Wpisy z tagiem: górnik zabrze
poniedziałek, 21 listopada 2011
Kazimierz Moskal mimo zapowiedzi nie zdołał przeciwstawić się agresywnie grającym zabrzanom i w pierwszym samodzielnym spotkaniu w tym sezonie przegrał z Górnikiem Zabrze 0:1, dzięki czemu fantastyczna passa podopiecznych Nawałki na ziemi krakowskiej wciąż nie znajduje końca.
Biało-niebieskie stroje po raz kolejny okazały się zabójcze, szczególnie w pierwszej połowie, kiedy to Górnik mógł spokojnie prowadzić 3:0, a Wisłę ratowało szczęście(szczupak Prezesa) czy nieskuteczność wspomnianego Nakoulmy i Olkowskiego. Wysoki pressing, zaangażowanie na każdym centymetrze boiska oraz dużo dobrej gry z pierwszej piłki pozwoliły gościom ustawić sobie Białą Gwiazdę jeszcze lepiej niż w zeszłym sezonie. Od tamtego czasu jakość piłki w Zabrzu spadła, ale najwyraźniej w Krakowie siła drużyna poleciała na łeb, na szyję, skoro - zwłaszcza w pierwszych trzech kwadransach - Wisła poza strzałem Ilieva przypominała zespół środka tabeli, a nie urzędującego Mistrza Polski. Wydaje się, iż to kwestia źle ustawionych zawodników - Nunez na lewym skrzydle był kompletnie zagubiony, a desygnowany na samotnego defensywnego pomocnika Brud nie był w stanie odpowiedzialnie wprowadzać piłki do gry. Na dokładkę, spora aktywność Ilieva byłą jednocześnie przekleństwem Wisły. Bułgar jest ciekawym piłkarzem, ale często pali sytuacje podejmując złe decyzje i było widać przez cały mecz. Druga połowa to totalna przemiana Wisły - piłka chodziła szybciej i rzadziej w tylnych formacjach, Górnik zepchnięty do głębokiej defensywy przezywał ciężkie dwadzieścia-trzydzieści minut. Ale przetrwał - prawdopodobnie gdybym nie znał wyniku spotkania, to oglądając powtórkę ze spokojem czekałbym na prowadzenie gości, które definitywnie pogrzebałoby nadzieje KSG na jakiekolwiek punkty. Mocnych powodów było co najmniej dwa - znacząca poprawa tempa i dokładności akcji w ofensywie, a także bardzo dobrze radzący sobie w obronie Michał Czekaj. Trójkolorowa armia też to zauważyła i w mig pole karne Skorupskiego spowił dym z rac, po czym Wisła straciła na impecie ;-) Na taki rozwój wypadków czekał Nakoulma, odebrał piłkę w środkowej strefie i niestandardowo podał do Jończyka, który wykorzystał niepotrzebne wyjście Pareiki. Poza zawodnikami(podobała mi się decyzja o wystawieniu Olkowskiego zamiast podciągnięcia defensywnego pomocnika na prawe skrzydło) osobne spotkanie rozegrał Adam Nawałka. Wreszcie był sobą. Częściej przebywał poza polem wyznaczonym dla szkoleniowców niż na ławce. Znów widzieliśmy mnóstwo gestów, podpowiedzi, nagan i pochwał, czyli wszystkich charakterystycznych elementów warsztatu Nawałki, których brakowało wcześniej. Nie wiem, czy to koniec kryzysu i czy druga tak fatalna seria meczów bez zwycięstwa się nie przydarzy. Górnik nie pierwszy raz zagrał świetnie przeciwko teoretycznie lepszemu rywalowi, co jest znakiem rozpoznawczym od początku rządów Adama Nawałki, jednak potrzebujemy punktów regularnie, nie tylko od święta. Na tę chwilę trener zabrzan jest bardzo bliski odroczenia swojej 'egzekucji', zaś pewny stanowiska będzie po ewentualnej wygranej nad Zagłębiem w najbliższy weekend. W Wiśle mogliśmy dostrzec zaczyn innej jakości, zwłaszcza w drugich 45 minutach. Czy Moskal zbuduje na tych pozytywach zespół gotowy gonić czołówkę ligi, zobaczymy w nadchodzących kolejkach.
PS. Źródłem zdjęć jest multimedialna strona najlepszej ekipy kibicowskiej na świecie - zabrzańskiej Torcidy - www.torcida.eu
sobota, 19 listopada 2011
Górnik ma sporego pecha co do zmian trenerskich w klubach rywali i związanego z tym efektu nowej miotły. Praktycznie za każdym razem, gdy przeciwnik dokonywał roszady, to nie zdobywaliśmy punktów. Tak było z ŁKSem, w drugim spotkaniu Michała Probierza(remis 1:1), a na ławce wspomnianej już Cracovii swój debiut zaliczył Dariusz Pasieka i w Zabrzu wygrał 1:0. Teraz nadszedł czas Moskala, a za tydzień na Roosevelta przyjdzie świeży szkoleniowiec Zagłębia Lubin. Na szczęście będzie to już trzeci mecz Hapala, więc tym razem może się obędzie bez mobilizującej miotły i niespotykanej zwykle ambitnej postawy piłkarzy, którzy chcą się pokazać nowemu szefowi. Na ile więc Moskal, który doskonale zna drużynę, gdyż asystował Maaskantowi, był w stanie zmienić nastroje w szeregach Białej Gwiazdy? W samym składzie za wiele nie namiesza – wciąż niedostępni są Melikson i Sobolewski, w pełni sprawny nie jest także Małecki, aczkolwiek możliwe, iż kilka minut w niedzielę zaliczy. Dlatego bezpiecznie jest przyjąć, iż Wisła zagra bardzo podobnym zestawieniem w porównaniu z ostatnimi kolejkami Ekstraklasy i Ligi Europejskiej. Sam Moskal zresztą chce po prostu zacząć ten etap swojej kariery zwycięstwem bez względu na styl. I to mobilizacja rozbitych piłkarzy Wisły będzie kluczem do pokonania Górnika Zabrze. Pytanie, czy zespół złożony głównie z obcokrajowców pojmuje co trzeba zrobić, aby kibice zapomnieli o przegranych Derbach Krakowa. Czym przeciwstawi się Adam Nawałka swojemu młodszemu koledze? Powtórką z rozrywki. Marzeniem moim jest, abyśmy zagrali podobnie jak w ostatnim dniu kwietnia tego roku, czy patrząc bliżej, w stylu Podbeskidzia z końca listopada. Agresywnie, bez przesadnego respektu, skutecznie w ofensywie i defensywie. Do tego jednak potrzeba silniej psychicznie drużyny. Nie takiej, która strata bramki urywa głowę z kręgosłupem, jak to z zabrzanami ostatnio bywa. Niestety, obawiam się, iż bez dwóch bramek w sieci Białej Gwiazdy Górnik nie ma większych szans na punkty. Nie żebym nie wierzył w piłkarzy, którym podobno mają sprzyjać stroje identyczne z poprzednią wiktorią, ale scenariusze przeszłych meczów są bezwzględne. Gramy jako tako do 60. minuty, potem rywal wyrównuje i tylko cud, sędzia bądź Skorupski ratują nas przed totalną kompromitacją. W moim odczuciu Adam Nawałka powinien pozostawić jutro Milika na ławce i zgrać w ataku Zahorskim, bo Tomek ma większe szanse w fizycznym starciu z defensorami Wisły. Kluczem do bramki Pareiki będzie jednak oczywiście Nakoulma i jego skuteczność. Krakowianie mają sporo problemów z bronieniem stałych fragmentów gry, więc przy odrobinie dobrych dośrodkowań Magiery, Kwieka czy Bembena coś możemy ustrzelić. Jako, że ze składu wyleciał Banaś, o defensywę jestem nieco spokojniejszy i mam nadzieję, iż Nawałka nie zrobi ponownie z Przybylskiego fałszywego prawoskrzydłowego. Ileż można się bronić? Jesteśmy w dość trudnej sytuacji ligowej i punktów potrzeba jak tlenu. Poproszę więc o Thomika bądź Olkowskiego na tej pozycji i więcej zaangażowania w atak. Kogo by jednak trener Górnika nie wystawił, ma do dyspozycji 12 zawodnika. Kibice biało-niebiesko-czerwonych stawią się w potężnej liczbie przy Reymonta, a na dodatek kibice Wisły ustąpią im w okolicach 70. minuty pola w ramach dość niefortunnego protestu. Do każdego bojkotu czy akcji wyrażających niezadowolenie podchodzę z rezerwą i tym razem również wydaje mi się, iż fanatycy krakowscy wybrali najgorszy moment, aby "dać głos". Macie nowego trenera, panowie. Faceta związanego z Wisłą całym sercem, a chcecie go w pierwszym, bardzo ważnym spotkaniu zostawić bez wsparcia. I to w momencie, kiedy Górnik prawdopodobnie zacznie opadać z sił i będzie narażony na każdy sensowny atak gospodarzy. Cóż, jeśli jednak uda się oprzeć ewentualnym atakom Wisły w tym czasie, to chętni wszystkim odpowiedzialnym za opuszczenie trybun serdecznie podziękuję :) W Górniku jeden debiut - pierwsze oficjalne spotkanie prezesa, Artura Jankowskiego. Bez względu na zasadność tak częstych roszad na tym stanowisku, nowemu sternikowi górniczej łajby życzę pierwszych cennych dla klubu punktów.
