Wpisy z tagiem: Mark Hughes

środa, 02 marca 2011

Nie, to nie jest wpis o ligowcach znad Wisły, którzy znani są z tego jakże idiotycznego stwierdzenia, iż przed sezonem są bez formy, a w trakcie sezonu wręcz automatycznie się męczą, jak za magicznym dotknięciem czarodziejskiej piłki.

Fulham FC

Znużenie to stan, jaki obecnie przeżywam oglądając Manchesteru City. Spotkanie z Fulham miało być kolejnym z serii zaplanowanych zwycięstw, a okazało się wstydliwą porażką. Co z tego, że remis? Jak inaczej pisać o drużynie, która korzystnie prezentowała się przez jakiś kwadrans i to po wejściu Patricka Vieiry, nota bene jednego z najsłabszych zawodników w kadrze The Citizens? Roberto Mancini chyba nie zorientował się, że jego piłkarze zwyczajnie nie chcieli wygrać tego spotkania, a remis satysfakcjonował ich jakby to było pucharowe starcie na wyjeździe. Nie ma Silvy, de Jonga i Kompany'ego, ale to nie znaczy, że kontuzjami czołowych zawodników można bronić tak kiepskiego występu. Chyba pierwszy raz w tym sezonie odpuściłem sobie końcówkę drugiej połowy i rzekomą pogoń za zwycięstwem. A oglądając powtórkę, doszedłem do smutnego wniosku, iż dobrze zrobiłem.

Publika zresztą też nie zachwyciła, praktycznie rozminęła się z widowiskiem, mało hałasu i zagrzewania do boju w połączeniu z apatyczną postawą Błękitnych dało przygnębiający obraz na Eastlands. I cholera, historia musi się powtarzać. Wygrana na Craven Cottage i remis na CoMS to znana śpiewka z zeszłego sezonu. W obecnym, amplituda między genialnym 4:1 na wyjeździe a niedzielnym remisem, jest jeszcze większa i bardziej frustrująca. Lista występów pod znakiem przecież to było do wygrania/zremisowania się niebezpiecznie wydłuża. Będzie czego żałować, jeśli Liga Mistrzów wymknie się nam z rąk. A razem z nią poleci Roberto Mancini.

Gol vs Fulham

(Jamie McDonald/Getty Images Europe)

I co tu o taktyce rozmawiać, skoro wszyscy jej wykonawcy zawiedli? 4-3-3 ze słabymi tego dnia bocznymi obrońcami, tracącym formę Yayą Toure, bezbarwnym jak zawsze Barrym, Tevezem, który jeśli nie strzeli, to The Citizens nie potrafią wygrać...? Czego by Włoch nie wyczarował, to bez zaangażowanych piłkarzy nie da się przekuć w korzystny wynik. A tabela nie kłamie:

W sześciu ostatnich kolejkach EPL zdobyliśmy zaledwie osiem punktów - tyle samo co West Ham United i Birmignham City, a mniej niż pierwsza piątka ligi plus Liverpool. Po wczorajszym zwycięstwie Chelsea nad The Rags ciaśniej zrobiło się na miejscach od trzeciego do piątego. Drobna przewaga nad CFC i Tottenhamem prysła - jeśli te drużyny wygrają swoje zalegle mecze, to Spurs zrównają się punktami z City,  a Chelsea nas wyprzedzi o jeden punkt. Co i podwyższa i tak nieźle podbitą temperaturę starcia obu zespołów na Stamford Bridge 20 marca.

A za godzinę zmierzymy się na CoMS z Aston Villą, po raz trzeci w tym sezonie. Kilka godzin temu obejrzałem powtorkę Everton - Reading i muszę przyznać, że goście pokazali fajny, twardy angielski futbol i mogli wygrać więcej, niż tylko 0:1. Jeśli uda się nam objechać The Villans, to droga do półfinału będzie wcale nie taka prosta. Czas uciekać przed TV. Mimo mojego zmęczenia tym sezonem: C'mon City!

