Wpisy z tagiem: David Silva
poniedziałek, 07 listopada 2011
Osiem spotkań. Osiem zwycięstw, trzydzieści strzelonych goli, osiem straconych. Pięć punktów przewagi w lidze nad drugim miejscem i najlepszy start w historii Premiership(tj. po 10 kolejkach). Siedem punktów w grupie Ligi Mistrzów i realna szansa na przebicie się do fazy pucharowej. Awans do ćwierćfinału Carling Cup. Na Eastlands robi się niesamowicie z tygodnia na tydzień. Spójrzcie chociażby na październik. Perfekcyjny październik. Manchesterowi City wychodzi absolutnie wszystko. Zwycięska bramka w ostatniej minucie i uratowanie Champions League? Ależ proszę. Pokonanie zaparkowanych autobusów? Upokorzenie United na Old Trafford w przeddzień 25. rocznicy panowania Fergusona? Żaden problem. Postęp, jaki uczyniła drużyna Manciniego, zarówno na boisku, jak i poza nim, naprawdę imponuje. I zamyka usta każdemu, kto życzył projektowi City upadku. Niesforny Balotelli? Strzela gole jak na zawołanie, bez różnicy czy rywal klasowy, czy prowincjonalny. Adam Johnson skonfliktowany z Roberto? Nie dość, że jego skuteczność z gry wzrasta na przekór niektórym decyzjom Włocha, to na dodatek skrzydłowy City przedłużył w niedzielę kontrakt, co z pewnością jest dowodem na jego chęć odejścia z Etihad Stadium :) The Citizens nadmiernie polegają na Tevezie? No, tu akurat sam zainteresowany rozwiązał sytuację na korzyść klubu. Uwalniając drużynę od swojego dominującego charakteru wyświadczył jej największą przysługę. Zamiast jednego strzelca ciągnącego Błękitnych mamy trzech skutecznych snajperów wspieranych przez lepszą z roku na rok pomoc, w której wiadomo ? prym wiedzie magik David Silva, ale bez Milnera, Johnsona, Yayi Toure czy Nasriego i ich wysokiej dyspozycji nie byłoby aż tylu powodów do radości. Wszak praktycznie każdy z piłkarzy Manciniego trafił z formą - oceny za ostatnie spotkania zaczynają się od dobrych wzwyż, oczywiście poza niesklasyfikowanym Tevezem. Nieprzypadkowo fantastyczna seria trwa od porażki z Bayernem i wybrykiem Carlito. To wydarzenie zjednoczyło drużynę i ukierunkowało ją na wspólny sukces. Każda passa kiedyś się jednak skończy. Zastanawiając się nad tym obstawiłem dwa mecze, które potencjalnie mogą się skończyć dla City pierwszą porażką w lidze i wiele się nie pomyliłem. To znaczy wydawało mi się, iż wizyta na Loftus Road nie będzie spacerkiem(mając również na uwadze powrót z Hiszpanii) i rzeczywiście tak było. Szczegółowe statystyki sobotniego starcia wskazują, iż rywal Błękitnych w istocie był jednym z najtrudniejszych od początku kampanii. Przyznali to piłkarze, wynik zresztą do ostatniej minuty był sprawą otwartą, stąd zwycięstwo w Londynie cieszy podwójnie - test na prawo do wygrywania mimo gorszej dyspozycji został zaliczony. Ciąg dalszy nastąpi zaraz po przerwie reprezentacyjnej, gdyż na Eithad przyjedzie drugi niepokonany zespół Premiership - rewelacyjne Newcastle United. Sprawdzian to będzie nie lada i trochę wbrew ostatnim rezultatom pomiędzy obiema ekipami podopieczni Alana Pardew mają sporą szansę na sprawienie niespodzianki. Całe szczęście - nie zniósłbym nudnej dominacji City rodem z Katalonii czy Kastylii. Liga angielska, chwała jej za to, jest za silna na takie rozwiązanie.