wtorek, 01 listopada 2011
Przełamanie! Górnik po sześciu(siedmiu licząc blamaż w Pucharze Polski) meczach bez zwycięstwa w końcu zdobył 3 punkty. Wielkiej uldze towarzyszyło mi równie wielkie pytanie: skąd w piłkarzach ta nagła odmiana? Nic jej nie zapowiadało. Nikt mi nie wmówi, iż zwyczajnie przypomnieli sobie, iż mecz trwa 90 minut i to wystarczyło, aby pokonać słabo grającą na wyjazdach Jagiellonię. Równie kiepsko przy Roosevelta prezentowała się Cracovia, a ostatecznie wywiozła z Zabrza trzy punkty. Nie uważam, aby to był definitywny koniec kryzysu, jaki targał drużynę(klub?) przez ostatnie tygodnie. Przerwanie złej passy to oczywiście ważny krok ku utrzymaniu, ale potrzebujemy jeszcze kilku dobrych wyników, aby z przekonaniem zostawić fatalne występy za sobą. Okazja ku temu jest wyraźna - Górnik zagra z Podbeskidziem, rozkojarzoną Wisłą Kraków oraz Zagłębiem Lubin(te już z nowym trenerem, Pavlem Hapalem). Ostrożnie zakładam, iż cztery punkty w trzech spotkaniach usatysfakcjonują nie tylko mnie. Martwić mnie jednak będzie, jeśli głównym aktorem nadchodzących kolejek będzie Prejuce Nakoulma. To świetny piłkarz i największe wzmocnienie Górnika, ale jeśli gra KSG zostanie oparta tylko na nim, czeka nas zguba. Kontuzja, nieskuteczność, gorszy dzień i w ofensywie możemy wyglądać tragicznie. Dlatego już teraz trzeba myśleć o 'doładowaniu' siły ataku. Ogrywanie Milika to wyboisty i mało wdzięczny proces(aczkolwiek wart zachodu!), Zahorski nastawiony na walkę nie ma mocy niezbędnej do zdobywania chociażby 10 goli w sezonie. "Prezes" to wielki skarb, ale trzeba pamiętać, że może się to szybko przeciwko zabrzanom obrócić. Gdyby jednak zabrzanom udało się zdobyć więcej niż powyższe minimum, to moje podejrzenia względem zajść po Wielkich Derbach Śląska nabrałyby naprawdę realnych kształtów. To znaczy żeby była jasność - to co za chwilę przeczytacie to zwykła spekulacja. Zlepek faktów i domysłów nie pretendujący do miana jedynej prawy, ot takie moje wytłumaczenie sytuacji panującej w Zabrzu.
Małgorzata Mańka-Szulik, sport.pl Otóż jedną z ważniejszych wskazówek dla mnie była wypowiedź - szokująca, dodam - Małgorzaty Mańki-Szulik, prezydent Zabrza. Swoiste votum zaufania dla trenera wyrażone przez osobę nie związaną z Górnikiem od strony sportowej(aby wyprzedzić podejrzenia o szowinizm - płeć włodarza miasta nie ma żadnego znaczenia) była cokolwiek dziwna. Dlaczego pani prezydent wypowiada się o obsadzie stanowiska trenera? Rozumiem, że miasto jest większościowym udziałowcem, ale to chyba nie upoważnia do takich rozstrzygnięć. Jednocześnie wypłynął nius, jakoby zmiana miała się dokonać... na stanowisku prezesa. Spekulacje na temat nielojalnego Młynarczyka, który chciał zwolnić Adama Nawałkę wbrew polityce miasta, urosły jak grzyby po deszczu. I chyba jest w nich ziarnko prawdy. Tłumaczenie prezesa obowiązkami w kancelarii prawnej jest oczywiście wiarygodne, ale zawsze może się coś za nimi kryć. Z drugiej strony mamy piłkarzy, wśród których od jakiegoś czasu narastało niezadowolenie. Teoretycznie zawiązano bunt(zaangażowanie piłkarzy w niektórych meczach było co najmniej podejrzanie niskie), którego celem było wyrzucenie obecnego trenera. Pomijam, skąd taki pomysł, chyba piłkarze nie myśleli, iż wymuszą na Nawałce zmiany tonu i przeobrażą go w potulnego tatusia. Ale założenie, że taka wola wśród jakiejś grupy piłkarzy była, nie jest kompletnie bezpodstawne. Nie wierzę, iż aż tak można schrzanić przygotowanie fizyczne i zabić koncentrację, aby przez sześć spotkań piłkarze tracili głowy i siły w nogach po 60. minucie. Oczywiście, wracając do przełamania, Jagiellonia była słaba w ten weekend(polecam analizę na taktycznie.net) i to z pewnością pomogło odnieść zwycięstwo. Ale w takim razie, dlaczego nie zdobywaliśmy punktów po każdym z takich spotkań? Na dobrą sprawę, gdyby nie arbiter Krztoń i jego ślepota w Warszawie, Górnik dziś byłby zaledwie punkt ponad analogicznym dorobkiem z sezonu spadkowego... Wypowiedzi Małgorzaty Mański-Szulik musiały buntownikom pokrzyżować plany całkowicie. Skoro trener zostaje bez względu na wyniki zespołu, postawa anty traci sens. Miasto przejmuje kontrolę nad klubem, pozbawia władzy w tym zakresie prezesa klubu i tym samym zmusza zawodników do zaangażowanej postawy na boisku. Dodać do tego rywala nastawionego na remis i proszę, mamy przełamanie. Oczywiście, potrafię dostrzec plusy takiego rozwiązania. Jeśli Górnik zacznie grać na miarę swoich możliwości, a te przecież widzieliśmy w obecnym sezonie nie raz, to z miłą chęcią przyznam, iż moje nawoływania do wyrzucenia Adama Nawałki były pochopne. Ale z otrąbieniem pomyłki poczekam trzy najbliższe spotkania. Bo coś mi podpowiada, że bez względu na wyniki związek piłkarzy z trenerem zwyczajnie się wyczerpał i wciąż będziemy potrzebować nowego otwarcia, aby przypadkiem nie obudzić się z ręką w nocniku i z klubem na skraju pierwszej ligi.
poniedziałek, 24 października 2011
Górnik Zabrze - Ruch Chorzów 1:2(1:0) Nakoulma (k.) 14 - Szyndrowski 60, Piech 78. Górnik: Skorupski - Bemben(Olkowski 83), Danch, Banaś, Marciniak - Mączyński, Pazdan, Przybylski, Nakoulma, Kwiek(Jończyk 83) - Milik(Zahorski 64). Ruch: Pesković - Burliga, Grodzicki, Stawarczyk, Szyndrowski – Grzyb(Janoszka 55), Malinowski, Straka, Zieńczuk – Piech(Abbot 76), Jankowski(Lisowski 90). Przyznajcie się, drodzy kibice Górnika: większość z Was po pierwszej połowie Wielkich Derbów była zdania, iż biało-niebiesko-czerwoni wreszcie walczą i jest spora szansa, że nie będziecie musieli się za nich wstydzić. I oczywiście, z tyłu waszych głów jednocześnie głos rozsądku przypominał o meczach ze Śląskiem, Lechią, ŁKSem, Cracovią, w których Górnikom umiejętności piłkarskich wystarczyło na godzinę. Jakie wówczas padały końcowe wyniki, pamiętaliście. I przyszło Wam znów przełknąć gorzką i grubą pigułę. Przyznajcie więc, że po ostatnim gwizdku poczuliście się tą pierwszą połową oszukani. Bo dano Wam nadzieję podobną do placu budowy wokół murawy. Zresztą i w sens budowania czegokolwiek wokół Górnika pewnie zwątpiliście. Przecież widmo strefy spadkowej jest już bardzo wyraźne. Przyznajcie się piłkarzyki, że to konflikt z trenerem Nawałką sprawił, iż rozegraliście żałosny sparing zamiast najważniejszego meczu w sezonie na Roosevelta. Przyznajcie się, gdyż tylko ta okoliczność pozwoli uwierzyć w to, iż możecie po zmianie trenera utrzymać klub przed spadkiem. Nawet jeśli się to uda, to i tak nie wybaczę wam piątkowej porażki. Można walczyć i przegrać, ale oddać Ruchowi piłkę i czekać aż spokojnie wyjdzie sobie na prowadzenie nie wolno, choćbyście nie otrzymywali wypłat od stycznia. Miejcie honor i przyznajcie, że coś jest na rzeczy. I zacznijcie odrabiać te cholerne punkty. Podobny apel do Adama Nawałki. Czas odejść. Kiedy trener traci kontrolę nad szatnią(tu już nawet nie chodzi o błędy taktycznie, przygotowanie fizyczne czy wątpliwą selekcję) i zawodnicy, choć nie grają dla Adama Nawałki czy kogokolwiek innego, szkodzą swoimi występami interesom klubu, to jest moment w których trzeba dokonać radykalnych zmian. Powtarzane do znudzenia slogany o „wyciąganiu wniosków” i „jeszcze bardziej wytężonej pracy na treningach” proszę zabrać ze sobą do Krakowa, albo wyrzucić do kosza. Żadne poganianie biczem nie uratuje atmosfery w zespole(w klubie?), albowiem ta jest najzwyczajniej fatalna. Potrzeba nowego rozdania na Roosevelta. I tak samo jak Adam Nawałka był autorem takowego w 2009 roku po zwolnieniu Komornickiego, tak teraz jego następca będzie walczył o ligowy byt w Zabrzu. I powinien rozpocząć swą misję już od „poniedziałku”, a nie od stycznia. Przyznać do winy powinny również władze Górnika. Strategia po sprzedaży Jeża i Sikorskiego pod polskobrzmiącym tytułem „jakoś to będzie” nie wypaliła, delikatnie rzecz ujmując. Bez odważnych i sensownych decyzji nie ma co marzyć o wyprowadzeniu klubu z kryzysu, w jakim tkwi od kilku tygodni. Nie lubię wzywać do ścinania głów, ale pewien układ na R81 przestał funkcjonować i trzeba wymienić jego elementy, z głównym mechanizmem włącznie. Czekać na zwrot w moim odczuciu nie mam już sensu. I na koniec przyznam się sam. Jeśli w najbliższym czasie nie zobaczę choćby promyka nadziei i kilku punktów więcej na koncie zabrzan, to uwierzę w powtórną degradację. A to miał być spokojny sezon bez dramatów, bez rewelacji... Dopóki jednak piłkarze Nawałki(?) będą dopuszczać do sytuacji, w której rywal może zdobyć pięć goli w 10 minut, nie widzę powodów, aby dopuścić do siebie odrobinę kibicowskiego spokoju.
