historię. Pozostaje postawić kropkę nad „i”. Zespół, który nie spalił się podczas trudnych wyjazdów do Szczecina i Łodzi, psychicznie jest gotów wypełnić to zadanie. Sen się ziszcza – nie będzie dołowania na zapleczu ekstraklasy, nie będzie bagna, obrzucania się winą realną bądź wyimaginowaną, Górnik nie stanie się pośmiewiskiem skarlałej piłkarsko Polski. Uda się uratować przyszłość futbolu na najwyższym poziomie finansowym w Zabrzu – a jeśli kogoś nie satysfakcjonuje poziom sportowy, to przynajmniej ten aspekt awansu powinien docenić. Co jeszcze ważniejsze, decydentom łatwiej przyjdzie dołożyć z kasy miasta do nowiutkiego stadionu. Na 1. ligę nikt ekstra obiektu klasy elite wybudować by nie chciał. Rywalizacja z Ruchem, Legią, Wisłą czy Lechem? Proszę bardzo, dość ze starociem przedwojennym, idzie nowoczesność, co by rywale zielenieli z zazdrości, chociaż rozbijają się w Europie.

Po meczu w Nowym Sączu nastroje w drużynie nie były najlepsze. Dużą rolę odegrał wtedy trener, który pomógł nam przejść ten trudny okres. Potem nastąpiła spokojnie przepracowana przerwa w lidze spowodowana żałobą. Od tamtego czasu gramy dobrą piłkę i przybliżamy się do awansu. W meczu z Wartą będziemy chcieli postawić kropkę nad "i".

Adam Banaś, kapitan zespołu

Kiedy zastanawiałem się nad poprzednimi spotkaniami często targały mną wątpliwości. Wpadka w Łęcznej, marna skuteczność z Flotą i porażka w Nowym Sączu nie pozwalały z łatwością napisać, że Górnik wygra mecz, że zmierza tam, gdzie jego miejsce. Obecnie jestem wolny od (prawie)wszelkich niepewności. Świątek i Zahorski wygrają mecz. Drużyna nie spali się, drużyna udźwignie presję i pokona Wartę Poznań. 2:0? Poproszę! Elito Polski, nadchodzimy!

Przygotowując się do tego wpisu przejrzałem wcześniejsze notki, które o Górniku przyszło mi popełnić i znów przekonałem się(po raz enty...?), że przewidywania – jak najbardziej logiczne i oparte na racjonalnych przesłankach – biegu wydarzeń to zabawa nie różniąca się niczym specjalnym od gry w totolotka, czy próby odpowiedzi na pytanie „o co ci chodzi, kobieto?”. Niby wszyscy o tym wiemy, ale popatrzcie łaskawie, co siódmego kwietnia poirytowany pisałem w tej notce:

Na pierwszy rzut oka brzmi nieźle, ale jak się zagłębić w terminarz – co już wielokrotnie robiłem – sytuacja Górnika jest tragicznie niepewna.[…] Trzeba przygotować się na najgorsze – awans przy obecnej formie jest mało prawdopodobny.

Prorok Angamoss

Dziś pozostaje mi się jedynie złowieszczo i z satysfakcją uśmiechnąć pod nosem. Uwielbiam nie mieć racji. Po prostu uwielbiam. Górnik podejmie – aż chce się dopisać, że pokona, ale podaruje sobie na koniec ten buńczuczny ton  - Wartę Poznań jutro o 18:00. Piłkarskie święto czas zacząć?

poniedziałek, 17 maja 2010

Padał rzęsisty deszcz, zgasło oświetlenie(wieść gminna niesie, że to cysterna przytuliła się do transformatora), Pitry był skuteczny jak zawsze, ale udało się. Trzy punkty zostają zasłużenie w Zabrzu.

ciemności na roosevelta

Początkowo niewiele wskazywało na łatwe zwycięstwo. Górnik zaczął topornie, nieskładnie, o płynności w grze nie było mowy. Stal nawet miała swoją szansę, na szczęście piłka po strzale Wasilewskiego trafiła w słupek. Z naszej strony groźny jak zwykle Świątek źle przyjmował piłkę w polu karnym, a później popisał się efektowną przewrotką, ale gola wciąż Górnik strzelić nie mógł. W sukurs nadszedł Pitry, czym zamknął usta zdziwionym jego obecności na boisku. Oczywiście musiało dopisać szczęście. Futbolówka idealnie skozłowała lobując bramkarza Stali i do przerwy Górnik schodził z prowadzeniem. Ciężko wywalczonym, dodajmy.