Paul Gilham/Getty Images Europ?e Jeszcze rzut oka na taktykę stosowną przez Manciniego w obecnym sezonie. Otóż samo założenie właściwie się nie zmieniło - po odejściu od 4-4-2(jako ustawieniu z dwoma skrzydłowymi, tj. Bellamy'm i AJ/SWP) z kampanii 09/10 Roberto usystematyzował na Eastlands swoje 4-2-3-1(z kilkoma wariantami, o czym niżej). W porównaniu z formacją pohughesowską Mancini większy nacisk kładzie na pracę w ofensywie bocznych obrońców - to w zeszłym sezonie kompletnie nie działało, przez co brakowało The Citizens szerokości i zagrożenie po ewentualnych dośrodkowaniach było znikome(w lidze gole głową strzelał Lescott i to tylko po stałych fragmentach gry). Teraz współpraca w bocznych sektorach układa się znacznie lepiej, defensorzy częściej się podłączają i są tego efekty(również negatywne - patrz mecz z Bayernem i kilometry kwadratowe przestrzeli zwalnianej przez Richardsa). Mancini kontynuował i rozwinął zadania atakujących - trudno komukolwiek przypisać konkretną pozycję, co uzmysławia chociażby poruszanie się Edina Dżeko, który nie jest przyspawanym do pola karnego środkowym napastnikiem, zwłaszcza można to było dostrzec w minioną sobotę, albo w kolejce inaugurującej sezon. To samo tyczy się Balotellego, Silvy(to akurat banał, ale wart wzmiankowania) czy Milnera - Anglik szczególnie wydaje się być (skutecznym!) zawodnikiem do zadań specjalnych, nie ma problemu z grą na obu skrzydłach bądź też jako inna wersja Toure, pomocnika atakującego z głębi pola. Podobna wielofunkcyjność reprezentanta WKS także pozwala na większe pole manewru taktycznego - Yaya może grać defensywnego pomocnika(Tottenham na WHU), albo jako podwieszony za napastnika(to tak zwana pozycja, jak to czasami nazywam, półfinałowa i finałowa FA Cup), gdzie potrafi być bardzo skuteczny. Mancini od początku tworzył zespół facetów gotowych występować na kilku pozycjach, nieraz w czasie 90 minut. Poprawiła się także sama jakość ataku. W zeszłym sezonie wielokrotnie brakowało piłkarzom City zdecydowania(zwykle chodziło o liczbę ciał zaangażowanych w atak, ale nie zawsze) oraz sensownego ruchu bez piłki podczas konstruowania ataku pozycyjnego. Ostrożnie założę, iż Włochowi chodził o zbudowanie zespołu od tyłu. Kiedy ta faza się powiodła(Złote Rękawice dla Harta i rekord czystych kont), nadszedł moment na ofensywę. A konkretniej, choć w uproszczeniu - dać Silvie piłkę, nakazać reszcie biegać jak najwięcej, zmieniać pozycje, poza tym nękać rywala na jego połowie i zepchnąć go do głębokiej defensywy. Plan zdawałoby się prosty, ale wcześniej nie udawało się go realizować w stu procentach i nie zawsze była to wina samych wykonawców. Zespół musiał po prostu dojrzeć, zarówno piłkarsko, jak i psychologicznie. Elementarna prawda piłki nożnej - w wypadku ekip o sporych umiejętnościach indywidualnych potrzeba czasu i cierpliwości, aby zrobić z nich zespół. Manciniemu póki co się to udaje, dzięki czemu przeżywamy niesamowity, zachwycający miesiąc. A poznając perfekcjonizm włoskiego menadżera, to jeszcze nie koniec niezapomnianych chwil dla wszystkich kibiców Manchesteru City.