niedziela, 16 października 2011
Zdobywanie nawet najcenniejszych punktów za sprawą błędów sędziowskich nigdy nie będzie dla mnie satysfakcjonujące. Może i jestem głupi, może czasem zbyt uczciwy, ale zawsze brzydziłem się takim sposobem. Oczywiście nie mam pretensji do piłkarzy, zwłaszcza Nakoulmy, który wcześniej zmarnował dwie wyśmienite sytuacje i trzecią po prostu musiał zamienić na gola -przecież jest napastnikiem i zagranie ręką nie powinno go zatrzymać. Błąd sędziowski był jednak tak ewidentny, że chce się płakać i po raz kolejny z wyrzutem spojrzeć na oporne powtórkom światowe i europejskie władze piłkarskie. Bez różnicy, czy punkt się Górnikowi należał, czy też nie - piłkarze Czarnych Koszul mają prawo być wściekli na arbitrów niezdolnych do prawidłowej oceny sytuacji. A to ostatnio zdaje się być plagą boisk Ekstraklasy, co skłania ku myśleniu, iż sędziują naszym drużynom ludzie wybitnie się do tego nie nadający. Po meczu w Warszawie przeczytałem tekst Rafała Steca o już prawie nieżywej korupcji, która prawdopodobnie trzyma się mocniej niż kiedykolwiek, bo działa o wiele subtelniej niż wcześniej. Nie wierzę, iż biedujący Górnik miałby środki, aby opłacić choćby chłopców do podawania piłek, więc nie da się powiedzieć, iż ślepota pana Krztonia i jego asystenta była inspirowana przez zabrzan. Wracając do spraw czysto piłkarskich, zastanawia mnie dramatyczny spadek formy Michała Gaszparika. Oglądałem go w sobotę i dziś, podczas meczu Młodej Ekstraklasy i jedyne czym zaskoczył to sztuczką techniczną... samego siebie(kilka minut później został zdjęty). Wczoraj podobnie - idiotyczne wejście na plecy Trałki musiało skończyć się rzutem karnym, a poza tym Słowak grał słabo i bez woli walki, czym zmusił Nawałkę do zmiany swoich przyzwyczajeń i przeprowadzenia roszady jeszcze w pierwszej połowie. Brak Jeża doprawdy aż tak źle wpłynął na Michała? Trener Górnika wystawił go w pierwszej '11', gdyż - jak sam twierdzi - Gaszparik przekonał go postawą na treningach, co oznacza, iż uraza(?) po przymusowych(??) testach w Izraelu znikła. A formy jak nie ma, tak nie było. Szczególnie dziwi stawianie na Słowaka w kontekście umiejętności Nakoulmy. W mojej ocenie jest to obecnie najlepszy piłkarz Górnika obok Kwieka i Skorupskiego i chyba nie stać nas na granie nieopierzonym Milikiem w nagrodę za jego postawę na treningach. Jasne, ogrywanie 17latka jest chwalebne i z pożytkiem dla polskiej piłki. Gorzej z wynikami Górnika, wydaje mi się, że młodzian nie jest gotowy na 90 minut walki w Ekstraklasie i zwyczajnie powinien ustąpić miejsca bardziej doświadczonym zawodnikom. A jeśli koniecznie ma grać ktoś młody/wychowanek, to skłonny byłbym postawić na Sobczaka, który ma już jakieś małe osiągnięcia i występy w pierwszym zespole. A jak wygląda drużyna? Kiepsko. Po dramacie z Cracovią i sabotażu z Koroną poprawa jest minimalna. Korzystny wynik z Polonią zawdzięczamy słabej postawie Czarnych Koszul, w szczególności obrońcom - nie potrafili trzykrotnie upilnować Nakoulmy i to się w końcu zemściła - oraz Danielowi Sikorskiemu, który fatalnie spudłował będąc sam na sam ze Skorupskim. Swoją drogą pojedynek Bonina, Sikorskiego i Jeża z byłym klubem wypadł blado. To znaczy co do Daniela, to wiadomo. Bonin natomiast nie zachwycił na lewym skrzydle, a Jeż wypadł... ze składu, gdyż doznał urazu podczas rozgrzewki. Nie ma się co nabijać z zawodników, którzy wybrali miejsce pracy stabilne finansowo, ale z tak szalonym właścicielem. Bo i tak na pewno odczuwają konsekwencje swoich decyzji. Poza tym fajnie, że Górnik stworzył sobie kilka sytuacji w drugiej połowie, ale na solidniejszych rywali to może nie wystarczyć, bo choć Polonia ma piłkarzy lepszych, to ekipa z nich z wiadomych przyczyn żadna. A przed KSG najważniejszy mecz rundy - Wielkie Derby Sląska z Ruchem, który w tabeli jest wyżej i na tę chwilę może czuć się małym faworytem, nie tylko dlatego, iż przełożył swoje spotkanie Pucharu Polski, a my musimy jechać do zdzierców z Wejherowa. Bo kryzys w Górniku Zabrze wciąż jest faktem. Pierwsza połowa na Konwiktorskiej znów pokazała, jak niewiele charakteru prezentują obecnie podopieczni Adama Nawałki. I sam trener jest mniej aktywny przy linii bocznej, wcześniej był gotów w każdej chwili wskoczyć na boisko, teraz jakoś tak spotulniał. Piłkarzom brakuje błysku(kilka dobrych podań Kwieka to za mało, abym zmienił zdanie) i zadziorności, a bez tych cech o korzystny wynik za tydzień będzie bardzo trudno. I nie ma się co odwoływać do starego porzekadła, iż derby rządzą się własnymi prawami - bez charakteru Górnik nic nie wskóra i to już widać po tabeli. 10 punktów w 10 meczach, pozycja numer dwanaście. Stanowczo, stanowczo za nisko jak na nasze oczekiwania. Aczkolwiek nikt już nie próbuje łapać piłki, gdy ta jest jeszcze w polu gry. Znaczy się - jest progres ;-) Ach i byłbym zapomniał - cieszy powrót na boisko Michała Jończyka. Wypada życzyć zdrowia piłkarzowi, który ostatni mecz rozegrał w listopadzie zeszłego roku. Ach i jeszcze jedno: wypowiedzi Prejuce'a ani trochę mnie nie rażą. Lepsze to niż przyznanie się, iż szukało się karnego na chama, żeby oszukać, jak to w zeszłym sezonie uczynił Theo Walcott.
wtorek, 27 września 2011
Najbardziej zszokował fakt, iż Górnik kompletnie zapomniał, jak kopie się piłkę. Czy krótkie podania, czy zaawansowane dośrodkowania - wszystko źle, niecelnie, na aut bądź pod nogi rywali. Nie takich biało-niebiesko-czerwonych oglądaliśmy w tym sezonie. Ci piłkarze potrafią grać, wymienić kilka sensownych piłek, nie stracić posiadania po 15 sekundach i przede wszystkim, potrafią walczyć. A w sobotę zabrakło każdego z tych elementów. I nawet słaba Cracovia na tym tle wyglądała korzystnie, dzięki czemu wywiozła z Zabrza pierwsze zwycięstwo w sezonie. Dwa jasne punkty o których wspomniałem na początku, to Pazdan i Skorupski. Pierwszy zanotował wiele dobrych interwencji i godnie zastąpił Banasia(jeśli utrzyma formę, to może go nawet i ze składu wygryźć), drugi był pewnym punktem drużyny(po raz kolejny). Adam Nawałka zaś mógł wrzeszczeć, motywować, kombinować, ale niestety – drugą połowę przegrał, rozmowy w szatni w przerwie nic nie dały. Poza tym – dlaczego znów został zdjęty Nakoulma? Coś mi mówi, że i tak jest w lepszej dyspozycji niż Wodecki na przykład… Na resztę spuszczę zasłonę milczenia. Skoro nie wyszli na boisko, to nie ma o czym mówić. I od razu chciałbym się zająć inną sprawą, mianowicie protestem na stadionie Górnika(tu oświadczenie SKSGZ). Dla tych, którzy nie wiedzą - brak dopingu i niższa frekwencja są spowodowane protestem wymierzonym w drakońskie kary za przeklinanie i przebywanie na ciągach komunikacyjnych. Chodzi głównie o wydarzenia w trakcie spotkań z Bełchatowem i Lechem. Decyzja pojawiła się w piątek rano(dotyczy tylko meczów u siebie) - stąd na pewno nie dotarła do wszystkich. Kilka moich wniosków i przemyśleń: 1. Wprowadzenia nowoczesnych reguł rodem z zachodniej Europy na stadionie-ruinie wybudowanym przed 2 wojną zakrawa na kpinę. Idiotyzm w czystej postaci. 2. Ochrona na stadionie Górnika jest zdecydowanie nadgorliwa. Jeśli stoję z bratem kilka sekund na koronie jakieś 15 minut przed pierwszym gwizdkiem i podchodzi do mnie steward z 'prośbą'(za która zdaje się czyha zakaz stadionowy i grzywna), abyśmy zajęli miejsce, to coś jest nie tak. Nie wiem czy to samowolka pracowników, czy odgórny nakaz - tak czy siak, jest po prostu głupi i powoduje masę spięć i konfliktów. I z tego co się orientuje, takie praktyki ochroniarskie nie są obowiązujące na innych stadionach w Polsce(jeśli ktoś mógłby to potwierdzić/zaprzeczyć, niech śmiało w komentarzach pisze). 3. Kary grzywny i zakazy stadionowe za przeklinanie czy stanie na ciągach komunikacyjnych są kretyńskie i nieadekwatne do popełnionych "czynów". Koniec, kropka. Albo może odpowiedzialni za egzekucję mają zamiar wyrzucić 99% procent publiczności, która po zmarnowanym sam na sam wyraźnie krzyczy "kurwa mać". Ja też krzyczę - naprawdę głośno. Sporo ludzi z krytej tez. Może nawet sam pan prezes? Co do ciągów komunikacyjnych - szkoda gadać. Tyle lat był były zajmowane i nie było potrzeby targania obywatela po komendach. 4. Nie wszyscy z protestem się zgadzają - to normalne. Odłam pragmatyczny wierzy w możliwości kibiców i dopingowanie drużyny, gdyż tego ona potrzebuje(mecz z Cracovią był przez to jeszcze mniej atrakcyjny, o ile można tak powiedzieć). To zrozumiałe podejście, ale czasami trzeba spojrzeć nieco dalej. Powody, które wymieniłem wyżej są sensownym uzasadnieniem rezygnacji z dopingu i wezwania do bojkotu. Na razie trudno mówić o konkretnych celach – najważniejsze to zwrócić uwagę na problem, jaki wystąpił. Bo wiele wskazuje na to, iż władza chce kibiców ze stadionów wykurzyć. Nie sensownie ukarać za realne przewinienia, nie edukować, ale odstraszyć i zmusić do pokory. Na to osoby zaangażowane od lat w ruch kibicowski nigdy sobie nie pozwolą. 5. Grupy kibicowskie i stowarzyszenia mają prawo i obowiązek decydować o tym, czy chcą prowadzić doping, czy tez nie. Są autonomiczne(nie są Górnikiem Zabrze same w sobie, nie?) – nazywanie ludzi tam działających kibolami(z pejoratywnym zabarwieniem) i wtrącającymi się w politykę jest absolutnie niesprawiedliwe. Nic o nas bez nas. Pamiętajmy, że Torcida( czy Stowarzyszenie Klub Sympatyków Górnika Zabrze) przez wiele lat dzięki wytężonej pracy ratowała Górnika od strony kibicowskiej(a więc i finansowej) i sytuacja, w której bywalcy stadionu przy Roosevelta są represjonowani i karani w niedopuszczalny sposób musi się spotkać ze zdecydowaną reakcją. Nawet taką, która pozornie jest dla wyników sportowych niekorzystna. 6. Mam nadzieję, iż podjęte kroki przyniosą efekt. Wojna z kibicami nikomu nie jest potrzebna. Za 20 miesięcy trzeba będzie zapełnić nowy stadion i żeby przypadkiem się nie okazało, że topór wojenny jest zbyt duży, aby go ot tak zakopać. W każdym razie - protest organizacji kibicowskich związanych z Górnikiem popieram. Dajcie panowie czadu na wyjazdach.