torcida

Przerwa przyniosła na Roosevelta egipskie ciemności. Nie dość, że spotkanie zaczęło się 15 minut później(TVP Sport dziękujemy!), to jeszcze interwał z uwagi na awarię oświetlenia trwał nieco dłużej. Mogliśmy dzięki temu, w ramach rozgrzewki tak potrzebnej przy nieprzyjemnej aurze, przypomnieć sąsiedniemu miastu, że ich drużyna właśnie spadła do ligi, z której się wygrzebujemy. Taki mały rewanż za zeszły sezon ;-)

Pierwszy kwadrans drugiej połówki to totalne miazga Stali. Najpierw Świątek z bliska trafił wprost w bramkarza gości, potem wreszcie mogliśmy się cieszyć z drugiego gola. Adrian tym razem nie miał problemów z umieszczeniem piłki w siatce, katastrofalny w skutkach błąd popełnił Trześcinski - źle podał do Zarzyckiego, który słusznie atakowany w polu karnym przez Pitrego wybił piłkę wprost pod nogi Świątka. Piłkarze nie dali nam czasu na radość i już w następnej akcji po mocnym uderzeniu Banasia z rzutu wolnego(warto wspomnieć, że wiał wówczas korzystny wiatr) futbolówka obiła słupek, a do pustej bramki skierował ją Wodecki. 3:0 i ze spokojem dopisaliśmy sobie zasłużone trzy punkty do ligowego konta. Chciałoby się naturalnie dodać jeszcze kilka trafień, ale Pitry znów pokazał, że skuteczność nie jest jego najlepszą stroną – marnować dwóch setek w ciągu minuty po prostu nie można, czy to 1. liga, czy ekstraklasa. Zawsze jestem bliższy brania w obronę zawodników ukochanego klubu, lecz nie mogę nie zgodzić się z głosami krytyki, że Pitry nie jest napastnikiem, na którym można polegać. Będący w formie Świątek i Zahorski powinni skutecznie wybić Przemkowi grę w wyjściowej jedenastce. Z drugiej strony, może warto od czasu do czasu wesprzeć Pitrego skandowaniem jego nazwiska z trybun? Skoro głównie ze strony kibiców płyną szyderstwa…

ciemności na roosevelta 2

Do końca spotkania wiele się nie wydarzyło, oprócz sympatycznie padającego prosto w twarz deszczu. No, odnotować należy debiut Kantora. Co do postawy innych zawodników: Danch nie jest prawym obrońcą i pewnie sporo wody w Bytomce upłynie, nim kiedykolwiek się nim stanie. Nie wyróżniałbym nikogo specjalnie, napastnicy byli aktywni jak należy. Wodecki wydaje się zawodnikiem podobnego sortu, co Szczot, obu brakuje zimnej krwi i precyzji, ale Robert jest lepszym dryblerem. W pomocy jak zawsze brakowało odwagi, próby wzięcia na siebie ciężaru gry, czy zdecydowanych uderzeń zza pola karnego. Narzekać i wybrzydzać nie mam zamiaru. Może dostałem danie niedosmażone i słabo doprawione, ale nadal smakowało wyśmienicie.

hehe

Wracając zmoknięty do domu wdałem się w małą dyskusję z kibicem nieobecnym na meczu i dowiedziałem się, że Sandecja rozstała rozniesiona przez Widzew aż 1:6! Za tydzień w Łodzi możemy wyeliminować z rywalizacji ŁKS, a jeśli Sandecja przegra z KSZO, to już w Zabrzu z Wartą będziemy mogli przypieczętować awans. Nie napalam się na to zbyt mocno i mam nadzieję, że piłkarze oraz sztab szkoleniowy myślą podobnie. Do tej pory od strony psychicznej Górnik prezentuje się wyśmienicie. Jak na drużynę wracając do ekstraklasy przystało!

biało-niebiesko-czerwoni

Może się wydawać, że zrobiliśmy kilka kroków do awansu i cel jest łatwy do osiągnięcia, ale chociażby pierwsza połowa pokazała, że tak nie jest. Wiele drużyn i piłkarzy właśnie w Zabrzu rozgrywa swoje najlepsze mecze. Wiedzieliśmy, że warunki postawione przez Stal będą bardzo trudne. Liczyła się jednak konsekwencja i spokój w dążeniu do celu. Długo trzeba było czekać na pierwszą bramkę, ale już w drugiej połowie grało się łatwiej, nerwy nie przeszkadzały w rozgrywaniu akcji. Wyprowadziliśmy w sposób płynny wiele ataków. Cieszą trzy punkty i to, że idziemy dalej do przodu. Widać, że drużyna walczy od pierwszej minuty, pracuje według określonego celu. Odnieśliśmy zdecydowane i w pełni zasłużone zwycięstwo.