wtorek, 25 października 2011
Niezapomniane popołudnie. Jeśli wśród kibiców The Citizens są jeszcze przeciwnicy Manciniego oraz szejków na Eastlands i nie przekonała ich fantastyczna kampania Pucharu Anglii 2010/2011, to upokorzenie największego rywala na jego własnym stadionie i "czysta" pozycja lidera Premier League musi to uczynić. Na zwycięstwo na Old Trafford czekaliśmy cztery lata(co zabawne, ostatni trener który tego dokonał, Sven-Goran Eriksson, stracił pracę w Leicester dzień po derbach Manchesteru), a sam Teatr Marzeń ugiął się wreszcie po piłkarskim oblężenie trwającym aż dziewiętnaście miesięcy. Manchester na kilkadziesiąt tygodni znów będzie Błękitny. Przełamaliśmy Fergusonową mentalności zwycięzców, która była najlepszą obroną przed wszelkimi żenującymi rozstrzygnięciami. Pamiętacie? Ileż to razy wygrywali na przekór własnej postawie? Albo pozbawiali Błękitnych nadziei, strzelając zwycięskiego gola w ostatniej minucie(półfinał Carling Cup, oba mecze ligowe z tamtego sezonu, Tarcza Wspólnoty)? Ale teraz dość tego. Przełamaliśmy ich. Już nie będzie się mówiło o Manchesterze i mistrzostwie tylko w kontekście United. Jest pięknie. Nie mogę napatrzeć się na powtórki bramek i tabelę Premiership. Co w tym wszystkim najcudowniejsze? Że to dopiero początek. Zbezczeszczenie świątyni rywala to jedno; nadszedł moment, aby z całą mocą zrzucić go z tronu Mistrza Anglii. Potęga, jaką widzieliśmy w niedzielę, nie może mieć innego celu. I mam tu na myśli zarówno komfortową, solidną obronę, mimo sporej przewagi w posiadaniu piłki United(pierwsze 20 minut, aczkolwiek bez realnej szansy, no może poza kiksem Evansa), i atak - po prostu zabójczy. A także trenera. Mancini wykonał swoją robotę doskonale, zmieniając Dżeko, Nasriego i Adama Johnsona za Balotellego, Milnera i Aguero, jak również wracając do 'ligowych' bocznych obrońców, Richardsa(świetny mecz w "obie strony") i Clichy'ego(dobra współpraca z Silvą i Lescottem uspokoiła Naniego na dobre).
Aż chce się zapytać: Carlos who? Transformacja City z ekipy zależnej od formy i kaprysów Carlito w naoliwioną maszynerię do strzelania goli szokuje od startu sezonu. Każdy z napastników zdobywa bramki na zawołanie. Jeśli nie Aguero, to Dżeko. Jeśli nie Bośniak, to Super Mario. A gdyby i każdemu z nich celowniki się zwichrowały, to jest chociażby James Milner albo Adam Johnson. Wszyscy piłkarze City są niesamowicie zaangażowani w poczynania zespołu i to napawa mnie ogromną dumą(głód goli w końcówce derbów tym bardziej ujmujący). Jeśli teoretyczni rezerwowi dostają szansę, to ją wykorzystują. Najlepszym tego przykładami są Balotelli i AJ. Włoch został pominięty podczas pierwszych kolejek, a teraz nie może przestać strzelać goli. Młody Anglik zaś nieustannie temperowany przez Manciniego ciągle pokazuje, że można mu ufać(mecze z Blackburn i Villą). A największym beneficjentem 'nowego' City, które określiłbym najogólniej jako zespół budowany wokół geniuszu Silvy, jest James Milner. Jestem nim zachwycony. Jeszcze kilka miesięcy temu kręcił głową, gdy Roberto ściągał go z murawy Anfield, a dziś, kiedy wreszcie odnalazł hiszpańskiego magika, który wykorzysta jego niebywałą chęć do gry, staje się bardzo istotnym elementem drużyny. Dwie asysty na OT(Zonal Marking o jego roli w tym spotkaniu), spory udział w zwycięstwie z