wtorek, 20 września 2011
Śląsk, Widzew, Lechia, Łódzki KS. Co łączy te ekipy z Górnikiem? Otóż wszystkie do 60 minuty przegrywały z Górnikiem Zabrze 0:1. Wynik to, jak wiecie, dość kruchy w ligowej rąbance i wystarczy prosty błąd, udana kontra czy sędzia, który się zagapi i dobry rezultat trafia szlag. Górnika z wyżej wymienionymi trafił cztery razy. I z 12 punktów zrobiły się 3. Od biedy można jeszcze dodać doprowadzenie do remisu na Legii, ale nie bądźmy aż tak brutalni - tamten mecz i tak należał do gospodarzy. Tabela jednak nie kłamie - Górnik jest dziesiąty z dziewięcioma punktami, zamiast na przykład szósty(trzy punkty więcej). A na dobrą sprawę o dwóch zwycięstwach zadecydowały zaledwie dwie stuprocentowe sytuacje - we Wrocławiu sam na sam zmarnował Olkowski(byłoby 2:0), a w Bełchatowie w sobotę Kwiek postąpił najgorzej jak tylko mógł, marnując wysiłek Nakoulmy. Wystarczyło zostawić piłkę Thomikowi, który miał o wiele łatwiejszą okazję do strzału. A tak, Kwiek zagrał samolubnie i z pół obrotu trafił obok bramki(o późniejszych pretensjach i odepchnięciu Thomika nie wspomnę. Ale taki to już charakter "Olka"). Byłoby 2:0... Pal licho słupek Wodeckiego. Gdyby padł gol, czułbym pewną niesprawiedliwość. Bo znów, znów Górnik pokazał, że mecz kończy się po czterech, a nie po sześciu kwadransach jak to zwykle bywa. Niemal od zegarka ktoś wyłącza zespołowi Adama Nawałki koncentrację, siły(tu mam wątpliwości, moim zdaniem zespół jest dobrze przygotowany fizycznie do sezonu) i rozsądek. I jeszcze zapomina, jak wymienić kilka sensownych podań i nie dać się złapać na prostą kontrę. Na co innego mógł liczyć ŁKS? W rozgrywaniu piłki słabi, bez niej również przeciętni. Grali jednak do końca i to wystarczyło. Już nawet nie chcę myśleć, jakie reakcje towarzyszyłyby ewentualnej porażce KSG - Szałachowskiemu wszak zabrakło centymetrów, aby w ostatniej minucie dać gospodarzom trzy punkty. Dlaczego doprowadziliśmy do takiej sytuacji? Skąd ten skandaliczny brak zimnej krwi na pół godziny przed gwizdkiem sędziego? Nie wierzę, że cały zespół nagle puchnie, nie w siódmej kolejce Ekstraklasy. Problem jednak istnieje, podobnie jak beznadziejne bronione stałe fragmenty gry w zeszłym sezonie. Jakoś się z nimi Adam Nawałka uporał, ale dopiero na wiosnę. Teraz ma kłopot natury – moim zdaniem – psychologicznej. Zobaczymy jak sobie z nim poradzi. W atmosferze frustracji i szukania winnych dobrze jest spojrzeć na jakiekolwiek pozytywy poza godziną gry oraz broniącym(ratującym skórę Górnika?) na równym poziomie Skorupskim(utrzymać głowę chłopaka na równym poziomie a będą z niego ludzie). Prejuce Nakoulma - już w Gdańsku wyglądał bardzo dobrze(prawie gol i prawie asysta), w Bełchatowie potwierdził niezła dyspozycję, strzelił pierwszego gola dla zabrzan i pokazał, dlaczego Nawałce tak bardzo na nim zależało. Jest szybki, waleczny, dobrze się ustawia i zastawia, nie ma problemów z komunikacją i podaniami. Nie wiem dlaczego Adam Nawałka zdecydował się go zmienić za Milika, zrzucając tym samym na barki młodziana odpowiedzialność za atak, kiedy potrzebowaliśmy naprawdę porządnej iskry, aby odwrócić losy spotkania. Łatwo Arkadiusza obwiniać za to, iż nic nie zaprezentował, ale to bardzo niesprawiedliwe. Tak samo jak w spotkaniach z Lechią czy Widzewem, zawinił zespół. Kolejnym jasnym punktem zespołu był Rafał Olkowski, debiutujący w Górniku na pozycji prawego obrońcy. Podobała mi się jego współpraca z Thomikiem i związana z tym inklinacja do ofensywnych rajdów. Generalnie prawa strona prezentuje się lepiej od lewej, gdyż nie brakuje na niej zawodników szybkich i zdecydowanych. Para Marciniak-Zahorski nie spełnia swojej roli tak jakbyśmy tego oczekiwali. Oczywiście alternatywy dla Adama nie ma, ale być może Zahorski powinien usiąść na ławce. Nie uważam, żeby grał fatalnie - po prostu jego charakterystyka wymusza rozwiązania taktyczne, których skuteczność bywa czasami znikoma. Długie piłki na jego głowę to nie jest sposób na rozegranie, zwłaszcza jeśli potrafimy(przynajmniej w ciągu 60 minut…) poruszać się z piłką naprawdę sprawnie. Może czas wreszcie dać minuty Wodeckiemu(skoro chcemy się pozbyć Gaszparika)? Szansa ku temu pojawi się jutro w trakcie sentymentalnej podróży do Ząbek w ramach Pucharu Polski. Za tydzień do Zabrza przyjeżdża Cracovia, która kolejny raz sezon rozpoczyna od konkretnego falstartu. Zwycięstwo albo hm, znów będziemy słuchać głosów frustracji i pewnie pierwszych napomknień o dymisji. Piłkarskie bogi, obrońcie nas tym razem!
środa, 14 września 2011
Salwa na wiwat Górnika Zabrze!
Historyczna chwila. Potężny wystrzał z armaty zabrzańskiego Bractwa Kurkowego obwieścił wszem wobec wspaniałą i wzruszającą wieść - oficjalnie rozpoczęła się budowa(zwana modernizacją) nowoczesnego stadionu im. Ernesta Pohla w Zabrzu, na którą wszyscy sympatycy biało-niebiesko-czerwonych czekali z utęsknieniem. Dzisiejsze uroczystości - symboliczne pierwsze machnięcie koparką oraz podpisanie aktu erekcyjnego - przebiegły w zacnym gronie, skromnej atmosferze, ale bez specjalnej pompy. I dobrze, świętowano już podpisanie umowy, a w końcu to był tylko start, ważny, szczególny dzień, lecz dopiero otwarcie obiektu budowanego przez Polimex-Mostostal będzie wydarzeniem godnym odpowiedniej oprawy(może Manchester City przyjedzie?!:)). Odwiedzający kibice Górnika mogli podziwiać małą wystawę zdjęć stadionu - zarówno tych sprzed lat, tych całkiem niedawnych jak i piękne wizualizacje projektu(w linku znajdziecie ich więcej).
Nie powiem, łezka zakręciła się w oku. Z różnych powodów. Samo żegnanie staruszka aż tak mnie nie bolało. Za to dobrze pamiętam sesję Rady Miasta z lipca zeszłego roku, kiedy radni kłócili się praktycznie o wszystko - zasadność(!!) inwestycji, fazy projektu, finansowanie, sposób realizacji dokładając do tego liczne wycieczki osobiste. Zgroza. Trudno było wówczas uwierzyć w obietnice Małgorzaty Mańki-Szulik, iż stadion powstanie w realistycznym terminie. Urzędująca pani prezydent wygrała niedługo później wybory samorządowe i to wciąż jest dla niej kadencja prawdy, przynajmniej w oczach osób, którym Górnik Zabrze jest bardzo bliski. Że to już lata po ostatnim dzwonku dla 70letniego obiektu piłkarskiego wiedzieliśmy od dawna. Wystarczyło jeszcze spojrzeć na brzydkie krzesełka, pordzewiałe barierki i ogrodzenia, popękany i upstrzony chwatami beton czy trybuny za bramkami oddalone o wiele metrów od boiska oraz pomyśleć o telewizji, która gdyby mogła obiekt przy Roosevelta omijałaby szerokim łukiem. Pięknie to wyglądało dwa lata temu - kiedy podczas Śląskiego Klasyka 22 tysiące ludzi całkowicie zakryło poniemieckie ruiny.