PS Wszystkim kibicom United dziękuję za serdeczne życzniea z okazji 35. rocznicy ;-) to fantastyczne, że jesteści tacy świetny z naszej historii, z której ani przez moment nie zamieniłbym na waszą.

niedziela, 21 listopada 2010

Angielska Premier League nie przestaje zadziwiać. Zakończone kilka godzin temu spotkania fachowców wprawiają w osłupienie, aż długopisy same lecą z rąk, a klawiatury odmawiają posłuszeństwa. Chelsea, po pierwszych kolejkach murowany mistrz, przegrywa drugi mecz z rzędu, nic to jednak wobec zwycięstwa Tottenhamu na Emirates; kibice Kanonierów jeszcze długo się z tej klęski nie otrząsną, to samo fani kogutów. Obie grupy poza niechęcią połączyło jeszcze jedno: nikt nie wie, jak z 2:0 po 45 minutach zrobiło się 2:3 po 90. Jedni nie wierzą w swoje szczęście, drudzy kaca po sobocie będą wspominać jeszcze bardzo długo.

Fulham FCLigowa rzeczywistość po raz kolejny wywróciła do góry nogami wszelkie przewidywania i spekulacje i to do tego stopnia, że zapowiedź meczu City z Fulham nabiera charakteru czystej zabawy, niczym losowanie totolotka(aczkolwiek z wielu względów remis wydaje się przeznaczeniem tego spotkania). Wizyta The Citizens na Craven Cottage mimo tego nie traci ani uncji ze swojego smaczku, wszak będzie to pierwsze spotkanie Marka Hughesa z byłym klubem; doskonale pamiętamy kontrowersyjne okoliczności wyrzucenia Walijczyka z Eastlands, które choć faktycznie nie było przeprowadzone uczciwe, to w mojej ocenie i perspektywie długofalowej było krokiem słusznym.

Hughes nie pozostał klubowi dłużny i przy okazji nadchodzącego meczu odpalił już krytykę pod adresem City:

They made the change with the view that they wanted to accelerate the process of getting success. That doesn't seem to have happened. I know what I left behind, that the club and the group of players I had there was good enough to hit the targets I was given. I knew they had to spend significantly more money [last] summer – that opportunity was going to be given to myself. It wasn't. If I had still been there I would have been there two and a half years so that I think would have helped.

Mancini niespecjalnie się tym przejął, choć w tym sezonie porównań jego dorobku z poprzednikiem uniknąć się już nie da. Istnieje oczywiście cały szereg zastrzeżeń, które należałoby poczynić, aby ocena obu menadżerów była względnie sprawiedliwa: Hughes był zatrudniony przez Shinawatrę jeszcze, Mancini to już "autorski" pomysł ekipy z Abu Dhabi. Także siła zespołów z początku sezonów 08/09, 09/10 i 10/11 różnią się diametralnie, a mimo to dorobek punktowy te dwa ostatnie mają zbliżony do siebie. Z drugiej strony Hughes w lecie 2009 roku nie miał problemów z wielkim turniejem, wykluczającym siłą rzeczy niektórych zawodników z okresu przygotowawczego. Drużyna Manciniego ponadto bije rekordy pod względem powołań do reprezentacji, przy okazji walczy na ważnym froncie Ligi Europy. Hughes natomiast zaliczył(08/09) niezły występ jeszcze w Pucharze UEFA, ale okupił to beznadziejną formą wyjazdową i blamażami w krajowych pucharach, dopiero poważnie wzmocnienia przed zeszłym sezonem pozwoliły na świetny start, lecz znów - seria fatalnych remisów i klęska na White Hart Lane doprowadziły do jego zwolnienia.