Villarrealem, gole z Evertonem i Aston Villą mówią same za siebie. Naprawdę oczekiwałem, iż po uratowaniu Ligi Mistrzów James zagra wespół z Mario w pierwszym składzie i Mancini mnie nie zawiódł. There is only one James Milner jak najbardziej zasłużone. Był cierpliwy w trakcie zeszłego sezonu, nie marudził zbytnio, przepracował okres aklimatyzacyjny jak należy i to się opłaciło. A co do Mario... uwielbiam faceta. Pokręcony charakter, niedający o sobie zapomnieć. Na boisku jednak co raz lepszy. Dlaczego zawsze on? Bo wszyscy go lekceważą i mam nadzieję, że dalej tak będą robić. Bo wczoraj jeździł po Manchesterze z głośno włączoną muzyką i przybijał z kibicami City 'piątki'(czy też 'szóstki' w pewnym sensie:)) i odpalił... kampanię na rzecz bezpiecznego korzystania z fajerwerków. Jest na ustach wszystkich. Po Man of the Match finału FA Cup i niedzielnym występie żadne boisko nie będzie mu straszne. Za to Wy, kibice Premier League, bójcie się ;-) Zachwycać się nad wspomnianym kilkukrotnie Davidem Silvą nie mam zamiaru, zwyczajnie brak mi odpowiednich zasobów w słownictwie. Jest wszędzie. Rozdziela piłki z zamkniętymi oczami, czysta maestria - precyzja podania do Dżeko w 93 minucie powala. Wystarczyło Edinowi biec, a futbolówka sama mu wskoczyła pod nogi. Każdy atak rozprowadzany przez Hiszpana był naprawdę groźny. Albo wejście między czterech obrońców United - czemu nie, wcale nie jest się na straconej pozycji. No i praca w defensywie. Kompletny piłkarz - z jego postawą na murawie i poza nią nie potrafię martwić się o przyszłość Manchesteru City. Żeby nie było, że tylko ochy i achy - jak po każdym zwycięstwie refleksja musi objąć nieco szerszą perspektywę. A ta wygląda następująco: 1. Nikt nie wygrał mistrzostwa po dziewięciu kolejkach, długa droga przed City, Jedno jest jednak pewne. Po czasie pogardy nadeszły dni srogiej zemsty. Dla fanów City zapowiadają się niezwykłe miesiące. Dla angielskiej piłki również, gdyż wydaje się, iż właśnie narodziła się prawdziwa potęga. Jeszcze nie obwieszona medalami, ale z wielkim apetytem i świadomością, iż same pieniądze na murawie nie wygrają.
środa, 13 kwietnia 2011
Upokorzenie. Nie ma innego słowa na rezultat poniedziałkowego meczu na Anfield. Najgorszy mecz w defensywie od czasu 0:3 z Tottenhamem. Najgorszy mecz pod wodzą Manciniego(styl+wynik). I jedno z najsłabszych spotkań włoskiego menadżera od wyboru '11' i taktyki po ostatni gwizdek arbitra. I sam nie wiem, co mam myśleć o jego pomeczowych wypowiedziach; punktów Manchesterowi City nic już nie przywróci.
Drogi menadżerze, skład City bez de Jonga i Silvy już zapowiadał spore kłopoty - Nigel jest kluczową postacią jeśli chodzi o utrzymanie w ryzach środka pola. Bez niego piłkarze zwyczajnie się rozjeżdżają, Barry nigdy nie zdąży z asekuracją, Yaya mniej się angażuje w destrukcję, a wybrany w miejsce Holendra Milner... zdaje się być ofiarą Manciniego i jego złych wyborów/braku umiejętności dostosowania pozycji i roli piłkarza na boisku do jego walorów. A David Silva obok Adam Johnsona to najlepszy magik w zespole - stworzenie 100% sytuacji podbramkowej dla Hiszpana to przecież fraszka. Każdy średnio rozgarnięty widzi różnicę jaką robią obaj ci zawodnicy. Wymieniona dwójka plus Tevez i Kompany są szkieletem drużyny. A bez miednicy i kręgosłupa nikt jeszcze daleko nie zaszedł.