Adam Nawałka

Gol Pitrego

Gole Świątka i Wodeckiego

Zdjęcia jak zwykle pochodzą ze strony Torcidy TV.

niedziela, 16 maja 2010

zks stal stalowa wolaAura za oknem ma często to do siebie, że idealnie określa nasze uczucia. Jesteśmy pogodni, gdy świeci słońce, smutno nam, kiedy na dworze buro i deszczowo. Dziś większość kraju nawiedziły ulewy, w Zabrzu póki co nie jest lepiej i perspektywy na resztę dnia nie wydają się optymistyczne. Jednak kiedy idzie mecz, wszystko inne idzie przecz, czyż nie tak? Zabrzańscy kibice mają powody do nie zważania na paskudną pogodę. Biało-niebiesko-czerwoni są na najlepszej ścieżce do sukcesu, byle nie stracić koncentracji, nie oglądać się za siebie. Grać na całego i walczyć do upadłego!

Przed Górnikiem teraz teoretycznie łatwy mecz - ze Stalą Stalowa Wola w Zabrzu przy Roosevelta. Trzy punkty macie chyba w kieszeni.
- Niestety tylko w teorii. W praktyce wszystko wygląda zupełnie inaczej. Np. Motor potrafił zremisować w Łodzi z Widzewem, Stal Stalowa Wola wygrywała już 2:0 na wyjeździe z Podbeskidziem, ale jednak ostatecznie zremisowała 2:2. Nie ma mowy, abyśmy zlekceważyli naszego najbliższego rywala. Nikt z nas nie dopisuje sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Spodziewamy się niezwykle trudnego spotkania, ale oczywiście wierzymy w siebie. Nie może być inaczej.

Adam Nawałka

Kluczowe zwycięstwo nad Pogonią nagle sprawiło, że wiara w narodzie w awans nabrała bardzo realnych kształtów. Pozostało pięć spotkań i dzisiejsze ze Stalą nie będzie łatwiejsze niż którekolwiek następne. Owszem, goście są czerwoną latarnią 1. ligi, owszem, grają przeciętnie i ulegli ostatnio Sandecji i Pogoni, ale za to wygrali ze Zniczem i Flotą. Do tego dziś warunki atmosferyczne będą przeszkadzać obu jedenastkom. W tej chwili w Zabrzu ciągle pada deszcz, a po 20:15 dojdzie jeszcze wieczorny chłód, co pewnie zmusi – plusów szukać należy zawsze - zawodników do aktywności, co by przymarznięcia do płyty boiska nie doczekali.

Górnikowi rywale pomagają, jak się tylko da. Pogoń zremisowała 1:1 z Wartą i raczej wykluczyła się definitywnie z walki o ekstraklasę. Zaś ŁKS uległ Flocie w zaległym meczu rozegranym trzy dni temu, ale dziś pokonał na wyjeździe Znicza Pruszków i nie traci kontaktu z czołówką. Sandecję czeka na Widzew – wynik tego spotkania będziemy znać przed pierwszym gwizdkiem na Roosevelta i oczywiście liczymy na to, że Nowy Sącz pogubi punkty z liderem 1. ligi.

Co dziś będzie siłą zabrzan? Atak. Świątek i Zahorski rozumieją się bardzo dobrze, w dodatku obaj potrafią znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie, co obrazuje pokaźna liczba goli, które Górnik w ostatnich meczach zdobywa. Z prawej strony liczymy na Bonina, z lewej strony zabraknie Szczota, miażdżonego krytyką po każdym meczu. Kto go zastąpi? Stawiam na Cebulę bąź Wodeckiego. Sile ofensywnej Stalówki przeciwstawiać się będzie zapewne ten sam blok defensywny, który sprawdził się w Szczecinie – Danch, Banaś, Pazdan i Magiera. Środek pomocy? Znów zobaczymy Strąka i Przybylskiego, brak Balata w meczowej "18" nie daje szerokiego pola manewru.