Czas na ogromny, tak bardzo potrzebny klubowi i miastu, skok cywilizacyjny i wyrzucenie zdjęć stadionu ze swastykami do podręcznika z legendami i opowiadaniami. Za 20 miesięcy możemy znaleźć się w zupełnie innej rzeczywistości piłkarskiej. Pod względem infrastruktury będziemy w regionalnej i krajowej czołówce(szczególnie cieszy mnie fakt, iż Śląsk zaczyna nadrabiać różnicę wobec reszty kraju). Jeśli zespół do tego momentu będzie się spisywał na obecnym poziomie środka tabeli, nowy stadion może dać impuls do stworzenia nowoczesnego klubu walczącego o najwyższe cele. Oczywiście wszelkie spekulacje na temat frekwencji, nowej sytuacji kibicowskiej i tym podobnych wątpliwościach każą twardo stąpać kibicom KSG po ziemi. Mimo wszystko wolę patrzeć w przyszłość z optymizmem - niezależnie od ewentualnych kłopotów, w Zabrzu zaczyna się nowa era, na którą wszyscy tak bardzo czekaliśmy. Tak na marginesie, Polimiex-Mostostal własnie ukończył stadion miejski w Gliwicach, wcześniej trybunę wschodnią na Wiśle Kraków, a ich dumą, jak podkreślił prezes Jaskóła, jest obiekt przy Łazienkowskiej 3. Niezły prognostyk(oczywiście chętnie wysłucham waszych komentarzy na temat Polimeksu!). Przed każdym zaangażowanym w projekt mnóstwo pracy, ale cóż - zaczęło się. Teraz tylko do przodu. Nareszcie!
środa, 31 sierpnia 2011
Na znakomitym blogu Michała Okońskiego Futbol jest okrutny znajdziecie moje podsumowanie letniego okienka transferowego Manchesteru City(stan na wtorek około południa). Zamiast przeklejać tekst tutaj, zajmę się bieżącymi sprawami, zarówno w wykonaniu Manchester City, jak i Górnika Zabrze, choć tych związanych z drugim klubem będzie z pewnością mniej. Jedziemy. Prejuce Nakoulma Napastnik z Łęcznej został wypożyczony na rok. Słyszałem o zainteresowaniu Górnika tym zawodnikiem, ale szczerze zadałem sobie pytanie: po co nam on? Jeśli ma wskoczyć do pierwszego składu, to co z Idanem Shriky? Już go Adam Nawałka nie potrzebuje? Dziwne posunięcie, ale piłkarz z Burkina Faso ma czyste konto - co pokaże, to go ocenię. Niestety, koszty kadry KSG wciąż rosną... A niejako związany z transferem Prejuce Michał Pazdan został w Zabrzu - ponoć zainteresowanie Śląska Wrocław było wymysłem jego menadżera. Mario Balotelli Ofiarą błędów na stronie oficjalnej City. Jak to mało czasem ludziom potrzeba. Podstrona z profilem Włocha nie działała poprawnie i na tym ukuto teorię o jego sprzedaży, czy później, jeszcze śmieszniejszą plotkę o wypożyczeniu do Newcastle :) na koniec dnia poszła kolejna bomba - 100 milionów(koron czeskich zapewne) plus Mario za Messiego i Barcelona rozważa ofertę. Ach ten deadline ;) Tomasz Chałas Facet o głośnym nazwisku trafia na wypożyczenia do Zawiszy Bydgoszcz. W Zabrzu nie osiągnął nic, w Ząbkach w poprzednim sezonie również. Pewnie to jego ostatnia szansa, aby uniknąć rozwiązania umowy z końcem rozgrywek. Owen Hargreaves Najdziwniejsza z umów, jakie doszły do skutku. Chłop tyle nie grał, że można wątpić nawet w to, czy potrafi prosto biegać. Ale patrzę na ten deal z nadzieją - jeśli będzie zdrowy, zaliczy kilka spotkań i choćby w połowie wypełni lukę po Vieirze, dzięki czemu jako tako odbuduje swoją karierę, będzie fajnie. Jeśli nie, to trudno, wielkiego ryzyka nie było, wszak nie na nim opieramy zespół. John Guidetti Wypożyczenie do Feyenoordu. W mojej ocenie ofiara Teveza i tego, iż Argentyńczyk został w City. Czyli kadra Błękitnych zamknie się z 4 napastnikami. Szwed zaś powinien dostać sporo szans w Holandii i wróci do nas mocniejszy, niż gdyby grał w Elite Development Squad. Craig Bellamy Podobno widziany w Liverpoolu, ale to nie wyklucza przejścia do QPR. Wyobrażacie sobie? Warnock, Barton, Bellers... oj, działoby się. Póki co nie ma jeszcze żadnych pewnych wieści, o ile w ogóle można o takich dziś mówić. Kierunek Anfield jednak najczęściej wymieniany i tego się trzymam. UPDATE: Craig Bellamy odszedł do Liverpoolu za darmo(Daily Mail tak podał, Guardian zaś określił sumę jako undisclosed). Sporo wzmocnienie ekipy Dalglisha, Bellers na pewno pokaże mnóstwo charakteru. Gdyby tylko Mancini potrafił się z nim dogadać... Shaun Wrigh-Philllips Wczoraj wieczorem napisał na Twitterze, iż odchodzi, a kilka godzin później, że... żartował i nigdzie się nie rusza(konto zweryfikowane, to tak gwoli ścisłości). Ruch do QPR wciąż prawdopodobny(niestety, niestety), jako że większość dziennikarzy bliskich City podało wiadomość o ofercie z Londynu, którą klub z Eastlands zaakceptował.
UPDATE: Bardzo smutny dzień dla wszystkich fanów Man City. SWP po trzech latach od powrotu na Eastlands odchodzi do Londynu. Kwota transferu do Queens Park Rangers nie została ujawniona(ale Guardian podał jakoby chodziło o trzy miliony funtów). Na stronie City warto obejrzeć wideo z golami SWP z jego kariery w Błękicie. łezka się w oku kręci, ech. Nedum Onuoha Sporo mówiło się kilku klubach zainteresowanych jego osobą, ale bez konkretów. Piłkarz wprawdzie zapowiedział walkę o kadrę meczową, ale nie ma na to szans(niestety, niestety). Czyli albo Bolton, albo znów QPR. Choć równie dobrze Neda może czekać przygnębiający kibiców los gdzieś w rezerwach. UPDATE: Ned nigdzie nie odchodzi. A z zestawienia składu(aptrz niżej) wskazuje, iż jest dla niego miejsce w 25. osobowej kadrze. Pytanie, co na to Mancini. Wayne Bridge Ani grama plotki na jego temat. Szok, mimo wszystko to doświadczony w Premiership lewy obrońca... czyżby płaca w City aż tak dobra, aby ją przedkładać nad rozwój kariery? Z najzabawniejszych plotek - Stoke City(podobno nie tylko oni) chciało podobno wypożyczyć Adama Johnsona, a James Milner opuścił trening reprezentacji i.... kibicom Aston Villi znów zamarzył się jego powrót na Villa Park.
Hart, Pantilimon, Taylor Richards, Zabaleta, Kompany, K. Toure, Lescott, Kolarow, Clichy, Savić, Onuocha? (Bridge) Barry, Yaya Toure, de Jong, Milner, Adam Johnson, Nasri, Silva, Hargreaves Aguero, Balotelli, Dżeko, Tevez Razem: 23(z wrażenia zapomniałem o Owenie H.:)) piłkarzy plus Nedum(Wayne'a w ogóle nie biorę pod uwagę).
Skorupski, Pesković, Sławik Bemben, Banaś, Danch, Magiera, Szymura Mączyński, Kwiek, Gierczak, Przybylski, Marciniak, Thomik, Olkowski, Wodecki, Gaszparik, Pazdan, Bębenek, Jończyk, Nowak, Król Zahorski, Milik, Shriky, Gołębiewski, Nakoulma 27 zawodników - niby dużo, ale przy kontuzjach Nowaka czy rekonwalescentach Bębenku i Jończyku nie wygląda to na przerost formy nad treścią. W każdym razie spodziewam się jeszcze kilku wypożyczeń na zimę - wszyscy grać przecież nie mogą.
sobota, 20 sierpnia 2011
Dwa punkty po trzech spotkaniach Ekstraklasy i styl w jakim zostały zdobyte nie nastrajają mnie pozytywnie do jutrzejszego starcia z Bełchatowem. Sezon temu na pierwsze zwycięstwo nie musieliśmy czekać zbyt długo, bo do drugiej kolejki, kiedy pokonaliśmy Zagłębie w Lubinie 2:1. A z drużyną Brunatnych(6. kolejka) na Roosevelta po ciężkiej batalii uporaliśmy się w końcu 1:0 - fajne chwile, doping tuż przed rzutem rożnym wykonywanym przez Magierę osiągnął rzadko spotykany szczyt i "trzęsienie ziemi". Wówczas powodów do optymizmu było sporo - trzecie zwycięstwo z rzędu i szybko odsunięte widmo walki o utrzymanie od pierwszego spotkania. Obecnie tak pięknie nie jest i nie tylko dlatego, iż to runda numer cztery i "mamy czas". O wspaniałym dopingu można zapomnieć. 3500 ludzi, czy dokładniej mówiąc ci przesiadujący na sektorach 'młynowych' nie będą w stanie dać takiego głosu, z jakiego Zabrze słynęło, gdy cały stadion był otwarty(można było ułatwić kibicom sprawę dopuszczając 'migrację międzysektorową', no ale cóż...). Od tej strony - tym razem będę na meczu obecny - spodziewam się rozczarowania i frustracji. Boiskowe wydarzenia mogą te emocje jeszcze pogłębić. W przeciwieństwie do wielu nie byłem zadowolony ze stylu gry Górnika w Warszawie, nawet jeśli był to jakiś postęp w stosunku do meczu z Widzewem. Nawet największymi chęciami nie zwojujemy zbyt wiele jeśli nie zaczniemy stwarzać sensownych sytuacji podbramkowym, ale i to pół biedy. Gole sprawy nie rozwiązują - cholernie mnie martwi, iż nie potrafimy utrzymać korzystnego wyniku, a przecież dwukrotnie prowadziliśmy(Śląsk, Widzew) i raz remisowaliśmy(Legia) ze wskazaniem na drugą bramkę(podopieczni Skorży ten sam błąd - kiepski pierwszy kwadrans drugiej połowy - popełnili ze Spartakiem i ich pokarało). Czystego konta też nie potrafimy zachować, rywale zaś oddają sporo(54 z czego 18 celnych wg sport.pl) strzałów na naszą, na szczęście dobrze chronioną przez Skorupskiego bramkę. I wydaje się, iż na tę chwilę każda z pozycji wymagałaby wzmocnienia i na dodatek fizycznie nie jesteśmy w pełni sił. A wygrać w sobotę trzeba., gdyż porażka wywoła sporo nerwowości w klubie i w drużynie. Co w składzie piszczy? Nadal bez Magiery i Gołębiewskiego(zadebiutuje w końcu Shriky?), wypadł także Olkowski, prawa strona będzie więc należeć do Thomika. Mimo słabych występów nie spodziewam się zmian w środku defensywy, tak jak w pozostałych formacjach. Ewentualnie znów zobaczymy Milika w środku ataku i Zahorskiego walczącego o górne piłki na lewym skrzydle. Oby daleko od pierwszej '11' trzymał się Gierczak, który dramatycznie obniżył loty i Nawałka powinien ogrywać Mączyńskiego, skoro był gracz Wisły i ŁKSu został sprowadzony na stałe. Starcie z bełchatowianami powinno dać nam odpowiedź w jakim miejscu jesteśmy. GKS to drużyna środka tabeli, ani słaba, ani gotowa włączyć się o 'pudło', personalnie także w okolicach ligowej średniej. Górnik zaś.. no własnie. Zaliczył poślizg i czeka na optymalną formę? A może utrata kluczowych piłkarzy okazała się zbyt bolesna i marzenia o wysokiej lokacie trzeba odłożyć na kilka(?) lat i skupić się na utrzymaniu? Jeśli determinacja i zaangażowanie na boisku są naszymi największymi atutami w tym momencie, to niech w końcu doprowadzą do happy-endu i zainkasowania trzech punktów. Na przekór wszystkim przeciwnościom losu. Uda się? Będę wiedział około 15:30.