Błędy Roberto szybko zostały obnażone. Przy pierwszym golu, pechowym dla City podwójnie, bo po niegroźnym zdawałoby się kontakcie z piłką kontuzji doznał Tevez, nie mogę ulec przeświadczeniu, iż Nigel stałby na drodze strzału, gdyż zazwyczaj jest ustawiony przed dwoma środkowymi defensorami. Hart chyba też mógł zrobić coś więcej, choć sytuacja nie była prosta - piłka odchodząca, uderzenie zaś potężne. A swoją taktyczną konsekwencją Mancini popełnił błąd nr 2. Za Teveza nie miał prawa wejść Balotelli. Pal licho charakterek Włocha. On zwyczajnie nie nadaje się na lewoskrzydłowego - podobnie jak Dżeko bliżej mu do czekania na dobre piłki(patrz gol z Aston Villą w FA Cup), a już tym bardziej nie jest odpowiednim partnerem do konstruowania ataków z Kolarowem. Mancini wprowadzając Balotellego odciął zespołowi lewą nogę - przy świetnie zorganizowanej obronie Liverpoolu Mario nie miał wiele do zaoferowania i ostatecznie zespołowi nie pomógł, a nawet zszedł z drobnym urazem. A żeby przeciwstawić się rozpędzonej ekipa Daglisha potrzeba było czarodzieja i to natychmiast. Drugi gol - znów brakowało i zdecydowania naszym defensorom, i de Jonga. Toure w ogóle nie brał udziału w tej akcji, a Milner, to podsumowanie całego jego występu - biegał bez ładu i składu. Nie winiłbym jednak samego piłkarza, gdyż sam się nie wybrał go do składu i nie wyznaczył sobie stosownych zadań. Co prowadzi do paradoksalnego wniosku - Mancini sprzeniewierzył się swoim zasadom i chciał wygrać mecz, co doprowadziło do kompletnej klęski. Reakcja Jamesa Milnera po zejściu z murawy mówi sama za siebie - menadżer się pogubił, przesiedział całą drugą połowę w zamyśleniu i stracił nadzieję na poderwanie zespołu, wejście Silvy zaś to tylko taka zasłona pt. "coś chciałem zmienić".
Dzieła zniszczenia dopełnił Caroll, który nie miał problemów z wygraniem pojedynku główkowego z beznadziejnym tego dnia lewym obrońcą City. Ręce opadły, emocje z nerwowego wyczekiwania i sporych nadziei stopniały do mąk piekielnych niech się to już skończy. Druga połowa nie przyniosła niczego szczególnego. Ot, waliliśmy - delikatnie zresztą - głową w mur, a gospodarze na luzie się zastanawiali, czy 3:0 to odpowiedni wynik, czy może jeszcze coś strzelić. I nawet Zonal Marking nie poświęcił ani zdania więcej na drugie 45 minut. A winny takiemu stanowi rzeczy był Roberto Mancini, na szczęście świadom swoich pomyłek. Oby tylko był w stanie wyciągnać odpowiednie wnioski, gdyż inaczej marzenia o Lidze Mistrzów odłożymy na przyszły sezon. I weź tu obiektywnie oceń Edina Dżeko, który w Premiership nie tylko bez gola, ale i dogodnych szans policzyć mu mozna na palcach jednej ręki(sam pamiętam może dwie, trzy). Nie potrafimy, ani Mancini, ani zawodnicy, wykorzystać artybutów Bośniaka, dlakiego od strzeleckich rekordów z Bundesligi. I nie zaskoczy mnie samotny Mario na szpicy w sobotę. Taktyka na dwóch napastników, nawet jeśli jeden z nich jest teoretycznie ustawiony na skrzydle, nie sprawdza się. A Edin, podobnie jak kilku innych zawodników, może powoli myśleć o przyszłym sezonie. Do końca ligi pozostało sześć spotkań: Blackburn Rovers(wyjazd), West Ham(dom), Everton(wyjazd), Tottenham(dom), Stoke(dom), Bolton(wyjazd). Wykonajmy zadanie, drogi Manchesterze City. Nie możemy sobie pozwolić na więcej wpadek w poniedziałkowej manierze. Przed nami jeden 'ekstra' mecz z United, jeden w środku tygodnia z Kogutami. Wykonajmy nakreślone przed sezonem zadanie.