Co ciekawe, w ustawieniu 4-4-2 preferowanym przez Nawałkę widzę spore podobieństwo do… Manchesteru City. Wszak Roberto Mancini też gra na dwóch defensywnych pomocników(abstrahujemy teraz od różnicy klas obu zespołów naturalnie), z czasem tylko próbując wprowadzić typowego rozgrywającego zamiast destruktora. Obaj opierają swój atak na skrzydłowych(wiem, porównując Szczota do Bellamy’ego można umrzeć ze śmiechu…) i w obu zespołach debata na ten temat jest gorąca.

I choć możliwości trener Nawałka nie ma za wiele - nie chcę chwalić dnia przez zachodem słońca - to jego praca przynosi bardzo dobre efekty póki co. Z niecierpliwością czekam na emocje, które zapewni mi dzisiejszego wieczora moja drużyna. W rundzie jesiennej Górnik w Stalowej Woli wygrał gładko 3:1, dziś nie może być inaczej. Tylko zwycięstwo, Górnicy tylko zwycięstwo! Przeciez ktoś widownię rozgrzać musi...

poniedziałek, 10 maja 2010

Nadal liczy się w walce o awans do ekstraklasy. Ile w tym "zasługi" przerwy związanej z żałoba narodową, nie da się jednoznacznie ocenić, dopóki nie rozegramy wszystkich zaległych meczów. Pozostał ostatni - w środę w Szczecinie zmierzymy się z finalistą Pucharu Polski. Portowcy na wiosnę od początku zwodzili straszliwie, mówiło się, że już już mają się wykluczyć z batalii o drugie miejsce w lidze, ale w ostatnim czasie wrócili do gry. Na szczęście, nie udało się to do końca i w minionej kolejce zremisowali z ŁKS-em 2:2, tracąc do Górnika wciąż cztery punkty. Po wizycie na stadionie im. Krygiera przewaga zabrzan nie może stopnieć! Zresztą, sprawa to honorowa - wziąć rewanż za haniebne 1:3 na R81 z września zeszłego roku, a przy okazji za zwycięstwo Portowców 3:0 nad GieKSą.

górnik łęczna zabrze

Póki co, nie widzę większych powodów wielkich do narzekań. Owszem, remis z Łęczną to nie jest szczyt marzeń, ale grając od 55. minuty w osłabieniu, biorę jeden punkt z zadowoleniem (zaznaczam, że opieram się wyłącznie na domysłach, gdyż spotkanie z Górnikiem widzieli jedynie kibice zgromadzeni na stadionie). Że gramy futbol niezgrabny, często nieskuteczny? A kto w Polsce dziś pokazuje się w formie kosmicznej, wykraczającej poziom domorosłych rozgrywek o lata świetlne? Nikt. Pogoń eliminuje Ruch, Legia(jako klub całościowo) reprezentuje dno totalne, a taki Śląsk Wrocław nie wiedzieć czemu serią jedenastu spotkań bez zwycięstwa leci prosto tam, gdzie teraz jesteśmy my. W taki piłkarski niebyt, z którego trzeba się jakoś wygrzebać. I Górnik właśnie to robi, jeśli ktoś nie zauważył.

górnik zabrze

Malkontentom przypominam mecz z Łęczną na Roosevelta na jesieni, niewykorzystany karny, męczarnia przez pięć kwadransów i zwycięstwo, które urodą nie imponowało. Dziś jesteśmy na drugiej pozycji w tabeli, punktów na koncie tyle samo co Sandecja, a przed nami najtrudniejszy etap sezonu - przeciwnicy z najwyższej półki. I, cholera, po rozwiązaniu się worka z bramkami, dzięki Boninowi, Zahorskiemu i Świątkowi, w meczach z MKS-em i Motorem wierzę, że Zabrze może doświadczyć ekstraklasy w przyszłym sezonie. Potrzeba wyłącznie wytrwałości, mozolnego zbierania punktów, bo przeciwnicy sami się wykańczają. Spójrzcie na tą ligę, do jakich przetasowań doszło i do jakich może dojść. Tak, może i na nich stracić Górnik, ale w tym tkwić musi nasz spryt - punkty, punkty i jeszcze raz punkty. Styl może nas zwieść, ale nie to, co w sieci. Możemy dalej równać z ziemią Szczotów i Strąków, możemy gnębić trenera i klnąc na poprzednich szkoleniowców i działaczy, że do takiej ruinki KSG doprowadzili. Tylko po co? Nowy prezes wziął się energicznie do roboty, zwolnił z klubu niepotrzebnych i zadbał, aby kibic mógł swoją drużynę zobaczyć i na stadionie, i w telewizji. Od pana Mazura dostaliśmy wiele, od grudnia mamy nowego trenera, który lepiej charakterem pasuje do naszych piłkarzy, jakimi by to ich epitetami nie obrzucać. Trzeba zrozumieć jedno – w obecnej sytuacji w Zabrzu, czy gdziekolwiek w Polsce, szanse na ciekawy, satysfakcjonujący futbol są małe.