wtorek, 02 sierpnia 2011
Publikując swoją wizję kadry Górnika niecałe dwie godziny przed inauguracją sezonu byłem względnie pewny stopnia zbieżności moich wyborów i trenera Nawałki. Znając zachowawczość naszego szkoleniowca postawiłem na piłkarzy sprawdzonych, ale trafić udało mi się jedynie linię obrony, co do reszty formacji, może poza bramkarzem, Adam Nawałka wprawił całe Zabrze w osłupienie. Milik od pierwszej minuty?! Olkowski na skrzydle? Pazdan w pomocy zamiast etatowego Marciniaka? Zaskakujące eksperymenty zawsze wywoływały we mnie sporo niepokoju, po co zmieniać co funkcjonowało całkiem nieźle? No i cholera, pomyliłem się jak nigdy, gdyż innowacje Nawałki zdały egzamin, natomiast to, w czym był konsekwentny, nieomal doprowadziło do katastrofy. Jednym zdaniem przedwczoraj widzieliśmy tak diametralne dwa oblicza Górnika, z których jedno nas zadowoliło, a drugie prawie zmusiło do przedwczesnego zejścia z tego świata. Śląsk przystępował do zmagań ligowych z bagażem trzech pucharowych spotkań i sporymi oczekiwaniami lokalnych kibiców. Wicemistrzostwo i pozytywna postawa w pucharach wszak zobowiązują. Jednocześnie dają przewagę – Śląsk był lepiej przygotowany kondycyjnie na start ligi niż Górnik, co mogliśmy obserwować szczególnie w ostatnich dwóch kwadransach spotkania. Dzięki tej przewadze nie byliśmy w stanie ugryźć skutecznie rywala tak jak na przykład Wisłę Kraków na Reymonta w zeszłym sezonie. Zmęczony Śląsk zaczął jednak słabo i przez pierwszą połową był cieniem ekipy walczącej z Dundee czy Lokomotivem. Górnik zaś miał okazję pokazać kilka niezłych zagrań w ofensywie oraz uzyskał budującą przewagę w środkowej strefie. Bardzo dobrze funkcjonował Pazdan przyklejony do Mili i generalnie pressing ustawiony wyżej – do tego Nawałka przyzwyczaił nas w starciach z mocniejszymi rywalami. Problem zrobił się, kiedy Górnik, bez różnicy czy faktycznie zepchnięty, czy też z polecenia trenera zabarykadował się na własnym polu karnym i tylko czekał na koniec oblężenia. Ten „głęboki pressing” miałby sens w wypadku ekip nie dysponujących napastnikami pokroju Voskampa. Wysoki i dobrze grający głową Holender nie miał problemów z Banasiem czy Danchem i zwyczajnie siał popłoch w polu szesnastki, głównie z tego powodu, iż pozwalaliśmy rywalom na ciągle dośrodkowania i oddanie aż 29 strzałów. Przypomina to trochę błąd Manchesteru City w meczu z Evertonem na Goddison – wtedy obrona City cofnęła się za mocno i drugi gol dla gospodarzy padł właśnie po dośrodkowaniu z bocznej strefy boiska. Trafienie Voskampa było bardzo podobne. Szkoda, że Nawałka nie podszedł do sprawy odważniej, np. ze zmianą dwóch pomocników i ciągłym nękaniem przeciwnika zdecydowanie wyżej. Rozumiem, że chcieliśmy grać z kontry i liczyliśmy na drugą bramkę, ale ostatecznie otarliśmy się o porażkę. Jeśli to była jedynie kwestia kondycyjna, to problem w trakcie rozgrywek powinien rozwiązać się sam. Jeśli nie i Adam Nawałka będzie nakazywał taką organizację defensywy, to znów czekają nas szalone końcowe minuty z ciągłym stanem przedzawałowym. Jak to zwykle bywa wynik zależał od jednego, kulminacyjnego momentu – sytuacja Olkowskiego z drugiej połowy. Gdyby podniósł piłkę o kilkadziesiąt centymetrów najpewniej wyjechalibyśmy z Wrocławia z trzema punktami. I tak zamiast genialnego debiutu młody piłkarz Gwarka/GieKSy zaliczył dobry, szczególnie w pierwszej połowie, kiedy strzelił na spółkę z Banasiem bramkę, aktywnie współpracował z Bembenem i kilka razy wypracował sobie sytuację do dośrodkowań. Nie rozumiem za to, dlaczego Adam Nawałka nie zareagował na prośbę zawodnika i nie zmienił go za Marciniaka wcześniej. Co do Arkadiusza Milika, to myślę, iż z oceną jego występów należy się jeszcze wstrzymać. Fajnie, że zaliczył asystę, świetnie, że tak pracuje na treningach, iż przekonuje do siebie trenera. Ale ma 17 lat i nie musi z miejsca być królem polskich boisk. Dlatego z nadmiernymi pochwałami(bądź naganami) lepiej dać sobie spokój w tej chwili. Górnik zresztą ofensywnie nie prezentował się wyśmienicie, brakowało kogoś za napastnikiem do lepszego rozprowadzania ataków(Gierczakowi mecz zupełnie nie wyszedł). Na skrzydłach dawaliśmy radę, solidnie pracowali Zahorski z Magierą oraz wymieniona wyżej para na prawej stronie, natomiast w środku pola wyglądało to znacznie gorzej. Milika zastąpił Gołębiewski, ale nie mogę powiedzieć, aby wypożyczony z Polonii Warszawa napastnik wzbudził we mnie jakieś większe odczucia czy refleksje. Ot, biegał, kiedy trzeba było, czasami dziwnie przyjmował piłkę, na stojąco, bez ruchu i to mnie zaskoczyło. Poza tym – jako że Górnik w ofensywie prawie nie istniał w drugiej połowie ocena za występ nie jest jakaś specjalnie decydująca. Ciekawe, czy umowa wypożyczenia istotnie zawiera warunek rozegrania 60%(czyli 10) spotkań w rundzie jesiennej… Kiepskie rozliczenie w zamian za Jeża i Sikorskiego, panie prezesie. I last but no least debiutant - Łukasz Skorupski. W zasadzie uratował Górnikowi jeden punkt i chwała mu za to. Bronił zadziwiająco pewnie, widać przetarcie w Radzionkowie dało naprawdę sporo, teraz Górnik może zbierać owoce tej współpracy. Lecz znów nie ma co przesadzać – Skorupski w Ekstraklasie zagrał dopiero swój pierwszy mecz. Zobaczymy ile z świetnego debiutu zostanie na koniec rundy chociażby. Nie taki sezon straszny, jakim go widzieliśmy parę tygodni po zakończeniu poprzedniego chciałoby się rzec. Górnik Zabrze pokazał potencjał, którego przeznaczeniem raczej nie jest walka o utrzymanie. Ambicji na pewno piłkarzom Adama Nawałki nie brakuje, oby tylko częściej korzystali z oblicza numer jeden zamiast z drugiego. Następna okazja – inauguracja przed własną publicznością z Widzewem Łódź. Do boju Górnicy!