środa, 05 stycznia 2011
Starcie dwóch biegunowo odmiennych filozofii budowania klubu piłkarskiego - maniakalny wręcz szlifierz młodych diamentów kontra sięgający po błyskotki niczym dziecko po łakocie. Jeszcze do wczoraj najlepszy atak ligi przeciwko najlepszej defensywie EPL. Starcie tytanów, test gotowości do walki o mistrzostwo, sprawdzian drużynowej dojrzałości. Raz już przez The Citizens oblany…
Jednak bezdyskusyjna porażka na City of Manchester Stadium - żeby użyć zwrotu Mourinho po Gran Derbi - nie bolała długo ani zbyt mocno; łatwo przeszedłem po niej do porządku dziennego. Czerwona kartka dla Boyaty zasłużona(choć młodemu Belgowi zamknęła ona drogą do składu na ważne spotkania), próby przełamania wyniku heroiczne, ale siłą rzeczy, poprzez rozciągnięcie formacji i mnóstwa wolnej przestrzeni dla lubujących się w krótkich podaniach Kanonierów(wtedy celnych wymienili ponad 600!), doprowadziły do straty aż trzech goli. Wypadało po ostatnim gwizdku z nutką uznania uścisnąć dłoń rywala i zapowiedzieć srogi rewanż. Dziś. Nie powiem jednak, abym był w wybitnie bojowych nastroju(na pewno nie mam w sobie nic z pewności przed listopadowym starciem). Nie przeraża mnie wprawdzie fakt, że z Arsenalem na jego stadionie nie wygraliśmy od 35 lat – to nie to. Martwi mnie – Roberto Manciniego zapewne również – przede wszystkim brak Davida Silvy, który w ostatnich spotkaniach wyrósł na głównodowodzącego atakami The Citizens. Hiszpan może nie strzela tylu goli co np. Nasri czy van der Vaart, ale jeśli dać mu odrobinę miejsca, aby wypracował sobie nieco przestrzeni między formacjami, to będzie rozdzielał naprawdę genialne i dokładne podania, zwłaszcza iż co raz lepiej rozumie się z Yayą czy Tevezem. Chyba nikt nie wyobraża sobie, aby godnie mógł go zastąpić np. James Milner(z całym szacunkiem), typowany przeze mnie na zmiennika Mistrza Świata, stąd zdecydowanie więcej będzie zależało od Yayi Toure, Teveza i Johnsona, którzy będą musieli wznieść się na wyżyny swych umiejętności. No i wykorzystać jedną, może dwie sytuacje, które się pojawią. Na więcej – w wypadku meczu bez niespodzianek typu czerwone kartki – nie liczę. Mniejszym, lecz wciąż znaczącym kłopotem włoskiego menadżera będzie obstawienie boków obrony. Kolarow i Boateng na tę chwilę nie prezentują poziomu uprawniającego ich do miana udanych transferów. Z drugiej strony Zabaleta i Richards najwybitniejszymi specjalistami nie są, mimo tego postawiłbym na starych wyjadaczy, lepiej poruszających się po boisku niż wspomniani Niemiec i Serb. A potrzeba nam sprawnych bocznych defensorów, którzy wesprą starania ofensywne zespołu, gdyż ewentualne zaniechania w tym elemencie pozbawią nas szans na wykreowanie większej ilości sytuacji podbramkowych. Na koniec problemów: Manchester City Fighting Club. Byli zawodnicy Arsenalu(cóż za ironia losu) skaczą sobie do gardeł, kiedy Kolo mówi do Manu, iż lepiej dla tego drugiego będzie odejść z Eastlands jak najszybciej. Krótka wymiana uprzejmości kończy się zwarciem, które obficie obfotografowanie wręcz natychmiast trafia na łamy internetowych dzienników. Chyba czas ogrodzić Carrington i wyprosić poszukiwaczy sensacji, bo teraz każde spięcie znajdzie swoje odzwierciedlenie w mediach. Nie chce mi się wierzyć, iż tylko u nas są takie zajścia.