torcida

Kiedy zamknięto okno transferowe i kadra na tę rundę była już znana, należało się zamknąć i czekać na to, co będzie. Dać trenerowi trochę oddechu, a nie dusić go z miejsca zarzutami, że gra ten czy ów. Sześć spotkań nas dzieli od szczęścia i nie widzę sensu w dalszym wyrzucaniu wiader z pomyjami. W środę Pogoń, następnie Stalowa Wola. Nic więcej się nie liczy! Do boju Górnicy!

niedziela, 25 kwietnia 2010

Historia spoglądała z trybun i nikt jej nie przyprawił o herzklekoty.

wszyscy

Górnik wygrał swój mecz 2:0, ale powiedzmy uczciwie -  to był najmniejszy wymiar kary. Znicz w tym sezonie raz już został wgnieciony w ziemię – pod koniec poprzedniej rundy Widzew zaaplikował im goli siedem, nie tracąc żadnego. Zabrzanie za to nie rozpieścili swoich sympatyków. Trzy punkty są i wreszcie dwa gole w jednym meczu od miliona lat. Wątpliwości, czy to aby znów nie za mało, pozostawimy do środy, kiedy do Zabrze przyjdzie MKS Kluczbork, by odrobić zaległe spotkanie sprzed dwóch tygodni. Z lepiej dysponowanym rywalem ważniejsze będą trzy punkty, niż podreperowanie fatalnego bilansu bramkowego. Aż trudno mi uwierzyć, że nasz najlepszy strzelec – Pitry – ma na koncie niewyobrażalne po tylu kolejkach cztery gole. Ściga go Zahorski, który po kontuzji zdobył już połowę z dorobku Przemka,. Statystyczny dramat.

trybuna torcidy

W przerwie meczu na specjalnie zamontowanym telebimie wyświetlono materiał filmowy o drodze Górnika Zabrze do finału PZP. Sam w sobie był bardzo ciekawy, szkoda tylko, że nikt nie porozumiał się z orkiestra górniczą, która zrobiła rundkę wokół stadionu skutecznie pozbawiając fonii kolejnych sektorów. Nie żebym nie lubił tego typu muzyki, no ale można było to zorganizować zdecydowanie lepiej. Co gorsza, między połowami na trybunie zajmowanej przez Torcidę doszło do jakiegoś wypadku(co się konkretnie stało to nie ma większego znaczenia) i była potrzebna pomoc lekarska. Hałas na obiekcie kompletnie zagłuszył głośne wołanie o pomoc z tamtych sektorów i karetka dotarła na miejsce z opóźnieniem. Mam nadzieję, że jednak nie było to nic poważnego.

Wracając na moment do kibiców – białych koszulek sporo, acz nie aż tyle, aby stadion tonął w bieli(zdjęcia wkrótce EDIT: zdjęcia pochodzą ze strony Torcidy TV). Że wina w tym kiepskiego marketingu, pisałem wcześniej. 7000 widzów na takie spotkanie przy powiększonej pojemności obiektu? Mało. Szczerze mówiąc, gdzieś mi uciekła ta atmosfera piłkarskiego święta. Nie potrafię tego do końca jasno wytłumaczyć. Może rywal nie tego kalibru, co świętowana okazja? Z Flotą, mimo remisu, na trybunach było fantastycznie. Teraz zwycięstwo i … to chyba poczucie, że czeka nas wiele cięższych spotkań i wczorajszy wynik to dopiero malutki krok w stronę ekstraklasy.