niedziela, 31 lipca 2011
Inauguracja nowego sezonu tuż tuż. Przed Adamem Nawałką stoi zadanie podobnego kalibru do tego sprzed półtora roku, kiedy obejmował drużynę po Ryszardzie Komornickim. Wtedy z Górnika oglądającego plecy Sandecji, Pogoni czy ŁKSu w 365 dni zrobił zespół środka tabeli Ekstraklasy, bijąc po drodze cztery z pięciu czołowych drużyn poprzedniego sezonu. Nie obyło się bez żenujących wpadek w postaci pogromów, ale ogólny rezultat byl naprawdę dobry. W 2011 zabrzanie wypadli jeszcze lepiej, dzięki niesamowitemu wpływowi Jeża i Sikorskiego otarli się o europejskie puchary. Teraz rzeczywistość jest diametralna inna. Obu świetnych piłkarzy, a także Bonina, na R81 zobaczymy co najwyżej w barwach Polonii Warszawa. Ofensywa w zasadzie przestała istnieć, sporo zmian zaszło również w bramce - jakkolwiek oceniać Adama Nawałkę, stanął on przed trudnym zadaniem, gdyż oczekiwania względem Górnika są dość wysokie. Nie chcemy szalonej walki o utrzymanie, nie wyobrażamy sobie, aby ten zespół, który grał przecież przez jedną rundę bez Jeża i z niedocenianym Sikorskim, miał nagle zapomnieć, jak kopnąć piłkę albo ją odebrać. Jakie więc mamy perspektywy? Poniżej krótki opis sytuacji na poszczególnych pozycjach - kogo Nawałka ma do dyspozycji i jaką, moim zdaniem, wybierze '11' na Śląsk Wrocław. Ustawienie wyjściowe 4-2-3-1, a więc bez zmian w stosunku do minionej kampanii. Bramkarz. Pierwsza pozycja i pierwsza rewolucja – po tym jak klub zrezygnował z Nowaka i Stachowiaka(wciąż szuka klubu) do akcji wkroczyło trzech golkiperów: Peškovič, Sławik i Skorupski. Adam Nawałka w wypadku obsady bramki powinien decyzję podjąć jak najszybciej i nie zwlekać do pierwszej kolejki z ustanowieniem nowego numeru jeden. Jednak coś mi mówi, że będziemy świadkami ostrej rywalizacji przez całą jesień. Moim małym faworytem jest Skorupski, który zbierał niezłe recenzje w Radzionkowie. Lewy obrońca. Mariusz Magiera i wszystko jasne. Jeśli ominą go kontuzje pewnie znów trzaśnie pełną „30” spotkań w Ekstraklasie. Środkowi obrońcy. Dwa miejsca na inaugurację powinni wypełnić Banaś(ponownie kapitan zespołu) i Danch wobec skreślenia Jopa i generalnie niewielkiej rywalizacji. Gabriel Nowak wypadł na pół roku, Szymura raczej zbyt wielu szans nie dostanie, a Pazdan znając życie będzie typową zapchajdziurą i na środku defensywy wystąpi tylko w ostateczności. W odwodzie jest również Olkowski, także w razie kontuzji nie powinno być problemu z sensownymi dublerami. Prawy obrońca. Michael Bemben mimo swoich lat wydaje się być głównym kandydatem na prawego obrońcę. Grywający na tej pozycji w sparingach Michał Płonka pewnie zadebiutuje w Ekstraklasie, ale i tak będzie raczej trzecim po Pazdanie do występów, cudów więc się nie spodziewam i cała linia obrony będzie wyglądać identycznie w porównaniu z końcówką zeszłego sezonu. Defensywni pomocnicy. O sile destrukcji środka pola będzie decydować żelazna trójka z poprzedniego sezonu - Kwiek, Przybylski, Marciniak, wsparta od czasu do czasu Pazdanem. Poza tym brak wzmocnień Lewy skrzydłowy. Bez większych zmian. 30 spotkań Ekstraklasy powinni rozdzielić pomiędzy siebie Wodecki i Gaszparik. Prawy skrzydłowy. Największe szanse na występy w pierwszych spotkaniach sezonu dawałbym nowopozyskanemu Paulowi Thomikowi. Na prawym skrzydle może również występować Zahorski, znając zachowawczość Adama Nawałki nie zdziwi mnie obecność Tomka w ‘11’ na Śląsk Wrocław, stawiam jednak na dobry rok Thomika. Mam nadzieję, że w tym sezonie trener odpuści sobie wynalazki pokroju Przybylski czy Marciniak na którymkolwiek ze skrzydeł. Ofensywny pomocnik. Najtwardszy orzech do zgryzienia - rekompensata braku Roberta Jeża. Może rozpoczniemy sezon z Gierczakiem tak jak rok temu? Za napastnikiem może również grać pozyskany(?) Krzysztof Mączyński, który ma za sobą dobry sezon w ŁKSie. No i zawsze zostaje Kwiek, który może grać w spotkaniach wymagających agresywnego odbioru w środkowej strefie. Środkowy napastnik. Lukę po Sikorskim wypełnić może kilku piłkarzy. Przede wszystkim wypożyczony Gołębiewski, być może Zahorski, bądź kolejny transfer – Idan Shriki. Coś mi jednak mówi, że furorę zrobi młody Arkadiusz Milik. Nawałka bez powodu nie wystawiałby go w sparingach przeciwko trudniejszym rywalom. Naturalnie więcej jak 10 występów nie zaliczy, ale kto wie – dobrze pokierowany może przynieść Górnikowi wiele radości. Jesli nowy napastnik będzie walczył podobnie jak Sikorski i będzie dysponował porównywalną skutecznością, to o konto bramkowe Górnika nie będziemy się martwić. Nie uwzględniłem dwóch rekonwalescentów - Bębenka i Jonczyka, obaj mogą zasilić formacje ofensywne, ale moim zdaniem są dalecy choćby od meczowej '18', niemniej mam nadzieję, że Adam Nawałka z nich nie zrezygnuje. Zwłaszcza z Jonczyka, którego potencjał mogliśmy zobaczyć na jesieni zeszłego sezonu. Pozostaje jeszcze kwestia młodych piłkarzy: Króla, Sobczaka, Wolniewicza, Płonki, Mateusza Mączyńskiego i Kurzawy. Pytanie ilu z nich zadebiutuje/znów wystąpi w Ekstraklasie? Na odpowiedź Adam Nawałka ma cały sezon, do którego przystępujemy zarówno z nadziejami, jak i z obawami. Mój skład Górnika na mecz ze Śląskiem Wrocław: Pesković - Bemben, Danch, Banaś, Magiera - Marciniak, Przybylski, Thomik, Gaszparik, Kwiek - Gołębiewski.
środa, 01 czerwca 2011
Udany dla Górnika Zabrze sezon 2010/2011 dobiegł końca. W większości swoich wpisów w ramach minionej kampanii skupiałem się głównie na wydarzeniach boiskowych, nieco po macoszemu traktując równie ważne i warte uwagi dokonania kibicowskie. Ultrasom, nie tylko tym z Górnika, należą się wielkie "dzięki" za poświęcony czas i środki na oprawy, które bez wątpienia czynią polskie stadiony ciekawszymi, a nawet wyjątkowymi w skali europejskiej. Poniżej lista sześciu(kolejność raczej przypadkowa i nie przywiązuję do niej wagi) moim zdaniem najlepszych opraw stworzonych przez zabrzańskich Ultrasów. Nie musicie kochać Górnika, aby z przyjemnością popatrzeć i stwierdzić, że scena ma się dobrze. Pytanie do decydentów pozostaje zaś bez zmian: czy chcą, aby trybuny był czarne, puste i smutne, czy jednak dojdzie do konstruktywnego kompromisu i wszyscy będziemy cieszyć nasze oczy tak wspaniałymi widokami. 1. Torcida will never die Piękna oprawa, którą ujrzałem dopiero dzięki zdjęciom i materiałom wideo. Mecz reklamowany jako pożegnanie z obecnym stadionem wypadł okazale: Górnik wygrał(2:1), a Ultrasi stworzyli świetną oprawę - konfetti i podświetlone ogromne płótno wyglądają niesamowicie! (oglądać od 2. minuty)
2. Teatr jednego aktora Czyli oprawa z tak zwanym przesłaniem i pstryczkiem w nos nieobecnych. Górnik Zabrze 1 Ruch Chorzów 0. A kto z nami nie zaśpiewa, ten z Chorzowa lub z Widzewa!
3. Nas też wypróbuj! Obraz wyraża więcej, niż tysiąć słów. Nie przypominam sobie, kiedy ostatni raz kibice Górnika stworzyli coś przeciw selekcjonerowi. Szydera pierwsza klasa. No i fajne nawiązanie do poprzedniej oprawy, o której poniżej.
Wbrew plotkom krążącym po Internecie, Biedronka nie zapłaciła Torcidzie za tą oprawę ;-)
"Ludzie humoru" w prawym dolnym rogu - perełka ;-)
4. 'Zabójczy' trójkolorowy dym Podobno ultrasowski "hit", jakkolwiek mi ten dym w pięć sekund odebrał oddech i wzrok ;-) efekt jednak całkiem całkiem, zawiodła chyba tylko sychronizacja. Wejście flag bardzo fajne. Od 11 minuty.
5. Górnicy w Budapeszcie Czyli prawa z zagranicznej delegacji kibiców Górnika i to jaka! Żabole pojechali do stolicy Węgier w sile około 1000 osób i nie przepuścili sposobności, aby pokazać się światu przy okazji uczczenia pamięci Ferenca Suszy. Tutaj znajdziecie całą galerię z tego wyjazdu.
6. Górnik & Gieksa Nagroda za wytrwałość. Piłkarze i trener Górnika poddali się Ruchowi, ale kibiców to nie przeraziło i pokazali co potrafią. Fanatyków Ruchu na pewno ucieszył transparent z GKSem Katowice :) Wszystkie materiały pochodzą z mutlimedialnej strony zabrzańskiej Torcidy
wtorek, 24 maja 2011
I jak tu nie wierzyć w motywującą moc kłopotów finansowych? Górnik na skraju bankructwa przez lata bronił się przed spadkiem. Kiedy zapaliła się czerwona lampka i klub z hukiem wylądował na dnie tabeli, Allianz uruchomił spore środki i zatrudnił drogiego trenera z marką tylko po to, aby Górnik ekstraklasę jednak opuścił. A teraz, kiedy ważą się losy licencji na przyszły sezon, a w prasie dominuje temat finansowych kłopotów zabrzan, gramy nieomal jak z nut: pomimo szóstej lokaty wciąż zachowujemy realną szansę na eliminacje Ligi Europy. I mamy w składzie Roberta Jeża oraz Daniela Sikorskiego, piłkarzy wykraczających poziomem poza ciasne polskie podwórko. A to wszystko przyprawione poważnym kryzysem na linii rząd-kibice/kibole/jak_zwał_tak_zwał. Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jednocześnie jest tak niebezpiecznie?