czwartek, 15 lipca 2010
Ochłonęliśmy po Mundialu, zaczynamy tęsknić co raz mocniej za starciami klubowymi, a ja jeszcze chciałem podsumować występ zawodników City na boiskach RPA. I tych starych, i tych nowych, nawet o wypożyczonych nie zapomniałem. Tekst długi, ale dacie radę. A jak w waszych drużynach oceniacie wyczyny reprezentantów? Bo Błękitni nie mają się czego specjalnie wstydzić. Zresztą sami spójrzcie, kogo w kadrze będziemy mieli w nadchodzącym sezonie. Na początek… MistrzUdział Davida Silvy w mundialowym sukcesie La Roja’y(jakiś pomysł, jak to odmienić sensownie?) jest marginalny, choć sam fakt, iż Manchester City będzie miał w swoim składzie świeżo upieczonego Mistrza Świata jest wydarzeniem bez precedensu. Przed Davidem, moim imiennikiem nota bene, wielka przygoda w Manchesterze. Wraz z jego przyjściem powstało wiele ciekawych taktycznych kwestii do rozwiązania. Czy Mancini zmieni system gry tak, aby Silvie umożliwić grę w środku? Czy raczej myśli o wstawianiu go na lewą stronę? W tej chwili rzucam te pytania, ot tak, bo Silva przez najbliższe dnie z pewnością będzie myślami z reprezentacją i jej niesamowitym wynikiem. Poświętuje, a potem wróci do klubu i rozpocznie nowy sezon, którego już nie możemy się doczekać. Wicemistrz i ćwierćfinalista
De Jonga pozwoliłem sobie wytypować na cichego bohatera ćwierćfinału z Canarinhos i oprócz oczywistego Man of The Match, czyli Sneijdera, Nigel znów pokazał, że jest jednym z najlepszych defensywnych pomocników w Europie. Prawie nigdy nie wyściubia nosa za swoją połowę, w ciągu pięciu meczów na bramkę uderzał aż(!!) raz(w finale też bodaj raz mu się to zdarzyło). Wespół z van Bommelem solidne skopali uniemożliwili skuteczną grę Brazylijczykom, choć dalej nie wiem, gdzie obracali flaszkę, kiedy Melo pięknym podaniem przez dwie formacje wypuszczał Robinho. No i – wracając do de Jonga - się wykartkował dzięki faulowi na koledze z zespołu na półfinał, co zawsze jest lepszą opcją, niż absencja w finale. O meczu na Soccer City rozprawiać będziemy pewnie jeszcze długo, więc teraz w skrócie – rysą na poprawnym występie de Jonga okazało się fatalne wejście w Xabiego Alonso, które mogło skończyć się wykluczeniem. Nie mam zamiaru wyciąg jakiś szczególnych wniosków, ot, Nigel wpisał się w sposób gry swojej drużyny. Na miejscu Manciniego od Holendra zaczynałbym desygnowanie wyjściowej jedenastki. Brązowy medalistaPonieważ nie śledzę wyczynów co raz mocniejszej Bundesligi, to o Jerome’ie Boatengu miałem bardzo nikłe pojęcie. Na szczęście na mistrzostwach rozegrał pięć spotkań, z czego jedno – to decydujące o brązie – na prawej obronie, resztę zaś na lewej stronie. Cóż można o nim powiedzieć? Silny, szybki, waleczny, nieźle podaje(jedna asysta) i osobiście liczę, że bliżej mu będzie do wygryzienia Bridge’a ze składu, niż na przykład do wymuszenia odejścia Onuochy czy Richardsa. Cokolwiek się stanie, zakupiliśmy solidnego defensora gotowego grać na całej szerokości formacji(alternatywa dla Zabalety?) i będzie z niego pożytek, szkoda, że na pewno czyimś kosztem. Znów ćwierćfinaliściCarlos Tevez, jak cała reprezentacja Argentyny, w moim odczuciu padł ofiara nieudolności trenerskiej Diego Maradony. Do spotkania z Niemcami jeszcze wierzyłem, że świetną atmosferą w drużynie można przeskoczyć taktyczną abnegację, ale na nieszczęście dla Albicelestes, rzeczywistość okazała się bardzo brutalna. I nie wiem już, czy Tevez zawiódł, czy wręcz przeciwnie. Drugi gol przeciw Meksykowi