biała torcida

Znicz PruszkówTrener Nawałka wreszcie pozwolił zagrać Balatowi od pierwszej minuty i widać, że była to dobra decyzja. Słowak jest bardziej usposobiony ofensywnie(niż np. krytykowany Przybylski) i stara się grac kombinacyjnie, dzięki czemu raczej bezużyteczny w ataku Strąk może robić to, co potrafi najlepiej – przeszkadzać rywalowi, odebrać piłkę i podać do kogoś, kto akcję „pociągnie”. Akcji Górnik stworzył sobie mnóstwo, ale nie stawało umiejętności, aby z zimną krwią dobić słabego wczoraj rywala. Skrzydłowi mieli sporo okazji, aby wrzucać dokładne piłki na głowy, nogi i klatki piersiowe kolegów, ale ci jakoś nie mieli ochoty wchodzić w pole karne. Bonina tak to rozzłościło, że sam wbiegł w „szesnastkę” i założył siatkę bramkarzowi Znicza. Nie wiem, czy chwalić naszą prawą stronę – Bonin zrobił, co do niego należało, a Danch pokazał, że na tej stronie obrony potrafi zagrać przyzwoicie, ale na litość, to był Znicz, nie Widzew czy ŁKS, albo nawet rewelacyjna Sandecja. Nieco gorzej – mniej skutecznie, choć bardzo aktywnie – Szczot i Magiera. Nie rozumiem za bardzo tak ciężkich wyzwisk w stronę tego pierwszego. Miał słabszy mecz, to fakt, ale na skrzydle nie ma go kto zastąpić i choć nie jest on moim ulubieńcem(kwota transferu, dbałość o fryzurkę, etc.) zdaje sobie sprawę, że jest ważnym ogniwem zespołu. Publika bywa dość okrutna i niesprawiedliwa – gdy Robert schodził kontuzjowany podczas meczu z Flotą, żegnały go gromkie brawa, a teraz poleciało wiadro pomyj. Może czas się zdecydować, panowie? Poza tym, brakowało mi częstszych strzałów zza pola karnego, nie znoszę, kiedy zawodnicy na siłę chcą wejść z futbolówką do bramki, rozumieć to należy jako zarzut wobec wszystkich zawodników ofensywnych. Ale bądź co bądź, jest istotne zwycięstwo, w dodatku pewne. Pruszkowianie nie byli w stanie zarozić bramce Nowaka, jeden groźny strzałw słupek to za mało. Nawet trener Grembocki(znakomity niegdyś piłkarz Górnika) nie może stąd ciągle wywozić punktów. Wciąż pamiętamy, jak jego Polonia W. zdegradowała zabrzan...

Co do wydarzeń przed rozpoczęciem meczu, to polecam galerię zdjęciową na oficjalnej stronie Górnika. Nie pytajcie, co tam robił Lato. Mi do dziś brzęczą w uszach echa protestu przeciw PZPN, zarówno ta cisza, jak i mocne, proste słowa kierowane do władz i samego prezesa.

delegcja The CitizensZ lewej Mike Sumerbee, z prawej Tony Book

Z przyczyn niezależnych nie mogłem zdążyć na 18, za to zakupiłem bardzo fajną pamiątkę: łączony szal okolicznościowy. Jak zauważyłem – całkiem popularny wśród kibiców obecnych na stadionie. Jeszcze tylko dobry grafik i pewnie gdy będę zmieniał dresing bloga, to gdzieś motyw z tym szalem się pojawi. Tymczasem oczekuję na środę i mecz z MKS.

szaliki

Po wygranej Sandecji z ŁKS-em(niezbyt pomógł im niedawny lifting) Górnik nadal okupuje 4 pozycję, z punktem straty do łodzian i dwoma do Nowgo Sącza. Dzięki pewnemu zwycięstwu z Łęczną Pogoń wreszcie, po pięciu spotkaniach bez zwycięstwa, włączyła do się do walki o drugą lokatę.

niedziela, 28 marca 2010
Od dnia zakupienia biletów - czyli od wtorku - moje napięcie związane z meczem z Flotą rosło naprawdę poważnie. Dość powiedzieć, że ostatni raz widowisko piłkarskie miałem okazję na żywo oglądać pod koniec października zeszłego roku. Naczekałem się wystarczająco długo i dosłownie w połowie mogę czuć się usatysfakcjonowany.
czwartek, 05 listopada 2009
Pal licho, że do końca roku, co de facto oznacza, iż zabrzańska publiczność(niech ościenne miejscowości, tj. Ruda Śląska i inne, wybaczą mi to uogólnienie) nie zobaczy jedynie potyczki z Wisłą Płock(11. listopada). Jednakże decyzja pani prezydent Mańki-Szulik jest co najmniej niezrozumiała.