Łatwo o Ligę Europy nie będzie(świetnie szanse wyliczył zespół 90minut.pl), podobnie jak o licencję. Górnikowi pozostały do rozegrania dwa mecze: z Koroną i Widzewem, a więc z zespołami, które rywalizują o pietruszkę. Nie mamy więc szans bezpośredniego wydarcia któremuś rywalowi pucharów - musimy liczyć na ich potknięcia. Jesteśmy o tyle w nieciekawej sytuacji, iż przy ewentualnej równej zdobyczy punktowej z kimkolwiek, zajmiemy niższe miejsce z powodu kiepskich wyników w bezpośrednich starciach. Z Jagiellonią nie zdobyliśmy ni punktu, ni bramki, z Legią i Lechią po punkcie, a ze Śląskiem zanotowaliśmy zwycięstwo i porażkę(gorszy bilans bramek 3:5). Czyli w decydującym sprincie potrzebujemy zdobyć komplet. Najlepiej prezentując więcej z tego, co graliśmy przeciwko Śląskowi w piątek, a mniej ze zwycięstwa w Bytomiu. Finansowe kłopoty w Zabrzu to wielki test dla nowego prezesa i samego Miasta. Tomasz Młynarczyk ciągle powtarza, iż medialne długi Górnika nie mają za wiele wspólnego z rzeczywistością(Komisja zresztą bierze pod uwagę stan na 31 grudnia 2010), a stadionowe niedociągnięcia(brzmi to trochę jak żart, ale cóż, takie wymagania) "można poprawić". Niepokoi mnie spokój, jakim zdaje się emanować Młynarczyk - działania Komisji bywają nieobliczalne(vel ławki i czarny płot rozpaczy na Oporowskiej czy punkt medyczny w Zabrzu, na który wcześniej nikt nie zwracał uwagi) i trudno bez obaw oczekiwać na ostateczny werdykt KO. Karna degradacja po tak świetnym sezonie oznaczałaby kompletne rozwalenie obecnej drużyny i w ogóle zachwianie pozycji Górnika w polskiej piłce. Nie wyobrażam sobie znów gościć w Zabrzu ekipy ze Stróż, Niecieczy, Ząbek czy innych podobnych potęg piłkarskich(bez urazy). Skandowane po awansie "nigdy więcej pierwszej ligi" adresowaliśmy do wszystkich, nie tylko do piłkarzy... Nawet jeśli uda się zdobyć licencję, to wcale nie oznacza, iż Górnik będzie w stanie - nawet z europejskimi pucharami na horyzoncie - utrzymać obecny poziom. Doświadczenia z przeszłości są klarowne: kiedy zainteresowanie naszymi piłkarzami przeradza się w bardzo konkretne oferty, to trzeba sprzedawać. Nie robiliśmy tego w latach poprzednich, jak się skończyło - pamiętamy aż za dobrze. Obawiam się, że w lecie nie uda się zatrzymać Jeża i/lub Sikorskiego. Jednorazowa przygoda w LE jest niczym wobec stabilnych wpływów na konto, nowoczesnego stadionu i gwarancji corocznej walki o wysokie cele, a tych atutów Górnikowi po prostu brakuje. Adam Nawałka może straszyć odejściem(postawa zresztą bardzo wskazana!), jednak gdy przyjdzie do rachunku ekonomicznego - nie będzie zmiłuj. Jeśli do tego dodać ewentualne fiasko rozmów z Boninem i Magierą, to teoretycznie możemy stracić przed nowym sezonem czterech podstawowych zawodników, z czego dwóch będzie niezwykle trudno zastąpić. A roztropna polityka transferowa będzie potrzebna jak nigdy dotąd. Interesujące, jak sobie dadzą radę z ograniczonymi środkami prezes Młynarczyk i Andrzej Orzeszek. Mazur z Wałdochem podnieśli poprzeczkę bardzo wysoko... Jeszcze tylko słowo o proteście na stadionach - kiedy pierwszy raz usłyszałem, iż na Rooosevelta kibice mają przyjść w czerni i wstrzymać się z dopingiem, oburzyłem się. No jak to, w ramach jakiegoś tam protestu pozbawia się stadion najsilniejszego magnesu?! Atmosfera meczów KSG jest przecież niesamowita i dzięki niej chce się być częścią widowiska, tym bardziej kiedy drużyna nie prezentuje gry najwyższych lotów. Ale zastanowiłem się nieco, wysłuchałem argumentów strajkujących i zmieniłem zdanie. Jakkolwiek staram się od tej co raz głupszej pseudodebaty trzymać na dystans, to mam nadzieję, że kontrast pomiędzy grobową ciszą a gorącym dopingiem na R81 i innych obiektach został dostrzeżony przez decydentów. Naprawdę panowie, takiej Ekstraklasy nie chcecie mieć. Ja też nie. Jutro w Kielcach biało-niebiesko-czerwoni zagrają z beznadziejną na wiosnę Koroną. Walczmy o puchary, walczmy o jak najlepsze miejsce w lidze, walczmy o Górnika Zabrze, bo to drużyna nasza jest.
poniedziałek, 02 maja 2011
Pierwszy kwadrans wprawił wszystkich w osłupienie - Górnicy bez przesadnego respektu dla rywala ruszyli z wysokim pressingiem i z marszu stworzyli sobie kilka ciekawych sytuacji. A to pudłował Wodecki, a to Jeż podał nie w tempo do wychodzącego na czystą pozycję Sikorskiego. Działo się. I choć Wisła momentami przejmowała inicjatywę i była bliska otwarcia wyniku meczu(szanse Kirma i Meliksona), to Górnik prowadził po 25 minutach za sprawą dośrodkowania Bembena, błędów Wiślaków i strzału Gaszparika. Chwilę później podopieczni Nawałki dostali kolejny prezent - Cikosza zmienił Branco. I od razu koncert 'małej gry' dało nasze lewe skrzydło, bez kłopotów robiąc na szaro Kameruńczyka, jednego z najsłabszych w składzie Wisły. Najbardziej po objęciu prowadzenia obawiałem się posunięć taktycznych trenera Nawałki. Zbyt dobrze pamiętałem mecz z Legią, aby serce drżało za każdym razem, kiedy zabrzanie zbyt mocno cofali się do defensywy. Ale piłkarze umiejętnie balansowali pomiędzy wciąganiem rywali na własną połowę, a zaskakującymi, błyskawicznymi podejściami pod bramkarza i obrońców gospodarzy. Klasyczny(i skuteczny!) boiskowy szach – drużyna, która zdobyła gola jako pierwsza, dyktuje warunki spotkania. Wisła chce zremisować, więc musi angażować w ataki kilku piłkarzy więcej, a Górnik tylko czyhał na okazje do kontr. W sumie wyprowadziliśmy ich przynajmniej kilka, z czego dwie(szanse Sikorskiego i Wodeckiego) powinny się zakończyć podwyższeniem prowadzenia. Znów zapaliła się lampka awaryjna, czy aby niewykorzystane sytuacje się nie zemszczą. Wiślacy jednak musieli zacząć trafiać w bramkę(aż 11 niecelnych strzałów w drugich 45 minutach), najbliżej był Siwakow, ale z paru metrów nie zdołał wcisnąć piłki głową i animusz drużyny Maaskanta zaczął powoli topnieć. Zaś biało-niebiesko-czerwoni nie mieli problemów z wchodzeń w pole karne rywali – świetnie z dystansu strzelał Nowak, kilka minut później jego akcja zrobiła mnóstwo zamieszanie, ale gol nie padł. Potrzeba było kolejnej asysty Jeża Gaszparika(mój błąd, zasugerowałem się komentarzem) i piątego gola Sikorskiego, aby przypieczętować zasłużone trzy punkty. Wisła bez napastnika(Żurawski mimo kilku prób zupełnie niewidoczny) i z dość samolubnie i nerwowo grającą pomocą(Melikson, Małecki i Kirm) poniosła bolesną, ale edukacyjnie wartościową porażkę. I to jeszcze z rąk zespołu swojego trenera! Przy tak otwartym spotkaniu wiele ze swego talentu pokazał Robert Jeż. Jak mówił Łukasz Mazur, to unikatowy piłkarz w naszej lidze – na boisku widzi naprawdę sporo, potrafi zagrać prostopadłą piłkę europejskiego formatu. Co istotne – poziom jego zagrań determinuje w równym stopniu inteligencja partnerów. Jeśli nie ma gry bez piłki, nikt nie wychodzi na pozycję, to o kant kuli można roztrzaskać Jeża i jego podania. Z tego miejsca wielkie brawa dla byłego prezesa, iż udało mu się dogadać z Żyliną jeszcze w tym sezonie. Bez Jeża Górnik straciłby mnóstwo opcji ofensywnych. Osobny akapit dla Daniela Sikorskiego. Słabsze występy z Jagiellonią czy Lechią ukuły w mojej głowie myśl, iż w Krakowie Daniel musi potwierdzić swoje umiejętności, bo inaczej jego akcje zaczną w Zabrzu spadać. No, odpowiedź godna szacunku – nie odpuścił Chavezowi ani przez sekundę. Nie poddawał się, gdy Honduranin raz po raz spychał go z pola karnego, albo wygrywał pojedynki główkowe/biegowe. Twarda, męska gra opłaciła się, Chavez w końcu błąd popełnił, a my mamy dzięki temu nowego najlepszego strzelca w drużynie. Teraz tylko się nie podpalać i nie cieszyć za mocno(trochę irytuje, iż po każdym golu Daniel zgłasza akces do reprezentacji), a bramkowe konto najlepiej podwoić :) I jeszcze kilka słów o naszym szkoleniowcu. Mam nadzieję, iż ten mecz zamknął usta wszystkim krytykom – Adam Nawałka nie jest trenerem ani wybitnym(taktyka na Wisłę wyszła mu znakomicie), ani bardzo złym(„defensywne” ustawienie na Jagę, czy indolencja na Cichej), do Górnika Zabrze pasuje jednak idealnie. Awansował z zespołem do Ekstraklasy(niewielu z nas po jesieni w to wierzyło, czyż nie?), a teraz nie bronimy się rozpaczliwie przed spadkiem, ba, zachowujemy szansę na europejskie puchary. Ma swoje zasługi, popełniał także błędy, nie zmienia to jednak faktu, iż głosy o jego zwolnieniu powinny ucichnąć na dobre. A o co gra teraz Górnik? Odpowiedź jest prosta: o jak najwyższą pozycję w lidze. O innych celach porozmawiamy gdy przyjdzie czas finałowych kolejek sezonu 2010/2011. |
Zakładki:
Czytam, komentuję..
Angamoss![]() Błękitna strona miasta | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||