Marku Hughes

Najważniejszym improvments o których mówi Mancini to gra defensywna. Przy bramkarzu tej samej klasy tracimy pod Roberto zdecydowanie mniej goli, może i mecze są przez to nudniejsze, ale stabilność w tyłach da się zauważyć, mimo iż w zasadzie grają ci sami obrońcy, co za Walijczyka. W ataku jest już nieco inaczej - wciąż nie możemy uchwycić formy z drugiej połowy zeszłego sezonu, kiedy wiele spotkań wygrywaliśmy zdecydowanie, typu 5:1 z Birmingham, 6:1 z Burnley czy podobne 3:1 z Aston Villą i 4:1 z Rovers. Oczywiście daleki jestem twierdzenia, że obecna forma pod Mancinim jest fenomenalna i nie mam do niej zastrzeżeń, co to, to nie. Ale kolejnych spekulacji na temat jego przyszłości nie zdzierżę - co by się nie działo dziś, posada Roberto musi być bezpieczna, bo kolejna zmiana w środku sezonu będzie totalnym nieporozumieniem. Zresztą, kogo zatrudnić na miejsce Włocha? Mam w głowie kilka nazwisk, ale są one obecnie niedostępne dla nas z wielu przyczyn. Stabilności nam potrzeba, Błękitni. Stabilności!

Paradoksalnie, Hughes osiągając dzisiaj swój ulubiony remis, może po części przyczynić się do zwolnienia Manciniego. A jeszcze niecały rok temu, ta sama seria zdyskredytowała jego wysokie miejsce w tabeli EPL. Jakaż ta piłka jest przewrotna…

Dziś gramy bez Richards, Lescotta i Adebayora, ale większość zawodników jest gotowa do gry, również dzięki łaskawym wyborom trenerów reprezentacji, którzy oszczędzali naszych piłkarzy. Wymówek jednak nie szukam – Mancini w swojej pierwszej wizycie na Craven Cottage wygrał 2:1 i chciałbym, aby za kilka godzin ten wynik się powtórzyć. C’mon City!

PS Obie części mojego podsumowanie okresu Hughesa w City możecie przeczytać tutaj: cz. I, cz. II

czwartek, 07 stycznia 2010
Tym razem biorę pod lupę transfery, które dokonały się za Marka Hughesa. Celowo nie piszę "których dokonał Hughes", gdyż nie byłoby to do końca sprawiedliwe. Poza tym, z drobnymi wyjątkami, muszę odseparować ruchy transferowe od ich ekonomiki, z powodów chyba jasnych i zrozumiałych dla każdego. No to jedziemy z tym przeglądem, bo nagromadziło się materiału, że hej.
wtorek, 05 stycznia 2010
Półtora roku, siedemdziesiąt siedem oficjalnych spotkań, 36 zwycięstw, zaledwie 15 remisów(w tym aż 8 w sezonie 09/10), 26 porażek, co daje 46,75% wygranych spotkań. 119 zdobytych goli, 101 straconych(bilans +18). Tyle o Marku Lesliem Hughesie mówią statystyki. Ale jak wiemy, są kłamstwa, większe kłamstwa i na końcu statystyka właśnie. Czas podsumować dokonania Walijczyka w City.
sobota, 05 grudnia 2009
mcfcchelsEmocje przed spotkaniem z Chelsea były wręcz zagwarantowane, ale chyba nikt się nie spodziewał, że będzie ich mnóstwo i to nie tylko z powodu, iż sędziował umiłowany Howard Webb. Manchesterowi City udało się przerwać brzydką passę siedmiu remisów z rzędu i pokonał na własnym boisku faworyzowany team Ancelottiego 2:1(1:1).
poniedziałek, 30 listopada 2009
O siódmym remisie z rzędu Manchesteru City trąbi cały piłkarski światek. Co milsi sympatycy podśmiewają się i cieszą, że klub, w którego wpompowano tyle petrodolarów, nie jest gigantem w sportowym aspekcie i nadal widzi ogon czerwonych United, Chelsea czy Arsenalu. Czy to nie jest najwyższy czas, aby zadać sobie pytanie, ile w tym winy piłkarzy, a ile - trenera?
poniedziałek, 02 listopada 2009
mcfcWczoraj Manchester City zremisował 0:0 z Birmingham City. To już czwarty mecz zakończony podziałem punktów. Czyżby City jednak nie miało się przebić do pierwszej szóstki Premier League? Po ostatnim wpisie na temat Górnika chyba popadam w jakiś pesymistyczny nastrój...