na pewno w top10 mundialowych goli, ale tak samo bramka na 1:0 przejdzie do niechlubnej historii piłki nożnej. Z drugiej strony, może owa sytuacja w połączeniu z nieuznanym trafieniem Anglików coś w fifowskim betonie zmieni. Carlito zaś ma czas na odbudowę i przygotowanie się do nowego, pełnego wyzwań, sezonu. Wszyscy na niego liczymy! Na drugim biegunie napastników The Citizens „leży” – tj. nikt specjalnie jego występem w RPA się nie przejął - Roque Santa Cruz.. 314 minut na przestrzeni pięciu meczów, zaledwie siedem strzałów i zero goli. Nigdy Paragwajczykowi nie oszczędzałem złośliwości, jednak z uwagi na Mundial sobie odpuszczę i po prostu będę wyczekiwał wieści o jego sprzedaży. 1/8Kto czytał moje wpisy w różnych miejscach ten wiedział, iż obok Francji, to Anglikom na afrykańskich boiskach życzyłem najgorzej. Ani przez moment nie wierzyłem, iż pozbierani z klubów EPL zawodnicy są w stanie stworzyć prawdziwego zespołu i nie pomyliłem się. Niestety spory w tym udział miał Gareth Barry. Gdyby tak występ na mistrzostwach miałby decydować o przyszłości w klubie, to pomocnik City musiałby się sporo namęczyć, aby swoją pozycję pewniaka w talii Roberto zatrzymać. Owszem, kontuzja nie pomogła, grać w kiepskiej drużynie żaden powód do chwały, lecz dwa gole strzelone przez Niemców obciążają konto Barry’ego i to mocno. Nie było w pobliżu de Jonga, który by asekurował… Żal Joe Harta, na którego selekcjoner Synów Albionu, czego tragiczny w skutkach efekt widzieliśmy w spotkaniu z pochłaniaczami hamburgerów. Szczęścia w inauguracji Mundialu nie miał też Shaun Wright-Phillips. Prawoskrzydłowy grał na lewej(?!) stronie, a w całym turnieju zabrakło mu minuty, aby zaliczyć pełne 90(trzy występy w sumie). Skoro SWP i tak miał być rezerwowym, nie wiem więc, dlaczego nie pojechał Adam Johnson, który mógłby kadrze dać więcej, niż rozczarowany sezonem Shaun. A Capello na stołku i tak pozostał… Wyjątkową niespodziankę sprawiła Słowacja. Wyjście z niełatwej grupy i walka do końca z późniejszymi wicemistrzami na trwałe zapisze się w historii futbolu naszych południowych sąsiadów, w czym swój udział miał Vlad Weiss junior. Trzy spotkania, każde na innej pozycji(zwiedził całą szerokość środkowej formacji) i sporo zamieszania w polach karnych rywali, mimo iż słowacki ofensywny pomocnik strzelał na bramkę tylko raz(mniej niż de Jong!), skuteczność podań też bez rewelacji(56%). Przypomnę jednak, że mówimy o 21-letnim zawodniku, debiutującym w kadrze przed niespełna rokiem. Vlad ma przed sobą przyszłość, ale czy na CoMS? Występy w RPA nie mogą dać odpowiedzi, osobiście liczę, że Weissa w koszulce The Citizens ujrzymy. Faza grupowaBracia Toure wpisali się w ogólny poziom drużyn afrykańskich, czyli zawiedli. Fakt, grupa łatwa nie była, sędzia uznał ręcznego gola Luisa Fabiano, ale nie ulega wątpliwości, że WKS, reprezentacja pełna gwiazd europejskiego formatu, powinno osiągnąć więcej. Bezbarwność drużyny można przypisać wielu czynnikom, a to że trener nowy(a właściwie już stary), że sporo silnych osobowości, że sezon na Starym Kontynencie ciężki… Afryka piłkarsko nie rozwija się jak należy, pomimo iż zawodnicy wiele mówią na temat wielkiego oddania reprezentacjom. Plus odpadnięcia w fazie grupowej taki, że Kolo i Yaya wcześniej wrócili do klubowych obowiązków. Po Mundialu wracamy do nich wszyscy. Nareszcie! |
Zakładki:
Czytam, komentuję..
Angamoss![]() Błękitna strona miasta | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||